jovitka1986
30.08.12, 21:35
Dziewczyny powiedzcie proszę czy jest w tym coś dziwnego, że mężatka, która ma 2 dzieci chce czasem wyjść bez dzieci sama z koleżanką (koleżankami) do baru, pubu, restauracji czy kawiarni?
Mam już dość i brak mi sił :(
Mój mąż widzi w tym wieeelki problem.
Rok temu udało mi się go namówić i zgodził się, żebym wyszła na spotkanie klasowe (w klasie same dziewczyny), wróciłam z imprezy późno to fakt (3 w nocy). Oczywiście była obraza i awantura!
Ogólnie mój każdy dzień jest identyczny: gotowanie, sprzątanie, pranie, opieka nad dziećmi i zazwyczaj popołudniu spacer lub plac zabaw. I chyba nic w tym dziwnego, że chciałabym raz na jakiś czas oderwać się od rzeczywistości od codzienności? Chodzę przybita i przygnębiona. Byłam ze sobą u psychologa (co mąż uznał za głupotę) i mam stwierdzoną depresję. Miałam zalecone spotkania i wyznaczone terminy spotkań, ale po dwóch wizytach musiałam zrezygnować, bo po każdej wizycie mąż widział w tym coraz większy problem.
Dzisiaj koleżanka na placu zabaw zaproponowała żebyśmy się umówiły w sobotę na 1-2 godzinki wieczorem, żeby gdzieś siąść spokojnie bez dzieci i pogadać i tu znowu jest problem i awantura, że mężatki się nie włóczą po barach itd
Gdy tylko teściowa wywęszyła, że coś nie gra i o co chodzi (mąż poinformował o co chodzi), odczekała aż pójdę do domu i podeszła do mojej koleżanki mówiąc jej żeby dała mi spokój i nie namawiała mnie na żadne wyjścia bo i tak nie pójdę!!!
Wieczorem zadzwoniła do mnie i stwierdziła że mam nigdzie nie iść i najlepiej zerwać kontakt z tą koleżanką, że jak pójdę z nią to zniszczę sobie życie i rozwalę na własne życzenie nasze małżeństwo!
Mam już na dzisiaj naprawdę dość :(
Nie wiem czy ja jestem nienormalna???