justynakm1
25.09.09, 09:35
Wrócilam z urlopu. Miał mi pomoc dojsc do siebie, wyjezdzalam dosc
daleko, na 2 tygonie. Faktycznie, udalo mi sie zapomniec o pracy,
ale nie o tragedii. Pierwszych kilka dni bylamz uukochana
przyjaciolka, ale po 2 dniach wieczory zaczely bywac trudne,
zasypianie ciezkie, brak Kuby byl strasznie odczuwalny. Pozniej
pojechalam gdzie indziej i bylo jezczez trudniej: okazuje sie, ze z
urlop z rodzina nie zawsze jest latwy, nie bylo tak wakacyjnie i
uplanie, a jesiennie. Xydrozyzyna nie odstepowala mnie na krok.
Plakalam, pisalalm mamie smtne smsy-po moim powrocie mama mieszka ze
mna. Nie umiem inaczej. A Warszawa, do ktorej wrocilam, jakas
dziwna, po raz kolejny czuje sie jak ufoludek, wrzucony w swoje-
nieswoje realia.. W pracy nie umiem sie ogarnac, plakac mi sie chce,
a ten piekny wrzesnien mnie dobija-rok temu bylo juz tak dobrze, byl
Kuba, bylam ja, byl rower i spacery i zapach jesieni. BYlo tak
idealnie. Nie umiem sobie z tym poradzic, choc niedlugo minie
kolejny miesiac. Nie umie zyc bez Niego, nie umiem i nie chce. MOwia
mi, ze spotkam jeszcze kogos, bede miala dzieci,a dla mnie to jak
puyste zarty, nie chce zadnych dzieci ani rodziny, znow chce sie
zaszyc w lesie, sama. mecza mnie ludzie, nawet ci serdeczni.
Opadalm z sil, zamiast ich nabrac.