Dodaj do ulubionych

pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję

17.01.13, 02:08
Witam,

rzadko korzystam z forów itp, ale jestem już w desperacji, nie mam się komu wyżalić, sprawa jest zbyt intymna by opowiedzieć ją mamie, siorze, przyjaciółce (zresztą już nie mam z braku czasu takich 100% przyjaciół)...

Otóż mam problem z Mężem. Chodzi o to, że nie czuję się kochana i szanowana.
Na wstępie napiszę, że ja go bardzo kocham!

Odkąd ponad rok temu urodziłam dziecko, już nie daję rady. Na mojej głowie jest dosłownie wszystko, cały ogromny dom (piorę, prasuję, sprzątam, gotuję, odkurzam, myję łazienki i kible, ścieram kurze, sprzątam kuchnie, załadowuję zmywarkę, płacę rachunki, robię zakupy, dbam o psa itd itd - kto prowadził dom wie ile tego jest) i opieka nad dzieckiem (też pranie, gotowanie, karmienie również piersią, zabawa, przewijanie itd) to wszystko jest na mojej tylko głowie. Oprócz tego jeszcze dorabiam finansowo. Natomiast mój Mąż jest wychowany bez jakiegokolwiek poczucia obowiązku, wszystko robiła za niego mamusia! Oczywiście przed ślubem tego nie widziałam, nie przejmowałam się, że jest bałaganiarzem itd... Teraz w domu nie robi prawie nic, sporadycznie zrobi zakupy i raz dziennie wychodzi z psem! Wyniesie śmieci jak mu powiem i tylko jak mu powiem i to z 10 x muszę przypominać i wyłożyć worek koło drzwi! Nic po sobie nie sprząta! Każdy papierek zawsze leży na stole, nigdy nie wyrzuci śmieci do kosza, nie wyniesie szklanek do zlewu (już nie mówię do zmywarki!). Nie włączył nigdy w życiu żadnej pralki i zmywarki (nawet jak byłam w ciąży zagrożonej). Mąż pracuje około 3-4 x w tygodniu po kilka godzin (2 do 7 h, a zwykle 3 -4 h), pozostałą część czasu poświęca na siedzenie przed kompem, gdzie rozwija swoje pasje lub dokształca się w takim czy innym bieżącym temacie (aktualnie budowlanym - plan budowy domku weekendowego). Jeśli chodzi o pomoc to sporadycznie przewinie dziecko, pomaga w kąpieli dziecka, sprząta ogród raz po raz i kosi trawę. Jak jest jakaś impreza (mam na myśli imieniny lub urodziny - bo niestety na inne imprezy nie chodzimy, Mąż jest odludkiem, wypłoszem) to troszkę pomoże w sprzątnięciu lub zrobi zakupy. Ponadto dba o auta, przeglądy itp. Może jeszcze o jakimś drobnym obowiązku zapomniałam. Ale generalnie wygląda ten podział tak jak powyżej opisałam.

W związku z powyższym ja opadam z sił, tracę ochotę na wszystko, nie mam na nic sił, jedyną moją rozrywką jest kawa z kumpelą średnio raz na pół roku!

Ale najbardziej mi doskwiera inny problem - brak uwagi Męża, już na mnie nie patrzy, nawet nie spojrzy, wciąż tylko gapi się w monitor, nie ma chwili na poważną rozmowę ze mną. Napisałam nawet do niego przez ostatnie pół roku maile i 5 listów - na żaden nie odpisał i nie odpisze. Czuje, że mnie nie kocha.
Odzywa się do mnie i przytula tylko w 1 przypadku, wiadomo jakim - jak chce seksu! A chce go codziennie!
I tu jest kolejny mój duży problem... :( Ja nie mam kompletnie ochoty na seks, totalnie, ponadto nigdy od porodu nie miałam orgazmu (i to jest błędne koło, brak orgazmu, brak ochoty na seks). Wolę go zaspokoić oralnie i mieć spokój. W ogóle często zgadzałam się na seks tylko po to żeby potem nie miał focha, żeby się odzywał i coś pomógł drobnego, żebyśmy pojechali razem na zakupy, cokolwiek zrobili razem. Wiem, nie powinnam się zgadzać wbrew sobie. Ale jak odmówię jest taki foch, że można oszaleć, mam wtedy ochotę się zabić. Ale nie zrobię tego, bo mam dziecko! Kochane, najukochańsze na świecie - całe moje szczęście - sens życia! Cud świata, cud cudów!
Byłam nawet u seksuologa, ale chyba kiepska była ta Pani dr bo nic mi nie pomogła, powiedziała tylko, że mam się tak wszystkim nie przejmować, wyluzować, zrobić diagram na co poświęcam ile minut dziennie, iść do psychologa (jej syna!) i znaleźć panią do pomocy w domu! Ginekologicznie jest wszystko ok - to też sprawdziłam.
Z seksem jest jeszcze jeden problem - ja nie chcę mieć na ten moment 2 dziecka, nie mam jeszcze nawet 30 lat, skończyłam studia, trudne studia, a nigdy w sumie nie pracowałam tak w pełni, a chciałabym, były różne propozycje, ale odmawiałam:(:(, wiem że fajnie żeby córka miała rodzeństwo w miarę szybko, ale nie czuję się gotowa po prostu, pewnie chciałabym zrobić coś wreszcie dla siebie, poza tym nie czuje wsparcia - jw). No i sytuacja wygląda tak, że Mąż nie zgadza się żebym brała tabletki, a sam prezerwatywy nie chce zakładać (sporadycznie się zgadza i to tylko pod koniec stosunku). Sporo razy zgodziłam się na seks bez zabezpieczenia, przy ustaleniu, że on wyjdzie na "koniec" i mnie oszukał - nie wyszedł!!! Wiem, jestem idiotką! Stąd moje obawy, przy każdym seksie czuje się jak na szpilkach i chce na koniec wyskoczyć. Zresztą seks też jest do dupy z powodu tego że trwa około 3 min (sic!) i nie ma zazwyczaj żadnej gry wstępnej:(
Poza tym brak mu szacunku do mnie...:( nie kąpie się codziennie wieczorem (tak jak ja), tylko co kilka dni i to zwykle przed pracą:( a co gorsza często się zdarza, że pierdzi przy mnie:( wstyd mi nawet o tym pisać, to mnie tak poniża, że dostaję szału!!! Jak proszę żeby tego nie robił przy mnie (przed ślubem nie robił), mówi a co mam wstrzymywać, potem mi brzuch pęknie! Jak taka osoba ma pociągać?
Może ja też nie jestem piękna, ale nie mam czasu nawet się uczesać i pomalować, chodzę bez makijażu po domu, nieuczesana z rozdrapaną twarzą:/ ale przynajmniej się kąpię codziennie, w ciąży przybrałam 10 kg i od razu zrzuciłam.
Oczywiście o wszystkich o czym tu piszę żaliłam się Mężowi i nic to nie dało, tylko ja płakałam...
Terapię małżeńską proponowałam Mężowi już dawno temu, najpierw się zgodził, potem wycofał. Twierdzi, ze to biznes, że nic to nie da lub "jak chcesz to idź sama". Nie mam pojęcia w związku z tym jak mam odratować to moje małżeństwo, a raczej jego uwagę na mnie, na domu:(
Napiszcie proszę cokolwiek :(
Obserwuj wątek
    • zabka.zielona Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 11:38
      Twój mąż tak jakby nie widział problemu. Opisujesz tutaj takie rzeczy, że aż mi za niego wstyd i na Twoim miejscu też miałabym tego serdecznie dość.......i chyba zastosowałabym rozwiązanie radykalne, mianowicie któregoś razu po powrocie do domu zastałby mnie opadniętą z sił i nie ruszyłabym się z miejsca nawet na chwilę. Gdyby pytał co jest, umartwionym głosem odpowiedziałabym, że zrobiło mi się słabo i nie dam rady nic więcej dziś zrobić. Przeciągałabym ten stan tak jak on przeciągał swoje zachowanie wobec Ciebie. Dwa wyjścia: a;bo dom zarośnie brudem, co absolutnie nie będzie Twoją winą bo przecież nie będziesz mogła nawet ruszyć ręką, albo w końcu weźmie się za coś.
      Przepraszam za ten może zbyt radykalny i głupi sposób, ale na niego nie działa nic - ani prośby, ani listy... Miał Cie gdzieś...
    • rumpa Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 11:49
      no to wyjaśnij mi,dlaczego nie poszłaś - SAMA?

      Bo w sumie po co iść, jak nie dojdzie do tego, co jest celem i sensem wyprawy - a mianowicie jakaś pani zapewne opierdzieli twego małżonka z pozycji autorytetu i on wreszcie się "naprawi".I jeszcze powie jaką był świnią i to cud że z nim wytrzymałaś. I że cię kocha nad życie.

      Zdradzę ci tajemnicę - do tego nie dojdzie. Bo i pani czy pan terapeuta tego nie zrobi a i mąż się by wziął i nie pokajał, nawet gdyby do tego doszło. Pierdyknął by drzwiami i tyle. Możesz spokojnie wykręcić numer, umówić się na spotkanie i iść sama.
      Bo jesteś sama. I bardzo tej terapii potrzebujesz.
      • aqua48 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 12:06
        Po pierwsze - nie musisz mieć zgody męża na branie tabletek antykoncepcyjnych jeśli nie chcesz teraz mieć więcej dzieci, a on nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa w tym względzie. Idź do lekarza, weź receptę i już. Mąż nawet nie musi o tym wiedzieć.
        Po drugie - zatrudnienie pani do sprzątania jest bardzo mądrym pomysłem, polecam przynajmniej raz w tygodniu do grubszych porządków/prasowania. Inaczej zwariujesz.
        Po trzecie - przestań wyprowadzać psa jak mąż jest w domu, powiedz, że albo on się będzie nim zajmował więcej (mniej siedzenia przed komputerem), albo psa trzeba będzie oddać.
        Po czwarte - wyślij go do gastrologa z tymi jelitami. Niech bierze jakieś leki na gazy.
        Po piąte - nie wpuszczaj go wieczorem do łóżka bez prysznica. Niech nabierze nawyku mycia całego ciała przed snem, albo śpi osobno. Powiedz, że Cię to brzydzi. A sama też zacznij bardziej dbać o siebie, od razu poprawi Ci się samopoczucie. Kup sobie jakieś nowe fajne ciuchy, ładną bieliznę - idźcie po nią razem z mężem i dla niego też coś wybierzcie nowego, będzie lepszy pretekst do zwiększenia higieny osobistej. Wyciągaj go na dłuższe wspólne zakupy, nawet raz na dwa-trzy tygodnie, to na początek dobre spędzanie razem czasu dla odludka towarzyskiego.
        I po szóste zaciągnij go na terapie małżeńską. Powinniście nauczyć się rozmawiać i słuchać.
        • rumpa Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 12:46
          tabletki może wykryć. Lepsza by była Mirena. No i nie da się zgubić - w czym małżonek mógłby pomóc, zapomnieć, sraczka też nie wejdzie w paradę.
          Zdecydowanie Mirena albo cos podobnego.
          • serendepity Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 12:52
            > tabletki może wykryć.

            Maz ma zone gdzies i kompletnie nie slucha tego co ona mowi, a ona ma przestrzegac tego, ze jemu sie nie podoba branie tabletek antykoncepcyjnych?

            Czy autorka watku jest niewolnica, ze pyta sie o zgode meza na takie rzeczy? Maz nic nie pomaga z dziecmi, ale nie widzi problemu w "zrobieniu" kolejnego?

            Nie wiem jak tak kompletnie mozna nie myslec o sobie i tym co jest dobre dla siebie samego? Zona nie bedzie brala tabletek, bo maz nie pozwala (!), a potem kto zostanie z dziecmi i burdelem na glowie? Przeciez nie maz, ktory ma wszystko gdzies i potrzebuje sprzataczki.

            Do autorki watku: przestan byc niewolnica i sluzaca. Jak sprzatacz po mezu i latasz dookola niego, to po co on mialby ruszyc palcem? Mamusia go tak nauczyla, a Ty tylko kontynuujesz. Nie przeszkadzalo Ci to od razu jak zamieszkaliscie razem?
            • rumpa Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 13:16
              nie lubię półśrodków. Mąż ma zonę w dupie, ale tabletek sobie nie życzy. Oczywiście można się rzucać, że co on i tak dalej, ale ja bym nie ryzykowała z produktem, do którego mógłby się w jakikolwiek sposób dostać. A z opisu wynika, że pan ma odpały. Nie testowałabym na własnym brzuchu i życiu dziecka, jak daleko te odpały mogą zajść.
              Co do ewentualnej niepłodności - coś za coś. Nic nie jest doskonałe.
              Można żyć i z kolejnym dzieckiem bez pracy z rozpuszczonym mężem, można zrobić skrobankę, albo musieć pożegnać się z kolejnym dzieckiem, z powodu bezpłodności. Każdy wybiera coś dla siebie.
          • miacasa Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 12:54
            Mirena nie jest zalecana kobietom, które chciałyby jeszcze kiedyś rodzić. Może powodować brak powrotu płodności po wyjęciu (ryzyko zrostów wewnątrz macicy będące powikłaniem ewentualnego stanu zapalnego lub ciąży ektopowej).
            • stoprocent Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 22:27
              Dość oryginalny pogląd, zważywszy na to ze znam sporo lekarzy stosujących te wkladke nawet u nieródek, w celach terapeutycznych. Autorce radzę w tej kwestii skonsultować się z ginekologiem, nie polegać na poradach na forum. Tego typu antykoncepcja akurat bardzo by się tu przydala...
              • miacasa Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 09:48
                stosowanie Mireny u nieródek jest kontrowersyjne w środowisku polskich lekarzy, pogląd nie mój a podany w oparciu o wyniki badań przedstawione podczas wykładu na ten temat na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym w styczniu tego roku
                • 987ania Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 19.01.13, 09:58
                  To zamiast Mireny zwykła wkladka miedziana za 75zł bez hormonów. Skuteczna i na 5 lat wystarcza. Nie ma wpływu na ciążę, no chyba ze w jakimś kosciolkowym wydaniu.
      • sebalda Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 12:17
        Zgadzam się z Rumpą. Nie lubię doradzać z mety terapii, ale tutaj aż się prosi.
        Strasznie to wszystko smutne. We własnym domu znaczysz tyle co nic. Jesteś służącą i prostytutką w jednym. Przepraszam za ostre słowa, ale to, co robisz, to prostytuowanie się z własnym mężem. I żeby nie było, to nie Twoja wina. Wpakowałaś się w chory układ i tak masz:(
        Twój mąż się nie zmieni, zmienić się musisz Ty. Jeśli się sama nie szanujesz, to jak on ma Cię szanować? Co to znaczy, że Ty musisz z nim współżyć? Po tym, jak on Cię traktuje, masz jeszcze być boginią seksu??? Nie pozwala Ci się zabezpieczać? Kim on jest, żeby Ci zabraniać? Stosujecie jako antykoncepcję stosunek przerywany??? W dzisiejszych czasach??? I Ty liczysz na jego lojalność??? Chcesz się jeszcze bardziej udupić z takim gościem drugim dzieckiem?
        Zastanawiam się, jaką prace ma ten Twój mąż. Kilka godzin kilka razy w tygodniu, Ty nie pracujesz, a macie dom? I jeśli finansowo jest dobrze, bo faktycznie nie rozumiem, dlaczego nie zatrudnicie kogoś do pomocy.
        Weź się kobieto ocknij i zrób coś ze swoim życiem. Wyjdź do ludzi, zadbaj o siebie w sensie fizycznym i psychicznym, szukaj jakiegoś zaplecza w innych. Miej kawałek swojego życia. Co się stanie, jak powiesz, że chcesz wyjść i zostawisz go z dzieckiem?
        I pomyśl poważnie o terapii. Poczytaj sobie o asertywności, naucz się szanować siebie:)
        • zuzi.1 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 12:32
          Dokładnie, podpisuję się pod tym co napisała sebalda 10/10
    • marianka_marianka Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 12:11
      Uświadomiłaś sobie, że jesteś samotna w małżeństwie plus sama w kwestiach organizacyjno - porządkowych. To jest punkt wyjścia. Skoro wszystko robisz sama, musisz ograniczyć sobie pracy. Czyli robisz to co niezbędne, przestajesz obsługiwać męża.
      Kolejna ważna kwestia - antykoncepcja. Mąż zachowuje się jak nieodpowiedzialny gó...arz, a to Ty będziesz miała kolejne dziecko na głowie, więc musisz się zabezpieczyć. Uświadom mężowi, że nie możesz na niego liczyć więc sama zadecydujesz o zabezpieczeniu. (Na marginesie - podziwiam odwagę cywilną kogoś, kto bawi się w "wychodzenie przed"...) W takiej sytuacji bądź mądrzejsza od tych wszystkich kobiet, które właśnie do serca przytulają kolejne dziecko, płacząc jednocześnie na forach, że mąż nie kocha, nie pomaga itp.
      Absolutnie się nie dziwię, że nie masz orgazmu, kiedy mąż traktuje Cię przedmiotowo, a seks trwa 3 minuty, bez gry wstępnej... Wręcz przeciwnie, dziwne by było, gdybyś z takiego "seksu" miała przyjemność. U kobiet gra wstępna trwa od rana, u meżczyzn często chwilę przez seksem.
      Jeżeli jesteś zdeterminowana, aby coś zmienić i masz możliwość - idź na terapię. Inaczej spojrzysz na męża, małżeństwo. Twoja zmiana może pociągnąć za sobą zmianę nastawienia męża. Warto walczyć o małżeństwo.
      Jeszcze jedno - wyjdź do ludzi, zapisz się chociaż na głupi aerobik lub angielski.
    • sisley40 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 13:00
      ale o co mu chodzi z tymi tabletkami? co jemu to robi za roznice, co ty lykasz? pomijajac fakt, ze zabilabym smiechem jakby mi facet zabronil czegokolwiek, no moze poza zdrada;)
      • sebalda Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 13:18
        >>Na wstępie napiszę, że ja go bardzo kocham!

        Dopiero teraz mi się rzuciło w oczy to zdanie. Zastanawiam się, co powoduje, że w takim najwyraźniej nieudanym związku kobieta może czuć miłość do TAKIEGO faceta. Za co? Za to, że czasami go zmusi do wyrzucenia śmieci? Za to, że on czasami skosi trawę? A to, że jej kompletnie nie szanuje, to już pikuś. Dziwne.
        • edw-ina Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 13:32
          Sebalda, miłość o jakiej Ty piszesz (ja zresztą zazwyczaj również) to wynik czasu. Lat, przez które wspólnie pracowało się nad związkiem. Autorka raczej pisze o miłości pochodzącej z hormonów. Taka "miłość" faktycznie jest w stanie istnieć pomimo braku podstaw.
          • marzena.1985 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 16:45
            Na wstępie dziękuję wszystkim Forumowiczom za wypowiedzi i poświęcamy swój czas.

            Jeżeli chodzi o to że go kocham, to według mnie kocha się za nic lub nawet pomimo, a nie za coś. Więc proszę się tak nie dziwić.
            Jeżeli chodzi o stosowanie przeze mnie tabletek antykoncepcyjnych, to nie jest do końca tak jak napisałam, że mąż mi zabrania, tylko w sumie sama nie chce, może będę chciała mieć dziecko za pół roku, poza tym chodzi o to, że chce być wobec jego szczera, w naszym związku szczerość to podstawa, i cenię ją u siebie jak i u męża. Nie chciałabym go jakikolwiek sposób oszukiwać, coś ukrywać. Mogłabym brać potajemnie, ale po co mogłabym też mu oznajmić że wzięłam receptę i wykupiłam, ale wiem jak to się skończyło. Nie chciałby się wtedy ze mną kochać – czyli bez sensu:/

            Jeżeli chodzi o to że mam odpuścić, nie być służącym, to racja, próbowałam ale z samym prasowaniem. Zebrała się góra prania niepoprasowanego na tapczanie aż do sufitu, mąż miał to zrobić, oczywiście nie zrobil, ja musiałam to zrobić. Wielka kumulacja. To mnie stresuje. Nienawidzę syfu w chacie więc nie mogę nie sprzątać. Mogę nie prać np jego rzeczy, może spróbuję, nie wiem czy coś to da.

            Jeżeli chodzi o wyjścia moje na aerobik czy coś w tym stylu, to szczerze mówiąc mi się nie chce, brak mi siły, energii, chęci, trzeba ubrać się szykować dojechać. Nie mam motywacji. Poza tym miałabym wyrzuty sumienia, że obowiązki czekają w domu. Nie wyluzowałabym się.

            Panią do pomocy nawet chciałam mieć, nawet mąż się zgodził, stać by nas było żeby przyszła ze 2-3 razy w tygodniu. Ale to nie jest takie proste, nie ma takich ludzi. Za dużo prywatnych rzeczy których w których mogłaby grzebać jest w domu, a dom ogromny. Poza tym mam takiego psa że nie wpuści nikogo obcego do domu!

            To nie jest takie proste mogę nie zajmować się psem jak mąż jest w domu, ale co ja zrobię jak patrzę na biednego psa co piszczy jak jest głodny, mąż nie da mu jeść jak jest zmęczony pójdzie spać i ma wszystko w dupie i ja muszę dać psu jedzenie, wypuścić itd bo nie mogę patrzeć jak cierpi, nie wydam psa bo nie mam komu nie chce - kocham go.

            Myślę o tej terapii w pojedynę, skoro doradzacie.Tylko ciężko mi będzie, nie potrafię się tak otworzyć przed obcą osobą, w 4 oczy (to co innego niż na forum), to są na prawdę intymne sprawy jak widzicie. Jak w ogole taka terapia wygląda? Ktoś wie? I czy w moim przypadku możliwe są jakieś skutki pozytywne do osiągnięcia jeżeli bym chodziła sama?
            • rumpa Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 16:56
              Akurat w twoim przypadku , moim zdaniem , wręcz powinnaś iść najpierw sama. Zwłaszcza jak przeczytałam tego posta. Terapia wygląda tak, że idziesz a pani się pyta, z czym przychodzisz. No i możesz powiedzieć wtedy co jest nie ta, co cie boli i meczy. Rozmawia się o zwykłych rzeczach, co sie wydarzyło, jak na to zareagowałaś, czy osiagnęłaś swoją reakcją to co byś chciała, jak się z tym czujesz, i co bys mogła zrobić aby czuć się lepiej. Ewentualnie dostać to co chcesz, jeśli nie dostałas.
              Acha, póki co to grasz w starą dobrą grę - dobrze, ale…
              Ja osobiście z pewnością nie odpiszę ci na już ani jednego posta. Szkoda czasu.
              Jesli chcesz zmiany, pójdziesz na terapię.
              Nic innego nie pomoże.

              Acha, na terapię idź ZANIM zajdziesz w ciążę.
            • edw-ina Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 17:03
              Nie można kochać za nic, ponieważ tymi sami emocjami obdarzałoby się każdego człowieka. Nikt by się nie wyróżniał w twoim otoczeniu i de facto mogłabyś być z kimkolwiek. Analogicznie nie można kochać mimo wszystko. Tj. istnieje taki typ miłości, ale jest to miłość rodzicielska, a nie partnerska. A nawet ona nie zawsze wytrzymuje wszystko.
              Kochamy m.in. za cechy, które w naszym odczuciu wyróżniają tę daną osobę in plus spośród reszty, co automatycznie czyni ją dla nas bardziej pożądanym partnerem. Np. kocham mojego męża, ponieważ szanuje i ceni moją niezależność i potrzebę wolności, a są to kwestie dla mnie elementarne. Gdyby tego nie szanował, to byłaby mowa o miłości mimo to (a kiedy takich "to" zbierze się więcej, to mimo wszystko). Ala taka miłość, relacja, w której zostają niezaspokojone podstawowe potrzeby jednostki, jest miłością toksyczną i wyniszczającą. Innymi słowy - kochając partnera mimo wszystko, właśnie skazujesz się na relację toksyczną.
            • marianka_marianka Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 18:05
              w sumie sama nie chce, może będę chciała mieć dziecko za pół roku

              Po co Ci drugie dziecko, kiedy się nie ogarniasz z jednym, przy zerowej pomocy męża?
              Z takim podejściem dażysz prostą drogą do samounicestwienia.
              Dla własnego bezpieczeństwa, kolejne dziecko sie planuje w sytuacji, kiedy partner/mąż potwierdza czynem troskę, zainteresowanie, wsparcie itp.
              Napisałaś, że byłaś w ciąży zagrożonej, a pan palcem nie ruszył.

              Szczerość w związku - piękna rzecz... Dlatego sugerowałam - powiedz mężowi, ze jest nieodpowiedzialny, więc sprawę zabezpieczenia bierzesz w swoje ręce. Marsz do ginekologa po tabletki lub wkładkę. Albo ban na seks.
              Na dziecko masz jeszcze czas.
              Uporządkuj swoje życie, naucz męża przestrzegania zasad, idź na terapię.

              Z psem zrobiłabym porządek - mąż chciał psa - niech się nim zajmuje. Nie chce się zajmować - oddaj w dobre ręce.
              Zacznij kobieto myśleć o sobie.


            • oliwkowa75 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 18:15
              Tak się zastanawiam, co Ty masz z tego związku? Nie daje Ci on poczucia bezpieczeństwa, stabilizacji, miłości, nawet szacunku. A tkwisz w nim, i znajdujesz tysiące wytłumaczeń dla swojego męża. Po co Ci to?
              Tylko, błagam, nie pisz, że tym czymś jest dziecko. Dziecko równie dobrze byś miała gdybyś poszła do banku spermy, prawdę mówiąc to nawet lepiej byś na tym wyszła, to nie musiałabyś obsługiwać pana, i robić za gumową lalkę.
              A Ty planujesz z nim kolejne dzieci... Spójrz na to z boku, i popracuj nad własną samooceną.
              • mwiktorianka Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 19:47
                Współczuje ci, naprawdę.Czytając jednak to co piszesz, mam wrażenie, że sama tak do końca nie wiesz czego chcesz.
                Piszesz, że nie masz ochoty na sex, a w następnym poście, że nie możesz brać tabletek bo mąż wtedy nie będzie chciał się z tobą kochać....
            • sofi75 kompletnie nie rozumiem 18.01.13, 09:42
              "Mogłabym brać potajemnie, ale po co mogłabym też mu oznajmić że wzięłam receptę i wykupiłam, ale wiem jak to się skończyło. Nie chciałby się wtedy ze mną kochać – czyli bez sensu:/ "

              Ale dlaczego by nie chcial? Stracisz cos na atrakcyjnosci od momentu brania tabletek?
              A moze jego podnieca ryzyko, a jak go nie bedzie, to seks przestaje byc atrakcyjny.

              Z drugiej strony, nie trzeba bedzie myslec o "wyskakiwaniu" ...

              Poza tym - placzesz sie. Myslalam, ze skoro seks nie sprawia Ci frajdy, to sytuacja, kiedy on nie bedzie chcial, jest Ci na reke - a tu proze ... jaki zonk.

              Przyznaje, ze nic juz nie rozumiem. A raczej zaczynam rozumiec, ze Ty nie wiesz czego chcesz.

            • mmk9 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 10:03
              marzena.1985 napisał(a):

              > Panią do pomocy nawet chciałam mieć, nawet mąż się zgodził, stać by nas było że
              > by przyszła ze 2-3 razy w tygodniu. Ale to nie jest takie proste, nie ma takich
              > ludzi. Za dużo prywatnych rzeczy których w których mogłaby grzebać jest w domu
              > , a dom ogromny. Poza tym mam takiego psa że nie wpuści nikogo obcego do domu!



              Fajne. Ten dom to Centralne Archiwum NKWD w Moskwie, a może Centralna Kwatera Mafii Wszechświatowej?
              Argument o psie, którego nie można spacyfikować na czas wizyty sprzątaczki to już kosmos zupełny.

              Troll.
              • sisley40 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 10:56
                mmk9 napisała:

                >
                >
                > Fajne. Ten dom to Centralne Archiwum NKWD w Moskwie, a może Centralna Kwatera
                > Mafii Wszechświatowej?
                >
                >
                >
                haha...w kontekscie tego, co napisala, ze maz pracuje kilka godzin, pare dni w tygodniu czy jakos tak, a zyja na bogato;) to bardzo mozliwe
            • koronka2012 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 19:37
              marzena.1985 napisał(a):

              > Jeżeli chodzi o stosowanie przeze mnie tabletek antykoncepcyjnych, to nie jest
              > do końca tak jak napisałam, że mąż mi zabrania, tylko w sumie sama nie chce, mo
              > że będę chciała mieć dziecko za pół roku,

              Urocze, doprawdy - w zasadzie jesteś samotną matką, skarżysz się że nosem orzesz, mąż ma cię i twoje potrzeby gdzieś, a ty rozkosznie planujesz dziecko z leniwym lemurem.

              No to pogratulować, doprawdy, zdrowego rozsądku. Kolejny raz potwierdza się że nie ma ofiar, są tylko ochotnicy.
    • kara_mia Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 20:25
      Jest takie powiedzenie:

      Jak ktoś chce: znajdzie sposób, jak ktoś nie chce: znajdzie pretekst.

      i tyle

    • sisley40 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 22:12
      skoro szczerosc ponad wszystko, to co sie dziwisz, ze pierdzi;)
    • o.o.ola Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 17.01.13, 23:05
      Napisałaś - w naszym związku szczerość to podstawa.

      Gdyby mój mąż obiecał mi że "na sam koniec wyjdzie ze mnie" i tego by nie zrobił..... Raz, tylko jeden jedyny raz, a nie trzy, jak w Twoim przypadku.
      Kobieto, żyjesz własnymi urojeniami, kochasz kogoś, kto tak naprawdę nie istnieje....
      Masz tak niską samoocenę, że szok!!! Założe się, że nie raz się zastanawiasz, jak taki wspaniały facet mógł wybrać właśnie Ciebie...
      Będziesz ciągnęła na sobie ten cały wóz i żyła marzeniami, że pewnego dnia on wszystko zrozumie i się zmieni, a tak się nie stanie.
      Twoje dziecko (dzieci!!!) będą patrzyły na wszystko już tochę z innej perspektywy.
      Potrzebujesz fachowej pomocy, nie na forum.
    • tully.makker Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 09:56
      Nie wierze, zebys byla prawdziwa.

      W tym, co piszesz, jest tyle sprzecznosci, ze szok. Chocby to, ze nie masz ochoty na sex z mezem, ale gdybys brala tabletki antykoncepcyjne, to maz nby nie chcial sexu, wiec ich brac nie bedziesz. To chcesz sexu z mezem, czy nie?

      Jesli jednak, jakims cudownym sposobem, nie jestes trollem, to szukaj szybko fachowej pomocy na terapii. masz tyle problemow ze soba, ze nie mam czasu by tu wyliczyc co najmniej polowe.
      • kozica111 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 10:55
        Jak on śmie puszczać bąki!

        Generalnie jakiś dzieciny ten post i wy obydwoje.
      • sebalda Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 11:23
        A dla mnie największą zagadką jest niechęć pana do seksu w przypadku brania przez żonę tabletek. Rozumiałabym blokowanie się faceta na seks, gdy kobieta nie bierze tabletek, a on nie chce drugiego dziecka i nie chce się stresować stosunkiem przerywanym, ale tak??? No jego najwyraźniej kręci ryzyko. A może nie ryzyko, tylko manipulowanie żoną, władza, jaką mu daje trzymanie jej w szachu?
        Cały układ ciężko chory, ot co.
        I z tym prasowaniem też mnie rozśmieszyło. Urosła góra, mąż nie chciał uprasować, to ona jednak wyprasowała. A jakby nie uprasowała??? Z domu by ją wyrzucił? Zbił na kwaśne jabłko? O ile rozumiem, że kobieta sprząta, bo nie lubi żyć w syfie, o tyle prasować jednak nie musi mężowi, górę może przesunąć do pomieszczenia gospodarczego czy czegoś tam, skoro dom duży. Z psem za to rozumiem. Pies to żywe stworzenie, a poza tym członek rodziny, nie można go oddać z zemsty na mężu. To akurat głupia rada.
        • sisley40 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 11:31
          sebalda napisała:

          > A dla mnie największą zagadką jest niechęć pana do seksu w przypadku brania prz
          > ez żonę tabletek.

          noo dla mnie tez. i druga jeszcze wieksza jest to, ze zona najpierw pisze jaki to ma wstret i meczy sie okrutnie, bo seks jest kiepski, ale jakby brala tabletki to on by nie chcial wcale. toz powinna byc szczesliwa wtedy, ze bedzie miala spokoj nie?
    • jop Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 11:00
      > Wiem, jestem idiotką!

      I to jest najlepsze podsumowanie całej sprawy.

      Byłabym milionerką, gdybym dostawała stówkę za każdą opisaną na forach sprawę z gatunku: "Strzelam sobie dziecko z facetem, facet generalnie okazuje się do doopy, nie robi nic w domu, nie zajmuje się dzieckiem i ogólnie mnie olewa, no to strzelam se kolejne dziecko".

      Jedno dziecko z palantem jeszcze jestem w stanie jakoś pojąć (maskował się, zmienił, zauroczenie, wpadka), dwóch - nijak.
    • bretoff Z mchu i paproci 18.01.13, 12:11
      marzena.1985 napisał(a):

      sprzątam ..., odkurzam, myję łazienki i kible, ścieram kurze, sprzątam kuchnie

      te wszystkie czynnosci prosze pani okresla sie jednym , wspolnym slowem " SPRZATANIE "


      > Odkąd ponad rok temu urodziłam dziecko, już nie daję rady. Na mojej głowie jest
      > dosłownie wszystko, cały ogromny dom (piorę, prasuję, sprzątam, gotuję, odkurz
      > am, myję łazienki i kible, ścieram kurze, sprzątam kuchnie, załadowuję zmywarkę
      > , płacę rachunki, robię zakupy, dbam o psa itd itd - kto prowadził dom wie ile
      > tego jest) i opieka nad dzieckiem (też pranie, gotowanie, karmienie również pie
      > rsią, zabawa, przewijanie itd) to wszystko jest na mojej tylko głowie. Oprócz t
      > ego jeszcze dorabiam finansowo.


      przerost tresci , wykresl chociaz polowe w nastepnej wersji tego opowiadania .


      > Napisałam nawet do niego przez ostatnie pół roku maile i 5 l
      > istów - na żaden nie odpisał i nie odpisze.


      moze w adresie podalas zly numer pokoju w tem ogromnym domu .

      prezerwatywy nie chce zakładać (sporadycznie się zgadza i to tylko pod koniec stosunku) ...seks też jest do dupy z powodu tego że trwa około 3 min (sic!)

      znaczy doopcy ze stoperem i gumka w lapie ( sik ! ) .

      _______________________________________________________________________


      P.S. Konopnicka z ciebie nie bedzie a teraz idz nagotuj zupy , nalep pierogow , maz z szychty wroci i sie w koorwi ze ty przy komputerze a obiadu nima , dziecko obes...rane , pies wyje

      to co pailsz musi byc dobre , podaj co , tez chcialbym sprobowac .








    • larysa-1 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 13:39
      Według mnie dopiero zaczynasz sobie uświadamiać i widziec problem, ale tak na prawdę nic nie zmienisz, bo tego nie chcesz.
      Nie oczekuj zmian od niego, bo widzi, że co prawda cos tam powiesz, ale ogólnie to nic z tego nie wynika i konsekwencji nie ma żadnych. A ty nawet jak już cos zmieniasz to potem potulnie się z tego wycofujesz. Czy ty naprawdę myślisz, że ten wygodny mężuś jak w końcu dojrzejesz żeby go doprowadzić do porzadku to nagle się wyprowadzi i ciebie zostawi? Bo tak właśnie mi się wydaje, że ty najzwyczajniej w świecie się boisz że w razie zmian w waszym związku ten wspaniały facet tobie podziękuje. No więc jak ty to sobie wyobrażasz własciwie??? Bo facet nie potrafi się sam ogarnąć, wiec najdalej gdzie pójdzie to do mamusi.
      Kobieto, u mnie w domu to różne przedmioty potrafią lewitować jak partner nie słucha co się do niego mówi. Miałam ten problem na początku zwiazku i jakoś sobie poradziłam, bo nie odpuściłam, ale niestety musisz ponieść cenę jaką są awantury lub kłótnie lub ciche dni. Bo jak ty sobie nagle wyobrażasz, że powiesz " wiesz co od dzisiaj ty sprzatasz łazienki, bo ja mam za dużo na głowie a ty nic nie robisz więc tak będzie sprawiedliwie" i nagle twój książe z bajki pobiegnie i wyczysci kible! No moja droga, prędzej zabije cie śmiechem. Tak więc jak już coś mówisz i chcesz być poważna to trzymaj się raz podjętej decyzji.
      Poza tym foch bo nie ma seksu - robisz z siebie prostytutkę - tak, tak, właśnie tak. Nie masz ochoty, to nie musisz uprawiać seksu i koniec. A jak pan strzeli focha - no cóż, przyniosła bym mu wiaderko i grabie i powiedziałabym że skoro się zachowuje jak gó...arz to niech wiźmie swoje zabawki. Nie chce uprawiać seksu jak bierzesz tabletki - ojej, to niech nie uprawia!
      Weź swoje życie w swoje ręce, bo widać facet ciebie poniewiera!!! On przy tobie pierdzi? no cóż - a ty widać boisz się przy nim piardnąć!!!
      Traktujesz go jak pana i władcę a nie męża i tak on się własnie zachowuje wobec ciebie - sama dałaś mu to prawo.
      Pani do sprzatania i pies mogą spokojnie koegzystować - wystarczy psa zamknąć na czas kiedy pani przychodzi tobie pomóc - i zrób to jak najszybciej.
      Sory za szorstkość ale tej sytuacji nie da się naprawić głaszczac ciebie po głowie, bo to właśnie ty prowokujesz jego zachowanie i idź do psychologa jak najszybciej, bo zgadzam się w pełni z wypowiedzią, że masz niskie miemanie o sobie i czujesz się niedowartościowana.
      Powodzenia!
      • sebalda Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 13:57
        A ja już miałam taką koncepcję, że pan to jakiś gangster, bo mało pracuje, a forsy dużo. I do tego ten niepokój, że w domu jest dużo rzeczy nie dla każdych oczu przeznaczonych:)))
        Ale to autorka nie chce gosposi, pan się juz nawet zgodził, więc moja koncepcja upadła:)))
      • esteraj Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 14:41
        Larysa, z częścią Twojej wypowiedzi się zgodzę, a z częścią nie.
        Robienie awantur nie jest żadnym rozwiązaniem i jest to zwyczajny szantaż emocjonalny.
        Poza tym, mąż na agresję może zareagować agresją i sam wcześniej odejdzie, zanim kobieta o tym pomyśli.
        W przypadku Marzeny, to przede wszystkim ona boi się ewentualnego rozstania.
        Każdy foch czy niezadowolenie powoduje u niej dyskomfort.

        Zgodzę się natomiast, że Autorka powinna wziąć swoje życie we własne ręce.
        Żadne płacze i lamentowania na pewno nie pomogą.
        Dostajemy to, na co sami się godzimy.
    • esteraj Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 14:18
      Marzenko, odkąd zmieniła się u Was sytuacja w domu, bo pojawiło się dziecko, przybyło także dodatkowych obowiązków.
      W takiej sytuacji proponowałabym ponownie wymienić się poglądami z mężem jak dalej ma wyglądać Wasze małżeństwo. Co ty jesteś w stanie od siebie w nie włoży i dać, a co mąż.
      Jak możecie podzielić się aktualnymi obowiązkami.
      Podejrzewam, że mąż może uznać, że on jest osobą zarabiającą na dom, a Ty jesteś od dbania o niego.
      Teraz jest czas na przedstawienie Twojej wizji. Czy zgadzasz się na wizję męża, czy masz swoją. Potem należałoby dojść do jakiegoś kompromisu. Ustanowić nowe zasady i się ich trzymać.
      Może być tak, że mąż nie będzie chciał iść na żadne kompromisy, bo w tej chwili jemu jest dobrze jak jest. Wówczas kolejnym pytaniem byłoby: "Co w takim razie z nami? Chcemy być razem, czy wolimy być osobno?"
      Zarówno Ty jak i mąż podejmijcie jakąś decyzję.
      Małżeństwo nie jest więzieniem i każdy powinien czuć się w nim dobrze.
      Jeśli mąż uzna, że zamiast włożyć wysiłek we wspólne bycie razem, woli być sam, to ma do tego prawo. Wtedy możesz powiedzieć, że kochasz męża "pomimo", bo szanujesz jego wolę.

      Powinnaś nauczyć się kochać samą siebie, czyli zadbać o własne dobro, umieć się sobą zaopiekować, być dla siebie wyrozumiałą i zaakceptować siebie.

      Przyzwoite zachowanie wobec najbliższej osoby jest wyrazem szacunku, a szacunek jest podstawą miłości.
      Czy mąż pierdzi wśród innych osób? Chyba nie i jakoś mu jelita nie eksplodują :-)
      • marzena.1985 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 17:11
        Dziękuję za wszelkie odpowiedzi, większość z Was ma pewnie racje. Dziękuję zwłaszcza za ostatnia wypowiedź Esteraj. Muszę poważnie prozmawiac z mężem, tylko on jest w zasadzie bezkompromisowy - moze nie w kazdym aspekcie, ale jest. Nie chce się zmienić, bo mu wygodnie. Mówi mu że mam mu nie wypominać, że sprzątam, prasuje, gotuje bo wg niego nie muszę. A ja czuje obowiązek, w przeciwieństwie do niego. Cóż...
        Przy innych nie pierdzi, rzecz jasna :(:(
        Mój mąż nie jest żadnym gangsterem, po prostu ma specyficzną pracę, że nie musi pracować długo, a zarabiamy w sumie tyle, że wystarcza nam na w miarę dostatnie życie.
        Z gosposią i z psem (którego nie wydam) na prawdę to nie jest takie proste do pogodzenia - ale poszukam może jakiejś osoby, która się nie boi psów.
        Wiem o tym, że zgadzając się na seks wbrew sobie robię z siebie prostytutkę i tak też się czuję, czasem płaczę po, ale na prawdę bardziej mi się serce kraja jak się nie zgodzę i on strzela takiego focha, że ręce opadają. Wiem, że to dziwne i chore :(
        Z tym, że nie chce brać tabletek to trochę nie potrafię tego wyjaśnić, chodzi mi o to, ze chce być fair i że jak ustaliłam z mężem, że nie biorę to nie chcę brać, poza tym nigdy w życiu nie brałam, mam też chorobę przewlekłą na którą codziennie przyjmuję hormony i nie wiem jak interreagowały by pigułki z moimi lekami. Boję się też, że przytyję od tego.
        Sytuacja, że mąż na złość nie będzie chciał seksu jak wezmę antykoncepty nie sprawi mi frajdy, tylko zniszczy wszystko. Nie chce się kłócić. Dla niego seks jest ważny prawie najważniejszy (tu też ubolewam), a dla mnie obecnie mógłby już nie istnieć:(
        Może macie trochę racji z tym, że mam niską samoocenę, ale to różnie u mnie z tym bywa. Brzydka nie jestem, a na pewno głupia też nie i lubię ludzi.
        Ktoś napisał, że nie można kochać za nic, niestety ja tak akurat kocham. Tak czuję. Nie potrafiłabym żyć bez niego (i on beze mnie) lub żyć z kimś innym (od razu bym myślała o mężu!).
        Myślę o tej terapii... Pomyślałam też, że dam mężowi przeczytać cały ten wątek, chociaż boję się trochę.

        • sebalda Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 19:22
          Ale ja nadal nie rozumiem, dlaczego mąż ma aż taką fobię, jeśli chodzi o antykoncepcję. Co jest w niej takiego strasznego, że on nie chciałby już seksu z Tobą, skoro ten seks jest dla niego taki ważny. Nie widzisz, że tutaj jest jakaś niekonsekwencja? Mówisz o zaufaniu, a jak on Cię traktuje, nie pilnując się podczas tych nieszczęsnych stosunkow przerywanych? Wiesz, jaka jest skuteczność tej metody? Czy on chce teraz mieć kolejne dzieci? Dlatego tak się sprzeciwia antykoncepcji? Leczysz się hormonalnie, a nie wiesz, że teraz jest ogromny wachlarz środków antykoncepcyjnych. Wkładki, pierścienie, plastry, implanty, wstrzyknięcia raz na pół roku??? Lekarz dobierze Ci odpowiednią metodę i po sprawie, nie możesz kierować się swoimi uprzedzeniami i niewiedzą w tym temacie?
          Jak pokażesz mężowi ten wątek, to Ci zrobi takie piekło, że wszystkie dotychczasowe fochy i awantury będą niczym. I się nie dziwię, piszesz rzeczy zbyt intymne, żeby mu to pokazać. Szczególnie o pierdzeniu:)))
          Twój chłop Cię nie szanuje, nie widzisz tego? Ma w doopie Twoje potrzeby i poglądy. Traktuje Cię instumentalnie. I Ty to nazywasz miłością? Ile Ty masz lat, że masz takie dziecinne podejście do miłości, małżeństwa, życia w ogóle?
          • kkokos Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 19:56
            pan traktuje seks jak narzędzie władzy nad żoną. żona się stresuje prawdopodobieństwem drugiej ciąży - i dobrze, pan czuje władzę, jest fun. żona nie będzie się stresować wpadką - funu nie będzie, trzeba będzie zamoczyć gdzieś tam, gdzie seks znów da poczucie władzy, np. płacić prostytutce i wymagać.

            a drugie dziecko ewentualnie byłoby kolejnym narzędziem podporządkowania pani panu. bitwę nerwów o prasowanie pan wygrał, wszelkie bitewki o to, czyje będzie na wierzchu - nakarmić psa, zrobić w domu COKOLWIEK, zająć się dzieckiem, uprawiać seks, wyjść do ludzi czy kisić się w chałupie - wygrywa pan, i to w cuglach. podporządkował sobie autorkę wątku totalnie, a dziewczyna weszła w to jak w masło.
            ona boi się, że gosposia ukradnie coś z sąsiedniego pokoju - fajna wymówka, a po prostu chodzi o to, że gosposia zauważyłaby, że coś jest w tej rodzinie nie halo, że skoro pan domu traktuje panią domu jak szmatę, to gosposia też jej nie musi szanować. pan by się w życiu nie zgodził na oddanie psa, bo ten pies, jakże groźny dla gosposi, także jest narzędziem trzymania autorki wątku w podległości, w sytuacji służalczej - więc dziewczyna wymyśla jakieś "ja tego psa kocham".

            pan generalnie ma świat w nosie, świat służy do tego, by panu było wygodnie. teksty o zaufaniu w tym związku świadczą chyba tylko o chorej więzi ofiary z katem. idź dziewczyno na terapię, zanim twoje własne dziecko - a czas płynie znacznie szybciej, niż ci się wydaje! - będzie cię traktować w dokładnie taki sam sposób, jak jego ojciec.
            tylko ty sama możesz coś w tej sprawie zrobić.
        • koronka2012 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 18.01.13, 19:47
          > Nie potrafiłabym żyć bez niego (i on beze mnie) lub żyć z kimś innym (od r
          > azu bym myślała o mężu!).

          Bzdura, chciałabyś żeby tak było, bo najwidoczniej lubisz się umartwiać.

          po tym co piszesz wnoszę, że gbybyś facetowi kupiła nadmuchiwaną lalkę i wynajęła gosposię na stałe, to nawet by nie zauważył, że cię w tym domu od dawna nie ma.

          Boże, to co piszesz, jest tak żałosne, to nie jest miłość, to jakieś uzależnienie, to żebranie o cień zainteresowania... nie czujesz że się poniżasz w tym związku robiąc wyłącznie to czego on oczekuje, bez zwracania uwagi co jest dobre dla ciebie?

          Zapisz się na tę terapię, może przejrzysz na oczy.
          • marzena.1985 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 19.01.13, 00:18
            To prawda, że ma w dupie moje potrzeby, a ja żebrak jak głupiec o zainteresowanie mną :( rzadko kiedy gdzieś razem wychodzimy, mąż czasem proponuje np kino, ale zwykle wtedy ja nie mam czasu, sił albo ochoty:( mówie obejrzymy film w domu, ale nie oglądamy, bo mąż idzie spać, a ja sprzątam kuchnie po gotowaniu:(
            Problem leży ponadto w tym, że maż chce już teraz jak najszybciej kolejne dziecko, poluje nawet sam na moje dni płodne (sam sobie to oblicza jakoś), a ja może bym chciała dziecko głownie jako rodzeństwo, żeby różnica wieku nie była większa niż 3 lata między dziećmi, ale brak mi sił.
            Nadal się jednak zastanawiam czy jeżeli kolejna rozmowa nic nie da, to czy nie pokazać mu tego wątku. Co z tego, że zbyt intymny jak nie podaję danych osobowych.
            Lub druga opcja - wiem szczeniacka - pokazać to terapeucie na początku spotkania. Po prostu to jest dla mnie tka trudne, że nie umiałabym o tym tak łatwo opowiadać...
            • esteraj Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 19.01.13, 11:12
              Kolejne dziecko niesie ze sobą nowe konsekwencje i obowiązki.
              Jeżeli mąż chce drugiego dziecka, to niech określi jaki będzie jego udział w wychowaniu go. Inaczej to jest jego jakaś zachcianka, podobna jak z posiadaniem psa.
              Twój mąż zachowuje się niedojrzale i nieodpowiedzialnie. Wszelkie konsekwencje ponoszą inni a nie on sam.
              Zanim zdecydujecie się na drugie dziecko, proponowałabym, żeby dać szansę mężowi na wykazanie się.
              W waszym związku widzę pewną manipulację stosowaną przez męża. Ty chłoniesz każdy argument męża jak gąbka. Wewnętrznie czujesz sprzeczność, ale nie potrafisz się temu przeciwstawić. Pytanie dlaczego?
              Wydaje mi się, że jesteś ambitną kobietą. Prawdopodobne starałaś się być jak najlepsza w tym co robisz, a teraz mąż to wykorzystuje. Łatwo może Ci wmówić, że prawdziwa żona potrafi doskonale zająć się domem..., że dobra, kochająca żona zawsze jest chętna na seks...
              To nie tak.
              Musisz nauczyć się słuchać samej siebie.
              Nie możesz robić czegoś w sprzeczności ze swoim wnętrzem.
              Dobra żona nie jest od garów i sprzątania. Ma prawo na słabości i nie jest robotem, a przede wszystkim potrafi zadbać o siebie i o swoje dobre samopoczucie.
              Możesz powiedzieć mężowi, że zamiast gotować obiad, chętnie wybierzesz się z nim do restauracji. Z przyjemnością będziesz się z nim kochać jeśli zajmie się dzieckiem i da Ci odpocząć. W seksie również możesz mówić czego i jak chcesz. Możesz przejąć inicjatywę. Dlaczego to ciągle Ty się boisz fochów męża?
              Naucz się z tym żyć, że ktoś może być niezadowolony z Twojego zachowania. To nie jest koniec świata. Odwróć sytuację i popatrz, co się dzieje, gdy to Ty się na kogoś obrazisz. Czy ten ktoś przejmuje się tak jak Ty? Pewnie dalej obstaje przy swoim, albo przynajmniej nie kaja się tak i nie błaga o wybaczenie (np. Twój mąż).
              Boisz się odrzucenia i boisz się nie być uznaną za doskonałą. Dlaczego?
            • oliwkowa75 Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 19.01.13, 11:25
              > Lub druga opcja - wiem szczeniacka - pokazać to terapeucie na początku spotkani
              > a. Po prostu to jest dla mnie tka trudne, że nie umiałabym o tym tak łatwo opow
              > iadać...

              Wg mnie ok, idź to terapeuty i to mu pokaż, przeczyta i potem będziecie to analizować. Masz strasznie niską samoocenę, nie radzisz sobie z odrzuceniem i brakiem akceptacji. Mam nadzieję, że jak już to przepracujesz, to przejrzysz w końcu na oczy i kopniesz dupka z całej siły w dupę.
              Tylko nie rób sobie teraz kolejnego dziecka, tylko mu zrobisz krzywdę sprowadzając go do takiej patologicznej rodziny. Ciężko to nawet nazwać rodziną :/ Skoro Ty musisz tkwić w tym układzie, to sobie tkwij, skoro lubisz, ale wciągaj w to kolejnego dziecka, wystarczy, że już to jedno na spaprane życie.
            • agnieszka_iwaszkiewicz Re: pomocy, opadam z sił, tracę nadzieję 24.01.13, 09:43
              Sądząc po nicku i treści Pani wątku, jest Pani osobą młodą. Oznacza to, że wkraczając w dorosłe, życie uczy się Pani dopiero je kształtować. Oraz jeszcze może Pani sama kształtować siebie, bo to jest okres tworzenia się dorosłych skryptów i okres dojrzewania. Określa się go w psychologii okresem "młodego dorosłego".
              Chce Pani być z mężem i to jest dobra motywacja do pracy nad sobą jak się w takim związku odnaleźć. Trzeba sobie uświadomić, że nie nad mężem ma Pani pracować, ale nad sobą. Choćby po to aby Pani rozmowy z nim były skuteczniejsze.
              Wygląda też na to, że przyjęliście w związku dość tradycyjne role i takie mace od siebie oczekiwania. U Pani dodatkowo zabarwione to jest romantycznym pojmowaniem miłości, co samo w sobie jest bardzo dobre, ale czasem może być mało praktyczne, a na koniec rozczarowujące. Miłość, , a właściwie człowiek kochający, czasem ma prawo wymagać i to nie jest zaprzeczeniem łączącego ludzi uczucia.
              Będąc z mężem w związku poznaje go Pani coraz lepiej, ustalacie i obserwujecie sposoby wzajemnego funkcjonowania w związku czy reorganizację. Jest to dobry czas na ustalanie tych sposobów, póki jeszcze nie skostniały. Inwestycja w siebie to najlepszy dla Pani kapitał teraz. Niech się Pani nie ogląda na męża, nie czeka na jego zgodę, oparcie czy zmianę. To może okazać się startą czasu lub stać się usprawiedliwieniem aby samej nic nie robić i tracić nadzieję i siły. Jeślibym coś proponowała Pani, to terapię grupową. Albo zacząć od Grupy Otwarcia w Laboratorium Psychoedukacji. Informacje są na stronie internetowej. Agnieszka Iwaszkiewicz
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka