manala
01.08.14, 02:47
Popiszę sobie bo nie mam się do kogo odezwać a czasem trzeba gdzieś wylać żale ; )
Pokłóciłam się dziś z mężem bo mam dość bycia samotną matka. Upały i te sprawy a na stanie niespełna 2-latek i 6 latka...I babcia...
Mąż mój pracuje na zmiany. Zwykle wygląda to tak, że 2 razy chodzi na 7 i wraca o 15.30 a 3 razy idzie na 11 i wraca o 19.30. Mąż jest z gatunku "sów" więc jak idzie na 11 to śpi do 9, potem się ogarnia. Czasem wyniesie śmieci i zniesie mi wóz a potem jedzie do pracy.
Ponieważ w tym tygodniu pracował już 3 razy na 11 to liczyłam na to, że jutro będzie miał na 7. Rozmawialiśmy też o tym. W domu od kilku dni czeka komoda do skręcenia, w niedzielę wyjeżdżamy na wakacje więc i pracy związanej z przygotowaniami jest trochę więcej (głównie o prasowanie mi chodzi). No i mój mąż oświadcza mi, że ma na 11 bo zmiennik z kimś się tam umówił, itd...Wkurzyłam się dość mocno...
Tia, ja wiem, że to niby jeden dzień i, że trzeba się jakoś dogadywać...Tyle, że "koledze" i tak mąż idzie na rękę bo właściwie powinno być chyba bardziej "po równo" z tymi zmianami. I gdybym wypiła jeszcze jednego desperadosa (po ciąży i okresie karmienia piersią daje kopa ; )) to bym chyba gościowi napisała smsa i zaprosiła na skręcenie tej nieszczęsnej komody oraz zaproponowała wzięcie dzieci na rower podczas gdy ja sobie poprasuję...
Zapewne zaraz pojawią się głosy, że przesadzam ale po prostu jestem już tym wszystkim zmęczona...
Młody, choć kochany, daje w kość. Mąż pomaga mi głównie w weekendy (choć trzy soboty też pracuje...). Wtedy posprząta swoją "działkę" i ew, weźmie gdzieś dzieci. Gotowanie (tu są dość duże oczekiwania..), pranie, prasowanie i zdecydowana większość zakupów jest na mojej głowie. Mauż większość decyzji zostawia mnie bo jemu zazwyczaj "jest to obojętne". Męczące to jest. Dodatkowo wytyka mi częste zakupy (sporo kupuję online ale są to głównie ciuchy, buty dla dzieciaków w fajnych cenach - w czymś chodzić muszą...).
Siedzę w domu już 2 lata. Czasem uda mi się na godzinkę lub dwie wyskoczyć do jakiegoś sklepu... Mąż mówi, że on też nie ma czasu dla siebie i, że po pracy chce odpocząć...Ja natomiast oczekuję, że się dziećmi zajmie...Zwykle kończy się to na wspólnym spacerze. Jak powiem, żeby zmienił pieluchę to najczęściej mu to nie pasuje...Rano wstaję zawsze ja. W nocy wstawałam ja. Małż kąpie wieczorem.
Dochód swój mam - większy nawet nieco niż mężowy...więc mnie nie utrzymuje. Uważa, że siedzę sobie w domu i mówi, że by się chętnie zamienił...(Tia, to czemu problemem jest pójście z młodym na spacer czy wyciągnięcie kupy?). Zresztą, wkrótce wracam do pracy choć mąż sądzi, że pracę to mam lekką i przyjemną...
Nie chcę pisać, że jest totalnym dupkiem bo nie byłoby to zgodne z prawdą i fakt, dużo pracuje ale czy to jest fair, że muszę o wszystko prosić? O głupia pieluchę, spacer czy moje wyjście gdzieś?
Dziś w złości mi powiedział, że we wrześniu się będę martwić co z dziećmi zrobić bo on nie będzie zmian dopasowywał...i, że "kwiczeć" będę. No tak bo to tylko moje dzieci a on mi łaskę robi.....!
Poza tym facet nie potrafi kompletnie rozmawiać - od razu zaczyna się drzeć.
Takie mam życie rodzinne...
+ babcia z zaburzeniami pamięci...
Jest jeszcze moja 6-latka. Moje największe wsparcie : ) I dla niej bym chciała być lepszą matką a niestety dużo we mnie złości ostatnio na ten świat cały.
Dobranoc.