Dodaj do ulubionych

Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – proszę o radę

09.05.10, 22:56
Pisałam już kiedyś o problemach z mężem-krętaczem. Te problemy
rozwinęły się, nabrały nowego wymiaru a ja całkiem się już pogubiłam.
Niedługo po ślubie stwierdziłam, że dla męża „prawda” jest pustym
słowem. Kłamstwa przychodzą mu z wielką łatwością, jakby odruchowo,
również wtedy, gdy kłamstwo jest bezcelowe. To w największym
skrócie; teraz o chorym trójkącie.

Mąż ma firmę, którą musi się aktywnie zajmować jakieś 10 dni w
miesiącu. Tak było „od zawsze”; gdy po ślubie mieszkaliśmy u mnie,
spędzaliśmy czas wolny od firmy razem. Mąż nalegał żebyśmy
zamieszkali w jego miejscowości – z bólem serca sprzedałam
mieszkanie; zamieszkaliśmy u jego mamy na jej własne zaproszenie.
Dodam, że dom w 1/3 należy także do męża i tam mieści się firma.
Bardzo dbałam o dobre stosunki z teściową; nigdy nie zwróciłam się
do niej nieuprzejmie, niczego nie żądałam, wykonywałam polecenia,
złośliwostki (zresztą umiarkowane) puszczałam mimo uszu.
Przygotowywałam niespodzianki na dzień babci i urodziny, świadczyłam
przysługi, na każdym kroku pamiętając, że nie jestem u siebie. Byłam
gotowa ją kochać i miałam nadzieję że mnie zaakceptuje.
Po kilku tygodniach teściowa wyrzuciła nas z domu, do dziś nie wiem
dlaczego. Do męża wrzeszczała, że żyjemy jak Cyganie (?) i mamy się
natychmiast wynosić. Co też się stało. Od tej pory teściowa nie
odzywa się do mnie, nigdy nie zaprosiła do domu, stosuje
konsekwentny ostracyzm.
Zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu w innej dzielnicy. Gdy ja
wychodziłam do pracy, mąż brał naszego synka niemowlaka do
teściowej – na cały dzień, codziennie (poprzednio ustaliliśmy, że
będzie tak się działo 1-2 razy tygodniowo).
Wtedy byłam już w szponach depresji, że tak to dramatycznie nazwę,
racjonalne myślenie przychodziło mi z trudnością i w ogóle jakoś nie
byłam w stanie ogarnąć całości zjawiska. Po paru miesiącach dotarło
wreszcie do mnie że męża nie bywa w domu; poprosiłam o wyjaśnienie
tej sytuacji. Reakcją była agresja; krzyczał że w domu na nic mu nie
pozwalam, że nawet nie może słuchać muzyki, ze wiecznie czegoś chcę,
itd. Że chcę go kontrolowac, podczas gdy on haruje; że podejrzewam
że chodzi na dziwki… Utopił problem, jak zwykle, w potoku nonsensów
i wrzasku. Szok, rozpacz.
Kupiłam w końcu mieszkanie, w innym mieście, ale 30 km od miejsca
zamieszkania męża. Nic się nie zmieniło; przez cały tydzień mąż jest
w firmie (u mamy). W ostatnich miesiącach dowiedziałam się, że
nienawidzę jego matki, jestem z nią w głębokim konflikcie, „ciągle
coś do niej mam, a powinnam spojrzeć na siebie”… to „coś” polega np.
na zadaniu pytania – Czy te jabłka wieziesz dla mamy?
Dowiedziałam się też, że urządziłam tesciowej „brzydką scenę”, czyli
nie powiedziałam jej „dzień dobry”. Podobno są świadkowie:)
I na koniec. Co jakiś czas słyszę od męża że traktuję go jak robola,
jestem żądająca, skupuję niepotrzebne gadżety, wyjście z domu
zajmuje mi godzinę, jestem flejtuchą, i wiele innych.
To wszystko są wady i śmiesznostki teściowej. Nie mają nic
wspólnego ze mną. Tymi samymi słowami mąż odnosił się do teściowej,
gdy tam mieszkaliśmy; z tych jej wad zwierzał mi się, gdy było
miedzy nami dobrze.

W innych sferach życia mąż zachowuje się normalnie; nigdy nie był
leczony psychiatryczne, jest człowiekiem dość lubianym.
Życie kozła ofiarnego jest straszne, nie potrafię tak żyć. Mąż
wyraźnie i niejednokrotnie stwierdzał że nie zamierza się zmienić, a
jeżeli mi się nie podoba – mogę się rozwieść.
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 09.05.10, 23:11
      Zdecydowanie poszłabym za radą męża.

      "W innych sferach życia mąż zachowuje się normalnie; "- a takie
      zachowanie nie rzutuje na inne sfery życia? Na czym niby ta normalność
      ma polegać?
    • demonsbaby ciezko wyczuć 10.05.10, 08:47
      czy aby na pewno podłożem konfliktu jest "mamuśka" i zależny od niej synek.
      Jeśli tak, to pozwól syneczkowi z mamusią założyć rodzinę, bo do partnerskiego
      związku z dzieckiem najwyraźniej nie dorósł. Jeżeli, to inna kobieta, a z Ciebie
      robi idiotkę - to również - będąc kobietą samodzielną spróbuj żyć z
      dzieciaczkiem bez niego - bo i tak żyjecie obok siebie.
    • tully.makker Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 10.05.10, 10:14
      I tak zyjesz sama, wiec co to za roznica czy sie rozwiedziesz, czy
      nie? A przepraszam, jest roznica - ja sie rozwiedziesz, moze poznasz
      normalnego faceta.
      • siostrakuleczki Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 10.05.10, 14:20
        Znam ten ból. Wiem jak teściowa potrafi uprzykrzyć życie. Moja
        również nigdy mnie nie zaakceptowała mimo że bardzo się starałam być
        dobrą synową. Jestem dla niej nikim i mimo że teraz już mam to
        gdzieś...(przynajmniej bardzo się staram...) to nadal bardzo mnie
        stresuje, niemal wszystko co robię analizuję pod kątem zadowolenia
        teściowej, nie mogę się od tego uwolnić...
        Zaczęłam jej nienawidzić. Jest specyficzną osobą, taką z wyższych
        sfer, przynajmniej za taką się uważa.
        Zimna i oślizgła kobieta, mieszkamy niedaleko ale nigdy mnie nie
        zaprosiła do siebie za to ciągle wpada do nas z niezapowiedzianą
        wizytą i jeżdzi po szafkach palcem w poszukiwaniu brudu. Niestety
        mieszkamy w jej mieszkaniu bo ciągle ciułamy z męże na swoje.

        Naszego synka a jej wnuka wzięła z miłością na ręce(a może mi się
        tylko wydawało że z miłością) dopiero w wieku 5 miesięcy. rwało to
        przytulanie może z 10 minut i już sę przemęczyła. A gdy byłam
        jeszcze w ciąży to w jakiejś kłótni wygnała nas z mieszkania że mamy
        się wynosić. Potem bardzo przepraszała, ze niby nie to miała na
        myśli.
        Babcia, która tak właśnie przywitała wnuczka na świecie pokazując mu
        drzwi...ech...

        Dodm jeszcze że niczego nie powe wprost, nie krzyczy i nie obraża w
        cztery oczy... ale dobrze wie kiedy rani i obraża, bo potem
        zazwyczaj się pyta mojego męża czy ja się przypadkiem nie obraziłam.
        Wiem jak teściowa może wpłynąć na życie i doprowadzić wręcz do
        depresjii. Chciała bym się od niej uwolnić ale nie potrafię.

        Chciała bym żeby umarła i był by już spokój.
        • tully.makker Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 10.05.10, 15:55
          Chciała bym żeby umarła i był by już spokój.

          warte jestescie jedna drugiej. Jak mozna zyczyc smierci babci
          swojego dziecka?
          • velluto Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 10.05.10, 16:21
            Ona nie życzy jej śmierci, tylko chciałaby mieć święty spokój i nigdy wiecej nie
            oglądać babska. Bycie babcią do niczego nie uprawnia.

            W imię politycznej poprawności powinna udawać, że jest inaczej?
        • mirkar1 Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 10.05.10, 16:36
          siostrakuleczki napisała:

          >
          > Zaczęłam jej nienawidzić. ...
          > Zimna i oślizgła kobieta,

          Jak na znienawidzoną, zimną i "oślizgłą" kobietę i tak całkiem elegancko się zachowuje udostępniając Wam swoje mieszkanie


          >...ciągle wpada do nas z niezapowiedzianą
          > wizytą i jeżdzi po szafkach palcem w poszukiwaniu brudu. Niestety
          > mieszkamy w jej mieszkaniu bo ciągle ciułamy z męże na swoje.
          >

          No bo właściwie wpada do siebie. Nie podoba mi się to, co Twoja teściowa robi, ale ona we własnym mieszkaniu czuje się jak u siebie.

          > Chciała bym żeby umarła i był by już spokój.

          A przed śmiercią żeby koniecznie zdążyła przepisać mieszkanie na Was.

          Wiesz co, jest proste i dobre rozwiązanie Twoich problemów: zamiast siedzieć w mieszkaniu teściowej poproś swoją rodzinę, aby Wam udostępniła jedno z mieszkań, tam się wprowadźcie, teściowa nie będzie miała już tyle odwagi, aby palcem jeździć po meblach...
          • tully.makker Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 10.05.10, 17:01
            > Wiesz co, jest proste i dobre rozwiązanie Twoich problemów:
            zamiast siedzieć w
            > mieszkaniu teściowej poproś swoją rodzinę, aby Wam udostępniła
            jedno z mieszkań
            > , tam się wprowadźcie, teściowa nie będzie miała już tyle odwagi,
            aby palcem je
            > ździć po meblach...

            amen
          • filetta Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 11.05.10, 08:47
            mirkar1 napisał:

            > No bo właściwie wpada do siebie. Nie podoba mi się to, co Twoja
            teściowa robi,
            > ale ona we własnym mieszkaniu czuje się jak u siebie.

            Właściwie tak - teściowa jest u siebie. Tylko to nie daje jej prawa
            do tego typu zachowań. Są pewne granice wyznaczane przez szacunek do
            innej osoby i najzwyklejsza w świecie kulturę kontaktów
            międzyludzkich.
            Ładnych parę lat w swoim zyciu mieszkałam w wynajętych pokojach,
            póżniej kawalerkach. Nikt, ale to nikt, z właścicieli, nie wchodził
            do mnie bez pukania, nie zaglądał do szaf i nie sprawdzał czystości
            dywanu. Jesli mieszkał osobno, umawiał się telefonicznie na
            spotkanie, a nie wpadał niespodziewanie "na kontrolę". Idąc
            zaprezentowanym tokiem rozumowania, kazdy z nich mógł to robić, w
            końcu był u siebie lub przychodził do siebie. A jednak nikt tego nie
            robił. Jestem wdzięczna tym ludziom za taką właśnie postawę, która
            dawała mi naprawdę wiele komfortu psychicznego i pozwoliła na
            utrzymanie nienagannych i pełnych sympatii stosunków. A to, że ta
            sytuacja dotyczy teściowej i synowej, naprawdę niczego nie zmienia.
            • tully.makker Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 11.05.10, 10:10
              Nikt, ale to nikt, z właścicieli, nie wchodził
              > do mnie bez pukania, nie zaglądał do szaf i nie sprawdzał
              czystości
              > dywanu. Jesli mieszkał osobno, umawiał się telefonicznie na
              > spotkanie, a nie wpadał niespodziewanie "na kontrolę".

              To rzec calkowicie oczywista - wynajmujac pokoj czy mieszkanie
              uczestniczylas w transakcji handlowej - ty placisz i wymagasz.

              Tutaj nastapilo dobrowolne uzyczenie i sytuacja jest zupelnie inna.
              • filetta Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 11.05.10, 11:29
                Płacisz za udostępnienie, zużycie energii i sprzętu, a nie za
                poszanowanie prywatności. Użyczenie jest również transakcją i umową,
                z tym że nieodpłatną. Nie płaci się za korzystanie, co nie zwalnia
                użyczającego z szacunku dla korzystającego.
                Zastanawiam się nad takim układem, gdy ktoś komuś czegoś użycza i na
                podstawie aktu swojej dobrej woli rości sobie prawo do ingerencji w
                cudza prywatność. Moja mama dała mi w prezencie kanapę - to znaczy,
                że ma prawo wiedzieć, czy uprawiamy na niej seks? Moja teściowa
                dzieli się ze mną faszerowaną kaczką - to znaczy, że ma prawo
                sprawdzić, ile z tego zjadł mój mąż (a jej syn), a ile ja (nie jej
                córka)? Podarowałam moim rodzicom kino domowe - to znaczy, że mam
                prawo kontrolowac jakie filmy na nim oglądają? A może oglądając tv
                używają go do porasowania dźwięku? To nie do końca tak.
                Wiem, że podarunek to nie to samo co użyczenie, ale rodzi prawie te
                same konsekwencje pomiędzy obiema uczestniczacymi w nich stronami
                (różni je jedynie skutek - użyczenie nie dokonuje się na zawsze,
                podarunek tak).
            • siostrakuleczki Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 11.05.10, 22:09
              Żeby to było takie proste..ech...Ja już wiele wiele razy próbowałam
              się wyprowadzić choćby na wynajęte. Wtedy bym miała jakiś spokój,
              płaciła bym i bym była "trochę bardziej na swoim". Już nawet przez
              jakieś pół roku płaciliśmy z mężem za wynajem jego mamie i ona nawet
              chętnie brała kasę ale mąż uznał że to jest dziwne płacić własnej
              matce za możliwość mieszkania. Zwłaszcza że mieszkamy tylko
              tymczasowo a pozatym mieszka z nami siostra męża i ona nie płaci.
              Dodam, że rodzice męża są ludżmi bardzo zamożnymi i dla nich ten
              tysiąc nie robi żadnej różnicy. Dla nich nawet takie kupno
              mieszkanie za gotówkę to jest kwestia paru dni.
              Ja naprawdę nie chcę jej wykorzystywać, nie chcę zadnej łaski. Nie
              chcę jej mieszkania bo nawet jak by je dała to i tak by była u siebie
              A co do bycia babcią, no cóż nigdy nie chciała nią być ale czy to
              usprawiedliwia takie zachowanie? Może nie kochać mnie ale myślałam
              że miłość do wnuków jest naturalna i oczywista.
              Czy to pozwala na wyrzucenie synowej w ósmym miesiącu ciąży z domu
              (to był listopad) bo jej córeczka(siostra męża) studiuje i nie może
              się krępować gdy jej chłopak będzie wpadał a pozatym "bachorek"
              będzie krzyczał i zakłócał jej spokój?
              Co to za babcia która przytuliła wnuczka dopiero gdy skończył 5
              miesięcy?
              Nigdy nawet nie zapyta jak on się czuje ale potrafi mnie pouczać że
              jestem wyrodną i złą matką skoro nie gotuję sama zupek tylko kupuję
              słoiczki?
              Nie jestem żadną biedną, skrzywdzoną dziewczynką z zapałkami ale
              takie traktowanie poprostu jest smutne dla mnie i bolesne. Nie chcę
              się roztkliwiać nad sobą i swoim losem, nie o to mi chodzi.
              Zastanawiam się kto poda jej szklankę wody na starość, bo na pewno
              nie córeczka, pewnie ja bo ja zawsze wybaczam nawet jak mnie ktoś
              krzywdzi, taka już jestem mimo że chcę być twarda.
              Mój mąż też się boi swojej matki, stara się być dla niej naprawdę
              dobry ale jej humory i fochy są dla nas koszmarne.



              • twanda Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 04.06.10, 09:08
                Rozumiem cię, nawet nie wiesz jak dobrze. Niczemu nie jesteś winna, nie daj
                sobie tego wmówić.
    • black_tangens Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 10.05.10, 21:57
      Wydaje mi się, że albo 1) twoja teściowa go podjudza albo 2) mąż ma jakieś
      problemy psychiczne bądź 3) kochankę i dlatego tak się zachowuje. Mam nadzieję,
      że masz jakieś dowody na to, że mieszkanie kupiłaś za swoje pieniądze uzyskane
      ze sprzedaży mieszkania z czasów “panieńskich”. Zrób też jak najszybciej
      rozdzielność majątkową (podpisuje się ją u notariusza), bo jeśli mąż narobi
      długów a ma firmę, więc to jest możliwe, to najprawdopodobniej ty będziesz je
      spłacała. Wierzyciele mogą wybierać sobie z którego z dłużników ściągną dług i
      prawdopodobnie po pierwsze polecą na mieszkanie a męża (jak napisałaś
      “krętacza”) mieszkającego u mamusi zostawią. Nie chcę krakać ale wygląda to
      baaardzo źle, więc zacznij się troszczyć o siebie (w tym o zabezpieczenie
      materialne siebie) a mniej o męża i teściową.
      • erised Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 11.05.10, 00:03
        Właśnie, źle to wygląda a ja tylko pogarszam sprawę, o czym może
        później.
        Rozwód nie wchodzi w grę. Na dom wydałam wszystkie swoje pieniądze i
        nie mam żadnych oszczędności, moje obecne zarobki wystarczają na
        jedzenie i na niewiele więcej. Mieszkam w obcym mieście gdzie nikogo
        nie znam.
        Jestem rozwódką. Moim starszym dzieciom zafundowałam dzieciństwo bez
        ojca i za nic tego nie powtórzę, tym bardziej że mąż jest dobrym,
        kochającym ojcem.
        Chciałabym zrozumieć co jest grane. Dlaczego mąż widzi we mnie
        (udaje że widzi?) swoją matkę. Nie zawsze jest tak, że coś takiego
        zarzuca mi w gniewie, czasem w zwykłej rozmowie mówi do mnie jak do
        matki, podam przykład:
        "Tyle wydaliśmy na laptop, a wcale go nie używasz."
        Laptop kupiłam ja, za własne pieniądze; jest mi niezbędny do pracy i
        używam go codziennie. W czym rzecz: teściowa kocha skupować gadżety,
        ma ich mnóstwo, z czego większość leży w piwnicy; mąż to często
        komentował. Ja, jeśli idzie o dobra materialne, jestem minimalistką
        i on o tym niby wie.
        Albo: Mąż rano oznajmia że gdzieś razem idziemy, pytam o której mamy
        wyjść. Za 1,5 godziny. Ja na to - Aha, to idę umyć włosy. A mąż
        rozczarowany - To dzisiaj nie pojedziemy... I znowu: przejście ze
        stanu porannego rozmamłania do pełnej gotowości wyjściowej zajmuje
        mi najwyżej 20 minut, łącznie z myciem łba. Osobą, która szykuje się
        tyle czasu jest...
        Rozumiecie? Mąż sprawia wrażenie że mnie nie widzi i nie słyszy, nie
        zauważa jakie mam naprawdę wady i zalety, jaka jestem a jaka nie...
        a jesteśmy razem 6 lat.
        Czy on jest zaburzony? Ma wyprany mózg? Mama przysłania mu świat?
        Na wszelki wypadek dodam, że do teściowej nie czuję nienawiści,
        jestem raczej rozżalona i zdezorientowana (a w gorsze dni
        zrozpaczona i zdesperowana); nie rozumiem skąd ten konflikt i co się
        w ogóle dzieje, nie panuję nad tą sytuacją. Nie wiem co robić.
        • demonsbaby Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 11.05.10, 07:11
          tym bardziej mając w przeszłości ciężkie doświadczenia zrozumiałe są twoje
          obawy. Kochający ojciec, ale nie kochający mąż - daje obraz nieszczęśliwej
          matki, taką chcesz być dla własnych dzieci? Sądzę, że facet doskonale znając
          twoje obawy tym właśnie pogrywa, a właściwie tobą, czując się na wygranej
          pozycji. Co do samodzielnego utrzymania - ok, może być bardzo ciężko. Stąd
          zajmij się sobą, nie wnikaj w jego zachowanie i żyj dla siebie i dzieci. Niech
          sobie żyje sam w swoim światku.
          • mulka1 Re: Zakłamany układ: mąż, teściowa, ja – pr 11.05.10, 15:01
            Jesteś dziwna. Ja wyprowadziłam sie od moich rodziców, choć mieszkanie było
            zupełnie oddzielone od reszty domu tzn oddzielne wejście, osobne liczniki itp.
            Ale to było nadal MIESZKANIE MOICH RODZICÓW. Czyli moje mieszkanie w ich domu.
            Tesciowa przychodzi do siebie bo jest u siebie. ciekawie jak na to spojrzysz
            gdybyś to ty użyczyła mieszkanie swojej synowej???. Poprzez wyprowadzenie sie ze
            swojego rodzinnego domu mój status materialny bardzo się pogorszył ( zyłam w
            dużym niedostatku), wolałam jednak to niż kontrole mojej matki. To jest twój
            wybór i nie narzekaj na teściową. Dorośnij - nie ma nic za darmo- coś kosztem
            czegoś. Nie podoba sie to zmień mieszkanie. Ale ty wolisz aby matka twojego
            partnera zaglądała ci w gary niz samodzielność - bo ta może wymagac wyrzeczeń
            których zwyczajnie nie udźwigniesz.
            • erised Kurczę... 11.05.10, 21:06
              Coś się wątek pomytlał.
              Siostrakuleczki ma problemy z mieszkaniem i teściową (współczuję,
              Siostrokuleczki, ale inaczej chyba nie będzie - teściowa może
              niespecjalnie taktowna, ale w swoim prawie).
              Ja mam problemy z mężem, teściową i sobą.
              Strasznie chciałabym jakoś ten problem przewietrzyć, poukładać sobie
              myśli, poznać Wasze opinie. Głównie wygadać się, bo nie mam nikogo
              , z kim mogłabym o tym porozmawiać.

              • efi-efi Re: Kurczę... 11.05.10, 22:16
                Sprzedałaś "panieńskie " czy z poprzedniego związku mieszkanie i gdzie
                ulokowałaś te pieniądze? W firmę męża, w remont domu teściowej, w co?

                Czemu Was od Cyganów zwyzywała?
              • siostrakuleczki Re: Kurczę... 11.05.10, 22:28
                Sorry, erised za ten offtopic, to twój temat. Współczuję Ci bo
                doskonale wiem co przeżywasz. Ja też spotykam śię ciągle z opiniami
                że powinnam być swojej teściowej wdzięczna bo przecież mieszkam u
                niej.
                I jestem mimo że ona i tak tego nie docenia, bo uważa że żerujemy na
                niej.
                Ale to też nie jest jakaś niezwykła łaska że ona pomaga swemu
                synowi, wielu rodziców pomaga dzieciom i robi to bez łachy, z
                potrzeby serca i nie oczekuje za to zapłaty. Ja też mam dziecko i
                już planuję że dam mu wszystko czego będzie potrzebował i co będę
                mogła mu dać, może nawet mieszkanie mi się uda mu kupić (takie mam
                marzenie) i nie będzie to żadna łaska ani poświęcenie.
                Ja też tak jak Ty próbuję jakoś rozwiązać problem teściowej i bardzo
                bym chciała rozwiązać to pokojowo, nawet bym w imię tego mogła
                zapomnieć wszystkie te przykrości które mi wyrządziła. I nie umię bo
                się już pogubiłam. Nie chcębyć wrogiem swojej teściowej ale ona sama
                chce być moim wrogiem.
                Wiem że dziecko potrzebuje babci ale tu niestety babcia nie
                potrzebuje wnuczka.
                Trzymaj się Erised w tej swojej walce o siebie i swoją godność.
                Łatwo jest mówić że trzeba zagryźć zęby i być miłą dla dobra rodziny.
              • e-kasia_mm9 Re: Kurczę... 11.05.10, 23:06
                Moim zdaniem powinnaś zwrócić się z tym do baaaaardzo dobrego psychologa. Z tego
                co napisałaś wynika, że Twój mąż ma bardzo poważny problem, a Ty razem z nim
                jeżeli chcesz to dalej ciągnąć. Wygląda na to, że jego matka stworzyła jakiś
                patologiczny układ pomiędzy nią a synem. Musiała być bardzo toksyczną matką, bo
                syn jednocześnie nienawidzi ją i kocha, krytykuje i bezwolnie słucha. Jest jej
                całkowicie podporządkowany, chociaż bardzo chciałby wyzwolić się spod jej
                kontroli, bo ta kontrola mu przeszkadza. Ten chory układ przenosi na związek z
                Tobą(prawdopodobnie wszystkie zarzuty jakie Ci stawia dotyczą jego matki). To że
                mężczyzna po ślubie widzi w swojej żonie matkę, to norma. Matka to dla chłopca
                wzorzec kobiety. Jeśli relacje z matką były złe, to będą też złe z żoną. Jeśli
                Tobie kłamie, to znaczy że matkę też okłamywał, widocznie miał ku temu powody,
                matka widocznie nie potrafiła nawiązać z nim bliskiego kontaktu, może był bity,
                maltretowany psychicznie, karany, wyśmiewany? W każdym razie jest teraz(i na
                pewno był w dzieciństwie) zbuntowanym i jednocześnie bezwolnym niewolnikiem
                swojej matki, chociaż wcale tego nie chce. Krytykuje ją i jest na nią wściekły,
                ale od matki przecież nie ma ucieczki, bo co dziecko może zrobić, gdy ma zamiast
                matki potwora(?), musi ją kochać, bo innego wyjścia nie ma. Podejrzewam, że Twój
                mąż nie zdaje sobie z tego zupełnie sprawy, bo i skąd miałby wiedzieć, że inne
                matki są lepsze? Nie zdaje sobie też sprawy z tego, ze swoje uczucia do matki
                przenosi na Ciebie. On po prostu tak Cię widzi.
                Nie napisałaś nic o jego ojcu. Ale sądząc z tego, że potrafi być dobrym ojcem,
                to prawdopodobnie relacje między nim a jego ojcem albo były normalne, albo w
                ogóle nie miał ojca i nie utrwalił mu się żaden patologiczny wzorzec.
                W sumie to mi go żal, bo jest bardzo nieszczęśliwym człowiekiem i Ciebie też,
                bo życie z takim człowiekiem, to męka. Jedyne wyjście to psychoterapia(pewnie
                wieloletnia), ale jak namówić go do tego?
                Nie możesz powiedzieć nic złego na jego matkę, bo tym tylko dolejesz oliwy do
                ognia - będzie jej bronił za wszelką cenę(to typowe zachowania dla dzieci
                niekochanych przez matkę) i wtedy to Ty będziesz ta niedobra. To psycholog
                powinien mu pomóc uświadomić sobie fakt, że to matka jest przyczyną jego
                problemów. Idź najpierw sama, albo spróbuj namówić go na terapię pod pretekstem
                ratowania Waszego małżeństwa, że bardzo Ci zależy, że dzieci, że go kochasz, że
                chcesz być dobrą żoną..., ale nie wspominaj nawet o tym, że to on ma problem, bo
                to wzbudzi w nim złość i się nie zgodzi. Zresztą z terapii też może uciec, bo to
                będzie wymagało wywrócenia do góry nogami całego jego świata, a to boli. Ale
                spróbować zawsze warto, zanim podejmiesz decyzję o rozstaniu. Może to w gruncie
                rzeczy bardzo dobry człowiek?
                • erised E-Kasiu, dzięki:) 14.05.10, 22:21
                  > Wygląda na to, że jego matka stworzyła jakiś
                  > patologiczny układ pomiędzy nią a synem. Musiała być bardzo
                  toksyczną matką, bo
                  > syn jednocześnie nienawidzi ją i kocha, krytykuje i bezwolnie
                  słucha.
                  Tak chyba właśnie jest.
                  Mąż nigdy nie mówił wprost, że matka go skrzywdziła, kocha ją i
                  bardzo liczy się z jej zdaniem, tylko jej, nawet jeśli mówi bzdury.
                  Opowiadał mi za to w tonie lekkiej anegdotki z dzieciństwa jak mama
                  lała go jakimś prętem, albo jak zbiła go pasem, a on obraziła się na
                  ojca, bo pasek był jego (hahaha).
                  Mąż ma problemy z nadwagą; zawdzięcza to również mamie. Wiem to z
                  innych wesołych historyjek: jako małe dziecko był chudy - mama
                  pasła; w szkole zaczął tyć - mama odchudzała głodówką.
                  I jeszcze parę innych kwiatków, ale nie wydaje mi się żeby mąż był
                  jakoś szczególnie dotkliwie maltretowany; tesciowa jest osobą
                  despotyczną, kocha rządzić, a ponieważ do dyspozycji ma tylko jego -
                  rządzi synem...
                  Domyślam się że teściowa ma problemy z zazdrością - pewnie dlatego
                  wyrzuciła nas z domu, wydawało jej się może ze mam zbyt duży wpływ
                  na męża? (Bo nie wiem naprawdę co miał oznaczać tekst o Cyganach;
                  przypuszczam że miała ochotę nawrzeszczeć, i tak wypadło).
                  Jeżeli jest tak jak myslę, było to mistrzowskie zagranie: pozbyła
                  się z domu nielubianej rywalki (?), a syn przyszedł do niej na
                  kolanach.
                  O ojcu? Zmarł kilkanaście lat temu, podobno był dobrym, uroczym. I
                  pracoholikiem, tyle wiem.
                  > Ale
                  > spróbować zawsze warto, zanim podejmiesz decyzję o rozstaniu. Może
                  to w gruncie
                  > rzeczy bardzo dobry człowiek?
                  Tak, to bardzo dobry człowiek, poczciwy, pomaga ludziom, jest
                  świetny z dziećmi i zwierzętami. Nie pije, co jest dla mnie ogromnie
                  ważne. Ale kłamie, wrzeszczy i w pewnych sprawach jest kompletnie
                  zaślepiony.
                  A ja znowu tkwię w układzie, w którym jestem tą złą. Były mąż
                  twierdził że zdradzam go z kim popadnie (miałam jakoby
                  kochanków "mniej niż stu, ale więcej niż dwudziestu"), a jakby tego
                  było mało - miałam go okradać.
                  W domu rodzinnym byłam wcieleniem zła dla mojej babci; też tej
                  opinii nie trzymała dla siebie. W pracy prędzej czy później zawsze
                  znajdował się ktoś, kto wymyslał jakieś fantastyczne oszczerstwa...
                  Chyba mam w sobie coś, co prowokuje ludzi do takich zachowań, nie
                  mam pojęcia dlaczego tak się dzieje.

                  • e-kasia_mm9 Re: E-Kasiu, dzięki:) 16.05.10, 01:57
                    Napisałaś, że byłaś wcieleniem zła dla swojej babci. A co z mamą, tatą? Czy
                    babcia byłą dla Ciebie ważną osobą? Co Ty o niej myślałaś?
                    Z tego, co piszesz wynika, że też nie miałaś jako dziecko, życia usłanego
                    różami, więc tym bardziej namawiam do skorzystania z porady dobrego psychologa.
                    Sama oczywiście też możesz przeanalizować swoje życie i szukać przyczyn
                    zaistniałej sytuacji, ale z fachowcem do pomocy będzie dużo łatwiej. Tym
                    bardziej, że masz poczucie bycia kozłem ofiarnym.
                    Możesz sama nieświadomie ustawiać się w takiej roli(tu pytanie dlaczego? skąd
                    się to wzięło, jeśli tak jest? i jak to zmienić?);
                    możesz nieświadomie wiązać się z ludźmi(szukać towarzystwa ludzi), którzy mają
                    tendencję do despotycznego rządzenia innymi(dlaczego?);
                    możesz wyolbrzymiać problem i w zasadzie normalne zachowania innych ludzi
                    przyjmować za bardzo do siebie, może oni wcale na Ciebie nie napadają, a tylko
                    Ty to tak widzisz? i na przykład robiąc z tego problem doprowadzasz swojego męża
                    do szału?
                    Sama tego nie rozstrzygniesz, bo jesteś w środku i nie możesz spojrzeć na siebie
                    z zewnątrz. Ja mogę z Tobą porozmawiać,jeśli chcesz, ale wiele Ci nie pomogę. Po
                    pierwsze nie jestem psychologiem, więc nie chciałabym namieszać Ci w głowie, bo
                    i tak masz już mętlik, a po drugie, żeby wysnuć jakieś konkretne wnioski trzeba
                    wejść w Twoje życie bardzo głęboko, więc przez internet to nierealne.
                    A czy próbowałaś rozmawiać ze swoim mężem? Tak szczerze, od serca? Co czujesz,
                    co myślisz? Bez obwiniania go o cokolwiek? Tylko opowiadać mu o sobie? Otworzyć
                    się i odsłonić całkowicie? Czy kiedykolwiek tak rozmawialiście? Może problem
                    tkwi w tym, że ze sobą nie rozmawiacie? Ludzie na ogół mają z tym problem,
                    szczególnie mężczyźni. Do tego też przydałby się psycholog.
                    • rapunzel1 Re: E-Kasiu, dzięki:) 16.05.10, 11:00
                      E-kasia mądrze pisze!
                      • erised Re: E-Kasiu, dzięki:) 27.05.10, 21:27
                        >możesz wyolbrzymiać problem i w zasadzie normalne zachowania innych
                        ludzi przyjmować za bardzo do siebie, może oni wcale na Ciebie nie
                        napadają, a tylko Ty to tak widzisz? i na przykład robiąc z tego
                        problem doprowadzasz swojego męża do szału?

                        Nie mam paranoi:)
                        Mam za to w sobie coś, co wyzwala w ludziach jakieś dziwne
                        instynkty. I to nie na zasadzie "Oni na pewno o mnie plotkują", jest
                        to zupełnie konkretne oczernianie przez konkretne osoby, w taki
                        sposób, ze w pracy kilkakrotnie musiałam tłumaczyć się szefostwu.
                        Wiele osób w wielu różnych sytuacjach wmawiało mi różne wymyślone
                        przewinienia, przeważnie całkowicie absurdalne. Mam wrażenie, że cos
                        we mnie ludzi denerwuje? budzi niechęć? - a ponieważ jest to
                        irracjonalne, szukają wytłumaczenia tych emocji przypisując mi
                        jakieś dziwne sprawki.
                        Wracając do męża - jeżeli teściowa wyrzuca nas z domu - chociaż w
                        żaden sposób nie zawiniłam, a mąż uważa że to należy
                        bronić przede mną, i jednocześnie potrafi zupełnie serio
                        oświadczyć np. że szastam pieniędzmi lub znęcam się nad psem - co
                        mam myśleć?? Jeżeli twierdzi, że ucieka z domu bo nie czuje się u
                        siebie ponieważ ja traktuję go jak robola (ulubiona śpiewka
                        męża)- podczas gdy "zrób, napraw, załatw, kup" jest wyłączną
                        specjalnościa jego mamy - czy to oznacza, że coś wyolbrzymiam?
                        Nie wiem kto tu zwariował, ale zapisałam się juz do psychiatry.
                        • e-kasia_mm9 Re: E-Kasiu, dzięki:) 28.05.10, 00:13
                          Z psychiatrą to chyba przesadziłaś. Psychiatra, to lekarz leczący choroby
                          psychiczne, a tabletkami nie wyleczysz ani swojego męża, ani siebie, więc po co?
                          Psycholog byłby chyba bardziej odpowiedni, bo to lekarz duszy, leczy tych,
                          którzy mają poranione dusze.
                        • rapunzel1 coś i dziwne instynkty 29.05.10, 02:24
                          To coś co budzi w ludziach dziwne instynkty to mogą być nadmierne starania. Sorki, ty teściowej do d_py właziłaś bez wazeliny. We mnie takie hiperprzymilne osoby budzą chęć sprawdzenia kiedy wreszcze powiedzą dość.

                          Z drugiej strony ty jakby czujesz się przyczyną wszystkiego złego co się dzieje wokół ciebie (rozwód, zachowanie teściowej, oskarżenia w pracy).
                          Tymczasem człowiek nie ma takiego wpływu na otoczenie. To co ludzie robią to skutek ICH decyzji i ICH osobistych zwichrowań. Innym ludziom też się trafiają wredne teściowe i niesłuszne oskarżenia w pracy, ale prawdopodobnie większość mniej się takimi sprawami gryzie, wiedząc że nie wszystko w życiu jest ich winą.

                          BTW problemy w pracy były w jednej firmie? Podobne ciągnie do podobnych, więc może to był też panujący styl zachowania w tej grupie.

                          Jak ty reagujesz na zarzuty? Czy w ogóle reagujesz?
                          • erised Re: coś i dziwne instynkty 30.05.10, 11:11
                            rapunzel1 napisała:
                            To coś co budzi w ludziach dziwne instynkty to mogą być nadmierne
                            starania. Sorki, ty teściowej do d_py właziłaś bez wazeliny.

                            Nie, nie właziłam jej do d... ani bez wazeliny, ani z.
                            Byłam uprzejma, taktowna, okazywałam sympatię. Myślę że widzisz i
                            rozumiesz różnicę?
                            Nie jestem hiperprzymilna ani nawet przymilna. Co za dziwny pomysł:)
                            • rapunzel1 Re: coś i dziwne instynkty 01.06.10, 22:52
                              Erised napisałaś w dawnym wątku, że już się w ogóle do męża nie odzywasz w obawie o kolejne wydumane oskarżenia, a tutaj:

                              "Bardzo dbałam o dobre stosunki z teściową; nigdy nie zwróciłam się
                              do niej nieuprzejmie, niczego nie żądałam, wykonywałam polecenia,
                              złośliwostki (zresztą umiarkowane) puszczałam mimo uszu.
                              Przygotowywałam niespodzianki na dzień babci i urodziny, świadczyłam
                              przysługi, na każdym kroku pamiętając, że nie jestem u siebie. Byłam
                              gotowa ją kochać i miałam nadzieję że mnie zaakceptuje."

                              Pewien typ osób uważa takie zachowanie za oznakę słabości, a nie kultury osobistej, i pozwala sobie na coraz więcej

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka