solounavez
01.08.11, 09:45
Jestem żoną ciężko pracującego faceta. Sama chwilowo nie pracuję zawodowo - opiekuję się dwójką naszych dzieci, niemowlakiem i przedszkolakiem. Nie jestem w domu sama, mamy panią która pomaga mi w sprzątaniu i gotowaniu oraz zajmuje się dziećmi kiedy wychodzę. Mimo pomocy jestem ciągle zmęczona, bo karmię piersią na żądanie również w nocy, a żądania są bardzo częste. Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że nie pamiętam co to znaczy przespana noc.
Mąż bardzo dużo pracuje i widujemy się wyłącznie wieczorami i w weekendy. W tygodniu zdarza nam się wyjść wieczorem od czasu do czasu, ale zwykle oboje jesteśmy tak zmęczeni, że po nakarmieniu, wykąpaniu i położeniu dzieci sami idziemy spać.
Kiedy przychodzi weekend, marzę o tym, żebyśmy coś razem zrobili. Tęsknię za mężem przez cały tydzień. Tęsknię też za bardziej "przygodowym" życiem, jakie prowadziłam zanim urodziły się nasze dzieci - sportem, wycieczkami, aktywnym spędzaniem czasu. Bycie kobietą domową byłoby dla mnie mniej nudne i męczące psychicznie, gdybym chociaż weekendy spędzała ciekawie.
Tymczasem kiedy ja - choć zmęczona, to stęskniona i spragniona przygód witam z nadzieją kolejny weekend, mój mąż śpi. Kiedy ja wstaję przed 7 i robię śniadanie (przedszkolak nie śpi, bo już głodny), mąż jeszcze śpi. Po śniadaniu musi odpocząć, bo jest niewyspany po nocy (niemowlak śpi z nami w łóżku). Po obiedzie musi się przespać, bo jest zmęczony. I tak tracimy kolejny weekend.
Mąż zawsze wolał spędzać wolny czas trochę inaczej niż ja, spokojniej i częściej w domu. Zanim urodziły się nasze dzieci, nie przeszkadzało mi to specjalnie, bo mogłam zawsze wyjść / wyjechać sama albo ze znajomymi. Czasem przyjemnie było nawet spędzić weekend z nim w łóżku. No i tego spania w dzień nie było aż tak wiele, bo oboje byliśmy bardziej wypoczęci. To ja zawsze przejmowałam inicjatywę w organizowaniu wyjazdów i wakacji, a on chętnie korzystał.
Dodatkowo kiedy on śpi, wszystkie obowiązki przy dzieciach w tym czasie spadają na mnie, a często jestem równie niewyspana i zmęczona. Odbieram jego spanie jako brak zainteresowania nami i odcięcie się od naszego świata który najwyraźniej mu się nie podoba.
Ostatni raz byliśmy razem na krótkich wakacjach półtora roku temu. Mieszkamy od kilku miesięcy w egzotycznym kraju, pełnym ciekawych miejsc. Nie byliśmy jeszcze nigdzie, bo w weekendy - zmęczony, a na dłuższy urlop - jak twierdzi - nie może sobie pozwolić, bo ma tyle pracy. Co ciekawe, jego współpracownicy w podobnej sytuacji regularnie jeżdżą na dłuższe lub krótsze wycieczki. Raz już prawie wyjechaliśmy, ale w ostatniej chwili musiał odwołać urlop. On tłumaczy, że pracuje przecież dla nas i że takie było założenie - przyjeżdżamy tu do jego pracy, a nie na wakacje. To prawda, tak było, ale przecież nawet przy najcięższej pracy da się znaleźć trochę czasu jeśli się chce. Kiedyś powiedział, że nie chce mu się nigdzie wyjeżdżać, bo i tak przy dzieciach nie odpocznie (czytaj: nie wyśpi się, nie przeczyta książki, nie wypije spokojnie drinka w knajpce przy plaży). To również prawda, mi też brakuje tego rodzaju wypoczynku ale pogodziłam się z tym, że jeszcze przez parę lat nie będzie dostępny. Skoro i tak musimy cały czas być z dziećmi, róbmy przynajmniej coś, co możemy robić z nimi. Dla chcącego nic trudnego, ale jeśli chęci brak, to już nic nie pomoże.
Doszło do tego, że licytujemy się kto ma gorzej. Rozmawialiśmy o tym wiele razy, kłóciliśmy się, sytuacja się nie zmienia. On jest zawsze zmęczony. Nie sądzę, żeby w grę wchodziła jakaś choroba, bo ogólnie jest w dobrej formie, bada się regularnie i wszystko jest ok.
Do tego mam poczucie winy, że moje dzieci mają takie beznadziejne weekendy. Siedzimy w domu, wychodzimy na spacery w te same miejsca co zawsze, gotujemy obiad. Chciałabym zarazić je aktywnością i ciekawością świata, a póki co mogę im zaoferować tylko nudę. Nie myślę oczywiście o skokach spadochronowych ani wspinaczce wysokogórskiej, ale przecież jest mnóstwo ciekawych rzeczy, które można robić nawet z niemowlętami.
Napiszecie - weź dzieci i sama zrób z nimi coś ciekawego. Niestety nie jest to możliwe, bo w kraju, w którym chwilowo mieszkamy, samotna biała kobieta z dwójką małych dzieci nie może czuć się bezpiecznie w miejscach poza kilkoma "lepszymi" dzielnicami. Również dlatego nie mogę na razie wrócić do pracy.
Czuję się przytłoczona tym, że nie mogę zrealizować swoich potrzeb bez jego pomocy, na którą najwyraźniej nie mogę liczyć. Próbuję wytłumaczyć sobie, że to się kiedyś zmieni, kiedy dzieci urosną. Będę znowu podróżować, pływać, chodzić po górach. Ale dlaczego mam tracić najlepsze lata mojego życia nie robiąc nic ciekawego ani rozwojowego? Czuję, że takie myślenie nakręca we mnie żal i niechęć do męża, który zdaje się zupełnie mnie nie rozumieć. A może to ja nie rozumiem jego i lekceważę jego potrzeby? Jestem coraz bardziej sfrustrowana. Nie chcę żyć w nadziei na "lepsze czasy" - czasy kiedy będę mogła wyrwać się sama z domu.