karlamarla
28.10.12, 11:51
Przepraszam za te wulgarne słowa ale takie epitety kieruje do mnie mój mąż, nawet w towarzystwie innych osób. Bardzo często pod wpływem alkoholu.
*to pojeb..e babsko*
Rozmawiałam, stawiałam warunki, groziłam odejściem....nie pomaga. Na trzeźwo mąż przeprasza, obiecuje poprawę i tak toczy się to błędno koło az do nastepnego drinka...
Ale może od początku...Mam 39 lat i jestem męzatką od 9 lat, mamy 6 letniego syna. To dla niego tyle w tym związku wytrzymuję, ale powoli widzę, że się sypię.... nie sypiam po nocach, płaczę, przeżywam mocno te sytuacje.
W naszym związku juz raz przechodziliśmy powazny kryzys - po urodzeniu dziecka, mąż nie wspierał mnie finansowo przez dłuższy okres i mam zasądzone alimenty na dziecko.
Dodam, że pracuję, jestem niezalezna finansowo, mam gdzie odejść, bo mam swoje 'panieńskie' mieszkanie. Wiem, ze jesli tym razem odejdę, to będzie to na zawsze....bo nie mozna dziecku mieszać w głowie, raz być razem, raz nie....Boję sie tej decyzji....
Co robić, poradzcie proszę.....co bedzie lepsze dla dziecka????
P.S. Pisałam juz na forum Rozwód i co dalej....