Dodaj do ulubionych

Powrót? Ale jak?

21.06.10, 12:59
Witam wszystkich. Przeglądając historię tego forum, znalazłam kilka
podobnych historii, ale zdecydowałam się napisać o swoich rozterkach.
Mianowicie - po około półrocznym rozstaniu z wieloletnim partnerem,
zastanawiam się, czy warto próbować odbudować nasz związek. Mam 30
lat, on 29. Byliśmy razem ponad 6 lat, oczywiście było różnie,
lepiej i gorzej. Nie chcę koloryzować, były cięższe chwile, ale było
nam razem dobrze - do czasu. Przed rozstaniem nadszedł czas małych
kłótni i nieporozumień, zaczęliśmy się oddalać, każdy na swój
sposób - ja dużo podróżowałam, spotykałam się ze znajomymi, ale na
jego wyjścia patrzyłam się źle. On ponoć czuł się jak w klatce.
Doprowadziło to do zdrady (spał z nią kilkakrotnie). Mimo to chciał
ze mną zostać, bo wg jego słów zdrada była udowadnianiem sobie, że
może żyć "swoim życiem".
Rozstanie mieliśmy dość burzliwe. Po okresie przerwy doszło do
konfrontacji, odkryliśmy, że świetnie spędzamy razem czas i dobrze
się dogadujemy. Spotykamy się nawet parę razy w tygodniu,
wyjechaliśmy razem na weekend. Mamy o czym rozmawiać, śmiejemy się z
tych samych rzeczy. Ale to wszystko na płaszczyźnie kolega-
koleżanka. On trzyma dystans fizyczny, ponieważ po rozstaniu ze mną
związał się z dawną koleżanką. Mówi, że odkrył, że jest głupiutka i
pusta i oprócz wspólnych wizyt w siłowni (to jest jego ulubione
zajęcie, a ja nigdy nie chciałam mu za bardzo towarzyszyć) nie mają
wspólnych zainteresowań. Mimo to ich związek trwa, a ja
jestem "odwróconym" trójkątem - z nią sypia, a do mnie ucieka jak do
kochanki, z tym że tylko w celu wspólnego spędzania czasu, rozmów,
wyjazdów. Twierdzi, że musi się przekonać, czy możemy jeszcze być
razem. Ale mnie to mierzi, chciałabym bliższej więzi fizycznej, a
dopiero jeśli będę wiedzieć, że jestem jedyną kobietą w jego życiu,
na tej bazie mogę dalej coś budować. To jest typowy konflikt
interesów, którego nie możemy rozwiązać. Na dodatek on za bardzo nie
chce o tym rozmawiać, mówi, że musimy pozwolić rzeczom się toczyć.
Dla mnie to ciężka sytuacja - po zdradzie wyobrażam sobie, że
mężczyzna powinien się bardziej starać, przepraszać, zabiegać. Wiem,
że to naiwny stereotyp, ale gdzieś we mnie zaklęty. Mam wrażenie, że
to ja muszę się wykazywać większym zrozumieniem i cierpliwością.
Przeszkadza mi to, ale z drugiej strony wiem, że gdyby nie chciał
znów ze mną być (albo próbować), to na pewno nie chciałby się
spotykać. Nie wiem, ile ta sytuacja może jeszcze trwać. Nie mogę być
zazdrosna o jego obecną "partnerkę", ponieważ nie jesteśmy razem.
Mimo to bardzo mi to przeszkadza. Czy to jest tylko żądza
posiadania? Nie wiem, jak mam dalej postępować. Kazać mu wybrać nie
mogę, bo wiem, że żądanie radykalnego rozwiązywania tej sytuacji
tylko go wystraszy. Czekać? Nie wiem, jak długo - przeszkadza mi to
czekanie, a on powtarza, że musimy się przekonać i zobaczymy, jak
się wszystko potoczy. Dodatkowo nie podoba mi się, że on ją okłamuje
(np. przy wspólnych weekendowych wyjazdach wymyśla jej różne
historie). Oni nie mieszkają razem, spotykają się 3-4 razy w
tygodniu (np. wieczorna siłownia + ew. wieczór u niego...), ponoć
oboje nie stawiają tego związku jako swojego priorytetu. Mimo to nie
chcę widzieć, jak kłamie - wiem, że mnie szanuje bardziej, ale to
przecież może oznaczać, że i mnie będzie w stanie okłamywać... Co
mam myśleć? Tak jak wspomniałam, dogłębna rozmowa i analiza naszej
sytuacji z jego strony nie jest możliwa (ucieka przed tym). Mam się
wycofać? To, że się nie może zdecydować, interpretować jako ucieczkę
od odpowiedzialności i zachłyśnięcie się tą "swobodą", której przy
mnie nie miał? Czy brać za dobrą monetę to, że wciąz chce mnie
widywać (a czas znajduje z trudem - więc doceniam to, że się stara),
że dobrze nam razem, że chce być pewien, że nam się uda... i dopiero
potem stworzyć parę?
Wiem też, że obecna sytuacja może przypominać nasz związek przed
rozstaniem - tzn. on chce większej swobody, a ja na niego naciskam.
Ciężko jednak z nim to przedyskutować, jeśli "poważne" rozmowy chce
zostawić aż na "potem", przy czym ja wolałabym odwrócić tę
kolejność - najpierw opracować jakiś plan, przedyskutować wszystko,
a dopiero potem próbować być razem...
Co myślicie? Czy da się w tej sytuacji znaleźć rozwiązanie?
Obserwuj wątek
    • gonia_29 Daruj go sobie 21.06.10, 13:10
    • tully.makker Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 13:18
      Nie spotykaj sie z nim dopoki nie bedzie wolny. Nie mowie o
      stawianiu ultimatum. Mozesz - jesli chcesz, poinformowac go, ze
      sytuacja nie jest dla ciebie komfortowa, mozesz po prostu nie miec
      czasu.

      Postawilas sie w sytuacji petenta i takim petentem bedziesz juz do
      konca, jesli sie nie bedziesz zachowywac z szacunkiem wobec samej
      siebie.
    • marzeka1 Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 13:27
      Koniecznie wróć do pana, w końcu czy musisz mieć szczęśliwe i
      poukładane życie? Możesz je zmarnować przy kimś takim.
    • demonsbaby przede wszystkim 21.06.10, 13:29
      pytanie w jakiej roli "ty występujesz"?
      Facet jest dość zachowawczy. Nie układa mu się tak jakby chciał z kobieta, z
      którą jest, a na razie bada grunt, czy ewentualnie przy kopie zaserwowanym od
      tamtej ma się u kogo zatrzymać ... dość typowe dla facetów - budować sobie
      zaplecze, ale i ryzykowne dla ciebie. Nie jest powiedziane, że ty odegrasz
      ponownie jedynie epizod, a koleś w trakcie bycia w związku z tobą będzie szukał
      kolejnego zaplecza jak "coś mu się znudzi" albo dojrzeje do faktu, że "ty jesteś
      głupiutka". Ostatecznie jak mu się nie powiedzie określenie "granic swobody" z
      tobą, wróci do "głupiutkiej" jakby nigdy nic.

      Zatem, podobnie jak przedmówczynie, twierdzę, facet nie jest wart twojego
      zachodu, bo powrót po zdradach wymaga dużych pokładów wspólnej pracy,
      zaangażowania i oddania. Tu tego nie widzę.
      • pollyanna-ja Re: przede wszystkim 21.06.10, 13:56
        Dziękuję wszystkim za rady.
        Niewątpliwie macie dużo racji.
        Napiszę jeszcze tylko jak ja to widzę - nie wiem, czy jest to tylko
        naiwność, usprawiedliwianie go? Staram się być obiektywna i patrzeć
        na to wszystko "z boku", ale oczywiście przy takim spojrzeniu bardzo
        cierpią moje emocje :-(
        No więc wydaje mi się, że to ona ("głupiutka") miała być odskocznią
        po związku ze mną. On potrzebował bliskości kogoś, kto przy tym nie
        będzie za dużo wymagał od niego, po prostu kogoś, przy kim będzie
        mógł wylizać rany (nasze rozstanie i poprzedzające je niesnaski nie
        były miłe - to bardzo obiektywnie stwierdzam). I w pewien sposób ta
        dziewczyna mu w tym pomaga. A teraz, wiedząc, czym może grozić
        powrót na stare tory (bo tego nigdy nie możemy być pewni), boi się
        podjąć ostateczną decyzję. Stąd to wahanie i konformizm. Zdaję sobie
        sprawę, że to nie jest wzorowa i odpowiedzialna postawa. Dlatego też
        waham się, czy dać mu szansę (bo wydaje mi się - naiwność??? - że on
        by chciał, ale się boi i muszę mu pomóc w pokonaniu tego strachu,
        udowodnić, że mamy szansę), czy kopnąć w tyłek (bo jest
        nieodpowiedzialnym egoistą i to on powinien mi coś udowodnić). Nie
        wiem, w którą stronę teraz pójść. Czy istnieje złoty środek?
        Przekonać i jego, i siebie (bez względu na to, czy na "tak" czy
        na "nie")? Nie poniżając się, ale też nie prowokując go do wzięcia
        nóg za pas, przekonać do decyzji?
        • serendepity Re: przede wszystkim 21.06.10, 14:16
          Dlatego też
          > waham się, czy dać mu szansę (bo wydaje mi się - naiwność??? - że on
          > by chciał, ale się boi i muszę mu pomóc w pokonaniu tego strachu,
          > udowodnić, że mamy szansę), czy kopnąć w tyłek (bo jest
          > nieodpowiedzialnym egoistą i to on powinien mi coś udowodnić).

          Dlaczego chcesz mu pomagac podjac decyzje? To wtedy nie bedzie jego decyzja
          tylko Twoja. Jak chesz mu udowodnic, ze macie szanse? A jak jednak nie wyjdzie
          to co? Kazde z Was musialoby swiadomie zdecydowac sie na zwiazek.

          A moze spotykacie sie, bo obojgu jest Wam wygodnie? Znacie sie dobrze, nie
          musicie wychodzic z pewnego rodzaju strefy komfortu i spotykac sie z innymi.
          Latwiej jest wrocic na stare smieci niz budowac cos od nowa.

          Nie podoba mi sie rowniez to trzymanie obecnej kochanicy w odwodzie i
          oklamywanie jej. Jak sama zauwazylas w przyszlosci moze oklamywac Ciebie. Nie
          wiem jak chcesz mu ufac, jesli w przeszlosci Cie zdradzil, a teraz patrzysz jak
          oszukuje inna kobiete.
    • neecia Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 13:41
      Właściwie sama udzielasz sobie odpowiedzi na większość wątpliwości, ponieważ
      Twój instynkt samozachowawczy i zdrowy rozsądek nasuwa Ci mnóstwo-
      zresztą bardzo słusznych - wątpliwości (m.in. oszukiwanie kobiety z którą się
      spotyka poza Tobą, brak elementarnej dojrzałości do związku- od każdej z Was
      otrzymuje to, co zaspokaja jego potrzeby- to bardzo wygodny układ, unikanie
      rozmów na ważne tematy, bo dotyczące chorego układu który tworzycie we trójkę).

      Dla mnie sprawa z oczywistych względów jest przegrana, bo nie miałabym ani
      odrobiny szacunku do faceta, który liczy na cokolwiek z mojej strony a
      jednocześnie sypia z inna kobietą.. Mam wrażenie, że Twoje poczucie własnej
      wartości jest bardzo niskie skoro w ogóle bierzesz pod uwagę takiego gościa,
      który jeszcze w "okresie zalotów" do Ciebie bardzo wyraźnie pokazuje swoje
      prawdziwe, nielojalne oblicze. Nie wyobrażam sobie jak będziesz mogła w
      przyszłości (małżeństwie?) wymagać od niego lojalności skoro na wstępie
      pozwalasz się tak traktować..
      • pollyanna-ja Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 14:01
        Masz ogromną rację :-(
        Jest tylko jeden problem, odwieczny... Kierować się w życiu zdrowym
        rozsądkiem (tu bym nie miała wątpliwości ani przez chwilę), czy
        sercem i uczuciami? Bo głupie serce mi mówi, że dobrze nam razem, że
        on szuka ze mną kontaktu za każdą cenę, że sprawia mu radość bycie
        ze mną... I mi też... Na dodatek moglibyśmy spać ze sobą - a on tego
        nie chce, bo nie chce, żebym była kobietą do zdradzania...
        • miacasa Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 14:23
          Na dodatek moglibyśmy spać ze sobą - a on tego
          > nie chce, bo nie chce, żebym była kobietą do zdradzania...

          powoli, powoli... on tak to ujął czy Ty przypisałaś mu takie intencje?
          jak dla mnie celowo odsuwa Cię od swojego łoża, to kara dla Ciebie a nie
          szlachetne pobudki (dość powszechny sposób postępowania z odrzuconą kobietą)
          • pollyanna-ja Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 14:45
            Tego nie wiem... Nigdy się z czymś takim nie spotkałam, więc ciężko
            mi stwierdzić, jak właściwie jest. Odsuwać od łoża? Hm... Jak mu się
            do łóżka sama nie pakuję, tylko proszę, żeby mnie przytulił, objął -
            są chwile, kiedy bardzo tego potrzebuję. On unika kontaktu
            fizycznego, bałam się, że to ja go będę musiała trzymać na dystans,
            kiedy wyjechaliśmy na weekend - ale on do niczego nie dążył. I
            przyznałam mu za to punkt - blędnie?
            Może też nie do końca jasno wyjaśniłam sytuację między nami. On
            oficjalnie mówi, że jesteśmy tylko kolegami -
            nie "kochankami", "parą" itp. On ma dziewczynę (bez względu na to,
            jak między nimi jest), a ze mną chce się "przekonywać", czy
            moglibyśmy jeszcze być razem. Dla niego największą przeszkodą był -
            w późniejszym etapie naszego związku - brak wspólnych zainteresowań,
            działań. Albo nie brak, ale niewykonywanie ich, nieprzywiązywanie do
            nich wagi. Teraz mówi wprost, że musi się przekonać, że dobrze nam
            razem ze sobą, że możemy się odmaleźć, a to tylko poprzez wspólne
            spędzanie czasu i odnajdywanie wspólnych radości. Ale to nie znaczy,
            że od razu zaczniemy ze sobą być (o ile w ogóle - bo może się nie
            odnajdziemy). A więc oficjalnie - kolega i koleżanka, z których może
            będzie coś więcej. Chwilami mi się zdaje, że to bardzo dojrzałe i
            odpowiedzialne podejście (nie ranić się, pakując w związek, z
            którego może nic już nie wyjdzie), a czasami - że zwykłe tchórzostwo.
            Właściwie tak kiedyś zaczęliśmy - byliśmy kolegami, którzy świetnie
            się rozumieli i spędzali razem czas, ale on miał dziewczynę (znów
            taką "nie na poważnie"). I nagle między nami zaiskrzyło, wtedy on ją
            natychmiast rzucił i zaczęliśmy być razem (nie było żadnej zdrady -
            zaczęliśmy ze sobą sypiać dopiero później, w sumie przytulanek też
            unikał do czasu zerwania z tamtą). Czy on teraz myśli, że możemy to
            powtórzyć? Ale chyba zbyt dużo razem przeżyliśmy, żeby bawić się
            znów w podchody?
            • pollyanna-ja Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 14:48
              Czy ja go na siłę usprawiedliwiam, czy tylko mi się wydaje??? Bo już
              nie wiem - próbuję przekonać sama siebie, czy patrzeć na to wszystko
              racjonalnie??? Pomocy....
            • kikki123 Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 15:34
              A więc oficjalnie - kolega i koleżanka, z których może
              > będzie coś więcej. Chwilami mi się zdaje, że to bardzo dojrzałe i
              > odpowiedzialne podejście (nie ranić się, pakując w związek, z
              > którego może nic już nie wyjdzie), a czasami - że zwykłe tchórzostwo.

              "odpowiedzialne" podejście? "nie ranić"?
              Chlpak ma dziewczynę, jest w związku, przecież grając w ten sposób zwyczajnie ją
              oszukuje. Co z jej uczuciami? myślisz, ze "głupiutkie" z siłowni nie maja uczuć?
              • pollyanna-ja Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 15:51
                Mają, mają, i dlatego mam wyrzuty sumienia również w jej imieniu.
                Powiedziałam mu to parę razy - że wolałabym, żeby zdecydował się być
                z nią, niz tak lawirował między nami. On na to, że to
                jest "niezobowiązujący" związek z obu stron.
                Czuję się winna tej sytuacji. Nie mam nic przeciwko tamtej
                dziewczynie, nie życzę jej źle - tym bardziej, że na początku ich
                związku na pewno wierzyła, że mój ex jest odrzucony i ze złamanym
                sercem, a ja byłam tą "złą".
                A mimo wszystko... wiem, że mój były jest w stosunku do mnie
                szczery. Mówi, jak to wszystko widzi i za to nie mogę być na niego
                zła (choć jego punkt widzenia rzecz jasna mi się nie podoba).
                Wiem, macie wszyscy rację. Tylko czy do mnie to dotrze?
                Teraz poważne pytanie: czy z takim pseudo-problemem (samobójstwa
                popełniać nie chcę... samotna z dziećmi i bez pieniędzy nie
                zostałam... w sumie to nie koniec świata - no może troszeczkę, ale
                tylko jakiegoś mojego małego światka...) można udać się do
                psychologa? Żeby może mi coś do tej durnej łepetyny natłukł? Czy nie
                warto zawracać głowy bzdurami...?
                • kikki123 Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 16:35
                  ale kombinujesz :-)

                  dobra to zacznij od innej strony jak dasz radę, spróbuj trochę pożyć towarzysko w oderwaniu od niego, porozglądaj się, poznawaj nowych mężczyz (i samą siebie w relacjach z nimi), pochodź na randki, nie usychaj w okienku na wieży fiksując się na byłym, bo jak sama widzisz książę bez skrupułów zabawia się w pobliskiej gospodzie i przyjazd jego mocno niepewny :-)
                  może tego klina klinem sobie wybijesz :-)

                  • pollyanna-ja Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 16:57
                    To wszystko robię... żyję swoim życiem, spotykam się z wieloma
                    ludźmi, idę dalej. I wierzę, że mogę spotkać jeszcze inną miłość.
                    Problem w tym, że nie otworzę się zupełnie, dopóki będę miała jego w
                    głowie. A jego z tej głowy nie wygonię, dopóki się nie przekonam,
                    czy warto, czy nie warto czekać, aż się zdecyduje. Ja wiem, że
                    wszystkie powyższe rady brzmią "nie czekać". I wiem, że macie rację.
                    Ale tak trudno to zrealizować w rzeczywistości... I nie płakać przy
                    tym, nie tracić apetytu, nie cierpieć na bezsenność, nie słyszeć
                    bezustannego kołatania serca... Stąd pytanie o psychologa. Czy mój
                    problem nie jest zbyt banalny, żeby zgłaszać się z nim do
                    specjalisty?
                    • miacasa Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 18:44
                      > To wszystko robię... żyję swoim życiem, spotykam się z wieloma
                      > ludźmi, idę dalej.

                      i dobrze ale przestań się z nim spotykać, nie odbieraj telefonu, na maile nie
                      odpisuj, gdy się na niego natkniesz powiedz, że jesteś bardzo zajęta i nie masz
                      czasu na spotkanie, może po wakacjach ale nie obiecujesz

                      > Problem w tym, że nie otworzę się zupełnie, dopóki będę miała jego w
                      > głowie. A jego z tej głowy nie wygonię, dopóki się nie przekonam,
                      > czy warto, czy nie warto czekać, aż się zdecyduje.

                      że co? aż się zdecyduje na co? miał już dużo czasu na decyzję, teraz Ty
                      decydujesz, jego czas minął

                      > Ale tak trudno to zrealizować w rzeczywistości... I nie płakać przy
                      > tym, nie tracić apetytu, nie cierpieć na bezsenność, nie słyszeć
                      > bezustannego kołatania serca...

                      cudownie jest tak czasem poczuć nieszczęśliwą, niespełnioną miłość ale Ty już
                      duża jesteś i chyba znasz siebie na tyle by wiedzieć kiedy sama się nakręcasz by
                      coś poczuć

                      Czy mój
                      > problem nie jest zbyt banalny, żeby zgłaszać się z nim do
                      > specjalisty?

                      zdecydowanie powinnaś zgłosić się do specjalistki, najlepiej najlepszej
                      przyjaciółki z butelką wina i wypłakać się, pośmiać, otrzepać piórka i iść przez
                      życie dalej (ja zalecam wakacyjną kwarantannę, żadnych kontaktów z tym panem,
                      pomyślisz i tej sprawie po wakacjach ale wtedy mów wyraźnie czego oczekujesz i
                      nie bój się tego co usłyszysz, gorzej nie będzie)
    • kikki123 Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 15:24
      wcale się nie dziwię, ze on nie chce rozmawiac. Bo jakby tak mocniej podrapac, podrążyc to parę brzydkich rzeczy trzeba by otwarcie nazwać brzydkimi rzeczami. Tylko po co, przecież to niewygodne. Bedąc z Wami obiema z żadną nie wchodzi w pełny związek, tamtą oszukuje i deprecjonuje za plecami ("glupiutka"), Ciebie przytrzymuje i łudzi jakąś zwiewną nadzieją ("musimy pozwolić rzeczom sie toczyć"). Jesteś wdzięczna za wykrojone oszustwem chwile dla Ciebie? Nie bądź, to tylko ochłapy na podtrzymanie apetytu. Postraszę Cię :-) masz 30 lat i coraz mniej czasu na pozwalanie rzeczom, by się "toczyły" w taki sposób - one sie nie toczą, to on je tak ustawił, bez szacunku dla was obu.
    • triss_merigold6 Po prostu 21.06.10, 15:42
      Po prostu lata Ci panna lecą i boisz się, że żadnego nowego typa na
      stałe nie trafisz. Stąd te desperackie próby zawrócenia Wisły kijem.
      • pollyanna-ja Re: Po prostu 21.06.10, 15:58
        Nie. Właśnie niedawno uwierzyłam, że dużo mnie jeszcze może czekać i
        całe życie przede mną, bez patrzenia w przeszłość. I WIEM, że wielu
        jest facetów o wiele lepszych niż ten. I że mam ogromną szansę
        takiego poznać. To nie jest kryzys wiekowy. To zwykłe wahanie, czy z
        tym jeszcze warto próbować. Wierz mi, że zdaję sobie sprawę, że
        próbowanie z kimś nowym byłoby łatwiejsze.
    • doctor.no.1 Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 16:52
      Moim skromnym zdaniem, Twój eks najzwyczajniej w swiecie przygotowuje
      sobie baze na przyszłość, sprawdza, na ile może sobie pozwolić i jakie
      upokorzenia zniesiesz. A widać już dzisiaj, że jesteś kuloodporna i
      jesteś w stanie znieść na prawdę duzo upokorzeń (no choćby kochankę na
      boku). Piszesz, że Twój eks "szanuje Cię bardziej" :) Nie łudź się! W
      Twoim opisie nie widać ani grama szacunku dla Twojej osoby ani dla
      Twoich uczuć i potrzeb. Wszystko kręci się wokol niego - a Ty na to
      przystajesz szukając milion usprawiedliwień, jaka jestś straszna.

      Jak ktos wyżej napisał pachnie tu wielkim kompleksem i niskim
      poczuciem własnej wartości. Tylko takie osoby wchodzą w toksyczne
      związki.


      Tak - jeśli zranił Ciebie i chce być z Tobą - to on powinien walczyć.
      A nie będzie będzie walczył o Ciebie, bo nie musi. To Ty walczysz o
      niego i sama się w jego imieniu zdobywasz. Pan ma łatwo, bo robić nic
      nie musi, a Ty taka wdzięczna mu jesteś :) Początek związku jest
      zwiastunem tego, jak wyglądać będzie małżeństwo. Jeśli chcesz być
      zdradzana z "głupszymi" od Ciebie, jeśli chcesz mieć wydzielane ciepło
      i zainteresowanie podług Pana upodobań - to ja nie widzę przeszkód byś
      czakała, aż wszystko się swoim torem ułoży.
    • radola1 Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 17:05
      Nie powinnaś tego dalej ciągnąć. To znaczy nie powinnaś pozwalać tak
      się traktować. Co to za dziecinada że będzie się zastanawiał i
      sprawdzał? Gdy związek się rozwija to naturalną jest potrzeba
      bliskosci. On ci tego nie daje, a ty nie mówisz mu że ci z tym źle.
      Dlaczego?
      Czy doznajesz satysfakcji wiedząc ze jest ktoś kogo on zostawi dla
      ciebie? To że on twierdzi że tamten zwiazek jest luźny i
      niezobowiązujący nie znaczy że dla "głupiutkiej" jest tak samo.
      Jeżeli tego chcesz, powiedz mu jasno że ty wierzysz w was.
      Twoje zachowanie jest takie podporządkowane jemu że aż przykro.
      Czekasz na jego decyzję jak na zmiłowanie. Nie spędzaj z nim tyle
      czasu, gdy rozmawia z dziewczyną przez telefon i ją oklamuje przy
      tobie, to powiedz że ci się to nie podoba. Ogólnie rzecz ujmując
      przestań z nim spiskować. On ma się o ciebie starać, a nie ciebie
      badać.
    • enith Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 17:07
      O tym, że związek z "głupiutką z siłowni" jest niezobowiązujący z obu stron, wiesz tylko od niego. Spytaj w najbliższym czasie "głupiutką", jak ona to widzi, może dowiesz się czegoś ciekawego. Nie bądź bezkrytyczna wobec słów faceta, który praktycznie jawnie spotyka się dwiema kobietami na raz. To po pierwsze. Po drugie, nie ubliża ci, że facet, rzekomo cię kochający, próbuje cię jak nowe auto w salonie, czy aby dobrze jeździ? Poważnie, masz jeszcze do siebie i faceta szacunek po tym, w jaki układ się wpakowaliście? Układ, który ma na celu sprawdzenie, czy wam wyjdzie, choć mieliście sześć długich lat jako para, by się o tym przekonać. Wyszło wam? No nie, nie wyszło. Skąd więc teraz pomysł, by próbować wszystko sklejać i to na gruzach jego obecnego związku? Albo on zostawia "głupiutką" i idziecie na całość, próbując jeszcze raz, albo ty się wycofaj i daj panu w spokoju, z dala od twojej osoby, pomyśleć, czego chce. W tej sytuacji, w której teraz tkwicie, możecie się bowiem bujać do usranej śmierci, bez podejmowania wiążących decyzji. Chcesz tak?
      • pollyanna-ja Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 18:51
        Nie chcę. Bardzo nie chcę.
        Macie wszyscy rację. Postaram się zebrać do kupy i postawić sprawę
        jasno. Tzn. bez przypierania faceta do muru, ale niech sam podejmie
        decyzję. Najbliższe zaplanowane spotkanie odwołam (grzecznie, że
        niby coś mi wypadło). Zobaczę, jak zareaguje - czy będzie mu
        zależało na jak najszybszym nowym spotkaniu? A potem dam do
        zrozumienia, że taka sytuacja mnie męczy i jest dla mnie nie do
        zaakceptowania, że jestem w stanie spróbować budować nowy związek z
        nim, ale nie w ten sposób. I że potrzebuję bliskości i ciepła, a
        jeśli on mi tego nie może czy nie chce dać, będę niestety musiała
        szukać gdzieś indziej. I zobaczę, jak zareaguje.
        Może być? Czy jeszcze zbyt dużo szansy mu daję...?
        • enith Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 19:22
          jeśli on mi tego nie może czy nie chce dać, będę niestety musiała
          > szukać gdzieś indziej.

          To brzmi jak groźba, unikaj tego typu sformułowań. Moim zdaniem powinnaś wyrazić swoją gotowość do ponownego wejścia w związek, z otwartym umysłem i bez uprzedzeń, ale tego samego oczekujesz od partnera. To oznacza, że partner natychmiast kończy swój równoległy związek z tą inną dziewczyną i skupia się na was. Jeśli nie potrafi tego zrobić, waha się, chce dalej "próbować" z wami obiema - krzyż mu na drogę. Tobie nie odpowiada, nie musi i nie powinien obecny układ. Decyzję pozostawiasz panu. Od ciebie zależy, czy dasz mu jakiś czas na przemyślenie, czy zażądasz odpowiedzi natychmiast. Moim zdaniem powinnaś dać mu czas, a najlepiej, gdybyś zwyczajnie wybyła gdzieś na kilka dni na wakacje. Niech pan sobie w spokoju wszystko przemyśli, żebym potem nie było, że wymusiłaś na nim zerwanie i natychmiastową deklarację. Dalsze z jego strony próby kontynuowana obecnej sytuacji traktuj jako jednoznaczny sygnał, że czas iść swoją drogą, a ten związek należy uznać za definitynie skończony.
          • pollyanna-ja Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 21:02
            Dziękuję wam bardzo za mądre rady. Fakt, nie zawsze przyjemne, ale
            czasami trzeba prawdą między oczy dostać :-(
            Zrobię tak, jak pisze enith - obawiam się tylko, że jeśli dam mu
            określony czas na decyzję, on będzie to odbierał jako nacisk,
            ultimatum, natomiast jeśli tego czasu nie określę, to będzie to
            przeciągał w nieskończoność, a ja znów spędzę kolejne bezsenne noce
            i zapłakane dni... No ale jakoś się to rozwiązać musi...
            • miacasa Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 21:14
              obawiam się tylko, że jeśli dam mu
              > określony czas na decyzję, on będzie to odbierał jako nacisk,
              > ultimatum, natomiast jeśli tego czasu nie określę, to będzie to
              > przeciągał w nieskończoność, a ja znów spędzę kolejne bezsenne noce
              > i zapłakane dni..

              A co Ty się tak boisz tego "nacisku"? Znacie się wiele lat i chyba czas
              ROZMAWIAĆ szczerze i otwarcie o swoich oczekiwaniach. Nadal uważam, że on Cie
              rzuca na raty i ta agonia związku Cię wykańcza. Czasem trzeba pozwolić komuś
              odejść i nie trzeba się za nim czołgać.
            • radola1 Re: Powrót? Ale jak? 21.06.10, 21:32
              Do enith:
              Pisałysmy chyba posty w tym samym czasie. Własnie mi o to chodziło
              ale ty napisałas to jaśniej i może dobitniej.

              Do pollyanny-ja:
              Może powiedz mu że cię rani, że po każdym spotkaniu czujesz się
              jakbyś własnie zrobiła coś złego, że to iż nie chce cię przytulać
              abyś nie czuła się jak kochanka, czy cos tam, jest sztuczne, rani
              twoje uczucia a chyba on nie chce krzywdzić osoby, z którą planuje
              przyszłość? To wcale nie jest żadna uczciwość z jego strony, że i
              tak czujesz się jak ta trzecia i w związku z tym nie mozesz już
              często się z nim spotykać. Jest to dla ciebie zbyt bolesne.
              Zna ciebie ładnych parę lat i nic juz nowego nie zobaczy. Wspólne
              zainteresowania są najważniejsze ale w kólku zainteresowań, a w
              związku najważniejsze jest uczucie, albo jest albo go nie ma. Szukać
              go nie trzeba.
            • demonsbaby ale po co się tłumaczyć? 21.06.10, 21:38
              czy ON jest jedynym na tym świecie??Daj sobie szansę przede wszystkim. Typ jest
              niezdecydowany, śliski i jak widać bawidamek. Olej typa. Nie odbieraj telefonów
              albo zbywaj gościa, a na jego pytanie co się zmieniło - powiedz, że jego czas
              świetności minął, skoro decyzji podjąć nie potrafił to robisz to ty i "cześć jak
              czapka". Po co ci to? Brak ci wrażeń w życiu? Zmień środowisko, całkowicie. Może
              to pozwoli ci się odciąć. Facet jest żałosny, naprawdę tego nie widzisz?
              • pollyanna-ja Re: ale po co się tłumaczyć? 21.06.10, 21:48
                Oj, ostro. Ale o to właściwie mi chodziło...
                Myślę, że dam mu jeszcze szansę - ale właśnie taką, jak wspomniana
                powyżej, to znaczy postawienie sprawy dość jasno i niech sam
                podejmie decyzję.
                Nie chcę go zupełnie spisywać na straty, bo wciąż mi się wydaje, że
                może rzeczywiście się obawia powrotu (ja się obawiam na swój sposób,
                on na swój...), rzucania wszystkiego i pogrążania się znów w czymś
                niepewnym. A może nie, może jest rzeczywiście śliski.
                Ale żeby się o tym przekonać, muszę zapytać, prawda? Oczywiście nie
                wprost, ale dając wybór? Niech zdecyduje. Ja podjęłam decyzję - już
                żadnych podchodów, dziecinady, lawirowania. A on niech się określi,
                czy w to wchodzi, czy zostaje w swojej bezpiecznej skorupie...
                • gonia_29 zaczynam wierzyć 21.06.10, 22:19
                  że niektóre kobiety z premedytacja walą w lampkę z napisem witamy jesteś w kanale!
                  Olej go utnij kontakty nic dobrego z tego nie będzie kumasz? To jest parodia i
                  tragedia on się nie zdeklaruje bo mu tak dobrze i wygodnie będzie Cię za nos
                  wodził a Ty się dasz.Kawa na ławę jeśli już jak nie to bye, bye
                  • mamamira Re: zaczynam wierzyć 22.06.10, 00:19
                    Szkoda czasu.Jestem ciekawa jak długo będziesz jeszcze czekać i na co.
                    • pollyanna-ja Re: zaczynam wierzyć 22.06.10, 15:34
                      No dobrze... Ale właściwie czemu on się w takim razie tak zachowuje?
                      Wiem, że to znów zapachnie naiwnością - ale przecież przez te lata
                      bycia razem zależało mu na mnie, kochał mnie, wiedział, jaka jestem
                      i jaką jesteśmy parą. Nie chcę teraz nawiązywać do tego, co było -
                      ale nie chce mi się uwierzyć, że byłam przez te lata ślepa, albo że
                      on się tak bardzo zmienił.
                      Zmieniło się jego podejście - ale czy to oznacza, że najnormalniej w
                      świecie już mnie nie kocha, nie szanuje? Że dobrze się bawi? Wg jego
                      własnych słów "w żadnym razie nie chodzi o zabawę, wręcz przeciwnie,
                      musi się bardzo starać, żeby znajdować czas. Nie chce szukać miłości
                      gdzieś indziej. Naprawdę mu na mnie zależy, ale nie możemy odnosić
                      się do przeszłości, a o ile chcemy coś razem budować, musimy szukać
                      wspólnych zainteresowań i zabawy".
                      Więc co mam myśleć? Ze aż tak go nie znałam, że jest takim oślizgłym
                      typem? Czy że chciałby poprowadzić wszystko wg własnego trybu?
                      Ja wiem, łopatologia stosowana by się tu przydała...
                      • neecia Re: zaczynam wierzyć 22.06.10, 18:23
                        Wiesz on nie jest zimnym draniem tylko chłopcem, Ty występujesz w roli
                        opiekuńczej mamusi i dlatego znalazłaś się w związku, który tak funkcjonuje.
                        Zachowujesz się jak mamusia, która patrzy z przymróżeniem oka na swojego synka i
                        usprawiedliwia jego "niegrzeczne" postępowanie- że taki biedny, zraniony przeze
                        mnie, że się boi zdecydować na związek, bo już się zawiódł, że taki uczciwy bo
                        niczego mi nie obiecywał i ja wiem o jego wszystkich "wybrykach". Z drugiej
                        strony, jest chłopiec, któremu właśnie o to chodzi- chce bliskości, miłego
                        spędzenia czasu, rozmów, nie chce ostatecznie się określić bo straci swoją
                        wolność- i dostaje to od Ciebie, chce seksu, może pokazywać się z atrakcyjna
                        kobietą- dostaje to od drugiej koleżanki.

                        Moim zdaniem problemem jest to, że nie potrafisz otwarcie rozmawiać jak z
                        dojrzałym facetem o swoich oczekiwaniach, tylko właśnie....boisz się o tego
                        chłopca ( że się wystraszy?)Rozumiem, że na początku znajomości ważne są przede
                        wszystkim wspólne zainteresowania itp., ale wy znacie się już kawał czasu i
                        chcecie budować związek tylko na miłym spędzaniu czasu i wspólnych
                        zainteresowaniach a nie poruszacie kwestii zasadniczych, podstawowych
                        dotyczących wzajemnych oczekiwań...No chyba możesz powiedzieć dorosłemu
                        facetowi, że dziwnie się czujesz żyjąc w trójkącie, że trudno Ci zaufać jemu,
                        gdy w Twojej obecności oszukuje inna kobietę, że jest Ci przykro że nie ma
                        między Wami bliskości fizycznej a jednocześnie wiesz o tym, że uprawia seks z
                        inną kobietą. A co on zrobi z tą wiedzą, da Ci odpowiedź na wiele pytań...
                        Po prostu wyjdź z roli opiekuńczej mamusi jeśli chcesz mieć jakąkolwiek szansę
                        na zdrowy związek, obojętne czy z tym, czy innym facetem którego spotkasz na
                        swojej drodze.
                      • radola1 Re: zaczynam wierzyć 22.06.10, 20:27
                        ..."w żadnym razie nie chodzi o zabawę, wręcz przeciwnie,
                        musi się bardzo starać, żeby znajdować czas. Nie chce szukać miłości
                        gdzieś indziej. Naprawdę mu na mnie zależy, ale nie możemy odnosić
                        się do przeszłości"...


                        BLA, BLA, BLA...

                        Co ty mówisz? Brzmi to jak byś cytowała formułkę wpojoną ci przez
                        niego. Co tu ma przeszłość do rzeczy? Zadałam ci pytanie w
                        poprzednim poscie: czy imponuje ci to że dla ciebie
                        oszukuje "głupiutką"? i widzę, że jednak tak. Tobie się to
                        zwyczajnie podoba, ze on to robi, gdy spędza z tobą czas. Tylko
                        resztki twojej kobiecej przyzwoitości wychodzą czasem na wierzch i
                        wtedy płaczesz i czujesz że to nie tak ma być. Jeżeli on tak
                        wspaniale postępuje to dlaczego ty cierpisz? Bo właśnie to co on
                        robi z tobą jest PODŁE i tyle. Czy moze ten chłopak to książę
                        William? dla niego może bym i ja cierpiała.
                        Czujesz się winna poprzedniemu rozpadowi związku? Moze dla tego tak
                        dajesz sobą pomiatać? Uważaj tylko żeby mu to nie weszło w krew.
                        Może byłas gorsza partnerka w łózku i on teraz nie może się
                        zdecydować.
                        Piszę te dość brutalne rzeczy bo chyba normalne argumenty wszystkich
                        bardzo wyważone i sensowne nie docierają do ciebie.
                        • enith Re: zaczynam wierzyć 22.06.10, 20:40
                          > Może byłas gorsza partnerka w łózku i on teraz nie może się
                          > zdecydować.

                          Radola1, napisałaś to, o czym sama myślałam. Z boku wygląda to tak: zakochany w autorce wątku mężczyzna, chcąc wejść z nią w ponowny związek, sypia regularnie z inną, pomimo tego, że dziewczyna, która kocha, jest dostępna i, co więcej, chętna do nawiązania intymnej relacji. Mimo to, facet co wieczór wraca do łóżka innej. I teraz pytanie: czy związek nie rozwalił się przypadkiem m. in. o seks? Bo wprost nie mogę uwierzyć, żeby zakochany (rzekomo) mężczyzna mając możliwość wrócić do byłej z wszystkimi tego konsekwencjami (m. in. seks z nią) wciąż i wciąż wybiera regularny seks z "głupiutką z siłowni". W międzyczasie karmiąc kobietę, którą rzekomo kocha, bzdetami o sprawdzaniu, czy razem potrafią się bawić i cieszyć życiem. No ja p... Im dłużej ten wątek czytam, tym częściej ciśnie mi się na usta słowo "manipulacja". Dziewczyna, a może nawet obie, zostały zręcznie zmanipulowane przez faceta, który najprawdopodobniej nie kocha ani jednej, ani drugiej i o własnej wyłącznie dupie myśli.
                          A na marginesie do autorki wątku: powiedziałaś facetowi, że podle się czujesz, gdy on sypia z inną? Co on na to?
                          • pollyanna-ja Re: zaczynam wierzyć 23.06.10, 00:56
                            :-((((((((((
                            To zadziwiające, ile jesteście w stanie podpowiedzieć, ocenić,
                            zobaczyć...
                            Oczywiście, jak w każdym "upadającym" związku, i u nas "kulał" seks.
                            Ja już nie miałam ochoty z nim sypiać - nie chodzi o to, że w ogóle
                            nie chciałam, ale kłótnie i wzajemne obwinianie działało na mnie
                            aseksualnie. Nie przywiązywałam jednak do tego wagi (niestety -
                            głupia ja!). On oczywiście o wiele bardziej, dlatego zdrada z jego
                            strony (to jego wersja). Krucho u nas z tym było w tym czasie, kiedy
                            rozstanie zbliżało się wielkimi krokami... Brak bliskości = brak
                            seksu. Myślę jednak, że nie chodzi o umiejętności w łóżku (nie
                            sądzę, żeby mu w tej materii coś przeszkadzało), ale o samą
                            częstotliwość. Kłótnie = temperatura ujemna...
                            Ale jak mamy się przekonać, czy to umiemy zmienić...? Ja osobiście
                            myślę, że to wszystko brało się z oddalenia. Jeśli byśmy je
                            pokonali, to chyba mógłby wrócić ten ogień, który był przez pięknych
                            parę lat? Tylko on trzyma dystans...
                            Wszystko mu powiem, ale potrzebuję na to odpowiedniej chwili. Na
                            razie unikam zbędnego (?) kontaktu, jeszcze parę dni... Biorę i
                            siebie na przeczekanie, żeby rozjaśnić sobie w głowie (o ile to
                            możliwe...).
                            • enith Re: zaczynam wierzyć 23.06.10, 17:04
                              > Ale jak mamy się przekonać, czy to umiemy zmienić...? Ja osobiście
                              > myślę, że to wszystko brało się z oddalenia. Jeśli byśmy je
                              > pokonali, to chyba mógłby wrócić ten ogień, który był przez pięknych
                              > parę lat? Tylko on trzyma dystans...

                              I bogu dzięki, że trzyma dystans, bo sypiając z wami obiema byłby skończonym choojem. Choć i tak to, co odstawia w tej chwili, zakrawa w mojej opinii na bardzo poważną nielojalność wobec jego obecnej partnerki, która zapewne nie zdaje sobie w ogóle sprawy z twojego istnienia.
                              Nadal spokoju nie daje mi parę kwestii:
                              - brak (z jego strony) jakiejkolwiek refleksji nad tym, jak ty sie czujesz, gdy on sypia z inną;
                              - brak całkowitego zaangażowania z jego strony w wasz związek, co moim zdaniem całkowicie znosi sens tzw. "próbowania". No bo co teraz próbuje? Chyba nie jak razem cieszyć się życiem, bo na razie to "cieszy się" z inną dziewczyną, prawda?
                              - umiejętność bezuczuciowego wejścia w związek, który ma być tylko na "przeczekanie" czy "bez zobowiązań", traktowanie dziewczyn przedmiotowo. Zwłaszcza ta ostatnia cecha świadczy mocno na niekorzyść twojego eks, zwłaszcza, jeśli rozważasz ponowny związek z nim. Właściwie chyba można oczekiwać po kimś takim, że nie będzie miał skrupułów szukać sobie wrażeń na boku, czego dowiódł i kilkukrotną zdradą w waszym poprzednim związku, i obecnym lawirowaniem pomiędzy wami obiema. Na twoim miejscu miałabym gigantyczne wątpliwości, czy jest sens angażować się w coś z tym mężczyzną. No i podstawowe pytanie: wierzysz, że on cię kocha? Obserwując jego zachowanie z, dajmy na to, ostatniego roku, czyli okresu upadającego związku, zdrady, rozstania, a teraz ery "dwóch dziewczyn na raz", potrafisz twierdząco odpowiedzieć na to pytanie?
                              • radola1 Re: zaczynam wierzyć 23.06.10, 17:52
                                "Jeśli byśmy je pokonali, to chyba mógłby wrócić ten ogień, który
                                był przez pięknych parę lat? Tylko on trzyma dystans..."


                                Aaa, to on czeka na ogień? Ja tu nawet światła próchna nie widzę.
                                Nie mieści mi się w głowie, że ktoś kto mówi, że chce ze mną spedzać
                                życie, potrafi tak trzymać dystans w sytuacjach gdy wręcz proszę go
                                o np. przytulenie.
                                Jeżeli nie mógł wytrzymać braku seksu gdy byliscie pokłóceni i cię
                                zdradził, to w obecnej sytuacji gdyby żywił jakiekolwiek uczucie do
                                ciebie nie dałby rady się oprzeć.
                                On czeka aż mu coś zaświta ale jakoś nie spływa na niego ta łaska.
                                Może tamta bidulka go pogoni to wtedy ci powie, że właśnie
                                zdecydował się na życie z tobą. Żałosny typ.
                              • pollyanna-ja Re: zaczynam wierzyć 23.06.10, 23:09
                                Czy ja wierzę, że mnie kocha??? Cóż za pytanie, gdybym w to wierzyła, nad niczym
                                bym się nie zastanawiała... Jedyne w co wierzę, to to, że może ZNÓW mnie
                                pokocha. Tfu, już praktycznie nie wierzę, jedynie teoretyzuję... Nie ma co,
                                trochę mi oczy otwieracie ;-)
                                Jeśli chodzi o ten drugi związek, to on (takie mam wrażenie, myślę że dość
                                poprawne) wchodził weń z nadzieją, że to będzie nowa miłość, dzięki której
                                "wyleczy" się ze mnie. Częściowo się udało - jak widać, od nas dość skutecznie
                                się odseparował. Niestety dla niego nie okazało się to miłością.
                                Najwidoczniej jednak jest to na tyle wygodne, że trudno mu się tego wyrzec...
                                • radola1 Re: zaczynam wierzyć 23.06.10, 23:23

                                  Poczytaj sobie wątek aryanny, a szczególnie ten wpis. Zobaczysz
                                  jakiego wyboru dokonał pewien mężczyzna.
                                  forum.gazeta.pl/forum/w,898,112320532,112949401,Re_Co_robie_zl
                                  e_Poradzcie_.html

                                  • pollyanna-ja Re: zaczynam wierzyć 24.06.10, 10:50
                                    U mnie się to nie zgadza... Choć przyznam, że autorka tamtego wpisu
                                    ma chyba gorzej... W sumie ma prawo mieć uczucie "przewagi" nad
                                    konkurentką w każdym calu. Ja takiego uczucia nie mam...
                                    Ona: młodsza (nie wiem, czy ładniejsza - akurat nie w moim typie i,
                                    szczerze mówiąc, w jego chyba też nie za bardzo), zgrabna, ale
                                    niezbyt rozgarnięta i nudna (mój ex ma tę przypadłość, że jest dość
                                    prostolinijny i raczej mówi to, co naprawdę myśli - wg niego ona w
                                    głowie ma tylko siłownię, solarium i francuski manicure, w związku z
                                    tym musi bardzo uważać, żeby go sobie nie zniszczyć...). On
                                    spotykając się z nią nie musi martwić się żadnymi problemami, bo w
                                    razie jakichkolwiek niesnasek może wziąć nogi za pas bez żadnych
                                    konsekwencji. Postawa skrajnie konformistyczna... Ale myślę, że ona
                                    go pociąga fizycznie.
                                    Ja - podobam mu się, bo jestem jego typem (skrajnie innym, niż ona);
                                    ma ze mną o czym pogadać, umiem go rozśmieszyć i zrelaksować. I
                                    głupia nie jestem (haha... dziwnie tak pisać o sobie, ale czas się
                                    docenić...). Kiedy jesteśmy razem i roześmieję się, uśmiechnę do
                                    niego - widzę, jak w jego oczach zapalają się iskierki. Wiem, że
                                    uwielbia mnie taką.
                                    I tym sobie też tłumaczę jego zachowanie. Chciałby mnie taką, ale
                                    ucieka przed decyzją, bo wie, że nie zawsze będę się uśmiechać, że
                                    znów przyjdą gorsze chwile i wtedy będę się wściekać i krzyczeć. A
                                    przy niej mu to nie grozi - w każdej chwili może odwrócić się
                                    plecami.
                                    Niedawno mi powiedział, że zdaje sobie sprawę, że trudno mu będzie
                                    znaleźć ewentualną nową dziewczynę, która byłaby lepsza niż ja. Że
                                    poprzeczka jest postawiona bardzo wysoko.
                                    Ja wiem, że z każdą chwilą pogrążam się jeszcze bardziej, bo im
                                    bardziej ktoś go oskarża o brak kręgosłupa moralnego, o wygodnictwo,
                                    a skur...syństwo wręcz, tym bardziej ja zaczynam go bronić. I to
                                    jest chore - w ten sposób nigdy nie wyrwę się z tego zaklętego
                                    kręgu...
                                    Inwestowałam do tego związku wszystkie uczucia, plany, nadzieje.
                                    Powiedzenie stanowczego "nie" przekreśli to wszystko. Dlatego chyba
                                    chcę wierzyć, że jeszcze jest szansa... I pewnie to jest powodem,
                                    dlaczego wmawiam sobie, że on się boi i waha się przed powrotem...
                                    • anusia29 Re: zaczynam wierzyć 24.06.10, 11:19

                                      > (nie wiem, czy ładniejsza - akurat nie w moim typie i,
                                      > szczerze mówiąc, w jego chyba też nie za bardzo)

                                      hmmm, faceci nie sypiają z kobietami, które ich nie pociągają :)))


                                      > niezbyt rozgarnięta i nudna (mój ex ma tę przypadłość, że jest
                                      dość
                                      > prostolinijny i raczej mówi to, co naprawdę myśli - wg niego ona w
                                      > głowie ma tylko siłownię, solarium i francuski manicure, w związku
                                      z
                                      > tym musi bardzo uważać, żeby go sobie nie zniszczyć...)

                                      i jak widac to mu się podoba :)



                                      > Ja - podobam mu się, bo jestem jego typem (skrajnie innym, niż
                                      ona);
                                      > ma ze mną o czym pogadać, umiem go rozśmieszyć i zrelaksować.

                                      Ty go relaksujesz??? Zabawiasz? Kto tu się o kogo ma starać? Jesteś
                                      jego gejszą (te - wbrew powszechnemu mniemaniu nie sypiały z
                                      klientami - od tego były prostytutki lub... zony)


                                      > Kiedy jesteśmy razem i roześmieję się, uśmiechnę do
                                      > niego - widzę, jak w jego oczach zapalają się iskierki.


                                      no i w związku z tym co? Twoim celem w zyciu sa iskierki 9albo i
                                      nie) w jego oczach??? Obudź się!


                                      > I tym sobie też tłumaczę jego zachowanie. Chciałby mnie taką, ale
                                      > ucieka przed decyzją, bo wie, że nie zawsze będę się uśmiechać,


                                      ucieka bo mu tak wygodnie



                                      > Niedawno mi powiedział, że zdaje sobie sprawę, że trudno mu będzie
                                      > znaleźć ewentualną nową dziewczynę, która byłaby lepsza niż ja.


                                      No, ale ciebie z jakichś względów nie chce, czyli wystarczająco
                                      dobra dla niego (a nie obiektywinie) nie jesteś.




                                      > a skur...syństwo wręcz, tym bardziej ja zaczynam go bronić. I to
                                      > jest chore - w ten sposób nigdy nie wyrwę się z tego zaklętego
                                      > kręgu...


                                      Si, oui, ja, yes, da...



                                      > Inwestowałam do tego związku wszystkie uczucia, plany, nadzieje.
                                      > Powiedzenie stanowczego "nie" przekreśli to wszystko.

                                      ale ocali ci zycie, które po okresie "żałoby" możesz sobie ułozyć.
                                      lepiej nawet. W moim pzypadku tak było.
                                      • pollyanna-ja Re: zaczynam wierzyć 24.06.10, 11:33
                                        Duże piwo dla tej pani!
                                        Celność stwierdzeń - 100%. Mój mózg (oprócz zdawania sobie sprawy z
                                        większości gorzkich faktów) chyba w końcu zaczyna co nieco
                                        absorbować.
                                        Naprawdę jestem pod wrażeniem trafności powyższych komentarzy.
                                        Mgiełka złudzeń zaczyna się powoli rozpływać...
                                        • anusia29 Re: zaczynam wierzyć 24.06.10, 11:54
                                          Mogę Ci powiedzieć, aby dac Ci kopa, że ja przzparę lat (mniej
                                          więcej w Twoim wieku), też byłam związan z takim gościem, którego
                                          wszekie negatywy objaśniałam sobie tak jak ty. I tkwiłam w niedobrym
                                          dla mnie związku, bo było mi żal rzucić tego, co juz zainwetowałam.
                                          Aż w końcu spojrzałam na kalendarz - lata lecą. I rzuciłam go. Tak
                                          do końca w 100%. zadnego osłabiania kontaktu stopniowego. Konice,
                                          Schluss. Kropka. Fine. I co? Ano dziś jestem szczęsliwą żoną innego,
                                          matką najfanststyczniejszego chlopca na świecie. Kocham i jestem
                                          kochana. Mam 100% tego co chciałam. Ale najpierw musiałam uwolnić
                                          się od truciciela. Czego i Tobie życzę. Jednym ruchem a dobrze.
                        • pollyanna-ja Re: zaczynam wierzyć 23.06.10, 01:32
                          radola1 - nie cytuję formułki, ale wiadomości, które sobie
                          piszemy... To niestety jedyny sposób, żeby komunikować z nim
                          na "poważnie" tematy. Jeśli próbuję wprost, do oczu - on się po
                          prostu wycofuje. Ale na wiadomości na szczęście (?) odpisuje, i to w
                          miarę (??) szczerze...
                          I nie, nie imponuje mi oszukiwanie kogoś innego. Wręcz odwrotnie,
                          czuję się winna okłamywaniu Bogu ducha winnej dziewczyny. Chore to,
                          ale bardzo trudno jest mi się z tego wyrwać...
                          • anusia29 Re: zaczynam wierzyć 23.06.10, 09:01
                            Jesuuuuu, jak bardzo chcesz z nim być. Nawet za cenę upokorzeń.
                            facet ewidentnie Cię nie chce, tylko z jakiegoś powodu pasuje mu
                            obecny układ. I wciska Ci kit o przeczekaniu, sprawdzaniu, itp.
                            bzdety. No proszę Cię, chyba sama w to nie wierzysz....
                            Mójmąz poznał mnie w marcu, od razu było wiadomo, że coś z tego
                            będzie. W maju się przespaliśmy, i w maju wyjechaliśmy na pierwszy
                            wspolny wyjazd. W lipcu zamieszkaliśmy razem. We wrześniu się
                            oświadczył. Jak komuś zalezy to nie musi czekać i się upewniać.
    • gonia_29 Zerwij z nim wszelki 23.06.10, 20:42
      kontakt na nic nie licz już dawno by się wyklarowało jak by coś miało być. To
      jest uwłaczające godności, logice i za żadne skarby nie chciej być z kimś takim.
      Zapomnij. Zakończ to nie ma wypłakiwania się na ramieniu, gadek etc. Od dziś pan
      x nie istnieje, zmień sobie numer nie odbieraj -wytrzymaj!
      Inaczej wpadniesz w bagno i nigdy nie wyjdziesz z niego. Dwa ZASTAnów się
      poważnie nad sobą. Bo nie szanujesz siebie - przeczytaj tę historię.
      Nie ma żadnych szans, to miraż i brak logiki. To nie jest miłość, jest to chore
      i niszczące a TY nie masz dystansu i dajesz się poniżać/obrażać i gnębić.
      Czy chciałabyś związku z g....? To dlaczego chcesz z nim? Uciekaj teraz i
      przemyśl czemu chcesz być z czymś takim? Bo wszystko co w nim be racjonalizujesz
      na jego korzyść. To jest osobnik do odstrzału nie do związku nawet jak Ty święta
      nie jesteś to to jest DNO. A Dno odwrócone do góry nogami pozostaje nim.
      • pollyanna-ja Re: Zerwij z nim wszelki 23.06.10, 23:12
        Postaram się. Obawiam się, że z dnia na dzień nie uda mi się zerwać wszystkich
        kontaktów, wyrzec się go - ale będę próbować. Jeśli nie od razu, to chociaż
        małymi krokami. Dzięki za wszystkie rady i opier...nie, tego mi chyba było trzeba...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka