Dodaj do ulubionych

terapeuci i superwizja

29.04.14, 15:07
Witajcie,
Jako DDA uczestniczyłam w terapii grupowej i indywidualnej w Warszawie u kilku różnych terapeutów.
Zdałam sobie sprawę że prywatne ośrodki do których w Warszawie uczęszcza masa ludzi prowadzone przez terapeutów "z renomą" rządzi się prawem buszu czyli panie
nie mają superwizji. Czasem myślę że załatwiają często jakieś swoje nieprzepracowane problemy np bardzo źle terapeutka reagowała na krytykę. Zmieniłam terapeutę i poszłam gdzie indziej a tutaj to samo i tez brak superwizji bo przecież terapeuta ma tyle lat praktyki
renomę więc jak można podważać kompetencje. Ogólnie miałam odczucie że nie można prowadzić dyskusji z terapeutą...

Jakoś widzę że terapia w Polsce mimo spraw typu Samsona itd to wolna amerykanka.
Ja uważam że jest to ważne bo uważam że bez superwizji terapeuci maja skłonność w popadanie w nadmierna wiarę w swoje umiejętności, jakoś tak czuja się nieomylnym guru.

Ciekawa jestem opinii pani Agnieszka, czy mogę wymagać od prowadzącego by poddał się superwizji? Jakie są wymagania w Polsce odnośnie tego tematu? Czy to dobra wola terapeuty że poddaje się superwizji?

Pytania do forumowiczów czy pytacie o superwizje swoich terapeutów?
Obserwuj wątek
    • sonia_siemionowna Re: terapeuci i superwizja 29.04.14, 15:24
      Bo terapia w Polsce to jest wolna amerykanka.

      Moja matka była terapeutką, to, co wyrabiała ona i jej psiapsiółki przerasta ludzkie pojęcie. Żadna z nich nigdy nie miała superwizji, o terapii własnej już nie mówiąc.

      Polecam dokładnie wypytywać o superwizję. Naprawdę warto zapłacić więcej za fachową pomoc niż oszczędzać i skończyć u kogoś, kto nie radzi sobie sam ze sobą.
      • blondi_a77 Re: terapeuci i superwizja 29.04.14, 15:58
        Możesz sprecyzować co "wyrabiała" zgrubsza Twoja mama i jej koleżanki?

        Powiem tak wydałam trochę pieniędzy na "fachową pomoc". Osoba do której ostatnio chodziłam prowadziła wiele lat ośrodek dla uzależnionych, wszystkie osoby do których chodziłam wprowadzały w Polsce terapię DDA jako nowatorskie programy. Mimo to w trakcie terapii natknęłam się na problemy w stylu apodyktyczne stwierdzenia i oceniające słowa które nie powinny mieć miejsca a próba dyskusji kończyła się tym że ja się czułam nie taka.

        Wcześniej nie wiedziałam że mam prawo wymagać superwizji i że terapeuci mają swoje nieprzepracowane problemy które powinni poddać superwizji. Dowiedziałam się że jest to
        ważny punkt żeby terapia nie zboczyła gdzieś w krzaki i władzy nad naszym umysłem nie przejął terapeuta dla swojej chwały.
        • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 29.04.14, 22:15
          Ja w swoim życiu spotkałam się z dwoma psychoterapeutami - poszłam do jednego, który też był superwizorem, znajdował się na liście psychoterapeutów PTP i siłą rzeczy poddawał się sam superwizji (chyba każdy kto jest na liście Polskiego Towarzystwa Psychologicznego lub Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego musi poddawać się superwizji, więc o to już nie pytałam, tylko sprawdzałam ich), ale sam działał bardziej w nurcie chyba "behawioralnym" i odesłał mnie do innego terapeuty.
          To co ja zauważyłam u nich obu:
          - obaj dość empatryczni,
          - z wysoką kulturą osobistą (na tle średniej narodu - to nawet bardzo wysoką bym powiedziała),
          - doświadczeni, zarówno wiekiem, stażem, jak i dokonaniami,
          - mili w obejściu, spokojni,
          - mający miłe gabinety,
          - zdrowo wyglądający, zadbani i elegancko ubrani;) - to też jest ważne, trzeba o siebie dbać:),
          - asertwyni i ceniący własny czas i pieniądze;) - to jest wg mnie też ważna cecha, bo pokazuje, jak się ustawia np. granice zawodowe,
          - mający poczucie humoru (zwłaszcza ten superwizor).
          Z tego co wiem, sa też terapeuci zajmujący się stricte uzależnieniami (czy tym DDA, ale nie wiem, jak oni faktycznie działają, z tego co ostatnio kupiłam sobie jakąś książke takiej pani to to są wg mnie czasem tacy półprofesjonaliści, nierzadko sami wywodzący się z osób mających (chyba kiedyś, ale kto wie...) takie problemy, w których chcą pomagać.
          Z Twojego opisu wynika, że trafiłaś na jakiś mało profesjonalnych frustratów - ja bym już się tam nie pojawiła, szkoda choćby czasu, nie mówiąc o nerwach.
          • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 29.04.14, 22:34
            Jeszcze dodam kilka słów o ciekawym doświadczeniu. Kiedyś brałam udział w takim bezpłatnym kursie dla rodziców "Jak mówić, żeby dzieci słuchały...", takim, których teraz wiele się prowadzi. I ten kurs prowadziły dwie panie - w zasadzie jedna pod nadzorem drugiej (obie psychologowie dziecięcy, druga chyba była właśnie superwizorem). Dużo zajęć opuściłam, mało pamiętam merytorycznych kwestii, ale pamiętam, że dla tej uczącej się prowadzenia tego kursu (choć formalnie miała przecież papier psychologa i z wieku wynikało, że i doświadczenie) ważne było wyrobienie się w czasie, nie umiała zauważyć, że czasem ludzie się otwierali i mówili cos niezwiązanego z tematem, ale bardzo ważne to były kwestie dla nich i pewnie dla ich dzieciu, a ona im przerywała, pośpieszała, etc. A ta druga - to było cudowne jej słuchać, cokolwiek mówiła. Samo obcowaniue z nią było chyba najważniejsze, choć z jej wypowiedzi od razu było jasno widać, że ma ogromne doświadczenie w bardzo szerokim zakresie. Ja bym tej drugiej mogła słuchać bez przerwy, była ciepła i przeurocza.
          • stwory_z_mchu Re: terapeuci i superwizja 15.02.18, 01:23
            Przepraszam, nie mam teraz czasu przeczytać całego wątku, ale chciałam się wypowiedzieć również jako córka psychoterapeutki. Moja mama jest członkiem PTP, prowadzi własny gabinet. Regularnie poddaje się superwizji (jest dla niej bardzo ważna, jako córka mogę powiedzieć, ze mimo, że widzimy się raz na kilka tygodni to mama nie rezygnuje z superwizji jeśli wypada akurat w weekend, w który przyjeżdżamy). Z mojej perspektywy ma to olbrzymi wpływ na to, jak funkcjonowała (i funkcjonuje) nasza rodzina - nie zauważyłam żadnych przeniesień z gabinetu na nasze życie, mama potrafi oddzielić to, co dzieje się między nią i pacjentami i to, co dzieje się w domu. Od pacjentów ma bardzo dobre opinie.
            Myślę, że w sytuacji, kiedy jest bardzo duża konkurencja na rynku masz możliwość sprawdzenia każdego psychoterapeuty i wybrania takiego, który spełni Twoje oczekiwania również w sprawie formalnej.
        • sonia_siemionowna Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 05:43
          Głównie projekcja własnych nieprzepracowanych problemów na klientów/pacjentów. Nie mam wątpliwości, że prywatne uprzedzenia, lęki, fobie i inne takie rzutowały na terapię, bo nie raz byłam świadkiem omawiania jakiś tam przypadków i oceniania ich wyłącznie ze swojego, prywatnego punktu widzenia.

          Tymczasem podstawowa zasadą jest, aby nie projektować swojego systemu wartości, lęków, fobii itp. na klienta/pacjenta i aby być tych swoich problemów choćby świadomym, bo dopiero to pozwala nabrać do nich dystansu. A to można uzyskać jedynie dzięki superwizji.

          Inne kwiatki, typu nieumiejętność przyjęcia krytyki w profesjonalny sposób, przestarzałe techniki/wiadomości czy wchodzenie z pacjentami w intymne/personalne relacje tez miały miejsce.

          Ot, panie skończyły studia sporo lat temu i uznały, że prywatny gabinet się opłaca. Smutne, ale tak jest niestety wszędzie w Polsce, trzeba po prostu zrobić rozeznanie i ostrożnie wybrać.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: terapeuci i superwizja 29.04.14, 22:22
      Ośrodki terapeutyczne które znam, ośrodki szkolące terapeutów, towarzystwa i stowarzyszenia zrzeszające terapeutów wymagają odpowiedniej ilości superwizji i z niej rozliczają, poprzez potwierdzone rekomendacje superwizorów. Terapeuci których znam, poddają się superwizji w różnych formach. Indywidualnych, grupowych,koleżeńskich,a nawet superwizji superwizji. I jest to standard bez względu na lata doświadczeń. Polskie Towarzystwo Psychologiczne każe odnawiać co 7 lat przyznany certyfikat psychoterapeuty i tam między innymi sprawdza czy terapeuta się superwizuje i gdzie. Jest to wymóg wprowadzony jako doświadczenie po sprawie z Samsonem. Znane mi środowiska związane z problematyką uzależnień też wymagają superwizji. We wrześniu zeszłego roku uczestniczyłam w konferencji superwizorów, gdzie to środowisko było licznie reprezentowane.
      Teraz nawet szpitalne oddziały psychiatryczne, gdzie prowadzona jest psychoterapia mają lub starają się o superwizorów i dostają na to pieniądze z NFZ.
      W moim odczuciu jest to absolutny standard. Ale też piszę to z perspektywy dużego miasta, perspektywy renomowanego ośrodka terapeutycznego jakim jest Laboratorium Psychoedukacji i perspektywy Sekcji Psychoterapii PTP, która od wielu lat krzewi kulturę uprawiania tego zawodu. Oraz z perspektywy psychoterapeuty, który ma też certyfikat superwizora.
      Każdy pacjent ma prawo zapytać terapeutę o superwizję, a terapeuta ma obowiązek na to pytanie wprost odpowiedzieć . Gdy odpowiedzi brak, lub jest niewiarygodna lub pokrętna jest to znak do zastanowienia się co do zasad etycznych tej osoby i jej profesjonalizmu.
      W Polsce nie ma wolnej amerykanki jeśli chodzi o wymogi i przepisy, co do superwizji. Natomiast mogą się zdarzyć indywidualne osoby terapeutów, którzy te zasady łamią. Ale tak może być w każdym środowisku. Od tego są Komisje Rewizyjne, , Sądy koleżeńskie itp, aby tym się zajmować. I należy te wątpliwości zgłaszać. Oraz takich terapeutów uwidaczniać. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • sonia_siemionowna Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 05:46
        Pani Agnieszko, ale to są wyłącznie wytyczne PTP i innych profesjonalnych stowarzyszeń. Dobrze, że są, ale to nie zastąpi ustawy o zawodzie psychoterapeuty, która niestety jest zapisem martwym. Zawsze znajdą się bowiem ludzie nieuczciwi, a niestety nie ma obecnie prawnych metod ukrócenia takich praktyk.
      • blondi_a77 Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 10:29
        Pani Agnieszko sprawdziłam że obie terapeutki co do których mam wątpliwości są na liście trenerów PTP. Oczywiście zadam wprost pytanie co do superwizji do trenerek.
        Gdzie można w takim razie można zgłaszać wątpliwości co do superwizji czy
        etycznych wątpliwości co do danej osoby? Pacjenci moim zdaniem bardzo słabo są chronieni.

        Czy nie jest tak że skoro certyfikaty w PTP odnawia się co 7 lat koleżanka koleżance poświadcza superwizję? Napisała pani że jest koleżeńska superwizja...
        Mam sporo wątpliwości...
        • blondi_a77 Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 11:02
          Dodatkowo naliczyłam że certyfikowanych superwizor'ów jest w Warszawie 36 osób jakoś w praktyce
          nie widzę żeby byli w stanie zrobić superwizję całemu środowisku...i chce przyjmować pacjentów...
          nie mówiąc o tym że superwizor też powinien mieć superwizję...
    • kachaa17 Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 07:40
      Ja chodziłam do kilku terapeutów ale żadnego nie pytałam o superwizję. Natomiast raz miałam taką sytuację, ze byłam u znanej terapeutki od dda, która na drugim czy trzecim spotkaniu zachowała się moim zdaniem niezgodnie ze swoją rolą. Po prostu swoje prywatne sprawy wplotła w moje i miałam po tym duży niesmak i straciłam do niej zachowanie. Przez to zrezygnowałam z jej pomocy.
    • blondi_a77 Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 10:06
      Ja piszę o środowisku w Warszawie. Osoby były związane z centrum od uzależnień Łokietka Jagiellońska, które po rezygnacji z pracy czy też na emeryturze pozakładały własna działalność prywatną mówię m.in o Targowej, która jest dosyć popularna w Warszawie teraz ale moim zdaniem poza jakąkolwiek kontrolą środowiska...skoro jest to prywatna działalność to właściwie poza kontrola PTP.
      Osoby których nie będę podawała nazwisk są psychologami, ukończyły studia i były zatrudniane przez państwowe placówki.

      Nie uważam że terapeuci od uzależnień są jacyś gorsi, ba uważam że terapia jest skuteczna poprzez przyglądanie się systemom rodzinnym DDA/DDD i sama idea grupy wsparcia bardzo się sprawdza ale w pewnym momencie terapii dochodzę do ściany jakim jest niemożliwość
      dyskusji z terapeutą i inne rzeczy które czuję że nie są ok.

      To o czym pisze sonia_semionowa lepiej bym tego nie ujęła.
      Projektowanie problemów, swojego systemu wartości, wchodzenie w relacje z pacjentami,zła reakcja na krytykę...myślę że te problemy byłyby zniwelowane gdyby była superwizja...

      Wydałam na to sporo pieniędzy, opowieść swojej historii historii zajmuje czas i już nie mam chęci szukania następnej osoby czy grupy której od nowa będę powierzać swoje tajemnice.
      Nie chce żeby pół Warszawy znało moje sprawy...niemniej jednak piszę o tym zawiedziona.
      Powiem szczerze że boję się iść na grupę, powiedzieć wprost o swoich wątpliwościach i powiedzieć że nie poddaje się dalej terapii u tej osoby bo to i to.

      Aczkolwiek zmierzenie się z "autorytetem" terapeuty też jest elementem terapii.
      • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 13:56
        Ja nie twierdzę, że terapeuci uzalenień są gorsi, jeśli są na liście PTP. Ale wiem, że są jakieś stowarzyszenia terapeutów uzależnień, ruchy AA itp. i ja do konca im nie ufam (inna sprawa, że nie znam;))). Ja zwyczajnie wierzę w jakąś tam rękojmię PTP i PTP.
        W poście poruszasz kwestię "grupy wsparcia", nie wiem, czy to taka nazwa robocza na terapię grupową, ale jesli to kalsyczna grupa wsparcia, to ma ona inne cele niż terapia i wg mnie ich działanie pozytywne może być wg mnie w ogóle wątpliwe (ja znam pośrednio poprzez opowieści mojej mamy - zresztą gdzies w wątku obok opisuję, dodam tylko, że prowadzący tę grupę psycholog korzystał prywatnie z różnych przysług osób z grupy, co dla mnie już by było sygnałem ostrzegawczym).
        A może byś napisała konkretniej, czego dotyczyła sporna kwestia, w której terapeuta się zdenerwował? To mi sobie w ogóle cięzko wyobrazić, bo terapeuta to ktoś kto ma pomagać, problemy są mu osobiście obojętne, a na jakieś problemy np. z przeniesieniem / antyprzeniesieniem (tak to się chyba nazywa) też sa przygotowani. Jeśli terapeuta się denerwuje, to jakby np. doradca finansowy denerował się, że komuś firma plajtuje. To nie jego zmartwienie, on ma tylko zrobić, co się da, żeby ją wyprowadzić na prostą / pomóc w tym.
        Wg mnie autorytet terapeuty docenia się po zmianach, w których on pacjentowi jakoś tam pomógł. To bardzo specyficzny wpływ.
        Wydaje mi się, że superwizje mają służyć nie tylko pacjentom, ale też samym terapeutom, jest to jak by nie patrzeć obciążająca psychicznie praca.
        Wg mnie jeśli jakiś terapeuta się nie sprawdza, to szkoda czasu na taką terapię. Przykre, że się trochę czasu straciło, ale czasu się nie cofnie. Może dzięki temu też jakiegoś doświadczenia się nabrało.
        • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 14:08
          www.psychologia.edu.pl/czytelnia/63-terapia-uzalenienia-i-wspouzalenienia/338-plec-a-psychoterapia.html
          Tu fajnie o przeniesieniu pisze superwizor i terapeuta uzależnien w jednym. Wprawdzie tu jest bardziej o zagrożeniu idealizacją, ale pewnie jeszcze bardziej negatywny wpływ ma walka terapeuty ze "złym" pacjentem. Ja bym sobie darowała taki eksperyment na sobie.
          • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 14:52
            Ale zastanowiło mnie jeszcze jedno. Dlaczego krytykowałaś terapeutkę? Czy to było takie właśnie "przeniesienie" czy też uważałaś, że jest niekompetentna? Bo jeśli wg Ciebie robiła cos niekompetentnie, to taka krytyka nie ma sensu, Ty jej zawodu nie nauczysz. Rozumiem bardziej przedstawianie terapeucie swoich oczekiwań, ale sama krytyka nie do końca jest dla mnie zrozumiała - jeśli miałabym uważać, że lepiej się znam na terapiach niż terapeuta, to szkoda czasu z takim "niedoukiem". Jakaś dziwna sytuacja.
            • blondi_a77 Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 15:50
              Nie chcę tutaj na forum wchodzić w szczegóły. Jakoś czarno-biało wszystko postrzegasz, nie
              wszystko jest albo dobre albo złe, staram się co najlepsze wyciągnąć dla siebie.
              Terapeuta ma wiedzę i doświadczenie, widzę sporo korzyści terapii.
              ale pewne rzeczy mnie zaniepokoiły i teraz rozważam za i przeciw i na ile co mogę kwestionować. Moja grupa wsparcia, to grupa terapeutyczna z podobnymi problemami.

              Nie krytykowałam terapeuty, właśnie boję się wejść w otwartą polemikę, wyraziłam tylko
              raz czy dwa wątpliwości co do interpretacji terapeuty i widziałam na innych osobach jak bardzo źle odbiera to terapeuta, że właściwie odbiera to jak krytykę bo jest nieomylny!

              Na pewnym etapie terapii, rozwoju nie pozwalam sobie kłaść do głowy rzeczy z którymi się nie zgadzam i konfrontacja jest nieunikniona..ale z osobami które agresja reagują na konfrontację to nie jest fajne...może to dobrze że w niektórych ośrodkach jest 2 trenerów, mają jakąś wzajemną kontrolę nad sobą...

              Do tego projektuje na mnie sytuacje podobne z jej doświadczenia, podczas gdy moja sytuacja jest zupełnie inna, a już wypowiadanie swoich ocen jest nieprofesjonalne zupełnie.
              Wydaje mi się że gdyby terapeuta miał superwizję pewne rzeczy by wyszły, jak to że nie radzi sobie, odbiera jako krytykę wątpliwości pacjentów..oj za dużo by tu gadać...

              Nie mam wątpliwości że terapeuci załatwiają często poprzez taka prace jakieś swoje wewnętrzne potrzeby wielkości, nieomylności itd.
              Jestem łatwym pacjentem bo DDA z niskim poczuciem wartości, nie podważam kompetencji, jestem dość potulna wobec autorytetów i jeśli myślisz że jakoś otwarcie krytykowałam terapeutę to nic z tego, to było kilka niuansów które skłoniły mnie do przemyśleń na temat właśnie motywacji terapeutów,ich kontroli itd

              • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 16:09
                Mnie terapia interesuje jako taka, sama w niej uczestniczę i sobie czasem o pewnych kwestiach myślę. Nie postrzegam biało-czarno, raczej chciałam poznać Twój punkt widzenia, szkoda, że nie możesz podać przykładu takiej intyerpretacji. A może chociaż jakiś konkretny przykład, ale nie Twój, albo analogiczny, żebyś pozostała anonimowa. Mi zwyczajnie nie zdarzyła się sytuacja bym miała powód do poddawania krytyce terapeuty, bo nawet nie wiem czego by to miało dotyczyć, skoro on głównie pyta i mało "interpretuje", co najwyżej "skoro Pani tak uważa", "nie neguję, tego co Pani mówi", etc., czasem ma jakieś opinie, ale raczej trafne/początkowo zaskakujące.
                • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 16:23
                  I jeszcze się zastanawiam, jak terapeuci od DDA pracuja na systemach rodzinnych. Mój terapeuta, chyba nie przeoczył, że mój tata to alkoholik, raczej nie komentuje innych osób z mojej rodziny, ich relacji poza tymi związanymi ze mną. Oni są jakby poza jego zainteresowaniem, choć czasem właśnie bym chciała coś o nich się od niego dowiedzieć. Stąd czasem ten głód wiedzy zaspokajam sobie na forum.
                  • blondi_a77 Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 17:37
                    Ja terapeuci pracują na systemach? Ano tak że w każdej DDA/DDA są pewne role rodzinne które przejmują dzieci bohater, maskotka itd..poczytaj o tym jest sporo literatury, dzieci przestają byś dziećmi itd, rodzice grają jakieś role. Dopiero rozszyfrowanie tego kto był kim w rodzinie, jaką miał rolę,co robili rodzice a nie powinni pokazuje skąd się biorą u Ciebie pewne rzeczy. Najważniejsze jest
                    dotarcie do źródeł czyli problemów w rodzinie co się działo jak byłaś mała. Odzyskujesz pamięć itd. Wydaje mi się że terapia taka jest niezwykle skuteczna. Zdemaskowanie co robił a nie powinien albo co nie robił rodzic a powinien rozjaśnia Ci świat Twój świat, zdejmuje z Ciebie pewne rzeczy które nosisz.

                    Dodatkowo okazuje się że że Twoja wyjątkowa rodzina jest taka sam jak wiele innych tzn takie same role i to pokazuje grupa terapeutyczna osób z podobnymi problemami, okazuje się że nie ma dużego znaczenia czy osią zaburzenia był alkohol, czy niedyspozycja jednego rodzica bo był chory psychicznie, jest to taka sama dysfunkcja i powoduje powstawanie takich samych zastępczych ról, ukrywanie problemów z domu u dzieci jak w alkoholowej rodzinie.

                    Co do moich wątpliwości do terapeuty to nie była jedna sytuacja a kilka różnych, były wszystkie sytuacje o których pisze sonia_siemionowa.
                    No dobrze zdradze 1 sytuację bo której poczułam się bardzo źle, omawialiśmy moja traumę sprzed lat kiedy zostałam sam w ciąży.
                    Czy dobrze byś się czuła z terapeutą gdyby Ci wmawiał że być może wrobiłaś faceta w dziecko ? albo że zostawił Cię w ciąży- Ciebie i dziecko! bo się czegoś przestraszył we mnie...takie słowa sugerujące moją winę, że facet zostawia dziecko i daje nogę bez jakiejkolwiek odpowiedzialności..wg mnie jest to bardzo oceniające stwierdzenie.
                    Dodatkowo może tojest różnica pokoleń bo pani jest koło 70 siątki i jednak pewne sytuacje ocenia z jakiejś dziwnej perespektywy.
                    Były to sporadyczne wyskoki terapeuty i nie wiem czy trwale mnie nie zablokowała i czy nie powinnam była od razu zrezygnować z jej pomocy, moja obrona że czuję się obwiniana jakoś niewiele zdała bo terapeutka stwierdziła że może jestem trudnym przypadkiem i może odmówić mi pomocy..czułam się postraszona. Nei miała zbyt dużo danych żeby oceniać sytuację a to zrobiła,
                    Poczułam się fatalnie jak w domu, nie ukrywam że całe życie jako bohater rodzinny byłam obwiniana. Tak czy inaczej uważam że wzięłam dużo z terapii ale nie potrafiłam się postawić w pewnych sytuacjach i może teraz powinnam to omówić na spotkaniu..albo uciekać...

                    Dodam jeszcze że że terapeutka ciągle wplatała swoje wątki, z czym źle się czułam bo każda sytuacja jest inna a ona robiła projekcję swoje sytuacji na moją...
                    • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 18:59
                      Dzięki za tak obszerne tłumaczenie. Chociaż ja jestem przodownikiem psychicznego ekshibicjonizmu na forum, to w realu tak jak Ty nie chciałabym chyba, żeby milion osób znało moją sytuacje życiowa od podszewki, więc dlatego wybrałam terapię indywidualną. Trochę taka grupowa mnie pociąga, jako nowe doznanie, ale powoli czuję, że może sobie dam spokój, bo chyba za jakiś czas jednak ta moja terapia się skończy. Wiem, że takie role są w różnych rodzinach alkoholowych, ale nigyu nie brałam udziału w ich "odszyfrowywaniu", przy nieobecności pozostałych osób podejrzewam, że mój terapeuta by się tego nie podjął (ale może w wolnej chwili spytam).
                      Co do wypowiedzi Twojej terapeutki to w mojej ocenie też są dziwne, ale stwierdzenie, że Twój partner Cię opuscił, bo się czegoś w Tobie przestaraszył, nie odebrałabym jako negatywnej oceny Ciebie tylko jedno z wielu mozliwych powodów tego opuszczenia. Ja zobaczyłam, że mój terapeuta działa bardziej na emocjach pacjenta jakby, bo wszelkie motywacje osób postronnych są zupełnie przecież niedostępne. Nawet Ty do konca nie możesz ocenić, czemu Cię partner zostawił, to co on ewentualnie nawet mówił mogło nie być prawdą etc. Podejrzewam, że mój terapeuta tylko by się zajął tym, jak ja się z tym czułam, etc.
                      Dzięki, dałaś mi trochę do myslenia:) Może to ja za mało np. pytam???
                      • blondi_a77 Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 19:10
                        Po pierwsze nie pytałam terapeuty o ocenę sytuacji, po drugie naprawdę uważasz że porzucenie dziecka i kobiety w ciąży tłumaczy faceta że się czegoś przestraszył? serio?
                        Można porzucić kobietę ale odpowiedzialny facet nie zostawia dziecka.
                        Dla mnie to brzmiało jak próba zrozumienia partnera a nie mnie, a ja przychodzę do terapeuty a nie partner i ja chcę żeby się zająć moimi emocjami właśnie a nie tłumaczeniem partnera czy jego sytuacją...

                        Uważam że terapeutka w osobie kobiety jest ważna bo wydaje mi się że wcześniej czy później gdzieś zostaje przeniesienie na matkę czyli ja widzę jakoś matkę w terapeutce i się z nią mierzę ale ja nie mogę skonfrontować się z matką terapeutką bo sama terapeutka nie uporała się ze ssoimi problemami więc nie bardzo pozwala mi na jakąś jawną krytykę..ja tak to widzę...może jestem przewrażliwiona? nie wiem czasem trudno mi to ocenić...

                        Wchodząc w szczególy obecnie byłam już po DDA terapii i na zaawansowanej INTRA-personalnej ale osoby pochodziła z terapii DDA.


                        Paris za mało pytasz tzn kogo terapeutę?
                        Ja chodziłam równolegle grupa plus indywidualnie, widzę przewagę grupy nad indywidulaną wielką, bo masz "zwroty" wielu osób i interakcje z wieloma osobami a te interakcje są bardzo ważne!

                        • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 21:53
                          "Po pierwsze nie pytałam terapeuty o ocenę sytuacji, po drugie naprawdę uważasz
                          > że porzucenie dziecka i kobiety w ciąży tłumaczy faceta że się czegoś przestras
                          > zył? serio?
                          > Można porzucić kobietę ale odpowiedzialny facet nie zostawia dziecka.
                          > Dla mnie to brzmiało jak próba zrozumienia partnera a nie mnie, a ja przychodz
                          > ę do terapeuty a nie partner i ja chcę żeby się zająć moimi emocjami właśnie a
                          > nie tłumaczeniem partnera czy jego sytuacją..."

                          Ja przedstawię jak ja widzę na "gruncie psychoterapeutycznym" - terapii indywidualnej lub grupowej taki typ problemu. Ja rozumiem to tak, że wchodzenie w dywagacje dlaczego facet porzucił kobietę nie ma do końca sensu, gdyż to jest wszystko gdybanie. Fajnie do tej kwestii nieweryfikowalności wersji przedstawianej przez pacjenta na terapii opisała Pani Agnieszka w wątku o wpływie terapii na bliskich. To jest też tak, że zwyczaj nie nie zna się czym do konca są powodowane czyny innych osób, trzeba by być w bardzo dobrym związku z superkomunikacja, żeby cos więcej wiedzieć, a jak ludzie się rozstają, to raczej wszystko szwankuje. Czy coś faceta usprawiedliwia nie ma w ogóle sensu na gruncie nie jego terapii rozważać (pewnie na jego też, bo nie będzie go przecież jego terapeuta rozliczał z życia), myślę natomiast na marginesie, że miał swoje powody, dla niego istotne, i to odejście od "egocentrycznego" patrzenia na własne życie na styku spotkania z innymi osobami tez jest jakąś wartością, którą można uzyskać - ale może później. Co do zajecia się emocjami pacjenta - to jasne, to najważniejsza kwestia. Ja cel przepracowania takiego tematu widziałabym jako np. osiągnięcie takiego stanu u pacjenta, że jest na tyle samowystarczalny psychicznie i ogólnie życiowo, że niczyje porzucenie go nie załamie i nie nazwie tego już traumą a życiowym wydarzeniem, gdzie jednych spotykamy a drugich żegnamy;) To taka idealistyczna wersja, pewnie są wersje bardziej "łatające" problem - czyli np. poradzenie sobie w codzioennym życiu, zajęcie się daleju dzieckiem etc. Ja to rozumiem tak, że porzucenia są traumami w dzieciństwie, a w życiu dorosłym jeśli porzucenie jest traumą to znaczy, że zasoby psychiczne osoby porzuconej są na tyle małe, że takie zdarzenie ją "dobija". Ja tu przedstawiam moje rozumienie terapii, nie wiem, czy to jest faktycznie tak, czy tak na to patrzą terapeuci.

                          "Uważam że terapeutka w osobie kobiety jest ważna bo wydaje mi się że wcześniej
                          > czy później gdzieś zostaje przeniesienie na matkę czyli ja widzę jakoś matkę w
                          > terapeutce i się z nią mierzę ale ja nie mogę skonfrontować się z matką terapeu
                          > tką bo sama terapeutka nie uporała się ze ssoimi problemami więc nie bardzo poz
                          > wala mi na jakąś jawną krytykę..ja tak to widzę...może jestem przewrażliwiona?
                          > nie wiem czasem trudno mi to ocenić..."

                          Ja po kilkukrotnych napomknieniach Pani Agnieszki, że w terapiach najważniejsza jest więź, rozumiem, że więź z terapeutą jest jakimś modelem pozytywnej więzi, której pacjent być może nigdy nie zaznał. Wydaje mi się, że jeśli tworzy się pozytywną więź to nie jest potrzebne "mierzenie się" z terapeutą, bo on w tej więzi nie musi już pełnić roli np. matki-wroga czy matki-nie dającej prawa głosu. Wtedy swoje kwestie można wygłosić w sposób spokojny i nie jest to już mierzenie się z kimkolwiek, a trochę nauka, jak to można robić. Być może zły terapeuta zwyczajnie odtwarza taką właśnie pierwotną złą więź i stąd to poczucie konieczności skonfrontowania się z nim i jego "pokonania" (?).

                          Tak, chodzi mi, że ja bardzo mało pytam o szczegóły techniczne terapii.

                          Widzę, że jesteś bardzo zaawansowana w temacie, ja nawet nie wiem, co to jest taka terapia intra-personalna. Ale zaraz sobie znajdę w internecie:)

                          • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 22:16
                            No i wciąż mi się wydaje, że terapeuta żeby miał być powód do jego krytykowania przez pacjenta, to musi robić jakieś błędy w sztuce zawodowej. Jeśli terapeuta ma inny ogląd jakiejś sytuacji to raczej się dyskutuje, nie jest to wg mnie "krytyka". Chyba, że tak nazywasz odmienne zdanie w dyskusji.
                            Może jest też tak, że terapeuta celowo przyjmuje np. rolę kogos do "skrytykowania", żeby takiej umiejętności nauczyć pacjenta. To juz moje gdybanie, ale różne są techniki pewnie...
                            • blondi_a77 Re: terapeuci i superwizja 01.05.14, 00:13
                              Tak chodziło mi ogólnie o polemikę, źle się wyraziłam, ja chcę móc polemizować z terapeutą.

                              Paris skończmy tą dyskusję.Jestem na tyle oczytana i sterapeutyzowana żeby zauważyć że bardzo wiele rzeczy projektujesz ze swojego życia, jesteś nieobiektywna jak dla mnie.

                              Zaryzykuję stwierdzenie że jeśli kobieta zostanie zgwałcona Ty krzykniesz chyba musiała prowokować miała za krótką spódniczkę. Stajesz po stronie przemocowca. Masz jakąś taki problem z solidarnością jajników z matkami w ogólności a problemów nie rozwiążesz na forum i przy pomocy czyichś terapii.Nie chcę więc już dyskutować i to uszanuj.

                              Nie pisałam że jakoś nie potrafię usprawiedliwić faceta który zostawia kobietę.
                              Nie potrafię usprawiedliwiać tego który zostawia dziecko.
                              Idąc tym wątkiem przyzwolenie w Polsce na takie postępowanie jest duże, na niepłacenie alimentów też, na porzucanie kobiet z dziećmi itd itp bo zła kobieta była...ale to problem wśród wiejskich środowisk ale nie tylko ale też widać że terapeuci starej daty mają dużo empatii wobec facetów a wobec kobiet mniejszą
                              Akurat mój były ma zdiagnozowane zaburzenia narcystyczne i to też może wrzucić w net i to wiele tłumaczy na tyle żeby nie słuchać terapeutki że się czegoś przestraszył, po prostu tacy ludzie nie biorą odpowiedzialności żadnej, liczy się tylko ich samopoczucie a narcyzów teraz coraz więcej.
                              • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 01.05.14, 07:44
                                Fajnie, że chociaż tyle mi napisałaś:) Ja też czuję się na tyle strerapeutyzowana, żeby uważać, że dużo osób na forum zarzuca mi nieobiektywność, bo czują się ofiarami, a nie merytorycznie mi odpowiadają, tylko wywlekając to, co o sobie napisałam. Taka w Tobie wola dyskusji, jak w Twojej terapeutce, widać swój na swego trafił;)
                                • pade Re: terapeuci i superwizja 04.05.14, 11:05
                                  Paris, a przyszło Ci do głowy, że autorka może nie mieć ochoty na intelektualizowanie?
                                  Skoro ona czuje, że coś jest nie w porządku, to ma do tego prawo. Wymyślanie do tego faktu teorii, że być może terapeutka stosuje taką "technikę" terapeutyczną, w naturalny sposób budzi w autorce sprzeciw. Nikt nie lubi, kiedy ktoś zaprzecza jego spojrzeniu na rzeczywistość.
                                  Owszem, można ją pokazać z innej perspektywy, jako propozycję, ale w sposób łagodny i za zgodą zainteresowanego.
                              • pade Re: terapeuci i superwizja 04.05.14, 10:56
                                Autorka, zamiast uznania swojego bólu z powodu straty, odrzucenia, otrzymała propozycję spojrzenia na ten fakt z innej perspektywy. A widocznie nie była na to gotowa, bo najpierw trzeba takie wydarzenie uznać, wyrazić współczucie, dać dojść do głosu wszystkim emocjom z tym związanym. Z emocjami terapeuta nie ma prawa polemizować. Z faktami w sumie też nie. Zna wersję jednej strony i innej nie pozna. I tego się powinien trzymać. Wydaje mi się, że gdyby autorka zamiast zbędnych komentarzy usłyszała, że spotkała ją krzywda, ten wątek by nie powstał.
                                Autorko, jestem pewna, że możesz polemizować z terapeutą. Nie musisz się zgadzać z jego interpretacją. Sama polemika może być częścią terapii. To jest danie sobie prawa do głosu, do obrony siebie. Ważna jest również możliwość powiedzenia na głos na spotkaniu, że ma się takie a nie inne odczucia w związku z postawą terapeutki. I z tej możliwości powinnaś skorzystać.
                                Jeśli nadal będziesz miała wątpliwości co do terapeutki, zawsze możesz się udać do kierownika ośrodka i zapytać o superwizję, albo nawet zgłosić skargę.

                                Proponowałabym Ci również przyjrzenie się samej sobie. Tzn swoim emocjom związanym z zachowaniem, słowami terapeutki. Co to za emocje i o czym one mówią? Czy coś Ci ta sytuacja przypomina? Zdarzyło się już kiedyś coś podobnego, np. w dzieciństwie? Sądzę, że warto dokonać takiej analizy, bo można dojść do ciekawych wniosków i przede wszystkim sobie pomóc.
                              • differentview Re: terapeuci i superwizja 04.05.14, 11:49
                                blondi_a77 napisała:
                                > Nie pisałam że jakoś nie potrafię usprawiedliwić faceta który zostawia kobietę.
                                > Nie potrafię usprawiedliwiać tego który zostawia dziecko.
                                > Idąc tym wątkiem przyzwolenie w Polsce na takie postępowanie jest duże, na niep
                                > łacenie alimentów też, na porzucanie kobiet z dziećmi itd itp bo zła kobieta by
                                > ła...ale to problem wśród wiejskich środowisk ale nie tylko ale też widać że t
                                > erapeuci starej daty mają dużo empatii wobec facetów a wobec kobiet mniejszą
                                > Akurat mój były ma zdiagnozowane zaburzenia narcystyczne i to też może wrzucić
                                > w net i to wiele tłumaczy na tyle żeby nie słuchać terapeutki że się czegoś prz
                                > estraszył, po prostu tacy ludzie nie biorą odpowiedzialności żadnej, liczy się
                                > tylko ich samopoczucie a narcyzów teraz coraz więcej.

                                jednym slowem terapeutka dotknela bardzo trudnej dla Ciebie i nie wygodnej kwestii a mianowicie zasugerowala, ze Ty tez, nie tylko Twoj nieodpowiedzialny i narcystyczny ex jestes jakos "odpowiedzialna" ( pisze w cudzyslowie bo wiekszosc Twojej " winy" pozostaje nadal poza Twoja swiadomosci) za rozstanie; Tobie latwiej jest myslec, ze bylas bez winy i skazy i trafilas na kanalie a terapeutka zakwestionowala ta Twoja wygodna role ofiary; na tym forum jest troche kobiet przywiazanych do etykietki- ofiara przemocowca wiec pewnie znajdziesz zrozumienie; jednak moim zdaniem interpretacja terapeutki wcale nie byla nieprofesjonalna choc moze nieprofesjonalne bylo przypieranie Cie do sciany zebys cos zrozumiala w momencie, w ktorym Ty do zrozumienie jeszcze nie jestes gotowa
                                • pade Re: terapeuci i superwizja 04.05.14, 11:58
                                  Przypieranie pacjenta do ściany i wzbudzanie w nim poczucia winy z pewnością jest nieprofesjonalne. Kto, jak nie terapeuta, ma wiedzieć, kiedy pacjent jest na to gotowy?
                                  • differentview Re: terapeuci i superwizja 04.05.14, 12:05
                                    no ale z drugiej strony nie wiemy czy rzeczywiscie terapeutka byla taka ostra i autorytatywna, moze delikatnie cos zasugerowala i spotkala sie z wsciekloscia pacjentki?;) i stad posadzenie, ze terapia jest nieprofesjonalna i bez superwizji?

                                    pade napisała:

                                    > Przypieranie pacjenta do ściany i wzbudzanie w nim poczucia winy z pewnością je
                                    > st nieprofesjonalne. Kto, jak nie terapeuta, ma wiedzieć, kiedy pacjent jest na
                                    > to gotowy?
                                    • pade Re: terapeuci i superwizja 05.05.14, 10:42
                                      Żadnej z nas tam nie było, więc takie dywagacje są bez sensu:)
                                      Nieuczciwe jest zakładanie, że autorka kłamie albo jest przewrażliwiona.
                          • pade Re: terapeuci i superwizja 04.05.14, 11:18
                            I jeszcze jedno. Paris, nie ma opcji, że odejście kogoś bliskiego nie będzie stratą, a nawet przejściowo traumą. Nie można tego przepracować w wersję: ach, odszedł, trudno, sama sobie poradzę. No nie ma takiej opcji. Bo niby czemu miałoby to służyć? Człowiek nie jest cyborgiem. Czuje, co czuje i bardzo dobrze.
                            Najpierw należałoby przeboleć stratę, porzucenie, a dopiero potem stawać na nogi.
                            Druga kwestia jest taka, że często pewne wydarzenia życiowe wywołują większy ból, niż mogłyby wywołać. Dzieje się tak dlatego, że przypominają one emocjonalnie sytuacje, których doświadczyliśmy w dzieciństwie i wtedy ten ból się "nakłada", kumuluje. Istotne jest wtedy dotarcie do pierwotnego źródła bólu.
                            Wracając do tematu, prawem autorki jest nazwać porzucenie traumą i nie nam je kwestionować, to raz. Dwa, bardzo starasz się zrozumieć temat, rozpracować go, znaleźć do niego teorię, prawidłowości. Niestety, w ten sposób trochę umniejszasz problem autora. A to ma prawo boleć.
                            I sądzę, że to umniejszanie i przeintelektualizowanie problemu, oraz odnoszenie się do swojej historii spowodowało, że autorka skończyła dyskusję.
                            • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 05.05.14, 12:44
                              Widzę nadal dyskutujecie, super, podoba mi się bardzo temat, ale ostatnio oprócz konkretnych problemów zaczyna interesować mnie sam proces terapii, a temat superwizji - rozumianej szeroko jako nadzoru, psychoterapii a zarazem dalszego podnoszenia kawalifikacji samych terapeutów tez się w to wpisuje. Szkoda mi czasu na mojej terapii na poruszanie takich kwestii, może jak jeszcze kilka tematów sobie omówię, to z jedno spotkanie poświęcę na taką tematykę. O ile mnie już nie znudzi - ostatnio myslałam, że jeszcze lata terapii przede mną, a tu pewne tematy jakby odchodzą w przeszłość, inne z innych perspektyw się pojawiają, może nawet już sobie odpuszczę klasyczną psychoanalizę albo terapię grupową, które kiedyś tak pociągające mi się wydawały? Tak byłoby najfajniej:))) Ta moja terapia ma byc też taką nauką, jak sobie w razie czego radzić w przyszłości, i gdzie - w sobie? - szukać pomocy.

                              "I jeszcze jedno. Paris, nie ma opcji, że odejście kogoś bliskiego nie będzie st
                              > ratą, a nawet przejściowo traumą. Nie można tego przepracować w wersję: ach, od
                              > szedł, trudno, sama sobie poradzę. No nie ma takiej opcji. Bo niby czemu miałob
                              > y to służyć? Człowiek nie jest cyborgiem."
                              Kwestia porzucenia pojawiła się niejako przypadkowo, była tylko przykładem problemu, przy którym postępowanie terapeuty było podważane przez pacjenta. Do słuszności lub nie ja się w ogóle nie odnoszę, byłam ciekawa jak to wyglądać może na innych terapiach. Mój terapeuta jest taki "wolnościowy", trudno byłoby mu coś zarzucić, dlatego zaciekawiły mnie zarzuty wobec innego pacjenta.
                              Co do samego porzucenia, to ja myślę, że definicje "związku" i "porzucenia", a także samej "traumy" są szerokie. Jednak uważam, że mówienie o winie i traumie w przypadku zakończenia związku przez jedną ze stron w przypadku związku dorosłych osób, jest w przeważającej większości przypadków (może sa i inne, trudno mki sobie wyobrazić), gdy zasoby psychiczne osoby porzucanej są niskie. Zaqsoby psychiczne rozumiane tez jako wgląd w siebie i w to co się dzieje w związku, bądź zawieszenie swojego dobrostanu na związku. Porzucenie racxzej jest następstwem niesatysfakcjonującego związku, a nie zwrotem akcji o ca 180 stopni. Choć może ktoś tak nie zawuważał tego co się dzieje, siebie i partnera w tym układzie, że traktuje porzucenie (zakończenie związku) jak grom z jasnego nieba (wtedy to faktycznie byłaby trauma;))). Wtedy to jest strata, jak piszesz, inaczej może to być i zysk, lub zwykła kolej rzeczy - konsekwencja. Życie w większości przypadków to jednak ciąg przyczynowo-skutkowy, a nie magia i króliki z kapelusza, choć niektórzy tak na to patrzą - wtedy to wszystko może być traumą. W mojej ocenie tez specyficzna osoba zostawi partnerkę w ciąży, więc z drugiej strony, specyficzna osoba znajdzie sobie takiego partnera;))) A może jest inaczej? Co na to Pia Mellody?;))) Pade, jak myślisz? Jak czujesz?;)))

                              " I sądzę, że to umniejszanie i przeintelektualizowanie problemu, oraz odnoszenie
                              > się do swojej historii spowodowało, że autorka skończyła dyskusję."
                              Pade, mi się wydaje, że Ty bardzo często piszesz o emocjach, a resztę rozważan nazywasz "przeintelektualizowaniem" (kiedyś nawet napisałaś mi, że to tez mechanizm obronny). Dla mnie to nie jest "przeintelektualizowanie", a "klasyfikowanie". To jedna z funkcji inteligencji, która tez wchodzi w skład zdrowia psychicznego, a szerzej - zwiększa mozliwości sukcesu w życiu pełnym pułapek. I pomoga np. wybrać odpowiedniego kandydata na ojca dzieci, który ich nie zostawi nim się narodzą.

                              Sama dyskusja z Autorką wątku też była dla mnie ciekawa. Nie powiem, że same jej wypowiedzi w stosunku do mnie nie były dla mnie miłe, były takim miniodrzuceniem, porzuceniem w połowie rozmowy, po tym jak chciałam z wirulana koleżanką pogadać o terapiach, ale cóż takie jest życie. To pośrednie pokazanie, jak wiele przede mna pracy na terapiach, jak wiele we mnie projekcji i innych problemów, nie wiem, czy faktycznie jest prawdą i czy miało mi pomóc, czy bardziej uciszyć, ale na pewno potwierdziło moje dotychczasowe wnioski, by od osób wymagających terapii trzymać się z daleka;)To właśnie też taka chwila, gdy zdać sobie trzeba sprawę, że ktoś nas "porzuca", ale winić go nie można, ani oczekiwanie czegokolwiek jest naiwne. No i git:)


                              Postów 35, a mozna by do wieczora pisać:)

                              • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 05.05.14, 13:35
                                Teraz doczytałam wcześniejszy post... O kurczę...

                                Nooo, jesli facet ma zdiagnozowane zaburzenia osobowości, a kobieta zachodzi z nim w ciążę, to o czym my mówimy. To juz jazda bez trzymanki na własne zyczenie, po co dzieci w to jeszcze wikłać? Chyba, że o diagnozie faceta dowiedziałaś sie po zajściu z nim w ciążę? Ale chyba zaburzenia osobowości dość trudno w życiu codziennym ukryć, a zakładam, że przed tym zajściem w ciążę było trochę czasu na poznanie się.

                                Co do jeszcze mojego postrzegania ofiar.... Jestem ostatnią osobą, która jakiekolwiek przestępstwa (w tym gwałt) usprawiedliwiała okolicznościami tak banalnymi jak krótka spódniczka. Dla mnie taka sama powinna być surowa kara za gwałt na osobie rozebranej/ubranej/jakiejkolwiek bądź. Czym innym są działania przestępcze, a czym innym codzienne życie i wolność wyboru.
                              • pade Re: terapeuci i superwizja 05.05.14, 18:15
                                Paris, temat wątku jest konkretny. I nie brzmi on: piszcie wszystko co wiecie czy sądzicie o terapiach bądź terapeutkach.
                                Nie dziw się autorce, że nie chciała omawiać na publicznym forum swoich problemów. Ma do tego prawo. Nie odrzuciła Cię, tylko zakończyła dyskusję. Ty byłaś ciekawa i chciałaś podyskutować, a ona chciała informacji.
                                Kwestia "winy". Czy można wymagać od dorosłego dziecka, że bez jakiejkolwiek pracy, terapii będzie miało dużą świadomość? Świadomość własnych wzorców, tego, jak powinien wyglądać zdrowy związek, prawidłowa komunikacja etc. Osoba pochodząca z dysfunkcyjnego domu bez pracy własnej, nie ma o tym zielonego pojęcia. Po prostu powiela schemat. I w takim
                                przypadku porzucenie jak najbardziej może być obuchem w głowę, traumą.

                                > Pade, mi się wydaje, że Ty bardzo często piszesz o emocjach, a resztę rozważan
                                > nazywasz "przeintelektualizowaniem"
                                Tak, piszę o emocjach, bo to jest specyficzne forum. Tu większość osób ma w sobie zamrożone uczucia i dużo bólu. Samo wyjaśnienie zjawiska, intelektualne objaśnienie schematu to moim zdaniem za mało.
                                Jestem całym sercem za zdobywaniem wiedzy dotyczącej naszych problemów. Ale kiedyś trzeba sobie powiedzieć stop i zaufać swoim uczuciom i intuicji. Sama teoria nie wystarczy.
                                • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 05.05.14, 20:45
                                  Odrzuciła czy nie, mój awatar może pogadać sam ze sobą zapewniając sobie maksimum darmowej satysfakcji;) Zwłaszcza w przypadku wyboru między rozmową z efemerycznymi, jednorazowo powołanymio do życia wrogimi awatarami;)

                                  Pade, chyba inaczej postrzegamy większość problemów na tym forum, np. przypadek zajścia w ciąże z facetem ze zdiagnozowanym zaburzeniem osobowości (ciekawe w jakim momencie i celu ta diagnoza się pojawiła...), to wg mnie nie przypadek nie zaufania własnym uczuciom, tylko pewnie przypadek zaufania uczuciom a nie kiertowania się intelektem;) I wg mnie większość przypadków problemów tu opisywanych, to właśnie skutek nie kierowania się rozumem, a emocjami i niepanowania nad nimi.

                                  A to jaki temat w tytule, to mało istotne bywa, raz jest proza, raz poezja, to nie matura;)
                                  • pade Re: terapeuci i superwizja 05.05.14, 22:31
                                    Kompletnie mnie nie zrozumiałaś.
                                    Pisałam o sobie, jako o osobie biorącej udział w wątku, która odnosi się do meritum, czyli do treści lub tematu, a nie ocenia czyjejś decyzji życiowej na podstawie fragmentarycznego opisu. Mnie po prostu już nie bawi snucie teorii na czyjś temat, uważam, że nie mam do tego prawa. Chyba, że ktoś opisze jakiś fragment swojego życia i poprosi o opinię.
                                    I zapewniam Cię, cenię sobie intelekt, ale ostatnio bardziej inteligencję emocjonalną:)

                                    > Pade, chyba inaczej postrzegamy większość problemów na tym forum, np. przypadek
                                    > zajścia w ciąże z facetem ze zdiagnozowanym zaburzeniem osobowości (ciekawe w
                                    > jakim momencie i celu ta diagnoza się pojawiła...)

                                    to, co podkreśliłam jest dla mnie wścibstwem a nie ciekawością, wybacz:)
                                    • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 05.05.14, 23:07
                                      Pade, faktycznie zgubiłam się, o co Ci chodzi:) Ten wątek wg mnie od początku nie miał sensu w takim celu, w jakim deklarowała jego założenie Autorka, bo pytanie o superwizję wg mnie jest tu jakimś tematem zastępczym, co co jakiś czas ujawniało się w wypowiedziach Autorki. Jasne chyba jest, że jak ktoś boi się gadać z terapeutą, albo uważa, że jest on zły merytorycznie i myśli, że pójdzie na skróty, bo złoży skargę albo "zmusi do superwizji", by stał się "dobrym" dla niej terapeutą, to jakieś poplątanie z pomieszaniem, bo to w ogóle nierealistyczna wizja naprawienia terapeuty. Ktoś na koncu to dobrze określił, zapomniałam jego nicka. Myślałam, że coś sensownego z takiego wątku wyjdzie, ale wyszło jak wyszło:) Choć to ignorowanie takiej miłej osoby jak Paris, powinno wcześniej dac mi do myślenia, że jestem persona non grata w tym wątku:) Dla mnie to jednak ciekawe, bo ten zaburzony partner, "sterapeutyzowana" Autorka w wysokim stopniu i ja z moimi projekcjami, to fajny konglomertat, tego nie trzeba analizować, to się samo analizuje:) Pewnie gdzieś w jakimś wątku coś nie tak napisałam, nawet bym z chęcią poczytała inne wpisy porzuconej w ciąży przez narcyza, ale szukanie mnie odstręcza. Może kiedyś trafię na coś i się dowiem:)
                                      • pade Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 09:49
                                        Dlaczego uważasz, że pytanie o superwizję to temat zastępczy? I, że jest jakieś drugie dno?

                                        Dla mnie terapeuta, który wplata w wypowiedzi swoją osobistą historię, również nie byłby kompetentny. To jakieś pomieszanie ról. Terapeutka to nie psiapsiółka, a terapia to nie plotki przy kawie i zwierzenia.
                                        • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 10:05
                                          Jeśli napisałam, że temat zastępczy, to może źle to wyraziłam. Myślałam, że jak pisałam Autorce, to jaśniej to pisałam. Uważam, że jeżeli ktoś jest niezadowolony z działan terapeuty, lekarza, kosmetyczki, trenera, etc. ect. to nie ma co dalej brnąć w taką relację / korzystać z wątpliwej pomocy. To czy terapeutka ma odpowiednie papiery i superwizję, może nie być wystarczające. To specyficzny zawód, pomieszanie twardych i w wielkim zakresie miękkich kompetencji. Mój terapeuta czasem mówił coś od siebie, nie uważałam, że było to nieprofesjonalne (np. "też jestem kimś, i rozumiem, że jest to ciężkie, ale...." i pokazanie pewnych problemów na skali ludzkich problemów). Widzę, że róźne są podejścia do tematu - też sobie myślałam nad wypowiedzią Differentview (jakoś tak złagodniała ostatnio jakby....), że psychologowie w telewizji ją odstręczają, bo są zbyt autorytarni. I ciężko powiedzieć - czy to nie fajnie byłoby właśnie przełamać swoje uprzedzenia i w takich warunkach mieć terapię, czy tez oni są autorytarni, bo się zwyczajnie na czymś znają, etc. etc. To sa niemierzalne kwestie w dużym zakresie, trzeba na sobie polegać, efekt nie jest od razu. Mnie jeszcze zastanowiły słowa Autorki wątku, że ja widzę czarno-biało, a ona bierze trochę dobrych a troche złych rzeczy z terapii to odrzuca. To już w ogóle cięzko mi sobie w praktyce wyobrazić, bo wtedy właśnie staje się pacjent "superwizorem" własnego terapeuty. Mój terapeuta jest takim troche "przezroczystym" człowiekiem, siądzie, uśmiecha się, coś powie, o coś zapyta, ale ciężko byłoby mi powiedzieć tak w zasadzie co i jak on robi. Wszystkie te wypowiedzi siłą rzeczy odnosze do własnego terapeuty, bo tylko jego znam. Stąd baaardzo mocne generalizacje pewnie też, ale dla mnie to nie jest problem, bo ten wątek traktuję jako wątek dla mnie użyteczny w jakimś zakresie, a nie monografię nt. superwizji.
                                          • pade Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 10:21
                                            Ale widzisz różnicę między wstawką: rozumiem, że to jest ciężkie a opowiadaniem o sobie?
                                            Ja w każdym bądź razie tak zrozumiałam wypowiedź autorki, że jej terapeutka odnosi się do swoich osobistych doświadczeń.
                                            Mnie jeszcze zastanowiły
                                            > słowa Autorki wątku, że ja widzę czarno-biało, a ona bierze trochę dobrych a t
                                            > roche złych rzeczy z terapii to odrzuca. To już w ogóle cięzko mi sobie w prakt
                                            > yce wyobrazić, bo wtedy właśnie staje się pacjent "superwizorem" własnego terap
                                            > euty.
                                            A tego, to już kompletnie nie rozumiem. Ja zrozumiałam wypowiedź autorki tak: to nie jest tak, że terapia mi całkowicie nie pasuje. Korzystam z niej, biorę co powinnam, ale są elementy, które mi przeszkadzają (i tu pewnie chodzi o to przypieranie do ściany i szantaż).
                                            • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 13:08
                                              Pade, zrozumiałam tę wypowiedź Blondi dokładnie jak Ty. Tylko, że jest to wg mnie myślenie życzeniowe i nierealistyczne. Na to moje spojrzenie składa się szereg moich obserwacji, baaaardzo długo bym musiała to łądnie w slowa ubierać. Napiszę tylko kilka punktów:
                                              1. Proces terapii jest pewną całością. Nie jest zwykłym dawaniem kilku rad, z których kilka weźmiesz, a kilka nie. Jest relacją, jedną z silniejszych, bo ma w sobie silniejszy potencjał modelujący niż inne relacje. Jest tak silny, że może inne tak silne nawyki jak kształtowane we wczesnym dziecinstwie niwelować i korygować. Ale ma też zagrożenia (świetnie pisze Pani Agniezka w wątku o wpływie terapii na bliskich). Zagrożenia tak silne, że jednaźle poprowadzona terapia może "zregresować" człowieka do stanu sprzed poprzedniej dobrze poprowadzonej terapii.
                                              2. Wg mnie trzeba mieć dużo pokory, co do swojej wiedzy i niewiedzy. Założenie, że Blondi będzie w stanie "nadzorować" proces terapii (jej terapii) i wybierać selektywnie pasujące jej elementy, przy sytuacji, że proces dotyczy jej poważnych problemów, o których pisze, a pojęcie o terapiach ma jako pacjent, a nie profesjonalista znający zaplecze (a w wątku pojawia się kwestia superwisji, jak sama Blondi zauważa superwizja dotyczy i superwizorów, czyli osób już na szczycie pokonania "białych plam" w swoim postrzeganiu problemów i bardzo wysokiej wiedzy w temacie).
                                              3. To wg mnie trochę jakby zapisać się do native speakera na konwersacje. I zauważyć, że Ty lepiej znasz gramatykę, ale on jest nativem, więc będziesz używać prawidłowych struktur gramatycznych, ale przy nim nabierzesz płynności i podniesiesz słownictwo. I fajnie, tylko jak pojedziesz do kraju, w którym się tego języka używa, to może się okazać, że mówisz z dziwnym akcentem, a słów używasz w dziwnym kontekście, bo native był słabo wykwalifikowanym robotnikiem z fabryki, a nie metodykiem nauczania języka.
                                              4. Psychologia to jest naprawdę sztuka. Mój terapeuta jest świetny, ale np. nie wychwycił jednej rzeczy. Czasem mówiłam mu, że czuję się, jak adopcyjne dziecko. W potoku moich postów, mało składnych i na sto tysięcy tematów, Pibellle mi kiedyś napisała, że widzi, że tracę dużo energii na to poplątanie babci i mamy, a każda miała swoją rolę. I zaczęłam myśleć o każdej w jej roli. Nikt tego mi nie powiedział wcześniej, masę read mi dawano, Danaiode kazała mi w tym samym wątku się cieszyć, tym co mnie spotkało dobrego, etc. Pibelle chce zostać anonimowa, ale ja wiem, że jest specem w tym co robi, może mi przysłać w każdej chwili rachunek na dowolną kwotę, bo njedna jej uwaga, wyłapanie tego problemu, ustawiło masę rzeczy, i popchnęło mnie o setki mil. Ona nie miała pojęcia, że ja w domu mam całą literaturę o adopcji, RAD to był dla mnie temat kluczowy, że sobie tak wymyśliłam, że tak sobie poradzę. Jej wystarczył mój bełkot i jej wiedza. I tak to trochę działa. Ale musiałam widzieć w jej wcześniejszych postach, że zna się na rzeczy.
                                              Wg mnie jesli ma się jakieś zastrzeżenia do terapeuty, to lepiej skonczyć ten proces. Z uwagi na ograniczone zaufanie do swojej również wiedzy.
                                              • pade Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 15:53
                                                Paris, odnoszę coraz większe wrażenie, że dorabiasz sobie własną interpretację do tego, co czytasz.
                                                Skoro autorka pyta o superwizję, to znaczy, że dostrzega to zagrożenie.
                                                Wyraźnie napisała, że źle się czuje w związku z zachowaniem terapeutki, a jednocześnie nie chce rozpoczynać nowej, kolejnej terapii u kogoś innego.
                                                I na tym należałoby się skupić. A pominąć "winę", porzucenie i inne teorie.
                                              • pade Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 15:59
                                                I jeszcze jedno. Autorka nie jest w terapii indywidualnej. Więc trudno tu mówić o szczególnej więzi z terapeutą.
                                                tu o terapeutach grupowych:
                                                psychoterapiagrupowa.lepiejwidoczni.com/podstawowe-zadania-terapeuty-grupowego/
                                                i chciałabym zwrócić szczególną uwagę na fragment mówiący o przyznawaniu się do błędu, a także o odsłonięciu
                                    • danaide Re: terapeuci i superwizja 05.05.14, 23:56
                                      Niestety, intelektualizowanie/przeintelektualizowanie wątku to chyba za mocno powiedziane. Co irytuje mnie, to uprawianie mniemanologii stosowanej, w dodatku obarczonej błędami w rozumowaniu (pierwszy przykład z brzegu - orzekanie o całości na podstawie jednostkowego przykładu: moja mama chodzi na grupę wsparcia - co to za grupa wsparcia - wszystkie grupy wsparcia są be). Im dłużej czytam wypowiedzi Paris tym bardziej nie wiem do którego z poglądów się odnieść. I czy odnosić się w ogóle.

                                      A temat jest bardzo istotny. Moje rozumienie terapii i roli terapeuty jest takie, że chodzi o stworzenie bezpiecznej przestrzeni - z naciskiem na bezpieczeństwo - w której ja mogę spotkać się i skonfrontować ze swoimi emocjami. Nie przestrzeni jakiejkolwiek bądź, w której będę konfrontowana - jak przy kawie z koleżankami czy na tym forum na przykład, bez uraz, ale wszystkie wchodzimy tu na własne ryzyko i czasem jedne bronią drugich, czasem bronimy się same, czasem padamy. Byłam kilkakrotnie na grupach "rozwojowych". Jedna z nich, prowadzona przez psychologa, pełniła rolę grupy wsparcia, a stworzona tam przestrzeń była dla mnie wręcz modelowa. Wpływ na uczestników był potężny. Byłam też i na takich, w których jak dla mnie sytuacja wymykała się spod kontroli - pozbawionych określonych zasad, ram i odpowiedniego prowadzącego, który potrafiłby ustalone zasady wcielić w życie. Z jednej, teraz rozumiem dlaczego, zwiałam.

                                      Myślę, że Pani Agnieszka mogłaby się wypowiedzieć co rozumie przez "więź" między terapeutą a pacjentem. Osobiście mam psychologa z NFZ, z superwizorem, a ta "więź" nie była dana, żadne coup de foudre - dotarliśmy się trakcie, jak w związku, mój psycholog uznał że mój ogląd jest ważny, bo parę razy się na tym wyłożył, ja zdołałam się bardziej otworzyć, bo wcześniej nie ufałam mu. I dziś to jest moja bezpieczna przestrzeń do spotykania się ze sobą.
                                      • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 09:18
                                        To prawda, że wiele tematów tu poruszyłam, ostatnio sobie tu piszę jakby sama do siebie;) Jak jakiś temat zahaczy o czyjeś doświadczenia, to może ktoś mi coś napisze.
                                        Tak ogólnie, to jestem zadziwiona procesem psychoterapii, i działaniami psychoterapeuty, które ciężko opisać. Ta jego lekkość bytu poparta latami doświadczenia i wysokimi kwalifikacjami, trudnymi jednak do wypunktowania.
                                        O grupach wsparcia już nie piszę, bo tak skrótowo to zawsze tu ujmuję, że faktycznie wychodzi na ostrą generalizację.
                                        • danaide Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 14:27
                                          Jak miło Cię widzieć Dr. Paris Jekyll (kropka w wersji oryginalnej) w lepszej formie, bo ostatnio znów pojechałaś w stylu Mrs. Paris Hyde.

                                          Pięknie piszesz o zasobach psychicznych przy porzuceniu, choć nie zdajesz sobie zapewne sprawy, co z Tobą, dzieckiem de facto porzuconym (przerzucanym?) stałoby się w analogicznej sytuacji. I dla podkręcenia tematu - przy jednoczesnym zrzuceniu na Ciebie, jako zaradną, inteligentną i pracowitą kobietę, całego ciężaru finansowego za byt dziecka. Pade powiedziała Ci to chyba pośrednio, ja pewnie nie raz bezpośrednio: empatia, empatia, empatia. Vs. planeta Paris.

                                          Jako chroniczna singielka, obecnie z dzieckiem, przyzwyczaiłam się do wyższości mężatek nad singielkami wynikającej z prostego faktu związania się z mężczyzną w odpowiednim miejscu i czasie... A tu jeszcze okazuje się, że wybór kandydata na męża i ojca wymaga przede wszystkim inteligencji. Absolutnie zgadzam się, że kobietom z zaburzonych rodzin trudniej wybrać kandydata, choćby dlatego, że część z nich u zarania... nie zamierza wybierać nikogo. Bo, wierz mi lub nie, tak zostały wychowane, a może same tak się wychowały, takie miały wzorce. Jeśli postawić naprzeciw nim kobietę, dla której porzucenie jest leitmotivem, trudno się dziwić, że ta ostatnia wybierze... lepiej. Nie mnie oceniać czy i jakie emocje były w ten wybór zaangażowane.
                                          Na wszelki wypadek posypię głowę popiołem: byłam i jestem głupia - nie mam męża, a moje dziecko ma wakacyjnego ojca!

                                          Inna sprawa, że kłamstwo powtórzone po wielokroć staje się prawdą, zatem wątkodajka nie ma dziecka z osobą zaburzoną, wątkodajka wybrała sobie osobę zaburzoną na ojca. Widzisz różnicę? Co tam. Głupia jakaś.

                                          I co mnie chyba już nie dziwi, w Twoich wypowiedziach przebija triumf, że nakryłaś autorkę, że chodzi nie o superwizję, ale o niechęć do przyznania się do winy. Niestety, triumf i zwycięstwo, a nie wola pomocy.

                                          To tak na marginesie. Nie wiem czy jesteś Paris królową psychicznego ekshibicjonizmu, królową offtopów na pewno.
                                          • pade Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 15:43
                                            Podpisuję się całkowicie pod Danaide.
                                            No i tak, dokładnie o empatię mi chodziło, tzn o jej brak, i nawet wczoraj się zastanawiałam dlaczego nie napisałam tego prosto z mostu, tylko tak na okrętkę:)
                                            Paris, ja doskonale wiem, na czym polega terapia i relacja z terapeutą:)
                                            • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 22:16
                                              Nie wiem, czy Danaide na poważnie ten post, a Pade na poważnie się z nim zgadza, ale chyba muszę założyć, że tak:(
                                              Przy całej mojej ułomnej empatii, wczuwając się w potencjalny stan psychiczny osoby piszącej w tak zjadliwy sposób z szeregiem wyrafinowanych zabiegów stylistycznych i bardzo zniekształcający sens moich wypowiedzi, wplatajacy wątki, których w ogóle nie poruszałam (jak np. wyższość mężatek), wyciągający kwestię zostawienia mnie u babci w dzieciństwie (czytając taki argument, czuję boleść nad Tobą Danaide, nad Twoją argumentacją i poziomem łączenia faktów - napisz wprost - Paris jest głupia, bo ją rodzice zostawili, i teraz pisze głupoty, ten argument zawsze można zastosować:))), myślę, że jest to przypadek, gdy empatia pomyliła się Ci Danaide z pobudzeniem emocjonalnym, a to z kolei zawężyło percepcję i stąd taki post.
                                              Jednocześnie wykorzystując całą moją ułomną empatię, wczuwam się w ten smutny stan, gdy rodzajem argumentu jest też to, że ktoś pisze coś w offtopie. Jeśli byłby to offtop, to bardzo dobrze, jest wolność, można pisać na tematy inne niż z góry narzucone, polecam. Ale to nie były offtopy, tylko, że by to pojąć, trzeba rozszerzyć percepcję.
                                              Napiszcie coś od siebie, bo krytykować jest bardzo łatwo. Trudniej jak widać podzielić się swoimi osobistymi przemyśleniami w temacie lub nawet obok tematu. Na kogoś dobrego i miłego każdy może pozować, pisząc, że to głupota i mało empatyczne podejście by wzmacniać się psychicznie, lepiej związać się z osobą diagnozowaną przez psychiatrów i dziwić się, że nie jest zdrowa.
                                              Albo lepiej nie piszcie:)))
                                              • pade Re: terapeuci i superwizja 07.05.14, 01:41
                                                Paris, nie było moim zamiarem Ciebie zranić. Absolutnie, i przykro mi, że Tobie jest przykro.
                                                Bardziej chodziło mi o to, żeby się skupić na autorce i jej problemie, emocjach. Rozumiem, że temat terapii jest dla Ciebie ciekawy, ale może lepiej by było, żebyś założyła kolejny wątek na ten temat i zapytała o to, co Ciebie interesuje.
                                                I jestem przeciwko wyciąganiu spraw z przeszłości, żeby nie było, pod tym się nie podpisuję, bo to rani.
                                              • danaide Re: terapeuci i superwizja 07.05.14, 03:14
                                                > Nie wiem, czy Danaide na poważnie ten post, a Pade na poważnie się z nim zgadza
                                                > , ale chyba muszę założyć, że tak:(

                                                Ano tak, zdaje się, że zapomniałam o tych uśmieszkach z wielokrotnym podbródkiem.

                                                wplatajacy wątki, któr
                                                > ych w ogóle nie poruszałam (jak np. wyższość mężatek),

                                                Nie poruszyłaś. Poruszyłaś inną, tu:
                                                "Dla mnie to nie jest "przeintelektualizowanie", a "klasyfikowanie". To jedna z funkcji inteligencji, która tez wchodzi w skład zdrowia psychicznego, a szerzej - zwiększa możliwości sukcesu w życiu pełnym pułapek. I pomoga np. wybrać odpowiedniego kandydata na ojca dzieci, który ich nie zostawi nim się narodzą."
                                                i tu:
                                                "przypadek zajścia w ciąże z facetem ze zdiagnozowanym zaburzeniem osobowości (ciekawe w jakim momencie i celu ta diagnoza się pojawiła...), to wg mnie nie przypadek nie zaufania własnym uczuciom, tylko pewnie przypadek zaufania uczuciom a nie kiertowania się intelektem;) I wg mnie większość przypadków problemów tu opisywanych, to właśnie skutek nie kierowania się rozumem, a emocjami i niepanowania nad nimi."

                                                i sorry jeśli za daleko pojechałam z interpretacją, ale sprowadzanie tych sytuacji do zwykłej "głupoty" to negowanie sensu tego forum, podjętych terapii, pracy nad sobą itd. - wszystkie w końcu szukamy odpowiedzi co się stało, że w określonych sytuacjach reagowałyśmy tak a nie inaczej. "Głupia byłam" niczego nam nie wyjaśni.

                                                , wyciągający kwestię zost
                                                > awienia mnie u babci w dzieciństwie

                                                Nie wyciągam niczego, o czym byś sama w szeregu wątków nie przypominała.

                                                - napisz wprost
                                                > - Paris jest głupia, bo ją rodzice zostawili, i teraz pisze głupoty,

                                                Nie potrafię. Nie potrafię dojść do takiego wniosku.

                                                wczuwam się w ten smutny s
                                                > tan, gdy rodzajem argumentu jest też to, że ktoś pisze coś w offtopie

                                                Rozumiem, zabrakło tego z podbródkami. Nie mam nic przeciwko offtopom, sama jestem ich autorką, także teraz. Nie mam gdyż czasem, niejako przy okazji, ciekawe rzeczy wychodzą. Jak w tym wątku. Również dla mnie. Ale nie podoba mi się, gdy na wniosek o zakończenie tematu reagujesz złośliwym stwierdzeniem: "Taka w Tobie wola dyskusji, jak w Twojej terapeutce, widać swój na swego trafił;)". Twoje prawo dywagować, jej - pozostawić Cię w tych dywagacjach samą. Sama przyznałaś się do odczucia "porzucenia". Powróćmy zatem do kwestii zasobów psychicznych.
                                                :))))))))

                                                > Napiszcie coś od siebie, bo krytykować jest bardzo łatwo.
                                                Cóż mogę napisać poza tym, co większość wie - sama zostałam "porzucona z dzieckiem". Porzucano mnie w innych wypadkach, sama porzucałam - tu moje zasoby psychiczne jakoś stanęły na wysokości zadania. Natomiast, co było moim udziałem i teraz umyka z wypowiedzi blondi, a należy podkreślić - w takich wypadkach porzucony został ktoś jeszcze.
                                                Dziecko.
                                                Znamy tę melodię?

                                                PS Nie sądzę, bym "kazała" cieszyć się dobrem, które nas spotyka. Dziwny to nakaz. Na pewno jednak sugerowałam docenienie tego dobra. W końcu nie jest ono dane wszystkim, a przecież właśnie ono buduje owe "zasoby psychiczne".

                                                Z uwagi na porę wysyłam bez korekty.
                                                ;))) Żart i z szacunkiem.
                                                Ufff.
                                                • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 07.05.14, 13:59
                                                  Ten wątek zamieniony w metadyskusję robi się dla mnie coraz ciekawszy:)
                                                  Dziwi mnie, że:
                                                  -można wierzyć w siłę swego oddziaływania tak, by wymagać jak Pade by ktoś w internecie wyszedł z jednego wątku i sobie otworzył drugi:)
                                                  - można mieć do kogoś pretensję o jego opinie a do tego uzasadniać całe zlo tych opinii jeszcze innymi (rzekomymi) opiniami - jak Blondi posądzajaca mnie o brak solidarności z matkami (obok wątek, w którym facet rzuca ciężarną żonę, a mnie Triss wręcz oskarża o szczucie na niego), pobłażanie dla nieściągania alimentów (z kilka wątków było, w których nawet bym okradła faceta zostawiającego dzieci bez środków na utrzymanie lub z mniejszymi niż on ma),
                                                  - insynuować propagowanie/napawanie się wyższością mężatek nad singlami (nota bene Blondi nie pisała o swoim stanie cywilnym), co ani nie jest prawdą w życiu ani w moich pogladach, które też pewnie gdzieś na forum się pojawiły, inna kwestia tam była istotna, ale nie będę tego już tłumaczyć.
                                                  Danaide, jak chcesz możesz dowolnie kompilować wszystko co piszę, jak mnie cytujesz prawie się czuję jakby moje posty na listę filadelfijską trafiły, ale fajnie jest jak jedno z drugim się łączy, a nie potwierdzeniem jakichś tez sa czyjeś fakty z życia, zwłaszcza jak mało mają z tematem wspólnego.
                                                  Problem porzucenia, jako sytuacji przełomowej w życiu, związanej z oczekiwaniami wobec innych osób, konieczności dalszego radzenia sobie w życiu, dochodzenia do wyższych zdolności adaptacyjnych, rozwijania zdolności psychicznych w tym oceny ludzi, wiele innych kwestii tak ważnych w psychoterapii wydawał mi się jasny, ale jak widac tylko wydawał;) Myślałam, że kogoś temat terapii bardziej interesuje, że coś umie/chce na ten temat napisać. Ale jest chyba zgoła przeciwnie - ustalenie przykładowego celu terapii oznacza brak empatii, etc. W sumie to myślę, że jednak się ze mną zgadzacie, ale jakieś dziwne poblokowanie Wam karze mnie uciszać. To mi wskazuje, że jeśli faktycznie temat terapii Was dotyczy, to są to inne terapie niż moja, w której aspekt możliwości wypowiedzi tak wybrzmiewa. I taki to jest paradoks, w wątku, gdzie ktoś pisze o terapeucie nie lubiącym dyskusji, że taka osoba sama a inne za nią mają do kogoś pretensje o jego poglądy (sam fakt zakończenia dyskusji przez Blondi rozumiem jak najbardziej, mogło ją to zwyczajnie znudzić, ale wypominanie komuś czyichs poglądów to juz inna kwestia i to właśnie oznacza jej niechęć do dyskusji, a nie jej zakonczenie).
                                                  • pade Re: terapeuci i superwizja 07.05.14, 15:19
                                                    Niczego od Ciebie nie wymagam. Nie rób z siebie ofiary.

                                                    Myślałam, że kogoś temat terapii bardziej inte
                                                    > resuje, że coś umie/chce na ten temat napisać.

                                                    Naprawdę tak trudno zrozumieć, że sa ludzie, którzy nie mają ochoty rozmawiac o swoich terapiach bo to ich prywatna sprawa??

                                                    W sumie to my
                                                    > ślę, że jednak się ze mną zgadzacie, ale jakieś dziwne poblokowanie Wam karze m
                                                    > nie uciszać. To mi wskazuje, że jeśli faktycznie temat terapii Was dotyczy, to
                                                    > są to inne terapie niż moja, w której aspekt możliwości wypowiedzi tak wybrzmie
                                                    > wa.
                                                    Znowu szukasz drugiego dna?
                                                    Tak, tak, jestem zablokowana i dlatego ciągnę z Tobą dyskusję przez kilka dni:D
                                                    Nie uciszam Cię. Tylko tonuję. Bo moim zdaniem często posuwasz się za daleko i wyciągasz pochopne wnioski.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 07.05.14, 16:38
                                                    Dzięki, brakowało mi tego słowa - tonowanie:) Jednak dobrze zrozumiałam tę intencjonalną małą manipulację, nie tak źle z moją empatią - mam nadzieję:)

                                                    Ja rozumiem, że komuś nie chce się o czymś pisać, często piszę nawet bez myśli, że ktoś mi odpowie, to nie jest dla mnie poświęcenie, a raczej przyjemność i oderwanie od innej pracy. Jak tak się stanie, to świetnie, ale po co pisać, że ktoś posuwa się za daleko? Ja wolę dalej, niż bliżej:) Pewne kwestie są przerysowane albo trochę zaczepne (jak ta zgoda;)), to słowo pisane, nie wszystko trzeba brać tak dosłownie jak naukowy elaborat.
                                                  • paris-texas-warsaw Re: terapeuci i superwizja 07.05.14, 22:11
                                                    Pade, Ty to zrobiłaś intencjonalnie czy tak Ci wyszło?!? Wczoraj przeczytałam sobie pobieżnie zawartość tego linku o terapiach grupowych i nagle teraz sobie wiele spraw w głowie poukładałam. Przecież to faktycznie na tym forum jest jak na terapii grupowej. Wszystko, modelowo. Nawet moje poznanie Danaide poza forum, tak przykro zakończone, tak mnie zastanawiające, musiało się tak skonczyć, bo z tego poziomu poznania na forum, do którego w realu dochodzi się latami, nie dało się bez gwałtownego upadku z poziomu idealizacji spaść. I moja decyzja, żeby nigdy w życiu nikogo z forum tego typu już w realu nie poznawać, jak pierwsza zasada terapii grupowych. I powoli to moje wrażenie, że znam niektóre osoby z forum, że nagle kogoś juz nie ma jakiś czas, czy coś mu się nie stało. I wrażenie, że tematy inne stają sie istotne, i że pora się powoli rozstawać z forum. I jeszcze dziwne konflikty, jak z Blondi. Pora na wygaszanie konfliktów w drugim roku terapii grupowej - mam czas na zakończenie do września 2014 r. czy coś koło tego:)
                                                    Pade, chyba też jesteś niezła, dzięki:))) Jeśli jednak tak jest na terapiach grupowych, to podejrzewam, że rola terapeuty jest nie mniej ważna niz na terapiach indywidualnych i więź się chyba też silna tworzy. Wiesz, głowa mnie od tych procesów myślowych rozbolała. To wszystko jakoś tak się poukładało, i jeszcze tak fajnie w takim wątku:) Jestem pod wrażeniem:) Nie wiem, czy kiedyś będę potrzebowała jeszcze takiego doznania w realu, ale wtedy na pewno będę patrzyła, kto siedzi na przeciwko terapeuty i czy tworzy się grupa chcąca obalić terapeutę:)))))
                                                  • danaide Re: terapeuci i superwizja 10.05.14, 22:03
                                                    Przecież to faktycznie na tym forum jest jak
                                                    > na terapii grupowej. Wszystko, modelowo.

                                                    Też przeczytałam pobieżnie, potem mniej pobieżnie i obstaję przy swoim - wg mnie brak terapeuty i brak bezpieczeństwa to wystarczające elementy by uznać, że forum jest innego typu grupą. Podtrzymuję tezę zawartą powyżej.

                                                    Nawet moje poznanie Danaide poza forum
                                                    > , tak przykro zakończone, tak mnie zastanawiające, musiało się tak skonczyć, bo
                                                    > z tego poziomu poznania na forum, do którego w realu dochodzi się latami, nie
                                                    > dało się bez gwałtownego upadku z poziomu idealizacji spaść.

                                                    O idealizacji pisałam w innych Twoich wątkach. Też do przerobienia, IMHO. Niekoniecznie tutaj.

                                                    Większość rzeczy, które napisałam... Napisałam co napisałam, zrozumiałaś co zrozumiałaś. Stosowałam ponowną lekturę założonych przez siebie wątków po dłuższym upływie czasu. Serdecznie polecam. Logowanie nie jest konieczne=)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: terapeuci i superwizja 30.04.14, 19:18
      Ależ wątpliwości nigdy dość. Szczególnie w tak delikatnej materii jak praca z ludzką psychiką czy świadomością. Dlatego zawsze warto pytać i sprawdzać czy terapeuta jest zrzeszony w jakimś Towarzystwie, które ma dostępny statut oraz komisję etyki czy sąd koleżeński do którego należy zwracać się w razie podejrzeń lub doświadczeń jakichkolwiek uchybień.
      Nie jest to może system doskonały, ale trzeba uczyć się dbać o swoje prawa.
      Co do superwizji to w samym PTPsychologicznym jest 97 superwizorów. Jest też PTPsychiatryczny, Psychoanalityczny, Psychoterapii Psychoanalitycznej, Terapii Gestalt, Terapii Systemowej. To te które znam osobiści.
      Superwizorzy jeżdżą po Polsce. Ja sama mam pod opieką ośrodek w Poznaniu. Byc może także i w Szczecinie.
      Superwizje koleżeńskie, to nie superwizje kumoterskie. To rodzaj wzajemnej, bezpłatnej pomocy superwizyjnej. Napisałam to raczej jako o zjawisku pozytywnym wskazującym na duże potrzeby superwizyjne i samoorganizację.
      To co napisałam i podkreślałam to jest mój standard i mojego środowiska zawodowego.
      Pewnie nie wszyscy go przestrzegają.
      Na pewno trafiają się terapeuci szkodzący. Ale oprócz instytucji, które się bacznie przyglądają co się dzieje, jest jeszcze rynek czyli pacjenci. Piszcie o złych praktykach.
      Coraz więcej jest świadomości u pacjentów, bo coraz więcej się pisze i mówi jak powinna wygladać dobra praktyka psychoterapii. Sama zabierałam w tej sprawie głos publicznie uczulając na uchybienia.
      Bądźmy wszyscy czujni. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • differentview Re: terapeuci i superwizja 01.05.14, 08:08
      blondi_a77 napisała:

      > Witajcie,
      > Jako DDA uczestniczyłam w terapii grupowej i indywidualnej w Warszawie u kilku
      > różnych terapeutów.
      > Zdałam sobie sprawę że prywatne ośrodki do których w Warszawie uczęszcza masa l
      > udzi prowadzone przez terapeutów "z renomą" rządzi się prawem buszu czyli panie
      > nie mają superwizji. Czasem myślę że załatwiają często jakieś swoje nieprzeprac
      > owane problemy np bardzo źle terapeutka reagowała na krytykę.

      byc moze trafilas na osobe, ktorej jakies cechy osobowosci odstraszyly Cie skutecznie, tak bywa( ja np nigdy w zyciu nie poszlabym do kilku dyzurnych psychoterapeutow, czesto wystepujacych w mediach- jak najbardziej pracujacych w renomowanych osrodkach ale odrzucajacych mnie wlasnie z powodu autorytatywnego sposobu wypowiadania sie, tonu wypowiedzi w rozmowie z dziennikarzami)
      jednak mysle, ze psychoterapeuci pracujacy w prywatnych osrodkach i tak sa o wiele bardziej kompetentni niz Ci na etatach w panstwowych przychodniach, gdzie "terapia" jest za darmo; to paradoks bo ludzie, ktorzy terapii potrzebuja najbardziej to tez czesto Ci, ktorych nie stac na placenie 100- 150 zl za godzine, np uzaleznieni od alkoholu lub z powaznymi zaburzeniami psychicznymi; wtedy "terapia" wyglada jak w filmie "pod mocnym aniolem";)))
    • psychoanalityk.eu Re: terapeuci i superwizja 03.05.14, 22:01
      mam dla Państwa zaskakującą wiadomość: tu nie chodzi o superwizję...
    • zakonna Re: terapeuci i superwizja 06.05.14, 18:13
      ja mieszkam na końcu cywilizowanego świata, w Polsce Ż (nawet nie B) :D trzy razy byłam na terapii i zawsze były to fachowe osoby z certyfikatem i poddające się superwizji. Może im większe miasto tym większa szansa na spotkanie oszusta.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka