Dodaj do ulubionych

do niczego

22.05.15, 23:09
Nie nadaję się to chyba dość dobry początek tego postu.
Zastanawiam się czy to normalne postrzegać życie jako coś męczącego i cholernie trudnego. Czy jednak jest ze mną coś nie tak.
Nie wiem czy komuś się zechce czytać ale...
Mam prawie 40 na karku. Dwoje zdrowych, fajnych dzieciaków. Na męża (oprócz pierdół) nie mam co narzekać...Nie pracuję zbyt ciężko ale jestem ciągle zmęczona. I zła. Martwię się też wieloma rzeczami - często na zapas.
Bieżącym problemem jest moja mama. Nigdy nie potrafiłam się z nią dogadać bo w moim odczuciu dziwny z niej człowiek. Mama ma początki jakiejś choroby otępiennej. Na razie funkcjonuje sama przy niewielkiej mojej pomocy ale wizja, że kiedyś miałaby z nami zamieszkać jest straszna. Nie wiem czy do tego dojdzie i nie wiem czy w ogóle powinnam to rozważać.
Na pewno zaraz podniesie się krzyk ale wstydzę się jej. Drażni mnie tak wiele rzeczy - poczynając od sposobu bycia a kończąc na tym, że myje się np. 2 razy w tygodniu...
Nie pamiętam aby kiedykolwiek była dla mnie autorytetem i mam jej sporo do zarzucenia...Ale żeby nie było dług wdzięczności też mam...Jak opiekować się osobą, której się nie lubi?
Jak w ogóle to zorganizować mając małe jeszcze dzieci i nikogo do pomocy (oprócz męża - ale on dużo pracuje.). Ja też pracuję i muszę pracować bo z pensji męża się nie utrzymamy.
Sama jestem raczej "niestabilna" emocjonalnie. DDA (ojciec). Już będąc w liceum założyłam sobie, że żyję do 30 i potem "żegnam". Jakoś właśnie w tym okresie poznałam mojego męża, wyprowadziłam się od mamy (wtedy już wdowy) i urodziło się nam dziecko. Wraz z narodzinami córki zamknęła mi się furtka "żegnam", która była takim jakimś zaworem bezpieczeństwa i pozwalała żyć bez lęku. Teraz ciąży mi odpowiedzialność za dzieci i lęk, co będzie jeśli...
Jestem mało kobieca, z dużą nadwagą (od zawsze). Nie mam wystarczająco dużo silnej woli aby to zmienić.
Jako matka - staram się...Wychodzi mi różnie...bo jestem wybuchowa i czasem niestety widzę w sobie swoją własną matkę. Mąż też nie jest oazą spokoju więc w domu bywa czasem nerwowo.
Myślę, że popełniłam błąd decydując się na macierzyństwo. Znam teorię i wiem jak powinno być więc mam też świadomość, że czasami tak nie jest. Są dni kiedy wypełnia mnie złość i agresja i z trudnością to kontroluję. Czasem wybucham. Potem jest mi oczywiście głupio.
Nie wiem czy tak w ogóle da się żyć. Tz. da się bo żyję...
Na terapię nie pójdę bo a/nie mam za co; b/nie mam z kim zostawiać dzieci c/raczej nie wierzę w skuteczność.
Jak to zrobić aby żyło się łatwiej, mniej nerwowo? Jak zacząć cieszyć się chwilą i przestać martwić? Macie jakieś pomysły?
Obserwuj wątek
    • morekac Re: do niczego 23.05.15, 00:39
      Nie wiem, czy cokolwiek zrobisz, skoro masz ogólne nastawienie na nie, ale może wyślij /pójdź z mamą do lekarza . Może dobrze byłoby ją zdiagnozować, a są leki pomagające chociaż powstrzymać postęp części chorób. Im lepiej i dłużej samodzielnie mama będzie funkcjonowała, tym lepiej dla ciebie. To tak ze zdroworozsądkowego punktu widzenia.
      Być może powinnaś iść na terapię a być może masz jakąś depresję. Może i tobie pomogłaby wizyta lekarska , leki, a terapie bywają pewnie też na nfz.

      -------------------------------------------------------------
      "a przecież można pozostać człowiekiem nawet jeśli jest się nauczycielem" by Grave_digger
    • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 07:50
      Mama jest pod opieką lekarzy, choć zapewnienie jej tej opieki oraz pilnowanie by stosowała się do zaleceń łatwe nie jest. Ona zawsze swoje wie (lepiej) i co lekarze jej pomogą...Zresztą nadal wie wszystko najlepiej...a jak nie wie to sobie wymyśli. Ostatnio powiedziała siostrze, że przemówiła się z moim mężem bo on wziął nowy samochód i teraz nie ma z czego spłacać rat. Kopary nam opadły bo samochód (używany kupiliśmy za gotówkę) a powodem spięcia było wtrącanie się w sposób w jaki mąż sprzątał mieszkanie (mnie nie było).
      Nie chcę być odpowiedzialna za osobę, która zwyczajnie nie lubi współpracować i nigdy nie chciała mnie słuchać. No ale jestem...
      Sama nie mam depresji. Raczej wahania nastrojów. Depresję kiedyś przerabiałam więc wiem, że to nie to.
      • kachaa17 Re: do niczego 23.05.15, 08:02
        Myślę, że chyba jednak bez terapii się nie obędzie. Naprawdę nie masz jak zostawić dzieci raz w tygodniu na 3 godziny? Bo tyle trwa terapia grupowa dla dda. Myślę, że na taką powinnaś pójść. I są terapie na NFZ. Ja na takiej byłam. Wprawdzie nie napisałaś gdzie mieszkasz więc trudno coś doradzić. Ja właśnie skończyłam terapię nerwic na NFZ w Białymstoku. Z tym, że to była terapia codzienna. Prowadzona bardzo profesjonalnie. Zastanów się i poszukaj. Bo czy naprawdę spodziewasz się, że na forum usłyszysz radę, którą zastosujesz w życiu i wszystko się odmieni. Myślę, że twoje problemy mają głębsze podłoże.
        • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 08:22
          Naprawdę. Mąż trzy razy w tyg. kończy po 19. W pozostałe dni często muszę robić inne rzeczy - zakupy, lekarz, praca. W opiece nad dziećmi wymieniam się tylko z mężem. Nie mam tu innej rodziny (oprócz mamy) ani znajomych na tyle dobrych by przygarnęli dzieci.
          Co do rady to nie wiem co się spodziewam usłyszeć. Napisałam aby z siebie coś wyrzucić a czegoś cennego dowiedzieć.
          • kachaa17 Re: do niczego 23.05.15, 08:42
            To powiem ci jeszcze o takim rozwiązaniu: iść na terapię trzymiesięczną - taką, na którą ja chodziłam w ramach zwolnienia lekarskiego. To też jest jakaś opcja. Ale zależy też czy dla ciebie lokalizacyjnie dostępna. No i musiałabyś chcieć.
          • pade Re: do niczego 23.05.15, 11:03
            A czego się chciałaś dowiedzieć?
            Nie ma magicznych rad ani słów, które poprawią Twoją sytuację.
            "Nie pracuję zbyt ciężko ale jestem ciągle zmęczona. I zła. Martwię się też wieloma rzeczami - często na zapas."
            "To brzmSą dni kiedy wypełnia mnie złość i agresja i z trudnością to kontroluję. Czasem wybucham. Potem jest mi oczywiście głupio. "
            To brzmi jak objawy nerwicy, albo depresji. Ale spoko, Ty nie musisz iść na terapię, bo przecież:
            "Na terapię nie pójdę bo a/nie mam za co; b/nie mam z kim zostawiać dzieci c/raczej nie wierzę w skuteczność"
            Proponuję, żebyś zaczęła się martwić czy Twoje dzieci będą miały za co chodzić na terapię. Może zacznij im odkładać po parę groszy miesięcznie?
            Ile lat mają Twoje dzieci?
      • morekac Re: do niczego 23.05.15, 09:36
        > Ona zawsze swoje wie (lepiej) i co lekarze jej pomogą..

        Wybacz,ale czy nie jest to u was rodzinne?
    • vilez Re: do niczego 23.05.15, 08:37
      Myślę, że przydałaby się Ci się terapia. Masz trudny zasób rodzinny (DDA, mama z której nie byłaś dumna- raczej przeciwnie) i kompleksy na własnym tle.
      Ze skutecznoscią terapii jest oczywiście różnie, ale kto nie ryzykuje, ten w kozie nie siedzi.
      Myślę też, że masz skłonność do oporu, trzymania się obranych "postanowień" i "wniosków" (wcześniej- będę żyła do trzydziestki, teraz- nie wierzę w terapię itp). Być może są dla Ciebie zwornikiem bezpieczeństwa- w sensie, że taki jest Twój mechanizm zapewnienia go sobie : dopóki się tego trzymam, dopóty nie jest źle. To nie jest nic złego, dopóki nie staje się hamujące w życiu, a u Ciebie chyba się stało, i może czas nad tym popracować. Także nad racjonalizacjami, które do tego wszystkiego dopisujesz.
      Twoje wybuchy agresji, zdenerwowani, zwątpienia w sens życia czy macierzyństwa a też nie są objawem równowagi psychicznej. I także dlatego warto poszukać pomocy.
      Niepokoi mnie sprawa Twojej mamy, a konkretnie to, że to, co jest jej chorobą, traktujesz jak jej winę. Zapewne się to wiąże z owym zasobem rodzinnym.

      Generalnie- materiał na terapię widzę spory. No i nie warto strawiać życia na opieraniu się mu w tak negatywny sposób. Przemyśl ten Twój upór związany z tkwieniem przy oporze.
      • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 09:43
        Zgadzam sie z dziewczynami, terapia jako priorytet, MUSISZ znalezc na to czas, kombinuj jak to zrobic, bez tego bedzie chaos a sama sobie nie poradzisz, bo problemow masz mnostwo. Druga sprawa: dobre suplementy przede wszystkim mocne tabletki z mega dawka kwasow omega brane codziennie, vit. b complex i magnez rowniez codziennie, mozesz tez brac ze 2 razy w tyg. preparat z zelazem. I po jakims mcu zobacz jak to na Ciebie dziala, czy czujesz sie lepiej. Po drugie zmiana diety i odchudzanie: to jest kolejny priorytet. Poszukaj sobie dietetyczki online, ktora ustali Ci indywidualna diete i zacznij ta diete codziennie stosowac. Plus cwiczenia fiz codziennie np. fitness z Mel B przed tv, bieganie, plywanie, nordic walking itp. Maz przychodzi do domu, zjada kolacje i przejmuje od Ciebie dom i dzieci, a Ty zajmujesz sie swoimi sprawami.Wytlumacz mu, co chcesz osiagnac, jakie to bedzie mialo przelozenie dla niego rowniez. Poza tym odchudzanie, to tez cwiczenie sily charakteru i konsekwencji, a tego Ci ewidentnie brakuje. Usiadz i zrob sobie na pismie PLAN swoich zmian, punkt po punkcie, potem zacznij sobie robic codzienne plany tygodniowe co danego dnia robisz i z dlugopisem w dlon. odhaczaj kolejne zrealizowane punkty. Musisz zapanowac nad soba i swoimi slabosciami. To wszystko da sie zrobic. Zacznij dzialac a wowczas wroci Ci energia zyciowa i chec do zycia.
        • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 14:35
          qchenne-inspiracje.blogspo.com
          • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 14:36
            qchenne-inspiracje.blogspot.com
        • wies-baden Re: do niczego 23.05.15, 19:00
          Nie masz prawa dawać tego typu "recept". Dziewczyna nie pisze, że jest niedożywiona - ach, jakie to byłoby proste, gdyby suplementy leczyły.
          • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 21:53
            Suplementy nie lecza, ale poprawiaja jakosc dnia codziennego i wplywaja na lepsza ' chemie' w mozgu.
            • pani.mysz Re: do niczego 24.05.15, 02:31
              To nie jest prawda.
              Nie każdy suplement nie każdemu pomoże, większość szkodzi przedawkowana.
              Nie wszystkie można łączyć ze sobą, z branymi lekami, niektórych w ogóle nie wolno brać przy określonych chorobach.
              Twoja rada jest bardzo nieodpowiedzialna.
            • wies-baden Re: do niczego 24.05.15, 08:32
              Przykro mi, ale jesteś dyletantką.
              • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 09:00
                Dziekuje za komplement :) swoje rady sprawdzilam na sobie i u mnie sie sprawdzaja, moze autorce tez pomoga. Ale najpierw niech zrobi badania, wtedy bedzie wiedziala czy i gdzie ma braki. Nie zauwazylam zebys sie konkretnie odniosla do problemow autorki. Moze sprobuj :-)
                • wies-baden Re: do niczego 24.05.15, 12:04
                  ...a wiesz spróbuję, może jak autorka przeczyta nie tyle rady dla siebie, ale jak ją widzą z boku - może to być dla niej terapia wstrząsowa.
                  Otóż autorka to mądra, inteligentna i wykształcona dziewczyna, z aspiracjami, uwięziona jak ryba w torfowisku,ani pływać ani żyć, zewsząd ograniczenia. Nie może zabłysnąć w pełnej krasie ani nie może pokazać światu jaki ma potencjał, bo jest uwikłana przez zewnętrzne ograniczenia. Matka, zamiast wsparcia i podziwu - irytuje i złości, autorka najchętniej uciekłaby od niej na koniec świata, ale trzymają ją w miejscu dom, praca i finansowe ograniczenia. Szarość i smutek. W tym bólu egzystencjalnym powinien pomóc mąż, ale jego nie ma, mąż nie stanowi również motywacji do dbania o siebie, choćby w wymiarze zdrowotnym ( nadwaga). Moim zdaniem autorka to biedna, słaba, bez wsparcia rodziny, znużona dziewczyna, która nie jest zadowolona z tego, co otrzymała od losu.

    • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 09:58
      I jeszcze jedno zrob sobie morfologie z rozmazem plus zmierz poziom ferrytyny, zelaza, magnezu, cynku i wapnia w organizmie, plus TSH i vit. D. To da Ci jakis podstawowy obraz stanu Twojego zdrowia.
      • verdana Re: do niczego 23.05.15, 12:25
        Ależ dziewczyno! Terapia, badania itd - ok, można , czemu nie, ale Ty potrzebujesz ODPOCZYNKU!!! Masz na głowie dom, praktycznie dzieci od rana do wieczora większość czasu, pracę, chorą matkę i wyrzuty sumienia, że nie jesteś idealna - szczupła, zadbana i wiecznie uśmiechnięta. No, nie jesteś. Nie jesteś, bo takie rzeczy tylko w bajkach i na forum. Oczywiście, że perspektywa zajęcia się dodatkowo matką spędza Ci sen z powiek, bo kiedy czytam, jak wygląda Twoje życie, to nie masz żadnych realnych możliwości wzięcia do domu matki z demencją. Kropka. Skoro musisz pracować, aby utrzymać dzieci i masz małe dzieci - to nie możesz rzucić pracy. To jest fatalna sytuacja i trzeba powiedzieć sobie jasno i wyraźnie - nie mam możliwości dbania o dzieci i zaopiekowania się w domu matką. Ciebie męczą już potencjalne wyrzuty sumienia, ze nie sprawdzisz się jako wzorowa córka. Proponuję powiedzieć sobie "Wzięcie mamy do domu nie jest możliwą opcją. Za to zaczniemy odkładać pieniądze na w miarę przyjazny dom opieki, nawet kosztem obniżenia poziomu życia".
        Nie jesteś w stanie zrobić rzeczy niemożliwej i kiedy zdasz sobie z tego sprawę, powinno być lepiej.
        • vilez Re: do niczego 23.05.15, 12:39
          Racja. Niemniej ona nie lubi matki i problem tu jest duży:

          Bieżącym problemem jest moja mama. Nigdy nie potrafiłam się z nią dogadać bo w moim odczuciu dziwny z niej człowiek. Mama ma początki jakiejś choroby otępiennej. Na razie funkcjonuje sama przy niewielkiej mojej pomocy ale wizja, że kiedyś miałaby z nami zamieszkać jest straszna. Nie wiem czy do tego dojdzie i nie wiem czy w ogóle powinnam to rozważać.
          Na pewno zaraz podniesie się krzyk ale wstydzę się jej. Drażni mnie tak wiele rzeczy - poczynając od sposobu bycia a kończąc na tym, że myje się np. 2 razy w tygodniu...
          Nie pamiętam aby kiedykolwiek była dla mnie autorytetem i mam jej sporo do zarzucenia...Ale żeby nie było dług wdzięczności też mam...Jak opiekować się osobą, której się nie lubi?
          • verdana Re: do niczego 23.05.15, 13:01
            To jest dodatkowy problem, generujący wyrzuty sumienia, ale nic poza tym. Gdyby matka była aniołem z nieba i córka ją uwielbiała - to też nie widzę żadnej możliwości zaopiekowania sie osobiście matką w tej sytuacji bez poważnej szkody dla dzieci. Są małe, mąż jest zapracowany, druga pensja konieczna do życia. Matka, wymagająca całodobowej opieki + dzieci, które trzeba odprowadzić, przyprowadzić itd - nie do przejścia. Podejrzewam jednak, że gdyby kontakty z matka były lepsze, dziewczyna miałaby paradoksalnie mniejsze poczucie winy - bo byłaby w stanie ocenić sytuację obiektywnie, a nie zamartwiała sie tym, że nie zaopiekuje się matką, tylko dlatego, że jej nie lubi.
            • triss_merigold6 Re: do niczego 23.05.15, 13:27
              Dokładnie. Kobieta nie ma żadnej możliwości osobistego zajmowania się matką z demencją bez jednoczesnego totalnego zaniedbania dzieci, pracy, domu, męża.
              Nie ma. Game over. Dom opieki.
            • vilez Re: do niczego 23.05.15, 13:41
              To też mówię, że to są dwie sprawy (1. możliwości 2. akceptacja). Zgadzam się, że jedna wpływa na drugą.
              Mnie niepokoi w pkcie 2., że demencja staje się zarzutem (brak akceptacji). Tylko to.
              • verdana Re: do niczego 23.05.15, 14:11
                Nie wiem, czy to zarzut, czy raczej obawa. Ja to raczej odbieram jako pokazanie, ze z matka, w stanie w jakim jest, nie da sie porozumieć.
                • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 16:04
                  Pade: Proponuję, żebyś zaczęła się martwić czy Twoje dzieci będą miały za co chodzić na terapię. Martwię się ale mam nadzieję, że sobie poradzą - mimo wszystko; jak na razie nie odstają od normy... Starsza radzi sobie bardzo dobrze, młodszy jest bardziej nieśmiały i bojaźliwy ale to raczej cecha charakteru.

                  Niepokoi mnie sprawa Twojej mamy, a konkretnie to, że to, co jest jej chorobą, traktujesz jak jej winę. Zapewne się to wiąże z owym zasobem rodzinnym.
                  Bo nie wiem kiedy to jest kwestia choroby a kiedy po prostu kwestia charakteru i "nie będziesz mnie pouczała i mówiła co mam robić".

                  zuzi1 - Problemem diety jest to, ze trzeba przygotowywać odrębne posiłki a to wymaga dodatkowych zakupów, czasu, myślenia o tym. I tak, pewnie jest to do zrealizowania ale to dodatkowe obciążenie. Ruchu mam raczej dużo (biegam za 2-latkiem, chodzimy na spacery). Poza tym ja w sumie nie wiem jak to jest być szczupłym ; )

                  verdana - nie bardzo mam z czego odkładać na dom opieki i szczerze mówiąc ewentualnie nadwyżki wolałabym inwestować w dzieci...ale mama ma swoją emeryturę i ew. dołożenie wychodziłoby w grę.

                  No właśnie sedno sprawy jest chyba w tym, ze nie widzę realnych możliwości zajęcia się matką(serio to myślę, że na dłuższą metę bym zwariowała) ale jednocześnie nie radzę sobie z wyrzutami sumienia i boję się jak to będzie.
                  Teraz jest nam trudno zorganizować opiekę nad dziećmi a jak dołożę do tego matkę to po prostu nie ogarnę fizycznie i psychicznie.


                  • triss_merigold6 Re: do niczego 23.05.15, 16:44
                    Dom opieki nie musi być prywatny, można starać się o miejsce w prowadzonym przez gminę.
                  • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 17:43
                    Moze zmien swoj nick na ' niedasie', bo mysle, ze on lepiej pasuje do Twojej postawy zyciowej :-) Uprawiasz jakis rodzaj mentalnego lenistwa i dlatego jest jak jest. Nigdy nie bylas chuda, zawsze gruba i godzisz sie z tym i zamierzasz taka byc na wieki wiekow :-) samo bieganie za 2 latkiem i spacery to za malo, ale skoro Tobie to faktycznie nie przeszkadza, no to coz...Masz swiadomosc, ze przy takim Twoim podejsciu do zycia najblizsze lata moga wygladac podobnie jak teraz?
                    • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 20:08
                      Poniekąd masz rację. Uprawiam czarnowidztwo i wielu rzeczy nie robię bo nie wierzę w sukces. Nie określiłabym tego jako mentalne lenistwo jednak.
                      Wieczorem (kiedy mam czas) jestem po prostu zmęczona. Bolą mnie nogi bo dnie mam intensywne. Fitnessu ani ćwiczeń nigdy nie lubiłam i nikt mnie na to nie namówi. Wieczorami relaksuję się przed kompem.
                      Poza tym mąż jak przychodzi z pracy to chce obiad zjeść, dziecku bajkę trzeba przeczytać, itd. Nie mogę sobie wyjść i mieć w d... wszystko. Nie tylko ja jestem zmęczona.
                      Trudno jest może to zrozumieć ale nawet do lekarza jak idę to idę z dwoma ogonami zwykle. Także z czasem dla siebie jest kiepsko. Ale to mi tak bardzo nie doskwiera...
                      • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 21:47
                        Nie jest moim celem dokuczenie Ci, probuje tylko zrozumiec Twoj tok myslenia. Ale dlaczego juz na wstepie zakladasz, ze sie nie uda i sukcesu nie bedzie, nawet nie probujac? Sama, swoim negatywnym mysleniem blokujesz swoj jakikolwiek rozwoj.CO lezy u podloza tego myslenia, jesli nie lenistwo to moze strach, sama wiesz lepiej co jest przyczyna. Maz ma prawo byc zmeczony, ale Ty tez, obowiazkami w tygodniu, bedac juz po pracy nalezy sie dzielic z mezem.
                  • pade Re: do niczego 23.05.15, 17:49
                    Sorry, ale to co pisałam miało być ironiczne. Jeśli spędzasz dużo czasu na zamartwianiu się przyszłością, o której nie masz zielonego pojęcia, bo trzeba by było mieć szklaną kulę, żeby wiedzieć co będzie, to nie starcza Ci energii na teraźniejszość.
                    Stawianie sobie wyolbrzymionych oczekiwań czy nierealistycznych celów też nie pomaga. Ba, szkodzi. Przygnębia i daje poczucie bycia do d..y.
                    Pierwsze co powinnaś zrobić to przestać myśleć o tym, co będzie w przyszłości i skupić się na tym, co możesz zrobić dziś. Dla siebie i dla rodziny. Co dziś możesz zrobić dla swojej duszy i dla ciała, co dla dzieci a co dla męża. I tak krok, po kroku. To daje poczucie sprawczości i siły. Sprobuj.
                  • vilez Re: do niczego 23.05.15, 18:18
                    Jakieś rozwiązanie w zakresie opieki nad mamą musi się znaleźć. Czy to dom opieki czy wynajęta opiekunka łączona z Twoim wkładem. Poza tym dzieci rosną, a mama jeszcze nie jest obłożnie chora, więc sądzę, że to pieśń przyszłości. I ta pieśń nie jest niczym nadzwyczajnym- każdy z nas (no prawie) musi się z tym liczyć.
                    • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 20:22
                      Pewnie masz rację ale większość ludzi o rodziców musi się martwić, kiedy jego dzieci są już trochę starsze. Czy jest to pieśń przyszłości? Tak na dobrą sprawę już teraz czasem czuję się jakbym miała 3-dzieci bo choć na co dzień mama jest jeszcze w miarę samodzielna to miewa różne "odpały".
                      Dodatkowo jest osobą, której trudno się pomaga. Ona niechętnie przyjmuje pomoc ale jednocześnie ma poczucie krzywdy. To jest chyba wynik życia z alkoholikiem i przyzwyczajenie do bycia "pokrzywdzonym". A może to moje poczucie winy? Sama już nie wiem.
                      • angiz Re: do niczego 23.05.15, 21:59
                        Na razie jesteś współuzależniona. JEśli nie przepracujesz na terapii swoich relacji z matką i swojego myślenia i interpretacji rzeczywistości to nie będziesz miała w życiu lżej.
                        I bez swojej terapii- nie bierz mamy do siebie do opieki nad nią, bo zajmowanie się kimś chorym/zaburzonym kogo się nie lubi i do kogo ma się nieprzepracowane żale - na dłuższą metę kończy się znęcaniem nad nim a nie opieką....
                        • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:18
                          No ale co mam przepracować? Mam ją zrozumieć i wybaczyć? Bo miała ciężkie życie? Z mężem alkoholikiem? Tak...miała. Ale co to zmienia? Ciekawe, że mam dobre wspomnienia z ojcem a z nią raczej nie. Oczywiście mam też złe wspomnienia z ojcem ale nie mam dobrych wspomnień z matką. Czy to nie dziwne?
                          • pade Re: do niczego 23.05.15, 22:37
                            Nikt Ci nie każe rozumieć czy wybaczać. Może nie była dobrą matką, pełno takich. Warto jednak o tym co bolało, czego nie było, porozmawiać z fachowcem. Warto też porozmawiać o tym, dlaczego czujesz się odpowiedzialna za matkę. I co Ci daje to czarnowidztwo i niedasię.
                            • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:41
                              No i co terapeuta powie mi, że mam złe schematy myślenia. Ja to wiem i nagle nie stanie się cud i się "nie naprawię". To musiałby być jakiś świetny terapeuta...
                              • pade Re: do niczego 23.05.15, 22:42
                                Ty kpisz czy poważnie piszesz?
                                Bo ja już nie wiem czy jest sens odpowiadać.
                                • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:50
                                  Nie kpię.
                                  • pade Re: do niczego 23.05.15, 22:54
                                    Terapeuta nie jest od oceniania czy diagnozowania.
                                    Nagle nic się nie stanie. Praca nad sobą to jest proces, wysiłek, pot i łzy. Wejdź sobie na ematkę i poczytaj wątki o terapiach. Samo nic się nie robi. Jeśli liczysz na cud, to się przeliczysz.
                                    Dlaczego nie chcesz podjąć minimalnego wysiłku skoro teraz jest Ci źle?
                                    • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 09:00
                                      > Nagle nic się nie stanie. Praca nad sobą to jest proces, wysiłek, pot i łzy.
                                      > Dlaczego nie chcesz podjąć minimalnego wysiłku skoro teraz jest Ci źle?
                                      Te zdania chyba wzajemnie się wykluczają;-) I być może tu leży problem - w niechęci do dodatkowego wysiłku, do wzięcia na siebie dodatkowych obowiązków. Być może dziewczyna jest już tak zmęczona, że na myśl o dodatkowej aktywności czuje jeden wielki opór. Być może Verdana ma rację, że należaloby pomyśleć o sobie , ale nie w kontekście dodatkowych obowiązków tylko odpoczynku i przyjemności. Może to byłby jakiś punkt wyjścia do ewentualnych zmian w przyszłości , gdyby taka potrzeba się pojawiła. Nic na siłę. Nie w tym stanie.
                                      • pade Re: do niczego 24.05.15, 09:54
                                        Bo w tym drugim zdaniu miałam na myśli małe kroki, czyli to, o czym pisałam wcześniej. Faktycznie w tym kontekście brzmi to ..słabo:)
                              • angiz Re: do niczego 23.05.15, 22:45
                                Cóż, jesteś narzekaczka-trucicielka bo tak lubisz i tym się uwielbiasz epatować. I figę cię obchodzi , jak tym obciążasz otoczenie, a jesteś zbyt leniwa by się wysilac na zmiany. Oczekujesz podania na tacy przez innych. Brrr.
                                • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:53
                                  Hmm, a Ty mnie świetnie znasz...Sądzisz, że człowiekowi wystarczy powiedzieć - zmień się i 'pstryk' następuje cudowna przemiana...i życie jest piękne...
                                  • angiz Re: do niczego 23.05.15, 23:00
                                    Nie, to ty sądzisz że poczytasz sobie lektury i jako oczytanej się samo ci odmieni.
                                    Jak się nie przyłożysz i nie wysilisz do zmian, to nic się nie zmieni. Jak nie popracujesz w grupie innych ludzi to nie zauważysz co robisz źle i w którym momencie blokujesz się na zmiany.

                                    A ty zmian nie chcesz, chcesz narzekania, trucia, pojęczenia,
                                    głasków na forum którymi się trochę podkarmisz emocjonalnie gdy jest większy dołek
                                    po to żeby nadal nic gruntownego z sobą nie robić.

                                    Nie zamierzasz iść na solidną terapię to sobie cierp i nie zawracaj ludziom głowy.
                                    • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 23:16
                                      Sorry, że Ci głowę zawracam. Myślałam, że forum jest po to aby pisać.
                                      • angiz Re: do niczego 23.05.15, 23:29
                                        Pisanie na forum o tym że ci źle i jak się nic z tym zrobić na pewno nie da więc nie ma co nawet zaczynać, jest uprawianiem trucicielstwa. Piszesz żeby dostać głaski którymi sobie podkarmisz własną fałszywą tożsamość. Jak je dostaniesz to nadal będziesz robić to samo co dotychczas, czyli wytrwale pilnować, żeby nic a nic się nadal nie zmieniło w twoich realiach.
                                        I masz w nosie, że dla swoich dzieci będziesz zapewne taką matką jak twoja matka dla ciebie. Niech se one same radzą...niby po co ty masz się zmieniać i wysialać psychikę by komuś było lepiej, a figę, zbyt jesteś zajęta taplaniem się we własnym cierpiętnictwie by cię spojrzenie z boku interesowało.
                                        • angiz Re: do niczego 23.05.15, 23:36
                                          I jeszcze, - takie chroniczne zamartwianie się, narzekanie, czarnowidztwo - to zwyczajnie choroba na podłożu lękowym. Która wysysa z człowieka energię. Z tym się idzie do lekarza by się wyleczyć.
                                          • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 23:59
                                            Ale co mam leczyć? Mam się wyleczyć z samej siebie? Poza tym miewałam tendencje do przedawkowywania leków więc w zasadzie lepiej ich nie mieć, prawda?
                                        • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 23:45
                                          Musiałabym być niespełna rozumu, żeby się po tym forum głasków spodziewać ;). Napisałam bo nie mam z kim pogadać.Nie sądzę żebym w ten sposób zatruwała komuś życie.
                                          Fałszywą tożsamość? Wybacz ale nie wiem o czym piszesz.
                                          Nie mam też w nosie dobra swoich dzieci.
                                          To, że nie przekonuje mnie jakaś pseudo terapia u psychologa, który jest często bardziej pokręcony niż norma przewiduje (tak, znam kilku) to jeszcze nie powód aby zarzucać mi "trucicielstwo". W którym momencie robię z siebie ofiarę i cierpiętnicę?
                                          • pani.mysz Re: do niczego 24.05.15, 02:40
                                            "To, że nie przekonuje mnie jakaś pseudo terapia u psychologa, który jest często bardziej pokręcony niż norma przewiduje (tak, znam kilku) to jeszcze nie powód aby zarzucać mi "trucicielstwo"."

                                            Nie idź na terapię, szkoda czasu, pieniędzy i miejsca na terapii dla kogoś, kto jej potrzebuje i chce współpracować.
                                            Ty chcesz żeby Ci powiedzieć, że się nie da.

                                            "W którym momencie robię z siebie ofiarę i cierpiętnicę?"

                                            W każdym poście.
                                            Tylko to Cię nigdzie nie zaprowadzi, stosujesz tę strategię od dawna i jesteś tu gdzie jesteś, dobrze Ci nie jest.
                                            Post wyżej straszysz samobójstwem - to książkowy objaw.
                                            • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 07:50
                                              Niczym nie straszę. Piszę o przeszłości i gdybyś uważnie czytała to doczytałabyś, że nie ma takiej opcji. A to, że niektóre leki antydepresyjne mogą nasilać skłonności samobójcze to fakt.
                                              • pani.mysz Re: do niczego 24.05.15, 14:59
                                                "Poza tym miewałam tendencje do przedawkowywania leków więc w zasadzie lepiej ich nie mieć, prawda? "

                                                Manipulujesz za pomocą powyższego zdania.
                              • pani.mysz Re: do niczego 24.05.15, 02:36
                                Nie, to nie musiałby być świetny terapeuta (choć tacy są i nie zaszkodzi takiego znaleźć).
                                Zmianę zawdzięcza się na ogół sobie.
                                To TY musiałabyś CHCIEĆ.
                                A nie chcesz.
                                • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 08:06
                                  Chcę. Co poniedziałek obiecuję sobie, że zmienię swoje nawyki żywieniowe np. A potem wracam z pracy i szybko zjadam co mi się tam nawinie pod rękę.
                                  Walczę ze swoimi tendencjami do wybuchania, staram się reagować ze spokojem. Nie zawsze mi się to udaje ale czy rzeczywiście byłoby lepiej po terapii?
                                  Wy nigdy nie krzyczycie ze złości i nie denerwujecie się?
                                  To, że martwię się o przyszłość mojej rodziny, o to czy będę miała pracę czy o to co zrobię z mamą jest takie dziwne?
                                  Gdybym nie napisała o DDA też bym się kwalifikowała na terapię?
                                  • marsylvik Re: do niczego 24.05.15, 09:59
                                    nienadajesie napisał(a):

                                    > Chcę. Co poniedziałek obiecuję sobie, że zmienię swoje nawyki żywieniowe np. A
                                    > potem wracam z pracy i szybko zjadam co mi się tam nawinie pod rękę.

                                    Więc co poniedziałek stawiasz przed sobą cel, który sama uważasz za niemożliwy do osiągnięcia.

                                    > Walczę ze swoimi tendencjami do wybuchania, staram się reagować ze spokojem. Ni
                                    > e zawsze mi się to udaje ale czy rzeczywiście byłoby lepiej po terapii?

                                    Jeśli byłaby doprowadzona do końca, nie przerwana w połowie - byłoby lepiej. Na ile lepiej trudno powiedzieć, ale na pewno lepiej.

                                    > Wy nigdy nie krzyczycie ze złości i nie denerwujecie się?

                                    Uważasz, że człowiek nie powinien się nigdy denerwować? Sądziłam, że Twoim problemem jest to, że złościsz się za często lub za bardzo. Chciałabyś się nie denerwować nigdy? Przecież to jak nie odczuwanie bólu albo ślepota na jakiś kolor. Chciałabyś być kaleką?
                                    Ja na przykład nadal złoszczę się trochę zbyt rzadko. Przed kontaktem z psychologiem nie umiałam się złościć - nie rozpoznawałam swojej złości na czas albo jej nie zauważałam, interpretowałam ją jako zmęczenie, strach itp, nie umiałam więc dbać o to, do czego potrzebna jest złość ani jej z pożytkiem wykorzystywać. Nie umiałam się też powstrzymać przed wybuchem z błachego powodu, bo nawet nie wiedziałam, że we mnie jest tyle nagromadzonej tygodniami złości, że nie byłam w stanie tak ogromnej, nazbieranej złości opanować.

                                    > To, że martwię się o przyszłość mojej rodziny, o to czy będę miała pracę czy o
                                    > to co zrobię z mamą jest takie dziwne?

                                    Dziwne jest, że na martwieniu się kończy. Po co się martwisz, jeśli nic z tym nie robisz

                                    > Gdybym nie napisała o DDA też bym się kwalifikowała na terapię?

                                    Tak.
                                    Tylko gdybyś nie powiedziała o tym nawet psychologowi, to terapia byłaby trudniejsza, bo nie wiadomo by było, skąd się Twoje problemy biorą. Z DDA łatwiej jest skutecznie pracować, bo problem jest powszechny, znany, opracowany.
                                  • pade Re: do niczego 24.05.15, 10:36
                                    "Co poniedziałek obiecuję sobie, że zmienię swoje nawyki żywieniowe "
                                    Tak się nie podchodzi do tematu. Kiedy sobie coś obiecujesz, a potem nie dotrzymujesz słowa, Twoje poczucie wartości spada na łeb na szyję. Znowu zawaliłam, jak zwykle, nie uda mi się.
                                    Możesz po prostu schabowego poddusić zamiast smażyć, możesz przestać zabielać zupy, możesz olej rzepakowy zamienić na ryżowy, możesz robić szybkie sałatki zamiast kanapek, albo koktajle. Możesz jeść co trzy godziny zamiast wtedy, gdy już jesteś bardzo głodna.
                                    Ja tak zrobiłam. Zamiast się wiecznie zadręczać, że nie mam idealnej figury i, że z mojego odchudzania nic nie wyszlo, zmieniłam nawyki. Sałatkę grecką biorę do pracy, kaszę mieszam z warzywami - na ematce jest mój wątek o kaszach, poczytaj.
                                    Nie odchudzam się, nie pilnuję kalorii, po prostu zaczęłam inaczej jeść. Jeżdżę na rowerze do pracy, chodzę na basen i starczy. Mam poczucie, ze robię coś dla siebie i to mnie uskrzydla.
                                    Pisalam już wyżej o tych nierealistycznych celach. Jesli postawisz sobie za cel schudnięcie 10 kg (to jest przykład), to go najpewniej nie zrealizujesz. BO brak czasu, bo zmęczenie, bo dzieci. Miałam małe dzieci, wiem jak to jest. Możesz sobie postawić inny, łatwiejszy, bardziej realistyczny cel: w tym tygodniu jem jedną kanapkę zamiast dwóch a do niej sałatka (na przykład). Itd.
                                    Albo: codziennie przez pół godziny zajmuję się tylko sobą. Prosisz męża o opiekę nad dziećmi a sama oddajesz się temu, co najbardziej lubisz.
                                    Nie musisz robić niczego, z tego co napisałam. To Twój wybór.
                                    Co do wybuchania. Czytałaś kiedyś o tym, ze zlość się kumuluje? że pod zlością często jest lęk? Wiesz, że im dzieci starsze, tym problemy "poważniejsze"? Ja też często wybuchałam, a potem obwiniałam siebie. Nie sztuką jest tłumić złość, lęk. Sztuką jest zająć się tymi emocjami po to, żeby innym się za bardzo nie obrywało.
                                    Martwienie się jest pożeraczem energii. Może dlatego czujesz, ze jesteś pozbawiona sił do życia. Ja owszem, czasem myślę co by było gdyby, opracowuję jakieś ewentualne rozwiązania ale nic poza tym. Tak naprawdę wpływ mamy tylko na siebie, a nie na przyszlość. (kiedyś cały czas się martwiłam, co zrujnowało mi zdrowie)
                          • angiz Re: do niczego 23.05.15, 22:40
                            Nie , to nie dziwne. To wręcz książkowe emocje.
                            Czy ja ci każę wybaczać i rozumieć matkę? Czy ja mówię o niej czy o tobie?
                            Jak na razie to sama zatruwasz życie np swoim dzieciom bo masz schizy na tle swojej matki i jakichś niechcianych przymusów w twojej głowie wobec niej. Więc zajmij się uporządkowaniem siebie. A matki do siebie nie bierz i tyle, bo to twoja nieumiejętność odmowy i wieczne wkurzenie na to co sama robisz będzie w przyszłości dla twoich dzieci główną "winą" ich spieprzonego dzieciństwa. Nie masz problemu z matką, masz problem ze swoimi emocjami i decyzjami w jej kontekście.
                          • marsylvik Re: do niczego 24.05.15, 07:51
                            nienadajesie napisał(a):

                            > No ale co mam przepracować? Mam ją zrozumieć i wybaczyć? Bo miała ciężkie życie
                            > ? Z mężem alkoholikiem? Tak...miała. Ale co to zmienia?

                            Przepracować swoje emocje i przekonania. Nauczyć się je rozpoznawać, odróżniać, rozpoznawać skąd się tak naprawdę biorą, wtedy możesz decydować co z nimi zrobić. A tak, to one decydują za Ciebie.

                            Jeśli się do kogoś ma o coś żal, to często mało znaczące zachowanie tej osoby powoduje dużo silniejsze uczucie, bo nawet nie wiedząc o tym przypominają się dawne żale. Jeśli w dodatku zdajesz sobie sprawę, że uczucie jakie swoim jakimś tam zachowaniem wzbudziła w Tobie matka jest zbyt silne, nieadekwatne, to próbujesz je tłumić, żeby zareagować adekwatnie. A tłumienie uczuć, trzymanie ich pod kontrolą męczy, zżera energię jak mało co. Do tego mogą jeszcze dochodzić wyrzuty sumienia, poczucie winy, bo przecież "ona tylko, a ja bym ją za to..." - i nie wiesz czemu.

                            To właśnie trzeba przepracować. Nauczyć się, zrozumieć. Takich spraw, uczuć, przekonań jest multum, nie zrobi się tego w dzień czy dwa na forum, potrzebna jest terapia. Większości nie jest się w stanie nawet zauważyć u samego siebie - potrzebny jest terapeuta, który zauważy, podpowie, dopyta a nie, jak większość ludzi, oceni że jesteś śmaka-owaka i że nie powinnaś tak czuć tylko inaczej. Terapeuta pomoże Ci zrozumieć czemu tak czujesz, po co tak czujesz, co możesz z tym zrobić.

                            > Ciekawe, że mam dobre w
                            > spomnienia z ojcem a z nią raczej nie. Oczywiście mam też złe wspomnienia z ojc
                            > em ale nie mam dobrych wspomnień z matką. Czy to nie dziwne?

                            Typowe dla współuzależnionych matek. Pewnie zajęta uzależnieniem ojca nie miała sił i czasu ani na terapię ani na zajmowanie się Tobą i na radość z macierzyństwa. Przypomina Ci to coś?
                            Ja Ci tu mogę napisać, że opisując swoje życie i swoją matkę opisujesz podobieństwa do swojej matki - tylko co z tego? Forumowa wiedza nic Ci nie da, nadal nie będziesz wiedziała co z nią zrobić. W tym może Ci pomóc terapia.

                            Mam takie pytanie: jeśli jesteś chora, masz coraz większe gorączki, to idziesz do lekarza, czy łykasz przciwgorączkowe i przeciwbólowe tabletki, bo nie masz czasu się leczyć, bo trzeba pracować i zajmować się dziećmi? I antybiotyku też wtedy nie wykupisz, bo nie masz na to pieniędzy? I co, chorując tygodnie zamiast kilku dni, wydając przez długi czas ogromne w sumie pieniądze na tańsze leki zamiast mniejsze pieniądze przez krótszy czas na droższe leki, dorabiając się powikłań i chorując coraz ciężej, masz w efekcie więcej sił i czasu na pracę, dla dzieci, dla męża? Lepsze życie?
                            • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 08:24
                              "Jeśli się do kogoś ma o coś żal, to często mało znaczące zachowanie tej osoby powoduje dużo silniejsze uczucie."
                              tak, to prawda

                              "Typowe dla współuzależnionych matek. Pewnie zajęta uzależnieniem ojca nie miała sił i czasu ani na terapię ani na zajmowanie się Tobą i na radość z macierzyństwa. Przypomina Ci to coś?"
                              Moja matka zajmowała się przede wszystkim sobą.
                              I tym się zdecydowanie różnimy.

                              Tak, dzisiaj wkurzają mnie drobiazgi. Wkurza mnie jak przychodzi i pierwsze co robi to podwija rękawki mojemu jedzącemu obiad dziecku. Ale mego męża to też wkurza...
                      • pade Re: do niczego 23.05.15, 22:15
                        Ale teraz nie musisz jej pomagać, a już się martwisz. Na zapas!
                        Masz siostrę? Super. Będziesz miała z kim dzielić obowiązki, jeśli będzie trzeba.
                        Zdecydujesz co dalej wtedy, kiedy będzie taka potrzeba.
                        To czarnowidztwo nie spadło na Ciebie z nieba. To Twój sposób myślenia wprowadza Cię w ponury nastrój.
                        Masz na to wpływ, ale musisz chcieć. Bez tego nic się nie zmieni.
                        Poczytaj np. Umysł ponad nastrojem.
                        Albo podręcznik dla DDA Czas na wyleczenie.
                        • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:24
                          Muszę jej pomagać bo pewnych rzeczy nie ogarnia. I w dodatku czuję się za nią odpowiedzialna w jakiś tam sposób...Umysł ponad nastrojem czytałam. I inne mądre książki też...
                          • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:27
                            "Umysł ponad nastrojem" mam nawet w domu. Podręcznik dla terapeuty hehe. Więc to chyba zła wersja ;)
                            • pade Re: do niczego 23.05.15, 22:32
                              Dla pacjentów i terapeutów, nie tylko dla terapeutów.
                              Wiesz, ewidentnie potrzebujesz terapii, no ale, nie da się.
                              No cóż, powodzenia.
                              • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:37
                                Nie, Ja mam to:
                                merlin.pl/Umysl-ponad-nastrojem-podrecznik-terapeuty_Dennis-Greenberger-Christine-Padesky/browse/product/1,473572.html
                                i raczej nie jest dla pacjentów ; )
                                • pade Re: do niczego 23.05.15, 22:44
                                  są dwie wersje, poszukaj sobie
                                  • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:48
                                    wiem, że są dwie...
                                    • pade Re: do niczego 23.05.15, 22:54
                                      no to o co Ci chodzi?
                              • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 22:45
                                A jak sie nie da, to musi zostac tak jak jest i tak przez kolejne np. 10 lat :-) Ps. Moja glowna zyciowa zasada jest: nie ma nie da sie, prawie wszystko da sie zmienic, gdy sie mocno chce, a ja chce mocno :-) Moze sprobuj autorko dzialac na przekor sobie i utartym schematom w glowie i zobacz co z tego wyniknie. Najwyzej z nerwow troche stracisz na wadze, to tez bedzie plus dodatni :-)
                                • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 22:48
                                  A tu się mylisz. Nie tracę na wadze tak łatwo :P
                                  • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 23:10
                                    A skad to wiesz? Jak do tej pory jedziesz utartym schematem i ani na milimetr nie wychodzisz ze swojej strefy komfortu bo... PODOBNO SIE NIE DA :-) A ja uwazam, ze prawie wszystko sie da i co Ty na to ? Nie szkoda Ci tracic lat i kolejnych szans na takie ograniczajace Cie myslenie. Wyjdz ze strefy komfortu, zmierz sie realnie ze swoimi slabosciami i przestan w koncu farmazonic, ze sie nie da, bo to tylko takie ' piep...ie o.szopenie'. Prawie wszystko da sie zmienic, sprobuj, a wowczas moze i waga ruszy z miejsca :P
                                    • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 23:27
                                      Cieszę się więc, że masz taki sposób myślenia. Sądzę, że łatwiej się tak żyje. Czy mi nie szkoda? W ogólnie nie mam ochoty na życie bo ono mnie zwyczajnie przeraża. A pomimo tego wszystkiego muszę ciągnąć to dalej.
                                      • pade Re: do niczego 23.05.15, 23:35
                                        Wcale nie łatwiej. Codziennie trzeba podejmować wyzwanie, pokonywać obawy, wkładać wysiłek, czy to jest łatwe? Skąd pomysł, że ludzie, którzy podejmują wysiłek, żeby coś zmienić mają łatwiej?
                                        Równie dobrze można powiedzieć, że to właśnie Tobie jest łatwiej. Nic nie robisz tylko się martwisz i boisz. Co z tego masz?
                                        • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 23:52
                                          Wysiłkiem, który podejmuję jest życie. Nie zrozumiesz tego.
                                      • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 23:35
                                        Ale co konkretnie Cie w tym zyciu przeraza?
                                        • nienadajesie Re: do niczego 23.05.15, 23:54
                                          Nie wiem. Wszystko?
                                      • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 08:41
                                        Ty tez mozesz zmienic swoje myslenie, naprawde, bo to Ty sama o tym decydujesz. Rozumiem, ze nie masz ochoty na zycie, ale skoro nie zrealizowalas swojego planu przed 30, tylko zalozylas rodzine, to nalezaloby byc teraz konsekwentnym i cos ze soba zrobic, aby nie torpedowac zycia i nie zaburzac zycia swojego i swojej rodziny. Powinnas zrobic badania, zobaczyc czy masz jakies problemy zdrowotne, jesli tak isc do lekarza i pomoc sobie farmakologicznie. Ponadto z uwagi na Twoje sklonnosci emocjonalne, zmienic nawyki zywieniowe i sposob spedzania wolnego czasu na bardziej aktywny, w czasie ktorego beda sie wydzielaly endorfiny, co powinno wplynac na poprawe Twojego nastroju. Jesli te zmiany nie przyniosa zadnych efektow, wowczas powinnas umowic sie do psychiatry i poprosic o leki stabilizujace nastroj. Ty sama musisz podjac dzialania i je zrealizowac, nikt tego za Ciebie nie zrobi. Dzis jest dzien wolny, jakie masz plany na dzis, mozna ten czas fajnie i aktywnie spedzic z rodzina na np. wycieczce rowerowej, 2 latka wsadzic na krzeselko na rower, isc do lasu na spacer, na plac zabaw itp.Zacznij zmiany od dzis, na sile, na przekor sobie. Przy takim podejsciu musisz sie zmuszac do wysilku i do zmian, bo inaczej spedzisz reszte xycia w stagnacji. Co do nawykow zywieniowych, przygotuj sobie w lodowce specjalne jedzenie np. na 2 dni, gdy wrocisz z pracy, nie zlapiesz za cokolwiek, tylko zjesz to co powinnas, rob sobie rozne pasty roslinne do smarowania np. chrupkiego pieczywka zamiast pieczywa tradycyjnego, przegryzaj marchewke i jedz duzo warzyw, pij duzo wody. Przejrzyj blogi dla wegetarian, jest na nich mnistwo swietnych przepisow do wykorzystania.
                                        • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 08:57
                                          To nie jest tak, że nie mam ochoty na życie. Mam. Uważam jednak, że jestem dość "słabo przystosowana".
                                          Czas wolny spędzamy aktywnie. Dzieciaki jeżdżą na rowerach, hulajnogach. Lubimy wycieczki do lasu. Nie wiem jak będzie dziś bo na razie pada.
                                          Na obiad będzie dziś kasza jaglana, sałatka grecka. No schabowy też będzie - fakt ; )
                                          To nie jest tak, że olałam sprawę i nie próbuję się zmieniać. Brak mi jednak wytrwałości i konsekwencji.
                                          • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 09:16
                                            Czyli nie jest tak zle, jak to z wczorajszych postow wynikalo :-) good. Slabo przystosowanych jest wielu ludzi, prawie kazdy ma problemy z lenistwen a niektorzy z postawa ' niedasie', jednak wiekszosc walczy ze swoimi sklonnosciami i sie nie poddaje. Ty mi nie pisz co robia dzieci, napisz mi, gdzie w tym czasie stoi Twoj rower? Masz swoj rower? Czy waga pozwala Ci na jezdzenie na rowerze? Czy czujesz sie tak zmeczona, ze najlepiej by bylo, gdyby maz pojechal na 3 godz. wycieczke z dziecmi, a Ty bys sie polozyla i wyspala? Jesli tak, to namow meza na ten pomysl. Jakie aktywnosci lubisz? Wytrwalosc i konsekwencje SIE BUDUJE, podobnie jak dobra odpornosc organizmu, to musi potrwac, ale zmiany na lepsze w koncu sie pojawiaja, nie da sie tego zrobic psiejsko czarodziejsko w 2 dni. Walcz ze soba a wyjdzie Ci to na dobre, rodzinie tez :)
                                            • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 09:28
                                              A nie uważasz/nie uważacie, że punktem wyjścia powinna być nie walka tylko akceptacja tego co jest w tym momencie, jaka jest? Przecież Autorka tę walkę, tak czy inaczej toczy cały czas. Ja tu widzę jedną wielką niezgodę na siebie((to wspomniane ostateczne rozwiązanie przed pojawieniem się dzieci).
                                              • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 09:34
                                                trafiasz w sedno
                                              • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 09:34
                                                Podstawa zmian powinna byc akceptacja tego co jest. Akceptacja nie oznacza pogodzenia sie z tym co jest, oznacza zrozumienie, przetrawienie tego co jest. Potem trzeba sie ogarnac i zaczac pracowac nad soba. Gdyby autorce bylo ze soba dobrze, gdyby byla zadowolona ze swojego zycia, to ok, zmiany mozna sobie darowac. Ale ona sie meczy ze soba i z zyciem, trzeba to zmienic, nie ma innego wyjscia.
                                                • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 09:41
                                                  Praca-walka/walka i praca od samego czytania tych słów odmienianych tu przez wszystkie przypadki czuję się zniechęcona i zmęczona. Może dałoby się osiągnąć ten sam cel w bardziej lajtowy sposób?
                                                  • pade Re: do niczego 24.05.15, 10:00
                                                    Ale jaki cel?
                                                  • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 10:05
                                                    Te zmiany o jakich piszecie. Osobiście zaczęłabym od postawienia sobie jednego, konkretnego i bardzo małego celu. Takiego, który dale 100% szansę powodzenia.
                                                  • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 11:10
                                                    I to jest b. dobry pomysl, sukces zacheci ja do kolejnych prob.
                                                • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 10:00
                                                  Zuzi , nie zgodzę się z twierdzeniem, że akceptacja nie oznacza pogodzenia się z tym co jest. Ona z definicji, między innymi, dokładnie to oznacza. W przypadku Autorki chodzi o zaakceptowanie tego co jest tu i teraz. Jest gruba? Jest! Czy taka musi być do końca swoich dni? Nie! Ale to ona musi dojrzeć do zmian, to w niej musi się pojawić wewnętrzna motywacja, zeby cokolwiek w tym kierunku się zadziało. Cóż.....dokonałam wielkich zmian w swoim życiu, a z akceptacją nadal mam problem.
                                                  • pade Re: do niczego 24.05.15, 10:03
                                                    do poczytania:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,898,151221030,151221030,O_zmianach.html
                                                  • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 10:11
                                                    Dzięki:-) Nie wiem jak rozwinął się cały wątek, ale jeżeli chodzi o pierwszy post to ja właśnie tak rozumiem akceptację. Dla mnie to jest chyba clou "(...) Akceptacja rzeczywistości w żadnym wypadku nie oznacza uległości, bierności, apatii. Dla każdego, kto znał Tony'ego niemożliwością jest łączenie tych słów z jego osobą. Zgadzamy się na rzeczywistość tak, jak ptak akceptuje swoje skrzydła: po to, by latać. Rzecz w tym, by nie narzekać na rodzaj tych skrzydeł i nie porównywać ich ze skrzydłami innych ptaków. Akceptacja to nie bezruch, ale raczej radosne przyjęcie wszystkiego, co jest, po to, by uczynić najlepszy użytek z rzeczami takimi, jakie są i z życia takiego, jakie jest. To pociąga za sobą inicjatywę i twórcze działanie." Cenne są też uwagi Sorviny w trzecim poście(na razie tyle przeczytałam:-) Zainteresował mnie tamten wątek:-) Na razie żegnam:-)
                                                  • adorra0 Pade 24.05.15, 12:30
                                                    Pade pamiętasz tytuł książki, z której pochodzi ten fragment?
                                                  • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 10:14
                                                    Dla mnie pogodzenie sie z tym co jest oznacza m.in. ze przeanalizowalam wszystkie za i przeciw i nie widze mozliwosci wprowadzenia zmian, w zwiazku z czym godze sie na taki stan jak jest i nie wprowadzam zmian. Ale masz racje, istnieje taka opcja, ze akceptuje np. swoja nadwage, ale jednak probuje to zmienic, bo mam swiadomosc, ze to bedzie z korzyscia dla mojego zdrowia.
                                                  • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 10:21
                                                    Zuzi , dla mnie, osoby wychowywanej w poczuciu winy i niedoskonałości, akceptacja siebie jest stanem umysłu , choć może bardziej uczuć, bardzo trudnym do osiągnięcia, choć mam nadzieję, że jednak możliwym. Napisałam , ze chyba bardziej stanem uczuciowym, bo w oparciu o umysł dokonałam wielu zmian w sobie i swoim życiu, patrząc z boku - nalepsze. Czy aby na pewno I dla kogo na lepsze? I dlaczego ciągle nie czuję tej akceptacji w sobie?
                                                  • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 10:37
                                                    No ale dla kogo Adorra dokonywalas tych zmian,dla siebie samej i swojego dobra, czy dla innych, czy te zmiany ktorych dokonalas na pewno sa dla Ciebie dobre, czy to tylko jakis kompromis, ktory nie daje Ci pelnej satysfakcji. Moze stad wciaz te problemy z akceptacja, moze warto do czegos wrocic, przedefiniowac to pod swoim katem i wtedy przyjdzie akceptacja, nie wiem. Moze teraz jakas czastka Ciebie dalej sie z czyms nie zgadza, nie akceptuje czegos w tych zmianach i dlatego jest jak jest. Przejrzyj te zmiany ktore dokonalas i zastanow sie, czy nie mozna ich ulepszyc tak, aby osiagnac akceptacje i satysfakcje.
                                                  • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 12:25
                                                    Zuzi to były pytania retoryczne w kontekście samoakceptacji i proponowanych tu zmian . przecież radzicie dziewczynie, żeby poszła na terapię także dla dzieci, więc nie chodzi tylko o nią samą, jej dobro. Nie przeczytalam jeszcze wątku z linku Pade, ale już sam wstęp daje do myślenia
                                                    "Pewnie dlatego, że sama tego, o czym pisze autor doświadczyłam. Zmiany, która zaszła nie wiadomo kiedy, gdy zaakceptowałam samą siebie.
                                                    Akceptacja spowodowała, że moja podświadomość zaczęła podsuwać mi pomysły i rozwiązania spraw, które gnębiły mnie od lat. Doznałam uwolnienia. Duzo łatwiej mi zmieniać schematy myślowe i pozbywać się wzorców." i odpowiedź Sorviny "sama próba zmiany na siłę, powoduje tylko napięcie i dużo samopotępienia. A jak się potępiam to nie wierzę, że zasługują na zmianę na lepsze, nie poświęcam sobie czasu itp. itd. "
                                                  • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 12:32
                                                    Cos w tym jest co napisalas, mysle, ze osoby, ktore wypowiadaja sie w tym watku tylko podpowiadaja rozne mozliwosci, ale to autorka musi ocenic, ktora droga z uwagi na jej cechy charakteru bedzie dla niej lepsza :-)
                                            • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 09:32
                                              Nie mam roweru. Ale chętnie bym pojeździła i mam w planach zakup jeśli uda mi się wysupłać jakąś dodatkową kasę. Pomimo wagi jestem dość sprawna fizycznie. Dzieciaki jeżdżą a ja za nimi na nogach ; ). Młody ma 2,5 roku więc i chyba bym się nie odważyła wziąć go na rower sama będąc na rowerze.
                                              Nigdy nie śpię w dzień. Jeśli coś robimy to robimy razem. Bardzo rzadko zmęczenie mi na to nie pozwala.
                                              Chętnie bym popływała ale tu się niestety wstydzę swego ciała.
                                              • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 09:58
                                                To zacznij dzialac w sprawie roweru, poszukaj uzywanego, bedzie taniej, poszukaj np. na olx, gumtree, allegro, zawez wyszukiwanie do swojej okolicy. Czy.maz ma rower? On moze jezdzic z dzieckiem w foteliku, z 2,5 latkiem mozna jezdzic nawet na dlugie wycieczki. A co do plywania to jest swietna aktywnosc. Zakladasz kostium, na to recznik kapielowy i zakryta od barkow do lydek podchodziisz do samej plyty basenu, zrzucasz recznik i w ciagu 5-10 sek schodzisz do wody i tyle Cie widza inni, podobnie przy wychodzeniu, miej to w nosie inie przejmuj sie gapiami, korzystaj z basenu dla przyjemnosci i zdrowia, to swietnie modeluje sylwetke.
                                      • morekac Re: do niczego 24.05.15, 08:57
                                        > W ogólnie nie mam ochoty na życie bo ono mnie zwyczajnie przeraża.
                                      • igge Re: do niczego 24.05.15, 10:15
                                        Ja Ciebie.doskonale rozumiem. Miałam i miewam podobnie. I rzeczywiście ludzie z innym podejściem majä łatwiej. Te.same sprawy , które mnie przerastajä mój małż i córka ogarniajä łatwo , szybko i bezboleśnie. Bez mêczenia siebie i otoczenia lêkiem i czarnowidztwem.
                                        Kiedyś postawiłam sobie dwa minimalne wobec siebie wymagania ( majäc na uwadze dzieci i to, że jestem im potrzebna): ŻYĆ i być szczěśliwä. Nie z dnia na dzień ale po 4 latach moge z radościa powiedzieć, że udało siě i teraz wzmocniona moge stawiać sobie wiêksze wymagania. Ale nadal baaaaardzo wspiera mnie małż i psychicznie przyjaciele rodzina. Stara sie by nie było to zadanie dzieci. Choć moje w miedzyczasie podrosły a nawet dorosły.
                                        Ciesze sie z miliona drobiazgów i fajnej rodziny, relacji. Żyje tu i teraz próbujac nie widzieć czarno przyszłości. Mam hobby i pasje. 4 lata opiekowałam sie niedołêżnä babcia do śmierci, jak dzieci były malutkie. Troche mnie to.przerosło. Teraz niedługo czeka mnie pewnie opieka nad mama i teściowä ale na razie o tym staram sie nie myśleć. Państwowe domy opieki także niemało kosztuja ok 3-4 tysiace miesiecznie. I jeśli emerytura pensjonariusza (70 procent) tego nie pokrywa resztê musza pokryć dzieci.
                                      • ada1214 Re: do niczego 24.05.15, 11:12
                                        nienadajesie napisał(a):

                                        > W ogólnie nie mam ochoty na życie bo ono mnie zwyczajnie pr
                                        > zeraża. A pomimo tego wszystkiego muszę ciągnąć to dalej.

                                        Ja Ciebie chyba rozumiem.
                                        Dostalas tutaj troche hejtu, mnostwo rad i wypychania Cie na terapie.
                                        Ja Cie rozumiem, bo mam podobnie.
                                        Przelecialam juz wielu terapeutow i prawda jest taka ze to g.... dalo. Przerobilam pare lekow antydep. i tez taki samo gie.

                                        Bo zaden terapeuta ani lek nie zaradzi temu, ze sie ma poczucie, ze sie nie pasuje do tego zycia. Ze jest w nim zbyt wiele elementow, ktore sa do bani.
                                        Bo coz mi da parogodzinna rozmowa z terapeuta, kiedy nastepnego dnia wchodzac do toalety w pracy nadziewam sie na zasrany kibel. Bo jakas swinia zasrala i tak zostawila. Coz mi pomoze terapeuta w wypadku kiedy idac nad plaze nie moge nawet pochodzic po piasku i nacieszyc sie tym przyjemnym uczuciem, bo pelno potluczonego szkla. Coz mi da terapia czy lek, na taka okolicznosc, kiedy buraczany sasiad co weekend imprezuje bardzo glosno i zatruwa zycie. Coz mi pomoze terapeuta, ze idac po chodniku, gdy sie zagapie, wejde na bank w psie gowno. Wiecie, ja tak moge godzinami- mnie te wszystkie swinsko- buraczane zachowania tak bardzo doluja, cala spolecznosc i spoleczenstwo, ze chcialabym uciec na ksiezyc. To byla przenosnia of koz. Nie mowie tylko o zachowaniach ludzi, mowie o wszystkim, na przyklad o tym, ze jak chce kupic dzieku gre, to ni ...uja nie da sie znalezc takiej, gdzie nie ma przemocy. Albo z innej beczki, ze jedzenie jakie mamy jest kompletnie zdewastowane i niedlugo bedzie calkowicie niejadalne,plastikowe, wstretne, niesmaczne.

                                        Innymi slowy, czuje sie wtloczona w zycie i czas, jaki kompletnie rozjezdza sie z tym, kim ja jestem i czego pragne. Tego sie nie da naprawic tabletka ani rozmowa na terapii. Tabletka czy terapia to jak malowanie scian w przegnilej, przegryzionej przez robale ruderze.
                                        • pade Re: do niczego 24.05.15, 11:26
                                          o rrany, współczuję...takiego myślenia
                                          świat się do Ciebie nie dostosuje, ale każdy ma swoj kawałek i może go urobić po swojemu
                                          wiesz jak Ci pomoże terapeuta? pokazując Twoje projekcje
                                          • ada1214 Re: do niczego 24.05.15, 11:38
                                            pade napisała:


                                            > wiesz jak Ci pomoże terapeuta? pokazując Twoje projekcje


                                            jasne, pomoze.
                                            Chyba Pade nie doczytalas, ze zaliczylam juz wielu terapeutow.
                                            Zrozum, ze dla niektorych ludzi nie tedy droga.
                                            Nie uzalaj sie nade mna, bo ja sie nie uzalam. Com napisala, napisalam do i dla Autorki. Zeby przelamac troche ta melodie, w jakiej do niej piszecie w tym watku "idz na terapie toksyczny leniu a wszystko bedzie cacy"
                                            Jestes w wielkim bledzie Pade, jesli myslisz, ze terapeuta czy biala tabletka rozwiaze wszystkie problemy swiata. Chyba tylko tym o skorze nosorozca.
                                            • angiz Re: do niczego 24.05.15, 11:45
                                              Terapeuta ie jest od rozwiązywania problemów świata. Tym bardziej całego. Poszłaś do terapeuty po to czego nie był w stanie ci dać.
                                              • ada1214 Re: do niczego 24.05.15, 11:46
                                                Tobie juz serdecznie podziekuje za wypowiedzi, bo widac z Twoich wpisow, ze kompletnie nie czaisz bazy, a przy tym jestes napastliwa. Odejdz ode mnie.
                                                • angiz Re: do niczego 24.05.15, 11:58
                                                  Tiaa.... ten zły świat i okrutni ludzie, a ty jedna jedyna dobra wrażliwa.... skupiona na sobie i swoim ego jak ta lala.
                                            • pade Re: do niczego 24.05.15, 11:45
                                              Ale ja NIGDY nie twierdziłam, że terapeuta cokolwiek rozwiąże. Proces terapii nie polega na leczeniu pacjenta przez terapeutę. Przecież jak się pacjent uprze, że jego problemem są inni ludzie, a nie to, co on sam ma we wnętrzu, to terapeuta nic z tym nie zrobi, choćby na uszach stanął.
                                              Poza tym, różni są terapeuci, tak jak różni są nauczyciele.
                                              Obie z autorką prezentujecie taki typ myślenia: nikt mi nie pomoże, terapeuci są do d.., nie wyleczyli/leczą mnie. Oczywiście, że nie, bo to się samo nie dzieje.
                                              • ada1214 Re: do niczego 24.05.15, 11:51
                                                Pade, terapeuta moze pomoc tym, ktorzy maja jakis jednostkowy problem. O na przyklad boje sie ciemnosci albo psow. Albo jestem DDA albo costamcostam.
                                                Ja nie mam jednostkowego problemu, ja po prostu tutaj nie pasuje. Co wiecej, ja nie chce pasowac, bo to by musialo oznaczac, ze musialaby bym sie stac taka jak reszta. Ja nie chce.
                                                Czemu innych nie doluje zasmiecanie naszej planety? Nie dlatego ze sa silni psychicznie, tylko dlatego, ze sami wspoltworza to zasmiecanie. To byl przyklad, nie wysylaj mie n aterpaie, bo to nie chodzi tylko o jeden aspekt a o calosc.
                                              • pade Re: do niczego 24.05.15, 11:52
                                                Ada, wbrew temu, co myślisz rozumiem Twoją frustrację. Tylko od dłuższego czasu skupiam się bardziej na tym, co ja mogę zrobić, żeby mi było lepiej. Nie czekam, aż ktoś coś zmieni, pomoże mi, itd, mogłabym się nie doczekać:)
                                                • angiz Re: do niczego 24.05.15, 11:56
                                                  o, to to. Człowiek widzi niedostatki świata, więc stara się zmienić U SIEBIE to co może by było lepiej. A skupianie się przede wszystkim na tym "co inni powinni a nie robią"..... to ..bez obrazy.. bardzo rydzykowskie.
                                                • ada1214 Re: do niczego 24.05.15, 12:04
                                                  pade napisała:

                                                  > Ada, wbrew temu, co myślisz rozumiem Twoją frustrację. Tylko od dłuższego czasu
                                                  > skupiam się bardziej na tym, co ja mogę zrobić, żeby mi było lepiej.

                                                  Ja tez, Pade, ja tez. Dzieki temu jeszcze nie zwariowalam. Mimo, ze choroby afektywne i psychiczne zataczaja coraz szersze kregi- ludzie po prostu sobie nie radza, i jakos te tony lekow antydepresyjnych nie pomagaja. Kazdy orze jak moze, ale prosze, nie wciskaj(cie) tu kitu, ze zawsze terapia, i tylko terapia i bez tego ani rusz, bo to nieprawda.
                                            • differentview Re: do niczego 24.05.15, 11:57
                                              > Jestes w wielkim bledzie Pade, jesli myslisz, ze terapeuta czy biala tabletka r
                                              > ozwiaze wszystkie problemy swiata. Chyba tylko tym o skorze nosorozca.

                                              dyskutujesz sama ze soba- nikt normalny nie postawilby tezy, ze terapeuta czy lek rozwiaze "wszystkie problemy swiata"- to przeciez absurd
                                              skoro przerobilas tyle terapii to nikt Ci nie powiedzial, ze zmienic mozesz co najwyzej swoj stosunek do rzeczywistosci a nie sama rzeczywistosc? swoj stosunek do ludzi a nie samych ludzi?
                                              mozesz tez dowiedziec sie sporo o sobie dzieki temu jak postrzegasz swiat wokol Ciebie
                                              • ada1214 Re: do niczego 24.05.15, 12:07
                                                >dyskutujesz sama ze soba

                                                w ogole nie mialam zamiaru dyskutowac w tym temacie atym bardziej o sobie. Chcialam pokazac Autorce ze ja rozumiem, i ze inni tez maja tak jak ona. Proponuje zeby zakonczyc dyskusje o mnie. JAk bede chciala pordy, to zaloze watek. Teraz nie pytam o porade, no wiec.
                                        • angiz Re: do niczego 24.05.15, 11:30
                                          Cóż, po prostu jesteś malkontentką.
                                          W szachach też jest przemoc, idzie się pochlastać, tak tak.
                                        • boryska_only Re: do niczego 27.05.15, 19:32
                                          ada1214, zgadzam sie z toba w pelni, na dodatek jak chce kupic corkom cos ladnego do ubrania, to wszystko jest ROZOWE!! jakby innych kolorow na swiecie nie bylo...plus te wszystkie demoniczno-cukierkowe laleczki, buuu...itd itp, mozna godzinami wymieniac...
                                          zapomnialam juz jak pachnie i smakuje pomidor z pola, wszystko jakies napompowane i sztuczne, nawet ludzie juz przerazajaco wygladaja...kiedys mnie to nie ruszalo zbytnio, teraz jest odwrotnie :(
                                  • marsylvik Re: do niczego 24.05.15, 10:06
                                    Udało Ci się wciągnąć nas wszystkich w grę dlaczego ty nie - tak, ale.... Wygrałaś, gratuluję. Co wygrałaś? :)
                                    • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 10:19
                                      Marsylvik, ale my te gry na tymforum mamy przecwiczone, czesto w nie gramy. Ja widze sens w graniu w nie, np. pokazanie innej prespektywy niz ' nie da sie' . Prawie wszystko sie da !
                                      • marsylvik Re: do niczego 24.05.15, 12:05
                                        Zuzi, ale to nie był wpis do Ciebie! Tylko do autorki. Sądzę, że ona nie tylko teraz i tutaj gra w tę grę z nami na forum. Ja szczerze wierzę, że ona gra w tę grę sama ze sobą. Zresztą myślę, że każdy, kto ma akurat obniżony nastrój gra ze sobą w tę grę - u mnie samej jest to sygnał ostrzegawczy, że zbliża się depresja. I wierzę, że wklejając tego linka daję jej szansę na uświadomienie sobie tej gry, a co za tym idzie na świadomy wybór czy chce w nią grać, czy nie. Może nawet na zastanowienie się, czemu gra - choć na to nie liczę za bardzo, mało kto jest zdolny do samodzielnej refleksji na ten akurat temat, tu by się właśnie specjalista przydał.

                                        Jak ktoś wie, że gra, to nie gra, gra przestaje być grą. Więc jeśli chce się przestać grać, to wystarczy się nauczyć grę rozpoznawać. A ta akurat jest bardzo łatwa do rozpoznania, nawet u siebie samego.
                                        • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 12:22
                                          Wiem Marsylvik, ze to do autorki, ja tylko tak wtracilam swoje trzy grosze :)
                          • verdana Re: do niczego 23.05.15, 22:39
                            Oczywiście, że się martwisz tym co będzie. Tylko cyborg, albo osoba bez wyobraźnie by sie nie martwiła.
                            • pade Re: do niczego 23.05.15, 22:45
                              Żartujesz chyba. Między zastanawianiem się a martwieniem jest spora różnica. Co w ogóle daje zamartwianie się? I komu?
                              • zuzi.1 Re: do niczego 23.05.15, 23:23
                                Zastanowmy sie, co daje takie zamartwianie sie... w kwestii konkretow nic, bo nie przybedzie madrych, konkretnych rozwiazan sytuacji od samego zamartwiania sie. Ale co daje, daje mozliwosc pouzalania sie nad soba, och ja taka biedna, i trwania dalej w dotychczasowej strefie komfortu :-)
                                • pade Re: do niczego 23.05.15, 23:25
                                  Zamartwianie zastępuje troskę, prawdziwą relację.
                      • vilez Re: do niczego 24.05.15, 08:42
                        > Pewnie masz rację ale większość ludzi o rodziców musi się martwić, kiedy jego > dzieci są już trochę starsze.

                        Mój ojczym zachorował terminalnie, gdy starszy syn miał lat niecałe sześć, a z młodszym byłam w ciąży. Ojciec zachorował terminalnie, gdy młodszy syn miał niecałe trzy lata, starszy syn dziewięć. Tylko mama zachorowala nie tak dawno, czyli gdy młodszy syn miał 13-14 lat, ale też nie było mi łatwo zostawiać mój dom co tydzień na kilka dni (a musiałam). Zatem, jak widzisz...
                        To nie jest tak, że możemy sobie wybrać dogodny moment. Swoją drogą, takiego momentu nie ma. Bo albo dzieci małe, albo człowiek już starszawy i niezbyt zdrowy, albo praca zawodowa w rozkwicie i natężeniu,
                        Ty masz ewidentnie tendencję do czarnowidztwa i to się nadaje do zgłoszenia psychiatrze i psychologowi. Psychiatra lekami obniży poziom napięciowego lęku, psycholog spróbuje rozpracować mechanizmy...

                        > Tak na dobrą sprawę już teraz czasem czuję się jakbym miała 3-dzieci bo choć na co
                        > dzień mama jest jeszcze w miarę samodzielna to miewa różne "odpały".

                        Masz trzy osoby do opiekowania się nimi- dwoje dzieci i mamę, a nie- troje dzieci. Skąd wzięłaś pomysł, że opiekować się należy wyłącznie własnymi dziećmi i opisujesz mamę przez "dziecko"? Nie wiedziałaś, ze rodzicem też się należy kiedyś tam zaopiekować? To Ci dołożę- może i mężem trzeba będzie się jeszcze zaopiekować. albo i samotną ciotką...
                        Co zaś do mamy- mama miewa różne odpały, bo każdy miewa takowe, tylko każdy inne. NIE MA LUDZI IDEALNYCH.

                        Konkludując: stawiasz opór "BO TAK". To jest Twój problem. Prawdopodobnie jest to Twoja główna strategia życiowa. Która to strategia zaczyna Cię niszczyć. Albo co z tym zrobisz, albo napięcie z tym związane zrujnuje Ciebie samą i Twoją rodzinę.
                        (Napisałam Ci to już w moim pierwszym poście. )
                        • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 09:11
                          "Nie wiedziałaś, ze rodzicem też się należy kiedyś tam zaopiekować?"

                          Chyba to do mnie nie docierało a jak dotarło już to zaczęło przerażać. Z mężem się dogaduję. Z matką nie dogadywałam się nigdy. I to, że nie mogę od niej uciec i mieć szansę na życie bez jej cienia jest okropne. Jakkolwiek okrutne to zabrzmi.
                          • zuzi.1 Re: do niczego 24.05.15, 09:25
                            Mozesz sie od matki emocj. odseparowac, pomoglaby Ci w tym terapia. Wowczas zajmowanie sie nia, nie kosztowaloby Cie tyle emocji. Robilabys swoje i nie przejmowala sie tym jaka ona jest i co robi. Poza tym masz siostre, wiec dziel sie z nia obowiazkami nad matka, nie daj na siebie wszystkiego zrzucac.
                            • angiz Re: do niczego 24.05.15, 09:37
                              Ależ autorka nie jest obciążona tym co inni na nią "zrzucają" tylko tym, co sama uważa że "musi, bo tak wypada".
                              To ona w swojej głowie sobie wymyśla presje, obsesje, przymusy. A z siostrą pewnie nawet słowa nie zamieniła na temat podziału ewentualnej przyszłej opieki nad matką , itd.
                              Uwielbia się taplać we własnych potworach, a na zewnątrz udawanie.
                              Musiałaby ściągnąć swoje maski i zacząć mówić co naprawdę czuje, i tego się autorka sama boi- że ktoś zobaczy ją w środku. Woli się chować za tematami zastępczymi typu obżeranie się, lekomaństwo, trudne dzieciństwo itd.
                              • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 09:52
                                Wkurzasz mnie. Mam dobry kontakt z siostrą i temat opieki nad matką z nią poruszałam ale fakt, nic konkretnego z tego nie wynika. Siostra mieszka w innym mieście więc jest poniekąd "odseparowana" od problemu. Do opieki nad matką też się raczej nie garnie bo ma względny spokój i tego by się chciała trzymać. Nie winię jej choć ma już dorosłe dzieci i mieszka sama więc teoretycznie byłoby jej łatwiej.
                                Nie obżeram się.
                                • verdana Re: do niczego 24.05.15, 10:06
                                  A ja mam wrażenie, ze nie dostajesz tu żadnych rad, tylko kolejne, uzupełniające pouczenie "musisz". Jesteś zmęczona, pracujesz, masz małe dzieci i chorą matkę - cóż, musisz znaleźć czas i isć na terapię. Kolejny obowiązek, kolejna rzecz, której nie zrobisz, choć powinnaś. Masz tendencję do zamartwiania sie (wiele osób ma, ja np.) - powinnaś to przepracować i zmienić swój charakter, ten, który masz, jest nie do przyjęcia. Nie lubisz matki i nie masz ani ochoty, ani chęci się nią zająć - cóż, powinnaś przemyśleć sprawę, mama jest niczemu nie winna ,że chora, inni potrafili sie zająć matką i małymi dziećmi (pytanie, czy przy tym pracowali na cały etat) , to i Ty to zrobisz. Problem w tym, że największym Twoim problemem jest życie w stresie, życie w ciągłym "musisz" i poczuciu winy, ze nie jesteś w stanie być idealna. Tu dostajesz pouczenia, rady + trochę hejtu i wszyscy przekonują Cię,że jednak idealna być musisz. Że musisz zmienić swoje życie - aby móc wszystko ogarnąć i zostać radosną optymistką.
                                  Wybaczcie mój klatchiański - jedyną, ku..., dobrą radą jest powiedzieć sobie "Nie muszę". Nie muszę schudnąć, trudno, niektórzy są grubi. Jestem w trudnym momencie życia, nie czas na odchudzanie, będę pilnować, by nie utyć i tyle. Nie czas na uczenie sie bycia łagodną i wyrozumiałą - niektórzy ludzie czasem wybuchają - i świat sie nie wali. Mówimy o tym dzieciom otwartym tekstem "Jestem teraz zdenerwowana i zmęczona, jak czasem wrzasnę za bardzo, to nie bierz tego do siebie i nie przejmuj sie za bardzo". U mnie działało. I bez pracy nad sobą przestałam wybuchać jak dzieci podrosły, a ja nie padałam na pysk. Nie musisz martwić sie braniem matki do siebie - poszukaj możliwie najlepszych domów opieki.
                                  I powiedz mężowi, ze niezależnie od sytuacji finansowo-logistycznej, wyjeżdżasz na tydzień raz w roku. Sama. Choćby sie waliło i paliło.
                                  Innymi słowy, przestań pracować nad sobą, aby być lepsza, popracuj nad innymi, aby Tobie było lepiej.
                                  • vilez Re: do niczego 24.05.15, 10:25
                                    Jeśli ktoś się sam z sobą męczy, to jest to wystarczający powód, by zacząć coś z tym robić. I tak, warto zmieniać swoje życie - tak, by się ze sobą męczyć mniej.

                                    Nie wiem, czy zauważyłaś, ale ja np. nie pisałam autorce że musi schudnąć (lub pilnować wagi), ani że nie ma wybuchać ani że ma być idealna. Przeciwnie, uważam, że nadwaga nie jest problemem, ani wybuchy ani nie bycie idealną.

                                    Nie wiem, czy zauważyłaś, że nie pisałam o osobistej opiece nad matką, tylko o zorganizowaniu opieki.

                                    Mam poczucie, że dyskutujesz z wymyślonymi fantomami.

                                  • pade Re: do niczego 24.05.15, 10:38
                                    Nad innymi??
                                  • igge Re: do niczego 24.05.15, 11:39
                                    Verdana słusznie zwraca uwage na podejście do życia pt JA MUSZË. To wyniszczajáce podejście i siostra autorki go jak widać nie przejawia choć obiektywnie byłoby jej łatwiej. Mnie pomogło bardzo podejście do życia typu JA CHCË i prawie nic nie muszë.
                                    Do takiego podejścia potrzebne jest uważne przyjrzenie sië swojej hierarchii wartości i praca nad niä. Jak jest sens ( lub sensy :)) życia i postěpuje siê w zgodzie ze sobä i swoja prawdziwä.hierarchiä wartości wtedy jest ciut łatwiej i szczêśliwiej. Ale uporzädkowanie wartości plus i przewartościowanie pewnych spraw i duuuuża dawka akceptacji dla tego co los przynosi.pomaga.s
                                    • angiz Re: do niczego 24.05.15, 11:52
                                      W przypadku mojej znajomej dopiero zmiana środowiska poskutkowała, roczny wyjazd i zajęcie się tylko sobą i mężem. Dopiero po radykalnym odcięciu się była w stanie spojrzeć z dystansu na swoje własne zachowania i ich skutek.
                                      Wcześniej nic do niej nie docierało, zafiksowała się tak na poczuciu "ja przecież muszę ale bardzo nie chcę" że niby te obowiązki wykonywała ale z taką wścikłością że LEPIEJ by było gdyby poszła w cholerę i się tym nie zajmowała. Robiąc coś z pozycji wku...onego i zdołowanego "znowu ja muszę" zamiast "świadomie chcę choć pewniej wygodniej by było olać" -kontynuuje się zło i nikomu tak naprawdę nie pomaga.
                                • pade Re: do niczego 24.05.15, 10:10
                                  Nie jest odseparowana, tylko tak samo zobowiązana jak Ty.

                                  A nie przyszło Ci na myśl, żeby pójść do psychologa i porozmawiać wyłącznie o tym problemie? Bo widać, że jesteś tym przerażona.
                          • vilez Re: do niczego 24.05.15, 10:11
                            Gdyby pomoc innym zależała od tego, czy ich lubimy/dogadujemy się z nimi, to świat zamieniłby się w dżunglę.
                            Trzeba wiedzieć kiedy wyłączyć (trywialne) emocje typu: "wyobrażałam sobie życie inaczej", "a inni mają lepiej", "a ona mi kiedyś powiedziała, że..." i przejść na inny poziom działania. Po prostu.
                            Emocjami też można zawiadywać, brać za nie odpowiedzialność.

                            Nie trzeba uciekać od matki, by się uwolnić od złych wymiarów relacji. Wystarczy nie definiować swojego życia przez te relacje. To wszystko leży w Twojej i tylko w Twojej gestii.

                            Noie widzisz, ze wszystkie wymiary życia u Ciebie się "zawijają" do Ciebie samej? Nie potrafisz zobaczyć sprawy opieki nad matką poza tym odnoszeniem tak bardzo do siebie? Sorry, ale na mnie to sprawia wrażenie potężnego egotyzmu. Nie jesteś pępkiem świata, nie jesteś centralnym puntem odniesienia wszystkich spraw. To musi być straszne, tak się ciągle zawijać do siebie. Nie masz czasami ochoty uciec od siebie takiej k'sobnej?
                            • verdana Re: do niczego 24.05.15, 10:53
                              No i znowu - jesteś niedobra, widzisz siebie, zamiast widzieć innych.
                              Dziewczyna ma pracę, dwoje małych dzieci na głowie cały czas, a Ty jej wmawiasz, że powinna zastanowić sie i zacząć myśleć o innych. Moim zdaniem powinna zacząć myśleć o sobie. O sobie, jako kimś, kto własnie nie musi wszystkiego, MA PRAWO mieć kompletnie dosyć, ma prawo nie chcieć mieszkać z nielubianą, jeszcze przed chorobą matką. I ma prawo martwić sie O SIEBIE. To jest największy problem - Autorka myśląc o sobie ma wyrzuty sumienia, a Ty jej mówisz, że powinna mieć znacznie większe, bo w chorobie mamy ważna jest mama, a nie ona. Nieprawda.
                              Autorka własnie jest nieważna dla samej siebie, nie daje sobie prawa do myślenia, ze nie musi wszystkiego. Ty zaś mówisz jej, ze jej obowiązkiem jest myśleć o innych, a gdy czuje, że czegoś nie może - to jest egoistyczna.
                              • angiz Re: do niczego 24.05.15, 11:22
                                Ja tu widzę osobę, która jest tak skupiona na sobie i myśleniu o tym że coś musi, że prędzej doprowadzi się do ciężkiej choroby niż powie spokojnie wprost, że czegoś (z tych swoich "muszę") nie chce robić i faktycznie odpuści robienie tego. Woli uciec w chorobę niż podjąć decyzję o przeorganizowaniu swojego życia i odpuszczeniu narzuconych przez siebie samą obowiązków wobec innych.
                                Boi się co ludzie powiedzą jak się rozbierze na basenie, boi się co ludzie powiedzą jak nie będzie do dyspozycji matki, boi się ocen przez innych, skupia się na "bo jak JA będę wyglądać jeśli się pokażę od prawdziwej strony i powiem innym co naprawdę myślę".
                                I owszem, jest to skupienie na sobie i obronie swojego satus quo. Inni którymi teoretycznie "się zajmuje" zamartwiając się nimi, są tylko pretekstem. I owszem, nie zmieni się nic dopóki autorka nie odpuści zajmowania się nie tym co trzeba, jednak jej niechęć do zmian jest na tyle duża, że najpewniej nie podejmie/nie wypowie żadnej konkretnej decyzji, woli gromadzić w sobie frustracje i doprowadzać się do choroby, bo wtedy może ci inni zmienią jej życie i nie będzie na nią.
                                Czuje się jak w kieracie, ale sama sobie ten kierat na szyję założyła i nikt za nią go nie zdejmie.
                                • verdana Re: do niczego 24.05.15, 11:32
                                  No, coś w tym jest. Ale to chyba typowe dla DDA.
                                  • angiz Re: do niczego 24.05.15, 11:38
                                    No od początku mówię, że autorka ma zachowania bardzo typowe dla schematu.
                                    Wyjście z tego też jest typową drogą, bogato opisaną w literaturze. I bez jej chęci do zmiany swoich zachowań i interpretacji rzeczywistości, jej rzeczywistość będzie coraz większym koszmarem. Albo rybki albo.. Jeśli nie zrobi tego kroku to trzaśnie jakąś poważną chorobą, bo skumulowany stres,frustracja i agresja zawsze rozwalają organizm fizycznie.
                                • adorra0 Re: do niczego 24.05.15, 12:16
                                  > Boi się co ludzie powiedzą jak się rozbierze na basenie, boi się co ludzie powi
                                  > edzą jak nie będzie do dyspozycji matki, boi się ocen przez innych, skupia się
                                  > na "bo jak JA będę wyglądać jeśli się pokażę od prawdziwej strony i powiem inny
                                  > m co naprawdę myślę".
                                  Moim zdaniem to akurat może wynikać z lęku przed oceną i odrzuceniem.
                              • vilez Re: do niczego 24.05.15, 13:12
                                Nie napisałam tego, co mi imputujesz. Po pierwsze, gdzie masz: niedobra? Po drugie, gdzie: "masz myśleć (wyłącznie) o innych". Po trzecie, gdzie masz, że mama jest ważniejsza. Czytasz przez siebie, Verdano (intentio lectoris), warto sobie z tego zdawać sprawę.

                                "Zawijanie się do siebie"- bo o tym napisałam, jest czymś nadmiarowym, czymś co fałszuje relacje z innymi, co stawia na głowie relacje ze światem.
                                Nie, nie mama jest najważniejsza, wszyscy są ważni, mama zaś jest w potrzebie i trzeba temu sprostać, co bynajmniej nie oznacza rezygnacji z siebie. Autorka powinna to rozwiązać tak, by nie czynić świata i innych ludzi funkcją siebie, ale by znaleźć także dla świata i innych właściwie miejsce. Da się. Upominam się o równowagę, z którą ma ewidentny problem.
                                Stosujesz teraz klasyczną grę o sumie zerowej- ze jak się zajmie mamą, to się nie zajmie sobą. Absurd. Chodzi o to, by się zająć wszystkimi, którymi zająć się powinno, w tym i sobą. W równowadze.

                                Co do tego, ze si powinno- tak, uważam, ze się powinno sobie pomagać. Wynika to z naszej socjalności. Rodzina zaś to podstawowa komórka socjalna. Rodzice dzieciom, dzieci rodzicom, rodzeństwo-sobie wzajem. Tak uważam, i sądzę, że są to poglądy cywilizowane i nie nadmiarowe.

                                Nie uważam, że autorka jest dla siebie nieważna, uważam przeciwnie- tu się różnimy. Napisałam, dlaczego tak uważam (czyli świat i innych funkcją siebie, co nie jest zdrowe, i co ją samą zaczyna męczyć i niszczyć). . Pozwolisz, że pozostanę przy swoim zdaniu.

                                Między "nie móc" a "nie chcieć": jest różnica- i tę różnicę polecam.
                                Na "nie móc" będącego pochodną "nie chcę" może pomóc terapia- co też polecam.

                                • verdana Re: do niczego 24.05.15, 13:27
                                  Nie, to Ty podajesz siebie za przykład - Ty zajmowałaś się chorymi rodzicami, kiedy miałaś małe dzieci. Czyli pokazujesz, ze się da. Ty możesz, każdy może, choroba czasu nie wybiera. Autorka, która tego nie chce, jest egocentryczna, bo nie skupia sie na chorej matce, tylko na tym, jaki wpływ choroba matki wywrze na nią. Innymi słowy, niedobra jest , albowiem w jezyku polskim "egotyczne", "egocentryczne" nacechowane jest negatywnie.
                                  Absolutnie to, co teraz pisze Autorka nie jest czymkolwiek nadwymiarowym, tylko prawdą. Masa ludzi tak reaguje, tylko nie wypada tego mówić na głos. Trzeba udawać, że sie współczuje choremu, nie sobie. Takie tabu, które wydajesz sie popierać. Oczywiście, nie wszyscy tak reagują, ale reakcja złości czy skupienia się na sobie i swoich kłopotach - szczególnie w przypadku osoby niezbyt lubianej, o którą nieszczególnie się boimy, jest hm... normalna? Nie upominasz się o równowagę, tylko o reakcję jak z podręczników szkolnych dla grzecznych dzieci - jak mamusia zachoruje przed wycieczką to radośnie nie jedziemy, pomagamy mamie. A nie jesteśmy na mamę wściekli, bo to brzydko. Takiego uczucia mieć nie wolno.
                                  Tak, rodzina powinna sobie pomagać, ale do momentu, gdy jest to możliwe. Jesli pomoc matce oznacza, ze nasze dzieci nie będą miały co jeść - trzeba jednak znaleźć inny sposób, niż poświecenie dzieci. Można nie chcieć poświęcać dzieci dla nielubianej matki i nie potępiłabym tego stanowiska.
                                  Ps. Znam panią, która w imię "trzeba pomagać" wróciła z emigracji do Polski, zajmuje sie od trzech lat matką, dziecko widuje co sześć miesięcy - dzieckiem zajmuje się dalsza rodzina, też w imię pomagania. Wszystko jest Ok? Wszyscy sobie pomagają, wszyscy poświęcili sie dla rodziny, tylko dziecko jest ofiarą. No, ale nikt wyrzutów sumienia nie ma, przecież każdy sumiennie wypełnia obowiązki. Tylko dziecko cierpi.
                                  • pade Re: do niczego 24.05.15, 14:43
                                    Podpisuję się obiema rękami.
                                  • nienadajesie Re: do niczego 24.05.15, 18:23
                                    Tak, dość dobrze to wszystko opisałaś. W końcu wyrwałam się ze związku z matką i zaczęłam żyć swoim życiem. I jeszcze się tym nie nacieszyłam a już ta z trudem wywalczona autonomia jest zagrożona. Tak, jestem zła i mam poczucie krzywdy.
                                    Ponieważ relacje z matką są dla mnie trudne to obawiam się swojego funkcjonowania jeśli by z nami zamieszkała. Pisałam, że nie zawsze kontroluję swoje emocje a w towarzystwie matki przychodzi mi to zdecydowanie najgorzej. Chcę chronić swoje dzieci i swoje małżeństwo.
                                    • verdana Re: do niczego 24.05.15, 22:23
                                      Nie obawiaj się. Powiedz sobie, że nie jest możliwe, aby matka z Wami zamieszkała. Bo nie jest.
                                      • vilez Re: do niczego 25.05.15, 18:12
                                        Można wynająć dla mamy mieszkanie obok.
                                        Jest wiele możliwości i rozwiązań. Najpierw trzeba jednak chcieć o tym pomyśleć.
                                    • miedzymorze Re: do niczego 25.05.15, 00:23
                                      Według mnie to proste - Twoja rodzina (dzieci i mąż) jest dla Ciebie najważniejsza, i tak powinno zostać. I nikt (nawet Ty sama ;) nie może od ciebie wymagać, żebyś zniszczyła swoją rodzinę przez fałszywy przymus opieki nad mamą. Są inni ludzie którzy mogą się tego podjąć. Nie katuj się rozważaniem czarnych scenariuszy i wdrukowywaniem sobie wizji mamy mieszkającej u Ciebie - bo się zafiksujesz na tym jako jedynym możliwym rozwiązaniu. Twoja mama miała całe życie na nawiązanie dobrych relacji z Tobą i innymi osobami z rodziny, nie jesteś odpowiedzialna za to jak ż yła i nie musisz ponosić konsekwencji jej wyborów.

                                      trzymaj się,
                                      pozdr,
                                      mi
                                  • vilez Re: do niczego 25.05.15, 17:56
                                    To, że masa ludzi tak myśli, to nie jest mój problem, Verdano. To jest ich problem.

                                    Uczucie złości na rodziców z powodu, że się trzeba nimi zająć, wydaje mi się nadmiarowe. I nieetyczne. Bo wynika z określonej postawy wobec problemu. Negatywnej. Co nie znaczy, że takiego uczucia nie wolno odczuwa- nigdzie czegoś takiego nie napisałam. Nie dyskutuję z faktami. Ale mogę odnosić się do tych faktów.

                                    Nigdzie nie napisałam, że trzeba sobie pomagać, gdy to jest niemożliwe. Kolejne dopowiedzenie.

                                    Nigdzie nie pisałam, że trzeba poświęcać dzieci. Jw.

                                    Generalnie- dziwne dopowiedzenia.

                                    • verdana Re: do niczego 25.05.15, 21:11
                                      Ależ oczywiście, że to nie jest Twój problem. Ale to nie znaczy,że jest to nienormalne, dziwne, rzadkie, czy po prostu złe. Nagle zaczynasz oceniać uczucia jako etyczne albo nieetyczne. Człowiek ma mieć uczucia tylko prawidłowe, idealnie adekwatne do sytuacji, szlachetne, resztę powinien tłumić czy sie ich wstydzić, nie przyznawać sie, że je ma. Nie wolno, nawet myśli winny być ino szlachetne.
                                      Nie , uczucia, zaręczam Ci nie wynikają z postawy. Jak mi dziecko sie rozchorowało na dzień przed wyjazdem z dziadkami i musiałam, zamiast odpocząć, zostać z nim, w ciąży - to byłam wściekła. Na dziecko też. Irracjonalnie. Wstydzę sie? Ależ skąd. Nie cholery sie nie wstydzę, wolno mi. Nie wolno mi zlać dziecka , bo zachorowało, ale zła, rozczarowana mam prawo być jak najbardziej. Uznanie,że sie nie ma prawa do uczuć i należy udawać, że sie ich nie ma jest bardzo opresyjne.
                                      • vilez Re: do niczego 26.05.15, 08:15
                                        Nie uczucia są złe, tylko postawy z których wynikają. To jest zasadnicza różnica. Tak twierdziłam zawsze, nie tylko w odniesieniu do tej akurat sprawy- zatem nie ma tu "nagle".
                                        Kolejny raz też piszę, w kolejnym wątku, że nigdy nie pisałam o tłumieniu uczuć. Przeciwnie- gdy się pojawiają, lepiej żeby się wydostały.
                                        Wolno Ci być wkurzoną. Nigdzie nie pisałam, ze nie wolno.
                                        Wolno natomiast również przemyśleć, co jest takiego w nas, że akurat takie uczucia się w nas pojawiają. Ale można też i nie robić z tego sprawy, i ja bym tak zrobiła, bo to nie jest specjalna sprawa, no chyba, że chodzi o uczucia mordercze ;) Generalnie- znam uczucie złości czy irytacji na sytuację, bo jestem złośnik sytuacyjny :-) (postawić mnie w kolejce, to gwarancja eksplozji) . Biorę je w pakiecie, i nie stanowią dla mnie problemu, po prostu- są. Chyba jednak nigdy- przynajmniej nie pamiętam- nie kierowałam takich uczuć do osoby. Mogłam być wkurzona na pociąg, na kolejkę w aptece i w szpitalu do pierdyliona drzwi, ale wobec osoby- nie. Jakoś tak mam. Może dlatego, że sama często wymagałam opieki i pomocy, i byłoby mi bardzo przykro, gdyby ktoś był na mnie zły z tego powodu. Nigdy nikt mi nie dał odczuć czegoś takiego.
                                        Wstyd to akurat coś, co mi oblatuje w tej materii, więc poza tematem
                                        Słowem- cały wpis to kompletne nieporozumienie. Bo ja naprawdę nie o tym.

                                        Ja o postawie i jej PODSTAWACH. Uczucia są tylko konsekwencją. I nie o uczucia chodzi, ale o realne skutki sytuacji- czy się pomoże rodzinie, czy nie.
                                        • verdana Re: do niczego 27.05.15, 20:35
                                          Ależ ja wiem, dlaczego we mnie pojawia się złość. Z rozczarowania albo z przemęczenia. Wiem, ale to na uczucia nie wpływa. I daję sobie prawo do bycia straszliwie wq..., bo np. być moze nie będę miała wakacji z powodu choroby kogoś z rodziny, co nie przeszkadza, ze z miłym uśmiechem mu pomogę:) I ja się wściekam czasem na osobę, nie tylko na sytuację, przy czym to trochę zależy od wielu czynników, których nie będę na forum opisywać.
                                          W wypadku autorki jednak dla mnie racjonalna jest złość na matkę - to osoba, z którą jak widać już dawno były zatargi, a teraz okazuje sie, że szlag trafi własne uporządkowane życie. Trudno zaprzeczyć, że można wściekać sie na matkę, która najwyraźniej nie była najlepsza, a teraz okazuje się, że to sie nie liczy - dobra, zła, zająć sie trzeba.
                                          • miedzymorze Re: do niczego 28.05.15, 10:04
                                            Ale zdaje się że właśnie w wątku obok dyskutujemy tezę, że nie ma żadnego 'trzeba' - a już na pewno nie w przypadku złego rodzica. Pomaganie ma sens kiedy mieści się w zakresie możlwości danej osoby/jej rodziny.

                                            Mam wrażenie, że to jest taki kobiecy problem w takich kleszczach- trochę pozłoszczą się (słusznie), ale z tej złości nie wynika nic dobrego i konstruktywnego, bo potem wchodzą w kierat i w nim drepczą.

                                            Serdecznie kibicuję autorce, żeby się sama do kieratu nie zapędziła ;)

                                            pozdr,
                                            mi

    • molly_wither Re: do niczego 23.05.15, 15:42
      Jesli to Tobie pomoże to powiem,ze to co opisalas to nic nowego, standard:) Tak ma wielu z nas. Trzymaj sie cieplutko.
    • ada1214 Re: do niczego 23.05.15, 19:29
      Już będąc w liceum założyłam sobie, że żyję do 30 i potem "żegnam". Jakoś właśnie w tym okresie poznałam mojego męża, wyprowadziłam się od mamy (wtedy już wdowy) i urodziło się nam dziecko. Wraz z narodzinami córki zamknęła mi się furtka "żegnam", która była takim jakimś zaworem bezpieczeństwa i pozwalała żyć bez lęku

      No to moze musisz znalezc sobie jakis inny zawor bezpieczenstwa...
      Cos, co bedzie Twoim azylem, oaza, Twoim miejscem wytchnienia. Sama musisz okreslic, co to mogloby byc. Czy jakas osoba, czy idea, czy religia; niektorzy tez zabijaja egzystencjonalne leki wolontariatem, inni na przyklad wysilkiem fizycznym na granicy wytrzymalosci.
      Oczywiscie zawsze warto sie przebadac wzdluz i wszerz, niektore schorzenia moga dawac objawy psychosomatyczne.

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: do niczego 24.05.15, 22:24
      Oczywiście terapia byłaby, w Pani przypadku, przydatna. Polecałabym grupową. Bywają również i takie na NFZ. Być może oddziaływanie terapeutyczne przyspieszyłoby proces zmiany i przyniosłoby Pani ulgę. Ulgę w postrzeganiu siebie , jako osoby bardziej potentnej i mającej wpływ na własne życie. Bo mam wrażenie, że tego Pani właśnie brakuje. Poczucia wpływu.
      Najprawdopodobniej wynika to z natury Pani osobowości. Najprościej nazwać ją pesymistyczną i zależną. Zdarzenia życiowe w Panią bardziej uderzają niż Pani nimi steruje. Takie jest, jak mniemam, Pani uczucie.
      Jednak terapia , choć pomocna, nie jest jedyną opcją zmiany.
      Warto samej przyjrzeć się temu co Pani sobie robi. Podkreślam: sobie.!
      Mama zaczyna gorzej funkcjonować, a Pani już jest na etapie brania jej do swojego domu i utraty autonomii z tym związanej. To wszytko rozgrywa się w Pani fantazji. Takiej rzeczywistości jeszcze nie ma , ale już ona zatruwa Pan życie. Nie dziwię się, że czuje się Pani zmęczona. Takie myślenie obciąża na równi z obowiązkami domowymi. Nad tym trzeba pracować. Nawet samej i drobnymi krokami. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • bianka02 Re: do niczego 27.05.15, 18:32
      Mialam nie pisac ale poniewaz bardzo dobrze Cie rozumiem postanowialm napisac pare slow.

      Mialam podobnie podobnie zycie mi ciazylo czulam sie jak w ciaglej zalobie. Pochodze z DDD czego wczesniej nawet sobie nie uswiadamialam a potem kiedy juz to do mnie dotarlo wypieralam.

      Ja bardzo nie chcialam czuc sie tak podle postanowilam zrobic wszystko zeby poprawiac swoja jakosc zycia. Udalam sie na terapie. Wiele razy chcialam zrezygnowac wiele razy mowilam ze to nic nie daje i ta cala psychoanaliza do niczego nie prowadzi ze sie nic nie zmienia w moim zyciu a ja czuje sie gorzej...tak bylo przez rok.

      Potem moje zycie sie zawalilo jednak z terapii nie zrezygnowalam.

      Dzis jestem zadowolona.Moge pochwalic sie wieloma sukcesami.Kiedy zaczelam terapie moje dzieci byly male. Dzis starsza corka ma 16 lat a ja mam z nia wspaniale relacje. Jest to dla mnie ogromna radosc.Terapia poprawila moja jakosc zycia i jakosc zycia moich dzieci. Wyciagnelam wnioski,pracuje nad soba.Nie jest to latwa sprawa to dlugoletni proces ( u mnie trwa 6 rok) ale warto.

      • skyler-white Re: do niczego 29.05.15, 13:08
        Potem moje zycie sie zawalilo (..)

        co przez to rozumiesz?
        • bianka02 Re: do niczego 29.05.15, 19:14



          skyler-white napisała:

          > Potem moje zycie sie zawalilo (..)
          >
          > co przez to rozumiesz?

          Przeszlam rozwod. Bardzo ciezkie doswiadczenie wrogowi nie zycze takich przejsc.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka