Dodaj do ulubionych

przesiadywanie w necie

29.09.10, 12:54
Witajcie,
jestem z moim Mezczyzna prawie piec lat (jestesmy oboje po 30) i mam maly problem - On (pod pozorem pracy) prowadzi rozmowy, ktore nie zawsze maja charakter biznesowy (bardzo delikatne okreslenie). Rozmawialismy w zeszlym roku na ten temat, uznal, ze jest to glupota z jego strony ale wiem, ze od jakiegos czasu ponownie ponosi go wyobraznia.... Jest to niezwykle bolesne dla mnie, nie potrafie sie pogodzic z tym, iz zamiast robic cos wspolnie, On zaszywa sie (pod pozorem pracy) i pisze z innymi. Rozmowy nic nie pomagaja - rozwazam odejscie
Obserwuj wątek
    • paul_ina Re: przesiadywanie w necie 29.09.10, 17:18
      Powiem Ci tak, jak byłam kiedyś w związku, który po latach wypalił się i po prostu było nudno, też przesiadywałam w necie.

      Może postaraj się organizować Wam jakoś wspólnie czas, róbcie coś razem.
    • demonsbaby Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 07:55
      uzależniony?
      Macie jakieś zainteresowania, które by się zazębiały i odbiegały od tematyki związanej z netem?
      • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:03
        Mamy wiele wspolnych zainteresowan (silownia, fitness, wyjscia do lasu itp. itd.) niestety od kwietnia jestem mocno unieruchomiona po wypadku i nie mam takiej mozliowsci jak kiedys aby aktywnie spedzac czas. Jestem po operacji kolana i potrzebuje kilku miesiecy aby odzyskac mozliowsc poruszania sie. W tej chwili z racji, iz musze uzywac kul nie jestem w stanie wiele zrobic..... wiec malo mamy szans na wspolne "wyjscia"
        • demonsbaby yhy 30.09.10, 11:19
          yhy ... sadzę, że tutaj może też być pies pogrzebany. Zabrzmi brutalnie - ale przez twoje unieruchomienie twój facet zaczyna szukać "rozrywki". Dotychczas miałaś możliwości organizacji czasu, teraz jesteś o kulach - kobieta, która winno się zaopiekować, pomóc, itp. Bywa, że ludzie sobie nie radzą z taką troską - choćby zdawało się to przyziemne i brutalne - nie jesteś co prawda całkowicie "wyłączona z eksploatacji", ale rzuca to jakieś światło na aktywność życia i atrakcyjność.
          Twoja zatem choroba / wypadek może być przyczyną ... i najbardziej dołujący jest fakt, że nie dzieje się to z twojego powodu - tak, czyli nie mogłaś temu zapobiec.
          Ok - a co z waszym dotychczasowym życiem towarzyskim?
          • enic1976 Re: yhy 30.09.10, 11:29
            Wydawalo mi sie, ze bylo ok (w tej chwili juz niczego nie jestem pewna). Mielismy wspolne zainteresowania ale tez kazde z nas mialo swoje hobby - byl czas razem i byl czas osobno.
            Teraz tak sobie uswiadamiam, ze faktycznie moze byc, iz moj wypadek przestawil cos w nasze relacji - nie jestem juz ta "fajna" (a bylam przez wiekszosc czasu - nie moge zaprzeczyc) jestem ta, co nic nie moze... tylko jak tak pomyslec to to jest troche straszne - iles tam lat przezyc razem w fajnej atmosferze i tak "skonczyc"?
            • demonsbaby nie 30.09.10, 11:37
              i mówię to jako obserwator z zewnątrz, który tez błędnie może oceniać, ale ... dla mnie oboje przechodzicie kryzys.
              Tu się wcale nie musiało wypalić, tylko nawarstwić i przerosnąć. I rzecz sama w sobie nie dotyczy tejże "erotyki" , ale twojej seksualnej atrakcyjności - komplementuje inne kobiety nt. ciała? Prawda?
              A nie jest tak, że sama chodząc o kulach - jest ci wygodniej w "luźnych rzeczach", żeby nie powiedzieć workowatych i na jakimś etapie przestałaś o siebie dbać? Nie jest tak, że twój wypadek pozbawił Ciebie radości, werwy do życia i tej "motoryki" (nie dosłownie), którą wcześniej przyciągałaś męża... Zdaje się, że oboje się pogubiliście. Rzecz dotyczy porozumienia, którego nie ma - bo on chce "adrenaliny", której ty nie umiesz, nie jesteś w stanie mu dać, a Ty narzekasz, płaczesz, miotasz się ... ta linia porozumienia, gdzieś ginie. Żyjecie razem - ale osobno - coś sobie komunikujecie. Potrzebny wam w tym jest mediator.
              I dla Ciebie, żeby rozumieć również siebie, własne zachowanie przez pryzmat wypadku i dla niego, żeby zrozumiał Ciebie. tedy jest możliwość eliminowania przeszkód.
              • enic1976 Re: nie 30.09.10, 11:52
                No powiem szczerze, ze nie bylam specjalnie atrakcyjna kiedy okazalo sie, ze mam zakazenie pooperacyjne i wylam z bolu... w normalne dni jestem "normalnie" ubrana - ok, prawie normalnie - proste bawelnianie spodnie na dole (w zadne inne nie wchodze ze wzgledu na opatrunki) ale gora jest ok - nigdy nie bylam "pizama/dres przez caly dzien".
                Dodam jeszcze tylko, ze nie lezalam caly czas w domu od wypadku, normalnie chodzilam do pracy pomimo kul itp. bo mam niestety duze problemy z "biernoscia" (nawet spowodowana przez chorobe/wypadek).

                Tak jak mowisz - COS sobie komunikujemy (co na obiad, co sie stalo w pracy itp.) ale nie rozmawiamy ze soba.

                Wczoraj probowalam zaczac rozmowe na temat osobowosci - spytalam sie Go czy wedlug siebie samego jest osoba nowoczesna czy raczej staromodna.... odpowiedz byla krotka: a o co mi chodzi?
            • nowy99 Re: yhy 30.09.10, 11:39
              Przyjaciół poznaje się w biedzie. A może on jest z tyc co to w ogóle lecą na wygląd i atrakcyjność powierzchowną? (jego teksty:"masz piękne ciało", siłownia - może przesadnie, Twój chwilowy brak atrakcyjności i potrzeba opeki go nie kręci...)
              Czy on w ogóle dostrzega, dostrzegał kiedykolwiek, Twoje piękno wewnętrzne? Czy tylko czerpał przyjemność z Twojego piękna zewnętrznego (każdy chłop z tego czerpie ale bez przesady)?
              • enic1976 Re: yhy 30.09.10, 11:56
                Nie wiem, juz nic nie wiem.
                Nie zaczelismy zwiazku od jakiegos szalu cial - przyznam sie szczerze, ze bylam bardzo oporna na samym poczatku (zranil mnie mocno poprzedni facet i nie bardzo chcialam sie angazowac) ale przegadalismy ze soba miliony godzin, opowiadal mi rozne rzeczy o sobie (nie przedstawaial sie w cudownym swietle) i w koncu zdalam sobie sprawe, ze to moze byc bardzo dobry i stabilny grunt dla zwiazku, zauroczenie, zakochanie, seks przyszly znacznie pozniej..... najpierw bylismy dobrymi przyjaciolmi
    • obiekt.uporczywy Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 10:23
      Zaczyna się od porozumienia np. przez forum, później e-maile, komunikator, telefony, w końcu spotkanie.
      Ale zdrada jest tylko skutkiem jakiegoś braku w związku. Żeby go znaleźć potrzebna jest psychoterapia indywidualna albo wspólna.
      Jakaś emocja jest zaburzona - może okazywanie gniewu, może interakcja z drugą osobą, może nieumiejętność okazywania i przyjmowania bliskości...
      • serendepity Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 10:52
        Mozna siedziec na necie, na forach, a wcale nie nawiazywac blizszych kontaktow z konkretnymi osobami.
        • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 10:58
          tak, masz racje. Niestety widzialm kilka rozmow - sa delikatnie mowiac bardzo osobiste... boli, szczegolnie, ze od jakiegos czasu ja nie uslyszalam NIC milego. Nie robilabym problemu, tez mam znajomych z ktorymi moge sie skontaktowac tylko za pomoca netu ale nie prowadze rozmow w stylu: masz takie piekne cialo itp. itd. TO BOLI
        • obiekt.uporczywy Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 18:14
          serendepity napisała:
          > Mozna siedziec na necie, na forach, a wcale nie nawiazywac blizszych kontaktow
          > z konkretnymi osobami.

          Ja kontakty nawiązałem, spotkałem się, ale nie zdradziłem.
          • aga_agula82 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 20:34

            obiekt.uporczywy napisał:
            >
            > Ja kontakty nawiązałem, spotkałem się, ale nie zdradziłem

            a mam tylko małe pytanie do Ciebie obiekt.uporyczywy: Twoja partnerka o tym wiedziała?:)wiedziaa,ze piszesz,spotykasz sie i nic Was nie łączy?nie liczyłeś,ze osoba wirtualna okaże się atrakcyjna dla ciebie i moze okazac się,ze to Twoja druga polowa?szczerze odpowiedz:)
            • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 01.10.10, 10:14
              Wlasciwie to samo mi sie nasunelo. Czy dopoki partner/partnerka nie wiedza o rozmowach/flirtach/spotkaniach to zdrady nie ma?

              Dopoki nie widzialam przypadkowych rozmow nie zwracalam na nic uwagi - praca to praca, wiadomo jak wyglada zycie. Czerwona lampka zapalila sie jak zobaczylam "rozmowy biznesowe" ....

              Przeciez ta wirtualna osoba moze niezle namieszac w zwiazku (i prosze nie mowic mi, iz jak jest wszystko dobrze to nic sie nie moze stac - zycie pokazuje, ze wystarczy gorsza chwila (niekoniecznie wielki kryzys) jednej osoby i klopoty gotowe
    • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 10:36
      Tak, rozumiem - brak bliskosci - najgorsze jest, ze jak sie o cos pytan, staram wyjasnic to brak jest odzewu - ostatnio zaproponowalam wspolne wyjsce do kina - nie lubi bo po co jak mozna na DVD obejrzec, proba rozmowy konczy sie na niczym (bo sa: wiadomosci, praca, program i w koncu znowu net). Pewnie wina lezy po obu stronach ale jak sie probuje dowiedziec co jest "nie tak" to wszystko jest "OK" a potem to samo...wiec macie racje - wypalilo sie
      • demonsbaby Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:04
        ok. jak nie kino. To coś innego. Zlot / zjazd motocyklistów / wypad na rajdy/ ASG/ paintball? Zaskocz go czymś, o co w życiu by ciebie nie podejrzewał?
        Co do zainteresowań - wykazywania takiego zainteresowania płcią przeciwną - rozumiem, że postawienie granic i twierdzenie "nie życzę sobie tego" - jest również działaniem bezskutecznym?
        • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:18
          Niestety, wysoce nieskutecznym. Probowalam rozmowy, placzu, prosby, grozby (obojetnie jakby to nie zabrzmialo) niestety.... Po prostu zaczyna sie chowac (wyczekuje az pojde sie kapac albo spac (bo jest jakis program w tv) a juz kilka razy widzialam, ze TV wlaczony ale laptop na kolanach.
          Nie mam juz sil - problem jest spory, bo jezeli sie wyprowadze (co rozwazam na zimno) to On zostanie zupelnie sam z poteznym kredytem na dom (ktory jest calkowicie na Niego) a nie jest w stanie go sam splacac.......
          • demonsbaby Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:24
            enic jego kredyt jego problem. Zatem to nie jest powód i wiesz o tym doskonale. Czyli z twojej strony się nie wypaliło... I nie jest powiedziane, że z jego też. To raczej efekt twojego stanu fizycznego i też nie powiem, żeby ten stan do końca nie rzutował na twój stan psychiczny - żywotność, radość, etc ... choć brzmi banalnie.
            Enic - a co z terapią małżeńską?
            • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:33
              Niestety, On nie wierzy w takie rzeczy.
              Pamietam, jak kiedys cos wspomnieli w czasie rodzinnego zjazdu, ze Jego Mama miala grozny wypadek samochodowy i przez dluzszy czas miala stany lekowe i musiala korzystac z pomocy psychologa to On jakos tak to skomentowal, ze to byla glupota i rozczulanie sie nad soba......
              • demonsbaby Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:46
                uwarunkuj wówczas taką wizytę, tym że was przerosły wspólne oczekiwania, tym, że przestałaś czerpać radość z takiego życia - żyć, ale tak się nie da żyć. Stąd zanim podejmiesz kroki rozwodowe, chcesz żebyście oboje skorzystali z ostatniej szansy jaką daje wam terapia małżeńska... czy coś w ten deseń.
                • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:01
                  Wlasciwie tez o tym myslalam - postawic wszystko na ostrzu noza - musze sie tylko postarac o jakies male mieszkanko do wynajecia, zebym w razie czego miala gdzie przemiescic "dobra doczesne". Kurcze, to boli....
                • nowy99 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:04
                  Oni, jak zrozumiałam, nie mają ślubu. Więc ten dom na niego, ale spłacany wspólnie... słuchajcie, często sami prosimy się o brak szacunku, respektu. No bo jak można tak ustawić kwestię tak poważną??? Ludzie wchodzą nam na głowę na tyle, na ile im pozwolimy. I odwrotnie: jeśli wymagamy szacunku od innych, to oni zaczynają nas szanować, no bo coś chyba jesteśmy warci, skoro tego szacunku się domagamy. Trza uczyć ludzi na okrągło szacunku do własnej osoby, pokazywać granice.
                  A'propos wspólnej terapii: on ją ignoruje, bo sam wie czy jest co ratować i czy jest szansa na powrót do pięknego, pełnego uczuć układu. Myślę, że on tej szansy nie widzi i zbyt mocno wkręcił się w wir internetowego bajerowania. Z tego co pisze autorka, on jest nakręcony na maksa i nie interesuje go, co ona na to, bo go to nie obchodzi. Nnnno bo nie dostał komunikatu od niej, żeby kategorycznie tego zaprzestał. A jeśli dostał i ma w nosie, to po tym trzeba już konsekwentnie iść naprzód. Bo on nie widzi tych konsekwencji i myśli: ona tylko tak straszy...
                  • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:15
                    Wiesz, jest jeszcze kwestia "akceptacji wad" - przezciez nie szukam idealu tylko partnera i nie chcialabym aby moj zwiazek opieral sie na zakazach i nakazach, zawsze wydawalo mie sie, ze trzeba "ewoluowac" a nie stac w miejscu, dopasowywac sie do sytuacji itp itd
                    Ja sobie tez zdaje sprawe, ze On moze miec gorszy dzien, przeciez ja idealem NIE JESTEM i nigdy nie bede.
                    Zgadza sie slubu nie mamy i w tej sytuacji byloby wysoce niodpowiednie zaczynac taki temat

                    ale masz racje - wkrecil sie w bajer na maksa i teraz to moja decyzja.

                    Bardzo dobrze jest poznac opinie innych ludzi - to bardzo pomaga
                    • demonsbaby Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:24
                      to oznajmij w takim razie, że mierzysz się z decyzją odejścia - bo już wyczerpujesz limit akceptacji takiego życia, a jeśli chce pomóc wam, sobie i tobie, to widzisz jeszcze możliwość terapii dla par i jeśli on jeszcze wykazuje chęci do poprawy jakości waszego życia i tym samym waszych relacji - to ty jesteś gotowa takiej terapii się podjąć, bo rozmowy bez obiektywnego spojrzenia na was nic nie wnoszą.
      • nowy99 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:14
        Zjawisko się powtarza, próbowałaś podejmować rozmowy co z Wami, gość pisze takie rzeczy do innych - w ciągu dwóch minut czas to zakończyć. I nie oglądać się wstecz.
        ...bo za chwilę oznajmi Ci sam, że spada, bo się zakochał.
        Wasz układ się wypalił, ale to nie Twoja wina. No, może Wasza. Ale nie Twoja.
        Z facetami to jest troszkę tak, że jak średnio każdego roku nie wprowadzisz jakiegoś "wzmocnienia" (niektórzy potrzebują częściej, inni rzadziej) w relacjach, by związek odświeżyć, to szukają wrażeń i wzmocnień dokoła. Wiesz: jakaś aranżacja tańca na kuchennej rurze w fajnej bieliźnie... he he he!
        Żartowałam.
        W d... mam takie pomysły. Raczej wychodzę na fajną imprezę typu dobry koncert. I oni też to lubią.
        Na przyszłość: goń faceta od Internetu! Co to, w domu zajęć nie ma?
        Oni są porąbani i tyle.
        • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:23
          Haha, byly rozne proby ;-)
          Wydawalo mi sie, ze oboje jestesmy dojrzali i ze nie musze nikogo pilnowac... jak ktos mowi, ze pracuje to ufam, ze nie klamie. Ale jak przypadkowo kilka razy widze, ze to jednak nie jest praca.....
          W tej chwili mam uczucie, ze laczy nas tylko splata kredytu na dom (ktory jest calkowicie na Niego) - beze mnie nie bedzie mial mozliwosci splaty rat.....Strasznie mnie ta sytuacja stresuje bo byc z kims tylko, zeby splacac (nie swoj kredyt)? ale jednoczesnie nie chce przezyc tak zycia...
          • nowy99 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:32
            Hmmm. Rozumiem, że kredyt spłacacie wspólnie? Czyli on to może ze swoich dochodów, ale pozostałe potrzeby życiowe opłacacie ze wspólnych? A dom jest własnością jego i Twoją czy tylko jego?
            Nie żebym była ciekawska, ale znam parę, gdzie on kupuje drogie "zabawki", które razem spłacają, nie mając ślubu. I ona ma poczucie, że on się "dorabia" jej kosztem, nie dając nic w zamian, bo ani ślubu, ani dzieci nie chce itp. Taaakie ma poczucie wyzysku i coś w tym musi być skoro ona tak to zaczęła odczuwać.
            My też mamy kredyt na dom, działkę. Ale domu nie wpisaliśmy jeszcze do księgi wieczystej (cholera, trzeba to zrobić!) więc właścicielami jesteśmy oboje, bo kredyt jest na nas dwoje.
            • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:40
              tak jest u mnie - dom jest na Niego ale wspolnie splacamy... dokladnie, czasami wydaje mi sie, ze On sie na mnie "dorabia" (nie mamy dzieci, slubu itp.)
              Drogie hobby? Niestety - zgadza sie - w zeszlym roku musialam zmienic konto, zeby nie mial dostepu do "mojej" kasy bo okazywalo sie, ze wszystko "wyplukalo" ( i Jego i moje). Od momentu jak zlikwidowalam dostep do konta troche sie polepszylo, bo jestem w stanie zaoszczedzic jakis grosz po oplaceniu rachunkow i kupic cos do domu bez rat itp. ....
              • nowy99 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:46
                Wiesz, nie obraź się, ale tu osobą naprawiającą i scalającą to wszystko jesteś tylko Ty. A on wszystko rozwala - jest destruktorem (jest takie słowo w ogóle, czy stworzyłam je na tę okoliczność?;)
                Czyli Ty starasz się o Was, a on rozpiep....
                No i jeszcze ten jego dom - w razie złego zostaniesz bez złotówki. Wybacz, ale w tym wieku czas przestać się dawać rolować.
                Jedno wrażenie z Twojej historii: pan nie jest już Waszym układem szczerze zainteresowany.
                Czas pokazać swoją godność i zadbać o swą kieszeń. Gość jest naprawdę pełen wad, gdzie z takim wspólnie żyć?
                • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:05
                  Nie obrazam sie :-) wiem doskonale, ze czas sie dla mnie nie zatrzymal, zdaje sobie sprawe, ze mam coraz wiecej lat, nie jestem naiwna. I denerwuje mnie tylko jedna rzecz - ze nie potrafie wziac sie w garsc i powiedziec stop.
                  Chyba mam maly problem - nie potrafie podjac decyzji, ktora (wiem to doskonale) bedzie miala straszne nastepstaw ale dla Niego nie dla mnie.....
                  • nowy99 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:21
                    Uważaj, bo on może Cię taką decyzją zaskoczyć ze swej strony. Nagle odejdzie do innej. A to chyba wiele gorsze dla Ciebie niż odejście Twoje.
              • kati1973 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 13:56
                pozwalasz spłaca dom, nie mając nic z tego
                NO sorry, ale to naiwnośc glupota, a z jgo strony bezczelnosc. Ja nie mialabym sumienia brac od kogos pieniadze. Ty bys miala?
                • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 14:26
                  wiesz, obojetnie czy bym cos wynajmowala czy kupila samodzielnie to MUSZE placic, nic za darmo

                  Przeciez, jak cos zaczynasz to nie nastawiasz sie na to, ze sie rozpadnie, prawda. Tak, moze jestem naiwna ale staram sie wierzyc ludziom, szczegolnie tym na ktorych mi zalezy. I czesto gesto nie licze "to moje a to twoje".

                  I nie wiem czy to jest kwestia sumienia czy tez zycia :-/

                  ale - rozejrzalam sie w necie za jakimis ogloszeniami o wynajem mieszkania - zobaczymy co sie uda zalatwic jak najszybciej
          • aga_agula82 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 11:47
            czytałam interesujący artykuł w "wysokich obcasach" właśnie na temta związków:dlaczego zdradzamy, dlaczego wybieramy młodszego(innego)mężczyznę,dlaczego trudno zerwać długi zwiazek i tu apropo Twojego problemu"jak wytłumaczyć zachowanie kogoś, kto długo jest w stałym zwiazku, nie chce z niego zrezygnować, a jednocześnie czesto zdradza emocjonalnie albo fizycznie.
            I tu po krótce opowiem Ci co pani psycholog Małgorzta Liszyk-Kozłowska odpowiada:
            Taka osoba ma niedojrzaą wizję zwiazku, ma niski poziom empatii wobec Ciebie, tym samym nie szanuje Cię. Z jednej strony jest w bezpiecznej,stałej relacji, z drugiej strony przekracza to poza jego umiejetności i nie potrafi tak zyć.
            Może być od czegoś uzależniony, co powoduje osłabienie koordynacji zachować. Nałóg powoduje,ze kiedy nie jest pod jego wpływem,to moze czuć sie szczerze winny zdrady(emocjonalnej,fizycznej itp) lub tego ,że źle Ciebie traktuje,ale samo poczucie winy nie rozwiąże problemu i jest potzrebna terapia.
            Zwiazek dojrzały to taki w którym partnerzy są swiadomi,ze sie kochają,szanują ,że moga na siebie zawsze liczyc. Partner musi miec swiadomosć,ze rezygnacja z niego(ze zwiazku) spowoduje strate w jego wlasnym odczuciu,w jego zyciu i tu partner sam dokonuje wyboru. O związek nalezy dbać,nigdy nie ma pewności,ze będziemy życ tak zawsze,trzeba być czujnym i uwaznym. Musimy załozyc ,ze jest to związek na całe życie, wiec nie mozemy zostawiac nigdy problemów na później.
            • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:09
              Wydaje mi sie, ze ten opis dokladnie pokazuje mojego Partnera w chwili obecnej (tak jak juz wspomnialam, wczesniej bylo duzo lepiej).
              Tylko dlaczego do tych madrych i racjonalnych opisow dochodza jeszcze osobiste uczucia ktore tak wszystko komplikuja?
              Jak to sie mowi: wszystko jest latwe i proste jak sie patrzy na sytuacje z boku.
              • nowy99 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:19
                Ale uwierz nam, tym "bocznym", uwierz w nasz obiektywizm. Ty nie widzisz, albo nie chcesz widzieć tego obiektywnie, bo... go kochasz. Ale za chwilę z Twojej miłości zostanie tylko garść pogardy i nienawiści. Miłośc nie trwa wiecznie, w związku przechodzi w stany pokrewne: przyjaźń (ta najważniejsza, potrzebna, by czuć się bezpiecznie), oparcie, szacunek lub po prostu lubienie się, lubienie przebywania z tą osobą, porozumienie, z czasem bez słów, pomoc w razie kalectwa, choroby.
                A tak dokładnie: Ty widzisz że jest źle i czujesz, że czas najwyższy to pozamiatać. I to jest twoje szczęście, że zdjęłaś różowe okulary.
                Ja wyprowadziłabym się, tak jak piszesz, ale zrobiłabym mu tym niespodziankę - bez słowa, potajemnie, gdy go nie będzie w domu. Bez słowa, listu i żadnego namiaru na Ciebie.
                Ale będzie miał myślenie!!!!!! Gwarantowane. I tu na nowo zbudujesz w nim szacunek do siebie. Zapewniam Cię.
                • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:28
                  Powiem szczerze, ze to byl powod dla ktorego zdecydowalam sie umiescic to na forum - poznac opinie "Ludzi z boku" :-)
                  Zdaje sobie sprawe, ze moge miec problemy z logicznym mysleniem w tej calej cholernej sytuacji...
                  Nie spodziewalam sie, ze taki bedzie odzew i chec pomocy - dzieki wszystkim!
                  • nowy99 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:32
                    Wiesz, takie tąpnięcie nim typu: twoja wyprowadzka, może Was przybliżyć. Ale po tej wyprowadzce działanie nalezy tylko do niego. Wtedy dopiero zobaczysz, czy mu zależy. Tylko dobrze to odczytaj, nie pomyl ze strachem jego przed kredytem.
                    O! I jeśli będzie chciał wrócić do Cię, to pierwszy warunek: współwłasność na dom.
                    Wtedy Ty dyktuj na spokojnie, bez emocji, by nie zauwazył, że Tobie bardzo zależy, warunki.

                    Ale odchodząc, nie nastawiaj się, że będzie chciał Twego powrotu.
                    • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:42
                      Szczerze mowiac, jezeli faktycznie zdecyduje sie na wyprowadzke (a jestem coraz blizej tej decyzji) to nie bedzie juz dla nas powrotu - sa pewne limity, ktorych nie mozna przekraczac a ja jestem bardzo wyrozumiala i otwarta ale tylko do czasu.....
                  • aramea Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 12:56
                    Po pierwsze bardzo mi przykro, ze przechodzisz przez cos takiego, i fizyczne konsekwencje wypadku i powazny kryzys w zwiazku.
                    Ale gdyby ten wypadek sie nie zdarzyl, to nie poznalabys swojego partnera od tej, malo ciekawej, strony.
                    Nie wyobrazam sobie powaznego zwiazku, w ktorym w tak dramatycznym momencie jak wypadek, choroba, nieszczescie zostawia sie partnera samemu sobie uciekajac w internetowe randki! Bo taki obraz wylania sie z Twojego opisu. Przeciez taki jest tez sens i piekno bycia razem, wspieranie sie w najtrudniejszych momentach, kazdy ma takie, on tez mogl miec wypadek, zachorowac.
                    A nawet jesli jestes nie tak mobilna, jak wczesniej, to przeciez mozna wspolnie robic mnostwo rzeczy, tylko oczywiscie trzeba tego chciec. I pomyslec, a niektorym sie nie chce. A czasem trzeba w takiej sytuacji z czegos zrezygnowac i swiat sie nie zawali.
                    Wieje chlodem w tym twoim zwiazku.
                    Nie wiem, co robic, moze na poczatek zastanowic sie, czego chcesz? A czego w zaden sposob nie jestes w stanie zaakceptowac?

                    Powodzenia!

                    No a z tym domem, to...niestety dalas sie wmanewrowac w bardzo nieciekawy uklad:/

                    P.S. Piszemy on, a nie On, Niego, tym bardziej, ze ten wlasnie on raczej sie nie sprawdzil...
                    • enic1976 Re: przesiadywanie w necie 30.09.10, 13:10
                      tez mi sie zawsze wydawalo, ze taki jest sens: "na dobre i na zle" (ale niekoniecznie z papierkiem)
                      Ja wiem czego chce - tylko, ze to niekoniecznie jest mozliwe wiec musze teraz zastanowic sie jaka jst dla mnie najlepsza alternatywa
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka