16.08.16, 17:10
był gdzieś tekst nt. gwary warszawskiej. Wynikało z niego, że jeżeli ktoś nie zna tej gwary (pisał taką gwarą, np., Wiech) - nie jest rodowitym warszawiakiem.
Muszę się zatem przyznać, że tkwiłam od urodzenia w mylnym błędzie. Mea culpa.

Czyżby zatem rodowity londyńczyk musiał posługiwać się cockney?
Obserwuj wątek
    • trusiaa Re: Niedawno 16.08.16, 18:03
      Zależy kto twierdził, że gwarę znać wypada - może słoik jakiś i niepotrzebnie się przejmujesz.
      • ewa9717 Re: Niedawno 17.08.16, 00:22
        trusiaa napisała:

        może słoik jakiś i niepotrzebnie s
        > ię przejmujesz.
        A wiesz, jakoś nie spodziewałam się tego tu i od ciebie.
        • trusiaa Re: Niedawno 17.08.16, 07:40
          Bardzo przepraszam, jeśli Cię uraziłam.
          Hasło słoik nie jest dla mnie dla mnie nacechowane negatywnie - odbieram je jako zabawne określenie osoby, która w jakimś miejscu mieszka od niedawna, a wolny czas spędza z rodziną w dawnym miejscu zamieszkania (skąd często zabiera prowiant).

          Sama się przeniosłam z miasta na wieś - podobnie moi rodzice, w nowych miejscach nawiązaliśmy sympatyczne znajomości, ale do końca życia będziemy dla tamtejszych mieszkańców nowi/obcy. Po wizycie u rodziców zwykle wracam obdarowana specjałami Mamy, Cały sznur samochodów po drodze wiezie takich słoików jak ja - tyle, że ku stolicy.

          Po przydługim wstępie - chodziło mi o to, że niektórym świeżo osiedlonym zdarza się myśleć i mówić o sobie jak o rdzennych mieszkańcach jakiegoś miejsca,

          Stąd pozwoliłam sobie na żart, stwierdzając, że widocznie jakiś nowy obywatel miasta postanowił wprawić w zakłopotanie rdzennych mieszkańców.
          • ewa9717 Re: Niedawno 17.08.16, 08:10
            ;)
            • klara_izydor Re: Niedawno 17.08.16, 12:39
              Kolega Dziecka jest rodowitym krakusem,ale pracę znalazł w Warszawie.
              Weekendy spędza jednak w Krakowie - u mamusi,więc śmieją się z niego,że jest słoikiem ;)
              Na gwarze warszawskiej się nie znam,ale w Poznaniu wystarczy charakterystyczny akcynt.
              Pytam ostatnio pacjenta - Pan urodził się w Wielkopolsce?
              - Nie,w Berlinie,w roku 1942.
              - A pańscy rodzice?
              - Rodzice są z Pniew.
              I starczy,akcynt się przechował ;)
              • tt-tka Re: Niedawno 17.08.16, 13:59
                klara_izydor napisała:


                > Na gwarze warszawskiej się nie znam,ale w Poznaniu wystarczy charakterystyczny
                > akcynt.
                > Pytam ostatnio pacjenta - Pan urodził się w Wielkopolsce?
                > - Nie,w Berlinie,w roku 1942.
                > - A pańscy rodzice?
                > - Rodzice są z Pniew.
                > I starczy,akcynt się przechował ;)

                Bardzo sliczne :), ale warsiaski akcynt nie jest jednorodny - inaczej akcentowali i wymawiali na Szmulkach, inaczej na Czerniakowie, jeszcze inaczej na Woli; na moim rodzinnym gornym Mokotowie na wlasne oczy widzialam jeszcze lany zboza na obecnej Woronicza (telewizja), a licze sobie sporo mniej niz sto lat i tu wiecej w jezyku bylo nalecialosci wiejskich czy podmiejskich niz przedmiejskich; radio, telewizja, szkolnictwo zniwelowalo roznice; tylko Wiech, czesc jego pamieci, nam sie ostal
      • ave.duce Re: Niedawno 17.08.16, 18:40
        Się nie przejmuję. Niestety, nie udało mi się znaleźć tego tekstu. Wzorem władających IV RPi$politą - należałoby zlustrować autora/autorkę pod kontem pochodzenia ;)
    • tt-tka Re: Niedawno 16.08.16, 23:30
      Jako rodowita warszawianka od pokolen (po linii zenskiej) oswiadczam - gware warszawska (wiechowska, czyli juz przetworzona literacko, powiedzmy sobie szczerze) rozumiem; poslugiwac sie nia w sposob naturalny nie umiem, pojedyncze zwroty to jeszcze jak cie moge;

      Czy w tekscie, ktory przywolujesz "znac" jest tozsame ze "swobodnie mowic" ? Bo wiechowski to juz po czesci martwy jezyk...czego osobiscie zaluje, ale co robic.
      • ave.duce Re: Niedawno 17.08.16, 18:47
        Mam kłopoty z komputerem - znikły mi wszystkie zakładki, a nowe nie chcą się zapisywać :(
        Nie znalazłam wspomnianego tekstu. Zapamiętałam, że chodziło tam o znajomość gwary warszawskiej, ale czy o rozumienie czy o mówienie gwarą - zabij mnie ;)
        Moja znajomość gwary (masz rację, co do "rozbicia dzielnicowego") jest żadna.
        Sądzę, iż znam jakieś pojedyncze słowa, nawet nie wiedząc, że są gwarowe.
    • aga-kosa Re: Niedawno 17.08.16, 18:07
      Urodzili mnie na białostocczyźnie, wychowywałam się na Dolnym Śl. DŚ To był tygielek różnych gwar z całej Polski. Dzieci były dla siebie okrutne i wyśmiewały wszelka gwarę. W szkole uczyli nas nauczyciele "przedwojenni" i wymagali poprawnej literackiej polszczyzny. Efekt jest stai, że nie potrafię mówić żadną gwarą. Mimo, że od 19 lat jestem mieszkanką w okolicy Pniew nie mam szans na naukę miejscowej gwary. Zawsze to już teatr. :) aga
      • ave.duce Re: Niedawno 17.08.16, 18:49
        A ja nie mam zamiaru uczyć się żadnej warszawskiej gwary. Howgh!
        • tt-tka Re: Niedawno 17.08.16, 20:10
          Imo uczyc sie gwary, o ile nie jest sie etnografem (nawet amatorem) to zajecie cokolwiek bezsensowne. Warszawskiej nie uczylam sie i w moim otoczeniu ona juz nie fukcjonowala, znam z Wiecha (i Grzesiuka). natomiast zalapalam w dziecinstwie gware goralska (spory kawalek zycia na Podhalu), rozumiem bez problemu i sama mowie, ale tylko w rozmowach tam lub z ludzmi stamtad wychodzi to naturalnie. W innych przypadkach, jako rzekla Aga, wychodzi teatr. Nienajlepszy.
          • klara_izydor Re: Niedawno 17.08.16, 20:54
            Wychowałam się w pięknym wielkopolskim mieście - Lesznie.A mój mąż jest poznaniakiem z dziada-pradziada - z dużą domieszką krwi niemieckiej.
            Po studiach - sprzedaliśmy się,jak wielu innych - Zagłębiu Miedziowemu.Dawali mieszkania,talony na malucha,pożyczki bezzwrotne - pod warunkiem,że przepracuje się w tym miejscu 7 lat.
            Byliśmy pewni,że po roku stażu wrócimy do Poznania,ale utkwiliśmy tu na zawsze.
            Ale - bezbłędnie wyłapuję ludzi z Wielkopolski i ...rozczulam się nad każdym Ratajczakiem i Kaczmarkiem;)
            Ale - zaczynam doceniać Dolny Śląsk - zwłaszcza po upadku komuny.Przepiękne tereny,wtórnie zdziczałe,a teraz wracające do czasów świetności.
            Pytanie babci mojego męża - sprzed 30 lat : Klaro,czy na tym dzikim zachodzie istnieje jakaś kultura? - przestaje być aktualne :)
            • tt-tka Re: Niedawno 17.08.16, 21:07
              klara_izydor napisała:

              zaczynam doceniać Dolny Śląsk - zwłaszcza po upadku komuny.Przepiękne ter
              > eny,wtórnie zdziczałe,a teraz wracające do czasów świetności.
              > Pytanie babci mojego męża - sprzed 30 lat : Klaro,czy na tym dzikim zachodzie i
              > stnieje jakaś kultura? - przestaje być aktualne :)


              Szpraszam, ale 30 lat temu tez nie bylo. Ten Dolny Slask, ktory znalam w latach 70- i 80-tych, Wroclaw, Karkonosze, Kotlina Klodzka mial wtedy i przedtem kulture - bogata, roznorodna i fascynujaca. Jesli z Warszawy chcialo sie nam jezdzic na festiwale do Polanicy lub Dusznik, na spektakle teatralne do Wroclawia, na wycieczki po najbardziej zapadlych dziurach...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka