dziki-kojot
17.11.13, 00:25
Witam,
mam problem z moją partnerką, jesteśmy od siebie coraz dalej. trudno mi rozmawiać o tym z przyjaciółmi, bo faceci na ogół nie rozmawiają o swoich związkach, a z nią jeszcze trudniej mi się porozumieć, więc właściwie od jakiegoś czasu rozmawiamy o wszystkim tylko nie o nas.
Zanim urodziło się dziecko (dziś niemal trzyletnie) byliśmy w związku, przyjaźniliśmy od kilku lat. Mimo to ciąża była dla nas zaskoczeniem. Moja partnerka kończyła studia, dorabiała coś na boku, ja byłem odpowiedzialny za utrzymanie rodziny. Musieliśmy wyprowadzić się do innego miasta, miałem problem ze znalezieniem pracy i standard naszego życia bardzo się obniżył. Właściwie mimo mojej pracy na dwa etaty nie dajemy sobie rady. Ona na dniach będzie bronić dyplom, pewnie będzie szukać jakiejś pracy. Nie wiem tego, bo na czas dokończenia pracy dyplomowej i obrony pojechała do swoich rodziców i miasta, gdzie studiowała zaocznie - 300 km od naszego obecnego miejsca zamieszkania.
Mam wrażenie, że o wszystko mnie obwinia - że nasza sytuacja finansowa jest jaka jest, że nie jesteśmy małżeństwem, że nie umiemy się porozumieć. Nie potrafię z nią rozmawiać, bo ona po kilku zdaniach bardzo się denerwuje - nie daje mi skończyć, przerywa, twierdzi, że mówię schematem i nie uwzględniam jej w swoim monologu.
Ostatnio powiedziała, że pewnie obydwoje przewidujemy rozstanie w przeciągu kilku miesięcy, ja w sumie myślałem, że wszystko się jakoś ułoży, nie zakładałem rozstania. Ma do mnie żal, że nie jest moją żoną, ja uważam, że nasz związek jest w kiepskiej kondycji i nie do końca jestem nas, siebie i jej, pewnien. Już sam nie wiem, co zrobić, by cokolwiek zmienić. Czy czekać aż do końca staniemy się sobie obcy, czy podejmować jakieś działania - nie bardzo wiem, jakie. Jest dziecko, dla niego warto jakoś wybrnąć z tej sytuacji.
Proszę szczególnie kobiety o opinię - od czego powinienem zacząć.
Obawiam się jej powrotu od rodziców, była tam niemal półtora miesiąca. I czuję, że staliśmy się sobie niemal obcy.