pod.pseudonimem
09.04.11, 22:38
Będę wdzięczna za przeczytanie mojego posta i odpowiedź Pani Psycholog.
Mam problem w relacjach rodzinnych. Konflikty z moimi rodzicami powodują u mnie duży poziom -chyba- nieadekwatnej złości, często czuję narastającą falę wściekłości. Najchętniej trzasnęłabym w niektórych momentach drzwiami. (Niestety z przykrością stwierdzam że zdarzyło mi się to nawet kiedyś, nawet dziś) Nie mówiąc o tonie głosu - który odbiega w dyskusjach od spokojnego i zrównoważonego.
Sytuacja w której jestem:
Mam ponad 30 lat, wychowuję samotnie małą córeczkę, mieszkam z rodzicami (od 2 lat), okresowo nie pracuję.
Przykładowe sytuacje, które wyprowadzają mnie z równowagi dotyczą bardzo często mojego Ojca. Jest to starsza, wiekowa Osoba. Dosyć często pomaga mi w opiece nad Małą. Umie się Nią czasami zająć kiedy np. wykonuje obowiązki domowe. Jestem za to bardzo wdzięczna. Niestety czasami Jego zachowania odbiegają w moim przekonaniu od tzw. "normalnych zachowań" Ojciec potrafi być złośliwy, uparty, szybko podnosi głos, gdy się denerwuje. A kiedy nie ma argumentów potrafi np. wykrzykiwać w kółko to samo zdanie. Do zachowań których nie rozumiem należy np. szybka jazda samochodem (Może to się wydawać śmieszne, ale mi nie jest do śmiechu kiedy jadę z Nim i małym dzieckiem w samochodzie,a na liczniku dochodzi do 100 km/h) Wspomnę tutaj, że niejednokrotnie próbowałam tłumaczyć Tacie, że szybka jazda jest niebezpieczna. Próbowałam ten temat poruszać na poważnie, w prośbach, a także w żartach. Bezskutecznie. Inny przykład - Ojciec np. bez mojej wiedzy przemeblował mi pokój, kiedy nie było mnie w domu. Wcześniej też argumentowałam dlaczego nie podoba mi się to ustawienie i dlaczego nie jest korzystne dla dziecka. Postąpił po swojemu. Nie wiem czy mam dalej pisać...Na codzień występują rożne dziwne, nerwowe sytuacje. Huśtawka emocji.
W każdym bądź razie, chwilowo jestem bezsilna. Każdy już najmniejszy konflikt wyprowadza mnie z równowagi, przestałam nad sobą panować. Np. dziś prosiłam żeby ściszył telewizor bo zasypiało dziecko, a Ojciec wrzeszczał że On tak musi słuchać. Nie potrafiłam opanować emocji i kiedy moje argumenty okazały się nieskuteczne wyszłam trzaskając drzwiami. Czuję porażkę, bo nie powinnam tak nerwowo reagować.
Czuję się podle jako córka. Czasami nienawidzę zachowań Ojca. Najgorsze jest to, że już nie umiem czasami spokojnie argumentować. Podnoszę wówczas głos, a przecież w domu jest malutkie dziecko, nie trzeba nikogo przekonywać, jak dobrze wszelkie emocje odbierają dzieci.
Nie wiem, co mogłabym w sobie zmienić, czasami udaje mi się zagryźć zęby, staram się asertywnie mówić, a gdy nie przynosi to rezultatu wychodzę z pokoju. Niestety teraz czuję się jak bomba zegarowa. Mam ochotę płakać ze złości.
(Tata trzeba dodać jest osobą zmienną - potrafi być spokojny, okazać poczucie humoru. Czasami naprawdę miło spędzamy czas. A potem dla odmiany.... doprowadza mnie wprost do szału)
Jeśli chodzi o Mamę, też jest bardzo różnie. Wiem że Mama też cierpi przez dziwaczne zachowania Ojca, jego złośliwość, upór. Ojciec np. nie angażuje się niemal w żadne porządki w domu, nie uczestniczył tez aktywnie w moim wychowaniu. Wszystkie obowiązki były zawsze na głowie Mamy. Zdaje sobie sprawę że Mamę też wiele kosztuje życie z Tatą - pewnie marzyła o innym życiu. To mi przypomina współuzależnienie w alkoholizmie. Mama bywa czasami zżędliwa, nieprzyjemna, ucieka w swój świat seriali, pasjanse na komputerze, popadła w jakąś bierność. Nie radzi sobie też z wieloma rzeczami dot. prowadzenia domu, co powoduje że w domu panuje często chaos, który ja próbuję jakoś ogarnąć. Nie mam chyba już czasami sił. Stałam się żołnierzem we własnym domu, bo pilnuje porządku, a rodziców traktuję czasami jak dzieci.
Przykre jest dla mnie też zachowanie Mamy w stosunku do mojej córki. Nieustannie toczymy boje, żeby nie przekarmiała Jej, żeby nie puszczała bajek, żeby nie karmiła przy telewizji. Na codzień ja zajmuje się Małą - ale ostatnio sporo chorowałam więc Mama czasami przejmowała za mnie obowiązki. Przypomina mi się czasami moje dzieciństwo- kiedy to Mama nie miała dla mnie czasu, nie rozmawiała ze mną. Tak jakby dbała tylko żebym była nakarmiona. Mam wrażenie że wychodzą ze mnie jakieś "dziwne rzeczy" z przeszłości. Przypominają mi się awantury Ojca i moja wściekłość, bezsilność i łzy.
Nie wiem co mam zrobić by ogarnąć tę całą sytuację, wiem że rodzicom powinnam okazać cierpliwość, ciepło, miłość. Zapewnili mi przecież mieszkanie kiedy najbardziej tego potrzebowałam, dają mi możliwość wychodzenia z domu (zostawianie czasem Małej) pomagają w wielu sprawach. Dlaczego nie umiem o tym pamiętać kiedy dochodzi do konfliktów. Czuję się niewdzięczną córką. Mam wyrzuty sumienia.
Jestem Matką, dorosła kobietą a nie umiem zapanować nad swoimi negatywnymi emocjami.
I to mi najbardziej przeszkadza.
Mam nadzieję, że pomimo chaosu uczuć udało mi się nakreślić w jakimś stopniu moją sytuację. Będę bardzo wdzięczna za poradę.
Z góry dziękuję
Pozdrawiam