Dodaj do ulubionych

W pułapce...

31.03.14, 11:53
Witam. Mam 32 lata i od 4 lat jestem w związku małżeńskim. W sumie nie wiem dlaczego w ogóle zgodziłam się na ten ślub...chyba jestem głupia...presja rodziny wygrała...bo przecież miałam swoje lata i wypadało wziąśc ślub, a byliśmy ze sobą 3 lata przed ślubem. I też nie wiem dlaczego. Przecież tylko chwilami byłam szczęśliwa z moim obecnym mężem. Nawet nie wiem czy go kochałam gdy braliśmy ślub. Od samego początku miałam z nim problemy... Rany! ale ja jestem głupim tchórzem, że nie zakończyłam tego zanim się zaczęło. To moja wina, ale jakoś nie chciałam kolejny raz sprawic zawodu ojcu. Chyba zawsze dla niego byłam winna wszystkiemu co mi się nie udawało.Może to przez niego jestem tak niepewna siebie... A teraz tkwi w związku w którym się duszę, z facetem którego prawie nienawidzę. Nie potrafimy się dogadac, wieczne wyzwiska, przekleństwa, ranienie... A gdy tylko jest kłótnia on wychodzi z domu i pije...A tyle razy prosiłam, że to nie rozwiązanie. Błagałam, tłumaczyłam. Ja też nie mam łatwego charakteru, ale mam wrażenie, że stałam się zgorzchniała odkąd z nim jestem, nic mnie nie cieszy, ciągle się boje kolejnych awantur, bo mam ich dośc. Rodzina moja go uwielbia, bo trzeba mu przyznac-potrafi sprawiac pozory. Nie wiem jak się z tego wyplątac.... Boje się ...czuje, że jestem z tym sama. Coraz częściej nie chce mi się życ...Pomocy
Obserwuj wątek
    • edw-ina Re: W pułapce... 31.03.14, 12:08
      No dobrze, ale w jaki sposób mamy pomóc ci się rozwieść? przecież już sama wiesz, że związek z mężem był błędem, że jesteś nieszczęśliwa i nie chcesz z nim być. Znasz wszystkie karty, widzisz je jasno, więc tak naprawdę jedyną pomocą o jakiej jestem w stanie pomyśleć, są konkretne rady jak przeprowadzić proces rozwodowy.
      • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 12:22
        Tak wiem...nie chodziło mi o pomoc w rozwodzie. Chodzi mi bardziej ...hmmm... o wsparcie, rozmowę, bo moje tchórzostwo sięga zenitu... po prostu boje się zrobic ten krok,,, a dodatkowym stresem jest to, że prawie cała rodzina go lubi, bo tak ich zmanipulował, prawdziwą twarz zawsze pokazuje gdy jesteśmy sami... i strach przed odrzuceniem , pretensjami jest bardzo silny....nie chce znów słuchac od ojca, że jestem do niczego i ze pewnie to moja wina, że wymyślam, cuduje itd...Byłoby łatwiej gdybyśmy mieszkali sami, w innym mieście, a my mieszkamy od paru miesięcy z moimi rodzicami, bo planowaliśmy budowac się i wróciliśmy do mojego rodzinnego miasta, a na dodatek nie mam pracy, ale na szczęście dzieci nie mamy. Najgorsze, że jestem w tym wszystkim całkiem sama i już nie daje sobie rady... na prawde nie daje sobie rady...
        • edw-ina Re: W pułapce... 31.03.14, 12:30
          Nie wiem czy i jaką może to stanowić dla Ciebie pomoc, ale ja w sytuacjach podbramkowych zadaję sobie pytanie - czy tak chcę przeżyć swoje jedno, jedyne życie? Bo innego nić to teraz nie masz. A miłość, bliskość, przyjaźń to wartości dla których warto się postawić choćby całemu światu.
          • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 12:45
            Popieram Cie w 100% . Dla miłości , przyjaźni poszłabym w ogień. I wszystko byłoby proste gdybym miała chodź jedną z tych "rzeczy". Człowiekowi w pojedynkę trudno walczyc , a jeszcze trudniej gdy nie wierzy , że walczy po coś, dla kogoś... Ciekawe czy kiedyś jeszcze spotkam kogoś komu będę mogła pokazac jak widzę szczęście...wątpie.
        • quba Re: W pułapce... 31.03.14, 20:44
          Chcesz koniecznie pokazać, że masz rację, składając pozew o rozwód i żeby Cię ojciec nie oskarżał, że to Twoja wina? Chociaż nie musisz ojcu się tłumaczyć, ale jeśli chcesz pokazać, ze racja jest po Twojej stronie, nagraj taką awanturę na telefon komórkowy i pokaż ojcu, ile warty jest Twój mąż.
          • zuzi.1 Re: W pułapce... 31.03.14, 23:17
            Z tego co autorka napisała wynika, że istnieje ryzyko, iż taki ojciec nie wsparłby corki nawet po obejrzeniu takiej awantury, mógłby bagatelizowac to co zobaczył lub przerzucac winę za konflikt na autorkę. Dziewczyna napisała, że mąż świetnie manipuluje swoim wizerunkiem przed jej rodziną. A rodzina z opisu wynika na co najmniej dysfunkcyjną. Z normalnych, zdrowych rodzin, gdzie traktuje się dzieci z szacunkiem, zaspokaja ich potrzeby emocjonalne i traktuje po partnersku nie wychodzą niedojrzali ludzie...
            • zuzi.1 Re: W pułapce... 31.03.14, 23:23
              Autorko przeczytaj:
              1) wreszciezyc.files.wordpress.com/2012/03/forward-susan-toksyczni-rodzice1.pdf

              2)www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=26&ved=0CD4QFjAFOBQ&url=http%3A%2F%2Fpl.scribd.com%2Fdoc%2F76352537%2FJohn-Bradshaw-Powrot-do-swego-wewn%25C4%2599trznego-domu&ei=U5HnUr_JPIfe7AbcvoGoBw&usg=AFQjCNHhuuVNl9IiFAe4nM73-B6lW-RGGg&bvm=bv.59930103,d.ZGU&cad=rja

              • zuzi.1 Re: W pułapce... 31.03.14, 23:27
                I jeszcze te:

                "Zdrowy egoizm" Rachael Richard Heller;
                "Grzeczne dziwczynki ida do nieba, a niegrzeczne tam gdzie chcą" Ute Ehrhardt;
                "Grzeczne dziewczynki zjadają wilka" Ute Ehrhardt;
                "Toksyczne związki" Pia Mellody
              • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 08:44
                zuzi.1 napisała:

                > Autorko przeczytaj:
                > 1) wreszciezyc.files.wordpress.com/2012/03/forward-susan-toksyczni-rodzice1.pdf
                >
                > 2)www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=26&ved=0CD4QFjAFOBQ&url=http%3A%2F%2Fpl.scribd.com%2Fdoc%2F76352537%2FJohn-Bradshaw-Powrot-do-swego-wewn%25C4%2599trznego-domu&ei=U5HnUr_JPIfe7AbcvoGoBw&usg=AFQjCNHhuuVNl9IiFAe4nM73-B6lW-RGGg&bvm=bv.59930103,d.ZGU&cad=rja
                >
                Na pewno przeczytam.
              • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 09:18
                zuzi.1 napisała:

                > Autorko przeczytaj:
                > 1) wreszciezyc.files.wordpress.com/2012/03/forward-susan-toksyczni-rodzice1.pdf
                >
                > 2)www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=26&ved=0CD4QFjAFOBQ&url=http%3A%2F%2Fpl.scribd.com%2Fdoc%2F76352537%2FJohn-Bradshaw-Powrot-do-swego-wewn%25C4%2599trznego-domu&ei=U5HnUr_JPIfe7AbcvoGoBw&usg=AFQjCNHhuuVNl9IiFAe4nM73-B6lW-RGGg&bvm=bv.59930103,d.ZGU&cad=rja
                >
                Doszłam do połowy pierwszej książki....ja nigdy nie usprawiedliwiałam ojca, nigdy i nigdy nie chciałam byc z kimś podobnym do niego, a wręcz przeciwnie , jak widzę cechy mojego ojca w mężu buntuje się...
            • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 08:15
              zuzi.1 napisała:

              > Z tego co autorka napisała wynika, że istnieje ryzyko, iż taki ojciec nie wspar
              > łby corki nawet po obejrzeniu takiej awantury, mógłby bagatelizowac to co zobac
              > zył lub przerzucac winę za konflikt na autorkę. Dziewczyna napisała, że mąż świ
              > etnie manipuluje swoim wizerunkiem przed jej rodziną. A rodzina z opisu wynika
              > na co najmniej dysfunkcyjną. Z normalnych, zdrowych rodzin, gdzie traktuje się
              > dzieci z szacunkiem, zaspokaja ich potrzeby emocjonalne i traktuje po partnersk
              > u nie wychodzą niedojrzali ludzie...

              ...nic dodac nic ując...
    • t1ffany Re: W pułapce... 31.03.14, 12:45
      To moja wina, ale jakoś nie chciałam kolejny raz sprawic zawodu ojcu. Chyba zawsze dla niego byłam winna wszystkiemu co mi się nie udawało.

      Może zacznij od wyjęcia tego właśnie trupa z szafy?
      Dopóki ojciec będzie pełnił w Twoim życiu tak fundamentalnie destrukcyjną rolę będzie Ci trudno ułożyć sobie życie w szczęśliwy sposób, niezależnie od tego czy się teraz rozwiedziesz czy nie.
      • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 13:33
        jak to zrobic?
        • ginny22 Re: W pułapce... 31.03.14, 19:42
          Idź na terapię. Rozwiedź się potem.
      • zuzi.1 Re: W pułapce... 31.03.14, 23:31
        Dokładnie tiffany, trzeba zerwac te emocjonalne kajdany wiążące autorkę z nieciekawym obwiniającym bezpodstawnie ojcem. Wtedy dopiero dziewczyna zacznie układac sobie życie na swój rachunek i na swój sposób. Autorko zacznij się rozglądac za pracą w miescie oddalonym o co najmniej kilkaset km od domu i za kimś z kim będziesz mogła wynając chocby wspólny pokój, to będzie na dobry początek.
    • foringee Rozwiedź się 31.03.14, 14:08
      z mężem i z rodziną, znajdź pracę gdzies daleko i naucz się samodzielnego zycia.
      Odnów kontakty dopiero wtedy, gdy będziesz w stanie bez poczucia winy powiedzieć ojcu
      "tak robię, bo TAK CHCĘ, to moje życie i JA TO UWAżAM ZA SŁUSZNE".
      Jak nie dorośniesz, nie przestaniesz się ogladac na "co ludzie powiedzą/co rodzice powiedzą/co ciotki powiedzą/co sąsiedzi powiedzą" - to nigdy szczęśliwa nie będziesz, nieważne czy będziesz z kimkolwiek w związku czy sama.

      ps. ten lub inny facet nie rozwiąże twoich osobistych problemów z zależnością od opinii innych i nieodpepowieniem od ojca...

      • aqua48 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 14:28
        Przede wszystkim poszukaj jakiejkolwiek pracy z mieszkaniem daleko od rodzinnego domu i męża. Wyprowadź się, pomieszkaj trochę sama i zastanów się nad tym czego chcesz od życia. a dopiero jak poukładasz sobie sprawy priorytetowe zacznij kroki rozwodowe.
        I nie zastanawiaj się czy nie zrobisz przykrości ojcu, mężowi, rodzinie. Zastanów się czy nie robisz przykrości SOBIE.
        • luna612 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 16:39
          To byłby jakiś pomysł i już kiedyś o tym myślałam, ale teraz nie mogę bo zaczęłam tutaj szkołę zaoczną i chce ją skończyc , a został rok, a po drugie nie mam oszczędności. I jak widac- pieniądze są ważne i bez tego ani rusz...
          • rumpa Re: Rozwiedź się 31.03.14, 17:13
            tylko nie zaciąż, ok?
            bo średnio widzę chęć zmiany, i takie alibi by ci się bardzo przydało - dziecko musi mieć dom i ojca, chlip chlip
            • luna612 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 17:26
              alibi? średnio widzisz chęc zmiany? ja to widzę tak, że czasem lepszy żaden ojciec niż zły...ale to tak na marginesie odbiegając od tematu. Znam parę osób którzy woleli by nie miec ojca czy matki niż miec takich jakcy są, bo ojciec pijak, hazardzista, czy agresywny tyran to nie ojciec...ale to poza tematem. A o dziecku marze, bo już jestem po 30 i niedługo może byc za późno...

              A chęc zmiany mam wielką, bo swoim życiem nie chce przygnębiac siebie i innych... bo tak się nie da długo... ale jakoś teraz nie widzę możliwości...chodź bardzo bardzo bym chciała...bardzo!
              • aqua48 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 17:29
                luna612 napisała:

                > A chęc zmiany mam wielką, bo swoim życiem nie chce przygnębiac siebie i innych.
                > ale jakoś teraz nie widzę możliwości...chodź bard
                > zo bardzo bym chciała...bardzo!

                Bzdury. Chciałaś sobie pogadać, a nie zmieniać realnie czegokolwiek. Bo to wymaga podejmowania decyzji i czynu. A za Ciebie decyzje podejmuje ojciec.
                Znajdź sobie przynajmniej jakąś terapię i spróbuj stanąć na nogi finansowo ZANIM sprawisz sobie dziecko.
              • edw-ina Re: Rozwiedź się 01.04.14, 16:19
                A chęc zmiany mam wielką, bo swoim życiem nie chce przygnębiac siebie i innych.
                > .. bo tak się nie da długo... ale jakoś teraz nie widzę możliwości...chodź bard
                > zo bardzo bym chciała...bardzo!

                - jeśli masz taką wielką chęć zmiany jak napisałaś, to nic cię nie powinno powstrzymać. Lata temu zaryzykowałam podobnie - wiedziałam, że muszę coś zakończyć i zmienić życie o 180 stopni. Pierwszą myślą było mieszkanie. Przejrzałam notes z kontaktami do znajomych (kiedyś były jeszcze takie notesy hihihi), zaczęłam dzwonić, mówić jaki mam problem i czekać na jakieś podpowiedzi. Okazało się, że daleka koleżanka poszukuje współlokatorki. Dzięki temu miałam gdzie spać przynajmniej przez jakiś czas. Podobnie było z pracą - na początek cokolwiek bylebym była w stanie zapłacić czynsz i mieć co zjeść. Później już poszło. Było ciężko jak cholera, ale do tej pory uważam, że podjęłam słuszną decyzję i warto było zawalczyć o siebie.
                Ty również nie czekaj, bo nie masz na co. Szkoła zaoczna to nie problem, jest ich wszędzie pełno. Jeśli wyniesiesz się do większego miasta będzie ci tym łatwiej jakąś znaleźć. Nie szukaj wymówek tylko działaj. Bo to jest twoje życie i jeśli pozwolisz innym je sobie zbabrać, to już nie będzie ich wina, tylko twoja.
          • aqua48 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 17:26
            luna612 napisała:

            > To byłby jakiś pomysł i już kiedyś o tym myślałam, ale teraz nie mogę bo zaczęł
            > am tutaj szkołę zaoczną i chce ją skończyc , a został rok, a po drugie nie mam
            > oszczędności.

            Szkoły zaoczne są w całej Polsce. Można się przenieść. A jeśli będziesz pracować to oszczędności Ci niepotrzebne. Mieszkać na początek możesz w pokoju z inną dziewczyną.
            Ale oczywiście wymagałoby to wyjścia z wygodnego mieszkania u rodziców i podjęcia zdecydowanych działań, a nie tylko narzekania, że ojciec i mąż są źli i skopali Ci życie. A Ty chyba nie jesteś na to gotowa.
            • triss_merigold6 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 17:41
              Nie jest gotowa ponieść konsekwencji - fochow, pretensji, krytyki. Cóż, taka cena doroslosci.
            • luna612 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 17:45
              U rodziców mieszkamy dopiero od 4 miesiecy to nie można mówic tutaj o wygodnym życiu do którego się niby przyzwyczaiłam ,bo to też przejściowa sytuacja...Jednak wiesz co.... masz trochę racji, ale nie w tym , że nie chce uciec od wygodnego życia- to bzdura , ale prawdą jest to, że wszystko wymaga jakiś kroków...decyzji...a ja najzwyczajniej w świecie się boję. Tak boje się i to cały powód. Tak chciałam się też wygadac, bo nie mam osoby której mogłaby się zwierzyc, a nie wiem czy ktoś długo sam ze sobą by dał rade się gryśc. Jestem tchórzem, wiem to...ale też wierze, że kiedyś to się zmieni, bo inaczej całkiem bym się poddała. A może kiedyś stanie na mojej drodze ktoś kto da mi kopa.
              • luna612 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 17:48
                Tak sobie myślę, że najgorsze jest to, że jestem sama z tym co mnie gryzie,,,bo jakby była chodź jedna osoba,przyjaciel, który mnie wspiera dałabym rade, wiem to...
                • triss_merigold6 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 18:07
                  Nie zwalaj odpowiedzialnosci na innych. Wybór masz, tylko Ty odpowiadasz za swoje decyzje.
                • onmytoes Re: Rozwiedź się 04.04.14, 13:37
                  z jednej strony rozumiem Twoja potrzebe potwierdzenia slusznosci decyzji i potrzebe kogos kto bedzie Cie wspieral. Ale z drugiej strony czy nie jest troche tak, ze oczekujesz, ze pojawi sie ktos jak jakas wrozka czy wybawca ktory Cie z tej beznadziei wybawi?
              • triss_merigold6 Re: Rozwiedź się 31.03.14, 17:59
                A konkretnie czego się boisz? I tak Cię nie jesteś akceptowana, męża nie kochasz, dusisz się. Lepiej w tym układzie nie będzie. W każdym innym bedziesz przynajmniej wolna.
              • oksytocyna1 Re: Rozwiedź się 01.04.14, 13:54
                Samo się nie zmieni. I aniołek z nieba nie stanie Ci na drodze. O dziecku z tym panem zapomnij, bo zniszczysz mu (dziecku) życie (sobie też, ale to Twój wybór). Szczyt egoizmu. Pewnie to alkoholik, prowokuje awantury by pić (musi, bo ma 'złą' żonę). A z książek polecam jeszcze 'Koniec współuzależnienia' oraz 'Spokojnie, łagodnie, bez lęku' (i in. książki o asertywności). Na Twoim miejscu bym uciekała i od pana męża i od rodziców. Znajdź pracę w dużym mieście, wynajmij pokój. Odpoczniesz, pomyślisz co dalej. Wg mnie bez psychoterapii będzie Ci ciężko. Jak nie przepracujesz pewnych rzeczy to następny 'zbawca' będzie taki sam. Podświadomie powielasz schematy domu rodzinnego. Sorry. Taki lajf.
                Powodzenia.
    • triss_merigold6 Re: W pułapce... 31.03.14, 17:56
      Nie jesteś w żadnej pułapce. Jestes dorosła, zdrowa, potrafisz znaleźć pracę i nie masz nikogo pod opieką. Wyprowadzasz się do innego miasta, znajdujesz szkołę w której zaliczą ci rok i skladasz pozew o rozwód. Pretensje i uwagi? Odkladasz słuchawkę. Aha, szczerze radzę znaleźć jakiegoś niezobowiazujacego adoratora, który cię porządnie bzyknie i nie będzie niczego chciał.
      • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 17:59
        No świetna rada. Na prawdę...przynajmniej się uśmiałam, tyle dobrego:). Jakoś nie interesują mnie tego typu znajomości. Ale kto co lubi...
        • triss_merigold6 Re: W pułapce... 31.03.14, 18:04
          Zrób coś z tym swoim nudnym i podporzadkowanym innym życiem. Wyluzuj się, chrzań konwenanse, zaszalej. Masz 32 lata a nigdy nie zylas dla siebie i swojej przyjemności.
          • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 18:09
            > Zrób coś z tym swoim nudnym i podporzadkowanym innym życiem. Wyluzuj się, chrza
            > ń konwenanse, zaszalej. Masz 32 lata a nigdy nie zylas dla siebie i swojej przy
            > jemności

            Podoba mi się ta rada. Fajnie by było olac wszystko i zrobic to na co mam ochote. Ehhh:) Co by to było...:)
            • triss_merigold6 Re: W pułapce... 31.03.14, 18:16
              To zrób to. Nikt Ci za dotychczasową uuległość nie podziękował, a jak zrobisz coś nieoczekiwanego to zyskasz +300 do szacunku. Sama? I tak jesteś sama, a możesz być wolna.
              • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 18:26
                No nie wiem jak z tym szacunkiem, bo zależy co bym zrobiła:) ale ...hmm.... na co ja mam ochotę? czego pragnę? hmmm....chyba jestem z księżyca, bo chciałabym uciec , zakochac się, miec dziecko i byc szcześliwa w nudnym ale nieprzewidywalnym życiu:-) marzenia....
                • ginny22 Re: W pułapce... 31.03.14, 19:44
                  No to zrób coś, żeby osiągnąć ten cel, a nie jojcz, że wyszłaś za mąż, bo inaczej byś była starą panną (w XXI wieku, na bogów!).
                  • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 08:09
                    Jej..i tu wychodzi nie dokładne czytanie:) Jak to ujęłaś "nie jojcze" , że wyszłam za mąż bo zostałabym starą panną...Mi by to nie przeszkadzało i nie był mi potrzebny "papierek"... zrobiłam to pod presją ...
          • zuzi.1 Re: W pułapce... 31.03.14, 23:38
            Triss napisała:"Zrób coś z tym swoim nudnym i podporzadkowanym innym życiem. Wyluzuj się, chrzań konwenanse, zaszalej. Masz 32 lata a nigdy nie zylas dla siebie i swojej przyjemności."

            Dokładnie, zgadzam się z Triss. Takie działania ułatwia znalezienie pracy, wtedy człowiek czuje się silniejszy emocj.
        • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 18:08
          Czego się boje...? Chyba jednego,,,że od wszystkiego się odetnę i nie poradzę sobie, a nie będzie odwrotu...Wiem, wiem, że to nie takie trudne, ale i nie takie łatwe. Łatwo się doradza, a gorzej słuchac swoich rad, wiem coś o tym. Nie jest łatwo spakowac sie do walizki, wyjechac w ciemno bez kasy i jeszcze cokolwiek wynając... sama samiutka..hmmm.....JEJKU. nie poznaje siebie i tego biadolenia. Sama nie mogę czasem słuchac swoich myśli, bo wstydzę się, że tak się poddaje.
          • pade Re: W pułapce... 31.03.14, 18:31
            Ale Ty jesteś sama. I jedynie Ty możesz o siebie zadbać.
            NIKT INNY TEGO ZA CIEBIE NIE ZROBI.
            Ja sobie zdaję sprawę, że Ty to wiesz. Ale może powtarzaj te słowa tak długo, aż się staną Twoje, aż w nie uwierzysz?
            Wielu ludzi, w tym ja kiedyś, ulega złudzeniu, że KTOŚ wypełni braki, zaopiekuje się, obdarzy nieskończoną bezwarunkową miłością...
            No... jest taki ktoś - Ty sama.
            Tylko Ty znasz swoje granice i tylko Ty je możesz postawić. Tylko Ty wiesz czego chcesz, a czego nie chcesz. (wiesz to?:)) Tylko Ty wiesz, jak chcesz przeżyć życie.
            Miłość partnera, dziecka, jest dopełnieniem, a nie wypełnieniem. Póki sama się nie obdarzysz miłością, nie zaufasz sobie i nie zapełnisz swoich "zbiorników", nie wchodź w związek, nie ródź dzieci, bo nie bardzo będziesz miała się czym dzielić. Podświadomie będziesz chciała wypełnić braki, z dawaniem będzie gorzej.
            Rozumiem emocjonalne uzależnienie od ojca. Uznaj, że tak jest i zastanów się, co ono Ci daje?
            Co Ci daje życie w sposób, który podoba się ojcu?
            Co Ci daje myślenie: a co na to tata?
            Co się stanie jak powiesz: nie tato, to nie moja wina?
            Co się stanie jak powiesz: jestem nieszczęśliwa w małżeństwie, mój mąż pije, rozwodzę się?
            Wyobraź sobie najgorsze scenariusze, ale takie naj najgorsze:) I zastanów się, ile jest procent szans, że taki scenariusz się spełni? Co możesz zrobić , jeśli scenariusz się spełni?
            Twoje życie jest w Twoich rękach, no wiem:) banalne.
            Aha, naucz się mojej sygnaturki na pamięć:)
            Powodzenia!
            • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 18:36
              Dziekuje za te słowa:) chodź wydaje mi się, że nie chce wypełniac pustki...Raczej chce dawac i brac...szanowac i byc szanowanym... kochac i byc kochaną...ale tak szczerze, bez udawania i byc w tym wszystkim sobą.
              Podrawiam
              • pade Re: W pułapce... 31.03.14, 18:38
                A jesteś sobą?;)
                • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 18:43
                  Teraz nie i już nie pamiętam kiedy byłam taka na prawdę -ja. I dlatego bardzo bardzo bym chciała...Widzę, że z miesiąca na miesiąc coraz bardziej wszystko się we mnie buntuje, a czasem nawet się boję. Wierze, że sie uda w końcu:)
                  • verdana Re: W pułapce... 31.03.14, 19:00
                    Będzie brutalnie. Nikt Cię do ślubu nie zmuszał. Wyszłaś za faceta, bo uznałaś, ze chcesz być mężatką, bo tak. Facet został potraktowany kompletnie instrumentalnie, nie chciałaś wcale go za męża, chciałaś być mężatką i tyle. Każdy by sie nadał, byle był pod ręką. Trudno sie dziwić, zę skoro wyszłaś za maż dla zmiany stanu cywilnego, a nie dla faceta, to teraz jest Ci z nim źle. Gdyby nawet był święty, to by dobrze nie było - wykorzystałaś go w pewnym sensie i tyle. Następny etap, to zafundowanie sobie z niekochanym facetem dziecka, aby zdobyć kolejny punkt - zostać matką.
                    Ja tu wcale nie widzę braku egoizmu, przeciwnie. Robisz różne rzeczy nie dla kogoś, tylko dla siebie, dla pozycji społecznej, dla tego, aby być taka jak wszyscy, dla wygody. Nawet odejść chcesz tak, aby Ci to nie przysporzyło żadnych problemów. Moim zdaniem zamiast zacząć myśleć o sobie, należałoby zacząć myśleć o innych, bo mnie sie nie wydaje, abyś o bliskich myślała - myślisz o tym, aby byc akceptowana i tyle.
                    • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 19:07
                      Brutalnie nie było...:) Nie byłam egoistką wychodzac za mąż, bo to mój mąż bardzo chciał tego ślubu, bo tak trzeba, bo już niby długo ze sobą jesteśmy...doszły pretensje rodziny dlaczego nie chce ślubu, że wymyślam, że szukam dziury w całym... i poszło. Zgodziłam się ...i gdzie tu jest egoizm i myślenie tylko o sobie. Raczej o sobie nie myślałam.
                      Kwestia dziecka...ja po prostu pragnę dziecka... i tyle. A czy to źle...wątpie. To, że pragnę byc matką w ogóle to nie egoizm.
                      • verdana Re: W pułapce... 31.03.14, 19:20
                        Byłaś - bo wiedziałaś, ze faceta nie kochasz i ze nie jest Ci z nim dobrze. Sama napisałaś, że to już był czas na slub - jakbyś miała 22 lata, to byś za niego wyszła, pewnie nie. Wychodzenie za mąż , gdy się za facetem nie przepada to krzywda nie tylko własna, ale i faceta, który mógłby znaleźć kogoś, kto go pokocha. Naprawdę nie myslałaś o sobie, nie myślałaś, że czas leci i czas być mężatką, tylko wyszłaś za mąż, aby uszczęśliwić faceta, z którym nie było Ci dobrze? Ok, jeśli chciałaś być taka szlachetna, to należało zapomnieć o sobie i w małżeństwie i nadal uszczęśliwiać męża - bo jakoś podejrzewam, że teraz zadowolony nie jest.
                        Albo masz zerową wyobraźnię, albo sama siebie okłamujesz - stawiam na to drugie. Bo wyszłaś za mąż, aby nie nazywano Cię starą panną, aby mieć rodzinę, a nie dlatego, ze się poświęciłaś dla narzeczonego. Tak jak teraz chcesz mieć dziecko w walącym się małżeństwie - bez cienia refleksji nad przyszłością dziecka, po raz kolejny sama sobie wmawiasz szlachetność, gdy liczą się tylko Twoje chęci. Nieważne, ze dziecko będzie wychowywane w rozbitej rodzinie, nieważne, ze ojciec dziecka najwyraźniej jest zwyczajnie zły, nieważne, ze mąż w razie rozwodu straci nie tylko żonę, ale kontakt z dzieckiem, nieważne, ze bez rozwodu dziecko będzie miało piekło w domu. Przecież Ty chcesz, to nie może być egoizm. To typowe dla piętnastolatki, ale dla ponad trzydziestolatki? Pora dorosnąć.
                    • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 19:12
                      I o jakiej pozycji społecznej piszesz? Chce odejśc dla pozycji społecznej-bzdura. Myśle o tym,bo od paru lat jestem nieszczęśliwa, że mąż ma wieczne pretensje, ciągle coś mu nie pasuje, musi byc tak jak on chce... I gdzie tu egoizm, pytam? Czasem wydaje mi się, że lepiej gdyby mnie nie było, ale za bardzo kocham rodziców(mimo wszystko) i nie chce żeby cierpieli.
                      I nadal pytam -gdzie tu agoizm?
                      Tak egoizm jest w tym, że w końcu chce by szczęśliwa, wolna, sobą...Tak chciałabym aby wszystko potoczyło się tak abym jeszcze bardziej nie cierpiała. Tu jest egoizm-tylko tu...
                      • verdana Re: W pułapce... 31.03.14, 20:07
                        ".presja rodziny wygrała...bo przecież miałam swoje lata i wypadało wziąśc ślub, a byliśmy ze sobą 3 lata przed ślubem"
                        Innymi słowy - dla Ciebie wypadało wziąć ślub, Twoja rodzina miała byc zadowolona, a facet pełnił rolę marionetki, nieważne, czy go kochasz, nieważne, czy potrafisz stworzyć z nim dom, ważne, abyś nie była krytykowana przez rodzinę. To czysty egoizm, najważniejszy był dla Ciebie święty spokój i zrobienie tego, czego rodzina oczekuje, a nie przyszły mąż. Nawet nie pomyślałaś, ze nie będąc z nim szczęśliwa, nie będziesz w stanie stworzyć mu normalnej rodziny, prawda? Bo nie on się liczył w tym układzie.
                        Tak, dążenie do świętego spokoju też może byc egoizmem.
                        Chcesz być szczęśliwa i wolna - ale biorąc ślub wiedziałaś, ze raczej szczęśliwa nie będziesz i wpakujesz w to także faceta.
                        • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 20:09
                          "wypadało wziąśc ślub" -to słowa rodziny do mnie, a nie moje przemyślenia:) Tak do mnie mówili ,cytuje" wypada może wziąśc ślub" rozumiesz już:)
                  • zuzi.1 Re: W pułapce... 31.03.14, 23:44
                    A z jakiej rodziny pochodzi Twój mąż? Bo wiesz, zasada jest taka, że ludzie z problemami, z dysfunkcyjnych, toksycznych domów wybierają siebie nawzajem. Wyszukują się i...znajdują niestety...w tłumie innych ludzi.
                    • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 08:21
                      zuzi.1 napisała:

                      > A z jakiej rodziny pochodzi Twój mąż? Bo wiesz, zasada jest taka, że ludzie z p
                      > roblemami, z dysfunkcyjnych, toksycznych domów wybierają siebie nawzajem. Wyszu
                      > kują się i...znajdują niestety...w tłumie innych ludzi.

                      Z też nie całkiem normalnej, bo mieli swoje problemy..., ale ja nie jestem do końca przekonana co do Twojego stwierdzenia, bo często w związku tylko jedna strona ma problemy ze sobą...
                      • zuzi.1 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:20
                        Nie, często schemat wygląda inaczej, nie tylko jedna strona ma problemy, często wygląda to tak, że jedna strona ma "aktywny" problem np. z przemocą czy jakimś uzaleznieniem i nagminnym przekraczaniem cudzych granic i brakiem szacunku a druga strona ma innego rodzaju problem "pasywny" - nie potrafi wyznaczac granic i bronic się przed zachowaniami przekraczającymi granice, gdyż do takich zachowań przywykła w domu plus ma BARDZO dużą tolerancję na akceptowanie tych wszystkich problemów partnera, zamiast wyznaczyc granice i gdy partner nie reaguje, po prostu zakończyc z nim w tempie ekspresowym znajomosc.
                        • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:28
                          rozumiem...
              • pade Re: W pułapce... 31.03.14, 19:16
                Tak mi się nasunęło, po przeczytaniu tego, co napisałaś, że możliwe jest, iż w nowym związku będziesz oczekiwała od partnera bezwarunkowej akceptacji, czyli tego, czego nie dał Ci ojciec.
                To nie jest tak, że sobie postanawiasz: ja nigdy taka nie będę, nigdy tego nie zrobię, czy nie pomyślę i taka się stajesz. Czasem, po prostu nie będziesz świadoma wg jakich wzorców postępujesz, jakie mechanizmy Tobą kierują. Dlatego lepiej to sobie uświadomić i przepracować zanim wejdzie się w nowy związek.
                • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 19:23
                  Zgadzam się z Tobą. Pracuje nad tym, ale wiem i zdaje sobie sprawę, że związek to nie przytakiwanie i ciągłe poklepywanie po ramieniu. Nie zawsze ludzie się ze sobą nie zgadzają, ale najważniejsze aby się wspierac i mimo wszystko stac za sobą murem.Bo co to za związek gdy nie czujesz , że na tą druga osobę zawsze możesz liczyc, że nawet jak ma inne zdanie i mówi to wprost to Cie przytuli i po prostu będzie. Chodź wiem, że i czasem kłótnie są, ale zdrowe:) Nie oczekuje cudów, bo sama taka nie jestem, a wyznaje zasade _traktuj innych jak sama chcesz byc traktowana-
                  • pade Re: W pułapce... 31.03.14, 19:39
                    Przeczytaj ostatnie zdanie w kontekście tego, co napisałaś wyżej o swoim małżeństwie, powodach jego zawarcia, ojcu, braku akceptacji z jego strony, lęku przed sprzeciwieniem się mu...
                    • luna612 Re: W pułapce... 31.03.14, 20:12
                      chodzi o zdanie..?
                      • pade Re: W pułapce... 31.03.14, 20:21
                        Nie oczekuje cudów, bo sama taka nie jestem, a wyznaje zasade _traktuj innych jak sama chcesz byc traktowana
                        • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 01.04.14, 00:00
                          Mi ta historia bardzo przypomina wypowiedź mojej mamy, która kiedyś powiedziała, że wyszła za mąż mimo, że nie kochała taty, ale myślała, że już nikogo nie znajdzie. Dziwnym trafem jakoś małżenstwo skonczyło się rozwodem... Tata po rozwodzie znalazł się w udanym związku, a mamie ta sztuka się nie udała, choć przecież tez była "ofiarą" jak Ty. Wg mnie takie przedmiotowe potraktowanie kogoś, z kim bierze się ślub, to objaw skrajnego egocentryzmu, braku uczuć wyższych i braku moralności. Czy wyjedziesz do miasta obok, czy do Chin, podejrzewam, że to się nie zmieni. Moja mama ma jednak tę przewagę nad Tobą, że nie pisze "wziąść", choć z logicznym myśleniem jej tak samo nie po drodze jak z Tobą;)))
                          • zuzi.1 Re: W pułapce... 01.04.14, 00:12
                            Paris dziewczyna jest niedojrzała, jakby ubezwłasnowolniona emocjonalnie i uwiązana do rodziny, ona nie dokonywała tych wyborów sama, wybrała sobie kiepskiego faceta i zamiast to zakończyc brnęła w to dalej. Może facet trefny okazał się dopiero po ślubie, jednak dalej autorka nie potrafi postawic granic jego zachowaniom albo pan jest kompletnie oporny na jakiekolwiek stawianie granic, są i tacy panowie przecież. Boi się rozwoju sytuacji i reakcji rodziny i męża. Nie ma pracy, mieszka z mężem u rodziców, jest w przysłowiowej "czarnej dupie" ;( W pewnym sensie na własne życzenie, poprzez własne działania i zaniechania, ale tylko w pewnym sensie...Na to wszystko składa się wiele czynników, w tym podstawowy czynnik dysfunkcyjna rodzina i jej wpływ na jej brak dojrzałości, zachowania i nietrafione wybory, lęki i obawy przed poradzeniem sobie z życiem samodzielnie. No powinna w wieku 28 lat, gdy wychodziła za mąż byc już dojrzałym człowiekiem nie uwiązanym emocjonalnie do ojca, ale co ma autorka zrobic, gdy dojrzała w tym wieku jednak nie była i dalej nie jest? Rozumiem te zarzuty, ale to trochę tak jakby zarzucac osobie niewidomej, że nie widzi kolorów. No nie widzi, bo jest niewidoma. I tak samo jest z ludźmi niedojrzałymi, nie są w stanie podejmowac dojrzałych decyzji, bo są niedojrzali po prostu.
                            • zuzi.1 Re: W pułapce... 01.04.14, 00:15
                              Plus latami zamrażane uczucia i emocje powoduje taki emocjonalny niedowład u ludzi z rodzin dysfunkcyjnych, tam, gdzie osoba dojrzała dostrzega problemy i niebezpieczeństwo, osoba z dysfunkcyjnego domu nie widzi żadnych znaków ostrzegawczych, wręcz może widziec jak przez różowe okulary, fikcyjną rzeczywistosc...
                              • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 08:35
                                zuzi.1 napisała:

                                > Plus latami zamrażane uczucia i emocje powoduje taki emocjonalny niedowład u lu
                                > dzi z rodzin dysfunkcyjnych, tam, gdzie osoba dojrzała dostrzega problemy i nie
                                > bezpieczeństwo, osoba z dysfunkcyjnego domu nie widzi żadnych znaków ostrzegawc
                                > zych, wręcz może widziec jak przez różowe okulary, fikcyjną rzeczywistosc...

                                Jak się "wyleczyc"???
                              • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 09:05
                                zuzi.1 napisała:

                                > Plus latami zamrażane uczucia i emocje powoduje taki emocjonalny niedowład u lu
                                > dzi z rodzin dysfunkcyjnych, tam, gdzie osoba dojrzała dostrzega problemy i nie
                                > bezpieczeństwo, osoba z dysfunkcyjnego domu nie widzi żadnych znaków ostrzegawc
                                > zych, wręcz może widziec jak przez różowe okulary, fikcyjną rzeczywistosc...

                                Jak się wyleczyc? Może moge z Toba pomeilowac , bo fajnie piszesz?
                                • zuzi.1 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:32
                                  Jeżeli będziesz BARDZO zdeterminowana, to może dasz radę wyleczyc się z tego sama. Pzreczytaj te załączone książki plus te inne sobie kup i przeczytaj, dodaj do tego te polecane o lęku i o współuzaleznieniu plus kilka o asertwynosci i jak zapodasz sobie taką PIGUŁĘ teoretyczną, wzmocnisz się emozcjonalnie sama, to wtedy WSZYSTKIE swoje i innych działania przecedzaj przez SWOJE POTRZEBY, tj. przy każdej sytuacji zapytaj siebie, czego chcesz, czy to jest dla Ciebie dobre, co czujesz i co potrzebujesz i DAJ SOBIE TO I DBAJ O SIEBIE. Kazdą sytuację ze strony innych osób rozważaj pod kątem PRZEDE WSZYSTKIM swojego dobra i swoich potrzeb, bo zyjesz dla siebie, co sobie myśli na temat TWOICH spraw matka, ojciec, ciotka czy mąż, nie ma znaczenia, bo to jest TWOJE życie i Twoje sprawy, ważne jest co Ty sama myślisz, co czujesz i czego potrzebujesz. Gdy się z tym uporasz, takie myślenie można wycwiczyc, po prostu na siłę przypominasz sobie, że masz o siebie dbac i kazdą sytuację analizowac dla swojego dobra (ale na zdrowy sposób, bez wykorzystywania kogokolwiek). Nie pozwalaj się NIKOMU wtrąca we własne sprawy i swoimi sprawami zarządzac, od tego jestes TY SAMA, TYLKO Ty wiesz czego potrzebujesz i co jest dla Ciebie dobre, nikt inny. Inni robią to co jest dla nich dobre, a często dla Ciebie jest to bardzo zle. A potem wyznacz sobie taki PLAN, że np. za rok chcesz byc w tym i w tym miejscu swojego życia, tj. wolna, z nowym facetem, po rozwodzie z dotychczasowym, z dala od rodziny, do czasu aż sobie wszystko w życiu poukładasz tak jak chcesz i tak jak jest dobrze dla ciebie, a potem się tego KONSEKWENTNIE trzymaj i realizuj to, nawet, gdyby dookoła Ciebie rzucano gromami i piorunami, nie schodź za żadne skarby z obranej przez siebie drogi. Zagryzasz zęby i działasz, jak ruski czołg ;-) konsekwentnie i do przodu. Masz do tego prawo, nikogo tym nie krzywdzisz i to jest twoje jedyne życie i zrób tak abyś była w nim szczęśliwa, powodzenia!
                                  • zuzi.1 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:35
                                    A jesli poczujesz po przeczytaniu tych książek, że dalej nie dajesz rady, to szukaj dobrej terapii, wówczas przy pomocy dobrego terapeuty wyjdziesz na prostą.
                                    • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:56
                                      zuzi.1 napisała:

                                      > A jesli poczujesz po przeczytaniu tych książek, że dalej nie dajesz rady, to sz
                                      > ukaj dobrej terapii, wówczas przy pomocy dobrego terapeuty wyjdziesz na prostą.

                                      Terapia też by sie przydała, ale tak trudno znaleźc dobrego terapeutę z powołania...bo czasem taka osoba gdy jest niekompetentna może narobic większej krzywdy niż pomóc...
                                      • foringee Re: W pułapce... 01.04.14, 23:35

                                        U ilu terapeutów już byłaś, że masz podstawy tak twierdzić?
                                  • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:49
                                    Dziękuję Ci za te słowa ,bo niektórzy uważają takie postępowanie za egoizm...

                                    Przeczytała już pierwszą poleconą przez Ciebie książkę. Bardzo bardzo ciekawa...
                                    Dziękuję Ci bardzo za wsparcie, bo dawno od nikogo tego nie dostałam.
                          • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 08:31
                            paris-texas-warsaw napisała:

                            > Mi ta historia bardzo przypomina wypowiedź mojej mamy, która kiedyś powiedziała
                            > , że wyszła za mąż mimo, że nie kochała taty, ale myślała, że już nikogo nie zn
                            > ajdzie. Dziwnym trafem jakoś małżenstwo skonczyło się rozwodem... Tata po rozwo
                            > dzie znalazł się w udanym związku, a mamie ta sztuka się nie udała, choć przeci
                            > eż tez była "ofiarą" jak Ty. Wg mnie takie przedmiotowe potraktowanie kogoś, z
                            > kim bierze się ślub, to objaw skrajnego egocentryzmu, braku uczuć wyższych i br
                            > aku moralności. Czy wyjedziesz do miasta obok, czy do Chin, podejrzewam, że to
                            > się nie zmieni. Moja mama ma jednak tę przewagę nad Tobą, że nie pisze "wziąść"
                            > , choć z logicznym myśleniem jej tak samo nie po drodze jak z Tobą;)))

                            Po pierwsze , wiem , że "wziąc" , ale stary nawyk i pomyłka robi czasem swoje... Wiec będę ponad to i powiem "dziękuję za poprawienie" :-)

                            Po drugie tłumacze już drugiej osobie tutaj, że nie brałam ślubu z myślą , że musze wyjśc na mąż, bo nie chce byc sama. Trzeba czytac dokładnie, a nie wysuwac spostrzeżenia bez podstaw.Wzięłam ślub pod presją , nie chciałam go, nie był mi potrzebny, to mój mąż chciał i rodzina, a ja byłam za dużym tchórzem, żeby powiedziec -nie...Nie wykorzystałam go więc...I raczej egocentryczką nie jestem, a wręcz przeciwnie.
                            • verdana Re: W pułapce... 01.04.14, 14:29
                              Brałaś ślub, aby sprostać oczekiwaniom rodziny. Bez żadnej myśli na temat przyszłości tego związku i tego, czy potrafisz żyć z niekochanym facetem. W dodatku uznałaś, ze takie działanie jest brakiem egoizmu, no bo przecież robisz to, czego chcą inni - tylko zapomniałaś, zę brak egoizmu to nie jest wkręcanie faceta w związek z niekochającą żoną. Działałaś tak, jakby facet w ogóle sie nie liczył, liczył sie slub i co ludzie powiedzą. Jeśli to jest dla Ciebie najważniejsze, to nie pozostaje nic innego, jak starać sie byc dobrą żoną - sama wybrałaś opcję "najważniejsze jest, aby inni byli zadowoleni" - wiec wypadałoby teraz o tych innych, których unieszczęśliwisz zmieniając zdanie, pomyśleć.
                              A jeżeli Twoja optyka sie zmieniła i nie chcesz układać sobie życia wg. rad rodziny, to wypadałoby ponieść tego konsekwencje.
                              • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 16:13
                                verdana napisała:

                                > Brałaś ślub, aby sprostać oczekiwaniom rodziny. Bez żadnej myśli na temat przys
                                > złości tego związku i tego, czy potrafisz żyć z niekochanym facetem. W dodatku
                                > uznałaś, ze takie działanie jest brakiem egoizmu, no bo przecież robisz to, cze
                                > go chcą inni - tylko zapomniałaś, zę brak egoizmu to nie jest wkręcanie faceta
                                > w związek z niekochającą żoną. Działałaś tak, jakby facet w ogóle sie nie liczy
                                > ł, liczył sie slub i co ludzie powiedzą. Jeśli to jest dla Ciebie najważniejsze
                                > , to nie pozostaje nic innego, jak starać sie byc dobrą żoną - sama wybrałaś op
                                > cję "najważniejsze jest, aby inni byli zadowoleni" - wiec wypadałoby teraz o ty
                                > ch innych, których unieszczęśliwisz zmieniając zdanie, pomyśleć.
                                > A jeżeli Twoja optyka sie zmieniła i nie chcesz układać sobie życia wg. rad rod
                                > ziny, to wypadałoby ponieść tego konsekwencje.

                                Cóż za ocena...jaka prosta... według Ciebie celna...ok.
                                Tylko teraz ja mam pytanie...popełniając jeden błąd i zgadzając się wziąśc ślub którego nie chce( i na pewno nie jestem jedyna) ponoszę wszelkie tego konsekwencje. Mam teraz znosic wszystko , bo to skutki błędu. Mam na wszystko się zgadzac, bo to kara , a mój mąż jest wolny jak ptak od wszelkiej konsekwencji, bo przecież to ja popełniłam błąd i bidulek jest wykorzystany i niech robi co chce...niech pomiata, szarpie, krzywdzi, obraża... a Ty kobieto znoś to bo sama na to poszłaś.... Gratuluje podejścia... Ja jednak wiem, że każdy popełnia błędy i każdy ma prawo do szczęścia... Jakbym nie miała byc , jak twierdzisz-egoistką, z czym się nie zgadzam, bo chyba pierwszy raz w życiu chce pomyslec o sobie, to po co tak życ...

                                .
                                • aqua48 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:02
                                  luna612 napisała:

                                  > Tylko teraz ja mam pytanie...popełniając jeden błąd i zgadzając się wziąśc ślub
                                  > którego nie chce( i na pewno nie jestem jedyna) ponoszę wszelkie tego konsekwe
                                  > ncje. Mam teraz znosic wszystko , bo to skutki błędu. Mam na wszystko się zgadz
                                  > ac, bo to kara a Ty kobieto znoś to

                                  Luno, Verdana wcale nie napisała, że masz się na wszystko zgadzać. Czytaj ze zrozumieniem. Napisała tylko, że podejmując decyzje musisz brać pod uwagę ich konsekwencje. Dla siebie i dla innych. Błędy każdemu się przytrafiają, jednak dobrze jest wyciągać wnioski i na nich się uczyć.
                                  Dobrze byłoby zamiast rzucać na wiatr kolejne życzenie: "chcę być kochaną i mieć dziecko" zastanowić się JAK mogłabyś przede wszystkim uregulować swoją sytuację małżeńską, ustabilizować życie, a POTEM dążyć do spełnienia marzeń w ten sposób aby już nikogo więcej nie ranić i nie obciążać ("zrobiłam to pod presją") kosztami TWOICH zachowań.
                                  • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:27
                                    Ja zraniłam męża bo on chciał ślubu a ja się zgodziłam... ja ranie go teraz bo mam dosc i chce się rozstac...a on jest bez winy i pokrzywdzoną stroną...Nie...to nie moja wina..na zbyt wiele się godziłam bo myślałam o innych... teraz pora na mnie....a takie podejście, że postepuje egoistycznie wpędza ludzi w poczucie winy gdy tylko pomyślą o sobie, ale to również wasze wybory i wasze podejście...Ja mam inne. Ja wiem, że musze uporządkowac swoje życie i dlatego tutaj napisałam, bo chciałam z kimś porozmawiac...I czytam ze zrozumieniem na prawde , ale myślę inaczej na ten temat....
                                    • aqua48 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:36
                                      luna612 napisała:

                                      >na zbyt wiele się godziłam bo myślałam o innych

                                      A może zamiast zrzucania winy za swoje niepowodzenia, masz jakiś program naprawczy? Może zaczniesz od rozmowy z mężem?

                                      > Ja wiem, że musze uporządkowac swoje życie i dlatego tutaj napi
                                      > sałam, bo chciałam z kimś porozmawiac...

                                      To napisz KONKRETNIE jakie masz plany, Ty sama.
                                    • zuzi.1 Re: W pułapce... 01.04.14, 17:45
                                      Ten mąż jest do bani, gdyby był dobry i zachowywał się porządnie, to rozumiem, że wówczas autorka powinna miec wątpliwosci i poczucie winy, ale skoro mąż zachowuje się poniżej poziomu, jest agresywny, pije itp. to oznacza to, że jego uczucie do autorki, o ile w ogóle jakiekolwiek jest, jest nic nie znaczące i żadnego poczucia winy nie powinna dziewczyna miec. Autorko walcz o siebie, popełniłas błąd, mąz swoimi zachowaniami na codzień udowadnia Ci, że nie jestes dla niego ważna, więc na co czekasz, walcz o siebie i o to, aby reszta tego zycia była lepsza i spędzona z kimś, kogo Ty darzysz prawdziwym uczuciem i on Ciebie. Nie spieprz sobie życia do końca, i najlepiej szklanka wody zamiast seksu...
                                    • foringee Re: W pułapce... 01.04.14, 23:33
                                      luna612 napisała:

                                      > na zbyt wiele się godziłam bo myślałam o innych... teraz pora
                                      > na mnie....a takie podejście, że postepuje egoistycznie wpędza ludzi w poczuci
                                      > e winy gdy tylko pomyślą o sobie, ale to również wasze wybory i wasze podejście
                                      > ...Ja mam inne. Ja wiem, że musze uporządkowac swoje życie i dlatego tutaj napi
                                      > sałam, bo chciałam z kimś porozmawiac...I czytam ze zrozumieniem na prawde , al
                                      > e myślę inaczej na ten temat....


                                      W takim tempie to dopiero za jakieś 20 lat dopiero zrozumiesz, prosty fakt,
                                      iż żeby zadowolić tatusia związałaś się małżeństwem z facetem którego wcale nie chciałaś - to nie było "robienie dobrze innym" tylko egocentryczne robienie dobrze sobie - byś TY miała poczucie że tatuś cię nadal lubi itd.

                                      Zrozum, że to Twoje życie i nie masz na kogo zwalać odpowiedzialności za to co z nim sama robisz. A uzależnienia (emocjonalne) leczy się na solidnej terapii.
                                      Jeśli robisz tylko to, co inni ci każą/lub co ci się wydaje że oczekują - to jesteś jakąś bezwolną kukłą a nie człowiekiem. Jeśli robisz /z zupełnie własnej woli!/ to, czego NIE CHCESZ - to nie miej pretensji do innych, że znajdujesz się w sytuacji której nie chcesz. Najwyraźniej lubisz być cierpiętnicą wiecznie pokrzywdzoną przez hipotetycznych "innych".
                                      Nikt za ciebie życia nie przeżyje. Co z nim robisz- to masz.


                                      • luna612 Re: W pułapce... 02.04.14, 08:44

                                        >
                                        > W takim tempie to dopiero za jakieś 20 lat dopiero zrozumiesz, prosty fakt,
                                        > iż żeby zadowolić tatusia związałaś się małżeństwem z facetem którego wcale ni
                                        > e chciałaś - to nie było "robienie dobrze innym" tylko egocentryczne robienie
                                        > dobrze sobie - byś TY miała poczucie że tatuś cię nadal lubi itd.
                                        >
                                        > Zrozum, że to Twoje życie i nie masz na kogo zwalać odpowiedzialności za to co
                                        > z nim sama robisz. A uzależnienia (emocjonalne) leczy się na solidnej terapii
                                        > .
                                        > Jeśli robisz tylko to, co inni ci każą/lub co ci się wydaje że oczekują - to je
                                        > steś jakąś bezwolną kukłą a nie człowiekiem. Jeśli robisz /z zupełnie własnej
                                        > woli!/ to, czego NIE CHCESZ - to nie miej pretensji do innych, że znajdujesz
                                        > się w sytuacji której nie chcesz. Najwyraźniej lubisz być cierpiętnicą wieczni
                                        > e pokrzywdzoną przez hipotetycznych "innych".
                                        > Nikt za ciebie życia nie przeżyje. Co z nim robisz- to masz.
                                        >
                                        >
                                        Przydałoby się Tobie trochę empatii, ale są różne typy ludzi...no cóż:)
                                        • luna612 Re: W pułapce... 02.04.14, 08:59
                                          -foringee- widzę, że dla innych na tym forum "też masz wiele zrozumienia" oki...masz prawo do własnego zdania.
                            • aqua48 Re: W pułapce... 01.04.14, 14:59
                              luna612 napisała:

                              > Wzięłam ślub pod presją , nie chciałam go, nie był m
                              > i potrzebny, to mój mąż chciał i rodzina

                              Ale pytano Cię PRZED zawarciem ślubu, czy chcesz? Zazwyczaj czyni to ksiądz, lub pracownik USC. Sądziłaś, że to co powiesz będzie nieważne?
                              Bo zdajesz sobie sprawę, że to co nam tu opowiadasz to tylko taka wymówka, ślub pod presją rodziny i narzeczonego to rozwiązanie rodem z osiemnastego wieku.

                              ja byłam za dużym tchórzem, żeby po
                              > wiedziec -nie...Nie wykorzystałam go więc...

                              Owszem tak, Twoje zachowanie to czysty egocentryzm. Wykorzystałaś męża, żeby mieć święty spokój, zamiast postawić sprawę uczciwie i po prostu powiedzieć, że nie widzisz z nim przyszłości i pozwolić mu odejść. Naprawdę nie wiem co wtedy sobie myślałaś?
                          • danaide Re: W pułapce... 02.04.14, 22:17
                            Moja mama ma jednak tę przewagę nad Tobą, że nie pisze "wziąść"
                            > , choć z logicznym myśleniem jej tak samo nie po drodze jak z Tobą;)))

                            cytat zamiast komentarza
                          • tully.makker Re: W pułapce... 04.04.14, 11:34
                            Tata po rozwo
                            > dzie znalazł się w udanym związku,

                            No bardzo ciekawe, jak wygladal ten udany zwiazek przemocowego alkoholika. Na pewno cud mi0od malina.
                        • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 08:22
                          No tak...nikt nie jest idealny...tylko czasem wady są zbyt duże lub ludzie źle się dobierają...
                          • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 16:19
                            A tak w ogóle...Każdy czasem powinien byc egoistą...
                            Bo nie można ciągle myslec o innych, a zapominac o sobie...
                            • luna612 Re: W pułapce... 01.04.14, 16:20
                              A zresztą to nie egoizm...to walka o siebie...
                              • verdana Re: W pułapce... 01.04.14, 19:43
                                Przecież Ty wyłącznie myślisz o sobie. Nie o innych. Nie myl bezwolności z altruizmem. Pora właśnie zacząć myśleć o innych, a nie tylko o sobie - czy należy mieć dziecko z niewłasciwym facetem, jak wyplątać sie z małżeństwa zawartego dla świętego spokoju w sposób dorosły, a nie tak, aby nie ucierpieć.
                                • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 01.04.14, 20:54
                                  Rano wydawało się, że już rozumiesz o co chodzi z tym "wziąść", ale widzę, że znowu nie wyszlo;)

                                  No, ale jak zwyczajnie powiesz, że bierzesz rozwód. Nie musisz się nawet tłumaczyć. TO CO SIĘ STANIE STRASZNEGO?
                                  • luna612 Re: W pułapce... 02.04.14, 08:41
                                    paris-texas-warsaw napisała:

                                    > Rano wydawało się, że już rozumiesz o co chodzi z tym "wziąść", ale widzę, że z
                                    > nowu nie wyszlo;)
                                    >
                                    > No, ale jak zwyczajnie powiesz, że bierzesz rozwód. Nie musisz się nawet tłumac
                                    > zyć. TO CO SIĘ STANIE STRASZNEGO?


                                    ....znowu tak napisałam:)
    • danaide Re: W pułapce... 02.04.14, 21:40
      Cała dyskusja właściwie toczy się wokół terminów: egoizm, egocentryzm i jeszcze paru innych.,

      To może najpierw ustalcie o czym mówicie, gdy mówicie o...

      Lunę do małżeństwa namawiał nie tylko ojciec/rodzice, ale i przyszły mąż. Mąż powinien się oświadczyć i zostać przyjętym lub odrzuconym (i wziąć to na klatę). A tu wahanie - namawianie - wszystko byle nie odmowa. Jeśli spytacie lunę czy jej mąż jest normalny i z normalnej rodziny to odpowie, że tak - a co ma powiedzieć? Przecież dla niej nawet ona i jej rodzina jest normalna!!!

      Jeśli całe życie robi się z Was bezwolną ofiarę, kogoś, kto nie ma prawa wiedzieć co jest dla niego dobre, bo wszystko mu się wyłoży, jeśli niszczy się jego integralność, jego poczucie własnej wartości - to czego oczekujecie? Jej wahania były resztkami asertywności, poczucia wartości, altruistycznego myślenia o innych jakie jej zostały. Na więcej po prostu nie było jej stać. Luna ma rozwalone poczucie wartości i nie walnie pięścią w stół - ona dalej się zastanawia jak tu się rozwieść nie krzywdząc tatusia - etykietowanie "egoistka" "egocentryczka" nic tu nie da, przyniesie więcej szkody niż pożytku.

      Więc luzujemy - krótkowzroczna była, niedojrzała tak, ale egoistyczna? Ile z Was próbowało w życiu pożenić ognia z wodą, myślało: "jakoś to będzie", "poukłada się"? Ile z Was w chwili kryzysu zamiast skręcić w prawo skręciło w lewo - błąd.

      Za błędy się płaci. Zapłacą wszyscy. Tatuś, bo córeczka się rozwodzi. Mąż, bo żona niewdzięczna i samolubna się wywija. Luna, bo spotka się ze swoim najgorszym lękiem - brakiem akceptacji. Czyż to nie egoizm podjąć takie działania? Czyż nie lepiej trwać w milczeniu i cierpieć (nie zachodząc w ciążę, żeby nie zwiększać ilości cierpiących).
      No nie.
      Nie wiem jak się ma egoizm do prawa do szczęścia. Mamy jedno życie. Sama latami słyszałam od matki, że jestem egoistką i Bóg mi świadkiem - dalej nie wiem DLACZEGO? Pytałam wiele razy. Brak odpowiedzi.

      Natomiast jedno luna: masz 32 lata i chcesz dziecko - NIE. Bez dziecka rozwód jest szybki, bez majątku i dziecka w ogóle miód malina - podobno=) Jeśli chcesz dziecka, to: terapia od zaraz, rozwiedź się z mężem, ojcem, mamusią i całym tym bajzlem, znajdź odpowiedniego faceta i miej dziecko. Jak nie będziesz się zbytnio certolić to zdążysz z pocałowaniem ręki.
      • danaide Re: W pułapce... 02.04.14, 21:46
        Do listy książek - powinnam to wrzucić w sygnaturkę - "Twoje kompetentne dziecko" Jesper Juul. Dowiesz się co zrobiono z Tobą z dzieciństwie=)
        • luna612 Re: W pułapce... 03.04.14, 07:02
          danaide napisała:

          > Do listy książek - powinnam to wrzucić w sygnaturkę - "Twoje kompetentne dzieck
          > o" Jesper Juul. Dowiesz się co zrobiono z Tobą z dzieciństwie=)
          >


          Przeczytam. I dziekuje za rady:) pozdarwiam
          • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 04.04.14, 10:02
            Jak nie wiesz, jak powiedzieć mężowi (i rodzicom?), że się rozwodzisz, to zacznij od ciczeń na forum:) Nie musisz obiecywać, że coś przeczytasz ani czytać tych wszystkich polecanych książek, zwłaszcza tego Jula:)
            • pade Re: W pułapce... 04.04.14, 10:35
              Dlaczego ma nie czytać Juula? zwłaszcza?
              • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 04.04.14, 11:13
                To mały żarcik dla Danaide:) Nie ważne, czy Juula:)
                • pade Re: W pułapce... 04.04.14, 11:31
                  No własnie zauwazyłam, że często jej dokuczasz...
                  • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 04.04.14, 14:47
                    Pade, może percepcja Cię myli i żartuję z Juula, a nie Danaide jako takiej;) Ale ja z kolei zauważam, że masz bardzo szerokie rozumienie pojęć dokuczać i często...
                    • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 04.04.14, 15:05
                      "Tata po rozwo
                      > dzie znalazł się w udanym związku,

                      No bardzo ciekawe, jak wygladal ten udany zwiazek przemocowego alkoholika. Na pewno cud mi0od malina."

                      Tully, nie mogę opisywać na tak otwartym forum szczegółów, ale wierz mi, że tak jest. Napiszę, Ci, że był w jednym wieloletnim związku, a teraz jest w drugim. Uprzedzę nawet Twoje pytanie - nie rozstał się, a związek zakończył się śmiertelna chorobą, gdzie przez kilka miesięcy bardzo ciężko musiał się opiekować tą panią. Obecna moja macocha - jak kiedys pisałam Zuzi, spytała mnie, czemu moja mama się rozstała z moim tatą i nas z nim zostawiła, bo ona nigdy takiego mężczyzny nie spotkała. Dodam, że tata pozostaje w dobrych relacjach (powiem nawet, że po śmierci jego partynerki bliskość tych relacji mnie zaskoczyła i pokazała, jak dużo dla nich znaczy) z krewnymi zmarłej partnerki.
                      Tak jak na forum bardzo dużo pisałam o mamie, bo jej zachowania często były wymierzone we mnie i dotkliwie je odbierałam, a tu chciałam się jakoś nad nimi zastanowić, tak nad ojcem czasem zastanawiam się jeszcze bardziej, choć tak dużo o nim nie piszę, bo on mnie tak w życiu nie przeczołgał jak matka i nie ma takich kwestii raniących mnie do żywego, wieć nie sa to kwestie, w których "szukam wsparcia".
                      Nie wiem, może odpowiedzią na poziomie uogólnienia jest właśnie egoizm, a nawet bardziej egotyzm, który u mojej mamie jest porażający. Tak jak tata wszedł w fajne związki, w których pierwszy raz dane mi widzieć go było takim, o jakim opowiadały mi też osoby z rodziny mojej mamy znajace go o kilka lat dłużej niz ja - czyli można powiedzieć potencjalni porozowodowi wrogowie. A mój ojciec jest w dobrych relacjach zarówno z krewnymi mojej mamy, z moim mężem, moimi teściami, etc. Moja mama albo jest w złych, albo w dalekich relacjach.
                      Nie jest inwazyjny, nie ma w nim pogardy, nie jest chciwy. To mogą tez być cechy, które są ważne w związkach.
                      No, zwykły alkoholik przemocowiec, który sięgnął dna:)
                      • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 04.04.14, 15:39
                        Tully, dodam jeszcze, że jakieś wielkogabarytowe rzeczy partnerka mojego taty dała kiedys mamie, bo ona chciała, a do mamy zawoził je... uwaga alkoholik-przemocowiec i nawet montował:)
                        • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 04.04.14, 18:15
                          Tully, fajnie, że mnie spytałaś:)

                          W ogóle ostatnio sobie coraz bardziej zdaję sprawę, jak mi mama zryła mózg. To, co się wydaje wzruszeniem, delikatnością, uczcuciowością, to często są zwykłe czułostkowe słowa/gesty. Tylko człowiek ze zrytym mózgiem przyzwyczajony jest, że to taka "dobra mama". Duża zasługa w tym mojego terapeuty, troche oczy otwiera wiek i poszerzenie horyzontów - nowi ludzie, nowe otoczenie.
                          Takie dwie paralele- moja mama nigdy nie mówiła i nie mówi inaczej o rodzicach jak "mamusia i tatuś" ale pomoc, nawet w ich wieku mocno zaawansowanym szła od nich do mojej mamy. Inaczej u mojego taty - mógł się wkurzyć o coś, przeklnąć, ale to on zapewniał codzienne obiady/lekarza, etc.
                          W wątku obok pisałam jak mama zostawiła nas w Wigilię i spotkała się ze swoim przyjacielem (pomijam, że w czasie małżeństwa - Ty na to zwracasz uwagę, dla mnie to nie jest istotne, jak niewiele ich już łączyło). Potem różnie się w tym związku plotło, ale jak facet ostro zachorował, to mama go zostawiła. Po drugiej stronie jest opieka mojego ojca nad partnerkja ww. (tego kontarsu sama nie zauważyłam - to ktoś z rodzeństwa mamy zwrócil mi w tym tygodniu na to uwagę).
                          Więc często sobie myślę, że to co ludzie o sobie opowiadają, to jest tak powierzchowny przekaz - bo relacja z życia mamy to byłoby pasmo poświęcenia dla dzieci, męki z mężem i Paris, ale ja już tego nie kupuję:)))
                          Nie jest atwo to sobie wszystko uwiadomi, ale staram się:))))
                          • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 04.04.14, 18:38
                            Jeszcze troche kompulsywnego pisania:)

                            I dodam, że coraz częściej sobie myślę, że to podejscie mamy - cos jak u Luny - jest niestety poza mozliwością jego zmiany. Utylitarne traktowanie ludzi, które jednak nazywane jest - jakimiś frazesami a to o dobroci, miłości, kilkoma innymi. Do tego bycie kimś w rodzaju bezwolnej masy w pewnych sytuacjach - zero sprawczości, za błędy sa odpowiedzialni inni. Koszmar.
                            • danaide Re: W pułapce... 04.04.14, 18:57
                              > I dodam, że coraz częściej sobie myślę, że to podejscie mamy - cos jak u Luny -
                              > jest niestety poza mozliwością jego zmiany.

                              Ale rozumiem, że nie skreślasz Luny tylko dlatego, że Twojej mamie zmienić się nie udało - czy chciała, inna sprawa.
                              • paris-texas-warsaw Re: W pułapce... 04.04.14, 19:08
                                Nigdy nikogo nie skreślam! Niezbadane są ludzkie ścieżki:)
                  • danaide Re: W pułapce... 04.04.14, 17:12
                    Dzięki pade;)

                    Fakt, że piszę o Juulu wynika z tego, że czytałam go zanim weszłam na to forum, zanim usłyszałam o tych wszystkich książkach, wreszcie po to by dowiedzieć się czegoś o "wychowywaniu dziecka", a nie o sobie! Dlatego tym większy był szok - książka dotknęła mojego wewnętrznego dziecka, zanim dowiedziałam się w ogóle o jego istnieniu. Może dziś, z perspektywy wszystkich innych książek efekt ten nie byłby taki piorunujący. Niemniej podoba mi się pokazanie z czego bierze się brak poczucia wartości i integralności w ludziach skutkujące późniejszymi problemami w życiu.

                    Nie polecam też z zapałem książki każdemu, ale osobom, u których dostrzegam ten problem przez analogię ze mną samą. Zapewne Paris jest ona całkowicie zbędna.

                    Krytykować książkę można. Pod paroma warunkami. A. Podając argumenty. B. Gdy samemu się ją przeczytało. Systematyczne powtarzanie w różnych wątkach, że książka jest be i kropka sprowadza całą dyskusję w rejony pomiędzy trzepakiem za blokiem a boiskiem za podstawówką.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka