erised
09.05.10, 22:56
Pisałam już kiedyś o problemach z mężem-krętaczem. Te problemy
rozwinęły się, nabrały nowego wymiaru a ja całkiem się już pogubiłam.
Niedługo po ślubie stwierdziłam, że dla męża „prawda” jest pustym
słowem. Kłamstwa przychodzą mu z wielką łatwością, jakby odruchowo,
również wtedy, gdy kłamstwo jest bezcelowe. To w największym
skrócie; teraz o chorym trójkącie.
Mąż ma firmę, którą musi się aktywnie zajmować jakieś 10 dni w
miesiącu. Tak było „od zawsze”; gdy po ślubie mieszkaliśmy u mnie,
spędzaliśmy czas wolny od firmy razem. Mąż nalegał żebyśmy
zamieszkali w jego miejscowości – z bólem serca sprzedałam
mieszkanie; zamieszkaliśmy u jego mamy na jej własne zaproszenie.
Dodam, że dom w 1/3 należy także do męża i tam mieści się firma.
Bardzo dbałam o dobre stosunki z teściową; nigdy nie zwróciłam się
do niej nieuprzejmie, niczego nie żądałam, wykonywałam polecenia,
złośliwostki (zresztą umiarkowane) puszczałam mimo uszu.
Przygotowywałam niespodzianki na dzień babci i urodziny, świadczyłam
przysługi, na każdym kroku pamiętając, że nie jestem u siebie. Byłam
gotowa ją kochać i miałam nadzieję że mnie zaakceptuje.
Po kilku tygodniach teściowa wyrzuciła nas z domu, do dziś nie wiem
dlaczego. Do męża wrzeszczała, że żyjemy jak Cyganie (?) i mamy się
natychmiast wynosić. Co też się stało. Od tej pory teściowa nie
odzywa się do mnie, nigdy nie zaprosiła do domu, stosuje
konsekwentny ostracyzm.
Zamieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu w innej dzielnicy. Gdy ja
wychodziłam do pracy, mąż brał naszego synka niemowlaka do
teściowej – na cały dzień, codziennie (poprzednio ustaliliśmy, że
będzie tak się działo 1-2 razy tygodniowo).
Wtedy byłam już w szponach depresji, że tak to dramatycznie nazwę,
racjonalne myślenie przychodziło mi z trudnością i w ogóle jakoś nie
byłam w stanie ogarnąć całości zjawiska. Po paru miesiącach dotarło
wreszcie do mnie że męża nie bywa w domu; poprosiłam o wyjaśnienie
tej sytuacji. Reakcją była agresja; krzyczał że w domu na nic mu nie
pozwalam, że nawet nie może słuchać muzyki, ze wiecznie czegoś chcę,
itd. Że chcę go kontrolowac, podczas gdy on haruje; że podejrzewam
że chodzi na dziwki… Utopił problem, jak zwykle, w potoku nonsensów
i wrzasku. Szok, rozpacz.
Kupiłam w końcu mieszkanie, w innym mieście, ale 30 km od miejsca
zamieszkania męża. Nic się nie zmieniło; przez cały tydzień mąż jest
w firmie (u mamy). W ostatnich miesiącach dowiedziałam się, że
nienawidzę jego matki, jestem z nią w głębokim konflikcie, „ciągle
coś do niej mam, a powinnam spojrzeć na siebie”… to „coś” polega np.
na zadaniu pytania – Czy te jabłka wieziesz dla mamy?
Dowiedziałam się też, że urządziłam tesciowej „brzydką scenę”, czyli
nie powiedziałam jej „dzień dobry”. Podobno są świadkowie:)
I na koniec. Co jakiś czas słyszę od męża że traktuję go jak robola,
jestem żądająca, skupuję niepotrzebne gadżety, wyjście z domu
zajmuje mi godzinę, jestem flejtuchą, i wiele innych.
To wszystko są wady i śmiesznostki teściowej. Nie mają nic
wspólnego ze mną. Tymi samymi słowami mąż odnosił się do teściowej,
gdy tam mieszkaliśmy; z tych jej wad zwierzał mi się, gdy było
miedzy nami dobrze.
W innych sferach życia mąż zachowuje się normalnie; nigdy nie był
leczony psychiatryczne, jest człowiekiem dość lubianym.
Życie kozła ofiarnego jest straszne, nie potrafię tak żyć. Mąż
wyraźnie i niejednokrotnie stwierdzał że nie zamierza się zmienić, a
jeżeli mi się nie podoba – mogę się rozwieść.