julita165
24.01.13, 15:41
Odnoszę wrażenie, że moja mama jest wiecznie niezadowolona ze mnie. Jestem dorosła, mam męża, dziecko ale tak się potoczyło że mieszkamy z moją mamą ( niby ona na parterze, my na piętrze ale wejście i kuchnia wspólne więc siłą rzeczy mamy masę codziennych kontaktów ) i z róznych powodów nie ma opcji zmiany tej sytuacji, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości.
I prawie codziennie widzę, że jest jakaś rozdrażniona, albo wręcz zdenerwowana czy niezadowolona czemu na moje pytania werbalnie zaprzecza natomiast często dużo krytykuje.
Przede wszystkim mojego męża ale odnoszę wrażenie, że krytyka pośrednio skierowana jest we mnie. Że takiego a nie innego męża sobie wybrałam. Że ona jakoś inaczej sobie go wyobrażała jak i nasze wspólne życie. Fakt, nie przeczę, mój mąż ma różne wady, niektóre nawet moim zdaniem istotne i utrudniające nam życie ale to jest mój mąż i między nami one muszą być rozwiązane albo i nie ale mojej mamie nic do tego tak dlugo jak długo nie jej różne sprawy dotyczą. Ona jednak uważa że skoro mieszkamy razem w jej domu to jej właściwie wszystko dotyczy i chyba nie wtrąca się tylko w nasze sprawy łóżkowe aczkolwiek zdarzało jej się mnie o to pytać.
Ciągle więc słyszę teksty, że mąż nie pracuje tam gdzie powinien i za mało zarabia bo jest leniem ( nie wskazuje jednak co powinien robić i ile zarabiać ), że ja go utrzymuje ( fakt, że zarabiam lepiej od męża ale nie mam poczucia, że on jest na moim utrzymaniu, niewiele wydaje na swoje indywidualne potrzeby, prawie wszystko co zarabia oddaje do domowego budżetu, znałam jego sytuację przed ślubem ), że doprowadzamy jej dom do ruiny ( moim zdaniem tak nie jest, na pewno można zrobić więcej czy lepiej ale tak to dyskusję można prowadzić w nieskończoność ), że za mało sprzątamy a ona za ciężko pracowała żeby pozwolić do takiego stanu doprowadzić mieszkanie ( zaznaczę, że uwagi dotyczą teoretycznie naszej części domu i ocena bałaganu jest poważnie przesadzona ) że dlaczego nie wyjeżdżamy na narty albo dla odmiany dlaczego jedziemy skoro na pewno będzie duży rachunek za gaz ( płacimy na r-ki po równo my 3/4 bo z dzieckiem i ona 1/4, poślizgi w platnościach nam się zdarzają ale na zasadzie, że nie chce mi się placić co dwa dni jakiegoś r-ku, na koniec miesiąca płace wszystko ), że po co wychodzimy gdzieś albo nie wychodzimy, a jak mąż gdzieś wyjdzie to wydziwia gdzie on znowu poszedł, po co, na pewno bez sensu, lepiej siedziałby w domu i coś pożytecznego zrobił bo pozytku z niego nie ma żadnego, nawet oczy do góry wznosi jak mąż mówi, że jedzie na cmentarz do swojego ojca i pyta czy to jakaś okazja tak jakby bez okazji nie miał prawa tam jechać. A potem komentuje, że coś dlugo nie wraca. Strasznie też krytykuje jak mąż wychodzi gdzieś sam z kolegami - faktycznie jest to wielka i główna kość niezgody w naszym małżeństwie i nie raz ostro się z nim o to kłóciłam ale tak szczerze to nie wiem czy jestem temu przeciwna bo tak czuję, czy dlatego, że od mamy słyszę wtedy teksty " no tak, poszedł sobie z kolegami, ciebie zostawił, dzieckiem się nie zajmuje, czy on nic do was nie czuje " Wszystkie te teksty są oczywiście za jego plecami, tylko do mnie, do niego robi dobrą minę do złej gry ale on czuje, że coś jest nie tak. A na początku głośno i publicznie mówił jaką ma świetną teściową bo mama jak chce potrafi być bardzo sympatyczna, towarzyska, rozrywkowa wręcz. A już szczyt wszystkiego to było jak w końcu kiedyś doprowadziłam do poważniejszej z nią rozmowy to stwierdziła, że na nią a nie na męża to mogę zawsze liczyć, a ona ma pretensje bo my jesteśmy we dwójkę ( jeszcze nie mieliśmy dziecka ) plus ona sama a nie jesteśmy w trójkę. Naprawdę nie wiem co ona ma na myśli. Razem jadamy obiady, często z nią spędzamy wieczory. No czego ona oczekuje ? I jeszcze że ja nie jestem z nią szczera. I nie ma między nami bliskości. Może dlatego, że jej oczekiwania sprowadzają się do tego żebym razem z nią najeżdżała na męża i jak ona mówi "kazała" mu robić to czy tamto. Aż jej zwróciłam uwagę, że chyba używa niewłaściwego slownictwa bo nie sądzę aby była zdania, że mąż może "kazać" mi coś zrobić ani też nie słyszałam żeby tak się zwracała do ojca ( na marginesie: z mojego pkt widzenia oni byli świetnym małżeństwem, nie pamiętam żeby się kiedykolwiek kłócili, byli partnerami, okazywali sobie czułość, serdeczność, przyjaźń. Ojciec zmarł nagle 4 lata temu )
Zresztą mama teraz krytykuje głównie mojego męża ale i inne osoby z mojego otoczenia też: zawsze coś jest nie tak, nie tak wyglądał, nie tak się zachował, nie takie ma układy w małżeństwie. taka np. sytuacja: przyszła do mnie koleżanka. Mama siedziała w salonie na dole, idąc do mnie przechodziłyśmy przez hol koło salonu, koleżanka powiedziała jej grzecznie dzień dobry, coś tam zagadała a mama jakaś nadęta siedziała. Potem robiła mi uwagi, że koleżanka zbyt mało wylewnie się z nią witała i brak jej dobrego wychowania.
Mama mnie też krytykowała odkąd pamiętam: w dziecństwie najczęściej słyszałam, że jej zdaniem byłam nietowarzyska, źle się witałam z ciociami/wujkami, byłam zazdrosna o młodszego brata ( oczywiście jej zdaniem bezpodstawnie, a wiadomo, że czasem chodzi o subiektywne poczucie dziecka ), byłam niedobra dla babci - jej matki, moim zdaniem bardzo dobrej ale meganadopiekuńczej osoby, w razie jakiś rodzinnych sporów ona nigdy nie stawała po mojej stronie tylko dążyła do czegoś co nazywałabym zamiataniem sprawy pod dywan. Coś typu nie kłóć się bo nie wypada. Jako nastolatka byłam albo za gruba albo za chuda ( wiecznie walczyłam z nadwagą i efektem jo-jo ) albo za dużo wychodziłam z domu albo za mało albo za mało się uczyłam albo za dużo ( zwłaszcza na studiach, kończyłam trudne studia, na czas sesji rzeczywiście "znikałam dla świata" ). No i wieczne powoływanie się na przykłady różnych ludzi jak to oni są lepsi. Tak ja to przynajmniej pamiętam z czasów dzieciństwa i wczesnej młodości więc z czasem rzeczywiście trochę wycofałam się z relacji z nią. Byłam miła grzeczna ale nie bliska. Bo czułam że otwarcie się spowoduje krytykę. Najlepsze układy miałam przed wyjściem za mąż a już po skończeniu studiów: dużo pracy, imprez, mało czasu z nią.
No ale to się zmieniło bo odkąd mam małe dziecko siłą rzeczy więcej czasu spędzam w domu. Ona zresztą opiekuje się wnukiem jak jestem w pracy za co jestem jej bardzo wdzięczna bo okazuje mu mnóstwo miłości i troski. Ale to trochę jest takie podkreślanie, że ona znów coś dla mnie robi a nic nie dostaje w zamian. Zresztą podkreśla że robi to bo chce a nie oczekuje wdzięczności, a w podtekście jest, że jestem taka zła że jej pewnie wdzięczności nie okażę. Dawała mi też do zrozumienia jaka to ona była dobra matka, ile mi dała, jak się poświęcała z ojcem żebym miała wszystko.
Piszę trochę żeby się pożalić bo czuję się jakaś przyduszona a poza tym te relacje mają nieciekawy wpływ na moje małżeństwo a trochę żeby może dowiedzieć się jak to rozwiązać biorąc pod uwagę, że wyprowadzka jest obecnie niemożliwa.