prośba o wsparcie

01.03.16, 14:13
Jak wiecie jestem na terapii. Wiele spraw mam do przerobienia ale postęp jakiś jest. Coraz więcej rzeczy rozumiem widzę i zmieniam myślenie i zachowanie. Bylo bardzo źle ze mna. Potem poprawa. A teraz od kilku dni znów źle mi. Tyle nerwów kosztuje mnie zmiana zachowania i myślenia i nie obwiniania się. Tak ciężko mi rozstać się z magicznym myśleniem ze jednak moja mama i siostra będą dla mnie dobre gdy ja zrobię to czy tamto. Albo co gorsza jak tu przestać się obwiniać , że one są takie po.prostu i to nie moja wina. Bo gdzieś w środku jest ta dziecinna nadzieja, że kiedyś mnie pokochają..
Teraz jest źle bo rozluźnia mocno więzi. Co w.przypadku matki jest trudne bo mieszkamy pod jednym dachem na osobny h piętrach. Czasem nie widzimy się kilka dni. Jak ja przestałam tam latać i skakać wokół niej to i ona nie przychodzi nawet do wnusia :) co mnie i trochę smuci bo ta miłość babci do wnuka okazuje się być tez dziwna..I cieszy bo mam głęboką potrzebę coraz większego rozluźnia nią relacji.
Ale jestem klebkiem nerwów. I nie ze jakoś wrzeszcze . Po.prostu mam zimne dłonie i stopy poce się. Mam scisniety żołądek. Boje się nawet iść do pracy. Mam tak straszna pustkę w sobie ( uważać musze żeby jej nie zajadać). I tak niskie poczucie własnej wartości i niska samoocenę. Źle mi samej ze sobą.
Doradźcie proszę czy może jakieś leki włączyć? Albo brać jakieś suplementy? Chodzę na siłownię i tam te emocje na ciężarach wyladowuje ale mimo wszystko cała się dziś trzęsę. Czy to normalne?
    • ola_dom Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 14:22
      A co mówi terapeut(k)a? Rozmawiałaś o tym?
      Ja po swoim przykładzie wiem, że były momenty, że odechciewało mi się wszystkiego, dopadał mnie totalny bezsens życia, bezsens terapii, wszystkiego po prostu, kompletna beznadzieja. A potem mijał. I to zdaje się jest w miarę "normalny", czy raczej typowy objaw. Chyba trzeba przeczekać, ale może terapeuta coś na to poradzi?
    • mytoya Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 14:39
      Terapeuta wie o tym. Uspokaja i mowi ze tak ma być. Ze terapia działa. Ale ja się boję, że znów wpadnę w depresję. Ze zacznę się znowu obżerac i spać całymi dniami. Bardzo się tego boje. Prosiłam o leki ale moja terapeuta twierdzi ,że ich nie potrzebuję.
      • ola_dom Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 14:50
        mytoya napisała:

        > Ale ja się boję, że znów wpadnę w depresję. Ze zacznę się znowu obżerac i spać całymi dniami.

        Jesz magnez? Dużo magnezu, w końskiej dawce powinno pomóc choć trochę.
        Obżerałaś się słodyczami, czy tłusto, słono - czy tak, czy tak?
        • mytoya Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 18:57
          Olu biorę magnez i Wit. D ale może za mało.
          Objadalam si głównie kanapkami i fast foodami a potem dopychalam się słodyczami.
          Moja terapeutka powiedziała ze jak mi to wraca to jest to rodzaj zapełniają pustki, niszczenia siebie i autoagresji. Na ogół tak się dzieje wieczorami..jak ucichnie dom..zjadam.kolacje potem druga i coś tam jeszcze. Dlatego słodyczy nie ma w domu. Ale tyle miesięcy udawało mi się jeść normalnie i chudlam..dodawalo mi to siły i skrzydeł. A teraz jak znów ciut przytyłam to mi źle, czuje ten tłuszcz na sobie i jakieś takie uczucie porażki. Trochę nie mam siły z tym walczyć, brakuje sił. Matka mnie kiedyś bardzo kontrolowała poprzez jedzenie. Ciągle mi odcinają, komentowała. Często nie pozwalała jeść..np jakiś słodkości ale.to było gdy nie byłam gruba, tylko zdrowa i zgrabna. Wiec czasem a potem coraz częściej jadłam w ukryciu żeby nie gadała . Bo np. Kolacji to już nie.powinnam jeść jak byłam nastolatka a ja miałam bardzo aktywne życie i aktywne popołudnia i wieczory. No i byłam głodna.
          • ola_dom Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 19:32
            mytoya napisała:

            > A teraz jak znów ciut przytyłam to mi źle, czuje ten tłuszcz na sobie i jakieś takie uczucie
            > porażki. Trochę nie mam siły z tym walczyć, brakuje sił.

            Domyślam się, miewam podobnie.
            Ale czy ten brak sił nie wynika też z pory roku? Która jest dość trudna, jakby nie było. Chodzi mi o to, żeby trochę "zwalić winę", bo kiedy obwiniasz siebie i obarczasz porażką, to na pewno Ci nie pomaga. Moim zdaniem najważniejsze w takich razach to sobie odpuścić, tzn. kiedy zdarzy Ci się pojeść, to trudno. Dziś się zdarzyło, a jutro nie musi się zdarzyć i to nic wielkiego. Dla mnie to jedyna metoda, żeby nie wpaść w kołowrotek zajadania, poczucia winy z zajadania i zajadania poczucia winy.
    • nammkha Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 16:03
      Z tego co wiem to w trakcie terapii, która jest skuteczna powinno nastąpić pogorszenie, to dobry objaw tak jak twierdzi Twoja terapeut(k)a. Jeśli twierdzi, że nie potrzebujesz leków to warto zaufać. Trzymaj się, musisz wytrzymać. To co czujesz nie będzie trwało wiecznie! Pamiętaj, że piękny lotos wyrasta na bagnach:)
      • ola_dom Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 16:30
        nammkha napisała:

        > Trzymaj się, musisz wytrzymać. To co czujesz nie będzie trwało wiecznie!

        No dobra, ale jak się ma tendencje do zajadania depresji, to "musisz się trzymać" niekoniecznie wystarczy, warto się jakoś wspomóc w tym okresie, nawet jak ma się świadomość, że to nie potrwa wiecznie. Bo to jest niestety koło zamachowe i do tego zamknięte. Mytoya dzielnie walczy(ła) z nadwagą, utrata tego, co osiągnęła, nie pomoże jej teraz.
        • nammkha Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 18:52
          Hmmm,
          Jeśli mytoya jest na terapii, pracuje nad sobą to być może doszła już do tego etapu, na którym rozróżnia emocje negatywne od pozytywnych i uczy się powoli jak to robić, aby odczuwać te pozytywne. I wie, że zajadanie stresu i depresji prowadzi tak na prawdę do eskalacji uczucia depresji i stresu. A zatem, powinna już dojść do wniosku, że to ona decyduje o tym jak się czuje - czy chce być szczęśliwa i nie zajadać, czy chce być smutna i zajadać. Prosty wybór. Oczywiście do najprostrzych wniosków prowadzi najtrudniejsza droga pełna potknięć zapewne.
          • mytoya Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 19:37
            Jeszcze niestety nie umiem odróżniać tych emocji. Narazie mnie trafiają jak pociski, zwłaszcza te negatywne i to tak ze nie mogę się ruszyć. Np. Wczoraj siedziałam 1.5 h w aucie i.nie mogłam ruszyć. Bo coś tam się stało i nic takiego strasznego.
            Wiem, że nie mogę zajadać, nie chce stracić tego co się dotychczas udało. Wiem ze to zajadanie spowoduje.poglebienie.depresji. ale co z tego, że wiem. Jak się nie potrafie opanowac. I udaje sama przed sobą ,.ze.nic.prawie nie zjadłam. Normalnie czuję jak wraca mi ten bezwład umysłowy wraca. Taki letarg motywacji..
            • zuzi.1 Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 20:01
              Mytoya trzymaj się, za jakiś czas powinno być łatwiej. Spróbuj może poczytać fajnego bloga i z niego czerpać pomysły na zdrowe jedzenie. Na blogu sa gotowe jadlospisy do wykorzystania i mnóstwo cennych inf.prozdrowotnych. Można zamówić nawet wlasna dietę dopasowana do własnych problemów zdrowotnych. qchenne-inspiracje blogspot com. Jesli zajadac to przynajmniej zdrowo. A może spróbuj poćwiczyć wieczorem, wtedy dostarczysz więcej endorfin do org. i nie będzie Cie tak ciagnelo do podjadania.
              • ola_dom Re: prośba o wsparcie 01.03.16, 20:13
                zuzi.1 napisała:

                > Jesli zajadac to przynajmniej zdrowo.

                Nie jestem pewna, czy to zadziała ;). U mnie nie działa, bo jest tak, że najpierw się napcham zdrowych zastępników, a potem i tak jednak MUSZĘ czekoladę, bo mnie nosi. I tym sposobem jestem zapchana pod korek.
                Raczej radziłabym:

                > A może spróbuj poćwiczyć wieczorem, wtedy dostarczysz więcej endorfin do org. i nie będzie
                > Cie tak ciagnelo do podjadania.

                Ja sama nie miałabym siły ćwiczyć wieczorem, ale bardzo dobrze pomaga jakieś inne zajęcie zajmujące ręce. Można robić na drutach, łupać orzechy, dłubać koraliki, kolorować kolorowanki - cokolwiek, co zajmie ręce i uwagę. Dla mnie to najskuteczniejsze, może u Mytoyi też się sprawdzi.
                • mytoya Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 00:08
                  O może.tak. może jakieś manualne zajęcie. Planuje na dole w.piwnicy zrobić coś ala.silownie i jak tylko będzie cieplej tam będę siedzieć wieczorami..znaczy ćwiczyć :))przynajmniej że nie będę bo daleko do.lodowki.
              • mytoya Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 00:12
                Zuzi mam ustalona. Zasady odżywiania.znam bardzo dobrze..gotuje zdrowo. Moja.lodowka.peka od.warzyw a schowek.od.warzyw i owoców (dla.syna głównie i męża ). Mięsa.tylko chude. Ryby. .nabiał. Mało węgli. 5 posiłków. I co.z tego jak po kolacji..tak sobie mowie.no to ciut sera. I z ciut.robi się pięć plastrów. A.potem.chce.mi.sie chleba..I masła. I jem ten chleb z masłem i żółtym serem aż.do napchania.
                No tragedia. Bo potem chce mi się.slodkiego. i ja się tak.napycham o 23 albo o.polnocy...
                .
                • verdana Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 13:22
                  Widzę problem, ale wcale nie taki, jak większość tu obecnych. To znaczy wcale nie problem z "zajadaniem" depresji i tym, ze w tej chwili znów zaczęłaś to robić, ale problem znacznie poważniejszy. Czujesz sie dobra, odpowiedzialna i "przyzwoita" tylko odchudzając się, odmawiając sobie przyjemności. Gdy tyjesz, zaczynasz źle o sobie myśleć. Nawet ser jest już przekroczeniem. Dobrze sie czujesz tylko wtedy, gdy nie tyle masz kontrolę nad jedzeniem , ile odmawiasz sobie tego, co lubisz. Założę sie, ze masz poczucie winy, ile razy zjesz coś, bo po prostu masz na to ochotę. Bo przecież przyzwoity człowiek jeść nie powinien, a jeśli już, to tylko to, co jest zdrowe - nie dlatego, że lubi. To jest spadek po odchudzaniu w dzieciństwie i wcale, ale to wcale taka samokontrola nie jest dobra, ani korzystna dla samopoczucia. Objadanie sie też nie - ale póki nie pozbędziesz sie poczucia winy za to, zę lubisz jeść, ani za każdy dodatkowy kilogram, będziesz całe życie żywić sie "od ściany do ściany". Pogadałabym z terapeutką nie o tym, jak przestać jeść i wrócić nad dietę, ale jak nauczyć się jeść normalnie, bez diety, pozwolić sobie na szaleństwa i nie zamartwiać sie każdym kilogramem.
                  • mytoya Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 15:03
                    Verdano..dokładnie tak się czuje. Nawet.nie umiałam tego ubrać w słowa w myślach. Matka całe życie kontrolowała to jedzenie. Ciągle odgadywala, komentowała, docinała a nawet robiła awantury. I kurde. No boje się jeść. Strasznie się na tym.skupiam a był już taki okres jakiś czas temu , że nie z wracałam na to uwagi. Po prostu musiałam zjeść 5 razy i jadłam. Normalnie.
                    Poczucie winy mnie tu dobija bo też mam takie poczucie ze jak.przytuje znowu to matka wygra. Wyjdzie ,.ze jestem słaba i sobie nie radzę.
                    • verdana Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 17:10
                      Nie to, żebym była mądra, ale mnie, bardzo fajni i ogólnie w porządku rodzice odchudzali , kulturalnie i bez nacisku całe dzieciństwo. Wprawdzie nigdy się nie obżeram i jadam to , co lubię, ale każdy dodatkowy kilogram wzbudza we mnie atak paniki - nie, zę źle wyglądam, ale że jestem zła. I jem, to co lubię, ale z poczuciem winy. Więc po prostu wiem, co czujesz. Mnie to ogólnie mało przeszkadza, bo poza tym nie mam problemów, ale w Twoim przypadku należałoby to omówić z terapeutą, bo póki nie pozwolisz sobie na różne przyjemności , także dotyczące jedzenia, bez poczucia, ze coś jest nie tak, nie będziesz żyła zwyczajnie i bez okresowych głębokich dołów.
                      • zuzi.1 Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 20:57
                        Ale jaki byl powód odchudzania przez CALE dzieciństwo? Pierwszy raz słyszę o takiej sytuacji w normalnej, zdrowej rodzinie. Kropidlo byl glodzony cale dzieciństwo a Mytoya cale dziecinswo byla tresowana jedzeniem. Czy Ty naprawde Verdano miałaś fajnych rodzicow, czy tylko tak ich chcesz postrzegać, bo co zle wyparlas.
                        • zuzi.1 Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 21:55
                          Cos jest na rzeczy w temacie jedzenia u toksycznych, u moich teściów w lodowce zawsze max. 4 rzeczy, w tym swiatlo :/
                          • mytoya Re: prośba o wsparcie 03.03.16, 14:22
                            Często byłam głodna jako dziecko. Mało dostawałam jedzenia do.szkoly. Jak.bylam ciut starsza tak ok. 10 lat to zaczęli mi dawać drobne i mój posiłek to była drożdżowka i oranzada.
                            Śniadanie ok.7.20 i obiad ok. 17stej a pomiędzy jedna bula . Jak wracam ze.szkoly to byłam głodna i często jadłam słodycze albo chleb z masłem. Bo do obiadu nijak wytrzymać. A po obiedzie tez nic już nie wolno było jeść. Wiec najada łam się tak na zapas. A często słodycze ukradkiem jadłam bo można je było szybko zjeść. Nie hałasówac lodówka i sztućcami. Wystarczyło otworzyć szafkę i po cichu z torebeczka wprost do buzi.
                            Teraz zaczynam zdawać sobie sprawę jak było to okropne. Ze zamiast normalnych posiłków połowa to słodycze. I jak jeszcze jedzone .
                            W liceum tez byłam.czesto głodna. .zwłaszcza w szkole. No i po.powrocie.musialam ugotować obiad albo chociaż naszykowac składniki, posprzątać, ogarnąć dom. W.zimie.napalic w piecu. I to zdążyć w niecałą godzinę. Bo o tyle czasu byłam wcześniej od rodziców w domu.
                            Czasami jak czegoś nie zdążyłam zrobić albo po prostu zasnęłam ze zmęczenia po powrocie ( w liceum męczył w.trakcie szkoły i po.powrocie.okropne bóle głowy ) to była ostra awantura. Nie pomagało tłumaczenie , że jestem zmęczona , że chce odpocząć żeby się pouczyć. Miałam mieć najlepsze oceny, być piekną i szczupła, pomagać (na ogół robić za) w domu i do tego być zadowolona i grzeczna. Latem tez było dużo roboty bo ojciec zwozil drewno na zimę. Trzeba je było ciąć i układać. I tak pół soboty albo i dłużej. Odkąd miałam jakieś 8,9 lat. Siostra nieraz się urywala albo nie musiała nic z tym robić bp np. była umówiony z kimś albo szła na imprezę to i za nią musiałam robić. Czasem było zabawnie ale na ogół strasznie. Raz nie Pomagałam jak miałam jakieś 16 lat bo przyjechał do mnie znienacka chłopak. ..boże myślałam że mnie zamroża spojrzeniem..zabija wręcz.
                            Jak byłam nastolatka to matka otworzyła sklep i nieraz musiałam w nim sprzedawać. Po szkole.do 17stej,potem.sprzatanie . No ale w domu wtedy był obiad. Wakacje tez całe pracowałam w.sklepie..parę razy udało się wyrwać na jakoś wyjazd gdy odłożyłam sobie pieniądze.
                            Smutne jakoś te moje życie z obecnej perspektywy.... a jeszcze niedawno wydawało mi się ze mam takie fajne życie.
                            • pade Re: prośba o wsparcie 03.03.16, 14:31
                              Współczuję:(
                            • nammkha Re: prośba o wsparcie 03.03.16, 18:56
                              Straszne. Twoi rodzice Cię głodzili czy nie mieli pieniędzy na jedzenie? Dlaczego nie jadłaś obiadów w szkole? Przecież od 7 rano do 17 to jest przepaść i wytrzymać o bułce w tym czasie to każdy miałby problem...
                              • mytoya Re: prośba o wsparcie 04.03.16, 00:39
                                Bo obiady jadły biedne dzieci albo dzieci ,których matki były leniwe. A moja rodzina to średnia klasa robotnicza i mamusia perfekcyjna wiec...co ludzie by powiedzieli. I takie ich gadanie tez obrzydzalo wizję jedzenia w szkolnej stołówce.
                                Ojciec był alkoholikiem wiec matka oszczędnie gospodarowala pieniędzmi. Nie wiem czy ojciec przepijał całą swoją wypłatę. Pewnie czasem. Ale jak byłam starsza to pracował u dziadków a wypłatę matka dostawała do ręki.
                                W.domu było mało Jedzenia. Mało warzyw i owoców. W sezonie tylko..robiliśmy dużo przetworów. Jedliśmy głównie zupy, różne kluski, placki. Miesko w niedziele ewentualnie jakiś gulasz w tygodniu
                                • nammkha Re: prośba o wsparcie 04.03.16, 14:56
                                  Powiedzmy sobie szczerze głodowałaś jako dziecko. Ja też należałam do klasy średniej, ale obiady na szkolnej stołówce jadły wtedy wszystkie dzieci. Oprócz tego, że tata pił to mama i tata nie potrafili nakarmić własnych dzieci. Przykro mi. Musi być Ci trudno z tą myślą. To Twoi rodzice są odpowiedzialni za Twoje złe nawyki żywieniowe, ale to nie oznacza, że Ty jako osoba dorosła sobie z nimi nie poradzisz. Jesteś na jak najlepszej do tego drodze. Trzymaj się ciepło!
                                  • mytoya Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 01:20
                                    Z nawykami w dużej mierze jakoś sobie radzę. Jemy inaczej częściej , dobre domowe posiłki. Słodycze bardzo rzadko i na ogół coś sama piekę. A słodkości to suszone owoce,herbatniki i chrupki dla małego. No ale u mnie.lodowka prawie zawsze pełna. Maz tez lubi jak jest pełna. Boje się wyjadac do pustej lodówki i boję się zjadać ostatnia rzecz np. jogurt czy jabłko.

                                    Przykre to co napisałaś. .przykro mi tak o sobie myśleć. Ale jak analizuje przeszłość to mało tam było zdrowego jedzenia. W.ciagu roku mało warzyw. Owoce z działki w sezonie. Czasem banany i mandarynki ale nie mogłam jeść za dużo bo trzeba było oszczędzać. I co mnie dziwi to.malo było normalnych posiłków. Kanapki plus obiady.

                                    Niefajne tez to ze odpaliło mi się sprzątanie. Moje piętro mam wysprzatane na maksa. Co.miesiac sprzątam szuflady. Ciągle układam przeglądam i wyrzucam niepotrzebne rzeczy. Niepokoi mnie każda plamka na stole. Jak przemieszczam się po domu to wypatruje tych plam. Podłogę myje trzy razy dziennie w części to dlatego że mały coś rozgniata.

                                    Ale też dla.mojej matki to czy ktoś ma czysto w domu jest wyznacznikiem tego jakim jest człowiekiem. Całe życie słyszałam, że ten czy tamten ma czysto.. jak w pudełeczku albo jak w lustereczku . Oczywiście w pierwszej kolejności moja siostra.
    • glamourous Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 01:41
      To Twoje jedzenie jest typowo kompulsywne. Daje chwilowe znieczulenie furstracji i na moment poczucie przyjemnosci. Moze zastanow sie, co jeszcze daje Ci odczucie natychmiastowej gratyfikacji i zastap tym jedzenie. Czytanie ksiazeki? Sluchanie muzyki? Sport (piszesz o zmontowaniu silowni w domu) moze byc skuteczny o ile samo cwiczenie sprawia przyjemnosc i daje poczucie mocy oraz sprawczosci. Jezeli zas jest to przymusowe katowanie sie "zeby zrzucic kilogramy", to tej funkcji pain-killera i pobudzenia osrodka gratyfikacji sport nie spelni.

      A propos ciezkich momentow w czasie terapii. Powiem szczerze, nigdy nie mialam depresji ani tego typu problemow, nigdy tez nie poddalam sie terapii, ale sporo w tym siedze hobbystycznie. Generalnie to wyglada tak (posluze sie tu medycznym przykladem, bo zdrowienie duszy ma duzo analogii w stosunku do zdrowienia ciala) : wycinanie chorej tkanki musi niestety zabolec. Im jej wiecej, tym rana pooperacyjna jest bardziej rozlegla i boli bardziej. Potem jest okres rekonwalescencji (ktorego dlugosc zalezy od tego, jak gleboko toksycznosc w nas wrosla i jak dlugo ja w sobie nosilismy. Dlatego czujemy sie raz lepiej, raz gorzej. Potem bedzie faza zablizniania, czyli odzyskiwanie stabilnosci.
      Ta moze przydluga analogia jest po to, zeby pomoc Ci zrozumiec, ze wychodzenie z toksycznych schematow to w zadnym razie nie jest takie szast-prast. Jeszcze nie raz poczujesz sie zle, ale musisz to zaakceptowac. Musisz wybaczyc matce i siostrze i zaakceptowac, ze sa jakie sa. Wiec pozwalasz im zyc swoim zyciem, bez urazy i zlosci, ale z dala od Ciebie. Wyrobienie w sobie takiego nastawienia - zakceptowanie tego na co nie mamy wplywu, i wybaczenie - to jest klucz do wyzdrowienia, odciecia sie, i zaznania wreszcie spokoju.

      Jeszcze inna analogia, dla mnie bardzo trafna i skuteczna w takich momentach zycia, kiedy opuszczamy strefe toksycznego bezpieczenstwa. Podjecie decyzji o zmianie, to wyjscie z cieplego, lecz ciasnego i niewygodnego domu w srodku ciemnego lasu. Zeby dojsc w inne, bardziej nam przyjazne miejsce, musimy - niestety - przedrzec sie przez ten las, gdzie boimy sie dzikich zwierzat, czasem moze nas dopasc deszcze, wysmagac wiatr, mozemy nadziac sie na kolczaste krzewy, dostac galezia w pysk, potknac sie o korzen i generalnie zakceptowac ze to nie spacer po plazy w sloneczny dzien. Ale przejscie przez ten malo komfortowy pasaż jest konieczne, zeby wyjsc do swiatla, na prosta, szeroka droge, ktora moze w koncu do tej plazy nas doprowadzi :)

      Pozdrawiam zyczac sily i powodzenia :) Sile juz w sobie masz, a powodzenie przyjdzie metoda drobnych krokow.
      • pade Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 13:08
        Fajnie to napisałaś, ale nie zgadzam się z jednym: musisz wybaczyć.
        No, dla mnie przymus i wybaczenie wzajemnie się wykluczają, ba, dokładają jeszcze poczucie winy, że widocznie coś ze mną nie tak, skoro nie potrafię wybaczyć.
        • glamourous Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 13:34
          Faktycznie, zle to ubralam w slowa, z tym "musisz". Przymusu nie ma oczywiscie, chodzilo mi o naturalne osiagniecie takiego stanu umyslu, zeby poprzez wybaczenie po prostu "puscic wolno" te wszystkie bolesne zaszlosci rodzinne. Wybaczenie symbolicznie oznacza, ze emocjonalnie juz sie odcielismy, ze juz nie boli, juz w tym nie tkwimy.
      • mytoya Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 01:07
        Staram się żyć własnym życiem. Ale czasem odpalaja mi się jeszcze dawne nawyki. Może coraz mniej tęsknię i powoli przechodzę przez poczucie krzywdy. Zaczynam je akceptować.
        Najgorsze ze tak mi się wydawało ze w zasadzie to nie mam problemu. Ze juz sobie poradziła z przeszłością. Ze jestem twarda.
        Ale terapia sprawia, że otwierają mi się oczy..więcej rozumiem. Nie tylko winę rodziców. Ale zaczynam widzieć tez sobie w tym układzie rodzinnym. Może nie tyle swoją winę ale cegiełkę w tym właśnie chorym układzie. I to zaczyna boleć.
        Długo miałam żal do matki ( w zasadzie.prawie od początku terapii ) ze mnie.oszukiwala i Manipulowala. Ze tworzyła mi rownelgla rzeczywistość. W zasadzie to głównie dlatego poszłam na terapię. Aby dowiedzieć ,się jaka jest prawda i rzeczywistość. .
    • pade Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 13:10
      Mytoya, po prostu trzeba to przetrwać.
      Będzie lepiej, potem znów gorzej, ale już krócej i znowu lepiej itd.
      Trzymaj się ciepło, przytulam:)
      • pade Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 13:12
        Aha, i ja bym na Twoim miejscu nie wymagała od siebie bóg wie czego. Jesteś w trudnym okresie, nie obciążaj się dodatkowo, nastaw się po prostu na tryb "przetrwanie".
        • mytoya Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 15:41
          Tak się staram myśleć. Ale wytresowana odpowiedzialność za cały świat się czasem uruchamia...coraz rzadziej na szczęście.

          A jak sądzicie.jak.dlugo.moze trwać taki gorszy stan i wychodzenie z ciemnego lasu..albo choć z jego najmroczniejszych części ..?
          • pade Re: prośba o wsparcie 02.03.16, 18:39
            Tego nikt nie wie. Każdy człowiek jest inny.
            przeczytaj sobie: pozaschematy.pl/2011/05/17/praca-nad-soba-to-nie-spacer-pachnaca-laka-w-sloneczny-dzien/
    • paris-texas-warsaw Re: prośba o wsparcie 03.03.16, 15:32
      Mytoya, trzymaj się, nie załamuj. Choćby było baaaardzo ciężko, to z każdą godziną na terapii masz większe szanse, że problemy znikną. To, że odnowiło Ci się takie kompulsywne jedzenie, nie oceniaj jedynie, jako efekt uboczny terapii, bo takie tendencje w Tobie są i one i tak by mogły się nagle w stresowej sytuacji uwolnić, a tak z tego wychodzisz, z całego ogólnego złego stanu, a nie tylko wyabstrahowanych problemów z jedzeniem..

      Książki, które mi przychodzą na myśl w odniesieniu do opisywanej sytuacji, które może jakoś by Ci to szerzej nakreśliły, a przywołuję je też dlatego, żebyś nie myślała, że terapia np. jest źle prowadzona, etc.:
      1. "Uratuj mnie" Rachel Reiland - beletrystyczny opis terapii pacjentki z osobowością borderline i zaburzeniami jedzenia (akurat anoreksją). W czasie udanej kilkuletniej terapii raz czy dwa razy musiała być hospitalizowana. W książce odniesienia do jej zaburzeń odżywania, tego co skrywały, jaką miały funkcję. Dla osób w terapiach w ogóle budująca książka.
      2. Wywiady z Katarzyną Miller - ona często mówi o tym, że jest bardzo gruba, że nie radzi sobie z jedzeniem, choć jej to przeszkadza i powoli dorasta, do tego, żeby się "odchudzić'. Ona w tych opowieściach ma bardzo dużo szacunku do siebie i swojego ciała. W jednym z wywiadów mówiła też, że kiedyś przez pół roku (!!!) bała się prawie bez przerwy, przeszło jej to stopniowo. Lepiej bać się ostro pół roku, niż mieć mniej ostre problemy przez całe życie (imho).
      3. Paweł Droździak - jego książka o związkach "Nie za blisko, nie za daleko" - czy cos takiego. On opisuje jak nie da się przewidzieć, jak potoczy się terapia, zaczyna się od czegoś, kończy na czymś innym, po drodze może być np. faza kompulsywnego objadania się (chyba pod koniec książki jest taki urywek o tym).

      Nie win się, że "nie wytrwałaś" czy cos takiego. Badania pokazują, że zachodzi taka korelacja, że osoby maltretowane, w dzieciństwie mają niedowagę, a w dorosłości nadwagę. Jak opisujesz, ma to swoje przyczyny.

      Odkąd napisałaś, że matka ciągnęła Cię w dzieciństwie za włosy, było wiadomo, że ma skłonności sadystyczne. Tak jak ze straszeniem, że Cię wyrzuci, jak nie zdasz matury za siostrę, jak masz się godzić, z kimś kto Cię pobił, teraz jak Cię głodziła (bo szczupłych osób się nie odchudza, nie używajmy takich "eufemizmów"), albo wykorzystywała w pracy, czy potem finansowo, ograniczała czas na własne sprawy. Wiadomo, że są to działania w części karalne, więc trudno, żeby nie było po takich przeżyciach ciężko i terapia to w sumie najlepsze, bo najefektywniejsze wyjście, więc wytrwanie w terapii tak naprawdę jest zabezpieczeniem i przed depresją, kwestiami wyglądu w takiej sytuacji czy w ogóle odżywiania. Nawet jakby następowały różnego rodzaju "fluktuacje".

      • pade Re: prośba o wsparcie 03.03.16, 15:39
        Katarzyna Miller ma dwie książki opisujące terapię (u niej akurat grupowa, ale to nie przeszkadza), genialne moim zdaniem. Być kobieta i nie zwariować i Być kobietą i wreszcie zwariować, warto czytać w tej kolejności.
        No i klasyka Chcę być kochana tak jak chcę, też bardzo polecam, aktualnie można kupić w każdym kiosku.
      • mytoya Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 00:53
        Ciężko jest..Ciągle czuje ciężar i pustkę i niemoc. Takie uczucie ze juz nie mam siły na następny krok. Ale mimo to robie ten krok. Troszkę sobie odpuszczam a trochę mobilizuje do działania. Bez wewnętrznego spięcia.

        Ja chyba całe życie żyłam na wdechu. Kiedyś mi fizykoterapeuta powiedział jak ja.moge żyć skoro nie oddycham..do dziś musze pamiętać o tym aby co jakiś czas brać głębszy oddech.

        Piątki na ogół jestem.w domu..czasem pracuje a czasem mam luz jak dziś. .a mimo to od rana jakiś stres..bo ogarnąć to zrobić tamto. Wszystko musi być posprzątaane i lśnic. A z drugiej strony jemy z synkiem razem śniadanko. Daje mu luz. Wiec co chwile.sprzatam. A jeszcze herbatka a jeszcze coś tam. I tak latam jak śpiety robot i mam wyrzuty ze taka nieogranieta jestem. Ze mam tylko jedno dziecko. Czasem aż mi słabo ze stresu. Ale to tylko jak jestem sama z synkiem. A na dole matka z facetem. Jak mąż wraca to mi i luz wraca.
        • morekac Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 08:44
          >Czasem aż mi słabo ze stresu. Ale to tylko jak jestem sama z synkiem. A na dole matka z facetem. Jak mąż wraca to mi i luz wraca.

          Może boisz się, że mamusia z wizytacją wpadnie?
          • mytoya Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 21:55
            Juz nie wpada. Jak sama przestałam do nich chodzić to raz na miesiąc wejdzie. Ewentualnie jak mały biega na dole to go.podprowadzi do bramki u nas na piętrze. Ale to tak raz w tygodniu.

            Bardziej to przejmuje się tym, że ona nasluchuje. Że ocenia ze taka nieogranieta jestem.. ze jeszcze na spacer nie poszliśmy, albo że coś innego źle robie. Najgorsze , że to.tworzy się w mojej głowie. Bo ona nie odzywa się do mnie, ale teraz to jakby mi w głowie siedziała i z taką jej postacią nie umiem sobie poradzić. Bo to wymyślone jest,twór mojej wyobraźni.
            • ola_dom Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 22:18
              mytoya napisała:

              > to.tworzy się w mojej głowie. Bo ona nie odzywa się do mnie, ale teraz to jakby mi w głowie
              > siedziała i z taką jej postacią nie umiem sobie poradzić. Bo to wymyślone jest,twór mojej wyobraźni.

              Wydaje mi się, że to minie. Na początku faktycznie jest tak, że oceniasz samą siebie oczami matki, że wszystko, co robisz, konfrontujesz z tym, jak ona by to widziała - ale to nie jest tak na zawsze.
              Można to trochę na przekór zmienić - kiedy zauważasz, że pojawia Ci się myśl, że matka skrytykowałaby to, co właśnie robisz - myślisz sobie "A właśnie tak zrobię, tobie na złość!!! Tobie się to nie podoba, a mi właśnie tak się podoba!!!". Można nawet pokazać fucka w powietrze, albo tylko w swojej głowie. A z czasem Twoja reakcja będzie słabnąć i TWOJE postępowanie będziesz odbierać jako normalne, stanie się codziennością.
              Ja całkiem niedawno spostrzegłam, że jak mijam wieczorem brudne naczynia w kuchni, to nie robią na mnie żadnego wrażenia, w ogóle nie zwracam na nie uwagi. Jakiś czas temu mijałam je z dziką satysfakcją i uśmiechałam się do nich. Dlaczego? Właśnie dlatego, że w moim domu można było paść na twarz, ale "naczynie brudne na noc nie mają prawa zostać" i zmywało się choćby o trzeciej nad ranem. A teraz mam to w dupie. Zmywa mój facet i ja mu nie będę mówić, kiedy ma to robić. Jednak na początku na widok tych brudnych garów miałam ścisk w dołku. Który potem przekułam w taką dziecięcą przekorę "na złość mamie" - bo przecież mnie nie widzi. A teraz w ogóle nie zwracam na to uwagi. Więc polecam tę metodę w takich razach, bo okazała się całkiem skuteczna. I oczywiście nie tylko w przypadku brudnych naczyń czy innego sprzątania.
              • mytoya Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 23:29
                Dzięki spróbuję. Bo przez to myślenie co matka myśli odpala mi się coraz większą mania sprzątnia. Wręcz natrectwo. Kilka razy dziennie myje stół,lustra,podłogi. Ciężko mi to.zwalczyc i pogłębilo się od.poczatku terapii...
                A najgorsze że w sferze świadomości mam w nosie co myśli matka. A w podświadomości aż mi dymi...wiesz jakbym stawała się tą moją matka z przeszłości. Widzę ja w sobie i to też mnie wścieka
        • pade Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 09:46
          O kurczę, życie na wdechu, wewnętrzny przymus "ogarniania, pośpiechu", skąd ja to znam...
          Morekac chyba trafiła.
          Mytoya, trzeba się odprężyć. Wszystkim polecam genialny trening relaksacyjny Jacobsona, a Tobie zapomniałam.
          Jak nie znajdziesz w necie, to napisz na priv, prześlę Ci.
          • ola_dom Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 10:02
            pade napisała:

            > Wszystkim polecam genialny trening relaksacyjny Jacobsona, a Tobie zapomniałam.
            > Jak nie znajdziesz w necie, to napisz na priv, prześlę Ci.

            I ja poproszę...:)

            ola_dom@op.pl

            I z góry dziękuję.
            • pade Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 10:16
              Olu, wysłałam przed chwilą, ale z innego konta, bo z gazetowej nie dało rady. Sprawdź za 10 minut czy doszło i daj znać.
          • mytoya Re: prośba o wsparcie 05.03.16, 21:58
            Pade ja staram się oddychać. Na spokojnie. Ogarniać dom siebie malucha. Ale jak.mi się odpali wewnętrzny napęd i stres to tragedia. No.poce się cała ręce zimne ja na max. wku...wie.
            Czy ten trening pomógł Ci.opanowac ten wewnętrzny stres? Bo.mi się on i w pracy odpala, czasem tak ze aż ręce się trzęsą i chce rzucić robotę.
            Skąd ten pęd wewnętrzny się bierze? Dlaczego tak źle samą siebie traktuję?
    • paris-texas-warsaw Re: prośba o wsparcie 21.03.16, 19:12
      Mytoya,
      ciekawa jestem, co bys pomyslała o tym filmie.
      Tu też taka mała analiza matki z tego filmu.
      luckyottershaven.com/2015/07/13/ordinary-people-a-case-study-in-malignant-narcissism/
      "Zwykli ludzie" "Ordinary people" reż. Robert Redford.
      www.filmyiseriale.tv/filmonline/7168/zwyczajni-ludzie-ordinary-people.html
      Polecam też innym zainteresowanym narcyzmem.

      A jak w ogóle żyjesz?
Pełna wersja