sennachmura
26.10.14, 17:52
Rozstałam się ojcem mojego dziecka (4 latka). Od urodzenia synka mieszkaliśmy w jego mieszkaniu, które kupił sam (już jak ze sobą byliśmy, ale nie planowaliśmy jeszcze wtedy wspólnej przyszłości) i za które spłaca kredyt. Za moje pieniądze je urządziliśmy (tzn. ja je urządziłam, jego udział był znikomy) i wprowadziliśmy się tam po urodzeniu dziecka. Ja pracuję w domu, więc najczęściej nie musiałam nikogo prosić o pomoc w opiece nad synkiem. Niestety nie mam stałych dochodów, bo zlecenia raz są, raz ich nie ma, ale zawsze mi starczało na wszystko. On opłacał czynsz i robił resztę opłat (oczywiście nie w terminie, więc płacił z odsetkami), jak kupowałam rzeczy do domu (jedzenie, środki czystości itd.), dla siebie i dla synka (ubrania, przedszkole itp.). Od niego żadnej kasy dodatkowej nie otrzymywałam. Teraz po rozstaniu to ja z synkiem muszę się wyprowadzić z jego mieszkania, zdecydować, gdzie zamieszkać (czy gdzieś niedaleko niego, żeby dziecku nie zmieniać przedszkola i żeby miało łatwy dostęp do ojca, którego uwielbia, czy gdzieś bliżej mojej rodziny co wiąże się z większymi zmianami dla dziecka i rzadszymi kontaktami z ojcem, ale większą i pewniejszą pomocą od mojej rodziny), co uważam za b. duże obciążenie i emocjonalne, i logistyczne. Chcę odzyskać od niego kasę, którą zainwestowałam w urządzenie mieszkania. Uważa, że nie należy mi się pełna kwota, bo twierdzi, że jego comiesięczne wydatki na mieszkanie (tzn. czynsz, rata kretydu, ubezpieczenie, Internet itd.) były wyższe niż moje. Czy to jest fair? Nie dokładałam się do czynszu ani do raty, ale kupowałam wszystko, co w domu potrzebne, sprzątałam, gotowałam, zajmowałam się naszym wspólnym dzieckiem, na co oczywiście faktury nie mam.