interme
23.09.11, 16:36
Moja historia jest taka: mam 33 lata, małżonek 25. Pobraliśmy się w 2007 roku, potem rok po roku urodziło się dwoje naszych dzieci, planowanych. W sumie jesteśmy ze sobą 9 lat. Mąż zawsze był dojrzały, to on na mnie zwrócił uwagę i mnie zdobywał, prawie rok, bo broniłam się przed tą znajomością, przed uczuciem. Miałam wątpliwości, że za młody, że nieodpowiedzialny, że powinien się wyszaleć zamiast wchodzić w poważny związek ze starszą dziewczyną, ale w końcu mnie przekonał nie tyle słowami, co zachowaniem i postawą. Ale dziś zaczyna mi się wydawać, że to był błąd, boję się o przyszłość naszej rodziny. Natury chyba się nie da oszukać. Wydaje mi się, że zaczyna się w nim odzywać ta niewyszalała młodość, brakuje mu wolności. Coraz częściej po pracy wychodzi na imprezy z kolegami, którzy w większości jeszcze nawet nie są żonaci, zaczął też trenować różne sporty, więc wraca późno, na weekendy wyjeżdża na wieś skąd pochodzi, do tamtych kolegów. W domu przestał mi pomagać, a pracujemy oboje, więc się dzieliliśmy obowiązkami, dziećmi zajmuje się na odczepnego, kiedyś się bawił z nimi, teraz włącza im bajki. Powiedział mi wprost, że potrzebuje swobody. Jest mi ciężko, bo wszystko muszę robić sama, ale boję się go stracić. Wiem że sama jestem sobie winna, ale czasu nie cofnę. Jak myślicie, jakie są rokowania dla nas? Jak się powinnam zachować?