zaczęłam walkę z męzem

15.05.14, 09:14
postanowiłam sie nie poddawac biernej agresji męza, tzn. nie wyciągam pierwsza ręki po kłótni, chociaż do tej pory zawsze to robiłam, aby było znowu normalnie, olewam go, robie zakupy tylko dla mnie i dziecka, nie piorę jego rzeczy. Mój mąż w zamian olewa jak zwykle dziecko (prawie w ogóle sie do niego nie odzywa), nie odwozi go do szkoły, całymi dniami gra w gry komputerowe (jest uzależniony), przełącza mi telewizor jak chce pograć w konsolę, nie sprzata po sobie, itp....... Jesli gdzieś wychodzę w weekend z dzieckiem to jest jeszcze gorzej. Zamyka drzwi i np. dopiero po drugim dzwonku łaskawia otwiera nam drzwi, gra głosno w gry bez słuchawek ......
Boję sie w weekend gdzieś z dzieckiem wychodzić, gdyż potem synek jest bardzo zestresowany zachowaniem ojca...... Nie wiem co mam dalej robić...... Czy aby ja na pewno dobrze postępuję ? Jak nie jestesmy skłóceni to jest normalnym ojcem...... Dla mnie ten związek jest bardzo trudny, ze względu na jego osobowość i uzależnienie od gier...... 1 raz juz sie wyprowadziłam z dzieckiem z domu ( dziecko miało wtedy roczek), po 3 tygodniach jednak stwierdził, że mu na nas zalezy i chce, żebysmy wrócili...... Niestety o terapii nie chce słyszeć...... On jest tak zaciety jak cos mu sie nie podoba, że szok...... bije na głowę chyba wszystkich bierno - agresywnych....... Mam ochote naprawde się rozwieść.....
    • z_pokladu_idy Re: zaczęłam walkę z męzem 15.05.14, 10:15
      Ostatnio jest wysyp wątków o takich 'cichych' mężach. Nie wiem, co się dzieje z tymi chłopami, że się w sfochowane księżniczki zamieniają.
      Jedno jest pewne - małżeństwo nie może polegać na ciągłej walce, bo to nie boks zawodowy. Wykończysz się żyjąc w ten sposób. Pomyśl też o dziecku - ono czuje to, co Ty tyle, że jest jeszcze bardziej skołowane. Ty możesz się z nieprzymuszonej woli godzić lub na takie traktowanie, dziecko tego wyboru nie ma, a za to, jak jego życie wygląda jesteście odpowiedzialni Wy. Pan ma ewidentnie problem ze sobą. Na Twoim miejscu pogadałabym z mężem od serca i dała termin na zmiany, podjęcie terapii. Może coś tam się jeszcze tli między Wami. Jeśli się nie zgodzi, ewakuowałabym się z takiego układu, bo mężem jest kiepskim, a ojcem żadnym, więc trwanie przy nim ze względu na dziecko też odpada.
    • default Re: zaczęłam walkę z męzem 15.05.14, 11:08
      Pisałam Ci w tamtym wątku, że najlepiej jest gdy foch męża obraca się przeciw niemu samemu (czyli gdy on jest na swoim foszeniu najbardziej stratny). Niestety, z tego co piszesz, u Ciebie raczej trudno będzie to osiągnąć, bo z uwagi na uzależnienie od komputera, Twojemu mężowi jest raczej na rękę, że zajmujesz się sama sobą i zostawiasz go w spokoju, a brak czystych rzeczy czy pożywienia ma dla niego drugorzędne znaczenie.
      Ponadto masz dziecko, a to niesamowicie utrudnia działania "resocjalizacyjne", bo nie masz pełnej swobody działania - musisz brać pod uwagę uczucia i reakcje dziecka, które to obserwuje, dodatkowo mąż ma na Ciebie dodatkową "broń" - złe traktowanie dziecka (sku..synstwo, swoją drogą).
      W tej sytuacji chyba jednak lepiej dla Ciebie i dziecka będzie podjąć kroki rozwodowe. Jesli wyprowadzisz się i podejmiesz na poważnie te kroki, to być może męża dopiero otrzeźwi - aczkolwiek może to być (jak poprzednio) poprawa chwilowa, obliczona tylko na doraźne zażegnanie konfliktu. Dlatego ja bym się na nie nabierała na to, tylko twardo dążyła do rozwodu. Jesli mąż dojdzie do wniosku, że jest gotów się zmienić by Cię odzyskać, to nic nie stoi na przeszkodzie by dążył do tego także po rozwodzie. A Ty wtedy będziesz na lepszej pozycji.
      • dwilk5 Re: zaczęłam walkę z męzem 15.05.14, 11:42
        jest dokladnie tak jak mówisz, ja nie mam jak sie przed nim bronić, bo nawet jak wyjde gdzieś z dzieckiem to jest jeszcze gorzej i mały przezywa..... To jest taki straszny opór i agresja.. Mój mąż tak jak juz pisałam bije chyba wszystkich trudnych mężów na głowę.....
        Sam sobie pierze, robi jedzenie i zakupy i GRAAAAAA
    • edw-ina Re: zaczęłam walkę z męzem 15.05.14, 11:43
      Wybacz, ale nie wyobrażam sobie sytuacji, w której dorosły człowiek odgrywa się na dziecku za fakt, jest w konflikcie z drugim dorosłym człowiekiem. Nie wyrażam na to swojej zgody. Najwyraźniej nie dorósł do roli rodzica, a obowiązkiem tego rodzica, który dorósł, jest zadbanie o to, by dziecko wychowywało się w możliwie najbardziej sprzyjających warunkach. I to bym sobie powtarzała jak mantrę.
    • mama.gucia Re: zaczęłam walkę z męzem 15.05.14, 12:00
      Szczeniak nie ojciec. Przez gry komputerowe wiele osob jest agresywnych (coz..uzaleznienie). Kolezanka rozwiodla sie z takim, bo wszystko bylo na jej glowie, a maz tylko gral i gral. Czyje to mieszkanie? Czemu Ty uciekasz? Niech on pakuje walizki, konsole bierze w lapie i spada.
    • pade Re: zaczęłam walkę z męzem 15.05.14, 12:31
      Ja wiem, że takie rady są nudne i banalne:) ale jeśli nie chcesz się rozwodzić to jedyne co Ci zostało to terapeuta.
    • zolla78 Re: zaczęłam walkę z męzem 16.05.14, 11:31
      To nie potrwa tydzień, jeżeli chcesz osiągnąć efekt. Zatem pozostaje ci uzbroić się w cierpliwość i poświęcić więcej niż zwykle uwagi dziecku by nie czuło się źle z powodu zachowania ojca.
      Nie tłumacz też i nie usprawiedliwiaj ojca przed dzieckiem. Nawet takie małe jest kumate i zrozumie, że kłamiesz, stracisz w jego oczach zaufanie i ty. Gdyby pytał odpowiadaj zgodnie z prawdą, że według ciebie tata zachowuje się wobec was niefajnie, ale masz nadzieję, że zrozumie, że wam jest z tego powodu przykro i zmieni swoje zachowanie, ale to nie oznacza, że jego nie kocha. Koniec.
      A męża też bym nie zostawiła tak samemu sobie, ale z raz dziennie przynajmniej zaserwowała mu krótki komunikat, że jest ostatnią świnią wobec własnego dziecka, bo rozumiesz, że obraził się na ciebie i do ciebie się nie odzywa, ale co mu zrobił syn.
      On jest teraz zacięty, bo 1) uważa, że jak zwykle przyjdziesz po jakimś czasie i będziesz prosić o normalność, przecież on nie wie/nie wierzy, że tym tym razem masz zamiar być równie zacięta jak on 2) sytuacja jest mu na rękę bo ma wolne na komputer.
      Musi minąć trochę czasu i nastaw się nawet na miesiące, zanim do niego dotrze, że coś tym razem jest nie tak.
      I nastaw się też na to, że skończy się tym, że powie ci, że on jest w tym związku pokrzywdzony i zechce odejść. Może to będzie tylko próba zastraszenia cię by wróciło co było, ale może uzna to za szansę na wymiksowanie się z rodziny jako takiej, bo woli mieć luz na granie w kompa. I wtedy trzeba odpowiedzieć ok. zgadzam się, ustalamy kontakty, alimenty itp. i potem reagować w zależności od rozwoju sytuacji.
      • sebalda Re: Zolla78 16.05.14, 15:01
        Zolla, lepiej bym tego nie ujęła:) Bardzo dobre i mądre rady, szczególnie ta o dziecku. Wiele kobiet popełnia błąd tłumaczenia ojca, by je oszczędzić. A robią mu wodę z mózgu, bo dziecko jedno widzi, drugie słyszy, no i traci też dobre mniemanie o matce, która mija się z prawdą. A teraz właśnie jest ważne, by matka była dla niego ostoją.
        Reszta rad też super, mam nadzieję, że autorka je zastosuje.
        Btw. zajrzałam do Twoich wcześniejszych wpisów, możesz napisać, jak Ci się teraz układa z mężem, coś zrobiłaś z jego huśtawkami nastrojów, coś się poprawiło?
        • zolla78 Re: Zolla78 18.05.14, 08:47
          Dzięki za zainteresowanie. Jest lepiej trochę, ale nie na tyle bym przestała musieć uważać na trzymanie granic i zaczęła mieć przekonanie, że to małżeństwo jednak wypali. Ciągle mam w tyle głowy, że może się to skończyć źle, a ja muszę być na to przygotowana. Powiedzmy, że jak wcześniej bywał nieobrażony, to teraz bywa obrażony, ale nie obraża się przy tej okazji na dziecko i to obrażenie się trwa krócej. Zatem jest lepiej.
      • zuzi.1 Re: zaczęłam walkę z męzem 16.05.14, 22:14
        Zgadzam się z Zolla78, nastaw się na dłuuugą walkę, jesli Ci zależy. Ale nie ma niestety pewnosci, że Ci się uda. Prostszą drogą jest pozbycie się go z życia, bez walki. I nie wiem czy to nie jest lepsze rozwiązanie, pozwala zaoszczędzic wiele nerwów i emocji. Przemyśl, czy na pewno warto się szarpac z kimś, kto byc może nie jest w stanie się zmienic.
        • dwilk5 Re: zaczęłam walkę z męzem 17.05.14, 12:56
          cały czas biję sie z myślami...... mam hustwki nastrojów, zobaczymy......
    • julita165 Re: zaczęłam walkę z męzem 20.05.14, 16:33
      Może być ciężko tak od razu naprowadzić go na właściwą drogę. To chyba jest niemożliwe. W bardzo długim okresie czasu stosując taką taktykę można "wyuczyć" delikwenta pewnych zmian w zachowaniu ale nie wiem czy warto. Zwłaszcza że ewidentnie cierpni na tym dziecko.
      Mój mąż, jak już pisałam w innym wątku, jest dokładnie taki sam i jedyne co osiągnęłam to tyle, że po pierwsze nie odgrywa się na dziecku bo kategorycznie oświadczyłam kiedyś że jesli coś takiego zobaczę to trzasnę drzwiami i nie będzie zmiłowania. A po drugie to tyle, że generalnie wykonuje co do niego należy. Mnie było i jest nadal o tyle łatwiej, że po pierwsze synek jest jeszcze mały a jak parę spraw wbiłam mężowi do głowy to w ogóle był niemowlakiem i nie sądzę żeby zauważył jakieś fochy męża. A po drugie to mojego męża nie ma w domu przez większą część tygodnia więc jakoś ta rozłąka pozwala mu ochłonąć. Ale i tak co jakiś czas jego zachowania skłania mnie do rozważania zakończenia tego związku - nie czuję się dobrze w roli wychowawcy i psychoterapeuty dorosłego chłopa zachowującego się jak nastolatek
      Jak sama dużo poczytałam o tych pasywo-agresywnych to dowiedziałam się przede wszystkim tego, że nie można mieć złudzeń co do nagłej i trwałej ich zmiany. To jest typ osobowości kształtowany latami i podobnie lat potrzeba żeby nie tyle osobowość zmienić co nauczyć innych zachowań w sytuacji stresu, złości, gniewu, żalu itp.
      • default Re: zaczęłam walkę z męzem 21.05.14, 08:42
        > nie tyle
        > osobowość zmienić co nauczyć innych zachowań w sytuacji stresu, złości, gniewu,
        > żalu itp.

        Dokładnie tak jest. Zawsze taki rys osobowości pozostanie i będzie czasem w mniejszym lub większym stopniu dawał o sobie znać. Ale jeśli ze strony delikwenta jest chęć naprawienia swoich destrukcyjnych zachowań, to da się nauczyć go innego reagowania na swoje wzbierające znienacka humory. A kiedy kilkakrotnie przekona się na własnej skórze, że opanowanie złych emocji, wyrażenie ich w inny, nie krzywdzący sposób - i jemu samemu daje wymierne korzyści (bo zadowolona i szczęśliwa żona jest lepszą żoną niż ta smutna i zahukana), to przy każdych kolejnych "muchach w nosie" będzie się już tym bardziej starał, by swojego focha opanować.
        No ale najpierw delikwent musi sam chcieć, a z tym to już gorzej....
    • oksytocyna1 Re: zaczęłam walkę z męzem 21.05.14, 23:27
      Bardzo Ci współczuję, to musi być okropne. Ja bym zrobiła tak. Po pierwsze, jeśli nie otwiera po pierwszym dzwonku, mówisz przez drzwi, że dzwonisz na policję i tak robisz, jeśli drzwi nie otworzy. Z tego co wiem prawo jest po Twojej stronie (o ile jesteś zameldowana, a zakładam, że jesteś). W kwestii głośnego grania: najpierw trochę ponagrywaj (wraz z własnymi prośbami o ściszenie) oraz wykonaj po cichu parę tel.do zaufanych osób (świadkowie). Tłuc, nie tłucze, ale takie głośne granie jest na pewno bardzo stresujące i wiele mówi o nim. Jak to się będzie utrzymywało, informuj, że nagrywasz, że dzwonisz. Oczywiście nagrania zabezpiecz. I ogólnie, nagrywaj, rób zdjęcia. Przydadzą się. W kwestii rozwodu, szczerze Ci powiem, że chyba bym to zrobiła. To, co opisujesz nie rokuje dobrze. Fochy to jedno, uzależnienie to drugie. Po co Ci taki pasożyt, który robi miazgę z psychiki Twojego dziecka? O wzorcach "mężczyzny" nie wspomnę... O Twojej psychice też... I przepraszam, ale jeśli on się wścieka, że wychodzisz z WASZYM dzieckiem (a nie kochankiem, dajmy na to), to znaczy, że tego dziecka po prostu nie kocha. Bo sorry, ale chciałby dla niego dobrze.
      Odnośnie reszty rad powyżej, zgadzam się z wszystkimi, bardzo mądre. Zwł. kwestia szantaży rozwodem (z jego strony). Nie daj się.
      • ca.melia Re: zaczęłam walkę z męzem 23.05.14, 17:12
        bez sensu. Nie szkoda ci marnować życia na takiego łacha? Odgrywac się na dziecku?! Idiota.

        Ludzie się nie zmieniają...
Pełna wersja