blondgirl
19.10.09, 11:24
Z moim NM znamy się od 4 lat, a od prawie 2 razem mieszkamy. NM ma 14-letniego
syna z pierwszego małżeństwa.
Chłopak "spędza" u nas każdy weekend. "Spędza", ponieważ u nas tylko je (i to
nie zawsze) i śpi, a resztę czasu spędza ze swoim kuzynem. Taka sytuacja ma
miejsce nawet wtedy, gdy mnie nie ma w domu, a ojciec jest w nim sam, więc to
raczej nie moja wina.
Generalnie ojciec nic nie wymaga. Łóżko po weekendzie leży rozwalone do
następnej wizyty. Co zostało zabrane z kuchni np. jedzenie czy picie, szklanka
itp. też leży. Nie sprząta. I ojciec nie widzi w tym nic złego. Jemu
wystarczy, że syn przyjeżdża i widzi go te kilka chwil w trakcie posiłku i ew.
wieczorem.
Nie podoba mi się to, ale każde zwrócenie uwagi kończyło się zawsze
oskarżeniem o przewrażliwienie i czepialstwo.
Ale wczoraj miara się przebrała. Ponieważ mieszkamy w nowowybudowanym domu, a
nasze dochody nie są oszałamiające powoli się meblujemy. Chciałam, żebyśmy
zaczęli od dołu (pokój dzienny - meble, kuchnia i przedpokój - malowanie). Na
to mój NM, że on na razie to może kupić tylko jedną rzecz, bo musi Synowi
kupić meble. Nie jest tak, że Dzieciak nie ma nic w pokoju - ma sofę, biurko i
fajny fotel i fotel. Rzeczywiście brakuje mu szafy, ale przez te 2 dni rzeczy
może trzymać w naszej szafie - nie ma problemu. Tylko dziecku, jak to dziecku
łatwiej jest rzucić ciuchy na fotel (w tym brudne) i narzekać, że mu śmierdzi
w pokoju.
Mój argument, że te meble nie są aż tak konieczne, bo dziecko z nami nie
mieszka (i na razie nie chce) i w zasadzie nawet nie przebywa spotkał się z
ogromną wrogością. W odpowiedzi usłyszałam, że traktuje dziecko strasznie po
macoszemu, a w ogóle to we wszystko się wpier...m i on ma tego dość. To był
wybuch. Zostałam wręcz skrzyczana. No i na co się obrażam? Dlaczego chcę spać
na dole? Robię sceny.
Mnie też poniosło. Odpowiedziałam, że nie mogę być z nim i nie pasuję do jego
wizji Superojcostwa i mam dość. Zrobił ze mnie najgorszą i skoro się wp....m,
to od tej pory nic mnie nie interesuje. A w szczególności nasz związek. No to
usłyszałam wyp...j. Kiedy poszłam się pakować poszedł za mną i siła odciągnął
mnie od szafy z tekstem, że coś mi się przesłyszało, bo on tak nie powiedział.
A potem przyznał, że i owszem może i tak powiedział, ale to ja powiedziałam
coś na temat wyprowadzki wpierając mi slowa, których nie wypowiedziałam.
I teraz myślę, że coś się przelało. Mam dość. Rezygnuję z tego związku.
W zasadzie, to chciałam się tylko chyba wygadać, bo jestem rozżalona jego
zachowaniem.