listekzielony
27.06.11, 07:02
Witam, piszę tutaj bo już nie wiem do kogo mam się zwrócić a szukam kogos kto otworzy mi oczy chociaż tak naprawdę wydaje mi się że same zaczynają mi się otwierać.
Jesteśmy małżeństwem 6 lat, a nasze problemy tak naprawdę jak teraz zaczynam o tym mysleć trwają praktycznie od zawsze, chociaż może na samym początku było dobrze, sama nie wiem… Po ślubie zamieszkaliśmy z Męża bratem i już w tydzień po mojej przeprowadzce zaczęłam bratu przeszkadzać. Mieszkaliśmy razem przez pół roku i to był koszmar. Podczas kłótni i wymiany zdań mój mąż praktycznie zawsze stawał po stronie brata bo przecież z nim mieszkał przez wiele lat (ich Mama zmarła jak ledwo co weszli w wiek pełnoletni a ojciec szybko się wyprowadził do innej kobiety). Miałam do Męża duży żal o Jego zachowanie, rozmawiałam, rozmawiałam i jeszcze raz rozmawiałam ale teraz mam wrażenie, ze sama ze sobą. Brat wyprowadził się po pół roku a my kupiliśmy to mieszkanie, wyremontowaliśmy i tak sobie tam mieszkaliśmy.
W międzyczasie w naszym domu pojawił się Internet, przekleństwo, jakich mało. Mój Mąż zaczął przesiadywać w necie na różnego rodzaju portalach związanych z Jego zainteresowaniami. Potrafił i nadal potrafi przesiedzieć przed kompem do 4 nad ranem. Jestem pewna na 200%, że nie ma tam żadnej „koleżanki” wiec żadna kobieta nie wchodzi w grę. Próby rozmów, prośby, groźby pomagały ale na krótki, czasem trochę dłuższy czas, odłączanie Internetu też było ale ze względu na to, że chodziłam do szkoły nie mogło to trwać wiecznie.
1,5 roku temu przyszedł na świat nasz Synek, moje Kochane Maleństwo. I wszytsko było dobrze tez tylko przez pewien czas. Później zaczęło się wytykanie i twierdzenie, że skoro siedzę na macierzyńskim to nie mogę być zmęczona itp.
3 miesiące temu przeprowadziliśmy się do miejscowości moich Rodziców bo ze względu na to że zajmują się Oni Synkiem jak my jesteśmy w pracy żeby było nam i im łatwiej. Poza tym mieszkanie jest w bezpieczniejszej dla Dziecka okolicy.
Rodzina. Z rodziną jest mały problem. Ja jestem bardzo rodzinna i potrzebuję kontaktów z moją rodzina, głównie rodzicami, babcią i kuzynką. A On najchętniej siedziałby w domu przed kompem (nie robi tego bo Mu na to nie pozwalam). Poza tym Jego rodzina od samego początku mnie nie cierpi (nie bardzo wiem za co) teraz to już z wzajemnością.
Ok. miesiąca temu okazało się, ze jestem w ciąży z czego mam wrażenie, ze tylko ja się cieszę. Bo mój Mąż przyjął to „mechanicznie”, a moja Mama powiedziała tylko, ze jest w szoku i że Jej zdaniem nie jest to najlepszy moment.
Właściwie teraz nie wiem co mam napisać. Mamy różne, a nawet bardzo różne charaktery. Ja mówie wszytsko co mi leży na sercu, a On nie mówi praktycznie nic. Powtarza tylko, że to się wszystko zmieni, że jeszcze zobaczę…
Od miesiąca nie robimy nic tylko codziennie się kłócimy. I to o wszytko, nawet o najmniejszą pierdołę. Właściwie już teraz to nie przebieram w słowach i mówie co mi ślina na język przyniesie, a On tylko wymachuje rękami, strzela idiotyczne miny i powtarza swoje magiczne słowa. Wykańcza mnie to.
Rozmów nie ma i nigdy nie było – przyczyna – nieokreślona. Za każdym razem kiedy prosiłam żeby ze mna porozmawiał to twierdził, ze nie ma o czym. Za każdym razem kiedy prosiłam żeby powiedział mi co jest ze mną nie tak twierdził, ze nie ma o czym mówić. Wiem, ze bardzo dużo jest tu mojej winy ze względu na to co mówię, a dwa razy nawet Go uderzyłam. To co On robi jest dla mnie jak woda na młyn.
Nie ma między nami czułości, przytulania itp. Seks jeżeli jest to mechaniczny i właściwie nie ma tu o czym mówić. A ja jestem jak kot - potrzebuję czułości i jej brak mnie zabija. I to nie jest tak, ze ja jej tylko żądam ale On po prostu jej nie chce i nie potrafię sobie przypomnieć aby kiedykolwiek chciał (może kiedyś na samym początku).
Chyba chciałabym się rozwieść. Pisze chyba bo nie wiem jakie są tego konsekwencje. Mamy mieszkanie na kredyt – chciałabym przejąć ten kredyt i zachować mieszkanie. I bezwzględnie chcę aby Syn został pod moją opieką bo po prostu nie wyobrażam sobie tego inaczej.
Poza tym jest mi wstyd. Wiem, że jeżeli wniosek pozew o rozwód to będzie to wielki cios dla moich Rodziców, a ja nigdy nie chciałam ich zawieść. Zacznie się wyciąganie brudów i tego jaka to ja jestem zła. Nie wiem czy dam radę.
Proszę poradźcie mi coś. Z góry dziękuję