Dodaj do ulubionych

Jak się pogodzić z partneram....?

23.08.12, 16:01
Witam, rozstałam się z partnerem X nie wiem jak ogarnąć to co mi zostało, jak poradzić sobie z własnymi emocjami, dziećmi, jak mu udowodnić że jas dla mnie wszystkim.
Zacznę od początku.
Ja rozstałam się z mężem Z w maju 2008 roku zamieszkałam w jego mieście, spotkaliśmy się w styczniu 2009. Znaliśmy się wcześniej bardzo go wtedy kochałam, planowałam sobie życie z nim, ale on chciał się jeszcze wyszaleć i myślał inaczej o życiu rozstaliśmy się. Bardzo chciałam mieć normalny dom, byłam w domu dziecka chciałam kochać i być kochana. Ja poznałam kogoś wzieliśmy ślub mamy 3 dzieci on był zły, bardzo zły dla nas, picie, bicie, zdrady, miałam dosyć. Nie patrzyłam na jakość a na moją potrzebe miećrodzinę. Po 10 latach los ponownie nas złączył, imponowało mu że sobie radzę mimo że sama mam własne mieszkanie dbam o dzieci, praca i jestem porządna. On przez te 10 lat nie zrobił nic ze swoim życiem, tam gdzie mieszkał na blokach sama patologia, picie narkotyki dziwki.
Bardzo zapragnął mieć normalny dom. Zaczeliśmy być ze sobą praktycznie odrazu, on miał nałogi ale starał sie je zwalczać. Tak bardzo modliłam się do Boga by mi już jego nie zabierał. tak go kochałam, stał się bardzo zazdrosny podejrzenia, obelgi. Ja jego zachowanie tłumaczyłam alkoholem i amfetaminą. Ale chciałam byśmy przez to przeszli, kochał mnie , szanował moje dzieci. Okazało się że jestem w ciąży po prawie roku, nie chciał dzieci bał się że nie będzie dobrym ojcem, że mogą popełnić jego błędy a on je nie obroni.
Któregoś razu zdenerwowało mnie to że oskarża mnie o zdrady i w złości z kimś się umówiłam kilka razy, na zasadzie jak winisz to przynajmniej za coś. powiedziałam mu to.
Oskarżył mnie że nie z nim to dziecko, rozstaliśmy się ja go unikałam on raz jak mnie gdzieś spotkał chciał zgody, innym razem bluźnił.
Postanowiłam sprzedać mieszkanie i się wyprowadzić. On znalazł motywację (dla dziecka) wyrwał się nałogów stał się doskonały, znalazł pomoc w modlitwie.
Urodził się mały w wakacje powiedziałam mu dopiero jak rodziłam, przyjechał do szpitala następnego dnia (rodziłam późno w innym mieście), Był szczęsliwy miał do mnie żal o to wszystko co się stało, i myśł że mały może byćnie jego.
Szukałam kupca na mieszkanie, on co dzień nas odwiedzał kilka razy został na noc. Cały czas go bardzo kochałam i bolało mnie że mógł mnie tak winić. Powiedział że ma nadzieję że spędzając czas z dzieckiem i my się do siebie zbliżymy.
w akcie urodzenia miałam wpisanego byłego męża (takie przepisy) powiedział że uzna małego po badaniach jeśli to jego syn.
Po 3 miesiącach, niestety wyprowadziłam się sama, miał za duży żal.
powiedziałm że jak zechce znajdzie sposób by z nami być
Pojechał następnego dnia do kogoś z moich bliskich zdobył adres.
Bardzo chciał byśmy razem byli, powiedziałmi wtedy że dałam mu coś najwspanialszego, że jest mi w stanie wszystko wybaczyć, na początku będzie trudno bo on ma swoje zdanie w tej kwestii, ale że bym jemu dała szansę tak jak on mi. Wielokrotnie powtarzałam że nic nie było że mały jest jego. Kiedy roztrzygnęła się w sądzie sprawa nazwiska małego z byłym mężem, nie chciał badań uznał go i bardzo kochał i kocha. Przez pozostałe dwa lata żyliśmy różnie głównie szczęśliwie, ale jego myśli wtrącały go w stany depresyjne i złości ( wyobrażał sobie jak to ja mogłam go zdradzać).Kiedy było już bardzo źle kazałam mu się wyprowadzać, kilka dni rozłaki i wracaliśmy do siebie. Cały czas praktykuje modlitwę stał się nawróconym. Potem się uspokoiło jak miał chwile gorsze potrzebował samotności, powtarzeałam że to też jego dom i ma się nie wyprowadzać, konflikty stawały się coraz rzedsz. W styczniu br, coś się w nim stało po byle kłótni wyprowadzał się kilka razy, mnie denerwowało jego obojętność do mnie, już nie całował nie przytulał nie spędzaliśmy prawie wspólnie czasu, gderałam zamiast sama podejść i to zrobić, Potem jużtylko nie czułam tak taego byłam zazdrosna o dziecko że je może kochać a mnie tylko czasami. Mówił że on potrzebuje spokoju jak ja się nie czapiam i on jest miły dla mnie. ale ja chciałam więcej tej miłości dla siebie. Wiem praca zmęczenie w domu 4 dzieci, czasem i ja padam. Widzę to dziś. Nie oczekiwałam by wisiał mi na szyji, ale czegoś więcej niż mi dawał, on powiedział mi wczorej że jak miałam taką potrzebę mogłam sama podejść i by to odwzajemnił.
Tylko oczekiwałam nic nie dająć, powinnam docenićże pracował na dom w tym również na nie swoje dzieci, że też chciał czasu dla siebie, wiem to dziś.
Jakiś czas temu brat poprosił by został chcrzestnym jego dziecka, musiłą odmówićbo nie ma bierzmowania i ksiiądz odmówł mu w naszej sytuacji "tego zaszcztu". Jego brat mimo to zadzwonił tydzień temy że zapisa go w kościele i żeby skłamał że zapomniał zaświadczenia, licząc że ksiądz nie odmówi bomieszkamy ponad 100km dalej. ON jak powiedział jest teraz bardzo religijny, ja również ale nie aż tak. Powiedział że jeśli mu się uda uczciwością poprosić innego księdza to się zgodzi.
Poszedł 17 sierpnia do innego kościoła ksiądz dopóścił go do spowiedzi, dał rozgrzeszenie i tu się zaczęło.
Po powrocie powiedział że poszedł do spowiedzi i ksiądz powiedział że nie możemy dalej tak żyć. Dokładnie że nie możemy już takżyć bo spowiedź będzie nieważna.
Wyszłam z domu. Wróciłam po godzinie, szukałam zaczepki, jak to to nie jesteśmy rodziną tylko to miałam w głowie. Pytam się to jak to żyjemy jak brat z siostrą czy nie jesteśy rodziną ? powiedział że psuje mu chwilę gdy po 20 latach był u spowiedzi i rodziną już nie jesteśy nie byliśmy nią nawet. od słowa do słowa i zrobiła isę draka, ja tylko powtarzeałam że jesteśmy rodziną a go to tylko złościło. potm zrobiła się cisza o koło 24 chciałam się już położyć, jak weszłam do sypialni zrobiło się jeszcze gorzej, że jak ja mogłam położyć się obok. wyszedł spać do innego pokoju.
Rano ciągle mnie klnął ja mimo to zrobiłam mu kanapki do pracy o 5 rano wyszedł nie wziął ich. byłam spokojna uspokajałam go, ja nie umiem się długo gniewać a on rozciąga to dniami.
Wrócił po godzinie pospał i o 11 wyszedł znów, napisałm mu że jesteśy rodziną tu jest jego dom i tylko do rodziny ma wrócić. Powiedział że już nie wróci bo kłócę się o spowiedź z której chciał się cieszyć ze mną.
Wczorajpowiedział że mówiąć żemamy żyć inaczyj myślał o tym by do chrztu być "czystym"
, inaczej to brzmiało inaczej zrozumiałam inaet nie próbował mi myślenia zmieniać, dodatkowo że nie sznowałam jego spokoju, że pracował na cały dom w tym również na moje dzieci a ja tylko wymagałam, że musze nauczyć się pokory, iść do psychologa bym nauczyła cieszyć się tym co daje mi, a jak bym była wdzięcza on sam dał bymi więcej.
Powiedziałże już nie wróci,że pozbawiam go dziecka, że robię swoim zachowaniem patologię, oczywiście również wyzwiska.
Bardzo go kocham, jest moim fundamentem, wiem że tylko chciałm nic nie dając a gderająć, na zasadzie ja się zmienia jak ty, a on ty się zmień to i ja.
Byłam w u psychologa, on nie chce przyjść. Powiedział bym nauczyłą się modlić i prosić Boga opomoc bo życie mi się wali, tak też robię.A jak nauczę się pokory to daj znać.
Czasem trzeba coś stracić by to docenić , żeby odzyskać trzeba się zmienić.
Pracuję nad sobą, mamy dom, syna , dzieci, ja czuję że bycie chrzestnym było ważniejsze niż my.
NIe wiem co robić ciąglę płaczę , proszę Boga o pomoc dzieci chodzą smutne , ja nie umiem się zebrać, wiem że sama sobie nie poradzę.
Proszż Pomóżcie mi jak mam postąpićby udowodnić mu że możemy stworzyć szczęśliwą rodzinę. Aktualnie jest 100km od domu robi bierzmowanie, nie chce ze mną rozmawiać , mówi że już nawetnie tęskni za synem, kazał mi załatwiać formalności w sądzie, jak będę go "nękać" zabierze mi sądownie dziecko. Ja mówie że razem go wychowamy. Czekam patrzę ciągle na telefon, powierzam się Bogu, płaczę, nie jem, jest mi źle, wyciągam wnoski i widzę że byłam rozkapryszoną księżniczką która tylko oczekiwała by czytać jej w myślach.
Szukałam gwiazd jak miałam słońce!
Asi
Obserwuj wątek
    • xika_da_selva Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 16:18
      Mysle, ze kwestia ewentualnego pogodzenia sie z partnerem jest twoim najmniejszym problemem.
      Trudno jest zbudowac mocny dom na fundamentach z amfetaminy, alkoholu, zazdrosci i jakiejs tam obsesji (aktualnie religijnej). Ciesz sie, ze facet wreszcie cie zostawil w pokoju i mysl o dzieciach, daj im dobry przyklad.
      Btw, na sasiednim forum czytalam ten watek o braku relacji fiz. Poniewaz panu sie po spowiedzi poprzestawialo i zaproponowal zonie, zeby zyli jak „brat z siostra”. Rozumiem, ze to Twoj watek?
    • twoj_aniol_stroz Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 16:21
      Odpowiem Ci wedle wiary, bo wygląda na to, że jest to kluczem. Jest tak (prawie zawsze), że droga nawrócenia jest bardzo trudna, każdy krok w kierunku Boga spotyka się z reakcją złego ducha, który chce temu przeciwdziałać. Ta kłótnia po spowiedzi, Wasze niezrozumienie, szukanie każdy swojego jest tego doskonałym przykładem. Co robić? Po pierwsze oddać to wszystko Panu Jezusowi, On wie najlepiej jak to poukładać. Po drugie pomyśleć o stwierdzeniu nieważności tamtego pierwszego małżeństwa. Warto udać się do proboszcza i o tym porozmawiać. Jak nie z proboszczem to w kurii. Dlaczego? Bo być może tamten związek jest nieważny i może się okazać, że będziesz mogła z tym facetem przyjąć Sakrament Małżeństwa a to Wam jedynie pomoże w budowaniu związku. Po trzecie, jak już porozmawiasz o tym stwierdzeniu nieważności małżeństwa to dopiero wówczas postarałabym się poinformować o tym tego faceta. W międzyczasie poszłabym na jakąś psychoterapię, bo warto też przemyśleć sobie swoje życie pod kątem poszukiwań partnera życiowego. Jeśli chcesz możesz napisać na priw, możemy porozmawiać o tej sytuacji, o wierze i Bogu i może coś z tego wyjdzie mądrego :)
      • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 23:08
        Nie wiem jak się pisze priv.
        Ktoś napisał że się przerzucił na fanatyzm religijny z amfetaminy. Też to tak postrzegałam,i wpewnym sensie tak myślę szukał ucieczki ze złego i znalezł, chciał być dobry, nawrócić się i to mu pomogło ale trochę może za bardzo skupił się na Bogu a za mało na domu (mnie, modlił się bym była inna nie pokazując czego chce tylko czekał na efekty, tak jak ja , chciałam coś ale nie mówiłam mu tylko czekałam aż się domyśli ). do wszystkiego podchodzi kwestią wiary, Bóg mi pomoże znaleźć pracę bo o to go proszę , chcę dobry dom, chcę dobrej żony ( wsensie zachownie wzajemne) (np. któregoś razu gdzieś poszliśmy i nie braliśy pieniędzy trochę nam się wydłużył spacer i chciało sie pić obojgu, on powiedział że Bóg napoji spragnionych, trochę dalej akurat rozdawali puszki coli, sama się z tego śmiałam faktu, ale dziwnie się poczułam) i tak jak w przykładzie wszystkie problemy powieża Bogu i jakoś to jest, a ja kombinuje jak koń pod górę i wychodzi źle. wiem że to nie działa tak ja poproszę i dostanę ale jeśli będę prosić jest szansa że zostane wysłuchana. jedni to nazwą kwestią wiary inni przypadkiem, fartem, czy zbiegiem okoliczności. Każdy jak chce. ale jeśli to komuś pomaga, to niech wierzy.
        Zostawił mi książeczkę swoich modlitw i powiedział bym się modliła o to by Bóg mi pomógł, powiedziałam że ja robię to po swojemu (nie co dzień, modlitwa i prośby, czytam czasem Pismo święte, raczej jak na to patrze dziś niechlujnie, "bez skupienia i tylko ty Panie zrób to, a ja zrobie tamto, -a gdzie dziękuję za to co mam?", tego nie powiedziałam ) powiedział że widocznie robię to źle i dlatego nie słucha, życie mi się wali i nie mam wyjścia, tam są pewne obietnice za modlitwy powiedziałam że po co mi one żeby zbawić 15 dusz. Powiedział że jak zrozumiem i będę taka jak wcześniej to mam dać znak i już nie rozmawiliśmy od tamtej pory.
        . Może sama popadam w fanatyz teraz ale każdy w coś wierzy , jestem katolikiem , a bynajmniej byłam i z racji tego postanowiłam poprosić Boga o pomoc,bym umiała prośić szczerze a nie obłudnie, szczerą skruchę , przebaczenie za to że o Nim zapominam, za to co złe i byśmy mogli dążyć do szczęsliwej rodziny, podziękowałam za to co mam.
        I naprawdę zaczynam coś rozumieć nabieram pokory, co dalej i jak nie wim. proszę o dobrą drogę bym znalazła. i jakoś tu napisałm może mi pomożecie. wiem że potrzeba czasu ale jak ten czas przetrzymać.
        dostałam jadłowstrętu, nie mogę jeść od soboty, dziś się zmusiłam kupiłam kilka rzeczy które baaardzo lubię, wcześniej na siłe a bym wcisneła ostatni okruszek, a teraz 3 grzyzy i odrazu wymioty, płacze co dalej, by nie płakać wychodzę z dziećmi na plac zabaw, ale i tam trudno chwilami łzy powstrzymać, staram się rozmawiać z dziećmi i być przynich bo jakoś mi wtedy łatwiej. Jutro obiecałam że gdzieś pójdziemy w fajne miejsce, ale chciałabym przepłakać cały dzień w łóżku na tą chwilę. nie mogę spać mam jakieś drgawki jak przy derilce, nie śpię max udało mi się 5 godzin przespać we wtorek tak 2-3h. płaczę nocami nad swoim zachowaniem, nie wiem może chciał wpędzić mnie w poczucie winy, a może czegoś nauczyć i myśl czy da mi szanse bym mogła pokazeć efekty. Naprawdę grunt tracę pod nogami.
        Proszę nie pisać że dobrze się stało a proszę o pomoc być może nic z tego nie wyjdzie, ale jeśli ktoś się nie ukorzy pierwszy nic nie wyjdzie napewno. wtedy będę wiedzieć że ja byłam wporządku.
        trzeba coś stracić żeby docenić,żeby odzyskać trzeba się zmienić. On już to zrobił był zły wyszedł na prostą nie byliśmy 4 miesiącew 2010r wtedy wyrwał się z problemów. wiem że ja głównie oczekuje, działa to tak: gdybyś był bardziej czuły , ja była bym milsza, ale ty jesteś oschły dlatego ja gderam, ja gderam ponieważ jesteś taki, i tak dalej i koło się zamyka.
        Jako że rodzina jest dla mnie priorytetem, my i dzieci , chcąc nas ratować muszę podjąć trud zmiany siebie żeby i w nim widzieć efekty, bez gwarancji że to się uda i nie oczekując od niego łaski muszę zmiany pokazać. zacznie się wszystko zmieniać kiedy jedna osoba zaryzykuje, ciągle czekałam na niego, wręcz narzucając mu zmiany. i tak było ale jak ja raz coś zrobiłam to chciałam by on też coś zrobił, ale przecież nie mogłam oczekiwać efektu już następnego dnia jak to miało miejsce i tu można wrócić do tego koła. dał coś ale ja uważałam że za mało. i wracaliśmy do początku.
        Wiem brzmi to tak jak bym tylko siebie winiła, wina zawsze jest po środku, i tak uważam, ale jedna osoba musi pokazać rozum i tak jest teraz ja chce to zrobić.
        mam tylko problem z praktyką tego co piszę- A TAKA MĄDRA JESTEM CHYBA OD 3 DNI!- dlatego proszę was o pomoc, a nie pisanie dziękuj że go niema.
        Jak się czuje że to może być koniec to naprawdę dopiero rozum przychodzi do głowy. A może to zasługa modlitw? Tego napewno też. dlatego prosze o pomoc jak gdyby się wam tak świat walił jak byście jego fundamenty próbowały ratować?
        • xika_da_selva Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 00:07
          Opowiadasz o ¨wielkich¨sprawach, ale ´malymi¨slowami (Twoj partner Cie porzucil, przynajmniej do czasu chrztu, a Ty skupiasz sie na jakis nieistotnych szczegolach, co kto powiedzial, co zrobil, gdzie pojechal, itp), jakby brakowalo tobie nieco dystansu i spokoju.
          Wijesz sie jak wegorz teraz, domyslam sie, ze nie jest ci lekko, ale sporbuj sie troche uspokoic, zwolnic, pomyslec o sobie, o dzieciach, a nie o tym, jak ten cud na ziemi w postaci eks narkomana, z powrotem zdobyc.
          Wydaje sie, jakby ten facet byl dobrem wcielonym, aniolem na ziemii, ktorego musisz koniecznie miec przy sobie. Abstrahujac od milosci (nieodwzajemniona zawsze jest trudna), to wg mnie powinnas zajac sie soba, Bo w tych twoich przydlugawych mailach brakuje ciebie, brakuje dzieci.
          Na pewno jestes wartosciowa osoba , spojrz na siebie z takiej strony, wcale nie musisz byc pokorna, wcale nie musisz starac sie podporzadkowac temu, co sobie wymyslil twoj facet, moze sie to tobie nie podobac i masz do tego prawo. nie czuj sie zle, jesli popelnilas jakie bledy w tej relacji, nie zrzucaj na siebie winy za ewentualne zakonczenie zwiazku. Kazdy popelnia bledy, np. Twoj facet, ktory najpierw bral dragi, a teraz slucha jakiegos starego dziadka, ktory nic o prawdziwym zyciu nie wie.
          Niech ten twoj facet sie troche postara, bo jak na razie widac, ze zaledwie poruszyl pionki, a Ty juz dostajesz drgawek.
          Przeciez masz dzieci, zajmij sie nimi, daj im dobry przyklad.
          Idz na terapie, pij melise, naprawde pomaga.
          Pewnie twoje doswiadczenia (Dom dziecka) wplywa tak na twoje postrzeganie rzeczywistosci, dlatego moim zdaniem powinnas nabrac nieco dystansu, SPOKOJU i zajac sie naprrawde soba.
          A facet jak bedzie chcial, to przyjdzie.
        • twoj_aniol_stroz Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 11:07
          Mój mail to: twoj_aniol_stroz@gazeta.pl - na ten mail możesz napisać, jeśli chcesz :)
          A teraz do rzeczy. Będzie dwutorowo, czyli od strony wiary i od strony życia ;) Otóż najpierw życie: proponuję wizytę w aptece i zakup czegoś ziołowego na uspokojenie i sen, bo nie możesz długo tak żyć jak teraz, że płaczesz, nie śpisz, nie masz siły wstać z łóżka i coś zjeść. Nie tędy droga. Najlepiej jak byś mi napisała na pocztę skąd jesteś, może uda się mi coś wykombinować z pomocą dla Ciebie. Jeśli te łagodne środki ziołowe nie pomogą to dobrze byłoby odwiedzić psychiatrę, bo masz spore szanse zaliczyć depresję i warto się przed ta chorobą bronić. Psychoterapia też jest dobrym pomysłem, bo musisz spojrzeć na siebie jak na bardzo wartościowego człowieka, na kogoś kto jest wiele wart tylko póki co teraz tego nie dostrzegasz. I teraz właśnie powędrujemy sobie w stronę wiary. Bóg stworzył Ciebie jako wspaniałe swoje dzieło, ukochane dziecko i musisz wbić sobie do głowy, że On nie tworzy tandety, więc niemożliwe byś Ty była pierwszym takim przypadkiem (a z Twoich wypowiedzi wręcz bije taki obraz). forum.gazeta.pl/forum/s,898,138389843,138400136.html?rep=1 Posłuchaj tej piosenki, to właśnie jest o Tobie :) Bóg naprawdę uzdrawia i naprawdę Twój facet tego doświadczył i naprawdę ta puszka coli była od Niego :) Zresztą to teraz mniej istotne. Najważniejsze teraz to patrzeć na Ciebie. Bóg uzdrawia, opiekuje się człowiekiem i wiem to nie tylko z mojego doświadczenia, ale również moich bliskich. Nie dalej jak tydzień temu mój tata został uleczony z choroby, która siedzi w naszej rodzinie od pokoleń, jest wybitnie trudna do zniesienia i dodatkowo nieuleczalna. Teraz zostały jeszcze tylko badania by to potwierdzić, ale on widzi, że jest zdrowy. To się dzieje naprawdę i warto byś tez tego doświadczyła. Wiem jak koszmarnie drażni czyjeś nawrócenie, wiem, jak wpienia ta pewność Bożej opieki. Sama tego doświadczyłam, właśnie tego wkurzenia, rozdrażnienia, więc świetnie Cię rozumiem. Skup się teraz na sobie, na razie odpuść poszukiwanie tego faceta, wydzwanianie do niego, szukanie zgody. Przestań się obwiniać, bo to nie tędy droga. To co warto teraz zrobić dla siebie to usiąść i powiedzieć: Panie Jezu mam dość, chcę być kochana, chcę kochać, nie umiem sobie z tym poradzić, więc teraz ty, tobie oddaję moje życie, moje dzieci, wszystko a ty to poukładaj" i zajmij się sobą, naprawdę daj sobie opiekę.
    • marzeka1 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 16:34
      Idź na terapię, bo na razie to jakiś koszmar dzieciom fundujesz pod przykrywką "chcę mieć normalną rodzinę".
      Jak chcesz, to wybiera się do tego niekoniecznie faceta, który funduje ci piekło na ziemi- a miłość postrzegasz w postaci powoływania na świat kolejnego dziecka.
      Dlatego idź na terapię.
    • serendepity Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 17:37
      "Bardzo chciałam mieć normalny dom, byłam w domu dziecka chciałam kochać i być kochana."

      Twoj problem zaczyna sie w tym miejscu, chcesz byc kochana i wybierasz byle kogo, bo wydaje Ci sie, ze ta osoba Cie kocha. Nie ma jakis normalnych ludzi w Twoim otoczeniu?
      • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 19:40
        NIe powoływałam, kolejnego dziecka by go zatrzymać , tak wyszło.
        Bardzo się kochaliśmy, on wychodził na prostą małymi krokami bardzo tego chciał, bardzo chciał byśmy byli rodziną. miał swoje problemy, ja rownież jakieś miałam. Jak się ponownie spotkaliśy nie wiedziałam że ma nałogi. Wydawał się odpowiedzialny, moądry, troskliwy, i taki byłby, nadal gdybym nie gderała, że wciąż za mało tej troski. dziś wdzę że aż nad to jej okazywał. Związał się nie tylko ze mną ale i z moimi dziećmi, dbał o nas, a że chciał w zamian spokoju?
        Tylko że chodzi mi tu o chwili dla siebie, tyle lat był sam inaczej żył i nagle jednego dnia miał 4 osoby obok potem jeszcze syna, miał za kogo być odpowiedzialny, pokazywać właściwą drogę, pracować, kochać.....
        Ja zajmowałam się domem dziećmi nie było w tym nic dziwnego, on pracował.
        A ja chciałam jeszcze żeby mnie postrzegał jak kiedyś, kochał mnie ale wciąż mi było mało, nie wiem zazdrość o dziecko, o Boga? Na zabawę z synem zawsze miał czas i na modlitwę, tylko ja mu się narzucałam, można powiedzieć że był okres gdy byłam zbuntowana na Boga, że mi go zabiera.
        Wiem że go nie zmuszę , nie zamknę na klucz, że on musi chcieć że może wiedzieć że może wrócić.
        Powtarzałam mu to nasz dom my go stworzyliśm dla nas, a czuję się w nim sama. Powtarzał nie czepiaj się przecież jestem, ale ja tegonie czułam. NP. typowy dzień jego: 7 wyjście do pracy, 18 powrót, jedzenie, modlitwa, mycie, czas dla dziecka, spać. A gdzie ja? Ja oczywiście już nadąsana, widzi że już "robię miny" , ale nic nie mówię. następny dzień już cisza między nami. i tak aż któregoś dnia coś zrobi nie tak, głupstwo (ale w danej chwili jest to duży problem) i sprzeczka, następny dzień oboje już nadąsani bo on patrzy na mnie krzywo i kłótnia. Poszło o skarpetki a kończy że on tylko na modlitwę ma czas. Był zły że tak to widzę.
        JA nie mam w zwyczaju ciągnąć kłótni, wyładuję emocję i następny dzień jak ręką odjął, a on ciągnie to w sobie, zamyka się w pokoju i duma. Ja oczekuję że jak już po kłótni to powinien być miły (przytulenie, całus, wspólny film itp., nie koniecznie to wszystko na raz ale coś) a on że to tak się nie da dopiero kłótnia on ma jeszcze emocje, ja sobie myślę daj spokój już po wszystkim przytul mnie, kilka dni spokoju bo czekam jest dobrze a potem znów nic i od nowa.
        Jest mi trudno w tej chwili emocjonalnie, teraz gdy odczułam że naprawdę to może być koniec nas, przejrzałam na oczy, że jeśli mi czegoś było brak mogłam to okazywać sama podejść, a nie czekać, nie myśleć ty dla mnie czegoś nie zrobisz to ja pierwsza też nie. Bo on już dla mnie zrobił, zawierzył mi i tu przyjechał, był fundamentem tego domu. Teraz ja powinnam pokazać że go kocham i to naprawdę. Ja to wszystko wiem, sama być może też dużo zrozumiałam, zaczełąm się modlić, ale nie na zasadzie" Ty Panie dasz mi to to ja zrobię to" jak było wcześniej , ale przeprosiłam szczerze w modlitwie a przynajmniej proszę bym umiała być szczera, poprosiłam o pomoc bym była bardziej pokorna i doceniała co mam. Poprosiłam go o modlitwę dla małżeństw w rozpadzie ale odmówił, powiedział że to ja nabroiłam to ja powinnam się modlić. Szczęśliwy dom to ten gdzie jest i Bóg a ja tak byłam zła że mnie nie słuchałam, mogłam robić to z nim, ale wstydziłam się. On się tylko modlił o szczęście w naszej rodzinie ( nie wiedziałam) im bardziej, dłużej, się modlił ja stawałam się wymagająca on prosił o pokorę im bardziej ja czegoś chciałam tym bardziej on prosił bym dziękowała za to co mam. NIe mam tu na myśli rzeczy materialnych ale tylko i wyłącznie uczucia.
        Teraz doszłam do wniosku że ja tą swoją zaborczością i wymaganiami zniszczyłąm to co już właściwie miałam.
        Nie wiem czy w 6 dni można się tego nauczyć, nie wiem czy w tyle dni można dojść do właściwych wniosków. Ale w te 6 dni nauczyłam się więcej niż przez całe życie. Rozmawiałam kilka razy z psychologiem nawet księdzem w kurii w środę przyjmuje prawnik w sprawach unieważnienia ślubu, moje życie nie było takie złe, miałam wszystko, zdrową rodzinę, brak poważnych problemów, dom, i w ogólę, a ja mając słońce chciałam gwiazd. Dziś tak to rozumiem. Małam go przecież- był ,a chciałam zabrać mu samego siebie tylko na własny użytek. uczucia były, zamiast je pielęgnować by kwitły ja oczekiwałam kwiatów nie podlewając ich. tak to dziś rozumiem.I sama do tego doszłam.
        NIe mówię że był idealny, bo im bardziej zasłaniał się Bogiem tym bardziej się odsiebie oddalaliśmy, on prócz modlitwy sam też mógł coś zrobić. Jastem cały dzień praktycznie sama z dziećmi mógł mnie zrozumieć że mi też czegoś brak.
        NA chwilę obecną sama zawierzyłam się Bogu, tylko boję się że Pan mnie nie wysłucha proszę o pokorę ,proszę o to byśmy pojednali się i dążyli do sakramentu małżeństwa, proszę o przebaczenie Boga, proszę abym już nigdy nie zwątpiła. Może komuś wyda się że teraz to ja popadam w fanatyzm, ale naprawdę nie wiem gdzie mogę szukać pomocy, gdzieś przeczytałam jakiś czas temu że czasem Bóg jest podstępny i szuka czasem sposobów byśmy do Niego wrócili jak za daleko odchodzimy.
        Niewiem tylko jak jemu to powiedzieć czy wogóle mówić, czy iwierzy i czy to naprawdę jest szczere, czuję to co napisałm boję się tylko że jak by mi uwierzył znów koło zatoczy krąg i zacznie się od nowa, wiem że może od razu wyleznym nie będzię ale małymi krokami, pójdziemy na przód. Bardzo się boję że jak mi zadobrze by było to ja znowu zacznę gderać...Nie wiem to strach czy szczera skrucha ale wierzę sobie, że nauczyłam się że to nie tędy droga.
        Jak i kiedy zaproponować rozmowę by się nie narzucać a jednocześńie chciał mi wierzyć że będzie dobrze, żeby sam to zauwarzył i chciał powrotu. Czekać może ,aż on zechce rozmawiać, na chwilę obecną nie chce byśmy razem już byli rozmawiać też nie chce bo szykuje się do bierzmowania. podkreśla swoją złość że jak był po żeczy to normalnie mu wszystkiego nie dałam tylko chciałam go zatrzymać i nai wziął koszuli i nie ma iść w czym na bierzmowanie, oraz że dziecka nie widzi przez moje zachowanie. Inaczej mi powiedział niż miało to sens i nie wyprowadzał z tej myśli to jakmiałam rozumieć "że już rodziną nie jesteśmy", a sens był taki żeby mnie współżyć. A Przecież mamy dla kogo być rodziną!
        • xika_da_selva Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 20:22
          powiem tobie tak:
          Twoj facet posluchal obcego mezczyzny, ktory wmowil mu, ze milosc miedzy Wami jest zla, bo nie macie papierka.
          Z tego co wiem, to wg kosciola i religiii to milosc jest najwyzsza wartoscia. Nie rozumiem jak to mozliwe, ze Twoj wierzacy partner dal sobie wmowic, ze jego milosc do Ciebie jest zla.
          Wg mnie, bylo to dla niego latwiejsze niz swiadomie np. zakonczyc zwiazek, albo swiadomie go kontynuowac. Wolal uwierzyc jakiemus obcemu czlowiekowi, ktory nigdy nie kochal kobiety, ktory nigdy nie mial dzieci.
          Jestes pewna, ze chcialabys byc z takim czlowiekiem?
          • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 20:53
            On mi to tak powiedział dokładnie, że ksiądz powiedział " nie możemy być razem bo spowiedź będzie nieważna i to on ma zdecydować jaka ta spowiedź jest"
            spytałam się go co to znaczy i jak to będzie on powiedział że myśli. Ja potrzebowałam sama wyjść z domu w tym momoncie.
            Zadzwonił po godzinie i spytał gdzie jestem byłam przy bloku, powiedział że mam wracać albo bierze dziecko i jedzie do matki swojej wróciłam do domu po chwili.
            Powiedział żebym nie robiła miny psa pluto i się z nim cieszyła spowiedzią nie wiedziałam jak rozumieć jego słowa , onn powiedział że chce by spowiedź była ważna i że chce być z synem. Ja oczy , i gadam,to jak mamy żyć jak współlokatorzy, jak brat z siostrą przcież jesteśmy rodziną. on że żadną rodziną nie jesteśmy jak się tak zachowuje. to jak mam się zachowywać po takim wyznaniu które rozumiem dosławnie, a nie jestem wyprowadzana z błędu. i o to że nie jesteśmy rodziną poszło dalej ,ja że jesteśmy rodziną on że nie i tak chyba z godzinę kłótni. ja że z bratem dziecka nie mam on że bozbożna jestem itd.
            Wczoraj powiedział że chodziła mu o to że nie możemy ze sobą spać aż do chrzcin, lub dłużej. ale to co powiedział wczoraj inaczej brzmi niż w piątek . I jak tak teraz wiem że inny sens miało to,to wiem że kocha mnie, ale dlaczago nie powiedział tego inaczej wtedy, gdzy widział jak się męczę. cała ta kłótnia nie była potrzebna. Chcę go przeprosić ale nie mam jak, bardzo żałuję , on powiedział że nie chodzi tylko o tą spowiedź ale o całe moje zachowanie, które opisałam już wcześniej (nie chcę powielać tekstu).
            Wiem że tu on zawinił mógł użyć słów bardziej jednoznacznych wyrazowi słów księdza.
            Bardzo sie boję że go stracę cały świat mi się wali, uczę się pokory bardzo szybko to do mnie dotarłó ale czy nie za późno?
            Chcę by dałmi szansę , kolejną w naszym życiu a zarazem ostatnią. Wiem napewno!
            tylko jak się zabrać do tego, nie chce mu obiecywać ,wmawiać i błagać, a szczerze zobowiązać się do poprawienia swoich błędów. jak poprosić go o chwilę wysłuchania i kiedy.
            NIe chcę prosić bo powie że kolejny raz o coś go proszę chce mu to pokazać tylko nie wiem jak dzieli nas ponad 100km. Jak pokazać pokorę nie rozmawiając i widząc się. mam czekać na jego ruch tylko ile . wiem brakuje mi cierpliwości tu też musze popracować. ale bardzo się boję że tym razem stracimy siebie.
            • twoj_aniol_stroz Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 11:18
              Spokojnie. Ile minęło? Tydzień, dwa tygodnie? Dużo już zrobiłaś, dużo się nauczyłaś i to teraz jest najważniejsze. Ten związek oddaj także Bogu, poproś Go o decyzję, bo Bóg najlepiej wie co dla Ciebie jest najlepsze. Jeśli masz być z tym facetem,to dla Boga 100 km nie jest przeszkodą, będziecie razem choćby się pół świata przeciw temu sprzysięgło. Pozwól Bogu zdecydować :)
    • wespuczi Re: Jak się pogodzić z partneram....? 23.08.12, 20:55
      zamienil stryjek siekierke na kijek - przerzucil sie z narkotykow na fanatyzm religijny.
      • mamapodziomka Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 08:03
        wespuczi napisała:

        > zamienil stryjek siekierke na kijek - przerzucil sie z narkotykow na fanatyzm r
        > eligijny.


        To bardzo wygodne zreszta - i jak szybko uczy partnerke pokory??? Nawet w bawelna owijac nie trzeba ;)
    • cherry-cherry Rece opadaja 24.08.12, 09:25
      Przeczytalam caly watek i jedyne co sie z niego wylania, to koszmar i obluda polskiego katolicyzmu. Facet pod przykrywka nawrocenia, rozmodlenia i zblizenia do Boga porzuca zone i wlasne dziecko. Za rada i blogoslawienstwem ksiedza, oczywiscie. W zimny i okrutny sposob odsuwa sie od rodziny (bycie rodzina nie zalezy od widzimisie czy humoru pana jasnie wierzacego. On ma z ta kobieta dziecko, i takie sa fakty) jednoczesnie wycierajac sobie gebe katolickimi frazesami o pokorze, uczeniu sie milosci, proszeniu Boga o dobra droge. I tym podobnymi nic nie znaczacymi ogolnikami. Farsa i mydlenie oczu.

      To zaklamany swiat, gdzie kobieta nie ma prawa do swoich pragnien czy potrzeb. A prosi jedynie o odrobine uczuc i czulosci dla siebie - jak sama przyznaje, buziak, przytulenie czy wspolne obejrzenie flmu by jej wystarczylo, zeby poczuc sie kochana. Jej potrzeba czulosci jest w tym katolickim swietle przedstawiana jako najgorsze zlo, zrodlo wszelkich problemow i "brak pokory". Bo przeciez powinna byc przeszczesliwa, ze facet w ogole raczy tylko wspolnie pomieszkiwac, ze wraca do domu po pracy, modli sie i spedza chwile z dzieckiem. Tylko tym swoim, rzecz jasna, inne dzieci moga sobie pisac na Berdyczow ;/ No jak to mogloby byc inaczej w katolickiej rodzinie? ;/

      Przepraszam za kasliwosc, ale noz mi sie w kieszeni otwiera, jak widze, ile taka katolicka, pelna truizmow i zle pojeta "religijnosc" wyrzadza ludziom zla. Facet, rzekomo swiezo nawrocony i poszukujacy "dobrej drogi do pana" za jednym zamachem unieszczesliwia matke swojego dziecka, owo dziecko, oraz jeszcze trojke innych. Porzuca ich bez sentymentow i z zimna pogarda, bo nie pasuja mu do jego rozmodlonej, katolickiej ukladanki. Bo tak powiedzial ksiadz. Pierniczenie o religijnosci i jednoczesnie gnojenie i tak juz rozchwianej emocjonalnie partnerki. Fundowanie piekla dzieciom.
      Oby tylko nie doszlo do tragedii w imie tych bogobojnych idealow.
      • kuderek1983 Re: cherry-cherry 24.08.12, 09:59
        Dziękuję opisałaś to tak jak byś była w mojej skórze, mi to zajeło tyle pisania. Nie powiem bo z moimi dziećmi również spędza czas, ale wiedomo inaczej to jest z 2 latkiem a inaczej z 8 czy 10 latkiem.
        > To zaklamany swiat, gdzie kobieta nie ma prawa do swoich pragnien czy potrzeb.
        > A prosi jedynie o odrobine uczuc i czulosci dla siebie - jak sama przyznaje, bu
        > ziak, przytulenie czy wspolne obejrzenie flmu by jej wystarczylo, zeby poczuc s
        > ie kochana. Jej potrzeba czulosci jest w tym katolickim swietle przedstawiana j
        > ako najgorsze zlo, zrodlo wszelkich problemow i "brak pokory". Bo przeciez powi
        > nna byc przeszczesliwa, ze facet w ogole raczy tylko wspolnie pomieszkiwac, ze
        > wraca do domu po pracy, modli sie i spedza chwile z dzieckiem.
        Tu właśnie opisałałaś cały problem,że ja coś chcę a nie powinnam bo przecież jest z nami sam to mówi. i tak jest od roku.
        Ja próbowałam to zmienić, miłością, zachowaniem dobrocią , dąsami, fochami, a kłótnie same wychodzą od złości że im bardziej ja chcę tym bardziej on się oddala.
        • xika_da_selva Re: cherry-cherry 24.08.12, 10:05
          Co tylko potwierdza teorie, ze facet najwyrazniej nie chce z toba byc i woli fanatycznie oddac sie kosciolowi niz tobie i dzieciom (ktore wymagacie wiecej zaangazowania, bo przeciez bog sie nie dasa ani nie ma fochow). Czyli kolejna ucieczka tego pana, juz nie w dragi, a w jakas bajke.
          Zajmij sie soba, nie zmieniaj tego faceta, bo na niego nie masz wplywu, jedyna osoba na ktora masz 100% wplyw to TY sama.
          kuderek1983 napisała:
          .
          > Ja próbowałam to zmienić, miłością, zachowaniem dobrocią , dąsami, fochami, a k
          > łótnie same wychodzą od złości że im bardziej ja chcę tym bardziej on się oddal
          > a.
        • sorvina Re: cherry-cherry 24.08.12, 10:54
          Nie zmienisz go, on ucieka z jednego uzależnienia w drugie. Zadbaj o siebie, kontynuuj terapię, podnieś poczucie własnej wartości. Wtedy przestaniesz łykać upokarzające tekstu wierząc, że to prawda, a tobie istny cud świata się trafił. Musisz zacząć szanować siebie, on tego nie robi. Nie możesz go tego nauczyć. Możesz tylko nie pozwolić się krzywdzić i dojrzeć do budowania relacji z ludźmi, dla których szacunek dla innych to rzecz naturalna. Zacznij dawać sobie to czego potrzebujesz - miłość, troskę, szacunek, wtedy przestaniesz oddawać własną godność za ochłap uczucia.
        • cherry-cherry Re: cherry-cherry 24.08.12, 14:56
          Facetowi udalo sie Cie wpedzic w poczucie winy, ze to Ty jestes ta zla i niewdzieczna, a on taki dobry byl, bo w ogole z Toba BYL. Obarczyl Cie odpowiedzialnoscia za rozpad tej rodziny, bo tak mu wygodniej. Ty zla kobieta, a on swiety przeciez ;/

          Nie daj soba manipulowac i nie miej wyrzutow sumienia, ze sygnalizowalas swoje potrzeby. To nieprawda, ze jezeli kobieta ma ochote na przytulenie czy buziaka, to powinna sama podejsc i to od faceta wyegzekwowac. Nie daj sobie tego wmowic. Tu powinna byc rownowaga, partner tez powinien wyjsc z taka inicjatywa, nic go to przeciez nie kosztuje, zeby okazac swojej kobiecie jakis czuly gest czy spedzic z nia chocby pare minut dziennie. Jednostronne zebranie o czulosc podczas gdy druga strona zachowuje sie chlodno i obojetnie jest bardzo frustrujace. Zwlaszcza, ze wielokrotnie mu sygnalizowalas, ze czujesz sie sfrustrowana tym jego dystansem i ze go potrzebujesz.

          Nie daj sobie wyprac mozgu katolickimi opowiesciami o braku pokory. Nie pozwol sie wpedzic w role pokornej sluzki faceta, wdziecznej tylko za to, ze jest. Nie czekaj na jego powrot, ukladaj sobie zycie jak dawniej, kiedy go w nim nie bylo. Moim zdaniem on zwyczajnie sie znudzil zyciem rodzinnym oraz tym, ze ciagle czegos od niego chcesz. Wszedl w zwiazek z Toba, bo chcial sie wyrwac z blokowiska, wiec "zapragnal miec prawdziwa rodzine". Tylko ze nie potrafil stanac na wysokosci zadania i tej rodziny utrzymac. Klasyczny syndrom faceta z patologicznego srodowiska. Slomiany zapal. Oni maja czesto wielka potrzebe tworzenia, zaczynania na nowo, ale potem bardzo szybko burza to co stworzyli.

          Twoj do tego dorobil sobie ideologie religijnosci. Ladna ta jego religijnosc : zostawic na lodzie kobiete z dzieckiem, bo spowiedz, zycie w czystosci i "ksiadz powiedzial". Za cene ludzkiej krzywdy, rozpaczy i opuszczenia. Najbardziej dzieci w tym wszystkim szkoda.
      • tully.makker Re: Rece opadaja 24.08.12, 10:18
        No ale przeciez to koles ktory ma leb zryty latami uzaleznien od substancji psychoaktywnych - amfetamina, pewnie alkohol. Trudno jego dzialania oceniac w kategoriach racjonalnosci, czy nawet religijnosci.

        Teraz podstawa jest, by autorka watku ratowala siebie i dzieci przed swirem.
    • trusia29 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 10:23
      Nie ma takich przepisów!!! 4 lata po rozwodzie nie ma domniemania ojcostwa, co za bzdury! Domniemanie ojcostwa działa tylko 300 po rozwodzie, później ex-mąż musiałby uznać dziecko, żeby być wpisanym jako jego ojciec w akcie urodzenia...
      Kompletna ściema
      • trusia29 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 10:26
        300 dni miało być
      • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 10:46
        Z exmężem nie byliśmy razem od maja 2008, rozwód zapadł dopiero w 2010r. jest to inna historia dlaczego to tyle trfało. a mały urodził się w 2010r. i z przepisów musiał byc w akcie urodzenia.
        • trusia29 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 13:39
          Bardzo dziwne w takim razie, ze ex mąż nie wniósł o zaprzeczenie ojcostwa, tylko tak się zgodził, żeby dziecko było zarejestrowane jako jego (ze wszystkimi konsekwencjami w postaci władzy rodzicielskiej i obowiązku alimentacyjnego)
          Mało prawdopodobne ta historia.
          • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 17:21
            JAk mały się urodził poszliśmy do usc, tam system w komputerze odmówił wpisania jako ojca partnera. Byłego męża nawet przy tym nie było i my też nie chcieliśmy by figurował w akcie, nie wiedziałam że takie nawet jest prawo, ale nie mieliśmy tu nic do powiedzenia, należało tylko zrobić sprawę o zaprzeczenie ojcostwa w sądzie i tak zrobiłam na drugi dzień złożyłam wniosek sprawa odbyła się po 5 miesiącach. jedna sprawa i tyle. Ale ja tu nie o tym piszę dlatego nie rozumiem co się nie zgadza Tobie?
            Takie są przepisy idź do urzędu i spytaj się że były mąż nie musi być nawet oni sami go wpiszą nawet jak jest ojciec biologiczny i mówi żeby go wpisać.
            • trusia29 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 25.08.12, 12:08
              Przepisy to ja znam. Jeżeli nie upłynęło 300 dni od rozwodu do urodzenia dziecka istnieje domniemanie ojcostwa byłego męża matki.
              Tylko ty się motasz - najpierw piszesz że jako ojciec wpisany Twój eks mąż. Później okazuje się, ze było zaprzeczenie ojcostwa. Czyli jednak Twój partner mógł uznać dziecko. A uznał???
              • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 25.08.12, 21:34
                Nic się nie miotem. Poszliśmy z partnerem do USC by zrobić akt urodzenia tam urzędniczka odmówła wpisania go bo takieprzep[isy i był wpisany były mąż , żeby biologiczny mógł uznać musiała być sparawa w sądzie o zaprzeczenie ojcostwa z byłym. i tak było jak sie wyrok uprawomocnił poszliśmy do urzędu stanu cywilnego i biologiczny (czyli mój partner) uznał i jest w akcie. proszę przeczytać uwarznie i nie domyślać sobie.
                • trusia29 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 25.08.12, 23:21
                  Nie uznał waszego dziecka, podważa Twoja uczciwość i chce robić testy na ojcostwo a Ty chcesz z nim być?
                  Ten kościół to przykrywka, związek jest kompletnie toksyczny, uciekaj jak najdalej od niego.
                  • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 26.08.12, 14:49
                    Nie mógł uznać gdy chciał być wpisany do aktu, bo mu urzędniczna odmówła. Ale potem jak sprawa się wyprostował zrobił to, bez testów.
    • galwaygirl Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 16:53
      wydaje mi sie, ze cala ta opcja ze spowiedzia i religia, to tylko przykrywka. panu sie chyba znudzilo rodzinne zycie i nie berdzo wiedzial, jak z tego wybrnac, to wymyslil sobie, ze ksiadz mu cos powiedzial, a on jako, ze taki "nawrocony", to przeciez musi sie tego trzymac. tak on jest niewinny i swiety, bo on przeciez tylko chce byc religijny, a to Ty wychodzisz na te, co to swietosci nie szanuje. G. prawda! Tak btw, czy on w ogole faktycznie wtedy, kiedy byl na tej niby spowiedzi, tam byl?
      aha, a moze i owszem, wg religii katolickiej zycie bez slubu jest zyciem w grzechu, ale zadna religia nie zaklada, ze lepszym jest zostawienie rodziny od zycia "w nieczystosci". nie wierze, ze jakikolwiek ksiadz kazal sie panu rozstac i zostawic rodzine. albo koles naditerpretuje (moze np ksiadz zasugerowal, ze dobrze byloby jakos "uprawomocnic" te Wasza rodzine, w sensie slub itp) albo, tak jak napisalam na poczatku, wymyslil sobie bajeczke, zeby nie wyjsc na bydlaka bez serca.
      • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 17:36
        Jak przyszedł był szczęśliwy że ksiądz dał mu rozgrzeszenie, że teraz czuje się inaczej i ja się cieszyłam z nim, po chwili pytam rozgrzeszenie ale przecież jesteśmy razem mamy dziecko to jak?
        On że ksiądz powiedział żeby nie grzeszyć , pomyśleć o ślubie, (ale ja nie mogę,a on zakłada że mogę go zdradzić i co wtedy ze ślubem, obojgu nam było dobrze bez ślubu), i to zdanie "nie możemy być tak razem". pytam co masz na myśli tak mówiąc, a on to co słyszę . wyszłam z domu i po godzinie wróciłam. Pytam się o co chodzi bo ja to rozumiem żeć jak brat z siostrą , a on że nie że nie możemy być rodziną bo nią nie bbyliśmy.
        I tu się zaczeło jak to przecież jesteśy im bardziej to podkreślałam tym bardziej dostawał furii.
        mówiłam uspokój się byłeś u spowiedzi on że ja to popsulłam, nie dałam mu się tym cieszyć .Rano następnego dnia wyprowadził się. Rozmawiał ze mną chyba w środę że on tylko chciał do chrztu (miał być chrzestnym w imię tego zostawił nas- ja tak to rozumiem) być "czysty" ale całkiem inaczej brzmi:
        Nie jesteśmy rodziną
        a inaczej
        NIe współżyjmy do chrztu.
        I teraz obarcza mnie tym że to ja popsułam spowiedz, związek, ale ja jego słowa zrozumiałam dosłownie, i nie wyprowadzałmnie z błędu.
        • elle-joan Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 18:49
          Ksiądz nie powinien nikomu radzić, aby porzucił kobietę i dziecko. Może najwyżej zachęcić, aby wziąć ślub kościelny (o ile nie ma przeszkód). Kościół prowadzi duszpasterstwa dla par bez slubu kościelnego, więc nie odrzuca takich ludzi i nie twierdzi, że to nie jest rodzina. Para może się zadeklarować, że będzie żyła w czystosci i wtedy może przystępować do sakramentów, ale nie jest to warunek przynależności do takiego duszpasterstwa. Tak czy siak nikt raczej nie mógł mu powiedzieć: zostaw ich, bo to nie Twoja rodzina. A co do zaniechania współżycia do czasu chrztu, to też niewiele z tego zrozumiał. Rozgrzeszenie dostaje się pod warunkiem, że się postanowi zerwać z grzechem i się nawrócić a nie planuje, że tylko do chrztu, a potem grzeszenie od nowa. Nie pisze żeby Was pouczać, co macie robić, tylko tak z grubsza tłumaczę jak to wyglada wg nauki Kościoła, bo Twój partner nie wszystko dobrze zrozumiał.
        • xika_da_selva Re: Jak się pogodzić z partneram....? 24.08.12, 19:00
          Jedna sprawa, spowiedzi nie mozna zepsuc, bo do spowiedzi mozna po prostu isc kolejny raz i znowu dostac rozgrzeszenie i ta kw kolko macieju. TAK jest i wiesz o tym Ty, wiem ja i wie Twoj facet.
          Wiec niech juz ciebie nie meczy, idzie drugi raz sie rozgrzeszyc,w konczy jest czlowiekiem, a czlowiek jest zwierzeciem ulomnym.

          kuderek1983 napisała:

          > NIe współżyjmy do chrztu.
          > I teraz obarcza mnie tym że to ja popsułam spowiedz, związek, ale ja jego słowa
          > zrozumiałam dosłownie, i nie wyprowadzałmnie z błędu.
          • hugo43 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 25.08.12, 12:43
            ty dziekuj Bogu,ze poszedl sobie ten twoj partner.i jak to mozliwe,ze tak porzadny katolik poniewiera i wyzywa druga osobe?musisz zaczac pracowac nad poczuciem wlasnej wartosci.
        • zakletawmarmur Re: Jak się pogodzić z partneram....? 25.08.12, 23:45
          Obstawiam, że wiara jest przykrywką. Panu nie zależy na Tobie, chce się rozstać ale ma wyrzuty sumienia, że chce Cię zostawić z czwórką. Wcześniej brak pewności co do swoich uczuć i planów na przyszłość tuszował brakiem wiary w Twoją wierność, ojcostwo.
          Jeśli nawet uda Ci sie go namówić na wspólne życie to niewiele się zmieni. Pan dalej będzie miał wątpliwości i szuka sobie uzasadnienia. "Naprawianie" w takim układzie, nie pomoże a zaszkodzi. Mam tu na myśli unieważnienie Twojego ślubu czy udowodnienie ojcostwa. Raczej znajdzie innego haka i zyska świadomość, że tak bardzo Ci na nim zależy, ze zrobisz wszystko.

          Raczej postawiłabym na niezależność, atrakcyjność. Zrezygnowała z uganiania sie za nim, zainwestowała w siebie. Może warto powzbudzać zazdrość? Ja wiem, że przy 4 dzieci to może być trudne ale wyglądasz na zaradną babkę:-)
          • kuderek1983 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 26.08.12, 15:06
            Wiem że teżnie byłąm idealna i często czepiałam się jak dziś widzę bez powodu. Pracował, dbał o dom, dzieci, czułąm się zaniedbywana i szukałam podświadomie draki, chęć bycia zauważoną? NIe wiem , natomias wiem że też wiele błędów popełniła. Dlatego chcę je naprawić, bo wiem co to było. Jeśli "naprawię siebie", pociągnie to skutki w tym że i on się powinien zmienić. Jeśli spróbuję ja (zawsze chciałam by to on się zmienił, lub próbowałam go zmieniać) pokazać mu te zmiany i się uda nam wspólnie normalnie, dobrze i szczęśliwie żyć to będziemy chyba oboje szczęśliwi, ale jeśli mimo to nie wyjdzie będę wiedzieć że ja byłam w porządku i chciałam dobrze, a to on był ten zły. NIe oczekuję efektów odrazu wiem że potrzeba na to czasu, zakładam ok roku. Ale żebym mogła spróbować musi mi dać tą szansę .
            Dlatego proszę was o pomoc "Jak się pogodzić z partnerem," a wzasadzie by chciał zaryzykować i wrócić, napisałam mu co czuję , co myślę, jak chcę to zrobić, jak mi na nim zależy, że mamy dla kogo to robić. Ale on uważa że ja tylko tak ładnie piszę i jak wróci to znów będę rozkapryszona, egoistyczna i próżna, dlatego nie chce, uważa że za kilka dni zrobię coś co spowoduje że poraz kolejny będzie się wyprowadzał. a on nie chce ani żyć na walizkach ani żyć w kłótniach.
            • xika_da_selva Re: Jak się pogodzić z partneram....? 27.08.12, 13:21
              kuderek1983 napisała:
              Ale on uważa że ja tylko tak ł
              > adnie piszę i jak wróci to znów będę rozkapryszona, egoistyczna i próżna, dlate
              > go nie chce, uważa że za kilka dni zrobię coś co spowoduje że poraz kolejny będ
              > zie się wyprowadzał. a on nie chce ani żyć na walizkach ani żyć w kłótniach.


              chcesz sie godzic z facetem, ktory pokazuje tobie na wszystkie mozliwe sposoby, ze nie chce z toba byc. ty mowisz o godzeniu sie, jakby to byla jakas zwykla sprzeczka, a przeciez facet cie zostawil sama, bombarduje wszystkie twoje propozycje ugody i wyraznie mowi, ze go to nie interesuje.
              bierzesz w ogole pod uwage fakt, ze on naprawde moze nie chciec z toba byc? uuf, normalnie mnie ten facet az irytuje tym, jak potraktowal swoja kobiete, ciebie to w ogole nie zdenerwowalo? chcesz przepraszac, wybaczac, rozgrzeszac i godzic sie- a to przeciez facet jak na razie dal tylka!
              chcialas czulosci i atencji, co w tym zlego? przestan szukac winy w sobie, zacznij sie porzadnie wkurzac na tego pana zamiast sie przed nim plaszczyc
              • marzeka1 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 27.08.12, 14:29
                Zgadzam się; facet wije się jak piskorz, byle tylko nie być z tobą; ba- religijność nagle odnalezioną traktuje instrumentalnie, to żadne tam nawrócenie , to ucieczka od obowiązków i zobowiązań oraz ciebie.
                • aqua48 Re: Jak się pogodzić z partneram....? 27.08.12, 20:32
                  Dziwię się jak kobieta z dziećmi mogła znieść te narkotyki, alkohol, oskarżenia o zdradę, wprowadzanie się i wyprowadzanie faceta, przekleństwa (po spowiedzi!!!), żądania wsparcia z jego strony i jeszcze pisać że on jest jej "fundamentem". Toż to przegniłe, walące się rusztowanie, tyle, że oklejone bibułką, nie żaden fundament.
                  Co on Ci daje, bo na pewno nie poczucie bezpieczeństwa i stabilizacji? I co zrobisz kiedy panu znowu odbije i zajmie się np. "zbawianiem świata". Świata w którym nie będzie miejsca na Ciebie i Twoje dzieci?
    • mlaszko Re: Jak się pogodzić z partneram....? 31.08.12, 17:18
      Kiedyś znalazłem kilka cennych rad na tym blogu www.psychologiakobiety.pl
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka