madzia_ldz
15.05.12, 14:35
Jestem w związku od 2005 roku więc 7 lat minęło... Od 2 jesteśmy małżeństwem. Nigdy nie było kolorowo. Tzn pierwszy rok był cudowny, ale gdy tylko zamieszkaliśmy razem od razu się coś popsuło. Mąż wtedy podchodził do opóźnionej obrony i myślałam tłumacząc sobie, że to stres itp, ale z roku na rok coraz gorzej. Mogłam się domyślić jak trudny to człowiek (rozwiedziony), ale wolałam wierzyć, że wtedy było wtedy, a teraz... Mąż jest furiatem. Krzyczy na mnie, awanturuje się o najmniejsze rzeczy. Czepia się szczegółów i od nich rozpętuje dramatyczne kłótnie. Jest nie do zniesienia. Despotycznie narzuca swoje zdanie i nie znosi sprzeciwu. Niby podejmuje rozmowy, ale bardzo się przy tym unosi i nie widzi swoich zachowań. Ostatnio zaczął mi nawet ubliżać i robi to coraz śmielej i bez opamiętania czy jest obok dziecko czy nie. Jestem zrozpaczona. Gdyby nie mój 2 letni syn odeszła bym bez słowa bo mam już dość takiego życia. Jestem nękana psychicznie, nie mam życia, nie mam spokoju nawet przez chwilę. Chyba nie uda mi się zaciągnąć go na terapię bo przecież to zbędny wydatek, a ja wciąż coś wymyślam i ciągle mam pretensje i się czepiam. Nic nie robię, niczym się nie interesuję, same bezpodstawne zarzuty byle tylko mnie zgnoić. Tragedia! Proszę podpowiedz co ja mogę zrobić żeby odratować naszą rodzinę, żeby nam pomóc by nie niszczyć rodziny synkowi.