edwa8
07.05.13, 11:47
Bardzo proszę o radę. Oboje z mężem byliśmy/jesteśmy chyba zbyt pobłażliwi w stosunku do dzieci. Zawsze chcieliśmy stawiać im granice i uczyć metodą konsekwencji, ale mamy ogromny problem z określeniem i doprecyzowaniem tych konsekwencji.
Syn jest w drugiej klasie gimnazjum. Ja wiem, że to za późno na wychowanie, wiem, że jest teraz w trudnym okresie, ale...Jest nam ciężko, jemu pewnie tez, tyle, że to my jestesmy dorosli a nie wiemy co mamy robić.
Chodzi o motywację do nauki. Miał kiedyś trudności, obecnie są opanowane, ale fakt jest faktem, że musieliśmy mu pomagać w nauce. Nie uczyliśmy się za niego, nie odrabialiśmy za niego zadań, ale pomoc z naszej strony była (czasy podstawówki).
Na poczatku gimnazjum radził sobie samodzielnie, materiał był łatwiejszy, więcej godzin z przedmiotów, z których teraz ma kłopoty, ma pamięć słuchową, więc duzo wynosił z lekcji. Teraz z biologii, fizyki,, geografii, chemii jest tylko jedna godzina tygodniowo, więc trzeba sie uczyć w domu. Dodatkowo materiał jest trudniejszy.
I tu się zaczynaja schody. Z pozostałych przedmiotów radzi sobie, ma trójki, ale z trzech grozi mu dwója. Gdy go dopilnuję, żeby sie pouczył czyli każę odpowiedzieć na pytania pod tekstem, przepytuję, dostaje ze sprawdzianu czwórkę, gdy uczy się sam jest dwója albo gorzej. Jemu się autentycznie nie chce. problem nie jest w tym, ze czegoś nie rozumie, tylko w tym, że nawet nie zajrzał do książki.
Syn ma fioła na punkcie jakiejś netowej gry, kiedys kupił sobie za swoje pieniądze telefon komórkowy, a teraz całe doładowanie wykorzystuje na internet. Na komuputer ma założoną blokadę rodzicielską, a po tym, jak ostatnim miesiącu dostawał same mierne i jedynki zabroniłam mu korzystania z internetu do czasu poprawienia ocen.
Nie poprawił ich, korzysta z internetu przez komórkę, a gdy chcemy mu ją zabrać twierdzi, że nie mamy prawa, bo jest jego...
Syn chodził na kursy efektywnej nauki, z ang ma prywatne lekcje, bo mu zalezy na nauce tego języka, jeździ na wycieczki i z klasą i z nami. Jak tylko wyrobi się z lekcjami i obowiązkami domowymi ma czas wolny (zadania domowe odrabia, ale w ogóle się nie uczy). tego czasu wolnego jest duzo, bo odrobienie lekcji i wykonanie kilku drobnych prac w domu zajmuje mu maks godzinę. Zaprasza kolegów, odwiedza ich, wychodzi do kina i na miasto. Nie odstaje od rówiesników materialnie w żadnym stopniu. Po co to piszę...bo sama nie wiem, czy to dobrze, czy źle, czy daję mu za duzo swobody, czy w sam raz, czy powinnam bardziej cisnąć jesli chodzi o naukę? ale nie wiem jak? jakie zastosowac metody? Czy tez odpuścić?
Bedzie mu trochę głupio jak będzie miał mierne na świadectwie, ale go to do niczego nie zmobilizuje. Ma jedną mierną na półrocze i nie robi nic by tę ocenę poprawić.
Do tej pory duzo rozmawialiśmy, tłumaczyliśmy mu dlaczego nie pozwalamy np. na powrót o pólnocy itd, itd, i jakoś się dogadywaliśmy. Ale tłumaczenie, że nauka jest potrzebna w zyciu (odkrywanie, pokonywanie własnych słabości, wytrwałość, dążenie do celu, sukces, wyciąganie wniosków na przyszłość) w ogóle do niego nie trafia. W każdej wolnej chwili gra na telefonie. Każdej, przy jedzeniu, w trakcie spaceru z psem, wszędzie.
A ja mam ochotę wyrzucić telefon przez okno:(
Co robić?