dmuchawcelatawce
11.04.14, 17:48
Pani doktor oraz drodzy Forumowicze, czy zechcielibyscie sie podzielic ze mna swoja opinia na w/w temat.
Za miesiac rozpoczynam dosc krotka, nowoczesna terapie zespolu stresu pourazowego w zw. z moimi przezyciami w dziecinstwie.
Dostarczycielem stresu byl moj ojciec do czasu jego smierci w wieku moich 21 lat (wiec nie bylo to tylko dziecinstwo). Ale i matka, co zreszta sobie uswiadomilam dzieki Pani Doktor i Waszym postom. Moja matka byla agresorka bierna, a na dodatek bardzo wyrozniala mlodsza siostre.
Moja matka zyje. Ma 70 lat i z powodu trudnego zycia jakie zapewnia jej moja mlodsza siostra wyglada i pewnie czuje sie na jeszcze wiecej. Jest staruszka. Mamy poprawne kontakty, ona nawet stara sie byc mila, ale we mnie siedzi to cos. Moja ciotka a jej sioistra odradza mi powiedzenie matce o terapii, ale ja nie wiem. Kiedys myslalam zeby jej powiedziec o tym co mi zrobili, ale jakos nie zebralam sie na odwage.
Kiedys byla sytuacja, ze jej powiedzialam ,ze musze konczyc rozmowe bo spiesze sie do lekarza. Padlo pytanie: a na co ty chorujesz. Wykrecilam sie wtedy ogolnym: no wiesz, w moim wieku to tak sie zaczyna, ze tu mnie strzyka tu mnie dzga i zaczyna sie latac po doktorach.
Ale mysle czy by jej nie powiedziec o terapii, nie wnikac w szczegoly tego co byla, grzecznie, bez wyrzytow, po prostu powiedziec, ze w zwiazku z trudnym dziecinstwem mam teraz duze problemy i zostalam zakwalifikowana do takiej a takiej terapii.
Moja matka sama od siebie pewnie nie zacznie wypytywac o szczegoly, wiec pewnie pozostanie z ta informacja i nic z nia sama nie zrobi.
Co zrobic? Nie chce niczego robic pochopnie. Dlatego pytam o rade.
Z gory dziekuje za odp.