kuderek1983
23.08.12, 16:01
Witam, rozstałam się z partnerem X nie wiem jak ogarnąć to co mi zostało, jak poradzić sobie z własnymi emocjami, dziećmi, jak mu udowodnić że jas dla mnie wszystkim.
Zacznę od początku.
Ja rozstałam się z mężem Z w maju 2008 roku zamieszkałam w jego mieście, spotkaliśmy się w styczniu 2009. Znaliśmy się wcześniej bardzo go wtedy kochałam, planowałam sobie życie z nim, ale on chciał się jeszcze wyszaleć i myślał inaczej o życiu rozstaliśmy się. Bardzo chciałam mieć normalny dom, byłam w domu dziecka chciałam kochać i być kochana. Ja poznałam kogoś wzieliśmy ślub mamy 3 dzieci on był zły, bardzo zły dla nas, picie, bicie, zdrady, miałam dosyć. Nie patrzyłam na jakość a na moją potrzebe miećrodzinę. Po 10 latach los ponownie nas złączył, imponowało mu że sobie radzę mimo że sama mam własne mieszkanie dbam o dzieci, praca i jestem porządna. On przez te 10 lat nie zrobił nic ze swoim życiem, tam gdzie mieszkał na blokach sama patologia, picie narkotyki dziwki.
Bardzo zapragnął mieć normalny dom. Zaczeliśmy być ze sobą praktycznie odrazu, on miał nałogi ale starał sie je zwalczać. Tak bardzo modliłam się do Boga by mi już jego nie zabierał. tak go kochałam, stał się bardzo zazdrosny podejrzenia, obelgi. Ja jego zachowanie tłumaczyłam alkoholem i amfetaminą. Ale chciałam byśmy przez to przeszli, kochał mnie , szanował moje dzieci. Okazało się że jestem w ciąży po prawie roku, nie chciał dzieci bał się że nie będzie dobrym ojcem, że mogą popełnić jego błędy a on je nie obroni.
Któregoś razu zdenerwowało mnie to że oskarża mnie o zdrady i w złości z kimś się umówiłam kilka razy, na zasadzie jak winisz to przynajmniej za coś. powiedziałam mu to.
Oskarżył mnie że nie z nim to dziecko, rozstaliśmy się ja go unikałam on raz jak mnie gdzieś spotkał chciał zgody, innym razem bluźnił.
Postanowiłam sprzedać mieszkanie i się wyprowadzić. On znalazł motywację (dla dziecka) wyrwał się nałogów stał się doskonały, znalazł pomoc w modlitwie.
Urodził się mały w wakacje powiedziałam mu dopiero jak rodziłam, przyjechał do szpitala następnego dnia (rodziłam późno w innym mieście), Był szczęsliwy miał do mnie żal o to wszystko co się stało, i myśł że mały może byćnie jego.
Szukałam kupca na mieszkanie, on co dzień nas odwiedzał kilka razy został na noc. Cały czas go bardzo kochałam i bolało mnie że mógł mnie tak winić. Powiedział że ma nadzieję że spędzając czas z dzieckiem i my się do siebie zbliżymy.
w akcie urodzenia miałam wpisanego byłego męża (takie przepisy) powiedział że uzna małego po badaniach jeśli to jego syn.
Po 3 miesiącach, niestety wyprowadziłam się sama, miał za duży żal.
powiedziałm że jak zechce znajdzie sposób by z nami być
Pojechał następnego dnia do kogoś z moich bliskich zdobył adres.
Bardzo chciał byśmy razem byli, powiedziałmi wtedy że dałam mu coś najwspanialszego, że jest mi w stanie wszystko wybaczyć, na początku będzie trudno bo on ma swoje zdanie w tej kwestii, ale że bym jemu dała szansę tak jak on mi. Wielokrotnie powtarzałam że nic nie było że mały jest jego. Kiedy roztrzygnęła się w sądzie sprawa nazwiska małego z byłym mężem, nie chciał badań uznał go i bardzo kochał i kocha. Przez pozostałe dwa lata żyliśmy różnie głównie szczęśliwie, ale jego myśli wtrącały go w stany depresyjne i złości ( wyobrażał sobie jak to ja mogłam go zdradzać).Kiedy było już bardzo źle kazałam mu się wyprowadzać, kilka dni rozłaki i wracaliśmy do siebie. Cały czas praktykuje modlitwę stał się nawróconym. Potem się uspokoiło jak miał chwile gorsze potrzebował samotności, powtarzeałam że to też jego dom i ma się nie wyprowadzać, konflikty stawały się coraz rzedsz. W styczniu br, coś się w nim stało po byle kłótni wyprowadzał się kilka razy, mnie denerwowało jego obojętność do mnie, już nie całował nie przytulał nie spędzaliśmy prawie wspólnie czasu, gderałam zamiast sama podejść i to zrobić, Potem jużtylko nie czułam tak taego byłam zazdrosna o dziecko że je może kochać a mnie tylko czasami. Mówił że on potrzebuje spokoju jak ja się nie czapiam i on jest miły dla mnie. ale ja chciałam więcej tej miłości dla siebie. Wiem praca zmęczenie w domu 4 dzieci, czasem i ja padam. Widzę to dziś. Nie oczekiwałam by wisiał mi na szyji, ale czegoś więcej niż mi dawał, on powiedział mi wczorej że jak miałam taką potrzebę mogłam sama podejść i by to odwzajemnił.
Tylko oczekiwałam nic nie dająć, powinnam docenićże pracował na dom w tym również na nie swoje dzieci, że też chciał czasu dla siebie, wiem to dziś.
Jakiś czas temu brat poprosił by został chcrzestnym jego dziecka, musiłą odmówićbo nie ma bierzmowania i ksiiądz odmówł mu w naszej sytuacji "tego zaszcztu". Jego brat mimo to zadzwonił tydzień temy że zapisa go w kościele i żeby skłamał że zapomniał zaświadczenia, licząc że ksiądz nie odmówi bomieszkamy ponad 100km dalej. ON jak powiedział jest teraz bardzo religijny, ja również ale nie aż tak. Powiedział że jeśli mu się uda uczciwością poprosić innego księdza to się zgodzi.
Poszedł 17 sierpnia do innego kościoła ksiądz dopóścił go do spowiedzi, dał rozgrzeszenie i tu się zaczęło.
Po powrocie powiedział że poszedł do spowiedzi i ksiądz powiedział że nie możemy dalej tak żyć. Dokładnie że nie możemy już takżyć bo spowiedź będzie nieważna.
Wyszłam z domu. Wróciłam po godzinie, szukałam zaczepki, jak to to nie jesteśmy rodziną tylko to miałam w głowie. Pytam się to jak to żyjemy jak brat z siostrą czy nie jesteśy rodziną ? powiedział że psuje mu chwilę gdy po 20 latach był u spowiedzi i rodziną już nie jesteśy nie byliśmy nią nawet. od słowa do słowa i zrobiła isę draka, ja tylko powtarzeałam że jesteśmy rodziną a go to tylko złościło. potm zrobiła się cisza o koło 24 chciałam się już położyć, jak weszłam do sypialni zrobiło się jeszcze gorzej, że jak ja mogłam położyć się obok. wyszedł spać do innego pokoju.
Rano ciągle mnie klnął ja mimo to zrobiłam mu kanapki do pracy o 5 rano wyszedł nie wziął ich. byłam spokojna uspokajałam go, ja nie umiem się długo gniewać a on rozciąga to dniami.
Wrócił po godzinie pospał i o 11 wyszedł znów, napisałm mu że jesteśy rodziną tu jest jego dom i tylko do rodziny ma wrócić. Powiedział że już nie wróci bo kłócę się o spowiedź z której chciał się cieszyć ze mną.
Wczorajpowiedział że mówiąć żemamy żyć inaczyj myślał o tym by do chrztu być "czystym"
, inaczej to brzmiało inaczej zrozumiałam inaet nie próbował mi myślenia zmieniać, dodatkowo że nie sznowałam jego spokoju, że pracował na cały dom w tym również na moje dzieci a ja tylko wymagałam, że musze nauczyć się pokory, iść do psychologa bym nauczyła cieszyć się tym co daje mi, a jak bym była wdzięcza on sam dał bymi więcej.
Powiedziałże już nie wróci,że pozbawiam go dziecka, że robię swoim zachowaniem patologię, oczywiście również wyzwiska.
Bardzo go kocham, jest moim fundamentem, wiem że tylko chciałm nic nie dając a gderająć, na zasadzie ja się zmienia jak ty, a on ty się zmień to i ja.
Byłam w u psychologa, on nie chce przyjść. Powiedział bym nauczyłą się modlić i prosić Boga opomoc bo życie mi się wali, tak też robię.A jak nauczę się pokory to daj znać.
Czasem trzeba coś stracić by to docenić , żeby odzyskać trzeba się zmienić.
Pracuję nad sobą, mamy dom, syna , dzieci, ja czuję że bycie chrzestnym było ważniejsze niż my.
NIe wiem co robić ciąglę płaczę , proszę Boga o pomoc dzieci chodzą smutne , ja nie umiem się zebrać, wiem że sama sobie nie poradzę.
Proszż Pomóżcie mi jak mam postąpićby udowodnić mu że możemy stworzyć szczęśliwą rodzinę. Aktualnie jest 100km od domu robi bierzmowanie, nie chce ze mną rozmawiać , mówi że już nawetnie tęskni za synem, kazał mi załatwiać formalności w sądzie, jak będę go "nękać" zabierze mi sądownie dziecko. Ja mówie że razem go wychowamy. Czekam patrzę ciągle na telefon, powierzam się Bogu, płaczę, nie jem, jest mi źle, wyciągam wnoski i widzę że byłam rozkapryszoną księżniczką która tylko oczekiwała by czytać jej w myślach.
Szukałam gwiazd jak miałam słońce!
Asi