familia_038
12.07.12, 15:40
Jakiś czas dowiedziałam się, że mój mąż prowadził kilka razy auto pod wpływem alkoholu. Nie dowiedziałam się tego od niego, tylko od osoby, która była wtedy na tych spotkaniach. Nie chcę pisac dokładnie, jak to wyszło, ale ma to związek z ostatnim, wydarzeniem, i już nie wiem, jak przemówić mu do rozumu.
Twierdził, że to bzdury, ale w końcu przyznał się, że tak było. Sęk w tym, że on e tym nie widzi problemu, bo to było po (jego słowa): niewielkiej ilości, i że nie on jeden (!) tak zrobił.
Zrobiłam mu awanturę, powiedziałam, co o tym sądze, że zachowuje się jak gó...arz, że nie ma własnego rozumu, skoro bezmyślnie patrzy na podobnych błaznów itp. itd.. Przeprosił, i powiedział, że to się nigdy nie powtórzy więcej. Przyznam, że uwierzyłam. Do czasu.
Ostatnio byliśmy na urodzinach koleżanki. Pojechaliśmy autem męża. I wszystko było w porządku, dopóki nie nadszedł czas powrotu. I właśnie zaczeło się: po raz kolejny chciał wejśc, tyle że teraz razem ze mną do auta, i prowadzić. Tyle, że był pijany, bo tak nie robiłabym przecież problemu. Zrobiłam mu awanture, ale nie chciałam kłótni przy reszcie gości, bo zwyczajnie w świecie było mi wstyd. Powiedziałam mu, że jak tak, to ma jechac sam, ja wróce taksówką, bo nie będę się narażała. Pojechał. Tak, wiem, to głupie, że tak mu powiedziałam, i jeszcze gorzej, że w ogóle mu na to pozwoliłam. I wiem, że to nie jest wytłumaczenie, ale naprawde nie chciałam afery przy ludziach.
Sęk w tym, że on wcale nie jest tym przejęty. Na szczęście nic mu się nie stało. Kompletnie. Rano po ra zklejny rozmowa. Czuję się, jak matka, która tłumaczy nierozumnemu nastolatkowi, co robi nie tak, a on tego nie rozumie. I chyba dosłownie tak jest. Do męża nie dociera, co mówię. W ogóle. Jkabym mówiła do ściany. Nic nie działa.
Wstyd mi o tym pisać, ale już nie wiem, naprawde nie wiem, jak z nim rozmawiac, żeby dotarło do niego. Zanim autentycznie dojdzie do jakiejś tragedii.