Dodaj do ulubionych

b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilność)

09.04.11, 22:38
Będę wdzięczna za przeczytanie mojego posta i odpowiedź Pani Psycholog.

Mam problem w relacjach rodzinnych. Konflikty z moimi rodzicami powodują u mnie duży poziom -chyba- nieadekwatnej złości, często czuję narastającą falę wściekłości. Najchętniej trzasnęłabym w niektórych momentach drzwiami. (Niestety z przykrością stwierdzam że zdarzyło mi się to nawet kiedyś, nawet dziś) Nie mówiąc o tonie głosu - który odbiega w dyskusjach od spokojnego i zrównoważonego.

Sytuacja w której jestem:
Mam ponad 30 lat, wychowuję samotnie małą córeczkę, mieszkam z rodzicami (od 2 lat), okresowo nie pracuję.

Przykładowe sytuacje, które wyprowadzają mnie z równowagi dotyczą bardzo często mojego Ojca. Jest to starsza, wiekowa Osoba. Dosyć często pomaga mi w opiece nad Małą. Umie się Nią czasami zająć kiedy np. wykonuje obowiązki domowe. Jestem za to bardzo wdzięczna. Niestety czasami Jego zachowania odbiegają w moim przekonaniu od tzw. "normalnych zachowań" Ojciec potrafi być złośliwy, uparty, szybko podnosi głos, gdy się denerwuje. A kiedy nie ma argumentów potrafi np. wykrzykiwać w kółko to samo zdanie. Do zachowań których nie rozumiem należy np. szybka jazda samochodem (Może to się wydawać śmieszne, ale mi nie jest do śmiechu kiedy jadę z Nim i małym dzieckiem w samochodzie,a na liczniku dochodzi do 100 km/h) Wspomnę tutaj, że niejednokrotnie próbowałam tłumaczyć Tacie, że szybka jazda jest niebezpieczna. Próbowałam ten temat poruszać na poważnie, w prośbach, a także w żartach. Bezskutecznie. Inny przykład - Ojciec np. bez mojej wiedzy przemeblował mi pokój, kiedy nie było mnie w domu. Wcześniej też argumentowałam dlaczego nie podoba mi się to ustawienie i dlaczego nie jest korzystne dla dziecka. Postąpił po swojemu. Nie wiem czy mam dalej pisać...Na codzień występują rożne dziwne, nerwowe sytuacje. Huśtawka emocji.

W każdym bądź razie, chwilowo jestem bezsilna. Każdy już najmniejszy konflikt wyprowadza mnie z równowagi, przestałam nad sobą panować. Np. dziś prosiłam żeby ściszył telewizor bo zasypiało dziecko, a Ojciec wrzeszczał że On tak musi słuchać. Nie potrafiłam opanować emocji i kiedy moje argumenty okazały się nieskuteczne wyszłam trzaskając drzwiami. Czuję porażkę, bo nie powinnam tak nerwowo reagować.

Czuję się podle jako córka. Czasami nienawidzę zachowań Ojca. Najgorsze jest to, że już nie umiem czasami spokojnie argumentować. Podnoszę wówczas głos, a przecież w domu jest malutkie dziecko, nie trzeba nikogo przekonywać, jak dobrze wszelkie emocje odbierają dzieci.

Nie wiem, co mogłabym w sobie zmienić, czasami udaje mi się zagryźć zęby, staram się asertywnie mówić, a gdy nie przynosi to rezultatu wychodzę z pokoju. Niestety teraz czuję się jak bomba zegarowa. Mam ochotę płakać ze złości.

(Tata trzeba dodać jest osobą zmienną - potrafi być spokojny, okazać poczucie humoru. Czasami naprawdę miło spędzamy czas. A potem dla odmiany.... doprowadza mnie wprost do szału)

Jeśli chodzi o Mamę, też jest bardzo różnie. Wiem że Mama też cierpi przez dziwaczne zachowania Ojca, jego złośliwość, upór. Ojciec np. nie angażuje się niemal w żadne porządki w domu, nie uczestniczył tez aktywnie w moim wychowaniu. Wszystkie obowiązki były zawsze na głowie Mamy. Zdaje sobie sprawę że Mamę też wiele kosztuje życie z Tatą - pewnie marzyła o innym życiu. To mi przypomina współuzależnienie w alkoholizmie. Mama bywa czasami zżędliwa, nieprzyjemna, ucieka w swój świat seriali, pasjanse na komputerze, popadła w jakąś bierność. Nie radzi sobie też z wieloma rzeczami dot. prowadzenia domu, co powoduje że w domu panuje często chaos, który ja próbuję jakoś ogarnąć. Nie mam chyba już czasami sił. Stałam się żołnierzem we własnym domu, bo pilnuje porządku, a rodziców traktuję czasami jak dzieci.

Przykre jest dla mnie też zachowanie Mamy w stosunku do mojej córki. Nieustannie toczymy boje, żeby nie przekarmiała Jej, żeby nie puszczała bajek, żeby nie karmiła przy telewizji. Na codzień ja zajmuje się Małą - ale ostatnio sporo chorowałam więc Mama czasami przejmowała za mnie obowiązki. Przypomina mi się czasami moje dzieciństwo- kiedy to Mama nie miała dla mnie czasu, nie rozmawiała ze mną. Tak jakby dbała tylko żebym była nakarmiona. Mam wrażenie że wychodzą ze mnie jakieś "dziwne rzeczy" z przeszłości. Przypominają mi się awantury Ojca i moja wściekłość, bezsilność i łzy.

Nie wiem co mam zrobić by ogarnąć tę całą sytuację, wiem że rodzicom powinnam okazać cierpliwość, ciepło, miłość. Zapewnili mi przecież mieszkanie kiedy najbardziej tego potrzebowałam, dają mi możliwość wychodzenia z domu (zostawianie czasem Małej) pomagają w wielu sprawach. Dlaczego nie umiem o tym pamiętać kiedy dochodzi do konfliktów. Czuję się niewdzięczną córką. Mam wyrzuty sumienia.

Jestem Matką, dorosła kobietą a nie umiem zapanować nad swoimi negatywnymi emocjami.
I to mi najbardziej przeszkadza.

Mam nadzieję, że pomimo chaosu uczuć udało mi się nakreślić w jakimś stopniu moją sytuację. Będę bardzo wdzięczna za poradę.

Z góry dziękuję
Pozdrawiam


Obserwuj wątek
    • marianka_marianka Re: b e z s i l n o ś ć 10.04.11, 12:45
      Przede wszystkim każdy ma prawo do złości, wściekłości w sytuacjach konfliktowych. Ty sobie tego prawa nie dajesz uważając, że jeżeli trzaśniesz drzwiami czy krzykniesz jesteś niewdzięczną córką. Po drugie jesteś dorosła, a mieszkasz z rodzicami którzy dalej traktują Cię jak dziecko. Wiele razy pisano na ten temat dopóki się nie wyprowadzisz nic się nie zmieni.
      Piszesz, że jesteś sama i nie pracujesz, więc wyprowadzka nie wchodzi w grę. Postaraj się skupiać na tych pozytywnych momentach wspólnego życia, nie dyryguj rodzicami, nie wychowuj ich. Oni mają prawo żyć po swojemu. Ja też byłabym zrzędliwa, gdyby dorosła niepracująca córka, którą utrzymuję mówila mi że nie mam układać pasjansów lub kazała mi wiecznie sprzątać.
      • zuzi.1 Re: b e z s i l n o ś ć 10.04.11, 13:12
        Moim zdaniem, tylko wyprowadzka od rodziców przyniesie Ci spokój, ale w tym celu musisz znaleźc pracę a potem oddzielne mieszkanie... Starsi ludzie bywają koszmarni we współżyciu, ich złośliwośc nasila się wraz z wiekiem niestety i tego nie zmienisz, a tylko wykończysz się nerwowo. Jak najdalej od rodziców, zacznij życ samodzielnie. Poszukaj sobie np. faceta i odbuduj swoje życie na nowo, a jeśli wolisz życie bez faceta tylko z córką, idź konsekwentnie w tym kierunku. Powodzenia !!!! Na początku trzeba zacisnąc zęby i konsekwentnie robic swoje i będzie coraz lepiej.
        • ivoncja Re: b e z s i l n o ś ć 11.04.11, 09:42
          Jak ja widzę rady pt. "poszukaj sobie faceta" to mnie strzela. Jasne, idź do sklepu z facetami i wybierz sobie jakiegoś.
          Zuzi.1- nie wiem, ile masz lat, ale powiem ci tylko, że z facetami jest jak z przyjaciółmi- jeśli się ich znajduje, to na pewno bez szukania na siłę.
          • zuzi.1 Re: b e z s i l n o ś ć 11.04.11, 11:18
            Ja nie napisałam, że ma szukac na siłę :) Po prostu jeżeli chce znaleźc partnera, musi zacząc byc aktywna w tym kierunku, a nie czekac, że pojawi się sam. Jak się pojawi sam to świetnie, ale w tej materii moim zdaniem również należy brac sprawy w swoje ręce. Lat mam wystarczająco dużo, więc piszę na podstawie swoich doświadczeń. Znalezienie partnera, usamodzielnienie się pozwoli autorce wątku na zdystansowanie się do relacji z rodzicami.
    • burza4 Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 10.04.11, 14:03
      Twoje negatywne emocje są wynikiem sytuacji, niepotrzebnie czujesz się winna. Normalne jest, że twoje wkroczenie z dzieckiem w ich utarte życie powoduje konflikty - to ludzie, którzy mają utarte zwyczaje, ty zresztą również - i są one nieuniknione.
      Rodzice starają się - na swój sposób, ale nie zamierzają żyć pod dyktando tego, co ty uważasz za słuszne. Nie robią nic strasznego, opiekują się twoją córką tak jak potrafią najlepiej. Twoje podejście nie jest jedynie słuszne, a dziecku nic się nie stanie jak obejrzy parę bajek.

      Twoja irytacja jest dla mnie wynikiem utraty niezależności i ponownego sprowadzenia do roli dziecka. Do tego masz stresy wynikające z braku pracy, braku partnera.
      Trudno żebyś nie była sfrustrowana i nie miała negatywnych emocji. Masz do nich prawo, podobnie jak rodzice do swoich. Każdemu puszczają nerwy, jak życie mu się wali.

      Dlaczego tyle razy podkreślasz swoje poczucie winy, że dajesz upust swojej frustracji? wychowano cię na grzeczną dziewczynkę, która nie powinna okazywać złych emocji? Każdy je ma, nie jesteś wyjątkiem.
      • pod.pseudonimem Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 10.04.11, 17:24
        Przede wszystkim chciałabym podziękować za przeczytanie mojego listu!
        Dziękuję za Wasze opinie i wskazówki.

        Pierwsza rzecz - wściekłość, złość. Być może macie rację. Może nie wiem tak naprawdę, co to znaczy dawać sobie prawo do złości. Wiem jedno - wolałabym być osobą asertywną, niż dającą się ponieść złym emocjom. Tylko nie wiem czasami jak to osiągnąć. Bo czy mój podniesiony głos, trzaśnięcie drzwiami to oznaka dojrzałości? Chyba nie. Stąd moje poczucie winy. Bo próbuję nad sobą pracować, a jednak czasami odnoszę porażki. A poczucie winy tym większe, że to są moi rodzice, którym należy się szacunek. Zwłaszcza w kontekście mojej osobistej sytuacji.

        Oczywiście nie każę mojej Mamie zamykać komputera ;-) czy sprzątać ;-)
        Jest mi tylko przykro, że nie umiemy ze sobą rozmawiać. A taki schemat relacji Mama przenosi też na wnuczkę - aby mieć spokój włącza bajki, tv, podkarmia (byle tylko wnusia była spokojna, nie płakała, byle tylko był spokój) Może nie umiem się z tym pogodzić. Jestem chyba faktycznie zmęczona, sfrustrowana, podirytowana. Doszłam do miejsca, w którym czuję się jak w pułapce. Nie umiem zmienić postępowania rodziców. Wszystko w "superniani" wygląda logicznie, a w życiu (to przykre) nie zawsze można wszystko zastosować.

        Na co dzień staram się skupiać na pozytywnych rzeczach, cieszę się obecnością w mym życiu mego skarba - córki i cieszę się że mogę poświęcić Jej swój czas. I tak jak doradzała Marianka, skupiam się na tym co dobrego, pozytywnego daje mi obecna sytuacja. Zgadza się, że w życiu moich rodziców nastąpiła dosyć duża rewolucja - stąd tyle konfliktów. I niestety macie chyba rację, że Ojciec nadal widzi we mnie dziecko, Mama czasami chyba też. Zapominają że mam już 30 parę lat i jestem matką.

        Brak niezależności, pracy, partnera to na pewno nie służy aby być zrelaksowaną i wyluzowaną osobą, stąd sytuacje konfliktowe czasami wywołują podwójną złość. Mówiąc inaczej, nie mam już takiego zapasu optymizmu by każdy konflikt złagodzić w porę, aby nie doprowadzić do kolejnej awantury z Ojcem. Czasami się to udaje, a czasami nie. A jak się nie udaje - to pojawia się owa bezsilność.

        I niby wszystko rozumiem , zgadzam się z tym co napisałyście, a nadal nie widzę jednego, jasnego, klarownego rozwiązania.
        • douglas.beauty Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 10.04.11, 19:50
          > I niby wszystko rozumiem , zgadzam się z tym co napisałyście, a nadal nie widzę
          > jednego, jasnego, klarownego rozwiązania.

          a ja widze..- znalezc sobie prace i wyprowadzic od rodzicow.
          • kol.3 Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 10.04.11, 20:46
            No, bardzo proste. Wiadomo, że samotnym matkom szczodrze rozdają wysoko platne posady pozwalające na wychowanie dziecka i wynajem mieszkania.
            • mamajaneczki Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 10.04.11, 20:59
              Nie, wiadomo że nie dają. Ale znalezienie jakiejkolwiek pracy byłoby dobrym początkiem. Bo Autorka mogłaby na przykład dokładać się do wydatków domowych i nie byłaby wyłącznie na utrzymaniu rodzicow. To jest jedyny właściwy kierunek: szukanie pracy. Powodzenia:-)
            • doctor.no.1 Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 10.04.11, 23:32
              kol.3 napisała:

              > No, bardzo proste. Wiadomo, że samotnym matkom szczodrze rozdają wysoko platne
              > posady pozwalające na wychowanie dziecka i wynajem mieszkania.

              A co do tego ma samotna matka? Czy na rozmowie rekrutacyjnej ma mówić "dzień dobry, jestem samotną matką"??? Pracodawcę to nie obchodzi - wazne są kwalifikacje i podejście do obowiązków służbowych, o sytuację rodzinną pracodawca nie ma prawa pytać - a zatem nie ma sensu o tym wspominać....
        • burza4 Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 10.04.11, 21:07
          pod.pseudonimem napisała:

          >> Wiem jedno - wolałabym być osobą asertywną, niż dającą się ponieść złym emocjom. Tylko nie wiem czasami jak t o osiągnąć. Bo czy mój podniesiony głos, trzaśnięcie drzwiami to oznaka dojrzałości? Chyba nie.

          Po pierwsze - ludzie asertywni też się wkurzają, to nie jest prztyczek-wyłączniczek, który sprawia że zawsze i wszędzie reagują z dystansem. Po drugie - twój podniesiony głos to nie jest oznaka niedojrzałości, tylko danie upustu takim emocjom, jakie w danej chwili przeżywasz. Dorośli ludzie też się czasem wydzierają i trzaskają drzwiami, ważne żeby nie dominowało to w rozmowie. Co innego, gdybyś tupała nogami:)

          > Mówiąc inaczej, nie mam już takiego zapasu optymizmu by każdy konflikt złagodzi
          > ć w porę, aby nie doprowadzić do kolejnej awantury z Ojcem. Czasami się to udaj
          > e, a czasami nie. A jak się nie udaje - to pojawia się owa bezsilność.

          Wiesz, ale to jest życie, a ty jesteś człowiekiem, a nie robotem. Bezsilność wynika z niemożności zmiany sytuacji na taką, jaką byś chciała. Tylko że te awantury do niczego nie prowadzą, bo rodziców nie zmienisz, swojej sytuacji również. I zamiast walczyć z wiatrakami, można się zastanowić czy warto kruszyć kopie - czasem przecież o bzdety. Mama podkarmia, włącza bajkę - daj spokój, tysiące matek robi to samo... Nie tyle "nie umiesz zmienić" postępowania rodziców - co jest to w ogóle niewykonalne. Zmienić możemy wyłącznie SIEBIE, nie innych.

          >> I niby wszystko rozumiem , zgadzam się z tym co napisałyście, a nadal nie widzę
          > jednego, jasnego, klarownego rozwiązania.

          Bo takie nie istnieje. Mam parę lat więcej - i też nie znalazłam złotego środka jak uniknąć irytacji. Mi w podobnej sytuacji pomogło planowanie - i obmyślanie tego, co i jak powinnam zrobić, żeby stanąć na nogi. I poczytaj coś o zen, przyda ci się inne spojrzenie.
          • mozambique Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 10:21
            autorka powinna sie wyprowadzic wraz dzieckiem

            jak widac rodzic e mają po dziurki w nosie utrzymywania dorosłej kobiety j i dziecka

            w swoim domu chca sie czuc swobodnie ale nie podpozradkowywyac swoje zycie temu ze mala musi jeśc, spac, siusiu i kupke

            czas dorosnąc
    • tully.makker Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 11:28
      Szukaj pracy. Szukaj zlobka lub opiekunki. Szukaj mieszkania.

      Twoje problemy wynikaja z barku samodzielnosci w wieku, kiedy rodzice maja prawo juz takiej samodzielnosci od dziecka oczekiwac.
      • pod.pseudonimem Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 12:12
        Dziękuję za kolejne wypowiedzi.

        Dodam tylko od siebie, że oczywiście dokładam się do utrzymania, zaczęłam też poszukiwania pracy. Patrzę realnie - wiem ze nie będzie różowo - bo miejsce zamieszkania oraz profil wykształcenia nie sprzyja wysokim zarobkom. A co do poszukiwań partnera...to chyba temat na inny wątek.

        Zuzi1 jak rozumiesz aktywność w tym temacie?
        Rożnica między aktywnością a poszukiwaniem na siłę jest chyba śliska.
        • zuzi.1 Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 17:21
          Przez aktywnośc rozumiem życie towarzyskie, imprezy nie tylko w damskim gronie, imprezy wspólnie z dzieckiem w gronie innych ludzi, generalnie wychodzenie "do ludzi" np. pikniki, imprezy plenerowe, place zabaw- przy uwzględnieniu oczywiście tego, że mam małe dziecko i nie przeciążam zbytno jego opieką rodziców, gdy chcę wyjśc bez malucha.
    • blue_romka Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 12:40
      Nie stać mnie na współczucie dla Ciebie, zdecydowanie bliżej mi do potępienia.
      Masz już swoje lata a siedzisz rodzicom na karku, w dodatku z małym dzieckiem i "okresowo" na ich utrzymaniu. I robisz im awantury, że nie umieją się dostosować do Twoich oczekiwań.
      To starsi ludzie, którzy mają swoje przyzwyczajenia, charaktery, których nie zmienisz.
      Ojciec jeździ za szybko? To nie wsiadaj z nim do auta. Słucha głośno tv? Na pewno nie Tobie na złość, tylko prawdopodobnie nie dosłyszy. Twoja mama miała trudne z nim życie? Tak wybrała, to nie Twoja sprawa. Mama przekarmia dziecko, puszcza bajki? Widocznie na tym w jej mniemaniu polega właściwa opieka nad dzieckiem.
      To, że nie radzisz sobie z emocjami to Twoja wina, nie rodziców. Może idź do lekarza po jakieś leki. I dopóki mieszkasz z nimi i korzystasz z ich pomocy- uszy po sobie.
      • tully.makker Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 12:46
        I dopóki mieszkasz z nimi i korzystasz z ich pomocy- uszy
        > po sobie.

        Pomagajac komus, nie nabywamy prawa wlasnosci dio tej osoby, jej mysli, pogladow i zachowan.
        Rodzice autorki watku przyjeli ja pod swoj dach i nie moga udawac, ze ona nie istnieje, albo ze jej zdanie sie nie liczy. Czasy niewolnictwa sie skonczyly. Zalujesz?
      • sanciasancia Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 14:04
        > To, że nie radzisz sobie z emocjami to Twoja wina, nie rodziców. Może idź do le
        > karza po jakieś leki. I dopóki mieszkasz z nimi i korzystasz z ich pomocy- uszy
        > po sobie.
        A potem się ludzie dziwią, że dzieci, jak już się usamodzielnią, oddają rodziców do domów starców i odwiedzają ich tylko przy okazji przepisania mieszkania.
        • pod.pseudonimem Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 14:53
          Decydując się na pisanie o mojej sytuacji na forum ogólnodostępnym zdawałam sobie sprawę że będą chętni by mnie potępić i zasugerować branie leków. Myślę że nie są to wypowiedzi zbyt pomocne. Nie mam żalu, że ktoś powierzchownie przeczytał moje wpisy, dłużej się nie zastanowił nad moją sytuacją i z góry mnie przekreślił. Byłam świadoma, że mogą się pojawić takie wpisy.

          Dlatego jeszcze raz, tym bardziej dziękuję za szczere, pomocne wypowiedzi pozostałych osób - gości i użytkowników tego forum. Pomocne wypowiedzi to nie takie, które serwują "głaski" tego oczywiście nie oczekiwałam. Nie oczekuję tez bynajmniej współczucia. Przedstawiłam konkretny problem i byłam ciekawa odmiennego spojrzenia - z zewnątrz. Zależy mi by moje relacje z rodzicami były lepsze.

          Tak, jak wcześniej pisałam, doceniam to, co robią dla mnie rodzice. Moim celem jest umiejętne okazywanie uczuć, wdzięczności i szacunku względem rodziców, ale moim celem jest także szacunek względem własnej osoby. (Wspominała o tym Tully.Makker)

          Mam nadzieję, że nauczę się zagryzać zęby przy kolejnych atakach złości Taty, kto nie zmierzył się z taką trudnością w relacjach z rodzicami być może nie wie, jak bardzo bywa to trudne. No i przymykać oko na "bzdety" jak pisała Burza4, w końcu dla każdego z nas co innego jest ważne, każdy ma swój własny sposób na życie.



          • rennie77 Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 15.04.11, 21:00
            jakis czas temu przezylam cos podobnego, musialam wrocic na jakis czas do rodzicow i pamietam to jako bardzo trudny okres. dzisiaj jestem ponownie 'na swoim', ale swietnie pamietam jeszcze co sie dzialo, kiedy mieszkalismy razem, kiedy wtracali sie do wychowywania mojego dziecka.
            rozumiem w jaki bardzo trudnej sytuacji sie znajdujesz, ale jesli nie masz na razie szans na wyprowadzke, staraj sie unikac konfiktow i robic jak najwiecej w kierunku usamodzielnienia. to da ci poczucie, ze posuwasz sie do przodu, pracujesz nad zmiana sytuacji. to takie swiatelko w tunelu, ktore bardzo pomaga.
            trzymam kciuki :).
      • motylek_82 Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 11.04.11, 20:37
        Boze jaką Ty musisz byc w realu zgorzchniała osoba, czasami powinnas ugrysc sie w język i nie wypowiadac sie na tamety na ktore nie masz zielonego pojecia i nie masz nic oprocz zwykłego opieprzania do powiedzenia. Czytam juz nie jeden Twoj post na tym forum i oprocz dzikiej rozkoszy dowalania ludziom nic mądrego nie umiesz napisac.
        To bylo oczywiscie do BLUE_ROMKA
        • blue_romka Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 12.04.11, 08:25
          Chyba Ci się z kimś mylę. Rzadko odpowiadam emocjonalnie, staram się być obiektywna i wyważona w sądach, uwzględniać w miarę możliwości szeroką perspektywę, dostrzegać racje drugiej strony sporu (bo zawsze takie są). Jeśli Ci się to nie podoba, przykro mi.

      • zuzi.1 Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 12.04.11, 11:31
        No tak, oczywiście, niech autorka wątku da sobie rodzicom wejśc na głowę, skoro zdecydowała się na mieszkanie z nimi i w pewnym sensie oddała swoje dziecko pod ich opiekę, w końcu jej rodzice nie muszą brac pod uwagę żadnych sugestii matki dziecka odnośnie tego jak dziecko powinno byc karmione, wychowywane etc.... mogą robic co im się tylko podoba również z dzieckiem, w końcu są u siebie w domu a ich córka z dzieckiem są tylko ich goścmi .... a za chwilę dziecko będzie miało mamę nie tylko poszukującą pracy, ale też i leczącą się u psychiatry, z uwagi na ciężkie przejścia natury psychicznej z rodzicami...
        • aadzia21 Prawda jest taka 12.04.11, 14:06
          że autorka nie zmieni swoich rodziców. Nie uważam, że zachowują się wzorowo, ale bądźmy realistami- nikt i nic już ich nie zmieni. Żadne tłumaczenia ani prośby. A emocjonalne wyżywanie się na nich już na pewno nie pomoże,a w dodatku jest naganne i słusznie, że autorka ma za to wyrzuty sumienia. Pewnie, że najlepiej gdyby się wyprowadziła, ale pewnie sama to wie i gdyby mogła to by zrobiła. Z opisu wynika, że autorka ma wybuchy złości, wściekłości, huśtawki nastrojów, momenty rozpaczy, jest też ogólnie w trudnej sytuacji. Niech idzie do lekarza rodzinnego po proszki na uspokojenie a może nawet antydepresanty. Jak sobie poprawi samopoczucie, to i łatwiej będzie zmierzyć się z rzeczywistością.
          • zuzi.1 Re: Prawda jest taka 12.04.11, 15:10
            A ja proponuję, żeby autorka wątku zanim sama sięgnie po antydepresanty zaczęła od podania meliski i ziołowych leków uspokajających Ojcu (po cichu) np. dodając do spożywanych przez Ojca potraw, może wówczas łatwiej będzie o lepszą atmosferę w domu i mniej nerwów u samej zainteresowanej :) A z Mamą należy zdecydowanie porozmawiac na temat kwestii jedzenia, oglądania tv itp. córki, tak aby odbywało się to zgodnie z wytycznymi autorki wątku lub przynajmniej z jak najmniejszą szkodą dla dziecka. W końcu to autorka wątku jest matką dziecka. Wiem dokładnie co to znaczy mieszkac pod jednym dachem ze starszymi osobami, wiem jak bardzo takie osoby potrafią swoim zachowaniem doprowadzac do szału, nic sobie nie robiąc z jakichkolwiek próśb. Uważam jednak, że nie można pozwalac dac się wykończyc nerwowo, należy twardo ustalac i egzekwowac swoje zasady, szczególnie te dotyczące dziecka. Nic się Pani rodzicom nie stanie, gdy Pani na nich pokrzyczy, czy trzaśnie drzwiami, oni nie są z porcelany, a jako dorośli ludzie powinni miec choc odrobinę wyczucia i zrozumienia dla Pani sytuacji i tego, że przy małym dziecku powinny zostac zachowane pewne zasady w domu jak chociażby niezbyt głośne oglądanie tv przez Ojca. Jeśli Ojciec ma problem z niedosłuchem, nalezy pomóc mu ten problem rozwiązac poprzez aparat słuchowy, jednocześnie tłumacząc, że jeśli będzie podkręcał tv jeszcze bardziej to w końcu straci słuch całkowicie :) I więcej poczucia humoru i traktowania (w duchu) szczególnie Ojca z przymrużeniem oka... wówczas może mniej się Pani będzie denerwowac. Pozdrawiam
            • doctor.no.1 Re: Prawda jest taka 14.04.11, 22:28
              to może jeszcze w tajemnicy papie zakroplić kapkę prozacu i strychninki - problem się szybciej rozwiąże :/

              dżizas - co za rada, aby w tajemnicy cokolwiek komukoliwek dodawać do potrawy
              • zuzi.1 Re: Prawda jest taka 14.04.11, 23:10
                A widzę, że mamy problemy z poczuciem humoru :-) Niedobrze...
          • sanciasancia Re: Prawda jest taka 12.04.11, 15:42
            > y. A emocjonalne wyżywanie się na nich już na pewno nie pomoże,a w dodatku jest
            > naganne
            Chyba raczej rodzice się na niej emocjonalnie wyżywają:
            "Ojciec potrafi być złośliwy, uparty, szybko podnosi głos, gdy się denerwuje. A kiedy nie ma argumentów potrafi np. wykrzykiwać w kółko to samo zdanie."
            "Inny przykład - Ojciec np. bez mojej wiedzy przemeblował mi pokój, kiedy nie było mnie w domu."
            "Np. dziś prosiłam żeby ściszył telewizor bo zasypiało dziecko, a Ojciec wrzeszczał że On tak musi słuchać. Nie potrafiłam opanować emocji i kiedy moje argumenty okazały się nieskuteczne wyszłam trzaskając drzwiami."
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 14.04.11, 15:10
      Sytuacja jest w tym momencie taka, że mieszka Pani z rodzicami i to ich dom stanowi dla Pani centrum życiowe, a wszyscy jesteście dla siebie domownikami. A między domownikami czasem wybuchają konflikty, kłócą się oni i godzą, mają inne style życia i poglądy.
      Więc to nic dziwnego, że kłócicie się aż do trzaśnięcia drzwiami. Rodzice maja prawo czuć się swobodnie w swoim domu, podobnie jak Pani. Trzeba nad sobą panować, unikać gwałtownych i gniewnych zachowań, ale wymaganie braku konfliktów jest nierealistyczne.
      Z kolei Pani pobudliwość i impulsywność może wynikać z sytuacji braku samodzielności i naturalnej różnicy pokoleniowej. Nie ma co sie dziwić, że rodzice mają inne podejście do opieki na dziećmi, bo swoje wychowywali 30 lat temu i czytali na ten temat inne książki, jeśli w ogóle. Niektóre zachowania są dla nich automatyczne a nie koniecznie obliczone przeciwko Pani.
      Myślę, że jest pani także w ostrym konflikcie pomiędzy własną niesamodzielnością i poczuciem wdzięczności a potrzebą autonomii. Póki to się nie zmieni, trudno będzie Pani powstrzmać się od wybuchów złości. Część odpowiedzialności za swój wewnętrzny stan widzi Pani w rodzicach.
      Coś się musi zmienić w Pani lub w sytuacji zewnętrznej. bez tego obecna sytuacja nie ulegnie zmianie. I dlatego trzeba ją traktować jako normę. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • bulubuluaaa Re: b e z s i l n o ś ć (czasami czuję bezsilnoś 15.04.11, 14:01
        Przede wszystkim po urodzeniu dziecko, nastepuje refleksja w stosunku do wlasnego dziecinstwa. TOj ak bylo, co bylo, jak bylismy traktyowani, i co nas bolalo. To qw tej chwili wchodzi
        Gdfzie jest ocjcec dziecka?
      • pod.pseudonimem Re: Pani Agnieszko dziękuję... 17.04.11, 14:19
        PANI AGNIESZKO BARDZO DZIĘKUJĘ ZA KOMENTARZ.
        Mam jeszcze kilka pytań, byłabym wdzięczna za Pani opinie.

        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Sytuacja jest w tym momencie taka, że mieszka Pani z rodzicami i to ich dom st
        > anowi dla Pani centrum życiowe, a wszyscy jesteście dla siebie domownikami. A
        > między domownikami czasem wybuchają konflikty, kłócą się oni i godzą, mają inne
        > style życia i poglądy.
        > Więc to nic dziwnego, że kłócicie się aż do trzaśnięcia drzwiami. Rodzice maja
        > prawo czuć się swobodnie w swoim domu, podobnie jak Pani. Trzeba nad sobą panow
        > ać, unikać gwałtownych i gniewnych zachowań, ale wymaganie braku konfliktów jes
        > t nierealistyczne.



        To prawda, że nie mając pracy koncentruję się bardziej na sytuacji rodzinnej. Jestem świadoma, że konflikty występują w każdym domu. I to prawda, że zaraz przypomina mi się dzieciństwo...(tj. pisała Bulubuluaaa ) jak Tata kłócił się z Mamą, a we mnie pulsowała wtedy bezradność i złość. Rodzice nie dawali dobrego przykładu w rozwiązywaniu sytuacji konfliktowych. Teraz oczywiście jako osoba dorosła sama staram się uczyć asertywnych zachowań. Rodzice nadal kłócą się jak dzieci, jest to dosyć irytujące, bo powoduje nerwowe sytuacje z BARDZO! błahych powodów. Nie wymagam braku konfliktów, tylko marzyłabym (dla siebie i dla mojej córki) żyć w domu z lepszą atmosferą. Czy to możliwe że problem leży w dzieciństwie, że powinnam uporać się z tym ze rodzice nie byli idealni, zamknąć jakoś tamten okres, zapomnieć itp., itd. ? Oczywiście nie chcę na nikogo zrzucać winy/odpowiedzialności. Poszukuję tylko mechanizmów... Nie wiem dlaczego tak nerwowo reaguje na fakt kłótni, podniesiony głos, itp.

        > Z kolei Pani pobudliwość i impulsywność może wynikać z sytuacji braku samodziel
        > ności i naturalnej różnicy pokoleniowej. Nie ma co sie dziwić, że rodzice mają
        > inne podejście do opieki na dziećmi, bo swoje wychowywali 30 lat temu i czytali
        > na ten temat inne książki, jeśli w ogóle. Niektóre zachowania są dla nich auto
        > matyczne a nie koniecznie obliczone przeciwko Pani.


        Oczywiście rozumiem, że nie czynią tego świadomie i celowo przeciwko nam.
        Zastanawiam się zatem co począć z ową nadpobudliwością? Staram się nad sobą pracować, tak żeby np. Ojca złośliwości nie wywoływały we mnie niepotrzebnych nerwów. Czasami po prostu kończę dyskusję, licząc na to, że później Tata będzie w lepszej formie... staram się. Co powinnam jeszcze zrobić? Staram się ich zrozumieć - ich sytuację, położenie. Nie wiem też jak traktować zatem swoją pobudliwość. Mam traktować swoją impulsywność jako skrzywienie? wadę? Czy też zwyczajnie - jak kolor oczu, czy włosów, po prostu kolejną cechę charakteru? Czy jest szansa by się jej całkowicie pozbyć albo w dużym stopniu ją ujarzmić? Mogę w tym kierunku działać sama? Czytając poradniki, rozmawiając z przyjaciółmi, itp.?

        > Myślę, że jest pani także w ostrym konflikcie pomiędzy własną niesamodzielności
        > ą i poczuciem wdzięczności a potrzebą autonomii. Póki to się nie zmieni, trudn
        > o będzie Pani powstrzmać się od wybuchów złości. Część odpowiedzialności za swó
        > j wewnętrzny stan widzi Pani w rodzicach.


        Chciałabym jeszcze wspomnieć o złości. Wydaje mi się że moja reakcja jest poniekąd naturalna. Jest powiedzenie "agresja rodzi agresję". Czy to nie działa w ten sposób że nawet najbardziej spokojną osobę można w końcu wyprowadzić z równowagi? Jeżeli na spokojnie próbuję podejść do różnych tematów, do poruszanych dyskusji, a z drugiej strony widzę albo złośliwości, albo opór, albo agresję to chyba i ja mogę dać sobie prawo by stracić w końcu cierpliwość? (Oczywiście nadal uważam że trzaśniecie drzwiami nie jest fair, traktuję to raczej, jako wypadek przy pracy, bo moim celem jest zachowanie zimnej krwi w nerwowych sytuacjach)

        > Coś się musi zmienić w Pani lub w sytuacji zewnętrznej. bez tego obecna sytuacj
        > a nie ulegnie zmianie. I dlatego trzeba ją traktować jako normę. Agnieszka Iwas
        > zkiewicz


        Będę wdzięczna za opinie.
        Z góry dziękuję
        Pozdrawiam

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka