Dodaj do ulubionych

romans z żonatym...

15.04.10, 21:06
Był romans, rodzące sie uczucie, slowa gesty, dotyk, pocalunki, do sexu nie
doszlo. Pare dni temu stwierdzil ze lzami w oczach ze zwariowal, ze ma mętlik
w glowie, ze tak sie w to zaangazowal ze w domu byl jedynie cialem a duszą i
myslami ze mną przez co ucierpialy dzieci. Chce isc do psychologa bo nie moze
sobie z tym poradzic, co gorsza pracujemy razem wiec widzimy sie codziennie.
Przyjal mechanizm obronny i traktuje mnie prawie jak obcą osobę, bo jak
twierdzi tak bedzie lepiej dla nas obojga... Poświęca "coś pięknego" - jak
stwierdzil, dla dobra dzieci, zony nie kocha. Walczy sam ze sobą a ja pragne
zeby przegral ta walkę i wrócił do mnie... Czy mozna przestac kochac kogos
mając go codziennie u boku? Czy mozna wyrzec sie uczucia i wmówic sobie rolę
przykladnego ojca i???? Czy mam walczyc?
Obserwuj wątek
    • annb Re: romans z żonatym... 15.04.10, 21:28
      a cała firma patrzy i obserwuje i ma "polewkę"
      Gratuluję niemyslenia.

      • carrie123 Re: romans z żonatym... 15.04.10, 21:32
        bynajmniej...
        • marzeka1 Re: romans z żonatym... 15.04.10, 21:59
          Wiesz, obserwowałam kiedyś taki romans w swojej pierwszej pracy, był
          komentowany, podśmiewano się z naiwności kobiety, oczywiście sami
          zainteresowani myśleli, że super się tajniaczą.
          • nutka07 Re: romans z żonatym... 15.04.10, 22:57
            To norma.
            Biuro huczy a sami zainteresowani mysla, ze maja tajemnice ;)
        • annb Re: romans z żonatym... 16.04.10, 09:27
          Carrie posłuchaj
          To widać
          No chyba że pracujesz ze slepymi idiotami,
          Co do pana, być może pan dał się tak bardzo zapedzić w papucie że
          zaimponowało mu że młoda ładna dziewczyna się nim zainteresowała.
          Jego ego zostało mile połechtane i starczy.
          A że pan wie że ma za dużo do stracenia, to walnął tekst o
          dzieciątkach ,Przecież ty, tak wrazliwa i czuła nie dasz skrzywdzic
          jego dzieciątek, prawda?

          Odpuśc sobie
          szkoda czasu i szkoda niszczyć sobie reputacje

          • nat.wroclaw Re: romans z żonatym... 16.04.10, 09:34
            > zaimponowało mu że młoda ładna dziewczyna się nim zainteresowała.

            Yyy..?

            A mnie na angielskim zawsze uczyli, że za wymyślanie czegoś, czego nie ma w
            tekście dostaje się zero punktów...
            • annb Re: romans z żonatym... 16.04.10, 10:00
              oj, proszę cię
              nie chcę dołować załozycielki wątku
              no wez ;)

              Qrcze, a jesli ty masz rację?
              jeśli załozycielka watku nie jest młoda?
              ups
              Nie, nie może to być
              Przecież z wiekiem nabiera się doświadczenia
              • nat.wroclaw Re: romans z żonatym... 16.04.10, 10:03
                > Przecież z wiekiem nabiera się doświadczenia

                Znam wielu takich płci obojga, co z wiekiem nabrali jedynie kilogramów wokół
                rzyci...
              • czarne_wino Re: romans z żonatym... 22.04.10, 21:09
                annb napisała:

                >> Przecież z wiekiem nabiera się doświadczenia

                ale rozumu niekoniecznie
    • marzeka1 Re: romans z żonatym... 15.04.10, 21:44
      Zacznij od zrobienia baranka.Na dodatek wziął cię po tulankach na
      tekst-klasykę banału "dla dzieci się rozstajemy, zona nie rozumie".
    • p_wolf Re: romans z żonatym... 15.04.10, 22:23
      > Przyjal mechanizm obronny i traktuje mnie prawie jak obcą osobę, bo jak
      > twierdzi tak bedzie lepiej dla nas obojga...

      Ma rację.
      Z tej mąki chleba nie będzie, może być tylko syf, wielki syf, albo bardzo wielki
      syf.
      Wyluzuj, może zmień robotę, okaż odruch przyzwoitości.
    • nutka07 Re: romans z żonatym... 15.04.10, 23:02
      Wiesz co najlepszym lekarstwem byloby, gdyby Twoj przyszly maz zostawil Cie z
      dwojka malych dzieci, zeby bylo dramatyczniej moglabys byc w ciazy. 'Cos
      pieknego'. Ale nie zycze Ci tego, bo dzieciakow szkoda.

      Poza tym nie rozumiem w jakim celu wolna dziewczyna pakuje sie w romans z
      zonatym. Szkoda mlodosci na takie akcje.
      • nat.wroclaw [...] 16.04.10, 07:00
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • nick_ze_hej Re: romans z żonatym... 16.04.10, 07:13
      Czy mozna przestac kochac kogos
      > mając go codziennie u boku?


      No, podobno żony już nie kocha, więc jak widać można;)

      Poza tym pytam, jak bezmyslną istotą trzeba być, aby na forum życie rodzinne
      szukać porad jak rozbić rodzinę! No chyba, że to troll.
      • sheer.chance Re: romans z żonatym... 16.04.10, 07:17
        to samo pomyslalam, tylko wolniej pisze:)
      • czarne_wino Re: romans z żonatym... 22.04.10, 21:11
        nick_ze_hej napisał:

        > Czy mozna przestac kochac kogos
        > > mając go codziennie u boku?

        >
        > No, podobno żony już nie kocha, więc jak widać można;)
        >

        ha ha,wypowiedz roku.bardzo dobre.
    • sheer.chance Re: romans z żonatym... 16.04.10, 07:15
      >Czy mozna przestac kochac kogos
      > mając go codziennie u boku?

      bez problemu, skoro piszesz, ze

      >zony nie kocha.
      • czarne_wino uff,to jednak troll 22.04.10, 21:13
        od tygodnia nic nie napisala,wiec nalezy sie cieszyc,ze jednak nie
        ma na swiecie tak glupich kobiet.to tylko podpucha.
        • rudaaa Re: uff,to jednak troll 27.04.10, 10:59
          czarne_wino napisała:

          > od tygodnia nic nie napisala,wiec nalezy sie cieszyc,ze jednak nie
          > ma na swiecie tak glupich kobiet.to tylko podpucha.

          niestety są i to one rozbijaja nasze małżeństwa... :(
          I nie dlatego że sie zakochały po prostu czerpią przyjemność z
          rozbijania małżeństw... i wytykania nam że są lepsze od nas że dały
          naszym mężom to czego my im nie dałyśmy...
    • rudaaa Re: romans z żonatym... 16.04.10, 10:52
      Mnie właśnie taka jak TY rozpieprzyła życie, wiare w miłość... weszła z
      butami w nasze małżeństwo... smiała mi zarzucić ze ono nie ma sensu bo
      przecież on mnie nie kocha i jest tylko ze mna dlatego że sobie sama z
      dziećmi nie poradzę. Wykorzystała bezczelnie jego i mnie...
      Nikomu nie życzę tylu przykrych słów i upokorzeń ale moze tobie by sie
      przydały to nie oglądałabyś sie za żonatym facetem...
      • betita80 Re: romans z żonatym... 16.04.10, 12:10
        romans z żonatym jedno wieeelkie G... Jak chcesz to się ładuj w to tylko przygotuj się na kupę nerwów i stresu, poczucia winy itp. Tylko czy wasze "uczucie" to przetrwa? Czy warto? A tekst że żony nie kocha i jest z nią tylko dla dzieci oklepany...
        • sunny-bunny Tak to się kończy 16.04.10, 15:46
          Wiesz kiedyś byłam świadkiem pewnej sceny. Odwiedzałam koleżankę w
          Urzędzie Pracy podczas naszej rozmowy do tego samego pokoju wpadła
          kobieta i złapała za kudły jej koleżankę z biurka obok, zwyzywała
          kilka razy uderzyła jej głową o biurko i powiedziała a raczej
          wykrzyczała że jeszcze raz zbliży się do jej męża to ona się już tak
          jak dziś nie będzie z nią piescić. Jak się póżniej okazało owa pani
          miała romans z mężem pani agresywnej. Miała to dobre określenie bo
          Pani Agresywna wybiła jej go z głowy przy całym urzędzie /pełnym
          ludzi/. Konsensus tobie autorko postu też życzę spotkać agresywną
          zdradzaną żonę... Powodzenia
          ps ja byłam zdradzana wiem jak to boli a ty znasz to uczucie??? Chyba
          nie bo jeśli byś je znała nigdy nie zrobiła byś tego innej kobiecie.
          Pamiętaj wszystko do nas wraca jeśli nie teraz to za jakiś czas...
          • rosapulchra-0 Re: Tak to się kończy 16.04.10, 22:03
            osobiście żałuję, że nie postąpiłam podobnie do Pani Agresywnej, gdy ona mi
            powiedziała: 'tak, uprawiałam seks z twoim mężem', to się po prostu osunęłam na
            ścianę
            • ysiri Re: Tak to się kończy 18.04.10, 02:25
              Ja generalnie znam obie strony takiej sytuacji. Bardzo dużo ostatnio myślałam o
              tym jak to ja była kiedyś "tą 2 kobietą" czy jak to się po Polsku mówi - i widzę
              to teraz z zupełnie innej strony. To co ci może pomóc to to, że gwarantuje ci,
              że gdybyś zobaczyła ich życie razem też poczułabyś się zdradzona. Ponieważ nie
              widzisz to nie wiesz, wiesz tylko to co on ci mówi a tak naprawdę może ona robi
              dla niego wiele, może one jest dla niej kochany, może uprawiają seks chociaż
              tobie powiedział, że nie robił tego z nią od dawna? To nie jest tak, że on
              zdradza tylko ją - tak na prawdę jest też nie fair w stosunku do Ciebie i
              najprawdopobniej cie wykorzystuje (nawet jezeli coś do Ciebie czuje). A czuć
              może też i do żony ale przecież się nie przyzna tak jak je by się pewnie nie
              przyznał, że czuł coś do Ciebie (to nic nie znaczy, to tylko przelotne itp.).
              Mówię pewnie ponieważ tak zwykle jest no ale zwykle nie oznacza zawsze. Nie
              martw się tobie jakoś się ułoży.. i oni też sobie jakoś życie ułożą..razem czy
              osobno :)

              Może takie postawienie sprawy coś pomoże :) I owszem nie rób tego więcej bo to z
              drugiej strony jest wielce nie przyjemnie (to say the least).
    • neecia Re: romans z żonatym... 16.04.10, 16:17
      Dziwię się że ludziom brak elementarnej wiedzy czym są uczucia, czym jest miłość i stan zakochania hucznie nazywają miłością...
      Otóż człowiek może zakochiwać się bardzo wiele razy i bycie z kimś w stałym związku nie chroni go przed zakochaniem w innej atrakcyjnej osobie. Ludzie tego nie rozumieją- podsycają rodzące się uczucie niewinnymi gestami, słowami, spotkaniami aż nagle ze zdziwieniem stwierdzają że tak nimi to uczucie zawładnęło że nie są w stanie sobie sami poradzić ( z tą MIłOśCIA!).
      Ja osobiście jeżeli czuję że ktoś zaczyna mnie delikatnie mówiąc interesować (a najczęściej tak się składa że ma to miejsce gdy w małżeństwie mamy trudniejsze dni)nie pozwalam sobie na te tzw. niewinne, z pozoru nieznaczące gesty tylko zaczynam zastanawiać się co mi nie odpowiada w moim związku skoro zaczynam oddalać się od mężczyzny, który mnie tak sobie rozkochał że wybrałam Go na Męża:)
    • megi1973 Re: romans z żonatym... 16.04.10, 16:33
      a po co się zakochiwać w żonatym? nastolatką jesteś czy co? gdzie
      się rodzą takie baby? litościiii
      • p_wolf Re: romans z żonatym... 17.04.10, 16:51

        > a po co się zakochiwać w żonatym? nastolatką jesteś czy co? gdzie
        > się rodzą takie baby? litościiii

        Konstrukcja pytania "po co się zakochiwać" rozkłada na łopatki ;f
        • monica188 Re: romans z żonatym... 17.04.10, 17:45
          Może Cię rozkładać.. Dla każdej normalnej kobiety żonaty facet jest po prostu
          nieartakcyjny !!!
          • p_wolf Re: romans z żonatym... 17.04.10, 17:53

            > Może Cię rozkładać.. Dla każdej normalnej kobiety żonaty facet jest po prostu
            > nieartakcyjny !!!

            Rozumiem, że Ty podejmujesz świadomą decyzje o zakochaniu się po uprzedniej
            refleksji? ;)
            • kaz-oo [...] 17.04.10, 18:41
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
              • p_wolf Re: romans z żonatym... 17.04.10, 19:18
                Nie wiem.

                Chodzi mi o to, że pytanie po co się zakochujesz w [wstaw dowolne] jest
                podobne do pytania po co się starzejesz. Oba są tak głupie, że to aż
                obezwładnia. Nikt nie decyduje w kim się zakocha, prawda?
                • nat.wroclaw Re: romans z żonatym... 17.04.10, 19:35
                  Nieprawda.

                  Uspokój sie, zrób sobie herbaty i przeczytaj ze zrozumieniem wpis neeci w
                  tym wątku.

                  >>pytanie "po co się zakochujesz"

                  jest de facto pytaniem: "po co doprowadzasz do sytuacji nawiązania bliskości
                  wykraczającej poza koleżeństwo z żonatym facetem?".

                  I nie sądzę, że zastosowany w nim skrót myslowy był aż tak nieczytelny, żeby
                  trzeba było go łopata na stół wykładac i tłumaczyć ad verbum.
                • deodyma Re: romans z żonatym... 17.04.10, 21:52

                  > Chodzi mi o to, że pytanie po co się zakochujesz w [wstaw
                  dowolne]
                  jest
                  > podobne do pytania po co się starzejesz. Oba są tak głupie,
                  że to aż
                  > obezwładnia. Nikt nie decyduje w kim się zakocha, prawda?





                  na starzenie sie nie masz zadnego wplywu.
                  natomiast na wiazanie sie z zonkosiem, owszem.
                  • p_wolf Re: romans z żonatym... 18.04.10, 00:30
                    > na starzenie sie nie masz zadnego wplywu.
                    > natomiast na wiazanie sie z zonkosiem, owszem.

                    A czym się różni zakochanie się od wiązania się wiemy, czy nie bardzo?

                    Skróty myślowe równające odwagę z odważnikiem są dla mnie nieczytelne, owszem.
                    Można zakochać się w żonatym facecie, można nawet w Marlonie Brando. Czy to
                    implikuje jakiekolwiek dalsze działania?
                    • nat.wroclaw Re: romans z żonatym... 18.04.10, 00:34
                      Czekaj, czekaj,

                      to Ty sugerujesz, ze autorka wątku zakochala sie w koledze z pracy tak, jak ja
                      mając 12 lat w Jasonie Donovanie - patrząc na jego plakat z Popcornu?
                      • p_wolf Re: romans z żonatym... 18.04.10, 00:55
                        To jak zakochała się autorka topiku wie tylko ona sama. Ja wiem tylko
                        tyle, że zakochanie się nigdy nie jest świadomą decyzją, i pytanie po
                        co się zakochujesz?
                        jest dyplomatycznie mówiąc głupawe.
                        • nat.wroclaw Re: romans z żonatym... 18.04.10, 01:06
                          >>Ja wiem tylko tyle, że zakochanie się nigdy nie jest świadomą decyzją

                          Riiilii??
                    • deodyma Re: romans z żonatym... 18.04.10, 12:12

                      > A czym się różni zakochanie się od wiązania się wiemy, czy nie
                      bardzo?
                      >



                      zapewne bylbys wniebowziety, gdyby Twoja partnerka zakochala sie w
                      zonatym:)
            • monica188 Re: romans z żonatym... 17.04.10, 20:07
              dokładnie. Nigdy nie weszłam i nie wejdę z butami w życie czyjejś rodziny-dla
              mnie żonaty jest jak ksiądź. Jedna pi..zabrała mi ojca - gardze dziw...i tyle. A
              autorka wątku właśnie się tak zachowuje-egoistka .. Mało jej chłopów na świecie.
              Zakochać się to jedno,a wiązać się z kimś to drugie.
              • rumpa Re: romans z żonatym... 25.04.10, 13:00
                misiu pipa nie zabrała ci ojca
                ociec wolał ja od twojej matki z jakis tam powodów
                a jesli po tym zerwał z toba kontakty, jak wnioskuję z postu to albo
                on podjął taka decyzję - bo on byl dupkiem albo twoja matka urażona
                w kobiecej godności miala gdzieś twoją potrzebę ojca i uniemożliwiła
                mu kontakty z toba
                tak czy inaczej, ta pipa jest tu najmniej winna
                nota bene moj ojciec też się rozwiódł, ale przez sekundę nie miałam
                wrażenia że pipa mi go zabrała
                do przemysleń
                • monica188 Re: romans z żonatym... 25.04.10, 20:04
                  Ta pipa to była sekretarka mojego taty. Okręciła go bo miał kasę-młoda
                  atrakcyjna-mogła by być moją koleżanką. Takiej wyrachowanej suki w życiu nie
                  znałaś-zaufaj mi.. Moja mama to wspaniała kobieta i ojciec w życiu nie znajdzie
                  drugiej takiej-po prostu była za dobra. Nie ma ze mną kontaktu tylko przez
                  nią-nagadała mu głupot jak ojciec zaczął budować mi dom a jej się to nie
                  podobało-zresztą jak zawsze..Tak to jest jak gówniara zawróci staremu ch... w
                  głowie. Nasze sytuacje są różne więc nie pisz głupot bo nie znasz mojej
                  sytuacji.. A ta pipa pipą jest i juz zostanie -bo takie kobiety się nie zmieniają..
                  • rumpa Re: romans z żonatym... 25.04.10, 20:55
                    Takiej wyrachowanej suki w życiu nie
                    > znałaś-zaufaj mi

                    no cóż, twój ojciec wybrał ja.
                    Tak wiem jest głupi i niepoczytalny bo nie Twoją wspaniałą mamę.
                    Niemniej jednak zdaje się że ją kocha, czyż nie? to pocieszające dla
                    nas wszystkich, mało wspaniałych, - nie kocha się za wspaniałość.

                    Moja mama to wspaniała kobieta i ojciec w życiu nie znajdzie
                    > drugiej takiej-po prostu była za dobra.

                    ale faceci nie potrzebują dobrych i wspaniałych kobiet, to akurat
                    żaden argument, - cenna lekcja dla ciebie na przyszłość, zresztą
                    i zdaje się że Twój ojciec wcale drugiej takiej nie chciał - ciekawe
                    dlaczego?
                    tak jak mówiłam, nie masz bladego pojęcia co się między nimi
                    działo.

                    Nie ma ze mną kontaktu tylko przez
                    > nią-nagadała mu głupot jak ojciec zaczął budować mi dom a jej się
                    to nie
                    > podobało-zresztą jak zawsze..Tak to jest jak gówniara zawróci
                    staremu ch... w
                    > głowie.

                    i to tyle na temat - gdyby twój ojciec nie był tym "ch..." to
                    mogłaby gadać do upojenia
                    zaraz, zaraz, czy ja czegoś takiego nie napisałam?

    • kol.3 Re: romans z żonatym... 16.04.10, 18:36
      O ile mężczyźni czasem dość łatwo rozstają się z żonami, to z dziećmi
      kompletnie nie rozstają się łatwo, i czasem dziesięć lasek nie da rady
      oderwać faceta od potomstwa.
      A co do niekochania żony, to też bym nie przesądzała, ot jest chłopina
      jakiś czas w małżeństwie i zamarzyły mu się łąki bardziej zielone niż
      własne, ale się rozmyślił. No i nici z Twojego romansu.
    • monica188 Re: romans z żonatym... 16.04.10, 19:58
      Mało Ci facetów na świecie,że bierzesz się za żonatych? Dla mnie baba która
      spotyka się z takim męszczyzną (nie chodzi mi o kobiety które nie wiedzą że
      facet jest żonaty) to zwykła..
    • sonora33 Re: romans z żonatym... 16.04.10, 19:59
      Poświęca "coś pięknego" - jak stwierdzil, dla dobra dzieci, zony
      nie kocha.


      Pachnie fajansem...
      Jak prawdziwy meżczyzna kocha to stanie na głowie, przeniesie góry i
      zrobi WSZYSTKO, żeby byc z ukochaną kobietą.

      czyli albo fajans a nie mężczyzna, albo sie toba znudził i ci
      ściemnia.
      Z dwojga złego dla ciebie lepsze to drugie, bo myśl , ze miało się
      romans z fajansem jest niemiła.
    • kawka74 Re: romans z żonatym... 17.04.10, 20:37
      Poświęca "coś pięknego" - jak
      > stwierdzil, dla dobra dzieci, zony nie kocha. Walczy sam ze sobą

      Blablabla. Żonaci faceci są niewiarygodnie powtarzalni - wszyscy jadą tymi
      samymi tekstami.
      Nie zawracaj sobie głowy tym panem, bo on sobie Tobą głowy nie zawrócił, co
      najwyżej... no. Szkoda Twojego czasu i Twoich uczuć.
      A że firma ma o czym gadać, to pewne.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: romans z żonatym... 17.04.10, 22:34
      Myślę, że mężczyzna okazał się odpowiedzialny. Kiedy zorientował się, że sprawy
      mogą pójść za daleko, sprawy wymknąć się spod kontroli, że może skrzywdzić
      innych lub sprzeniewierzyć się swoim wartościom, stara się wycofać. Jeśli w
      istocie zaczęło kiełkować w nim duże i szczere uczucie miłości do Pani, tym
      bardziej musi być trudno i warto to docenić. Pani może docenić wycofując się.
      W tym kontekście bardzo niesprawiedliwie brzmią Pani słowa , że mężczyzna
      wmawia sobie rolę przykładnego ojca. Być może on jest przykładnym ojcem i
      dlatego podjął decyzje, której Pani nie może zrozumieć. W którymś z wątków
      napisałam, że skłonność do zdrady zależy m.in od możliwości trzymania
      napierających impulsów. Opisana sytuacja pokazuje, że można je jednak trzymać.
      Czyli można wyrzec się uczucia, nawet najpiękniejszego
      Wydaje i wycofać się mi się, że nie powinna Pani walczyć. Trzeba uszanować
      decyzję mężczyzny i jego wybór. Z bólem po takiej stracie musi uporać sama.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • magda8867 Re: romans z żonatym... 18.04.10, 10:50
        Nie można budować szczęścia na krzywdzie innych, dlatego ta miłość z
        góry jest spisana na przegraną, może brzmi to troche wzniośle ale w
        tym jest dużo prawdy. Poza tym to co teraz czujecie to wszystko
        zauroczenie, które wczesniej czy później by mineło i któreś z Was
        szybko by spakowało walizki, a najprędzej ta osobą byłby oczywiscie
        ten pan.
        Spróbuj poszukac innego obiektu zauroczenia albo znajdź sobie jakieś
        dodatkowe zajęcie i jak najszybciej wycofaj się z tego układu.
        • zosia543 Re: romans z żonatym... 18.04.10, 22:20
          Wszyscy pisza nie mozna zbudowac szczescia na krzywdzie innych
          itp.ale opowiem wam historie-moja przyjaciolka miala meza z ktorym
          byla nieszczesliwa ujme to niezgodnosc charakterow on impulsywny
          potrafil uderzyc ona spokojna.Ona zaczela odreagowywac i chodzic na
          imprezy na jednej z nich poznala mezczyzne i oczywiscie zdradzila
          meza.Maz odszedl gdy sie o tym dowiedzial.Potem jak zawsze rozwod
          itd.Ona wyszla drugi raz za maz i jest z tym drugim juz 15 lat i
          powiem jedno ze rzadko spotykam w swoim zyciu dwoje ludzi tak
          pasujacych do siebie z ktorych milosc i szacunek widac z daleka.Pytam
          wiec jak to jest ze wielu ludzi buduje szczescie i milosc na
          nieszczesciu innych?bardzo jestem ciekawa odpowiedzi.
          • nat.wroclaw Re: romans z żonatym... 18.04.10, 22:30
            >> on impulsywny potrafil uderzyc ona spokojna. Ona zaczela odreagowywac i
            chodzic na imprezy na jednej z nich poznala mezczyzne i oczywiscie zdradzila meza ..


            O to, to, to! Żona biurowego gacha z głównego postu w tym topiku to po prostu
            jakas stara lampucera, w dodatku za kołnierz nie wylewa, awanturuje się i co raz
            ścierą małżonka przez łeb. To poszedł chłopina do pracy i odreagował z carrie123.

            >>Pytam wiec jak to jest ze wielu ludzi buduje szczescie i milosc na
            nieszczesciu innych?

            No, z mojego oglądu świata raczej srak to jest.

            A przykład Twojej przyjaciółki nieszczególnie przystaje do problemu założycielki
            wątku (co do której chyba juz nikt sie nie łudzi, że w ogóle czyta te nasze
            łajania..)
            • zla.kobieta1000 Re: romans z żonatym... 19.04.10, 13:38
              Hmmm... Nie mówi się o tym, ale jest dużo par, które rozpoczęły w ten sposób
              związek i do dziś prowadzą przykładne życie szczęśliwych małżonków - z odzysku.
              A to, co zostawili za sobą, brzydko mówiąc, zwisa im i powiewa, nie łudźmy się,
              bo jakby mieli skrupuły, to by się z tych romansów wycofali.
              Więc może darujmy sobie to gromienie autorki postu i tyrady nt. budowania
              szczęścia na nieszczęściu innych, skoro kupa ludzi to robi, a nierzadko drugie
              małżeństwo jest o wiele bardziej dobrane.
              Nie piszę tak dlatego, że to popieram, tylko, że fakty bywają takie jakie bywają...
              I czyjeś święte oburzenie dla bezwzględnej jednostki nigdy nie stanowiło przeszkody.
              Podoba mi się natomiast opinia P. Agnieszki i popieram. Brawo dla faceta, który
              umiał pohamować swoje impulsy i wycofać się. Jak ktoś jest odpowiedzialny, to
              żadna kochanka rodziny nie rozbije, bo facet sobie nie pozwoli na pójście ten
              krok dalej, nawet jeśli go ktoś potężnie zauroczył.
          • agnieszka_iwaszkiewicz Re: romans z żonatym... 19.04.10, 19:00
            Na marginesie omawiania problemu autorki tego wątku, ujawnił się dylemat czy
            można budować szczęście na cudzej krzywdzie. Pojawiła się też przypuszczalna
            odpowiedź: Nie można. Następnie pojawił się nijako komentarz do tego dylematu,
            że tak się często dzieje, że ludzie opuszczają swoje związki i łączą się w inne
            i okazuje się , że ta decyzja jest słuszna, a drugie związki udane.
            Wydaje mi się można się rozstać i opuścić niesatysfakcjonujący związek, ale
            trzeba mieć świadomość, że ta decyzja skrzywdzić bliskich. Trzeba wziąć tę
            krzywdę , zostańmy już przy tym słowie, i jej konsekwencje na swoje barki. Nie
            bagatelizować jej, zmierzyć się z tą swoją częścią, która krzywdzi. Nawet
            największa nowa miłość nie niweluje krzywdy, nie stanowi jej odkupienia ani
            usprawiedliwienia. Trzeba dojrzale znieść tę swoją podwójność i
            odpowiedzialność. Zaprzeczanie czy wypieranie takich uczuć pod sztandarem
            prawdziwej miłości, jest jeszcze większą krzywdą.
            Być może mężczyzna , bohater tego wątku, wiedział, że tego nie jest w stanie
            zrobić. Może jego wartości okazały się cenniejsze lub uczucie do autorki wątku
            romantyczne, ale nie aż tak wielkie, że warto dla niego podejmować duże ryzyko,
            o którym pisałam wyżej. Problem w tym, że autorka wątku tego w nim nie chce
            zobaczyć. Raczej widzi stratę po jego stronie, a nie jego zysk, polegający na
            trudnej decyzji wymagającej jakiegoś wyrzeczenia. Agnieszka Iwaszkiewicz
            • mankatoja Re: romans z żonatym... 17.05.10, 16:13
              Pisze pani ze rozstanie jest kzywdzace, a co jesli bycie w zwiazku
              jest z krzywda dla dzieci ? Bo agresja rodzicow jest gorsza niz
              rozstanie, ale to moja opinia.
              • dzikarzeka Re: romans z żonatym... 18.05.10, 22:42
                Manka, daj sobie spokój, tutaj Twoje argumenty trafią na grunt z
                goła niewłaściwy i tylko dobija to Twoją psyche. Nie daj się
                dołować, wiemy swoje, czasem bardzo zgodne z tym forum, częsciej
                zupełnie odmienne...
                Nie przeczę racji i celowi tego postu, ale... masz "99" stopień
                wtajemniczenia. Tego się trzymaj. Przegadałyśmy już doby, jeśli nie
                lata... Wnioski???
                Nawet przytaczać mi się nie chce, bo znasz je doskonale.
                Cieplutko pozdrawiam Cię kochana:)))
    • iwonagos Re: romans z żonatym... 24.04.10, 08:50
      Jest takie stare, dobre przysłowie: "Gdje żiwjosz, nie jebjosz";) Tyle co do romansu w miejscu pracu. Prawdopodobnie adrenalinka mu rośnie, gdy wie, że ktoś Was może złapać na tych "przytulankach". On będzie takim macho.... ho ho, a Ty zwykłą ździrą. Pamiętaj.
      Reszta to zwykłe kłamstwa. Kocha żonę, jest z nią szczęśliwy i tyle. A, że się Ty napatoczyłaś i dałaś się "poprzytulać" to już Ty masz pecha. Sorry za brutalną szczerość, ale zawsze w takich wypadkach bardziej winię kobietę, która wiedząc, że facet ma żonę i dzieci pozwala sobie na więcej. Odpuść, nie myśl o żadnej walce. Ośmieszysz się na maksa, zryjesz opinię, a on i tak prędzej czy później wróci do żony. Takie jest życie.
      • zabcia35 Re: romans z żonatym... 24.04.10, 17:49
        W jego zycie wkradła sie rutyna, codziennosc.Nowa młoda,bezwzgledna,
        egoistyczna i wolna trafiłaś w jego ,,nisze rynkową " i
        wykorzystałas to.
        Ciesze sie, ze facet mimo opetania przez diablice-autorke watku
        zachował zdrowy rozsadek i wybrał to co jest dla niego wartoscią-
        RODZINE, a nie przygodą- uwodzicielke, złodziejke cudzych mezów.
        Radź sobie panno, sama tego chciałaś, cierp, wyj do ksieżyca, ale
        nie rozbijaj małżenstwa, nie rań kobiety, która nic złego Ci nie
        zrobiła, nie niszcz dziecinstwa dzieciom, które do szczescia
        potrzebują kochajacych sie rodziców.
        Wielce prawdopodobne, ze ten Twój romans, tylko umocni jego
        małzenstwo, czego mu zycze z całego serca.
        A Tobie, wiecej rozumu i szacunku dla miłości ludzi, którzy kiedys
        sie związali, zanim na ich drodze stanełaś TY...
        • polinne1 Re: romans z żonatym... 24.04.10, 18:52
          jedyne wyjście dla ciebie - odejść z pracy...
          a jak żona się dowie - dostaniesz, na co zasłużyłaś, czyli łomot
          • jakaja01 Re: romans z żonatym... 24.04.10, 19:24
            polinne1 napisała:

            > a jak żona się dowie - dostaniesz, na co zasłużyłaś, czyli łomot

            A co zrobić będąc w skórze żony zdradzanej? Ja wiem że koleżanka
            męża w pracy zakochała się w nim, ona wie że ja o tym wiem, ale nie
            wie że mam dowód i śmieje mi się w twarz, podobnie maż. (pominę
            świadomie winę męża - chodzi tylko o nią, mąż poniesie inne
            konsekwencje) Jak jej spuścić łomot? Czy to ja się nie ośmieszę?
            Dodam że pani jest dzieciatą mężatką. I oczywiście do niczego się
            nie przyznaje.
            • monica188 Re: romans z żonatym... 24.04.10, 20:29
              Rób jej koło dupy tak żeby nie wiedziała,że to Ty. Coś żeby nie mogła Ci
              udowodnić winy,ale możesz jej w jakimś podtekście powiedzieć,że to Ty. Wtedy Ty
              się będziesz z niej śmiała.. Zemsta jest słodka:)
              • deodyma Re: romans z żonatym... 24.04.10, 20:52
                ale po co ma jej robic kolo dupy?
                po co ma sie osmieszac?
                nie wiem, jakie maz poniesie konsekwencje, ale jesli rozwod w co
                szczerze watpie, niech kochanke meza zeznaje na rozprawie, jako
                kobieta rozbijajaca rodzine.
                wtedy bedzie miala narobione kolo dupy konkretnie i maz tamtej sie
                dowie.
            • polinne1 Re: romans z żonatym... 25.04.10, 12:42
              no cóż, zawsze można dotrzeć do męża owej przedsiębiorczej damy i poprosić go o wsparcie w ratowaniu swojego małżeństwa, bo trudno to robić, gdy kochanka jest w nim cały czas obecna. niech cię jej mąż wspomoże...
    • monika-355 Adwokat diabła 25.04.10, 10:28
      Czytam wszystkie wypowiedzi z dużym zainteresowaniem, z niekłamanym zdziwieniem
      zapoznałam się też z bardzo kategoryczną odpowiedzią Pani Psycholog. Zastanawiam
      się, co byśmy wszyscy odpowiedzieli, gdyby autorem postu nie była Pani, ale
      właśnie ten Pan. Którego nie znamy dobrze i jego motywy też mogą być nieco
      bardziej skomplikowane. Ale z tego co napisała Autorka postu Pan nie kocha
      swojej żony i chce się POŚWIĘCIĆ dla dobra dzieci. I tyle wiemy. I czy naprawdę
      jest to oby dobre rozwiązanie? Gdyby tak właśnie zadać pytanie, to sądzę, ze
      odpowiedzi były by nieco inne (czyli - czy nie kochając swojej żony powinienem z
      nią zostać dla dobra dzieci). Myślę, ze wówczas doradzilibyśmy Panu, aby nie
      zostawiał dzieci, co wcale nie oznacza, ze musi pozostać z ich matką - rzecz
      jasna, jeżeli naprawdę odnalazł gdzieś swoją miłość. A chyba tak jest, skoro nie
      pozwolił sobie po prostu na skok w bok, niezobowiązujący sex itp. A jeżeli ten
      Pan jest nieszczęśliwy w sowim małżeństwie, jeżeli unieszczęśliwia też żonę?
      Jeżeli swoją przyzwoitość pojmuje jako poświęcenie się dla dzieci i nie rozumie
      że wcale nie musi to tak wyglądać? A co jeżeli przez swoją decyzję
      unieszczęśliwi żonę - pozostając z nią mimo braku uczucia, siebie - bo do końca
      życia będzie się czuł źle, niespełniony, drugą kobietę - bo ją odrzucił?Moim
      zdaniem za mało wiemy, aby tak kategorycznie doceniać Pana poświęcenie - bo to
      zarówno może być wyraz niewyobrażalnej szlachetności , jak i źle pojmowanej
      przyzwoitości, czy też lęk przed zmianami i skrzywdzeniem żony.
      • rumpa Re: Adwokat diabła 25.04.10, 13:10
        daj spokój,zaraz cie zjedzą, panie mają chlopów na własność,
        bezmózgich,albo żona steruje albo jakaś dziwka, kasę maja przynosić
        i dbac o dom, jak im cos się nie podoba, to mają kaprysy, a wrednym
        dziwkom łomot spuszczamy.
        no a my jestesmy takie wspaniałe że po prostu nie ma szans, żeby
        komus z nami było źle, obco, smutno, po prostu chłop ma za dobrze i
        mu się głupstwa lęgną. No ale te chłopy takie są, fiutem myslą i
        trzeba ich pilnować.
        Ciekawa jestem ile z tych pań by tak dramatycznie walczyło o faceta
        mając mieszkanie, dobrą pracę, kupę kasy i atrakcyjny wygląd, innymi
        słowy gdyby ten romas nie grozil podupadkiem finansowym i
        socjalnym...
        córka rozwiedzionej pary
    • graue_zone Re: romans z żonatym... 25.04.10, 22:18
      Stuknąć się w głowę i zastanowić, czy chciałabyś, żeby jakaś "dama" Twoim
      dzieciom (w przyszłości) w imię swoich uczuć odbierała ojca. Kobieta ładująca
      się w związek, gdzie są dzieci, to dno. Mężczyzna też zresztą.
      • rumpa Re: romans z żonatym... 26.04.10, 03:07
        chcciałam zauważyć że nawet kota sie nie da odebrać, bo wróci
        uwielbiam kobiece podejście do sprawy - odebrać, bo facet to
        własność i to bezwolna
        no i ma prawo do istnienia tylko jako ojciec i mąż
        a to że odchodzi od żony nie znaczy że odchodzi od dzieci
        widziałam za to sporo przeżartych sobą pań które gotowe były
        pozbawić dzieci ojca, byle tylko ukarać fiuta za to że wolał kogos
        innego od nich
        co najdziwniejsze były to własne matki tych dzieci a nie jakieś
        pipy.
        cóż, po takich akcjach generalnie dochodziłam do wniosku, że facet
        miał rację i moje współczucie dla porzuconej żony kończyło się
        natychmiast
        • graue_zone Re: romans z żonatym... 26.04.10, 08:22
          Ale ja nie twierdzę, że faceta da się odebrać. Ja tylko uważam, że jeśli w
          związku jest kryzys, to czasem dwojgu ludziom udaje się go przezwyciężyć (bez
          wątpliwej "pomocy" innej pani lub pana z zewnątrz). I generalnie odpowiadanie
          pozytywne na zaloty lub samemu wyciąganie łap po zakontraktowanego osobnika płci
          dowolnej, szczególnie, jeżeli w związku jest dziecko, uważam za wyjątkowe draństwo.
          • monica188 Re: romans z żonatym... 26.04.10, 18:51
            Popieram
          • rumpa Re: romans z żonatym... 26.04.10, 19:54
            gdyby chciał przezwyciężyć to łap by nie wyciągał
            ale tak łatwiej się łudzić, że chciał ale mu ta wredota
            przeszkodziła

            zresztą , w przypadku znajomych porozwodzonych przezwyciężenie
            kryzysu miało wyglądać tak że ta druga strona się pokaja, zmieni,
            przeprosi i odtąd będzie tańczyła jak się jej zagra.
            ale oczywiście winnym braku "przezwyciężenia" było to trzecie.
            :)))
            • monica188 Re: romans z żonatym... 26.04.10, 20:52
              Ta lub ten trzeci ZAWSZE są winni jeżeli są świadomi,że ich obiekt
              zainteresowania nie jest stanu wolnego i ma dzieci. Jeżeli jest kryzys a nie ma
              osób 3 to łatwiej go zarzegnać.. Pasowało by tu przysłowie: Okazja czyni
              złodzieja-tak też może być w zdradzie. Żonaty jest jak ksiądz-z takimi żadna
              normalna kobieta się nie zadaje! Koniec i kropka
              • cayeene Re: romans z żonatym... 26.04.10, 22:04
                Akt małżeństwa NIE JEST aktem własności, choć z większości wypowiedzi wynika
                zupełnie coś innego. Myślę, że bardziej upokarzające i raniące jest pozostawanie
                w związku bez miłości "z powodu dzieci".
                Mimo bardzo wyraźnego wyparcia tego faktu w danym wątku, faktem jest, że
                niekochane żony zdarzają się wcale nie tak rzadko. Niekochani mężowie również.
                Ceną za trwanie w związku na siłę, "bo dziecko/dzieci", bywają depresje i
                długoletnie kryzysy. Mało tego - nierzadko trwanie w mało rozwojowym (czy
                zupełnie destrukcyjnym) związku krzywdzi obydwie strony (o dzieciach nie
                wspominając) bardziej niż rozstanie.
              • rumpa Re: romans z żonatym... 27.04.10, 07:59
                jeśli jest kryzys i jest trzecia osoba, to znaczy że jedna z osób
                nie życzy sobie zażegnywania
                w dodatku czesto jest tak że partner na w d... swoja połówkę i
                pojawienie się tej trzeciej powoduje włączenie opcji - mój, moja
                to że to drugie było nieszczęsliwe (ma kaprysy, sam nie wie czego
                chce) wisiało mu kalafiorem dopóki sie nie zbuntowało

                no jak już zaczynamy z normami, to faktycznie z tym nie ma co
                polemizować, faktycznie ostateczny argument
            • filetta Re: romans z żonatym... 27.04.10, 08:41
              > zresztą , w przypadku znajomych porozwodzonych przezwyciężenie
              > kryzysu miało wyglądać tak że ta druga strona się pokaja, zmieni,
              > przeprosi i odtąd będzie tańczyła jak się jej zagra.
              > ale oczywiście winnym braku "przezwyciężenia" było to trzecie.
              > :)))

              Przykre, ale prawdziwe. I wszechobecne :(
    • stulic Re: romans z żonatym... 29.04.10, 00:41
      Ja jestem takim fecetem. Też chodzę do psychologa. Problem polega na
      tym że nie chciałbym krzywdzić mojej rodziny. I nie potrafię
      doprowadzić do sytuacji kiedy się z żoną dogadamy co do rozstania.
      NIetsty cierpliwośc mojej ukochanej chyba już się skończyła. Obawiam
      się że odejdzie ode mnie, a ja i tak już nie będę z żonąszczęsliwy.
      Jeśli Ci zależy na jego szczęściu daj mu spokój. To starsznie boli
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka