mytoya
01.03.16, 14:13
Jak wiecie jestem na terapii. Wiele spraw mam do przerobienia ale postęp jakiś jest. Coraz więcej rzeczy rozumiem widzę i zmieniam myślenie i zachowanie. Bylo bardzo źle ze mna. Potem poprawa. A teraz od kilku dni znów źle mi. Tyle nerwów kosztuje mnie zmiana zachowania i myślenia i nie obwiniania się. Tak ciężko mi rozstać się z magicznym myśleniem ze jednak moja mama i siostra będą dla mnie dobre gdy ja zrobię to czy tamto. Albo co gorsza jak tu przestać się obwiniać , że one są takie po.prostu i to nie moja wina. Bo gdzieś w środku jest ta dziecinna nadzieja, że kiedyś mnie pokochają..
Teraz jest źle bo rozluźnia mocno więzi. Co w.przypadku matki jest trudne bo mieszkamy pod jednym dachem na osobny h piętrach. Czasem nie widzimy się kilka dni. Jak ja przestałam tam latać i skakać wokół niej to i ona nie przychodzi nawet do wnusia :) co mnie i trochę smuci bo ta miłość babci do wnuka okazuje się być tez dziwna..I cieszy bo mam głęboką potrzebę coraz większego rozluźnia nią relacji.
Ale jestem klebkiem nerwów. I nie ze jakoś wrzeszcze . Po.prostu mam zimne dłonie i stopy poce się. Mam scisniety żołądek. Boje się nawet iść do pracy. Mam tak straszna pustkę w sobie ( uważać musze żeby jej nie zajadać). I tak niskie poczucie własnej wartości i niska samoocenę. Źle mi samej ze sobą.
Doradźcie proszę czy może jakieś leki włączyć? Albo brać jakieś suplementy? Chodzę na siłownię i tam te emocje na ciężarach wyladowuje ale mimo wszystko cała się dziś trzęsę. Czy to normalne?