giowani
10.10.13, 13:02
Zastanawiam się jak przeprowadzić rozwód z jak najmniejszą szkodą dla żony. Czy lepiej jest po prostu złożyć pozew i czekać aż dostanie pismo z sądu czy może o tym porozmawiać z nią wcześniej i jakoś ją do tego przygotować?
Nie mogę już wytrzymać z żoną i nie widzę innego wyjścia niż rozwód. Żona nie pracuje zawodowo (pracowała krótko i nie przedłużyli jej umowy, obecnie jest zbyt zmęczona żeby szukać pracy). W domu też nic nie robi (poza praniem raz na miesiąc jak nie ma się w co ubrać). Całe sprzątanie i ogarnięcie wszystkiego na mojej głowie. Nie przeszkadza jej brud i syf (jak wszystko posprzątałem dwa tygodnie temu to znowu mamy tumany kurzu i bałagan, jej to w ogóle nie rusza). Jedyne co dobrze robi to narzeka (wszystko co jej nie wychodzi - w tym brak pracy - jest czyjąś winą, ale nie jej) i wydaje pieniądze (ostatnio wyczyściła nam konto prawie do zera). Nienawidzi moich rodziców bez powodu (nic złego jej nie zrobili co sama przyznała) i powiedziała, że nie życzy sobie aby oni do nas przyjeżdżali. Oczywiście powiedziała to mi, a nie im, więc oni jeszcze nie wiedzą (ale chyba się domyślają), bo ostatnio jak byli w ogóle się nie odzywała (ja mam z nimi dobry kontakt i chcę by nas odwiedzali). Nie szanuje w ogóle moich potrzeb ani marzeń. Jak ostatnio powiedziałem, że chciałbym zrobić studia doktoranckie (wcześniej już chciałem, ale z różnych powodów nie mogłem) to wyraziła kategoryczny sprzeciw. Jedyny powód tego sprzeciwu, że wtedy miałbym wyższe wykształcenie od niej (odpowiedziałem jej, że jak chce to niech też robi doktorat).
Z drugiej strony uparcie powtarza, że mnie kocha i nie wyobraża sobie życia beze mnie.
Ona nie ma żadnych przyjaciół ani znajomych. Ona twierdzi, że z powodu przeprowadzi do miasta, gdzie mieszkałem, ale to nie do końca jest prawdą. Ona po po prostu wszystkim kłamie i ludzie się orientują i nie chcą się z nią spotykać. Miała wiele okazji do poznania nowych osób i zawarcia znajomości (m.in. w tej pracy czy na studiach podyplomowych, na które się zapisała), ale nie chce tego robić. Uważa, że nie powinniśmy się z nikim spotykać (zero znajomych) poza sobą. Ona nawet nie powie "dzień dobry" sąsiadom z bloku i jeszcze wszczyna awantury jak ja rozmawiam z nimi. Próbuje mnie zawłaszczyć tylko dla siebie, żebym i jak nikogo poza nią nie miał.
Moim zdaniem jedyne co może jej pomóc to psycholog, ale ona nie chce o tym słyszeć. Wiele razy namawiałem ją na wizytę czy wspólne pójście do poradni, ale ona nie chce.
Mimo tych wszystkich jej wad nie zależy mi na krzywdzeniu jej. Chce się od niej tylko uwolnić i chciałbym to zrobić jak najbardziej bezboleśnie dla niej.