Dodaj do ulubionych

mama a związek

09.12.10, 22:03
Witam, mam 25 lat, od 1,5 roku jestem w stałym związku z mężczyzną w moim wieku. Na początku naszej znajomości zaczął się konflikt o którym chce napisac, tzn. konflikt z mamą, która była bardzo przeciwna mojemu związkowi, nie podobał jej sie mój partner, była uprzedzona, ze względu na chorobę którą jest "obciążony" (tzn cukrzyca) i tego sie bała, że marnuje sobie życie, a tym samym wymyślała różne negatywy na jego temat... po dłuższym czasie sprawa zaczęła się prostowac, mama stara się nie wkraczac w moje decyzje, daje mi jakby wolną rękę, widzi że jestem szczęśliwa... problem zaczyna sie u mnie, bo np jak mam mamy zapytac czy mogę u niego nocowac to wiem że będzie zła i mimo że powie "no ok" to ja sie zamartwiam że robie coś przeciwko niej.... co robic, czy wyolbrzymiam sprawe?:( czy powinnam bez względu na jej jakby odczucia robic swoje, bo niby mi pozwala ale wiem że jest zła... zapytac czy sie złości, porozmawiac z nią, czy przeciwstawiac się i pokazac że wiem co robie?? to dziwne ale siedzi głęboko w głowie:(
Obserwuj wątek
    • marzeka1 Re: mama a związek 09.12.10, 22:11
      ", bo np jak mam mamy zapytac czy mogę u niego nocowac to wiem że będzie zła "

      - wybacz, ale mając 25 lat NAPRAWDĘ nie musisz już mamy o to pytać, tylko co najwyżej poinformować, że nie wrócisz na noc. To zdanie brzmi jakbyś miała lat 17.
      • misza802 Re: mama a związek 09.12.10, 22:13
        no właśnie o to chodzi, nie umiem się od niej oderwac, boje się każdego swojego kroku w przyszłosc względem mojego partnera, w naszym życiu, bo boje się że ją skrzywdze w jakis sposób, ja sobie zdaje sprawe że to głupie, dziwne i dziecinne, ale to właśnie dlatego tu pisze, bo sobie z tym nie radze...
        • nutka07 Re: mama a związek 09.12.10, 22:20
          Piewrszy raz jest nagorszy.
          Komunikujesz, ze nie wracasz na noc i zostajesz u X.

          Zastanow sie z kim chcesz ukladac swoje dorosle zycie, z kim chcesz byc w zwiazku.

          Zacznij dzialac, jej reakcje juz znasz. Co moze Ci zrobic? Cos czego juz nie znasz?
          • misza802 Re: mama a związek 09.12.10, 22:24
            masz racje, nic mi nie zrobi, nic nie będzie gorsze od strasznych kłótni jakie były na początku... pierwszy raz już był, był nawet nie najgorszy, ale sytuacja mnie jakby zmuszała do nocowania u niego, ale nie rozumiem, czemu za każdym razem się boje, teraz już mniej ale wczesniej bałam się wypowiadac jego imie w domu, powiedziec że dostałam od niego prezent, albo że cos mi powiedzial, co sądzi na jakis temat, że będzie u nas w domu danego dnia....

            czemu tak się dzieje??:(
        • marzeka1 Re: mama a związek 09.12.10, 22:24
          " bo boje się że ją skrzywdze w jakis sposób,"- ale jak możesz skrzywdzić matkę, wchodząc w związek z mężczyzną, starając ułożyć sobie życie??? Odchodzenie z domu jest częścią dorastania, już nie jesteś dzieckiem, któremu mama układałby dzień i zycie.
          Czy przypadkiem nie jesteś jedynaczką, a matka nie jest samotną osobą, gdzieś tu brak ojca/męża wyczuwam, za to "poświęcenie" matki dla dziecka- i owszem.
          • misza802 Re: mama a związek 09.12.10, 22:27
            nie, nie jestem jedynaczką, mama też nie jest samotna, rodzina z ojcem, w komplecie, tata umywa rece od takich spraw.. zawsze byłam z mamą mocno zwiazana...
            • verdana Re: mama a związek 09.12.10, 22:29
              I nadeszła pora, aby ten zwiazek rozluźnić.
              Inaczej skonczysz jak moja 50-letnia znajoma, ktora na wakacje wyjeżdża z mamusią.
              • marzeka1 Re: mama a związek 09.12.10, 22:30
                AMEN.
    • deodyma Re: mama a związek 09.12.10, 23:18
      jestes pelnoletnia i jak dlugo masz zamiar pytac matke, czy mozesz nocowac u swojego faceta?
      wiesz, znam przypadek 29 latki, ktora musiala matce sie spowiadac ze wszystkiego i o godz 22 byc w domu, poniewaz zaden chlop jej mamusi nie odpowiadal.
      do dzis dnia zreszta tak jest i mamusia drzy na sama mysl, ze jej ponad 30 latnia coreczka znajdzie sobie chlopa i nie daj boze z nim zamieszka:D
    • tully.makker Re: mama a związek 10.12.10, 10:29
      dajecie dziewczyny dobre rady, ale czy 25 latka po takim praniu mozgu jest w ogole w stanie sobie poradzic sama z odpepnieniem?
      Myslalas o terapii?
      • triss_merigold6 Re: mama a związek 10.12.10, 10:35
        Też jestem za terapią.
    • panna.w.paski Re: mama a związek 10.12.10, 10:51
      Cześć Misza,
      poniekąd rozumiem Twój problem. Jestem od Ciebie o rok młodsza, w szczęśliwym związku z facetem, którego moja rodzina akceptuje, ale jeszcze 3-4 lata temu miałam dość podobny problem.
      Przez ponad 4 lata (18-22) byłam w związku z chłopakiem (A.), którego moi rodzice do końca nie akceptowali. Teraz rozumiem stanowisko mojej mamy i zgadzam się z nią - to nie był odpowiedni chłopak dla mnie, ale wtedy byłam z nim bardzo szczęśliwa, kochaliśmy się i sami chcieliśmy podejmować decyzje dotyczące wspólnych spraw.
      Kością niezgody okazały się dla wspólne wyjazdy na wakacje (dodam, że wyjechaliśmy jako para 20-latków z dwuletnim stażem, od 2 lat mieszkających w miastach innych niż nasi rodzice), które bombardował mój tato. Uważał, że to za wcześnie na wspólne spędzanie nocy bo jak wiadomo, młodzi ludzie potrzebują nocy do uprawiania seksu ;) i nie omieszkał pokazywać mi, jak go to boli, jak kłóci się z jego światopoglądem i wartościami, które mi wpoił. I ja czułam się paskudnie - z jednej strony wiedziałam, że chcę wyjechać z A., z drugiej - czułam się winna bo "nie tak mnie rodzice wychowali", dosłownie między młotem a kowadłem. Ale! Ja jestem z tych upartych i konsekwentnie dążących do celu. Powiedziałam sobie: Tata musi kiedyś przeciąć pępowinę, 20 lat to naprawdę odpowiedni wiek. Jest dorosły, poradzi sobie z tym, a jeśli nie będzie chciał tego zaakceptować i traktował wiecznie jako zamach na siebie i robienie mu na złość..to już jego sprawa, to on musi się z tym uporać.
      Przekonywałam go, że gdybym chciała zrobić coś na pokaz lub na zasadzie "bo wszystkie koleżanki tak robią" i wyrazić swój bunt to zrobiłabym to mając 16 lat, a nie 20. Musiałam mu uświadomić, że to nie mój foch czy fanaberia, ale świadoma decyzja, kolejny etap w związku. Ale widzę jedną różnicę między nami: ja byłam przekonana o słuszności swoich racji, Ty ciągle się wahasz. I dlatego, podszyta niepewnością, jesteś łatwiejszym łupem dla szantaży swojej mamy niż gdybyś po prostu zakomunikowała jej, że dziś robisz to i to.
      Nie namawiam Cię, żebyś wstała, wyszła i wróciła po tygodniu od chłopaka, bo to nie tędy droga. Pewnego dnia powiedz po prostu, że będziesz ją informować, że wychodzisz do niego na noc żeby nie zamartwiała się, gdzie jesteś, natomiast nie pytasz jej o pozwolenie czy o prośbę. Możesz użyć argumentu, że w Twoim wieku kobiety zakładają już rodziny i mają dzieci, że jesteś dojrzała i odpowiedzialna. Nawet jeśli partner nie odpowiada wyobrażeniom mamy i nawet jeśli okaże się, że coś między Wami się nie ułoży - to ma być kwestia, która zostanie rozwiązana między Wami dwojgiem a nie Wami i mamusią w pakiecie.
      Nastaw się,że nie będzie łatwo. Gdy wyjechałam na wakacje, mój tata nie chciał ze mną rozmawiać przez telefon, gdy rok później zakomunikowałam mu, że przeprowadzam się na wakacje do A., o mało nie padł na zawał. Za to w kolejnym roku, kiedy na wakacje zamieszkałam z moim nowym, obecnym chłopakiem łyknął to gładko, bo i cóż miał robić?
      Przeżyliśmy wiele kłótni, ja wylałam morze łez - ale opłaciło się. Kiedy było mi już źle i miałam ochotę się poddać, zawsze stawała mi przed oczyma wizja zaprezentowana przez deodymę: ja bliżej 30 niż 20 prosząca tatusia o pozwolenie na wyjazd na weekend z facetem. No way.
      Powodzenia i pamiętaj - stanowczość, miły uśmiech, potakiwanie, że rozumiesz racje ale i tak zrobisz swoje. Z rodzicami trzeba czasem jak z dziećmi ;)
      • misza802 Re: mama a związek 10.12.10, 14:43
        dziewczyny, bardzo wam dziękuje za wszystkie wypowiedzi, to fakt jak czytam to co napisałam to sama widze że jeszcze chwila (albo i już) i będę potrzebowała pomocy dobrego specjalisty... myślałam o tym już wcześniej ale ... nie wiem gdzie szukac pomocy, poza tym co ja powiem takiemu terapeuce skoro sama wiem że "wna" jest po mojej stronie bo nie umiem się przeciwstawić mamie...
        panna.w.paski -
        • verdana Re: mama a związek 10.12.10, 16:55
          Nie, kochana.
          Wina jest po stonie mamy, która uzaleznila Cie od siebie. Terapeuta to zrozumie.
        • panna.w.paski Re: mama a związek 10.12.10, 20:06
          Misza, nie ma za co, mam nadzieję, że dodałam Ci trochę nadziei i energii :)
          Dziewczyny dobrze Ci radzą, idź na terapię, ale pozbądź się poczucia winy z powodu nadmiernie kontrolującej mamy. Czujesz, że sytuacja jest nie w porządku, chcesz ją zmienić - to naprawdę dobry krok.
          Chciałabym zwrócić Ci jeszcze uwagę na jedną rzecz: jeśli pomyślisz, że nie dasz rady, że jakoś to wszystko się wyprostuje samo i zniknie...pomyśl sobie, jak czuje się w tym układzie Twój chłopak. Jeśli jakimś cudem Twoja mama go zaakceptuje a Wy zdecydujecie się na założenie rodziny, to potem "walka o wpływy" będzie miała miejsce na każdym polu: ślub, wspólne mieszkanie, wychowanie dzieci..
          Wyobraź sobie, że to on miałby taką mamę, której bałby się powiedzieć, że idzie do niej na noc. Pomyślałabyś: nieodpępowiony maminsynek, prawda? Nie traktuj siebie zbyt surowo, nie myśl, że jesteś beznadziejna czy słaba - po prostu trafiłaś na taką matkę, a na szczęście masz już taki poziom samoświadomości i determinacji, że możesz się skutecznie spod jej parasola ochronnego ulotnić.
          Na "pocieszenie" podam Ci inny, skrajny przykład mojej znajomej.
          Poznałyśmy się 2 lata temu na erasmusie, ona miała wówczas 24 lata, jej brat 20. Ona - nie potrafiła sobie układać relacji z mężczyznami, przeżywała skrajne, platoniczne uniesienia (dylematy: Napisze, nie napisze? Spodobałam mu się od pierwszego wrażenia, więc łatwo mnie zdradzi bo równie dobrze inna może mu szybko wpaść w oko itp.), była nieco egzaltowana. Nie miała również żadnych doświadczeń erotycznych, ale nie z powodu przekonań religijnych, a po prostu strachu i blokady przed związkami z facetami. Na erasmusie w Niemczech poznała Włocha, z którym tworzyła związek-nie-związek przez kolejne 1,5 roku. Nie był to najszczęśliwszy wybór moim zdaniem ;), ale bywała szczęśliwa, po raz pierwszy zaznała bliskości z facetem. Spotykali się w Niemczech, Rzymie albo Polsce, ale jej rodzice NIGDY nie dowiedzieli się o tym chłopaku. Nawet kiedy był w Krakowie, mieszkał w hotelu a ona spotykała się z nim tylko w ciągu dnia, potem wracała do siebie do domu. Kiedy ona wyjechała do Rzymu na 3 tygodnie i mieszkała u niego, oficjalnie pojechała zbierać materiały do pracy mgr. Twierdziła, że jej rodzice uważają,że na związki ona jeszcze będzie miała czas, na razie ma się skupić na studiach i ewentualnej pracy. Poza tym u niej dochodzą jeszcze: bardzo niskie poczucie własnej wartości, problemy z depresją i obsesyjna wręcz potrzeba usamodzielnienia się i wyprowadzki od rodziców.
          Ona przynajmniej odżyła dzięki erasmusowi, natomiast jej brat.. Poszedł na AGH zgodnie z życzeniem ojca, choć od I semestru musiał brać korepetycje z matematyki i fizyki (pierwszy przypadek, o którym słyszałam na studiach) i nienawidził tego kierunku. Z trudem przebrnął pierwszy semestr, drugi też..ale ojca życzenie spełnił. Facet nie ma dziewczyny, kumpli, nikogo, z kim może w piątek pójść na piwo czy na film.
          Strasznie smutno było mi słuchać ich historii - jak można tak ubezwłasnowolnić dziecko, tak ingerować w jego życie..
          Jeśli więc nie chcesz podzielić ich losu, zakasuj rękawy i do dzieła z terapią :)
          Powodzenia i pozdrawiam serdecznie!
          panna w paski
          • misza802 Re: mama a związek 11.12.10, 09:26
            dodałaś nadziei i energii, na prawde, po raz kolejny dziękuje:)

            powiem szczerze że boje się terapii, może jednak poradzę sobie bez niej? staram się, ja wiem że mojemu facetowi może byc i pewnie jest z tym źle, musze przyznac że trafiłam na kogos wspaniałego, on stara się to zrozumiec, wspiera mnie, słucha, rozmawia, jest cierpliwy... ale tak nie może wyglądac zawsze nasze życie, ja to wiem...
            • marika_8 do miszy802 11.12.10, 19:21

              Mam takie pytanie, czy Twoja mama również negowała Twoje wczesniejsze zwiazki ?
              Jeżeli takie były ? Czy dopiero teraz ?
              • asocial Re: do miszy802 11.12.10, 22:32
                terapia.
                Tak samo miala i wciaz ma moja przyjaciolka z liceum. Matka wysmiewala asbsolutnie kazdego faceta, ostatniego chlopaka nawet zatrudnila u siebie mimo braku odpowiedniego do zawodu wyksztalcenia: by potem wykorzystywac to jako argument, jaki to chlopak jest beznadziej y (oczywiscie po kilkumiesiecznym mobbingu wyrzucila go z pracy). Wg tej matki wszystko jest traktowano jako wada fabryczna (nawet lekko odstajace uszy jednego z eksow, wmawiala doroslej kobiecie, ze wszyscy beda sie z niej nasmiewac za plecami). Pelne pranie mozgu, laska nie wytrzymala, jest z facetem, ktorego wybrala jej matka (oczywiscie z nim nie mieszka). Dlatego naprawde namawiam do terapii, jesli chcesz jeszcze samodzielnie myslec.
    • lidia341 Re: mama a związek 12.12.10, 12:52
      Trochę rozumiem twoją mamę. Mam koleżankę której mąż choruje na cukrzyce. Są jakieś trzy może cztery miesiące po ślubie. Obecnie mąż leży na intensywnej terapii i przy życiu trzymają go maszyny. I przecież leczona cukrzyca. Ona to wiedziała że jest chory. Obecnie jest cieniem człowieka. Może tego chce twoja mama, żebyś tego nie przechodziła.
      • misza802 Re: mama a związek 12.12.10, 20:37
        poprzednie związki na pewno nie były tak poważne, ale nawet te przelotne, nigdy nie były tak negowane...

        wiem, ja też się boje troche jego choroby, ale z drugiej strony to nie jego wina, ze jest chory i nie moja że jestem z nim szczęśliwa, ja wiem że mamie zależy na moim szcześciu, nie chce żebym miała w życiu "pod górke"... ale tak na prawde nie wiemy co nas czeka, ja niby zdrowa osoba, nigdy nic poważnego mi się ze zdrowiem nie działo, jakies czas temu miałam podejrzenie nowotworu dróg rodnych, na szczeście nic się nie potwierdziło, ale przecież każdego z nas może spotkac jakas choroba...

        nie wiem co robic, jak to wszystko załagodzic, jak z tym życ żeby się nie denerwowac...
      • ajnina_1972 Re: mama a związek 12.12.10, 22:45
        a ja znam dziewczynę, która spokojnie będąc cukrzyczką urodziła dziecko, większość cukrzyków, podobnie jak większość innych ludzi, jednak nie ląduje na intensywnej terapii
      • panpaniscus Re: mama a związek 13.12.10, 12:28
        W takim razie niech dziewczyna szuka sobie męża bez prawa jazdy, bo kierowcy też niektórzy lądują na OIOMie. LECZONA cukrzyca - dobrze leczona - nie powoduje "lądowania na intensywnej terapii". Małżeństwo z osobą przewlekle chorą to dodatkowe koszty - bo choroba i dbanie o zdrowie jest obciążeniem psychicznym, chorym na cukrzycę zagraża depresja i wypalenie bardziej niż zdrowym, są lepsze i gorsze dni itp - ale straszenie intensywną terapią jest niepoważne. Już prędzej impotencją, bo to jedno z powikłań zaniedbanej cukrzycy. Mój mąż zdecydował się na małżeństwo ze mną i dwójkę dzieci mimo mojej choroby.

        Może mama ma jakieś swoje przesądy dotyczące cukrzycy, ale raczej nie tu leży problem, a w jej dziwnych relacjach z dorosłą (najwyraźniej nie dla matki) córką.
        • misza802 Re: mama a związek 13.12.10, 12:48
          w głównej mierze, z tego co wiem i znam moją mamę, to przyczyną "nielubienia" na początku mojego partnera byłą właśnie jego choroba, to powodowało lawinę podejrzeń, że nie będzie o mnie dbał, że może mnie oszukuje, że może ma długi o których ja nie wiem, że może udaje uczucia do mnie... dziwne wzięte z sufitu, teraz sytuacja się zmieniła, przestałą mi tak mówic, nie rozmawiamy o tym w zasadzie, a jak rozmawiamy to nie oskarża go o to co umieściłam wyżej tylko się mnie pyta, czy jestem pewna, czy mu wierze, czy jestem szczęśliwa, i oczywiście czy jestem pewna że poradze sobie z jego chorobą... wiem że o to się martwi nadal i najbardziej... nie ukrywam że ja też...

          powiedz mi proszę "panpaniscus" jak żyje się z cukrzycą?

          szukam wszelkich informacji na ten temat w internecie, rozmawiam z chłopakiem, ale inaczej słucha się na ten temat od tzw osoby trzeciej, więc jakbyś mogła to będę wdzięczna:*
          • panpaniscus Re: mama a związek 14.12.10, 12:23
            Ja bym jednak się przyjrzała ogólnie relacjom z mamą, bo podejrzewanie kogoś o długi/oszukiwanie partnera dlatego, że ma cukrzycę, to dziwne.

            Jak się żyje - to zależy od Twojego chłopaka. Z tego, co wiem/widzę, to różne osoby różnie reagują na to, co się z nimi dzieje. Codzienne "zadbanie" o cukrzycę to podstawa dobrego samopoczucia fizycznego i psychicznego. Z jednej strony dbać o dobre cukry - to zaprocentuje w przyszłości brakiem powikłań a w teraźniejszości lepszym samopoczuciem fiz-psych, z drugiej - nie pchać się w poczucie winy, jeśli coś nie idzie. Fizycznie cukrzyca typu 1 (bo taką ma twój chłopak?) to niewiele ograniczeń, jak pokazuje praktyka szczyty górskie da się z nią zdobywać i medale na olimpiadzie, ale oczywiście to więcej pracy niż robienie tego bez cukrzycy. Psychicznie dla mnie jest gorzej, bo to dużo pracy - może nie dużo codzień, ale nie ma od tego żadnych wakacji, żadnego urlopu. U mnie to jeszcze ważne, że wysoki cukier to natychmiastowe kiepskie samopoczucie fizyczne. Co jakiś czas poczucie wypalenia, typowe chyba dla przewlekłej choroby (a jak odechciewa się kontrolować cukry, to niestety one szaleją).
            Mogę Ci napisać czego nie lubię u mojego męża: jak jest cukrzycową policją i zagląda mi przez ramię jak sobie mierzę cukier ;). Jestem mu bardzo wdzięczna, że jak się pieklę bez sensu i bez powodu, to potrafi nie brać tego do siebie i mi podać szklankę soku (u mnie to zwykle objawy hipoglikemii). Ogólnie to myślę, że jest dość zaangażowany - wie, co się ze mną dzieje i rozumie - a jednocześnie nie próbuje przejmować ode mnie tej odpowiedzialności i "wiedzieć lepiej", czego mi trzeba. Wsparcie, pomoc fizyczna i logistyczna (ta szklanka soku, albo zdjęcie mi z głowy dzieci, jak mam kiepski dzień czasem, albo wymyślenie jak mogę łatwo uprawiać aktywność fizyczną i pomoc w uskutecznieniu tego planu, policzenie ile WW ma obiad, który przygotował). A rano wstaje pierwszy i jak mnie budzi, to pomaga mi zaspanej zmierzyć cukier. W ciąży, jak musiałam się w nocy mierzyć to też czasem on mi mierzył.
            Na pewno jest to dodatkowy ciężar nie tylko dla chorej osoby, ale i dla całej rodziny. Ale nie demonizowałabym jego rozmiaru.


            • nowy99 Re: mama a związek 14.12.10, 14:03
              Jeśli ten Twój "cukierek" jest wspaniałym człowiekiem, kochasz go i temu podobne, to się nie zastanawiaj - nie wszystkim dane jest kochać, ze wzajemnością - nie przeocz swej wielkiej życiowej miłości. Mam jest kompletną egoistką, nie liczy się z Twoimi uczuciami.
              Jedyne zagrożenie czy coś zwiastujące kłopoty na przyszłość, to tylko to, że "cukierek" nie dba o leczenie cukrzycy. Ale jeśli poważnie traktuje swój stan, jest odpowiedzialny, to chyba nie masz większego problemu. No, jedynie świadomość odziedziczenia cukrzycy przez Wasze dzieci.

              Też mam taką mamę. Egoistkę, zakazującą wszelkiej swobody. Uratowało mnie tylko to, że od siódmej klasy mieszkałam w internacie oddalonym 80km od niej, potem akademik.
              Ty się też możliwie najszybciej od mamy ewakuuj. Bo co to za życie, które spędzasz na modłę innej osoby.
              • penelopa40 Re: mama a związek 14.12.10, 15:09
                po pierwsze o cukrzycy... z właściwie leczoną cukrzycą można żyć przyslowiowe 100 lat, nie jest to jakaś wielka choroba, a już na pewno nie uniemożliwiająca stworzenia rodziny, posiadania żony i dzieci... nie każdy rodzaj cukrzycy jest dziedziczny, ... aż mi się włos na głowie zjeżył jak czytam te bzdury, które wypowiada matka autorki wątku... i myslę że gdyby jej partner nie miał cukrzycy to przyczepiłaby się o co innego, bo jej chodzi o to aby odsunąć jakiegokolwiek mężczyznę od córki a nie o cukrzycę...
                pytanie sie 25latki o pozwolenie na wyjście na noc do narzeczonego to chyba żart, co prawda mieszkasz w domu rodziców, ale do diaska masz 25 lat, nie 15! a jakbyś chciała wynająć mieszkanie i sie wynieść (sama, bez faceta) też byś sie pytała o zgodę? a na wyjazd na kajaki ze znajomymi albo w góry na narty czy co tam innego? ja bym sie udała do psychoterapeuty... bo to poważna sprawa jest.....
            • misza802 Re: mama a związek 14.12.10, 23:28
              macie racje, że gdyby nie cukrzyca to mama by się przyczepiła do czegoś innego...

              ale widzicie, problem w tym dziewczyny, że mój chłopak nie do końca jakby daje sobie rade z chorobą, Kocham go, jest na prawde wspaniały, nie zranił mnie ani razu, jest nam cudownie i nie zamieniłabym go na żadnego innego... ale... jak jakis czas temu "olał" chorobę, tak nie umie teraz nad tym olewaniem zapanowac, namawiam go, rozmawiam, przekonuje, że musi zmienic lekarza, zadbac o siebie na nowo, ale to nie wiele daje... boi się że gdy ponownie pożądnie zabierze się za swoją cukrzycę to ... dowie się od lekarzy czegoś strasznego, że wyjdzie że coś mu się dzieje, że powiedzą mu coś czego on nie chce usłyszec... rozumiem to poniekąd, ale martwię się i boje, nie chce go stracic z "głupoty i strachu"... bierze insulinę ale nie mierzy tych wskaźników (czy jak to się nazywa) w posiłkach i nie liczy ile insuliny musi przyjąc, nie mierzy regularnie cukru... ja nie wiem jak go przekonac, i jak mu pomóc żeby on nie czuł się przeze mnie oceniony lub pomyślał że zachowuje się jak moja "mamusia" tylko czuł moje wsparcie i ruszył się w kierunku poprawy zdrowia...:(
              • panpaniscus Re: mama a związek 16.12.10, 19:12
                To, co przechodzi twój chłopak, jest normalne. To nazywam "wypaleniem". Po prostu raz na jakiś czas ma się kompletnie dosyć pamiętania o chorobie 24h/dobę i siedem dni w tygodniu cały rok. Działanie przez poczucie winy albo starszenie to ślepa ścieżka. Trzeba sobie znaleźć pozytywną motywację, np. będę się lepiej czuć i zrobię cośtam. Mi pomaga co jaki czas jakiś nowy gadżet cukrzycowy (np. pompa); zmiana lekarza też może motywować. Niestety w PL spotkałam tylko jedną panią diabetolog ( pediatra, ale mnie dorosłą też przyjmowała prywatnie), z którą byłam w stanie się dobrze porozumieć i która pomagała mi się zmotywować, zamiast dołować.
                Warto na to patrzeć tak: złe cukry to nie jest moja WINA, bo nie moja wina, że choruję na cukrzycę. Natomiast dobre cukry to całkowicie moja zasługa.
                To jest kompletnie zaniedbana sprawa, ta psychiczna strona cukrzycy - wysiłku, jaki ponosi pacjent, wsparcia dla niego.
                Bez zadbania o siebie twój chłopak będzie w przyszłości ciężarem. I jemu samemu będzie trudno. Dbając o siebie dba też o was, o waszą przyszłość.
                Ale powtórzę się co do twojej mamy: jej z kolei nic do tego.
                • misza802 Re: mama a związek 17.12.10, 12:38
                  wypalił się, może faktycznie, wczoraj o tym rozmawialiśmy, ja mu powiedziałam swoje stanowisko, że bardzo się o niego martwie, o konsekwencje jego choroby, że skoro jak twierdzi chce sobie ze mną układac życie to ja chce to życie przeżyć wspólnie, więc zależy mi na jego zdrowiu dla naszego wspólnego życia i wpsólnej przyszłości... zrozumiał, wie że się martwie, powiedział że nawet nie dla siebie bo na tym mu nie zależy ale dla mnie coś zrobi, pójdzie do lekarza i małymi kroczkami zmieni swoje postępowanie, może nie dziś, nie jutro, może nawet nie za miesiąc, ale od nowego roku się postara... na razie musi mi to wystarczyc, boje się konsekwencji, boje się jego choroby, poprosiłam żeby zrozumiał moje stanowisko, bo wchodząc w związek z nim, sama jakby zaczynam chorować, bo zaczyna mnie to jakby bezpośrednio dotykać... martwie się o niego, o to co mu się może dziać z organizmem a o czym nawet nie wiemy, troszke się nakręcam i panikuje, dlatego poniekąd tu szukam uspokojenia (i nie tylko tu, ale niektóre strony www na które trafiłam mnie przeraziły jeszcze bardziej)

                  jeśli chodzi o mame, to racja - nic jej do tego, wiem że to troska i chęć tego zebym miała udane życie, moja mama miała swego czasu dużo do czynienia ze służbą zdrowia, i osobami chorymi na cukrzyce również, ale jej punkt widzenia, bynajmniej na początku był troche taki, że skoro on choruje na cukrzyce to nie ma z nim życia dla mnie, nawet sugerowałą że jego byłą dziewczyna zostawiła go z powodu choroby a to akurat bzdura...
                  mama musi sie przyzwyczaic że z nim jestem i mam zamiar być dalej!!!!
          • mgla_jedwabna Re: mama a związek 15.12.10, 00:41
            Misza, tu nie chodzi o żadną cukrzycę, tylko o to, że twoja mama potrzebuje koniecznie się przyczepić do czegoś. Tak, jak w przysłowiu o psie i kiju.

            Zresztą sama widzisz: dotąd były podejrzenia typu: "ma długi", "udaje uczucia", "nie będzie dbał". Kiedy te podejrzenia okazały się nieskuteczne, zaczęły się inne - podczepione pod chorobę. Przekonasz mamę, że choroba to nie problem - nagle się okaże że facet za mało/za dużo zarabia, za mało/za dużo pracuje, za mało/za dużo poświęca uwagi kontaktom towarzyskim, za mało/za dużo interesuje się.... (wstaw co chcesz).

            Nie można mieć ciastka i zjeść ciastka. I nie można znaleźc faceta, który pasowałby jednocześnie tobie i mamie. Więc lepiej od razu pogódź się z tym, że być może twoja mama nigdy twojego partnera nie zaakceptuje. Ale to jej wybór, nie twój.
    • calineczka_777 Uciekaj od nadopiekunczej egoistycznej mamusi! 14.12.10, 15:52
      misza802 napisała:

      > Witam, mam 25 lat, od 1,5 roku jestem w stałym związku z mężczyzną w moim wieku
      > . Na początku naszej znajomości zaczął się konflikt o którym chce napisac, tzn.
      > konflikt z mamą, która była bardzo przeciwna mojemu związkowi, nie podobał jej
      > sie mój partner, była uprzedzona, ze względu na chorobę którą jest "obciążony"
      > (tzn cukrzyca) i tego sie bała, że marnuje sobie życie, a tym samym wymyślała
      > różne negatywy na jego temat...

      Znam kilka osob majacych cukrzyce i normalnie funkcjonuja w zyciu. Nawet taki cukrzyk jest lepszy na partnera, bo oni staraja sie zyc zdrowo, bo tak lekarze nakazuja. Z cukrzyca mozna dozyc poznej starosci a jest to zreszta choroba dosyc powszechna w wielu krajach, m.in. w Nienczech. Powiedz mamusi, ze lepszy "slodki" chlopak niz alkoholik, len, damski bokser, facet chodzacy na dziwki itp.

      po dłuższym czasie sprawa zaczęła się prostowac
      > , mama stara się nie wkraczac w moje decyzje, daje mi jakby wolną rękę, widzi ż
      > e jestem szczęśliwa... problem zaczyna sie u mnie, bo np jak mam mamy zapytac c
      > zy mogę u niego nocowac to wiem że będzie zła i mimo że powie "no ok" to ja sie
      > zamartwiam że robie coś przeciwko niej....

      Czyli twoja mamusia sie nie wycofala, tylko zmienila taktyke. Ona widzi, ze jawna krytyka nic nie zyska, wiec stara sie torpedowac wasz zwiazek z ukrycia. P.S. Masz 25 lat - dlaczego pytasz sie mame o pozwolenie ??????????

      co robic, czy wyolbrzymiam sprawe?:
      > ( czy powinnam bez względu na jej jakby odczucia robic swoje, bo niby mi pozwal
      > a ale wiem że jest zła... zapytac czy sie złości, porozmawiac z nią, czy przeci
      > wstawiac się i pokazac że wiem co robie?? to dziwne ale siedzi głęboko w głowie
      > :(

      Tak, to siedzi u ciebie w glowie, bo mamusia 25 lat cie wychowywala na coreczke, ktora bedzie posluszna mamusi i bedzie zyla tak jak mamusia sobie zamarzy. Poniewaz masz juz 25 lat to radze ci jedno: uciekaj od nadopiekunczej egoistycznej mamusi! Inaczej skonczysz tak jak pewna moja znajoma, kobieta po 30tce, ktora do dzis nie ulozyla sobie zycia, bo mamusi i tatusiowi (w jej wypadku to byli obydwoje z rodzicow) nie podobal sie zaden z jej chlopakow a ona wtedy potulnie zrywala zwiazki. Ona studiowala ten kierunek, ktory chcieli rodzice, zyla tak jak oni chcieli. Efekt? Kobieta ma 30 lat, zadnego chlopaka czy meza, praktycznie 0 przyjaciol i brak pracy mimo skonczonych studiow - to wszystko powoduje, ze ona miota sie miedzy checia ucieczki od rodzicow (stale tam mieszka) a ogromna depresja, ktora spowodowali wg mniej jej zaborczy rodzice, bo nie pozwolili jej zyc jak chce. Za 5 lat tez bedziesz miala 30 lat - jak sobie teraz ulozysz zycie tak bedziesz miala za pare lat.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka