Dodaj do ulubionych

Rodzina ach rodzina

08.06.13, 23:03
Jeździcie do rodziny jesli oni nie przyjeżdżają do was?
Składacie życzenia, pamiętacie o urodzinach, imieninach jeśli oni zapominają o waszych lub nie mają w zwyczaju składać życzeń?
Dzwonicie, piszecie maile, pytacie co u nich słychać jeśli oni do was nie dzwonią nie piszą?

Podsumowuję właśnie szereg różnych wydarzeń i braku tych wydarzeń.
Mieszkam w innym mieście niż rodzice. Z rodzicami w dużym domu mieszka siostra i brat. Druga siostra z mężem mieszkają jeszcze gdzie indziej, tak samo drugi brat z żoną. Bracia nigdy nie zapraszają do siebie, nie dzwonią żeby pogadać, nie są zainteresowani co u mnie, nie składają życzeń. Żonaty brat przysyła smsa na imieniny bo jego żona jest moją imienniczką. Zamężna siostra jeśli wyślę jej maila to rzadko odpowie, "świecimy" się obie na skypie ale rozmowa jest tylko wtedy gdy to ja ją rozpocznę i ja zadaję pytania co u niej a ona odpowiada, uświadomiłam sobie , że w trakcie tych rozmów ona przeważnie nie pyta co się u mnie dzieje, czy wszystko dobrze, nie interesuje się moim życiem, tym jak sobie radzę. Jeżdżę raz w miesiącu do rodziców, już starsi, coraz bardziej niedołężni, wypada się im pokazać, zobaczyć, porozmawiać. Oni, gdy byli sprawniejsi nie odwiedzali mnie, nie widzieli takiej potrzeby, taki z nich domatorzy. Brat tam mieszkający ledwie odpowie cześć i tyle z nim komunikacji, no chyba że sobie wypije kilka piw to wtedy gada jak najęty czy go ktoś chce słuchać czy nie... , ostatnia siostra czasem o mnie pamięta, a czasem nie, jak wie że jestem np chora to codziennie się zainteresuje, a potem cisza w eterze, potrafi też tygodniami nie wykazać żadnej inicjatywy w kierunku kontaktu, nie zadzwoni, nie zwierzy się, a na próby zapraszania by przyjechała do mnie, byśmy coś razem zrobiły, poleniły się, poszły do kina, by oderwała się od tamtego życia -najczęściej ma odpowiedź "a po co tam mam jechać"... bo co można robić w mieście, w bloku.. fakt odwiedzin u mnie, zobaczenia się, spędzenia czasu razem widać nie jest warty tego, postrzegany jako strata czasu.? Bo wygodniej jak to ja przyjadę, wtopie się w ich dom, ich schemat życia i to im wystarczy z kontaktów ze mną.
I tak to pokrótce wygląda.
Kiedyś pamiętałam o każdych ich urodzinach, imieninach, kupowałam prezenty, jeździłam częściej, dzwoniłam częściej. I z roku na rok widzę, że jeśli ja nie podtrzymuję częstszego kontaktu to oni w moją stronę nie potrzebują go mieć. Za chwilę nie będą zupelnie wiedzieć co się u kogo dzieje, a oni nie będą wiedzieć czy ja w ogóle jeszcze żyję. Rodzina.
Aż wstyd, gdy spotykam na ulicy kuzyna, wypytuje co tam u kogo w rodzinie, a ja sadzę ogólniki że super wszystko dobrze a nawet nie wiem czy brat/siostra pracuje tam gdzie pracował czy może coś zmienił, nie wiem czy jest w kraju czy na zagranicznym urlopie., nie wiem do jakiej szkoły chodzi siostrzeniec, itd.
Miałam 2 tygodnie temu okrągłe urodziny, pamiętała o nich tylko jedna siostra i mama, choć mama to chyba tylko dlatego pamiętała, że jej o tym powiedziałam dzwoniąc do niej.

I tak się zastanawiam w obliczu tych wszystkich pojedynczych "cegieł" ...
odpuścić zupełnie kontakty z rodziną, z dorosłym rodzeństwem? nie dzwonić, nie pisać, nie składać życzeń, nie pamiętać, nie interesować się co u nich się dzieje - dostosować się do tego co oni mnie oferują?
odpuścić kontakty i zostawić je by to oni się wysilili jeśli jakichś kiedy zechcą?
i zajęć się swoim życiem, zewnętrznym, nie związanym z rodziną wyjściową?

co byście zrobili w takiej sytuacji?

Ps. za ponad miesiąc urodziny i imieniny tych, którzy o mnie nie pamiętali. machnąć ręką już na dobre?


Obserwuj wątek
    • panizalewska Re: Rodzina ach rodzina 09.06.13, 07:07
      O cześć Kisiel :) U mnie w rodzinie dość podobnie, z tym, że największe napięcie na pamiętanie o urodzinach itp ma moja mama. I powiem Ci tak:

      Jeżeli sprawia Ci to przyjemność - dzwoń, pamiętaj, zapraszaj, jedź, DAWAJ ludziom coś z siebie
      Jeżeli sprawia Ci przykrość brak wzajemności - NIE DAWAJ, ale też NIE WYMAGAJ od innych dawania. Bo innych ludzi nie zmienisz, tylko siebie możesz i swoje podejście do tematu.

      Mam bardzo liczną rodzinę, tą "bliską" - z więzów krwi. I co? I głównie nic. Moja mama zawsze miała nieziemskie napięcie na imprezy rodzinne, zaprasza wszystkich, wszędzie i zawsze, a potem lamentuje, że nie ma wzajemności. No kurcze - taki lajf. Ludzie lubią być ugoszczeni, dostawać prezenty, ale nie wszyscy mają potrzebę robienia imprez, zasuwania przy garach, obsługiwania gości, a potem fura sprzątania. Dla niektórych samo goszczenie ludzi, czy przyjazd do innych w odwiedziny - to kłopot. Bo nie lubią emocjonalnego wysiłku, jaki się z tym wiąże, zaburzenia swojej rutyny, konfrontacji z innym człowiekiem. Bo trzeba być kreatywnym, porozmawiać, UMIEĆ SŁUCHAĆ, dostosować się też do drugiej osoby, dostroić. Bo po prostu nie, bo łatwiej. I na to nie masz wpływu.

      Ja utrzymuję kontakt z niektórymi członkami rodziny od strony mamy i dziadków - jej rodziców. Bo są fajni, bo też pamiętają, lubimy się spotykać i rozmawiać. Z rodziną ojca, mimo, że przez płot mieszkaliśmy 10 lat - praktycznie żadnych kontaktów, tylko czasem widzimy się na święta, ale też nie zawsze i nie wszystkie. A ojciec ma czworo rodzeństwa, mam prawie 16 sztuk rodzeństwa ciotecznego. Nie mam najzieleńszego pojęcia, co u nich słychać, a już w ogóle, kiedy mają urodziny i imieniny. Bo ich rodzice nie spraszali na urodziny, jak byli mali, dzieciaki nie nauczone podtrzymywania kontaktów w rodzinie - same potem nie spraszają.

      Mam za to paczkę przyjaciół i znajomych, z których każdy jest zapisany na naszym wielkim kalendarzu ściennym z ich okazjami. Dzwonimy do nich z życzeniami, oni do nas. Choć czasem nie odpisujemy sobie na zwykłego smsa przez tydzień, ja przyburaczyłam ostatnio na święta i chyba nikomu nie odpisałam na życzenia (a nie były to wierszyki z internetu). Czasami nie widzimy się i pół roku i rok, choć mieszkamy w tym samym mieście i okolicach. Ale wiemy, co słychać, życzenia, przesyłamy prezenty pocztą, jak nie możemy się spotkać itp.

      Także wszystko jest kwestią wyboru. A to, że akurat dotyczy Twojej naj naj najbliższej rodziny - niczego nie zmienia. To też są po-prostu-jacyś-ludzie :)
      • blue_meerkat Re: Rodzina ach rodzina 10.06.13, 00:15
        Ja dlugo winilam sie za to ze moja rodzina nie wydaje sie palac checia utrzymywania bliskich kontaktow, a moze raczej kontaktow partnerskich gdzie moje zycie, opinie, decyzje, praca sa takie samo wazne I ciekawe jak te reszty rodziny. Która mieszka wlasciwie razem i nie uznaje granic między swoimi czonkami chyba że chodzi o sytuację typu my vs reszta swiata. Moje wizyty konczyly sie dolem I poczuciem winy, co wynikalo jak sadze z roznych stopni braku zainteresowania czymkolwiek co mialo zwiazek z tym gdzie zyje, co robie czy co mysle. Kontakt utrzymuje glownej ja, czasem mama, od wielkiego dzwonu odezwie sie ojciec. Rodzenstwo nie ma czasu, czyli raczej nie zainteresowane kontaktem. Rodzina meza jest bardziej otwarta, kontakty sa częstsze I lepsze. Przykro mi, ale ich nie zmienie, a siebie nie zamierzam bo wystarczajaco sie naterapeutyzowalam :) jest taka fajna metafora, ze to jak z dawaniem prezentu- mozna zaoferowac kontakt ale to druga strona decyduje co z nim bedzie chciala zrobic.










        • kisiel_jagodowy Re: Rodzina ach rodzina 12.06.13, 21:03
          Ja chyba powinnam im powiedzieć, że przeszkadza mi, iż są tacy niekontaktowi więc dlatego odpuszczam. Bo znając ich interpretacje rzeczywistości, to będą uważać, że to ja jestem "be" i kontakty ograniczam.. Raczej nie widzą, że z ich strony tych kontaktów nie ma, a jest oczekiwanie, ze to ja przyjadę i kontakt w ten sposób "sam" się zrobi...
      • kisiel_jagodowy Re: Rodzina ach rodzina 12.06.13, 20:59
        Dzięki za odpowiedź, tak to fajnie napisałaś.
        Mnie męczy trochę ta sytuacja bo wiem, np że niektórzy z mojej rodziny czują się samotni a siedzą i czekają na Godota nie podejmując żadnej aktywności, by więcej kontaktów mieć. Wiadomo, kontakty jeden przez drugiego i tworzy się spora grupa towarzyska. A gdy próbuję nawiązać serdeczniejsze kontakty i budować jakąś wspólnotę to trafiam na bierność. I chyba machnę na to ręką. Bo np sytuacja gdy brat ma imieniny 5 dni przede mną. Ja dzwonię, składam życzenia, ok., 5 dni później zero kontaktu z jego strony. A na pewno wie o moich imieninach. Po prostu nie ma w zwyczaju okazywać zainteresowania życiem sióstr, chyba taką serdeczność uważa za słabość. Widzę, że lata moich delikatnych prób zmiany tego, składania życzeń, kupowania prezentów, mini przyjęć, "by było miło", nie zmieniły nic- oprócz tego, że ja się teraz czuję w obowiązku kupować prezenty (bo poprzednio kupiłam więc jak to wypada teraz z pustymi rękami...) a pozostali się niespecjalnie wysilają i nawet na życzenia ich nie stać. Trochę to nie ma sensu. Nie chodzi o kasę, tylko o całokształt, brak wspólnoty, brak wzajemności, brak wdzięczności. chyba skończyła mi się energia by się samotnie starać.
        A sms z życzeniami, lub telefon dwa razy do roku to chyba nie jest rzecz która ich tak strasznie dużo kosztuje... Albo choćby odesłanie smsa ze słowem "dziękuję" gdy ja im życzenia wysyłam...
        No nie. Zbuntowałam się:) Przelało się po prostu. Niniejszym się wypinam z tego.
        • zuzi.1 Re: Rodzina ach rodzina 12.06.13, 21:58
          I bardzo dobrze, że się w końcu wypinasz, są po prostu ludzie i taborety, a Ty masz do czynienia z tymi drugimi
        • blue_meerkat Re: Rodzina ach rodzina 13.06.13, 16:53
          Mysle ( moge sie mylic) ze trafiasz na biernosc bo tak naprawde nie chca niczego zmieniac- bo do zmiany trzeba najpierw przyznac ze cos jest nie tak. Moze obecna sytuacja ma dla nich jakies plusy? Oni sa ok a swiat zly? Ja np wciaz czuje sie ( nie wprost oczywiscie) obwiniana o zostawienie rodziny, bo istotna regula w rodzinie jest trzymanie sie razem przeciwko swiatu ktory jest zly, nie rozmawianie o problemach w rodzinie- co zlego to nie u nas. Moje proby rozmowy o problemach odbijaly sie dalej niz pilka w tenisie. zostala nam w sumie juz tylko rozmowa o pogodzie jako temat ok :) Przykro mi bo widze jak rodzenstwo powiela schematy I boje sie ze z czasem kontakt zaniknie, ale probowalam rozmawiac i nic. A jesli chodzi o odwiedziny u nas podejrzewam ze to raczej nie nastapi, chociaz oczywiscie jest oczekiwanie ze my bedziemy jezdzic z malymi dosc czesto.
    • tully.makker Re: Rodzina ach rodzina 10.06.13, 08:44
      Podobna rodzina sa moi tesciowie. Zainteresowani wylacnzie tym, coi sie dzieje w ich grajdolku, nawet TV kiedys jak byla regionalna, to ogladali tylko taka. Zero szerszych perspetyw, przez 12 chyba ani razu nie zpaytali nawet gdzie pracuja, juz nie mowiac o tym, co wlasciwie robie. oczekuja, ze sie do nich przyjedzie, najmlodszego wnuka, ktory ma 21 miesiecy, widzieli kazde 1 raz, tesc przez 15 minut, tesciowa dluzej, ale pierszy i ostatni raz sie pofatygowala (zeby nie bylo, przywieziona i odwieziona samochodem door to door) jak mlody mmial 10 miesiecy.

      Ja mysle, ze w stosunkach z takimi ludzmi wazne jest, zbey myslec o swoich potrzebach. Czy ty tego kontaktu chcesz, i w jakiej dawce. Czy cieszy cie skladnaie zyczen, dawanie prezentow, odwiedziny. Wtedy to robic, dla siebie, bez liczenia na wzajemnosc. A jesli nie masz takiej potrzeby, to moze lepiej dac sobie spokoj?
      • kisiel_jagodowy Re: Rodzina ach rodzina 12.06.13, 21:13
        wyjechałam z domu rodziców lata temu, rodzice nie mają w zwyczaju dzieci odwiedzać (jedynie ślub,chrzciny), kiedyś byli w moim mieście zaproszeni na ślub znajomych, wracali po południu, przejeżdżali 200 m od mojego mieszkania i nawet nie pomyśleli o tym by do mnie zadzwonić i zatrzymać się choćby na półgodzinną herbatę i zobaczyć jak mieszkam. dla mnie to niezrozumiałe. Niestety widzę, że rodzeństwo ma podobnie, muszą mieć bardzo konkretny powód do odwiedzin, sama osoba siostry to za mało.
    • joanna772 Re: Rodzina ach rodzina 13.06.13, 12:48
      Moi rodzice są po rozwodzie i moja mama, co prawda niechętnie i na chwilę, czasem z różnych okazji nas (mnie i moje dwie siostry) odwiedza, a dzieli nas ok 80 km. Mama nie ma auta i każda taka podróż to dla niej wyprawa. Natomiast mój ojciec w ciągu 10 lat odwiedził mnie może 4 razy, z tym że raz dlatego, ze musiał przywieźć rzeczy mojej siostry, która po dostaniu się na studia zamieszkała u mnie. Ojciec zapomina naszych (swoich córek) urodzinach, nie wspominając o imieninach, zapomniał o drugich urodzinach swojej jedynej wówczas wnuczki. Każde zaproszenie odrzuca, mówiąc, że jest zarobiony itd. Kiedy jeździmy do niego i jego drugiej żony, nie wykazuje nami i swoją wnuczką większego zainteresowania, na zasadzie "przyjechaliście, to się teraz zajmijcie sobą", swojej drugiej wnuczki, która ma 1,5 roku nie widział ani razu, bo moja średnia siostra skonfliktowała się z nim właśnie na tle tej olewki, którą ma w stosunku do nas. Nie wysłał nawet głupiego sms-a z gratulacjami po jej urodzinach. Do pewnego czasu wykazywałam się wyrozumiałością, bo "on tak ma", ale do czasu. Niedawno miał imieniny, dzień wcześniej były moje - oczywiście nie zadzwonił, podobnie nie zadzwonił z życzeniami urodzinowymi do mojej najmłodszej siostry, miarka się przebrała i nie zadzwoniłam z życzeniami do niego, oczywiście obraził się i zero kontaktu. Co ciekawe, ojciec mój doskonale pamięta o urodzinach i imieninach swojej nowej teściowej, a także córki mojej macochy, wszelakich jej pociotków i powinowatych. Dodam , że jest po sześćdziesiątce, ale w doskonałej formie, właśnie wybudował dom, prowadzi firmę i na wszystko ma czas, tylko nie na swoje dzieci i wnuki. Smutne to.
      • znowu.to.samo Re: Rodzina ach rodzina 13.06.13, 23:27
        Ja mam dwóch braci w tym bliżniaka. I tak z bliżniakiem nie mam kontaktu od 4 lat, a z tym młodszym od 7 mieś. Mieszkam za granicą od 7 lat I ten blizniak ani razu nie zadzwonił. Ja do pwnego momentu odwiedzałam, dzwoniłam aż on zmienił miejsce zamieszkania i kontakt sie urwał A w dobie interentu gdyby chciał, toby sie odezwał, bo komputer i internet w domu ma.
        Młodszy też właściwie niewiadomo o co mu chodzi....po prostu przestał odbierać skypoa, telephony...Tłumaczę sobie że im tak dobrze, że widocznie siedzą sobie w swoim grajdołku i nikt im więcej do szczęścia nie jest potrzebny, nawet rodzona siostra....
        To samo reszta rodziny. Nie jest to jakaś liczna rodzina a i tak kontaktu praktycznie nie ma...

        Trudno, czuję że tak nie może być, że ja dzwonie, odwiedzam a oni mają na to zlewke...gdyby chcieli toby ruszyli tyłki jeden z drugim. a tak -co ja sie będe, za przeproszeniem, spuszczać.....
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka