Dodaj do ulubionych

Problem w relacjach z matką

24.01.13, 15:41
Odnoszę wrażenie, że moja mama jest wiecznie niezadowolona ze mnie. Jestem dorosła, mam męża, dziecko ale tak się potoczyło że mieszkamy z moją mamą ( niby ona na parterze, my na piętrze ale wejście i kuchnia wspólne więc siłą rzeczy mamy masę codziennych kontaktów ) i z róznych powodów nie ma opcji zmiany tej sytuacji, przynajmniej w przewidywalnej przyszłości.
I prawie codziennie widzę, że jest jakaś rozdrażniona, albo wręcz zdenerwowana czy niezadowolona czemu na moje pytania werbalnie zaprzecza natomiast często dużo krytykuje.
Przede wszystkim mojego męża ale odnoszę wrażenie, że krytyka pośrednio skierowana jest we mnie. Że takiego a nie innego męża sobie wybrałam. Że ona jakoś inaczej sobie go wyobrażała jak i nasze wspólne życie. Fakt, nie przeczę, mój mąż ma różne wady, niektóre nawet moim zdaniem istotne i utrudniające nam życie ale to jest mój mąż i między nami one muszą być rozwiązane albo i nie ale mojej mamie nic do tego tak dlugo jak długo nie jej różne sprawy dotyczą. Ona jednak uważa że skoro mieszkamy razem w jej domu to jej właściwie wszystko dotyczy i chyba nie wtrąca się tylko w nasze sprawy łóżkowe aczkolwiek zdarzało jej się mnie o to pytać.
Ciągle więc słyszę teksty, że mąż nie pracuje tam gdzie powinien i za mało zarabia bo jest leniem ( nie wskazuje jednak co powinien robić i ile zarabiać ), że ja go utrzymuje ( fakt, że zarabiam lepiej od męża ale nie mam poczucia, że on jest na moim utrzymaniu, niewiele wydaje na swoje indywidualne potrzeby, prawie wszystko co zarabia oddaje do domowego budżetu, znałam jego sytuację przed ślubem ), że doprowadzamy jej dom do ruiny ( moim zdaniem tak nie jest, na pewno można zrobić więcej czy lepiej ale tak to dyskusję można prowadzić w nieskończoność ), że za mało sprzątamy a ona za ciężko pracowała żeby pozwolić do takiego stanu doprowadzić mieszkanie ( zaznaczę, że uwagi dotyczą teoretycznie naszej części domu i ocena bałaganu jest poważnie przesadzona ) że dlaczego nie wyjeżdżamy na narty albo dla odmiany dlaczego jedziemy skoro na pewno będzie duży rachunek za gaz ( płacimy na r-ki po równo my 3/4 bo z dzieckiem i ona 1/4, poślizgi w platnościach nam się zdarzają ale na zasadzie, że nie chce mi się placić co dwa dni jakiegoś r-ku, na koniec miesiąca płace wszystko ), że po co wychodzimy gdzieś albo nie wychodzimy, a jak mąż gdzieś wyjdzie to wydziwia gdzie on znowu poszedł, po co, na pewno bez sensu, lepiej siedziałby w domu i coś pożytecznego zrobił bo pozytku z niego nie ma żadnego, nawet oczy do góry wznosi jak mąż mówi, że jedzie na cmentarz do swojego ojca i pyta czy to jakaś okazja tak jakby bez okazji nie miał prawa tam jechać. A potem komentuje, że coś dlugo nie wraca. Strasznie też krytykuje jak mąż wychodzi gdzieś sam z kolegami - faktycznie jest to wielka i główna kość niezgody w naszym małżeństwie i nie raz ostro się z nim o to kłóciłam ale tak szczerze to nie wiem czy jestem temu przeciwna bo tak czuję, czy dlatego, że od mamy słyszę wtedy teksty " no tak, poszedł sobie z kolegami, ciebie zostawił, dzieckiem się nie zajmuje, czy on nic do was nie czuje " Wszystkie te teksty są oczywiście za jego plecami, tylko do mnie, do niego robi dobrą minę do złej gry ale on czuje, że coś jest nie tak. A na początku głośno i publicznie mówił jaką ma świetną teściową bo mama jak chce potrafi być bardzo sympatyczna, towarzyska, rozrywkowa wręcz. A już szczyt wszystkiego to było jak w końcu kiedyś doprowadziłam do poważniejszej z nią rozmowy to stwierdziła, że na nią a nie na męża to mogę zawsze liczyć, a ona ma pretensje bo my jesteśmy we dwójkę ( jeszcze nie mieliśmy dziecka ) plus ona sama a nie jesteśmy w trójkę. Naprawdę nie wiem co ona ma na myśli. Razem jadamy obiady, często z nią spędzamy wieczory. No czego ona oczekuje ? I jeszcze że ja nie jestem z nią szczera. I nie ma między nami bliskości. Może dlatego, że jej oczekiwania sprowadzają się do tego żebym razem z nią najeżdżała na męża i jak ona mówi "kazała" mu robić to czy tamto. Aż jej zwróciłam uwagę, że chyba używa niewłaściwego slownictwa bo nie sądzę aby była zdania, że mąż może "kazać" mi coś zrobić ani też nie słyszałam żeby tak się zwracała do ojca ( na marginesie: z mojego pkt widzenia oni byli świetnym małżeństwem, nie pamiętam żeby się kiedykolwiek kłócili, byli partnerami, okazywali sobie czułość, serdeczność, przyjaźń. Ojciec zmarł nagle 4 lata temu )
Zresztą mama teraz krytykuje głównie mojego męża ale i inne osoby z mojego otoczenia też: zawsze coś jest nie tak, nie tak wyglądał, nie tak się zachował, nie takie ma układy w małżeństwie. taka np. sytuacja: przyszła do mnie koleżanka. Mama siedziała w salonie na dole, idąc do mnie przechodziłyśmy przez hol koło salonu, koleżanka powiedziała jej grzecznie dzień dobry, coś tam zagadała a mama jakaś nadęta siedziała. Potem robiła mi uwagi, że koleżanka zbyt mało wylewnie się z nią witała i brak jej dobrego wychowania.
Mama mnie też krytykowała odkąd pamiętam: w dziecństwie najczęściej słyszałam, że jej zdaniem byłam nietowarzyska, źle się witałam z ciociami/wujkami, byłam zazdrosna o młodszego brata ( oczywiście jej zdaniem bezpodstawnie, a wiadomo, że czasem chodzi o subiektywne poczucie dziecka ), byłam niedobra dla babci - jej matki, moim zdaniem bardzo dobrej ale meganadopiekuńczej osoby, w razie jakiś rodzinnych sporów ona nigdy nie stawała po mojej stronie tylko dążyła do czegoś co nazywałabym zamiataniem sprawy pod dywan. Coś typu nie kłóć się bo nie wypada. Jako nastolatka byłam albo za gruba albo za chuda ( wiecznie walczyłam z nadwagą i efektem jo-jo ) albo za dużo wychodziłam z domu albo za mało albo za mało się uczyłam albo za dużo ( zwłaszcza na studiach, kończyłam trudne studia, na czas sesji rzeczywiście "znikałam dla świata" ). No i wieczne powoływanie się na przykłady różnych ludzi jak to oni są lepsi. Tak ja to przynajmniej pamiętam z czasów dzieciństwa i wczesnej młodości więc z czasem rzeczywiście trochę wycofałam się z relacji z nią. Byłam miła grzeczna ale nie bliska. Bo czułam że otwarcie się spowoduje krytykę. Najlepsze układy miałam przed wyjściem za mąż a już po skończeniu studiów: dużo pracy, imprez, mało czasu z nią.
No ale to się zmieniło bo odkąd mam małe dziecko siłą rzeczy więcej czasu spędzam w domu. Ona zresztą opiekuje się wnukiem jak jestem w pracy za co jestem jej bardzo wdzięczna bo okazuje mu mnóstwo miłości i troski. Ale to trochę jest takie podkreślanie, że ona znów coś dla mnie robi a nic nie dostaje w zamian. Zresztą podkreśla że robi to bo chce a nie oczekuje wdzięczności, a w podtekście jest, że jestem taka zła że jej pewnie wdzięczności nie okażę. Dawała mi też do zrozumienia jaka to ona była dobra matka, ile mi dała, jak się poświęcała z ojcem żebym miała wszystko.

Piszę trochę żeby się pożalić bo czuję się jakaś przyduszona a poza tym te relacje mają nieciekawy wpływ na moje małżeństwo a trochę żeby może dowiedzieć się jak to rozwiązać biorąc pod uwagę, że wyprowadzka jest obecnie niemożliwa.
Obserwuj wątek
    • deszcz.ryb Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 15:56
      Nie da się tego inaczej rozwiązać jak tylko wyprowadzką. Może twojej matce nie odpowiada mieszkanie z córką zięciem i przychówkiem - jej święte prawo. Zastanów się, czy na pewno nie dacie rady się sprężyć i wynająć chociażby najmniejszego mieszkania? Bo jeżeli nie, to pozostaje ci jedynie zacisnąć zęby i znosić wszystko z pokorą.

      Swoją drogą nie wiem, jak dorośli ludzie mogą dać się władować w taką sytuację. Skoro jesteście dorośli, to powinniście iść na swoje jak najszybciej.
      • julita165 Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 16:09
        Może i jej nie odpowiada ale jeszcze przed ślubem bardzo nas na to z ojcem namawiali...że taki wielki dom, że to idealne rozwiązanie. A potem umarł mój ojciec i było jasne, że mama sama nie da sobie rady w tym domu, ani finansowo ani organizacyjnie i technicznie. Myśmy to zrobili przede wszystkim dla niej ! Mnie wcale taki wielki dom z ogrodem nie są potrzebne, przeciwnie wolałabym coś znacznie mniejszego z malutkim ogródkiem. Ale nigdy żadne z nas ani słowem jej tego nie wypomniało. I ta przyczyna trwa nadal a będzie gorzej bo przecież mama ani młodsza ani zdrowsza się nie robi. Nie mam sumienia zrobić czegoś takiego bo dla niej w końcu oznaczałoby to konieczność pozbycia się domu który kocha, znajomych sąsiadów, otoczenia...Czuję że mam w stosunku do niej taki obowiązek tylko chciałabym żeby przestała robić te permanentne uwagi albo zbolałe miny
        • deszcz.ryb Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 16:25
          W takim razie powiedz jej jasno: że jeżeli jej nie odpowiada mieszkanie z wami, to się wyprowadzicie. A jeżeli chce z wami mieszkać - niech nie jęczy.

          No i za każdym razem, kiedy zaczyna narzekać na twojego męża, musisz jej powiedzieć, że to twój mąż, kochasz go i że nie życzysz sobie, żeby tak na niego mówiła. Jesteś mężatką i musisz trzymać z mężem wspólny front.
        • aqua48 Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 16:29
          W tej chwili obowiązki masz wobec męża i dziecka większe. Wszystko co mama robi zmierza do tego, żeby rozwalić Wasze małżeństwo i potem tryumfalnie powiedzieć: a nie mówiłam! Masz sumienie na to pozwolić? Poza tym dla Waszego dziecka to też niedobrze wychowywać się w miejscu gdzie jedno z rodziców jest tak traktowane i obmawiane za plecami. Więc lepiej jednak będzie dla wszystkich sprzedać dom i kupić dwa mieszkania. Bo mamy raczej nie zmienisz, nie licz na to.
          • julita165 Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 16:44
            Może i łatwiej byłoby mi rozważać jednak opcje postawienia sprawy na ostrzu noże gdybym była całkiem pewna mojej relacji z mężem...ale nie jestem. Jak pisałam on nie jest bez wad, w niektórych kwestiach muszę przyznać, że mama ma rację ( co nie zmienia faktu że niekoniecznie chcę z nią o tym pięc razy w tygodniu rozmawiać ), nie jest tak, że ja rozważam rozwód ale nasze pożycie nie daje mi jakiegoś poczucia bezpieczeństwa, nie w sensie zdrady małżeńskiej tylko takiego oparcia w innej osobie, że zawsze mogę na nią liczyć. Obawiam się, że wyprowadzka może skończyć się tym, że mama się na amen obrazi a z mężem i tak coś w końcu pójdzie nie tak i się rozstaniemy.
            • deszcz.ryb Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 16:48
              No to trudno, ja bym jednak zaryzykowała i wyprowadziła się z mężem. Pamiętaj, że to z mężem stanowicie "podstawową komórkę społeczną" ["i zostawisz ojca swego i matką swoją, i połączysz się z mężem" itd.]. Może mąż się tak zachowuje z powodu twojej matki? Może wie, że go nie bronisz przed nią tak, jak powinnaś?

              Chciałabyś zjeść ciastko i mieć ciastko, a tak się nie da. Albo rybki, albo pipki. ;)
              • julita165 Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 16:59
                deszcz.ryb napisała:

                Może mąż się tak zachowuje z p
                > owodu twojej matki? Może wie, że go nie bronisz przed nią tak, jak powinnaś?

                Trochę racji możesz mieć. Niewiele ale jednak kilka sytuacji było, że mąż mówił mi, że nadal nie czuje się w tym domu u siebie, że o niczym nie może zdecydować, że różne jego pomysły są przez mame kasowane, że właściwie nie ma swojej przestrzeni ( poza naszą sypialnią ), że od niej nigdy nie słyszał, że coś zrobił dobrze. I w tu muszę jemu przyznać rację

                No czuję się między młotem a kowadłem.
                Problem w decyzji o wyprowadzce leżał też w tym, że przez znaczną część naszego małżeństwa mąż miał okresowo ( od kilku miesięcy do roku na raz ) taką pracę że nie było go w domu od pon do pt wieczorem albo nawet soboty rano. Aktualnie ma "normalną" pracę 8-16 ale nie jestem pewna czy zawsze tak będzie.


            • aqua48 Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 17:06
              julita165 napisała:

              > Może i łatwiej byłoby mi rozważać jednak opcje postawienia sprawy na ostrzu noż
              > e gdybym była całkiem pewna mojej relacji z mężem...ale nie jestem. Jak pisałam
              > on nie jest bez wad, w niektórych kwestiach muszę przyznać, że mama ma rację

              A może to ciągłe sączenie w Twoje uszy wątpliwości, podejrzliwości i narzekań zasiało ziarno zwątpienia? Brałaś to pod uwagę? Kropla drąży skałę.

              > Obawiam się, że wyprowadzka
              > może skończyć się tym, że mama się na amen obrazi a z mężem i tak coś w końcu
              > pójdzie nie tak i się rozstaniemy.

              Zostanie z mamą w jednym domu może jedynie doprowadzić do tego, że i tak się rozstaniesz z mężem, ku pełnej satysfakcji mamy. Natomiast wyprowadzka pozwoli Ci na nowo ustalić priorytety w małżeństwie, i naprawić to co jest złe BEZ ingerencji osoby nieprzychylnie patrzącej i komentującej Twoje i Wasze zachowanie.
              Możesz zbudować sobie takie relacje z otoczeniem, że nie będziesz musiała szukać oparcia w nikim, a zwłaszcza w mamie, a Twoje samopoczucie i poczucie wartości nie będzie uzależnione od tego czy mama (lub kto inny) się obraziła, czy nie, tylko od tego czy postępujesz zgodnie z sobą. Ale w tym celu musisz się usamodzielnić i odciąć pępowinę.
    • gosiekbia Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 16:52
      powiedz mamie że to jej gadanie nic Tobie nie pomoże. i zapytaj wprost - czego od Ciebie oczekuje. potem oznajmij że albo pogodzi się z faktem że ma właśnie taką córkę albo ta córka dla dobra sprawy się wyprowadzi bo nie ma zamiaru pozwolić na rozbicie własnego małżeństwa przez mamusi gadanie. Ja tak wieeele lat temu miałam i sie w końcu wyprowadziłam. Nie sądzę aby moje małżeństwo przy mojej mamie przetrwało. Teraz oczywiście jest wszystko ok, martwię się o nią ale razem bym nie mogła mieszkać.
    • enith Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 17:24
      Problem nie leży w twojej matce, a w tobie. Wiedziałaś, jaki charakter ma twoja mama (wieczne krytykanctwo i niezadowolenie), wiedzałaś, że nie lubi zięcia, wiedziałaś, że niezadowolona jest z twojego wyboru męża, a mimo to zdecydowałaś się przyprowadzić męża w to toksyczne środowisko. Nie dziwi mnie, że twój mąż nie daje ci oparcia, w końcu nie dostaje go od ciebie, prawda? Pozwalasz mamie na obmawianie męża za jego plecami. Mąż, choć mieszka w wielgachnym domu z ogrodem, swobodnie czuje się w jednym jedynym pokoju. Jest krytykowany, oskarżany o lenistwo, jego pomysły są przez teściową torpedowane. Teściowa wpieprza się nawet w tak intymne sprawy, jak wasze pożycie seksualne. A ty nadal nie wiesz co robić. Ja bym wiedziała. Ja bym nas spakowała i wynajęła małe mieszkanie, a mamę, jeśli nie stać na utrzymanie domu, namówiłabym na jego sprzedaż i kupno czegoś mniej kłopotliwego w utrzymaniu. Ty najwyraźniej nie odcięłaś jeszcze pępowiny i bardziej martwi cię reakcja mamy na waszą ewentualną wyprowadzkę, niż to, że mąż żyje w małym piekiełku, zgotowanym mu przez uprzedzoną doń teściową i bezwolną żonę. Odwróć sytuację i wyobraź sobie, że ty musisz mieszkać z teściami w ich domu, gdzie na każdym kroku teściowie dają ci do zrozumienia, że ich syn wyjątkowo źle trafił z wyboram żony. Fajne uczucie, prawda?
    • tully.makker Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 18:03
      Moze nalezaloby przeprowadzic sprawe spadkowa po ojcu i sfochowanej mamuni uswiadomoc, ze ty tez, choc w duzo mniejszym zakresie, jestes u siebie? I zapytac wprost, czy sie uspokoi, czy tez sprzedajecie dom i kazde rozchodzi sie w swoja strone. Twoja matka zapewne jezdzi oo tobie dlatego, ze moze, i moze czas jej uswiadomic, ze nie bedziesz tego tolerowac?
      • zuzi.1 Re: Problem w relacjach z matką 24.01.13, 19:38
        Dokładnie zgadzam się w 100% z enith i tully.maker, autorko czas na rewolucję w domu, trzeba mamusię delikatnie zepchnąc z piedestału, który sobie zbudowała i wprowadzic troche zdrowego, świeżego powietrza do tego domu. Masz w ręku kartę przetargową w postaci tego, że matka samodzielnie nie utrzyma tego domu, więc nalezy jej grzecznie acz stanowczo i wyraźnie powiedziec, że albo zmieni swoje dotychczasowe zachowania wobec Ciebie i męza na przychylne i bez niepotrzebnego krytykowania, albo Wasze drogi się rozejdą. Powinnas z mamą przeprowadzic powazną rozmowę, że pozwala sobie na zbyt wiele, że chyba nie zauważyła, ze jestescie dorosli i tworzycie odrębną rodzinę i nie macie obowiązku dostosowywac się do jej widzimisię i to, że w tym domu mieszkacie wynika głównie z tego, że sama nie jest w stanie tego domu utrzymac... Krótko i stanowczo wyjasnic mamie, kto komu tak naprawdę w całej tej sytuacji robi przysługę, żeby miała tego wyraźną świadomosc. Jeżeli teraz nie postawisz się matce, nie pokażesz męzowi, że to z nim żyjesz w małzeństwie a nie z mamusią, to za chwilę nie będziesz miała co zbierac z tego małżeństwa, bo go za chwilę już nie będzie... Żyjecie w domu z toksyczną matką, która zatruwa Wam wszystkim życie. Przeczytaj autorko koniecznie na szybko kilka ksiązek: "Toksyczni rodzice", "Toksyczni ludzie", "Szantaż emocjonalny", to są ksiązki o zachowaniach takich toksycznych ludzi jak Twoja matka, mam nadzieję, że po ich przeczytaniu otworzą Ci się trochę szerzej oczy na to jakim człowiekiem jest Twoja matka. Nie możesz pozwolic jej zniszczyc sobie życia i małżeństwa. Nie warto...A jakim mężem jest Twój mąż naprawdę dowiesz się dopiero wówczas, gdy zamieszkacie ze sobą razem w przyjaznym dla Was obojga środowisku, bez asysty toksycznej mamuśki. Bardzo współczuję Twojemu męzowi, że musi takie piekło znosic. To jest Twoja toksyczna matka i to Ty masz obowiązek się z nią i jej zachowaniami uporac, nikt inny tego za Ciebie autorko nie zrobi...Z takimi ludźmi jak Twoja matka nie da się normalnie funkcjonowac, z takimi ludźmi ogranicza się kontakty do niezbędnego minimum.
        • oliwkowa75 Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 10:31
          Pytanie też czy autorka i jej mąż faktycznie są finansowo przygotowani na samodzielne życie. Opłacenie mieszkania i niani, bo jak na razie to dzieckiem zajmuje się właśnie matka. Więc "młodzi" też są dosyć mocno od matki uzależnieni. Czas dorosnąć i stanąć na własnych nogach.
          • julita165 Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 11:14
            Na pewno spokojnie moglibyśmy pozwolić sobie na mieszkanie - rachunki w domu w którym mieszkamy są ogromne, średnio sięgają 2500 miesięcznie. Z nianią rzeczywiście byłby problem. Ponieważ oboje pracujemy na pełny etat koszt wynosiłby tam gdzie mieszkam 1800-2000zł. Nie jest to niewykonale ale oznaczałoby konieczność gigantycznych oszczędności, nie wiem czy na dłuższą metę dalibyśmy radę a tu jeszcze brakuje 2 lat do przedszkola.
            Jeszcze dla zobrazowania sytuacji był niedawno taki przypadek: mój brat w sposób również moim zdaniem niestosowny odmówił pewnej prośbie mojej mamy, stawiając ją przez to w głupiej sytuacji względem pewnej znajomej która wyświadczyła jej dużą przysługę. Jak się o tym dowiedziałam wyraziłam się, że nie rozumiem postępowania brata i że nie powinien tak się zachować. Na co moja mama powiedziała "a za to twoj mąż to mnie nawet nie odwiózł do szpitala na zabieg" ( na marginesie nic poważnego: wyrwanie zęba tylko problemowego u chirurga szczękowego ). A to było tak, że to akurat ja ją wtedy do tego szpitala odwiozłam. Czyli nawet w sytuacji która ani mnie ani męża nie dotyczyła musiała dowalić mężowi - krytyką, w dodatku oczywiście nieuzasadnioną, jak i mnie - bo nie pamiętała że ją odwiozłam i miało wyjść na to, że sama się tam zawiozła. Jak jej to przypomniałam to tylko wzruszyła ramionami. A w ogóle to zagadałam na temat zachowania brata bo miałam dalej dodać, że może w takim razie mąż tą sprawę załatwi - bo cały problem sprowadzał się głównie do kwestii transportu. Ale po jej gadce już nie dodałam.
            Jest jeszcze sprawa jej stosunku do mojego brata, moim zdaniem strasznie różnego od jej stosunku do mnie. Brat jest młodszy ode mnie 3,5 roku ale ożenił się wcześniej, jeszcze za zycia mojego ojca i wyprowadził do mieszkania żony. W chwili śmierci taty nie mieszkał już z nami od kilku lat, jak ojciec umarł on nawet w pierwszej chwili zaproponował oczywiście, że się wprowadzi i wszystkim zajmie ale widzieliśmy wszyscy nietęgą minę jego żony. Wtedy i mnie wydawało się bez sensu żeby burzył sobie całe ułożone już życie skoro z mężem i tak po ślubie mieliśmy na pewien czas zamieszkać z rodzicami. No i jest tak, że ja codziennie pytam mamę czy czegoś nie potrzebuje, czy mam jej coś kupić, słucham uwag, spędzam z nią dużo czasu itd a brata z żoną mama regularnie w sobotę lub niedzielę zaprasza na obiady ( my z mężem oczywiście też jesteśmy ) oraz na wszystkie święta, oni ją do siebie albo do restauracji średnio raz na rok, poza tym brat czasem do niej wpadnie po pracy na max pół h ( jeśli oczywiście żona ma w tym czasie coś innego do roboty typu fryzjer ) i zadzwoni na chwilę 2-3 razy w tygodniu i ona nic nigdy nie mówi złego ani o nim ani o jego żonie. I chyba uważa, że syna ma lepszego od córki. Ja zresztą odkąd brat się urodził miałam takie poczucie, może to typowa zazdrość starszego rodzeństwa ale tak czułam a mama zawsze na próby rozmowy o tym mówiła, że się jej czepiam, że ona zawsze starała się żeby dzieci traktować tak samo...chyba jednak jej się nie udało. W razie jakiś sporów z bratem ja zawsze byłam winna. I co najgorsze to nie dlatego, że przyszła mama, wysluchała obu stron i rozsądziła kto ma rację. Tylko dlatego, że w ogóle odmawiała rozsądzania sporu, a winna byłam ja bo się kłóciłam, a brat to zawsze taki śmieszek-aniołek, w nosie miał kto ma rację. Podobnie już jako nastolatce w kość mi dawało, że w domu zawsze jest babcia i dziadek ( moi rodzice mieszkali z rodzicami mamy, chyba im to nie przeszkadzało ale to był ich wolny wybór kilka lat po ślubie i ja przynajmniej nie przypominam sobie jakiś sporów między nimi ), babcia meganadopiekuńcza i non stop gadająca taka wtrącająca się, niby o glupstwa typu " a o której będziesz bo obiad", "a wyprasowałam ci to i tamto" ale wiadomo, że nastolatce takie rzeczy przeszkadzają. Ja dosłownie boje musiałam toczyć o to, żeby babcia przestała mi ciuchy w szafie układać bo wkurzało mnie to że do pokoju wchodzi nie interesując się wcale tym co ja tam robię. I co ? Mama miała pretensje, że kłócę się z babcią a ona tak się stara, tak mnie kocha, a poza tym jest stara, chora i nie można jej denerwować. A ja tylko chciałam żeby mając 18 lat babcia nie układała mi majtek w szafie!
            • paris-texas-warsaw Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 11:53
              Wg mnie wymyślasz jakieś racjonalizacje, że MUSISZ mamie pomagać finansowo, bo ona nie zdoła opłacić domu, a prawda jest taka, że nie stać Cię i Twojego męża na dziecko - bo jeśli kogoś nie stać na opiekę nad dzieckiem i musi się uciekać do bezpłatnej pomocy matki, to taka jest prawda. Ewidentnie Wam to wspólne mieszkanie nie służy, zacznijcie porządnie zarabiać i się usamodzielnijcie. A mamą się nie przejmuj, poradzi sobie, tak jak całe życie sobie radziła, jakoś dzieci wychowała, najwyżej wynajmie górę domu komuś, kto jej bardziej będzie odpowiadał niż Twój mąż i Ty, albo sprzeda dom, kupi coś mniejszego i jeszcze na pomoc domową jej starczy, albo pozna jakiegoś mężczyznę i zacznie prowadzić wspólne gospodarstwo domowe, albo sto innych scenariuszy się rozegra. Jak nie luibi Twojego męża, to wyświadczcie jej i sobie tę przysługę, że nie mieszkajcie razem. Wcześniej może były takie plany, ale jak widać życie je zweryfikowało. Nie każdego trzeba lubić i wg mnie żadne rozmowy nie pomogą, by kogoś polubić. Mogą ewentualnie pomóc w innym okazywaniu tego "nielubienia".
              Ps. Jak nie wiesz, jak to zrobić, to weź przykład z brata i jego żony. Nie jest to chyba specjalnie trudne.
              • krokodil123 Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 12:13
                Dobra i mądra rada Paris (bo mnie ręce opadli po przeczytaniu ostatniego postu autorki).
                Ale.....jest to "ale".....jak to mama sprzeda dom i kupi mniejszego jeżeli oni są właśnie tam i będą się trzymać rękami i zębami dlatego że ten dom ma być "dla nich"?

                Miałam kuzynkę która latami żyła w toksycznych relacjach, inwestowała w cudze-potem przychodziła i się skarżyła, i od nowa to samo ale rady żadnej nie przyjmowała i na krok się od domu nie oddalała aby tylko majątku z oczy nie stracić.
            • deszcz.ryb Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 13:39
              Głupia jesteś strasznie, sama dążysz do rozwodu, w końcu mąż nie wytrzyma, kopnie cię w tyłek i jeszcze ci dziecko zabierze, żeby nie wychowywało się z toksyczną babcią. Albo zostawi dziecko i oleje kontakty całkowicie. Tego chcesz? To dalej siedź na tyłku i pilnuj, żeby dom ci nie uciekł, chytrusie.
              • paris-texas-warsaw Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 13:51
                Oj, dosadnie i lapidarnie, ale i tak to można ująć... Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o...
                • aqua48 Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 14:32
                  Nie wiem dlaczego piszesz, że problem w podjęciu decyzji o wyprowadzce polegał na tym, że mąż pracował od poniedziałku do piątku. Nie możesz przez parę dni w tygodniu po prostu pobyć sama?
                  Mam wrażenie, że mama zastępuje Ci całe dorosłe towarzystwo, uzależniłaś się od jej zdania, opieki nad nią i wsiąka w Ciebie jak w jak gąbkę wszystko co ona Ci mówi. To bardzo niezdrowa relacja i niszcząca dla Twojego małżeństwa.
                  Uważam też za niedopuszczalne, że chciałaś w imieniu swojego męża zaproponować mamie przysługę. Stawiasz się rzeczywiście między młotem a kowadłem, pośrednicząc między nimi i tłumacząc z ich zachowań przed tą drugą osobą. Jeśli mama potrzebuje czegoś od Twojego męża niech sama go o to POPROSI. Osobiście. Ale oczywiście żeby tak zrobić musi mieć z nim POPRAWNE relacje. I sama musi się o to postarać...
                  • paris-texas-warsaw Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 14:56
                    A czemu nastolatkowi ma przeszkadzać, że go domownik robiący obiad pyta, o której będzie? To wydaje mi się normalne pytanie, nawet jak by nastolatek sam musiał sobie obiad robić/odgrzewać. I czemu denerwowało Cię prasowanie Twoich ubrań? To na rynku dość droga usługa:) Ale jeśli tak Ci to przeszkadzało, to mogłaś zwyczajnie powiedzieć, że będziesz sobie sama prasować.
                    I po co krytykujesz syna Twojej matki, a nie podoba Ci się, jak ona krytykuje Twojego męża??? Mi tez nie podobałaby się krytyka mojego dziecka:)
                    W ogóle to bardzo "czepliwa" chyba jesteś;)
            • aqua48 Re: Problem w relacjach z matką 25.01.13, 14:58
              julita165 napisała:

              > Brat jest młodszy ode mnie 3,5 roku ale ożenił się w
              > cześniej, i wyprowadził do mieszkania żony.
              > Jak ojciec umarł on nawet
              > w pierwszej chwili zaproponował oczywiście, że się wprowadzi i wszystkim zajmie
              > ale widzieliśmy wszyscy nietęgą minę jego żony.
              > No i jest tak, że ja codziennie
              > pytam mamę czy czegoś nie potrzebuje, czy mam jej coś kupić, słucham uwag, spęd
              > zam z nią dużo czasu itd a brata z żoną mama regularnie w sobotę lub niedzielę
              > zaprasza na obiady ( my z mężem oczywiście też jesteśmy ) oraz na wszystkie świ
              > ęta, oni ją do siebie albo do restauracji średnio raz na rok, poza tym brat cza
              > sem do niej wpadnie po pracy na max pół h ( jeśli oczywiście żona ma w tym czas
              > ie coś innego do roboty typu fryzjer ) i zadzwoni na chwilę 2-3 razy w tygodniu
              > i ona nic nigdy nie mówi złego ani o nim ani o jego żonie.

              No to może pora wyciągnąć wnioski z faktów, które sama przedstawiasz? Że dorosłe dzieci maja lepsze relacje z rodzicami jeśli mieszkają osobno i nie widują się codziennie?

              > Ja dosłownie boje musi
              > ałam toczyć o to, żeby babcia przestała mi ciuchy w szafie układać bo wkurzało
              > mnie to że do pokoju wchodzi nie interesując się wcale tym co ja tam robię.
              > A ja tylko chciałam żeby mając 18 lat babcia nie układała mi majtek w szafie!

              A teraz zmierzasz prostą drogą do tego, żeby zafundować własnemu dziecku identyczną sytuację, plus wysłuchiwanie codziennie jaki to jego ojciec jest zły, a matka też do niczego...Gratulacje!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Problem w relacjach z matką 31.01.13, 13:48
      Czytając odpowiedzi w tym wątku, zauważyłam, że problem "julity165" jest widziany z jednej, dość powszechnej, perspektywy. Cała sytuacja jest związana z decyzją wspólnego zamieszkania z matką, która to decyzja wynika z niedojrzałości, braku samodzielności itp. Podobnie jest z niechęcią do wyprowadzki.
      Podczas gdy "julita165" napisała, że sami z mężem podjęli kilka lat temu tę decyzję oraz, że z różnych względów teraz z nie mogą jej zmienić. Z tego oraz ze sposobu opisu swojej sytuacji, krytycznego stosunku do niej wnoszę, że "julita165" chyba nie jest osobą niedojrzałą. Pisząc swój post, chciałaby swoją relację z mamą polepszyć lub ją lepiej zrozumieć. Lub też zapobiec konsekwencjom.
      Nawet ludziom dojrzałym i samodzielnym zdarzają się podobne wybory. Są wynikiem różnych motywacji. Czasem późniejsze konsekwencje są związane z ze zmianami, które nadeszły już po decyzji, nawet najrozsądniejszej.
      O ile w wielu przypadkach rada " wyprowadź się od rodziców" jest 100% słuszna, to jednak nie zawsze.
      Dlatego warto zastanowić się czy można coś zrobić dla polepszenia tej relacji z mamą. I obawiam sie , że nie. Mam ma już taki rys, że nie będzie zadowolona. Jej zachowania w jej mniemaniu, są dobrymi radami dla młodych, ochroną "julity165" przed nieroztropnością, chęcią zachowania z nią kontaktu.. Mogą też być reliktem przeszłości, że dzieci wychowuje się przez krytykę. I że krytyka to podstawa oceny innych i kontaktu ze światem.
      "Julito165", niestety niewiele się da zrobić z mamą. Zdanie sobie z tego sprawy i nieliczenie się z poprawą paradoksalnie może przynieść ulgę. A potem powinna iść próba uodpornienia się na działania mamy, skoro nie można ich zmienić. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • squirrel9 Re: Problem w relacjach z matką 10.02.13, 18:18
        Nawet odnoszę wrażenie, że autorka wątku chciałby poprawić niepoprawialne (czyli te relacje z matką a raczej zachowanie matki w stosunku do niej) jakby wtedy miały jej się poprawić realcje z mężem !!! Czyli wierzy, że gdyby z matką układało się lepiej to i z mężem byłoby lepiej ... zważywszy na to, ze matka jak krytykowała tak krytykuje i lepiej nie będzie, można z góry założyć, niestety, że od strony matki nic się nie poprawi. Chyba najwyższy czas powiedzieć samej sobie otwarcie, że lepiej nie będzie.
        Może otworzą się oczy, gdy matka zacznie wnuczkę krytykować (przepraszam, wychowywac w znany sobie sposób), jest duża szansa na to,że twoje dzicko wychowacie w takiej samej atmosferze.
        Kobieto, chociaż dziecku tego nie rób!!!!
    • lena575 Re: Problem w relacjach z matką 04.02.13, 10:47
      Wyobrażasz sobie może w jakiej sytuacji jest twój mąż? Ma wiecznie niezadowoloną tesciową i nieodpępowiona żonę, która stara się zadowolić tą matkę i zmusic go do tego samego. Horror. Ja mu się nie dziwię, ze woli piwo z kumplami, każdy z nas by wolał, ty też.
      Prawie trzydzieści lat temu przez prawie rok mieszkałam z taką teściową. wcześniej wynajmowaliśmy od mojej kuzynki maleńką garderobę, za niewielkie pieniądze. Kiedy byłam w ciązy teściowa przekonywała nas, że możemy się do niej wprowadzić, do dawnego pokoju męża (miała 2 pokoje) bo w tej garderobie nie ma gdzie nawet łóżeczka postawić, zaoszczędzimy na wynajmie i ... padło jeszcze słowo "pomoc", jako coś na co możemy liczyć. Mąż mnie przekonał, choć z trudem. Z teściową miałm stosunki poprawne, kurtuazyjne, może dlatego, że była ona osobą trochę wyniosłą, zdystansowaną i nawet jej syn nigdy jej o swoich sprawach nie mówił (na co skarżyła się do mnie) i jeszcze mnie zabraniał (mówił, że co powiem ona potrafi obrócic przeciwko mnie. No i zobaczyłam co to oznacza.
      Okazało się, że mój mąż wychowywany był za pomocą niezadowlenia matki i jej fochów. Ja starałam się nawet jawne jej złosliwości traktować jako jej troskę i pacyfikować uśmiechem i słowami "wiem, że się mamo martwisz". No i o tym nie mówiłam mężowi, bo w końcu to jego matka. Gdy urodziła się córka, sytuacja, jak mozna sobie wyobrazić zaostrzyła się, Awantury o pranie pieluch w JEJ pralce spowodowało, ze mąż wykopał spod ziemi pralkę (jak to w tamtych czasach) i w małej łazience stały dwie pralki automatyczne.Doszło do tego, że miałam wrażenie, że teściowa ma mi za złe, że mieszam zupę w granku (moim własnym) lewą ręka w prawą stronę a powinnam odwrotnie. Uskuteczniała, miałam wrażenie - wychowywanie mnie jak własnego syna, nieustającą krytyką. Jej pomoc polegała na nieustającym dawaniu "dobrych rad". Wychowana byłam w zupełnie innym domu i dla mnie to był kosmiczny horror. Starałam się jakoś na to wpływać, rozmawiać ale to nic nie dało. Z męzem skakalismy sobie do gardeł. Gdy pewnego dnia usłyszałam, że on mieszkał z matke i zawsze było w porządku, ja się czepiam i wystarczy, ze podporzadkuję się jego matce bo ona jest u siebie a ja nie, spakowałam swoje rzeczy i wróciłam z dzieckiem do rodziców i wprowadziłam sie do pokoju mojego brata. W tamtych czasach wynajęcie mieszkania przez małżeństwo z dzieckiem graniczyło z cudem, mieszkanie kuzynki już było wynajęte.
      Przetrwaliśmy, choć ten rok wpłynął negatywnie na całe nasze małżeństwo. Zobaczyłam w męzu nieodpępowionego gó...arza, który potrafi kręcic, kłamać i "udeptywać" nawet własna żonę po to by matka nie była niezadowolona. Kilka lat zajęło mu zrozumienie tego, ze jego matka będzie niezadowolona dopóki on jej na to pozwoli i dopóki będzie go to dotykało i wpływało na jego postępowanie . A ja długo nie potrafiłam mu wybaczyć, że wpakował nas w takie bagno choć doskonale znał swoją matkę a jeszcze bardziej tego, że ani tego bagna nie chciał widzieć ani nie miał zamiaru z niego się wydobyć. W pewnym sensie nie zaufałabym mu już nigdy (mogliśmy zamieszkać w cudownym kraju, gdzie mąż miałby długoletni kontrakt, planował, ze urodzę drugie dziecko i "potem zpobaczymy"). To "potem zobaczymy" byłoby dla mnie nie do przyjęcia. Straciłam do meża zaufanie, ze on zobaczy, że coś jest desrukcyjne dla mnie i dla naszego związku i podejmiemy działania by to zmienić..
      Wyobrażam sobie jak czuje się twój mąz. Sama widzisz jakie absurdalne pretensje ma twoja matka i sama nie wiesz czu twoje pretensje do męża są twoimi odczuciami czy napedzone żalami matki. Dopóki od matki nie oddzielisz się psychicznie (a nawet fizycznie łącznie z wyprowadzką) dopóty będziesz miała "jak za czasów dzieciństwa". I nie będziesz rozumiała dlaczego masz takie złe małżeństwo. Nie będziesz rozumiała, ze zamiast budować swoją rodzine, pielęgnować swój związek ty dalej jestes dzieckiem w rodzinnym domu z wiecznie rozżaloną matką której humory wpływają na twoje samopoczucie i postrzegonie męża. I pewnie jeszcze myślisz, że gdyby twój mąż postępował tak jak chce matka to byłoby cudownie bo matka krytykuje go by skrytykowac ciebie (kompletna paranoja!, twoja matka krytykuje bo lubi krytykować i moze !!!).
      Moim zdaniem najpierw zastanowałabym się i zaplanowała wspólnie z mężem, czy możemy tak przebudować dom by mieć swoja kuchnię i wejście. Powiedziałabym matce (pewnie trudne dla ciebie), że juz od dawna nie jestem przedszkolakiem i nie chcę - jeśli nie proszę - dobrych rad i takich uwag, na teamt mojego męża wyłącznie dobrze. I przerywałabym krytyke w pół zdania. Wyprowadzka ni9ewykluczona.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka