nie chce mi sie żyć.....

24.01.10, 21:47
Nie chce mi sie żyć.Nie umiem sobie poradzić z tym
wszystkim,niewiem jak to ogarniać....
dziś mija miesiąc od narodzin mojej córeczki.Nie mam męża.mam
narzeczonego ( tak mi sie wydawalo).wprzyszla sobote mial świętować
swoje urodziny ze znajomymi w pubie,gdziemiał zarezerwowane
stoliki..mieszka w Atenach ja jestem tymaczasowo w Polsce...
Bardzo sie kochaliśmy.z mojej strony byla to na pewno miłość.Od
jakiegoś czasu wszystko sie psuło.wyzywał mnie,nie szanował,ciągle
sie kłóciliśmy....gdy bylam w 4 miesiącu ciąży pobił mnie.miał
sprawe w sądzie,tam mu nałożyli kare 3 tys euro które zaplacic
musiał.działo sie to w Grecji ....Gdy rodziłam nawet sie nie
zainteresował porodem.Dzwoniła do niego moja sisotra ,odrzucał
rozmowy...po urodzeniu sie Nikolki nic sie nie zmieniło.Choć
łudziłam sie że on sie zmieni...tak bardzo go kochałam.Bawił sie
moimi uczuciami mowiac co jakis czas ze kogos ma,ze ma mie
gdzies...ale potem przepraszal,mowil ze chciał mnie zddenerwowac.ja
mu wybaczalam....wymuszal we mnie poczucie winy co jakis czas.ze
przeze mnie musial zaplacic 3 tys euro,ze go oklamuje,ze mam mionow
kochankow,ale wystarczylo ze rzmawialam z kolega z klasy na gg z
podstwowki,czy fakt ze nie bylam na skypie na czas prwadzilo do
naprwde nieprzyjemnych sytuacji czy słow.

dzis,gdy mmija misiąc od narodzin córki napisal mi smsa ze w sobote
zarecza sie z greczynka.Pęklo mi serce.w sowje urodziny zarecza sie
i mnie rzuca..jak śmiecia...Tak bardzo boli mnie sercd e ze niewiem
czy przezyje.wiem,ze mam dla kogo żyć bo mam córke.tylko jak można
traktować tak człowieka? ja nie jestem idealem.ale robie co moge
zeby zapewniac go o swoim uczuciu.Nie mamsił....Od miesiaca prosi
mnie o wyslanie dokumentow corki.twierdzi ze sie puszczalam na pewno
i ze chce wiedziec czy to jego dziecko.....Myśle o tym żeby
umrzec.Nigdy go przeciez nie zdradzlam.od zawsze to on byl
chorobliwie zazdrosny.jestem u kresu wytrzymalosci
psychicznej.niewiem co mam e soba zrobic.Naprawde nie mam sił.myśle
o samobójstwie.zniszczyl mnie psychicznie i fizycznie.
Jestem teraz nieufna ,nawet nie zapytal przez ten miesiac czy
dziecko czegos potrzebuje,czy ma co jesc,nie wyslal grosza....nie
interesuje go nic tylko wieczne imprezy a ja zyje z dnia na dzien z
tych marnych pieniedzy ktore otrzymuje jako matka samotnie
wychowujaca dziecko.gdyby nie rodzina nie dalabym sobie rady.
czy ze mna jest cos nie tak??
    • miacasa Re: nie chce mi sie żyć..... 24.01.10, 22:05
      Babcia mojej przyjaciółki miała takie powiedzenie, że nie ma takiej tragedii,
      która po sześciu latach tak samo by bolała tylko trzeba sobie te sześć lat życia
      dać. Cierpisz teraz potwornie ale za rok będziesz Bogu dziękować, że ten pajac
      zniknął z Waszego życia i że uwolnił Cię od siebie. Rany się zagoją, malutką z
      pomocą rodziny odchowasz i znajdziesz szczęście w swoim życiu. Tylko daj sobie
      ten czas by wszystko toczyło się w swoim tempie. Niestety jesteś narażona na
      depresję poporodową i powinnaś pójść do lekarza po leki. To wszystko minie i
      znowu będzie dobrze, trzymaj się.
    • morekac Re: nie chce mi sie żyć..... 24.01.10, 22:06
      Sądząc z opisu jego dotychczasowych wyczynów - powinnaś się
      cieszyć, że nie zaręczył się z tobą...
      • klara2405 Re: nie chce mi sie żyć..... 24.01.10, 22:16
        zaręczył sie dawno temu.dziśjuż schowałam pierścionek do
        szuflady.tam gdzie nie zaglądam.
        Zastanawiam sie teraz co ze mną jestnie tak,co zrobiłam złego?
        dlaczego tak zostałam potraktowana??
        i co mam dziecku powiedzieć w pzyszłości??
        Nie wierze,nie wierze........
        Co robić? urwać kontakt na zawsze?odciąć sie czy utrzymać kontakt
        dla dziecka??
        • phantomka Re: nie chce mi sie żyć..... 24.01.10, 22:24
          A dlaczego to niby Ty zrobilas cos zlego? Czy to przypadkiem nie on
          Cie pobil, nie on nie szanowal, a na koncu zareczyl sie z kims
          innym? To chyba on ma cos nie halo pod kopulka. Ty natomiast ciesz
          sie, ze jestes w kraju, bezpieczna, wolna, z dzieckiem. Na szczescie
          jestes jeszcze mloda, wiec zycie sobie ulozysz.
          Slyszalas/czytalas ta historie o Polce, ktora walczyla ponad 2 lata
          o dziecko z Grekiem? Nie twierdze, ze kazdy moze tak skonczyc, ale
          ciesz sie, ze Ty jestes bezpieczna tu i nikt Cie juz nie skrzywdzi.
          • verdana Re: nie chce mi sie żyć..... 24.01.10, 22:33
            Zlituj się - naprawde myslisz op samobójstwie, bo nie miożesz
            znieść, ze przez resztę życia nie bedziesz bita i poniazna? Że Twoje
            dziecko bedzie mogło wychować się w spokojnym domu, a nie być lane
            przxez damskiego boksera i bac się, ile razy tatus wróci do domu?
            Czyś Ty rozum stracila?
            Jesteś winna tego, ze sama nie zostawilaś bandyty, ktory śmiał
            podnieść reke na ciężarna kobietę? Który mógł zabić Twoje dziecko i
            to dla Ciebie nie jest problem?
            Zastanów się co piszesz - samo marzenie, aby ktoś, kto zagraza Tobie
            i dziecku mieszkał z Wami wymaga rozmowy z jakimś przyzwoitym
            psychologiem.
            • wielbicielnaruto otrząśnij się 25.01.10, 10:17
              jakie dokumenty są mu potrzebne??? Czy uznał swoje ojcostwo?
              Idż do sądu greckiego i tam walcz o alimenty bo będą wyższe.
              Chłopaczkowi makówka oprzytomnieje jak będzie płacił po 400 500 euro
              na miesiąc i bajka, a takich pieniędzy w PL nie uświadczysz.
              Daj do sądu historię bicia, zawiadomienia o zaręczynach...
              Gostek będzie leżał i kwiczał.
          • bracialwieserce Re: nie chce mi sie żyć..... 24.01.10, 22:40
            Po pierwsze - jeśli chce testów na ojcostwo - proszę bardzo - niech się zrzeknie
            praw do dziecka - nie wiem jaka jest dokładnie procedura ale warto to zrobić po
            co komu taki ojciec a pani partner? Żałować a czego - ma pani szanse poznać
            kogoś wartościowego - kiedyś jeśli będzie pani chciała/mogła. To trochę potrwa -
            bo teraz jest pani zraniona i nieszczęśliwa! Czy miała pani obdukcję po tym pobiciu?
            Proponuję przestać płakać i póki co załatwić sprawę rzeczowo kontaktując się z
            prawnikiem - warto. I dać sobie z nim spokój - zmienić potem telefon i przestać
            w ogóle poczuwać się do czegokolwiek co ten pan będzie robił/żył etc. Proszę się
            zastanowić co by pani zrobiła gdyby to przydarzyło się pani koleżance - proszę
            spojrzeć na to z dystansem - czy chciałaby aby była z człowiekiem po kroju tego
            typa!?
        • morekac Re: nie chce mi sie żyć..... 25.01.10, 00:37
          > Zastanawiam sie teraz co ze mną jestnie tak,co zrobiłam złego?
          > dlaczego tak zostałam potraktowana??
          Czy myślisz, że wszystkie kobiety, które są rzucane, poniżane i bite
          przez narzeczonych/mężów/partnerów zrobiły coś złego? Pewnie
          jeszcze mówił, że go sprowokowałaś i gdyby nie ty/coś, co
          zrobiłaś, to przecież nie miałby powodu... Zapewne też robił to dla
          twojego dobra... Standardowa gadka ludzi, którzy nie potrafią brać
          odpowiedzialności za własne winy. Takie gadanie na poprawę własnego
          samopoczucia i zgnojenie krzywdzonego przez siebie człowieka.

          > i co mam dziecku powiedzieć w pzyszłości??
          > Co robić? urwać kontakt na zawsze?odciąć sie czy utrzymać kontakt
          > dla dziecka??
          Nie utrzymasz kontaktu, jeśli on nie będzie chciał. Nie zmusisz go
          do tego. Nie spowoduje to też, że on do ciebie wróci, a nawet gdyby -
          nie będzie cię lepiej traktował.
          Nie wiem, jak wygląda sprawa alimentów - ale zastanów się nad tym.
          Być może powinnaś poszukać też grupy wsparcia dla ofiar przemocy.

        • nikusica Re: nie chce mi sie żyć..... 27.01.10, 04:26
          Zapewne nie zrobilas nic zlego,to nie Twoja wina ze ten dran nie ma
          za grosz szacunku,do Ciebie i Twojej coreczki.Badz silna prosze Cie
          Twoje malenstwo Ciebie potrzebuje!
          W zadnym wypadku! ZADNEGO KONTAKTU nawet w imie DZIECKA!On od Ciebie
          jakies papiery wymaga co by potwierdzaly ze to jego dziecko,prosze
          Cie...niech sie buja,a jak mala dorosnie to jej opowiesz jaki
          byl.Naprawde lepiej jest nie miec ojca,niz miec takiego ktory by nie
          sznowal "Ciebie i Twojej matki"!
          Trzymaj sie dzielnie.I pamietaj ze Twoje dziecko zyje Twoim sercem!!!
    • czarne_wino Re: nie chce mi sie żyć..... 24.01.10, 22:51
      chcesz sie zabic przez takiego gnojka? zabawil sie z toba,
      konsekwencja byla ciaza i dziecko, ktore jest faktem,zyje, nie
      prosilo sie na swiat. dziewczyno,wez sie w garsc,przeciez nie jestes
      calkiem sama. zrob sprawe o ojcostwo i zasadz mu alimenty takie,zeby
      mu w piety poszlo. zycie jest trudne, nie ty jedna masz problemy,
      ale jest jedno. drugiego nikt ci nie podaruje. na dobra sprawe ja
      tez mam powod,zeby sie zabic,ale na szczescie kocham siebie
      (nauczylam sie tego wreszcie) i uzmyslowilam sobie,ze warto zyc
      chocby dla samej siebie, mam jeszcze syna, a ty coreczke.
      trzymaj sie i nie daj sie, wyjdziesz z tego,ale nie mozesz tak
      myslec,jak teraz.
      • mamamira Re: nie chce mi sie żyć..... 25.01.10, 00:21
        Nie możesz tak myśleć.To nie Twoja wina.Kto raz uderzył,zrobi to jeszcze
        raz,ciesz się ze on nie jest z wami.Wiem cierpisz,to przejdzie,masz
        dziecko,jesteś jemu potrzebna.Przyjdą jeszcze dobre dni,głowa do góry,trzymaj się.
    • demonsbaby Re: nie chce mi sie żyć..... 25.01.10, 08:51
      Na dzień dobry - ALIMENTY NA DZIECKO bezwzględnie! Potem - wizyta u
      psychologa, żebyś woich emocji nie przelewała na dzieciątko, które
      niezmiernie wymaga twojej bliskości, a które to maleństwo chłonie od
      Ciebie twój stan emocjonalny. Zobacz - jesteście dwie, nie jesteś
      sama. Ta kruszynka bezgranicznie Ciebie kocha i potrzebuje, więc
      wstań z kolan dla niej. Powolutku i do przodu. Nie jeden wartościowy
      facet będzie chciał Ciebie za żonę, a dla twojej córci pełnić rolę
      taty.
      Tatusia biologicznego zaczynaj systematycznie wykreślać z pamięci,
      ciesz się życiem, nie myśl o najgorszym. Najwyrażniej czeka Cię
      jeszcze wiele uniesień, a teraz poświęć się macierzyństwu i zobacz,
      że świat może być kolorowy.
      • demonsbaby ws południowych charakterów 25.01.10, 09:19
        Jeżeli ojciec to Grek, niestety, z prawdziwymi Grekami o dużym
        takcie cechy wspólne mają jedynie Ci przesiadujący na Kiffizzi albo
        na tragach u podnóży Akropolu starsi panowie grający w tavli albo
        bawiący się różańcem. Młode pokolenie Greków jest agresywne, kobiety
        traktują jak własność i zasadniczo nie potrafią darzyć szacuenkiem
        żadnej z nich (nawet matek). Powinnaś była dobrze zaobserwować ten
        temperament i z podobnymi pania się nie wiązać. Współczuję, ale mam
        nadzieję, że wkrótce ból zacznie mijać, a Ty dojrzejesz do błędów i
        drogi jak ich unikać. Warto się teraz otoczyyć roddziną i
        przyjaciółmi. Dużym zaangażowaniem wykzuj się wokoł opieki nad
        córeczką, będzie Ci o wiele łatwiej.
      • demonsbaby alimenty od ojca cudzoziemca 25.01.10, 13:20
        pozew
        alimentacyjny


        Właściwie to teraz jest twój priorytet.
    • deodyma Re: nie chce mi sie żyć..... 25.01.10, 09:46
      a ja Ci napisze tylko tak, ze masz sczescie w nieszczesciu.
      chcialabys na codzien zyci z takim czliwiekiem?
      chcialabys, zeby Cie pral codziennie, robil sceny zazdrosci i kiedys
      podniosl reke na Wasze dziecko?
      ciesz sie dziewczyno, ze on jest daleko stad a tamtej drugiej
      powinnas wspolczuc, bo teraz ja bedzie naparzal po gebie.
      skup sie na sobie i corce.
      • ada16 Re: nie chce mi sie żyć..... 25.01.10, 10:50
        żeby uniknąć późniejszej walki o dziecko, współdecydowania itp -
        nie wystepowałabym o uznani ojcowstwa.
        Nigdy nie wiadomo, kiedy się facetowi odwidzi i zapragnie córkę
        wywieżć do swojego kraju
        • majda12 Re: nie chce mi sie żyć..... 25.01.10, 13:12
          ja tez bym nie wystepowala o ojcostwo...uwierz mi, mam kolezanke mieszkamy za
          granica/ baaaardzo dobrze na tym wyszla/, o nic nie musi pytac "tatusia-widmo"
          ktorego dziecko nieobchodzi i na dodatego ciezko go znalesc...
          podam ci banalny powod:
          wyrabiala malemu paszport na wakacje -na cale szczescie nie musiala go ani
          szukac, ani sie z nim spotkac , ani NAJWAZNIEJSZE !! prosic o zgode na ten glupi
          paszort
          uwierz mi jest wiele wiele innych spraw ,ktore ulatwiaja jej sprawe,
          a na pocieszenie:
          wiem ze ci napewno ciezko, wiem ze to marne pocieszenie-historia obcej osoby ale
          ona wyjechala za praca jak przyjechala na m-ce dowiedziala sie ze jest w ciazy a
          odwrotu nie bylo, sama musiala poszukac pracy, nauczyc sie jezyka, odac maluszka
          do zlobka choc sama nie wiele rozumiala co panie w zlobku do niej mowia,jak
          poszla rodzic do szpitala to ani bee ani mee nie umiala powiedziec a teraz? maly
          skonczyl 3 latka, mowi w tutejszym jezyku,ona sama tez sie nauczyla, dostala
          mieszkanie i mowi ze NIGDY nie pozalowala swojej decyzji..a tata? do tej pory
          ani nie zadzwonil ani nie wie jak wyglada jego syn...
          wiec glowa do gory!bedzie dobrze!znajdz sile dla siebie i malej

          pozdr :)
    • klara2405 Re: nie chce mi sie żyć..... 25.01.10, 15:35
      kochani,nawet niewiecie jak mi pomagacie....czytając wasze
      odpowiedzi czuje że nie jestem sama,a co najważniejsze : czuje że
      mnie wspieracie i że faktycznie nie owinnam mieć poczucia
      winy.... :)
      Z tym ustaleniem ojcostwa to może faktycznie zrezygnuje.O alminenty
      może wystąpie,ale niewiem czy go znajdą.On jest polakiem,na stałe
      mieszkający w Grecji.Bez stałego zameldowania w Polsce.
      Dalej boli mnie to jak mnie potraktował.Myśle że na stałę urwe
      kontakt,bo zdaje sobie sprawe z tego że jak mu sie przypomni o córce
      to napisze smsa co u nij -z częstotliwością raz na tydzień :( Tylko
      czy nie będe miała poczucia winy względem dziecka że odebrałam jej
      w jakims stopniu ojca podejmując taka decyzje? Czy będzie ona
      słuszna? Bo uświadomiliście mi,że w ten sposób ochronie siebie i
      ją...
      Dziękuje wam,nawet nie wiecie jak bardzo mnie wspieracie.. :)
      • morekac Re: nie chce mi sie żyć..... 25.01.10, 16:49
        Tylko
        > czy nie będe miała poczucia winy względem dziecka że odebrałam jej
        > w jakims stopniu ojca podejmując taka decyzje?

        Ojca, który ma dziecko gdzieś - wybacz, to nie ty odbierasz, tylko
        on sam pozbawia się kontaktu z dzieckiem.
        Zorientuj sie, jak wygląda twoja i dziecka sytuacja pod względem
        prawnym.
      • demonsbaby tym bardziej skoro jest polakiem 25.01.10, 17:13
        to nie martw się na zapas ewentualnym "europozwem" o ustalenie pobytu córki przy
        ojcu. Dziewczyno jak najbardziej ALIMENTY, to że tatuś emocjonalnie ma was w
        dupie, nie znaczy, że konsekwencji finansowych za potomstwo nie ponosi. Owszem i
        to prawo obowiązuje wszędzie, nie tylko w polsce.
        Dalej, podesłałam Ci link odnośnie składania pozwu, nie czekaj. Tatuś może
        mieszkać nawet w samym środku Honolulu, Ty składasz papiery do sądu rodzinnego w
        miejscowości, gdzie zameldowane jest twoje dziecko.
        Co do ścigania płatności w postaci renty alimentacyjnej (dzięki Bogu Grecja jest
        w UE) istnieje tzw. europejski egzekutor alimentacyjny, gdziekolwiek będzie, to
        ten przemiły urzędas wejdzie mu na pensję. Alimenty rościsz nie na nasze realia,
        ale wielkość zarobków tego pana i możliwość utrzymania również Ciebie, jako że
        tytułem sprawowania przynajmniej 3letniej stałej opieki na dzieckiem, pozbawił
        Cię możliwości wykonywania zawodu i zarobku. Dziękuję, sąd w tej sytuacji jest
        Tobie przychylny pełną gębą. Ewentualne zaprzeczenie ojcostwu spuści mu na łeb
        dodatkowe koszta sądowe - które pokryje samodzielnie, ponieważ Ty występujesz w
        imieniu małoletniego dziecka, od którego Sąd żadnych kosztów rościć nie ma prawa.
      • demonsbaby dziecku ojca nie zabierasz 25.01.10, 17:28
        Co to za "tata", który na matkę jego dziecka:
        1. podnosi rękę;
        2. nie szanuje;
        3. nie utrzymuje rodziny????

        To żaden ojciec tylko P A L A N T!!! A dziecku wyświadczasz OGROMNĄ PRZYSŁUGĘ,
        że nie męczysz się i unieszczęśliwiasz w imię jej "pseudo - dobra". Jakbyś
        zdecydowała się żyć z takim fiutem, za lat naście /dzieścia córka przyszłaby do
        Ciebie z pretensjami, że sama nie może sobie ułożyć życia, bo nauczyłaś ją, że
        żyje się tylko z palantami i daje się im okładać. Dwa, żadne dzieciństwo nie
        jest szczęśliwe kiedy choć jedno z rodziców jest nieszczęśliwe w "rodzinie".
        • alyeska Re: dziecku ojca nie zabierasz 26.01.10, 04:00
          Przedmowcy maja racje. Alimenty i postaraj sie isc do ginekologa/
          lekarza bo byc moze masz depresje poporodowa a z tego bez pomocy
          farmakologicznej sie latwo nie wychodzi. Hormony pewnie tez maz
          rozjechane po niedawnym porodzie.
          Te wszystkie uczucia ktore toba targaja przesublimuj na wscieklosc i
          gotowosc do akcji. Jak dup... dostanie pozew o alimenty to mysle, ze
          sie usmiechniesz z satysfakcja..
          Jak sie troche opanujesz to pomysl, czy na prawde chcialabys byc z
          takim dnem?? Czy chcialabys aby Twoja corka to widziala ? Uwierz mi
          za 1-2 lata bedziesz wdzieczna , ze Cie zostawil.
    • izabela0910 Re: nie chce mi sie żyć..... 26.01.10, 20:34
      Dziewczyny mają rację,powinnaś się wsiąść w garść i pozałatwiać sprawy
      alimentacyjne.
      Powiem Ci że nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło:)
      Moja koleżanka miała podobna sytuację facet nie dość że pił i grał na automatach
      to jeszcze wpędzał ją w poczucie winy że to przez nią.
      Na końcu zostawił ja w siódmym miesiącu ciąży.
      Strasznie to przeżyła i myślała że nie da sobie rady ale z mała pomącą rodziny
      jakoś dała radę sobie z tym.
      Dzisiaj jej córka ma cztery lata i widuje swojego tatusia zapijaczonego a
      koleżanka Bogu dziękuje że nie jest na miejscu jego żony.
      GŁOWA DO GÓRY.
    • betticzka Re: nie chce mi sie żyć..... 27.01.10, 09:09
      Zdaję sobie sprawę,że poprzez takie doświadczenia można myśleć o
      najgorszym, zwłaszcza jeśli się ciągle tak mocno kocha. Jednak z
      perspektywy moich przeżyć (nie dokładnie jak twoich ale również
      złych)muszę ci napisać jedno z biegiem czasu będzie lepiej, staraj
      się zapomnieć o tym typie, zrób bilans jego + i - przyjżyj się temu
      z własnego dystansu. I najważniejsza rzecz ciesz się swoim
      dzieciątkiem bo czas szybko mija, a najbardziej się ciesz że córcia
      jest zdrowa. Odpocznij, wyrwij się gdzieś (na kawę,do kina),pomyśl o
      sobie i córce o was dwóch i nie wliczaj do całości jego bo ani nie
      wart jest twoich łez, nerwów a na pewno nie życia. Ściskam mocno!
      • klara2405 Re: nie chce mi sie żyć..... 29.01.10, 13:36
        dziękuje za słowa wsparcia.Nadal mi ciężko w to wszystko
        uwierzyć,ale podchodze już do tego z dystansem.Wczoraj napisał mi że
        już od dziś urywamy ze sobą kontakt.Niewiem czy dobrze zrobiłam,ale
        poprosiłam go o to,aby nie kontaktował sie z córką.a ja w zamian nie
        podam go o alimenty,które i tak zresztą będą ciężkie do
        ściągnięcia...Bardzo sie ucieszył.Bo dla niego pieniądze zawsze były
        najważniejsze... :(
        Już dziś wiem że nie umiałabym żyć bez niej .Ona jest moim całym
        moim życiem.
        Wciąż niemoge uwierzyć w to ,jak zoastałam potraktowana....nadal
        jestem w szoku.
        • demonsbaby możesz sobie gadać 29.01.10, 16:51
          ale rób swoje. Poczytaj jak ściąga się alimenty zza granicy. Na dziecko
          pozamałżeńskie i jego matkę bez żadnego "ale" należą się alimenty tyt. KRO.

          Alimenty należą się:

          1) krewnym w linii prostej (dzieciom, wnukom, itd. oraz rodzicom, dziadkom,
          itd.) i rodzeństwu,
          dzieciom, także pozamałżeńskim (gdy są niepełnoletnie - niezależnie od tego, czy
          znalazły się w niedostatku) - od obojga rodziców,

          2) matce pozamałżeńskiego dziecka (niezależnie od tego, czy znalazła się w
          niedostatku) - od ojca dziecka, w wysokości kosztów 3 miesięcznego utrzymania
          matki w okresie porodu,


          3) rozwiedzionemu małżonkowi, o ile nie został on uznany za wyłącznie winnego
          rozwodu i znajduje się w niedostatku - od byłego małżonka,

          4) osobie przysposobionej - od osoby przysposabiającej i odwrotnie, a w pewnych
          przypadkach także od krewnych przysposobionego (przysposabiającego),

          5) pasierbowi, ojczymowi i macosze, o ile przemawiają za tym zasady współżycia
          społecznego.

          Jak ściągać zza granicy, kiedy chłop się nie kwapi do obowiązku, a znasz jego
          miejsce ostatniego zamieszkania, poczytaj tutaj:
          alimenty zza
          granicy
        • demonsbaby kontakty z dzieckiem? 29.01.10, 16:52
          Jakie kontakty? W sądzie rodzinnym mówisz na "dzień dobry" - obie porzucone,
          druga strona nie wnosi o kontakty.
          • klara2405 Re: kontakty z dzieckiem? 30.01.10, 02:22
            Niewiem czy tak zrobie.Boje sie że gdy go ścigną o pieniądze on
            będzie sie uominał o kontakt z córką,czego ja nie chce...Ciekawe czy
            da sie kogoś pozbawić praw rodziciellskich ,lub je ograniczyc
            jednocześnie dostając alimenty.
            Jestem u kresu sił.nie jem i nie śpie.
            JAK MOŻNA TAK KOGOŚ POTRAKTOWAĆ????
            • demonsbaby Re: kontakty z dzieckiem? 30.01.10, 07:34
              klara2405 napisała:

              > Niewiem czy tak zrobie.Boje sie że gdy go ścigną o pieniądze on
              > będzie sie uominał o kontakt z córką,
              Zastanów się. Facet gdyby chciał widywać dziecko już by do tego dązył. On po
              prostu emocjonalnie Ciebie szantażuje. "nie wniesiesz alimentów - ja nie chce
              małej widzieć". Doskonale wie, że na twojej obawie grać może.
              I teraz z teorii / prawa / i praktyki. Jesteś matką karmiącą (a nawet jakbyś nie
              była) masz dziecko małoletnie, które z ojcem nigdy kontaktu nie miało. Żaden,
              powtarzam, ŻADEN SĄD RODZINNY nie zezwoli na pozostawanie pod opieką dziecka
              małoletniego ojcu, który z dzieckiem kontaktu nigdy miał, jedynie za twoją zgodą
              i pod nadzorem twoim lub kuratora. Twój pierwszy i priorytetowy argument - on
              was porzucił, zakłada nową rodzinę (smsy / korespondencje są dowodami dla sądu)
              i szantażuje ciebie, że odbierze ci dziecko lub będzie je chciał zabierać, jak
              ty wystąpisz o alimenty. Sąd nie ma "więcej pytań", przychyla się do twojego
              wniosku.

              czego ja nie chce...Ciekawe czy
              > da sie kogoś pozbawić praw rodziciellskich ,lub je ograniczyc
              > jednocześnie dostając alimenty.
              Alimenty na ciebie i dziecko są ustawowe, kumasz? Możesz go pozbawić praw,
              ustanowić zakaz widywania, etc. A alimenty są obowiązkiem.

              > Jestem u kresu sił.nie jem i nie śpie.
              > JAK MOŻNA TAK KOGOŚ POTRAKTOWAĆ????
              Nie myśl już o tym. Czas powoli układać sobie i małej życie. Facet to fiut -
              zniszczy kolejną ofiarę, ciesz się, że to nie TY.
            • blue_romka Re: kontakty z dzieckiem? 30.01.10, 21:37
              Nie bądź dzieckiem. Powtarzasz "jak można tak kogoś potraktować",
              jakbyś nie znała życia. Miliony par się rozstaje, miliony facetów
              rzuca swoje dziewczyny, narzeczone, żony. Taki jest ten świat, po
              prostu. To się zdarza. I dobrze o tym wiesz. Nie jesteś w jakiejś
              wyjątkowej sytuacji. Owszem, trudnej, ale nie wyjątkowej. Więc
              przestań powtarzać "jak tak można".
              Weź się w garść dla córki. Ona urodziła się m.in. na skutek Twojej
              złej decyzji, więc nie może ponosić tego konsekwencji.
              A dlaczego chcesz odebrać ojcu prawa rodzicielskie? Z osobistej
              zemsty, prawda? To że on nie kocha Ciebie nie znaczy, że nie kocha
              córki.
              Pieniądze od niego Ci się należą, powinnaś o nie wystąpić.
              Przepraszam, że tak ostro, ale wydaje mi się, że trzeba Tobą
              potrząsnąć.
              Powodzenia.
              • aneckey Re: kontakty z dzieckiem? 31.01.10, 16:42
                blue_romka napisała:

                > Miliony par się rozstaje, miliony facetów
                > rzuca swoje dziewczyny, narzeczone, żony. Taki jest ten świat, po
                > prostu. To się zdarza. Nie jesteś w jakiejś
                > wyjątkowej sytuacji.

                Facet jej robi pranie mózgu i wg ciebie to jest normalne?To strasznie współczuję ci ubogiego umysłu.Z tobą coś nie halo prawda?

                > A dlaczego chcesz odebrać ojcu prawa rodzicielskie?
                To pytanie jest nie na miejscu,to chyba oczywiste dlaczego?

                > Z osobistej
                > zemsty, prawda? To że on nie kocha Ciebie nie znaczy, że nie kocha
                > córki.

                mam nadzieję,że nie masz dzieci,bo o miłości rodzicielskiej nie masz pojęcia

                > Przepraszam, że tak ostro, ale wydaje mi się, że trzeba Tobą
                > potrząsnąć.
                > Powodzenia.

                tobie potrząsanie raczej już nic nie da ...
    • klara2405 Re: nie chce mi sie żyć..... 30.01.10, 23:30
      Trudno mówić o tym że on kocha dziecko.Bardzo trudno.Nie interesuje
      sie nią.Nie pyta o nią wcale.Więc prosze,nie pisz mi że mu być może
      zależy na dziecku bo to nirpawda.Chorowała.napisalam mu smsa że mała
      jest chora.nawet nie zapytał co jej jest...nie pyta czy jej czegoś
      brakuje,co robi i czy wogóle żyje ....chęć zemsty nie ma z tym nic
      wspólnego.Zależy mi na dobru dziecka.żeby późnioej nie okazało sie
      że po 10 latach przypomni mu sie że ma dziecko...
      Ze strony jego rodziny też nikt sie nie intersuje mała.nikt.
      Fakt,dałam sie wyorzystać,poniżyć,i byłam naiwna w słowa że mnie
      kocha itd...
      Tylko teraz płace za naiwność.Jestem taką osobą która nigdy nikogo w
      życiu by nie skrzywdziła,i wychodzilam z założenia że i mnie nikt
      nie skrzywdzi.
      Masz racje.pOWTARZAM SOBIE CIĄGLE SŁOWO "DLACZEGO " ale tylko
      dlatego że zostałam zaatakowana z zaskoczenia.Bo wybaczyłam mu
      dużo.kochalam go bardzo.i nadal kocham.wszystko było ok.....aż do
      momentu kiedy na czas nie usiadłam na skypa.
      Dzis jestem wrakiem człowieka.dostaje smsy pogarszające mój
      nastruj.Jestem wrakiem człowieka o niskiej samoocenie i niestety
      słabej psychice.Co goprsza.Bylam u psycholga,psychiatry-obaj w jeden
      dzien,stwierdzili że nic mi nie jest a ja czułam że jest
      zle.Nastepnego dnia miałam nieudaną próbe samobójczą.dawno to
      było.Ale przez niego.Dziś mam dziecko.Ona jest dla mnie
      wszystkim,ale nie wiem kiedy sie podniose.Niewiem czy wogóle sie
      podniose.CZUJE ŻE NIE DAJE SOBIE RADY.pOPROSTU NIE DAJE....
      Moja siostra zabrała Nikole-moją córke do siebie na weekend.połacze
      sobie przez ten czas.Może to coś da.Może mi ulży.
      Dostaje smsy bardzo mnie poniżające.Nie moge zmienić numeru.mam tel
      na abonament.
      Mam poprostu dość bycia śmieciem....mam dość....
      • kobi46 Re: nie chce mi sie żyć..... 31.01.10, 08:32
        Witaj! Ja przez 2 lata zabiegałam o kontakt ojca z dzieckiem, tamten od czasu do
        czasu chciał widzieć się z małym, i bardzo często Małego olewał. Po 2 latach
        powiedziałam że mam dość i niepotrzebny mu byle jaki ojciec który nie interesuje
        się Nim, ale ważne było piwo. Pozbawiłam praw ( na pierwszej rozprawie)
        rodzicielskich, sądownie ustaliłam kwotę alimentów. I zmieniłam nr mając
        abonament (za opłatą). Syn ma wzorzec męski, bo uwielbiają Go moi bracia. I
        można wszystko przeżyć, zresztą dla dziecka warto.
      • blue_romka Re: nie chce mi sie żyć..... 31.01.10, 09:27
        Nie mów, że jesteś śmieciem, bo to nieprawda. Pomyśl sobie, że
        przyszłaś na ten świat nie po to, żeby ten facet Cię zniszczył. Nie
        po to się urodziłaś, dorastałaś, zdobywałaś wykształcenie,
        doświadczenie, kształtowałaś swoją osobowość, żeby przez niego czuć
        się nikim. Jesteś wartością samą w sobie. Żyło Ci się dobrze przed
        nim i będziesz żyć po nim. Jako wspaniała kobieta, bogatsza o bardzo
        bolesne doświadczenie, ale to nadal Ty. Jesteś córką swoich
        rodziców, siostrą, a dla dzieciątka jesteś całym światem, wszystkim,
        czego potrzebuje. Nie zniszczy Cię żaden mężczyzna, bo nie po to
        jesteś na tym świecie, masz ważniejsze zadania. Jednym z nich jest
        Twoje szczęście. Nie daj sobie tego odebrać:)
        • blue_romka Re: nie chce mi sie żyć..... 31.01.10, 09:36
          I jeszcze jedno. Nie chce mi się wierzyć, że psycholog i psychiatra
          stwierdzili, że nic Ci nie jest, skoro tak źle się czujesz. Może źle
          trafiłaś. Jeśli masz pieniądze i czas, to warto znaleźć dobrego
          psychologa i pogadać. I nie mówię wcale o jakiejś długiej terapii.
          Ja też bardzo przeżywałam porzucenie i ogromnie mi pomogło dosłownie
          kilka spotkań z psychologiem. Powiedział mi m.in., że porzucenie
          jest jak śmierć bliskiej osoby, przeżywa się taki sam żal, nazywa
          się to nawet żałobą. Taką żałobę trzeba przetrawić, będzie bolesna,
          ale minie. Psycholog pomoże Ci tez odzyskać poczucie wartości.
          A nr tel. zmień, da się, nawet abonament, tylko trzeba coś tam
          zapłacić.
          • morekac Re: nie chce mi sie żyć..... 31.01.10, 10:27
            Dziewczyna ma zdaje się czas, ale nie ma pieniędzy. Bywa i tak. Więc szukanie
            psychologa prywatnie raczej nie wchodzi w rachubę. Ale może jakaś grupa dlaofiar
            przemocy?

            Klara, SMSów nie może czytaj? Zresztą - dręczenie kogoś SMSami czy telefonami
            podpada pod paragrafy. Gdyby nie to, że mogą się przydać w sądzie - doradziłabym
            ich wykasowanie i wykasowywanie przed czytaniem.
            Druga sprawa - dziecko go g... obchodzi. Więc nie wysyłaj do niego SMS o małej
            czy sobie - najwidoczniej tego nie chce i być może interpretuje to w stylu "Chce
            mnie złapać w pułapkę biologiczną i nakłonić do powrotu/zmusić do płacenia
            pieniędzy na dziecko". Zamiast wysyłania SMSów o dziecku - złóż w sądzie pozew o
            alimenty itp i pozbawienie praw rodzicielskich. Już sąd mu to prześle.
            Nie martw się o to, co on o tobie pomyśli i że po tym wszystkim już nie wróci do
            ciebie ;-(. On i tak nie wróci (i nawet lepiej) - a ty tylko sobie nerwy do
            reszty zszargasz.
            Oczywiście, licz się z tym, że zostaniesz:
            - nazwana różnymi obraźliwymi wyzwiskami
            - posądzona o czysty materializm i wyrachowanie (te alimenty - z pewnością
            będziesz je wydawać na siebie, a nie na dziecko)
            - osądzona od czci i wiary - za utrudnianie kontaktów.
      • bracialwieserce do Klary 31.01.10, 13:55
        Ależ oczywiście, że możesz zmienić numer telefonu nawet mając na abonament nr ja
        tak zrobiłam możesz jeśli umowa jeszcze nie wygasła zorientować się jakie są
        możliwości/warunki zmiany numeru i ile by to ewentualnie kosztowało.
        Dajesz się poniżać to bardzo źle - czy uważasz, że jesteś tak mało warta, że
        jakiś pan może Ci odebrać coś co należy tylko do Ciebie? Godność i honor? Facet
        okazał się s....m - co ty zrobisz? Ktoś powiedział, że tragedia trwa tylko parę
        minut co zrobisz z resztą Twojego życia jest Twoim WYBOREM { i ciężką pracą}.
        Jeśli jednak nie zmienisz tego numeru kategorycznie napisz, że smsy, które Ci
        przysyła zachowujesz jako dowód dla sadu na znęcanie się psychiczne nad Tobą i
        rozprawa będzie dotyczyła ustalenia i ODEBRANIA praw rodzicielskich{ w czym owe
        gryzmoły z jego strony pomogą Ci wyjść na prosta}. Jeśli facet Ci nie daruje
        możesz się zorientować { są bezpłatne porady prawne} się jakie masz prawa/
        możliwości i w najbliższym smsie poinformować go, że w sprawie tych jakże
        pięknych smsmów może się kontaktować z Twoim prawnikiem!
        Zacznij coś robić nie dlatego, że masz dziecko - tylko wreszcie dla siebie. Stań
        przed lustrem i powtarzaj on mnie nie kocha i naszego/mojego dziecka też. Tyle
        razy aż wreszcie dotrze!
        NIE będzie lepiej choćbyś stanęła na rzęsach - a z drugiej strony nie czujesz,
        że nie NA TYM TO WSZYSTKO POLEGA, żeby być niewolnicą kogoś kogo nawet rzekomo
        się kocha? Ktoś kto tak traktuje druga osobę nie wart nawet funta kłaków. NIE
        CHodzi o to, że masz dziecko i Ci ciężko - dajesz sobie robić wodę z mózgu -
        zajrzyj na różne infolinie dla osób nękanych psychicznie - pogadaj z kimś
        uzyskaj namiary! RAZ to za mało może będziesz musiała długo szukać pomocy ALE
        WARTO - czemu uważasz, że nie ZASŁUGUJESZ/ NiC TO NIE DA?!
        Jeśli masz dość to właśnie tERAZ nie za milion lat możesz sobie samej dać
        szansę! Mały kroczek - pogadaj z siostra /Mamą/ koleżanką bliską zadzwoń i sorry
        za tekst wypier...l komórkę bo w zyciu najważniejsze jest nie to co ktoś sądzi o
        Tobie i nie jakiś chłystek z którego nic nie będzie i z którym nic NIE będzie.
        To chora miłość i tak to traktuj! Nie inaczej. Było i minie ale TY teraz musisz
        zrobić dużo ze sobą {w głowie} co by wyjść na prostą.
        Jeśli w życiu wdepniesz w gó... i nie możesz oczyścić z niego butów - choćby nie
        wiem jakie one były wygodne/ulubione zdejmujesz je i idziesz dalej!
        Zacznij działać i płacz jeśli Ci to pomaga ale zacznij ROBIĆ coś abyś miała lepiej!
        • klara2405 Re: do Klary 31.01.10, 14:48
          ...Wczoraj coś we mnie pękło.Wczoraj była sobota.Jego
          urodziny.Chciał sie rozejść,ok.Postanowiłąm naprawde neurtalnie do
          niego zadzwonić,i złożyć mu życzenia,z czystej życzliwości życzyć mu
          wszystkiego dobrego.Zadzwoniłam.odebrał,powiedział że nie może
          rozmawiać,bo jest w pracy.że odezwie sie później.Pomyśłałam sobie
          ok.po 3 godzinach napisałam mu smsa z tymi życzeniami,były to tylko
          życzenia.Nic więcej.
          przed północą dostałam od niego smsa o treści : Dziekuje za życzenia
          tylko od ciebie ku... dostałem bo nawet nie mam nk.
          Nie odpisałam.Popłakałam sie,bo chciałam przecież dobrze...tak sie
          zdenerwowałam że aż sie trzęść zaczęłam.Poczekałam 2 godzny gdy
          emocje opadły i zdałąm sobie sprawe że dalej być już tak nie
          może.powiedziałąm sobie "dość ".Wiem że tego już mu nie
          wybacze .przegiął.
          Czasami wydaje mi sie że to raczej jemu potrzebny jest lekarz
          specjalista niż mi....
          Czy jeśli napisze smsa i zapyta o dziecko mam odpisywać?udzielać mu
          informacje?
          • miacasa Re: do Klary 31.01.10, 14:56
            Ty nie chcesz zmienić numeru telefonu, Ty czekasz na każdy sms i sama szukasz
            kontaktu, pomyje leją Ci się na głowę a Ty się pytasz dlaczego zamiast się
            odsunąć, nie brnij w to, nie dzwoń, nie szukaj pretekstów i samej sobie nie mydl
            oczu, obraź się śmiertelnie i odetnij się od gościa
            • klara2405 Re: do Klary 31.01.10, 15:05
              już po wczorajszym właśnie tak robie.Już mam dość.Już nie widze
              żadnego powodu,żadnego dla którego miałabym z nim być.Już mam
              dość.Dość...
              • miacasa Re: do Klary 31.01.10, 15:24
                obraź się, ujmij honorem, wykasuj go z telefonu i zabroń samej sobie szukać z
                nim kontaktu, za jakiś czas będzie mniej bolało, da się żyć z krwawiącym sercem
                tylko trzeba być dla siebie dobrym
          • bracialwieserce Re: do Klary 31.01.10, 16:28
            Nie wiem ile masz lat etc. i czy nie jesteś trollem. Zrozum sama się podkładasz
            - jesteś jak te bite żony alkoholików co albo się po20 latach rozstaja albo
            niosą swój krzyż - jestem uzależniona/współuzależniona od złego traktowania. ON
            nie wróci albo jak wróci to Cie będzie poniżał i kopał dalej bo raz on taki jest
            dwa podobać mu się może, że ty jak ten pies obojętnie ile razy on Cie skopie i
            na Ciebie napluje będziesz wracała i jeszcze merdała ogonem? To jest Twój
            problem, który trzeba szybko rozwiązać u dobrego terapeuty bo sama nie dajesz
            sobie rady - co widać po Twoim absolutnie sorry taka prawda bezmyślnym
            zachowaniu! Zrozum nie widzisz, że stoisz na torach jedzie pociąg i sadzisz, że
            go zatrzymasz? Co Ty supermen? Ponieważ prócz leczenia dr powinien Ci to
            uświadomić bo TY nie widzisz - bo nie chcesz/nie POTRAFISZ co gorsza
            zaakceptować faktu, że wybrałaś na partnera nie tego faceta a on Cie ma z całym
            szacunkiem totalnie w d...e a Ty jeszcze się sama podstawiasz. Ty tego nie
            widzisz - możesz być sama niedojrzała, możesz mieć inne problemy - typu jak sama
            piszesz niska samoocena - dlatego trzeba iść do specjalisty inaczej będzie coraz
            gorzej. ON SIĘ nie zmieni a TY MOŻESZ tylko to cholernie ciężka orka uświadom
            sobie że jeśli naprawdę ma się dosyć i jest się na dnie to nie dzwoni się do
            niego - Ty żadnych kroków realnie przybliżających Cię do wyjścia z tego bagna
            nie podjęłaś. Co gorsza mimo naszego pisania nie zrobisz tego! Gdyby tak miało
            się stać nie dzwoniłabyś. Można się nad sobą użalać etc. Nie ma w tym niczego
            złego ale po pewnym czasie małymi krokami trzeba zacząć ten rozbity obraz
            sklejać - innym klejem dostawić nowe kolory. Ty tego nie robisz i nie zrobisz
            bez pomocy lekarskiej i bez zmiany swego toku myślenia. To oznacza, że się
            kończy z takim panem i kontaktuje się z nim za pomocą adwokata i stosowne kroki
            podejmuje a nie dzwoni się jak zbity pies i jeszcze liże go po rekach - Twoje
            chciałam dobrze - jest dla niego bezwartościowe - NIE ZMIENI to w nim niczego a
            nawet jakby wrócił to nie bądź naiwna po czymś takim miałoby być dobrze i
            cudownie - wybaczenie w takich warunkach to głupota! Ty jesteś słaba i kosztem
            siebie będziesz traktowana gorzej niż pies. Jeśli idziesz na spacer i ktoś na
            ulicy Królewskiej Cię tłucze a Ty nie zgłaszasz tego na policję albo chodzisz na
            tę ulicę po to tylko by dostać w....ol to nie jest dobrze z Tobą! Zero instynktu
            samozachowawczego. Gdyby chciał/miał się zmienić dawno by to nastąpiło -dziecko
            i Ty gó..o go obchodzicie -czy to miłe/zacne i sprawiedliwe? NIE! Ale Ty go nie
            zmienisz możesz tylko siebie!
            Jak najszybciej załatw ustalenie ojcostwa i pozbawienie tego pana praw - nie
            zachowuj się jak kretynka jak Ci jakiś ochłap rzuci, że by chciał widywać etc.
            Dziecko to nie zabawka raz pan będzie chciał raz nie i tak latami będziesz się
            huśtać - i raz dziecku schrzanisz życie a z ciebie będzie totalny wrak i łatwo
            będzie Tobą manipulować - już jest. Jesteś/starasz się być miła dla swego KATA -
            uważasz, że to normalne?
            I błagam nie wyłaź z tekstem, żeś biedna bo jesteś ale co z tego? TO CI NIE
            POMOŻE. ON TEGO NIE DOCENI/A NIGDY ROZUMIESZ???? Jeśli swego sposobu do
            patrzenia na pewne sprawy/zrozumienia nie zmienisz obojętnie kto będzie Tobą
            manipulował i robił Ci krzywdę bo po prostu na to pozwalasz?!!!
    • tara34 Re: nie chce mi sie żyć..... 31.01.10, 15:28
      tak, jest z Tobą coś nie tak ,chcesz dzielić życie z takim łajdakiem pamietaj
      tacy nie zmieniają się ,nie zazdrość greczynce nie ma czego
      pierwsze co powinnaś zrobić to wnieść sprawę o alimenty dla siebie i
      dziecka,zająć się dzieckiem najlepiej jak potrafisz
      z czasem wszystko ułoży się !!!!poczujesz ,że żyjesz
      dziecko potrzebuje zdrowej matki !!!!
      nie Ty pierwsza i nie ostatnia ,w podobnej sytuacji jest wiele dziewczyn ,ale
      uwierz mi tak jest lepiej masz wolną drogę do ułożenia sobie życia na nowo ,bez
      rozwodów i całej tej szarpaniny
      przyjdzie czas ,że znajdziesz miłość dla siebie i ojca dla dziecka
      bądz silna!!!
      • klara2405 Re: nie chce mi sie żyć..... 31.01.10, 22:46
        to już♪ postanowione.zrobie tak.odcinam sie całkowicie.Nie chce go
        widzieć,nie chce go słyszeć.Niech sie inna z nm męczy.zakładam
        sprawe o aliomenty .Juz nie dam sie nigdy nikomu tak
        potraktować.Nigdy.
        • baszi Re: nie chce mi sie żyć..... 31.01.10, 23:13
          pamietaj o tym, żeby pozbawić go praw rodzicielskich, to nie wyklucza pobierania
          alimentów, jak pisała majda12 i kilka innych dziewczyn jesli tego nie zrobisz on
          dla zabawy będzie ci robił problemy z byle powodu,a to paszport, a to inne
          sprawy a kiedyś jak znajdziesz normalnego faceta, który będzie chciał byc ojcem
          dla twojego dziecka nie będzie problemu z przysposobieniem, adopcją, zmianą
          nazwiska, alimenty niech płaci to się dziecku nalezy dorosły chłop musi
          odpowiadać za to co robi i nie miej żadnych skrupułów on ich nie ma, nie
          kontaktuj się z nim i nie mów co masz zamiar zrobić żeby nie mógł przygotowac
          odsieczy, szanse miał nie wykorzystał jej więc o sprawach niech się dowiaduje z
          pism sądowych. nie wierz w obietnice i sama mu nic nie obiecuj i trzymaj się
          postanowienia, teraz najważniejsze twoje dziecko a ono musi mieć zapewnione
          środki, samotna matka musi sie liczyć z utratą pracy, małymi zarobkami, chorobą
          a wtedy sama dziecka nie wykarmisz, ta kasa jest dla dziecka i to powtarzaj jak
          mantrę!
    • rucik24 Re: nie chce mi sie żyć..... 05.02.10, 04:21
      Jak to można, powiedzieć że nie chce się żyć ??? Czytałem ten tekst kilka , razy żeby dokładnie zrozumieć, to co napisałaś. No ogólnie sytuacja nie, jest radosna , ale też nie możesz mówić że, nie chce się Tobie żyć. To co już się stało nie odwróci się tego. Piszesz że, nie chce się Tobie żyć , ale tak nie możesz mówić . Urodziłaś śliczną córeczkę , więc jest dla kogo żyć i wybij sobie takie myśli z głowy. Powinnaś być na pewno zadowolona z, tego że taka sytuacja jak się zdarzyła z Nim , nie było to po ślubie którym mieliście razem się połączyć na stałe. Ale jak już zaistniały sytuacje w których wynikało na to, że on jest skłonny uderzyć kobietę , to bez zastanowienia powinnaś go odsunąć ,i nie patrząc na to jak bardzo jesteś w nim zakochana lub zauroczona . Taki typ facetów jest z czasem już całkiem nie opanowany . Ty byłaś pierwsza a nie wiadomo czy by dziecka też nie, uderzył i to z małego bardzo powodu. Więc założenie sprawy w sądzie jest jedną z lepszych rzeczy co zrobiłaś . Każda taka podobna , sytuacja zawsze będzie po Twojej stronie jak byś przypadkiem po raz kolejny spotkała z Nim w sądzie. Patrz na to pozytywnie, mijają dni,miesiące i latka , a córka jest i będzie przy Tobie więc staraj się, jak najlepiej wychowywać Ją. A pieniądze??? Jak chce to będzie dawał ...Chce to zrób te badania , ale pod warunkiem takim że, jak okaże się że Jego to córka to on poniesie całe konsekwencje , za sprawy sądowe i zrobienie badań. Potem jak z górki już jest , są banki alimentacyjne które zawsze pomogą i doradzą co i jak. I nie patrz na Niego że, każesz mu dawać coś czego on by nie dawał , na pewno sam od siebie. Jak nie interesuje się losami swojego dziecka , to się nie przejmuj tym to co będziesz miała wywalczone na, papierku to chcąc czy nie będzie musiał Tobie dać , a jak nie da to są osoby co jemu będą zabierać. A pamiętaj że jeszcze masz na kogo liczyć !!! Rodzina jest i na pewno zawsze pomogą Tobie. A On nie jest jedynym facetem na świecie, takich jak On tzn.DAMSKICH BOKSERÓW jest dużo , ale nie mówię że może znowu Ciebie spotkać . Nie musisz mieć przecież od razu kogoś . Masz już na razie z kim żyć i tej córeczki powinnaś pilnować jak oka w głowię. I bądź już takiej myśli, że nie zostaniesz uderzona przez Niego. Zapomnij o Nim teraz niech tamta kobieta się, przekona jakim on jest świnią, a na pewno powtórzy się taka sytuacja , patrząc że odważył się uderzyć Ciebie. To pamiętaj że życie masz jedno i nie myśl by je stracić, bo możesz wiele osób zranić takim posunięciem .Szanuj i ciesz się z tego co już masz i niech jak najmocniej podtrzymuje Cię to na duchu.A wiesz jak zawsze możemy się, skontaktować i nigdy nie będę się starał odmówić Tobie pomocy . Zawsze mi możesz napisać , a ja Tobie odpiszę. To pamiętaj zawsze kogo masz przy sobie..... I nie miej już takich dziwnych myśli . Pozdrawiam Tomek (Rucik24)
      • tootsi30 Re: nie chce mi sie żyć..... 09.02.10, 09:12
        Wydaje mi się,że gdyby zdarzyła się taka sytuacja,że on chce się z
        Tobą pogodzić to byś do niego wróciła. Jak widzisz to nie jest takie
        proste powiedziec, że juz nigdy nie chce go widzieć, już
        nigdy ...itd. Na to potrzeba niestety czasu, minely 3 dni i juz
        dajesz do zrozumienia,że jesteś silniejsza-to bardzo dobrze,bo to aż
        3 dni! Tak naprawdę czekasz na każedego smsa od niego,dziewczyny
        dobrze pisaly,zebys zmienila nr tel, ale z drugiej strony co z tego
        skoro pewnie znasz jego nr na pamiec,przyjdzie czas,ze napiszesz do
        niego smsa majac w podswiadomosci,ze jednak Ci odpisze.Tak zrobilas
        w dniu jego urodzin,on cie tak źle i brzydko potraktowal,a Ty
        fatygowalas sie z zyczeniami.Nie oceniam Cie,bron Boże! Stwierdzam
        tylko fakty,bo niestety w zyciu spotkalam sie z podobnymi
        sytuacjami,my kobiety jestesmy slabe i malo ktora ma silna
        wole.Staramy sie o facetow,udawadniamy,ze ich kochamy a jednak jest
        na swiecie duzo takich, ktorzy maja to w d....tak jak Twoj niedoszly
        mąż.I nie mozesz myslec, ze nie chce Ci sie zyc! Masz dziecko, ktore
        Cie potrzebuje jak nikogo innego.Pomysl sobie co byle je czekalo w
        domu dziecka albo w jakiejs patologicznej rodzinie zastepczej, gdyby
        Ciebie zabraklo.Bardzo by cierpialo,nawet nie potrafimy sobie tego
        wyobrazic.I tak juz to malenstwo ma pecha, ze jego ojcem jest taki a
        nie inny czlowiek...Z calego serca życzę Ci zeby wszystko sie
        ulozylo i zebys znow mogla byc szczesliwa.Czekamy, aż kiedys na tym
        forum napiszesz,że znowu potrafisz się uśmiechać i ze mysl o
        samobojstwie byla blędęm!Pamietaj,na wszystko potrzeba czasu.Ucaluj
        malenstwo :)
        • paola1989 Re: nie chce mi sie żyć..... 23.02.10, 17:08
          Witam.
          Wszyscy moi przedmówcy mają w 100% racje.Walcz o alimenty.Zawsze będzie Ci
          łatwiej gdy będziesz miała trochę więcej gotówki na utrzymanie maleństwa.A z
          tego co się orientuje to możesz się tez starać o alimenty na siebie mimo iż nie
          byliście małżeństwem.Dla tego warto może zainwestować jednorazowo w radcę
          prawnego, który powie Ci co i jak. Np. moja mama wywalczyła w sądzie alimenty na
          siebie po rozwodzie (ale musi być z orzeczeniem o winie małżonka).I ojciec musi
          płacić co miesiąc po 300 zł do końca życia lub do dnia w którym mama wyjdzie za
          ponownie za mąż.Ale to nie w temacie więc nie będę tego rozwijać. W każdym razie
          walcz dziewczyno o swoje i o dziecka.Bo facet musi ponieść konsekwencje swoich
          czynów.Bo to nie tylko Twoja zasługa, że zaszłaś w ciążę.Do tego jaki do "tanga"
          trzeba dwojga.Najgorsze jest to, ze musisz znać dokładny adres zamieszkania
          takiego osobnika.Co czasami jest trudne.Wiem to z własnych doświadczeń.Sama będę
          musiała się z tym wszystkim zmierzyć.

          Podczas mojej wizyty we Włoszech poznałam mega przystojnego faceta i jak mi się
          wydawało na prawdę wrażliwego i kochającego.Jest Nigeryjczykiem od 10 lat
          mieszka we Włoszech.Zakochaliśmy się w sobie bez pamięci.Imponował mi
          wszystkim.Mieliśmy wspólne pasje.Podróże, sport, moda i dobra zabawa.Spędziliśmy
          kilka cudownych dni ze sobą.A potem przyszło mi wracać do Polski.Płakałam jak
          głupia.Patrzyłam z okna jak się oddalał.Nie na nic patrzeć bo wszystko
          przypominało mi jego obecność. Wyszłam z hotelu ,żeby zobaczyć Mediolan nocą.Co
          z tego jak szłam i przypominało mi się jak dzień wcześniej razem tędy
          spacerowaliśmy.Po niedługim czasie wróciłam,żeby się spakować bo rano miałam
          samolot do Warszawy.Nie mogłam z nim rozmawiać bo od razu zaczynałam płakać.To
          był wszystko tak szybko, że bałam się, że czar pryśnie.po powrocie nie
          potrafiłam się odnaleźć.Nie mogliśmy żyć bez siebie.Codzienne telefony, sms'y
          przeglądanie setki razy zdjęć na facebook'u nigdy nie zastąpiły obecności tej
          drugiej osoby.Ja nie mogłam znowu wziąć długiego urlopu on czekał na dokumenty a
          tęsknota rosła.Jeździłam na 2-3 dniowe wypady do niego.Czułam się przy nim tak
          bezpiecznie, że mógł się świat walić.Kochałam go strasznie.Nie wyobrażałam sobie
          życia bez niego.Dawał mi taka dawkę miłości jaką cała rodzina z przyjaciółmi by
          nie potrafiła.Byłam przeszczęśliwa.Zakochana bez pamięci.Zresztą on podobno też
          szczerze zakochany.Chciałam spędzać z nim trochę więcej chwil niż 2-3
          dni.Szczęście w nieszczęściu, "rozchorowałam się" po świętach.2 tygodnie
          zwolnienia.Bez chwili namysłu kupiłam bilet i poleciałam do
          Mediolanu.Spędziliśmy razem ten czas.Było wspaniale.Wspólne wyjścia do
          restauracji do znajomych na domówki,do pub'ów.Byliśmy nierozłączni.Oczywiście
          nie licząc tego kiedy pracował.A ma własną firmę, więc pracuje kiedy
          chce.Spaliśmy wtulani w siebie, budząc się w nocy i przytulając jeszcze mocniej,
          by nie okazało się, że to tylko sen.Rozmawialiśmy bardzo często na temat
          życia(mówię po włosku i angielsku on również).Wiedział, że jestem z rozbitej
          rodziny.Ojciec nigdy się nami nie zajmował (mam jeszcze starszego brata).Miałam
          6 lat, gdy mama spakowała się i wróciła z nami do domu rodzinnego.Nigdy nie
          usłyszałam słowa kocham, nigdy mnie nie przytulił, i zapytał jak było w szkole
          czy najgłupsze pytanie czy nam czegoś nie brakuje.Dla mnie najważniejsza zawsze
          była miłość i rodzina której nie miałam.Chciałam tej miłości może czasami na
          siłę.I on zawsze był za mną.Przytulał i mówił, że nikt mnie już nigdy nie
          skrzywdzi.Mam 21 lat a od roku usilnie chciałam mieć dziecko.Czasami miałam
          wrażenie, że on chce tego bardziej niż ja.Mam problemy z hormonami (jestem po
          operacji).Ciężko mi było zajść w ciąże.Nawet już straciłam wiarę i nadzieję, że
          będę matką...Przyjechał ze mną do Polski po raz pierwszy.Był 5 dni.Co dziennie
          domówki i zapoznanie z polską kulturą na prawdę mu się spodobały.Problem zaczął
          się od dnia w którym wyleciał do Włoch.Zadzwonił tylko raz, że jest już w drodze
          do Turynu i że mnie bardzo mocno kocha.Powiedział, że zadzwoni później bo ja
          akurat spałam.Tak mi minął cały dzień a on w ogóle nie zadzwonił i nie
          napisał.Kolejny dzień wolny od pracy spędziłam naprzeglądaniu facebooka i
          zapraszaniu naszych wspólnych znajomych.I tak zaczęłam węszyć.Przeglądać zdjęcia
          znajomych.Zaczęło się od dużego zdjęcia dwóch osób.Więc pierwsze co to za
          telefon, a tu niespodzianka nie odbiera.Napisałam sms z pytaniem co to za
          zdjęcie itp.Nie odpisał.Nie mogłam spać.Zaczęłam dalej szukać.Zdjęcie u jego
          znajomego.Trzech facetów i jedno dziecko podpisane tym nazwiskiem co on z
          dopiskiem jr.Nie chciałam tego brać na poważnie bo pokazywał mi zdjęcia i mówił,
          że to jego brataniec, bratanica,czy siostra.Warto jeszcze wspomnieć, że
          rozmawiałam z jego mama, braćmi i siostrą.I powtarzali mi żebym go nie
          skrzywdziła, że on tak mnie kocha.Świata poza mną nie widzi.Będąc we Włoszech
          widziałam się z jego siostrą.Więc nie chciałam robić wielkiego zamieszania.Ale
          już wtedy coś przeczuwałam.Koszmar zaczął się 2 dni później.Znalazłam jego
          drugie konto na facebooku i 2 albumy ze zdjęciami podpisane "Moja kochana
          rodzina".Serce i pękało z każdym kolejnym zdjęciem.Świat mi się zawalił.Nie
          wierzyłam, że to może być prawda.Ale największe problemy zaczęły się dopiero
          teraz.Uszczypliwe uwagi od znajomych z mieszkania ( ja zawsze wyszczekana
          wolałam sprawę przemilczeć), wszędzie gdzie spojrzałam widziałam jego.Nie
          chciałam rozmawiać o niczym i z nikim.po 2 dniach wyprowadziłam się do
          przyjaciółki.Tylko po to żeby sobie sprawy poukładać.A od tego się
          zaczęło.Współlokatorzy robili wielką awanturę, że wyszłam bez słowa.A w sumie to
          nie ich sprawa.Mogę wychodzić na jak długo, kiedy i gdzie chce.Do tego problemy
          w pracy.Ja wiecznie zadowolona, uśmiechnięta i zarażająca optymizmem stałam się
          smutna i zamyślona.Mam prowizję w pracy którą w styczniu obeszłam się
          smakiem.Nie chciałam z nikim rozmawiać więc jak mogłam zarabiać.Zaczął mi się
          spóźniać okres.Ale byłam pewna, że go dostane bo bolały mnie jajniki jak zawsze
          przed.Jednak mijały dni a tu nic.Zrobiłam test.Wynik pozytywny.Ale przecież
          tylko lekarz mi zostaje.Okazało się, że jestem w ok 7 tyg ciąży.Myślałam, że się
          popłacze jak zobaczyłam bijące serce naszego dziecka.Byłam szczęśliwa a zarazem
          zła, że zaufałam takiemu palantowi.Myślałam, że mama będzie zła.Zaskoczyła mnie
          bo się ucieszyła i powiedziała że przecież teraz niczego nie cofniemy.Do tego
          dnia nie wiedziała, że już mnie nic z nim nie łączy i nie chce mu powiedzieć o
          ciąży.Próbowała ze mną rozmawiać, bez skutku.Dała już sobie spokój.Problem
          pojawił się wtedy jak powiedziałam mu o tym.Twierdził, że to nie możliwe bo
          kochaliśmy się tylko kila razy co było nie prawdą.Próbowałam jakoś do niego
          dotrzeć, bez skutku.Uderzyłam więc do braci.Jesteśmy w kontakcie.Jeden z nich
          próbuje z nim rozmawiać ale on uparcie twierdzi, że miałam usunąć ciąże. Fakt
          napisałam mu tak na początku bo nie wiedziałam już jak do niego przemówić i
          pomyślałam, że tak zareaguje, niestety bezskutecznie...Od kilku dni nie mogę
          sobie poradzić sama ze sobą.Raz chce usunąć to dziecko a raz nie.Wiem, że nie
          potrafiłabym tego zrobić, ale nie potrafię żyć.Moje życie zmieni się
          zupełnie.Zostałam sama.A miało to wyglądać zupełnie inaczej.Do tego dochodzi
          żona mojego eks.Nie wiem czego ona o de mnie chciała ale dzwoniła do mnie po 30x
          dziennie i wcale nie przesadzam.I jeszcze udawała jego siostrę..Chciała z niego
          zrobić takiego biednego, że nie ma teraz pracy i pieniędzy.I jeszcze chciała,
          żebym jemu przysłała.Poniżała się jak tylko mogła.Ale nie dawała mi żyć.Dzwoniła
          dzień po dniu.I nie przeszkadzało jej to, że nie odbieram.A on?! Zadzwoniłam ale
          nie odbierał.Sam oddzwonił i powiedział, że on już nie chce być ze mną, że to
          koniec (ja mu to oznajmiłam dużo wcześniej).Na pytanie o te wszystkie czyny,
          gest i słowa odpowiedział, że to żart hahaha...Jak można to określić jako,
          żart...Więc jak się
Pełna wersja