Chyba sama chcę siebie dobić

10.01.11, 11:25
Prosiłabym o poradę. Nie wiem, jak to opisać, ale w tej chwili chyba sama chcę doprowadzić do tego że małżeństwo się rozpadnie. Myślę że gdyby nie to, że mąż ma puczucie winy, bo kilka lat temu mnie zdradził po pijanemu z koleżanką, nie wytrzymałby mojego zachowania. Jestem osobą o niskiej samoocenie i mam wrażenie jakbym nie umiała zbierać doświadczeń i wyciągać wniosków, ciągle mam uczucie, że nie rozumiem lub sie do czegoś nie nadaję. Niestety straciłam pracę, więc to na pewno ma ogromny wpływ na zachowanie. O nową pracę jest bardzo trudno. Czuję się bardzo nieatrakcyjna, bo jestem gruba. O to właśnie chodzi, że całkowicie odrzucam jego słowa o miłości i w głowie mam przekonanie, że on wkrótce przejrzy na oczy i mnie zostawi. On jest atrakcyjny, lubiany, ma dobrą pracę, w tej chwili dużo się zajmuje domem i dziećmi, umie się zmobilizować w trudnych momentach, kiedy ja zawodze. Teraz mam wrażenie, że dzieci lgną do niego bardziej. Zawsze, jak ja zwiodę, on po porstu robi coś, co trzeba zrobić. Myślę, że jest ode mnie lepszy i ciekawszy. Ja nie umiem żyć z radością i taką pokorą jak on (z taką żoną). Wiem, że gdybym się komuś z tego zwierzyła, wszyscy mowiliby, ze po krótce jestem glupia i nie doceniam tego co mam. Sama się czuję taka wypalona, robię rzeczy z obowiazku. Mam 40 lat, ale nic lub niewiele osiagnęłam w życiu zawodowym, dużo czasu poświęciłam wychowaniu dzieci, a teraz już naprawdę nie mam ani fajnego wieku ani ciekawego CV. Nie wiem też tak do końca, czy mąż nie wpadł w rutynę, bo przez te lata jak już mamy dzieci, mąż nie czuł potrzeby bycia tylko ze mną, bez dzieci. Wystarcza mu to, co mamy jak dzieci już śpią. Kiedyś o tym rozmawialiśmy, ale on nie chciał, bo dla niego było kłopotem zorganizować opiekę na iweczór. Zresztą dwa trzy razy w roku zawoziłam dzieci na noc do rodziców ze względu na jakieś wyjścia, więc może tym bardziej nie czuł potrezby. Raz na jakiś czas mówiłam mu o tym, że czuję jak się oddalam oraz że czuję, że narasta we mnie w pewnien sposób zobojętnienie, że brakuje mi nas sprzed dzieci. On dużo pracuje, pracowałam na niepełen etat więc dużo jestem z dziećmi i w domu. Mam wrażenie, że straciłam poczucie humoru i dystans do siebie iżycia. Mam kłopoty ze spaniem, więc jestem do tego wiecznie zmęczona. Jako żona daję ciała. Wstydzę się wygladu, nie mam energii. Doszłam do momentu, w którym naprawdę nie czuję siły na odrzucenie tych swoich wizji przyszłości. Z dzieciństwa wyniosłam konieczność samodzielności (mama miała właściwie dom i nas na swojej głowie) i przekonanie o tym, że jestem samolubem, który się ciągle nas sobą użala. Myślę, że mama mnie po prostu nie lubiła. A ja dużo płaczę i czuję, że jestem dośc mało odporna. Wolę się wycofywać i tak teraz żal mi tego, że tak robiłam. Nie umiem odrewać się od tego, jakie są kobiety w mojej rodzinie i tego, że tak naprawdę do się trochę niszczą nawzajem w realcjach matka-córka. Dużo u nas depresji i takiej agresji psychicznej wobec pratnerów.
Nie mogę znależć sposobu na to, żeby zrozumieć, co mam i zdefiniować, co bym chciała zmienić. W tej chwili mąż się przejął moim zachowaniem, powiedział, że sobie przemyśli to, co mu powiedziałam o braku siły i nadzieji na poprawę. A ja się czuję jak manipulantka, bo powinnam być szczęśliwa, a nie umiem docenić, on się stara, tego też nie doceniam i dopiero takim swoim załamaniem doprowadziłam go do przemyśleń, wcześniejsze lżejsze rozmowy go nie poruszyły. jestem w takiej samonapędzającej się maszynie, gdzie wszystko pasuje do mojej koncepcji o tym, że on mnie zostawi. Ja mu nie ufam, zachowuję się ozieble, często płaczę albo jestem wkurzona, jestem gruba, nie mam pracy. On nie ma ode mnie nic. W głębi serca myślę, że go kocham, ale on mi nie wierzy, zresztą sama już nie wiem ze względu na to, jakie małżeństwo mu serwuję.
Przynudziłam, ale bardzo prosze o poradę, bo sama nie umiem.
Pozdrawiam
    • lusitania2 Re: Chyba sama chcę siebie dobić 10.01.11, 11:43
      kierunek: psycholog. Samemu ciężko wyjść z nerwicy czy (i) depresji.
      A przez net nie da się ich wykluczyć.
      I lekarz pierwszego kontaktu, do oceny czy nie wymagasz konsultacji psychiatrycznej.
    • tabaszka Re: Chyba sama chcę siebie dobić 10.01.11, 13:10
      Jak to "on nie ma od Ciebie nic"?
      Wychowujesz Wasze dzieci. To nic?

      Zajmij się sobą. Zacznij małymi kroczkami. Zacznij biegać. Idź na aerobik. Spotkaj się z koleżanką. Idź do kina. Idź na piwo. Obetnij włosy.
      To nie rozwiąże problemu, ale poczujesz się lepiej, słowo daję.
      Miej swoje życie.
      • tautschinsky Re: Chyba sama chcę siebie dobić 10.01.11, 13:31
        tabaszka napisała:

        > Jak to "on nie ma od Ciebie nic"?
        > Wychowujesz Wasze dzieci. To nic?


        Zdążyła napisać, że nawet tego jej się nie chce i mąż
        w znacznej części przejął opiekę nad nimi. Nie omieszkała
        się wyżalić, czyniąc z tego zarzut wobec męża i dzieci,
        iż te bardziej teraz do niego lgną. W sumie wniosek dla
        niej taki - bez niej mogą oni wszyscy się obejść.


        Przede wszystkim - zrzuć zbędne kilogramy, tyle ile trzeba,
        by nie być grubą. KAŻDA kobieta gruba jest przez swoją
        grubość mniej atrakcyjna. Podejmij pracę na poważnie - nie
        jakieś ćwierć, pół etatu, która będzie przynosiła pieniądze
        i jakąś satysfakcję, zadbaj o siebie. To będzie trwało nie dzień
        czy dwa tygodnie, po roku konsekwentnej pracy nad sobą zobaczysz
        w lustrze kogoś innego, z kogo będziesz mogła być zadowolona
        i czując tę wartość inaczej będziesz postrzegała siebie w związku
        z mężem, który już się postara o tę opiekunkę dla dzieci, byście mogli
        być razem. Nie oszukujmy się - żona męża nie będzie pociągać ani mąż
        żonę tylko dlatego, że łączy ich cyrograf małżeński. Trzeba być wartością
        samą w sobie, wtedy wszystko niejako "samo" się układa a przynajmniej
        jest na to duża szansa.


    • blue_romka Re: Chyba sama chcę siebie dobić 10.01.11, 15:30
      Jeśli jesteś za gruba i źle się z tym czujesz- schudnij.
      Jeśli boli Cię brak pracy- znajdź ją.
      Wiem, że powyższe nie jest ani proste, ani szybkie. Ale trzeba zacząć coś ROBIĆ, a nie rozmyślać i zamartwiać się. Energię, którą teraz wkładasz w dołowanie się zamień na działanie. I zgodzę się z przedmówczynią- idź do lekarza pierwszego kontaktu.
      • asturium Re: Chyba sama chcę siebie dobić 10.01.11, 21:30
        Hej autorko! Doskonale Cię rozumiem, jestem nawet w Twoim wieku:) Mnie też się nie chce wielu rzeczy, jestem również często zdołowana, ostatnio kiepsko sypiam, ale to zw względu na półtorarocznego synka. Wiem też że nie jest łatwo schudnąć - jesteś zdołowana że jesteś gruba, no to jesz żeby sobie poprawić humor, prawda? Poza tym nie masz pracy, więc właściwie mąż i dzieci nie są wystarczającym powodem do zadbania o siebie. No i tak siedzisz i się dołujesz. Nie mam dla Ciebie dobrej rady, bo nie mam jej także dla siebie. Wiem co mi pomogło w kiepskich nastrojach - czas dla siebie i rozwijanie swoich pasji, czytanie, ale też czas poświęcony dzieciom, domowi, rodzinie. Musisz mieć swój świat. Niestety jesteś juz zbyt dużą dziewczynką by Cię mama czy tata dopieścili, teraz niestety musisz dopieścić się sama. Masz fajnego męża, dzieci, tak na to spójrz. Jesteś dobrą matką, dobrą żoną, nie wmawiaj sobie że jest inaczej.
        Czy robiłaś ostatnio badania? Morfologię, hormony, hormony tarczycy, cukier? Zadbaj o siebie, bo być może Twoje problemy wynikają np. z niedoborów hormonalnych, może masz niedoczynnność tarczycy na co wskazywałaby waga, depresyjne nastroje, ospałośc i kłopoty ze snem - serio! Wystarczy być może wyrównać ich poziom i Twoje życie wróci na dobry tor!

        Dbaj o siebie, bo szkoda przegapić życie, jest takie krótkie, szkoda go na marnowanie czasu, na depresję, lęki i wymyślanie problemów. Weź życie we własne ręce, niech nie idzie obok Ciebie, tylko miej na nie wpływ. Kup notes i zanotuj jutro: to jest nowy dzień z reszty mojego życia:) i zacznij cokolwiek - dietę, aerobik, spacery - polecam nordic walking z sluchawkami z ulubioną muzyką, umów się do fryzjera i każ sobie zrobić zajebisty masaż głowy - a co? Bo Ci się nie należy bo jesteś gruba?
        Zapomnij! Nie musisz być chuda żebyś była szczęśliwa:) Lecz najważniejsze żebyś była zdrowa:) Życzę Ci powodzenia i daj znać:)
    • doctor.no.1 Re: Chyba sama chcę siebie dobić 10.01.11, 22:43
      40-stka to wspaniały wiek, dzieci odchowane a Ty jesteś w pełni sił, aby zacząć się realizować...

      Natmiast - na pewno zbadanie hormonów tarczycy - słuszna rada
      nie zaszkodzi psycholog, albo jakaś dobra psiapsióła, z którą zapiszesz się... a co tam - na taniec brzucha :) i jogę - zabawa i relaks :)

      Jak nie pomoże - to koniecznie psycholog
    • eastern-strix Re: Chyba sama chcę siebie dobić 11.01.11, 02:38
      Myślę, że na problem niskiej samooceny nałożył się tu inny problem - mianowicie pewnego rodzaju rozliczenie z życiem. To się pojawia w okolicach każdej 'dziesiątki', od dwudziestki w górę. U niektórych nasila się niepokój, poczucie niespełnienia, co jest zazwyczaj związane z negatywnym bilansem dotychczasowych osiągnięć, czy to w sferze prywatnej czy też zawodowej.

      Różni ludzie maja różne priorytety. Dla jednych fakt, że poświęciły życie dzieciom będzie powodem do dumy, dla innych powodem do frustracji, ponieważ odbyło się to kosztem pracy zawodowej.

      Może pomoże spisanie sobie na karteczce własnych osiągnięć. Nie porażek po jednej stronie bo te chyba pamięta Pani aż nazbyt dobrze) ale tylko i wyłącznie osiągnięć. Proszę sobie też czasami ćwiczyć dokańczanie zdania 'Lubię siebie, ponieważ...'. To może się wydawać proste i naiwne ale pomaga.

      Utrata pracy może przyczynić się do rozwoju depresji, a już na pewno do znacznego obniżenia poczucia własnej wartości. To jest powszechne, co nie znaczy, że nic z tym nie można zrobić. Na początek proszę siebie nie obwiniać za utratę pracy, w dzisiejszych czasach to dotyka także najlepszych w swojej dziedzinie.

      Problem wagi dotyczy wielu ludzi, ale nie u wszystkich wiąże się z poczuciem zaniżonej wartości. Może warto pomyśleć o kilku spotkaniach z doświadczonym psychoterapeutą - być może ma Pani depresję. Depresja manifestuje się na wiele sposobów, zawodowiec na pewno to wychwyci. Bo być może Pani złe samopoczucie wcale nie wynika tylko i wyłącznie z wagi. Skupienie na wadze może maskować inne problemy.

      Nie wiem, jak wygląda Pani reakcja z mężem, ale myślę, że skoro jednak próbuje go Pani włączyć w swoje przemyślenia, to jednak jakaś więź istnieje.

      40 lat to nie jest dużo. Może warto podbudować swoje poczucie wartości idąc na kurs albo zdobywając jakąś nową umiejętność? Widać z Pani postu, ze osiągnięcia w dziedzinie innej niż prowadzenie domu są dl Pani istotne. Ale prowadzenie domu też jest pracą i to bardzo ważną, więc proszę nie umniejszać swoich zasług na tym polu.

      Pani Agnieszka na pewno udzieli bardziej fachowej odpowiedzi. To są tylko i wyłącznie moje przemyślenia.

    • melania_70 Re: Chyba sama chcę siebie dobić 11.01.11, 11:15
      Bardzo dziekuję za dotychczasowe wypowiedzi. Teraz myślę, że ten stan ma bardzo dużo do czynienia z rozliczeniem. Dzieci wyraźnie tworzą swoje światy, mąż ma ugruntowana dobrą pracę i mówi, że jest szczęśliwy w rodzinie. Ja natomiast pracy nie mam, a rodzina i dom stała się dla mnie obowiązkiem. Przez te rożne opcje jakie otworzyła zdrada męża, czuje, ze jestem od niego zależna, a on sobie świetnie poradzi, gdybyśmy się rozeszli. On jest człowiekiem który robi rzeczy po swojemu, więc zmieniło się bardzo niewiele, choć pewne konkretne rzeczy mu jednak powiediałam. Ponieważ on ma talent do doecniania życia, moje wymagania są dla niego dziwne, bo po co zmieniać coś co wg niego jest fajne. Nie czuję satysfakcji z tego, że mamy takie fajne dzieci, choć odpuściłam porządne życie zawodowe w tym własnie celu, żeby nie zajmować sie nimi 2h dziennie zmeczona po pracyi w wekendy tylko spędzać dużo czasu, wychowywać po swojemu. Widzę same swoje potknięcia i błędy. I od razu myślę, że to jego wkład w wychowanie procentuje a nie mój. Miłość męża odrzucam albo po prostu nie odbudowałam zaufania i boję się znów na niej polegać. Mam zajęcia ruchowe 2x w tygodniu więc mam czas dla siebie. Ale teraz patrzenie na siebie w tych wielkich lustrach powoduje, że wychodzę załamana. Choć mąż mówi, że tak samo marudziłam, jak byłam chuda. Nawet mam nową fryzurę, ale myślę, że to był bład. Staram się, ale i tak wpadam w ten dół i czuję się gorsza. Robię bardzo dużo, żeby zabrać sobie przyjemność, właściwie to myślę, że mam to tego wielki talent. Boję się jednocześnie wszystko stracić, dzieci, męża i to mnie popycha to takich zachowań, że niby jak będę się odcinać, to łatwiej mi będzi znieść stratę. Czuję się w jakimś błędnym kole i naprawdę nie umiem się wyrwać. Widzę to, że te problemy są wymyślone, że nawet bez ich rozwiązywania mogłabym żyć szczęśliwie. To trwa chwilę, bo ciągle wracam to tego samego momentu, w którym widzę tylko negatywnączęść, że tracę znaczenie w domu i nie mam nic, czym mogłabym się zająć. Czuję się gorsza.
      U lekarza byłam, ale usłyszałam, że moje problemy są problemami każdego człowieka i je po prostu rozdmuchuję, więc nie ma o czym ten psychiatra rozmawiać. Potem poszłam do innego, ale prywatnie i to jednak za dużo. Wstydzę się iść znów.
      Wstydzę się też przed samą sobą mówić o rzeczach dobrych, a szczególnie dobrych we mnie, bo myślę, że one nie są tak naprawdę fajne. Boję się porównania z rzeczywistością, że będę dumna z czegoś, co się okaże miernotą. Spróbuję coś jednak zrobić.
      Pozdrawiam serdecznie.
      • joanna35 Re: Chyba sama chcę siebie dobić 11.01.11, 12:57
        E tam. Jeszcze nie słyszałam, żeby komuś pomógł w tego typu problemach psychiatra. jedynie co im dobrze wychodzi to wypisywanie recept, bo juz z trafnym dobraniem leku niekoniecznie. Kochana poszukaj dobrego psychologa. Dobrze poprowadzona terapia naprawdę działa. Wiem, bo sama korzystam, a pod wieloma względami byłam podobna do Ciebie i powoli wychodzę z dołka, lepiej o sobie myślę i coraz lepiej wychodzi mi mówienie o sobie dobrze. Spokojnie moge polecić Ci moją psycholożkę, mieszkam w Opolu.
      • eastern-strix Re: Chyba sama chcę siebie dobić 11.01.11, 13:31
        Psychiatra raczej przepisuje leki na psychozy i ciężką kliniczną depresję. Myślę, że niestety ten psychiatra Panią zawiódł.

        Proponuję wybrać się do psychoterapeuty. Psychoterapii nie można zastąpić pigułkami.

        Myślę, że jest pani po prostu rozczarowana i stąd to obniżenie nastroju. Zdrada, utrata pracy - to wszystko są ważne wydarzenia wpływające na Pani stan. Nawet jeśli skłonność do depresji pojawiła się wcześniej, takie doświadczenia bez wątpienia mogą ją pogłębić.

        Proszę spróbować psychoterapii. Psychiatra nie powinien był bagatelizować ani zaprzeczać Pani uczuciom.

      • radola1 Re: Chyba sama chcę siebie dobić 11.01.11, 14:45
        Rozumiem cię doskonale i wiem jak trudno jest ci się wyrwać z błędnego kola. Miałam coś podobnego. Tez czułam się niepotrzebna i bylejaka i sama wszystko robiłam żeby tak wlasnie było. Jakbym chciała dać innym powód do odsuwania sie ode mnie. Jednocześnie byłam zła że oni sie na to łapią, a moze wcale się nie łapali tylko ja tak sobie wmawiałam, nie wiem. Gdy moi bliscy głównie mąż nie zachowali sie w jakiś oczekiwany przeze mnie sposób ja od razu wmawiałam sobie że na to zasłuzyłam bo jestem beznadziejna i robiłam coś głupiego żeby to potwierdzić przed samą sobą.
        Pierwszym krokiem do opanowania tego było własnie uswiadomienie sobie mechanizmu. Rozpamiętywałam jakieś zdarzenie i w końcu zaczęłam zauważać, że właściwie nie było to dokładnie tak. Do tej pory mam jeszcze takie myśli. Wiem juz kiedy sie pojawią i próbuję z góry zaplanowac co wtedy zrobię. NIe wiem jak się skończy, bo jeszcze ciagle we mnie jest.

        Myślę, że głównym powodem twojego zachowania jest niepogodzenie się ze zdradą. Szukasz podświadomie jej wytłumaczenia i znalazłaś je w tym że na nią zasłużyłaś bo jeseś bee. Część twojej dumy buntuje się przeciw temu i wtedy masz żal do męża, a później następuje żal do siebie. Mamy instynktowną chęć chronienia i pobłażania bliskim. To naukowo udowodnione i nie odkrywam tym Ameryki. Może z tym problemem zwróć się do psychoterapeuty? Pozdrawiam.
        • eastern-strix Re: Chyba sama chcę siebie dobić 11.01.11, 17:21
          >>>Mamy instynktowną chęć chronienia i pobłażania bliskim. To naukowo udowodnione i nie odkrywam tym Ameryki.<<<

          Możesz podać źródło? Bo ja się z takimi badaniami nie spotkałam, a jeśli są prawdą, to by oznaczało, że nie jestem kobietą.
          • radola1 Re: Chyba sama chcę siebie dobić 11.01.11, 23:43
            Literatura jest bardzo obszerna. Nie będę podawać tu bibliografii bo wpis na forum to nie praca magisterska ani inna publikacja naukowa.
            Inaczej traktujemy bliskich i inaczej obcych . Bliskim czyli "swoim" więcej wybaczamy. Przy zdradzie /jeżeli decydujemy się pozostać z partnerem/ często tez zganiamy winę na tę drugą stronę, bo mąż jest "swój" jest nam bliższy, a poza tym szukamy wytłumaczenia dla swojej decyzji. Nie wiem dlaczego poczułaś zagrozenie swojej kobiecości? Autorka wątku prawdopodobnie postanowiła pozostac z meżem ale ciągle mysli o tej zdradzie, nie ufa mężowi i przez to cierpi.
            Jeżeli nie jest tak jak mówię, to dla czego we wszystkich możliwych przypadkach "rozdziela się" rodziny /małzeństwa/, gdyby miały pracować na podległych sobie stanowiskach? Nie dopuszcza się do udziału kogos z rodziny w przypadku akcji ratowniczej ? Bo osoba taka mogłaby się kierować osobistymi względami.
            Napisałam "my jako ludzie, a nie "my" jako kobiety. Nie wiem jak to mogę lepiej wyjaśnić.
            • eastern-strix Re: Chyba sama chcę siebie dobić 12.01.11, 00:31
              Ja nie proszę o wywody tylko o jedno źródło. Skoro jest tego tak wiele, to nie rozumiem dlaczego podanie jednego tytułu jest problemem.

              Ja się nie zgadzam z tą teza, ponieważ są dla mnie granice nieprzekraczalne. I na odwrót - zamiast oceniać życie innych ludzi, oceniam swojego męża. Bo to on mi ślubował a nie nieznajome osoby.
              • radola1 Re: Chyba sama chcę siebie dobić 12.01.11, 11:13
                Możesz sie nie zgadzać, twoja sprawa. Oczywiście że są granice wybaczania. Kazdy ma je szersze lub węższe. Nie przekreśla to jednak tego że jednym wybaczamy mniej a drugim wiecej, bo te granice ustalamy sobie sami dla każdego indywidualnie.
                • eastern-strix Re: Chyba sama chcę siebie dobić 12.01.11, 16:17
                  Czyli jednak nie ma źródła? Szkoda, bo wygląda na to, że jednak moja wiedza mnie nie myli.

                  To, ze kobiety są tak socjalizowane, żeby traktować każdą parę spodni jak ósmy cud świata nie oznacza jeszcze, że takie są.
            • doctor.no.1 Re: Chyba sama chcę siebie dobić 12.01.11, 17:13
              Przyłączę się: naukowo udowodniony instynkt chronienia i pobłażania? Że tak mają wszyscy ludzie? Do dzisiaj są dyskusje, czy u kobiet występuje "instynkt macierzyński", a cóż dopiero taki uogólniny na cały gatunek "instynkt chronienia i pobłażania".

Pełna wersja