binga13
26.04.11, 14:50
Najpierw marzyliśmy o synku. Kiedy okazało się, że bedzie chłopiec bylismy wniebowzieci. Wymarzylismy sobie imie dla niego, a zaraz potem postanowilismy miec druga coreczke i wybralismy imie rowniez dla niej. Wprawdzie na coreczke jeszcze sie nie zdecydowalismy, ale juz sie swoimi marzeniami podzielilismy w rodzinie. Czesto, gdy o tym rozmawialismy mowilismy synkowi, ze jak bedzie mial siostrzyczke bedzie miala na imie Zuzia. To bylo jakies takie nasze wspolne wysnione marzenie.
Kiedy dowiedzialam sie, ze moja siostra jest w ciazy skakalam z radosci pod sufit razem z nia, zwlaszcza, ze dowiedzialam sie o tym jako pierwsza. Poczulam sie tym bardzo wyrozniona i postanowilam dolozyc wszelkich staran, by wesprzec moja siostre w tych przygotowaniach do macierzynstwa na 100%. Nie minal miesiac, kiedy w jednej z rozmow z Mama dowiedzialam sie, ze jezeli moja siostra bedzie miala coreczke nazwie ja... Zuzanna.
Zadzwonilam do niej zaraz i zartobliwie powiedzialam, "Ej, przeciez Zuzanna miala byc... i tu podalam nasze nazwisko". W odpowiedzi uslyszalam: "z tego co wiem, ty poki co nie masz corki, a poniewaz siostra Twojego meza dala imie swojej corce takie, jak ja chcialam, to teraz ja nazwe swoja tak, jak ty chcialas". Myslalam, ze sie po prostu zapadne pod ziemie. To mogla byc w ogole ciaza zagrozona, wiec mama (ktora jest najcudowniejszym czlowiekiem na swiecie w tej sytuacji "wstawila mnie do kata" i powiedziala, zebym nie przywiazywala wagi do takich drobiazgow i ze dopiero bede miala wyrzuty sumienia, jezeli moja siostra nie donosi tej ciazy. Wiec zamknelam sie w sobie na kilka miesiecy, trzymalam kciuki, zeby wszystko bylo ok, duzo z nia rozmawialam, pozyczalam swoje rzeczy, ubrania. Po prostu wszystko na tacy. Po cichu liczylam, ze beda mieli chlopca. Ale, gdy juz na bank potwierdzilo sie, ze bedzie dziewczynka mialam nadzieje, ze swoim dobrym serduszkiem zapracuje na jakies zrozumienie. Zaraz potem znow pojawilo sie w powietrzu, ze dziewczynka bedzie miala na imie Zuzia. Wszyscy wiedzieli, ze jest to dla mnie cios (i jak sie okazalo pozniej dla mojego meza rowniez, ale faceci mniejsza wage przywiazuja do takich spraw). Czekalam jeszcze tylko, az moja siostra to potwierdzi - ale ostatecznie przy jakims rodzinnym spotkaniu oznajmila, ze bedzie Zuzia. Ja zapytalam tylko "jak?" A ona z glebokim zdziwieniem "No, Zuzia!". Ryczalam cale popoludnie. Nie moglam tego ogarnac swoim rozumem. Juz nawet nie tylko imienia, ale przede wszystkim tego tekstu, ktory sie z tym wiaze. Kolejnym moim dzialaniem "ponadto" byl fakt, ze pozyczylismy im wszystkie te najdrozsze rzeczy jak wozek (gondola i spacerowka), fotelik, wanienka, ubranka i pare innych drobiazgow.
Potem pojawily sie problemy z porodem. Dziecko bylo po terminie. Ja juz tez bylam zdenerwowana ta sytuacja. Pojechalam do niej do szpitala, porozmawialam z nia. Chcialam byc ponadto. Urodzila niemal tuz po mojej wizycie.
Myslalam, ze zniose to jakos wszystko. Ale nie moge. Za kazdym razem, gdy ktos z rodziny uzyje tego imienia i opowiada o malej, po prostu wlosy mi sie jeza na glowie. To jak jakas niezablizniona rana.
Mozna by pomyslec - glupota. A dla mnie jest to tak trudne, bo kazde przywolanie tego imienia przypomina mi to, co mi wtedy powiedziala.
Moj maz mowi, ze wcale nie musimy zmieniac naszych marzen, ze wprawdzie jemu tez przez gardlo to imie nie przechodzi, ale to jest zloty czlowiek - on nie okaze, ze jest mu przykro. A jest, bo znam go juz pare lat.
Nie wiem jak mam sobie z tym poradzic. Ryczec mi sie chce, ze moja siostra nie widzi w tym nic dziwnego. Mysle, ze nie potrafilybysmy o tym porozmawiac. Mamy podobne charaktery, trudno o kompromis i zrozumienie. Ale ja cierpie. Jestesmy po swietach, znowu wszyscy "Zuzia, Zuzia", a ja tylko zaciskam zeby, a w rzeczywistosci cala sie gotuje.
Rozmawialam z Mama o tym, ale Mama jak to Mama jest miedzy mlotem a kowadlem. Mysle, ze teraz troche bardziej mnie rozumie i zauwazylam, ze nawet nie uzywa tego imienia, zeby nie robic mi przykrosci. Ale to jest wszystko takie sztuczne, nieprawdziwe.
Jest mi bardzo zle. Chcialabym pomagac mojej siostrze, troche tych doswiadczen mam, ale miedzy nami tez wisi ciagle w powietrzu pietno tej sytuacji. Ja po prostu jestem tym zmeczona. Juz nie wiem co mam robic.