eska946
05.07.12, 20:46
Czuję straszną złość na siebie. Parę tygodni temu pisałam, jak mąż obraził się na mnie bo "nie dałam mu 100 zł" i musi od kolegów pożyczać. Najgorsze ja się po tym zachowywał, kazał mi z dzieckiem z domu się wyprowadzać, straszył że jeszcze pożałuję i mnie zniszczy + poniżenie przy jego rodzinie. A potem po miesiącu jakby mu przeszło, nie wyrzucał mnie z domu. Chciałam napisać pozew rozwodowy, bo to niestety nie jego pierwsza akcja. Całe nasze małżeństwo to taka huśtawka, ciągle coś nie tak. Po prostu nie pasujemy do siebie. Ale czuję, że nie potrafię, a tak bym chciał to skończyć. Nie jestem dla niego miła, nie szanuje mnie i najgorsze, że ja za to, że jeszcze jestem z nim, mam obrzydzenie do samej siebie.
Skąd mieć siłę, aby z nim spokojnie porozmawiać i się rozstać, ciągle mam nadzieję, że będzie lepiej, (jest lepiej niż było) ale obiecałam sobie, że już nigdy nie pozwolę mu się poniżyć a on zrobił jeszcze raz to samo. Wiem najlepiej by było gdyby się wyprowadził, ale on niczego mi nie ułatwi.
Teraz go nie ma , wyjechał. Mam chwilę, aby to wszystko przemyśleć i chyba stąd ten dół. Proszę potrząście mną, tak mocno, abym potrafiła skończyć małżeństwo zwane farsą.