Dodaj do ulubionych

Moja spowiedź

08.07.16, 21:28
To chyba nie jest właściwe miejsce, ale pierwszy raz głośno powiem coś czego do niedawna nawet nie byłam w stanie ułożyć w głowie.
Sytuacja 1.
Idziemy z siostrą do szkoły, może 1, 2 klasa? zatrzymuje się facet, z propozycją podwiezienia (do szkoły daleko). Jedziemy. Po chwili zatrzymuje się, staje na uboczu i mówi, że będzie robił badanie w szkole i że będziemy się wstydziły i może tutaj nas "zbadać". Liże nas po kroczu, po czym wysadza. Moja reakcja powiem o tym wszystkim! siostra rok strasza - głupia jesteś, nikomu nie mów.
2. Dziecięce "zabawy" - zabawy w rodzinę, siostra cioteczna namawia mnie i młodszego swojego brata do zabawy w parę - próby stosunku? kiepsko pamiętam, może jakieś 5 lat
Zabawy z rodzonym bratem i drugim bratem ciotecznym. Próby stosunków, wiek podobny.
Wiele sytuacji, gdzie starszy brat tak się ze mną bawił. Pamiętam dokładnie niektóre, ale nie chce wypowiadać tego na głos.
3. Wiek ok 12-14 lat, dziadek przy przywitaniu, pożegnaniu łapała za rosnące piersi, wciskał przy tym jakieś pieniądze w ręke. Przynajmniej raz widziałam jak próbował obmacać moją siostrę. Raz po pijaku próbował się do mnie dobrać, wsadzić ręke w majtki.
4. Wiek 15 lat. Wróciłam późno, trochę piłam, ale nie byłam pijana, tylko bardzo zmęczona. Brat się na mnie położył i wziął za rękę i zaprowadził di drugiego pokoju. Byłam taka "otępiała", że nie byłam pewna czy to on czy chłopak, który mi się podobał. Zabrał mi dziewictwo.
5. Lat 18. Wróciliśmy z imprezy, ja moje rodzeństwo. Byliśmy pijani. Ktoś mnie dotykał, myślałam, że to mój chłopak a to był brat. wykopałam go z łóżka.
Później wielokrotnie próbował. Zamykałam drzwi, opatulałam się kołdrą, ale nigdy po prostu nie kazałam mu wyjść (przebudzałam się jak wchodził i on cichaczem uciekał).
O dziwo nie miałam problemu z kochaniem się z chłopakiem , obecnym mężem na początku. Po próbach macania zawsze podczas sexu musiało być azpalone światło. Musiałam widzieć męża twarz.
uzupełnenie: rodzina 6 osobowa, tata alkoholik (trzeźwy od wielu lat), bijący mame (przestał jak mu się postawiła jak byłam nastolatką), znęcający się psychicznie nad bratem. Ojciec miał przemocową matke. Brat jest ofiarą, alkoholik (też już trzeźwy).
Bieda, brak łazienki itp.
Po co to pisze? Jestem matką dwójki dzieci. Pierwszy syn - bardzo nie chciałam syna. Druga córka, prosiłam o chłopaka. Przeraża mnie, że to może się powtórzyć.
Ostatnio wraca to do mnie - głownie brat. Nawet podczas sexu z mężem nagle przychodzi taka myśl. Nie radzę sobie z emocjami, coraz częściej szarpie i krzyczę na syna. Psuje się mi z mężem. W myślach wyzywam dzieci, męża, w myślach je bije np, żeby dać upust emocjom. Kiedyś stanie się to w realu.
Nie mam znajomych i wiele wiele innych. Sama nie wiem. Forum mi nie pomoże, ale napisałam to. kolejny krok. Potrzebuje uwagi i zainteresowania moją sobą.
Gdybym kiedyś (2 lata temu) nie zaczełam czytać tego forum pewnie nie napisałabym tego.
Obserwuj wątek
    • pogubiona_ja Re: Moja spowiedź 08.07.16, 21:32
      Przeczytałam to i to takie nie wiem bez emocji? takie wypunktowane po prostu. Jakby to była jakaś lista a nie takie coś. Mam ochotę tyle napisać, ale nie wiem co.
      • paris-texas-warsaw Re: Moja spowiedź 08.07.16, 21:47
        To popisz sobie:) Ale nie będę chyba odkrywcza, jak napiszę, że jeśli takie traumatyczne wspomnienia się wdzierają i zakłócają relaccje z najbliższymi, to najlepiej się "oczyścić" z profesjonalną pomocą psychoterapeuty. To poważne przeżycia i z całą rodziną i przemocą seksualną i szkoda czasu na męczenie się z takimi przeżyciami samemu.
        • pogubiona_ja Re: Moja spowiedź 08.07.16, 22:22
          Tak. Wydaje mi się, że przydałoby mi się. Ale teraz nie jestem w stanie powiedzieć tego głośno. Choć kilka mcy temu nawet nie powiedziałbym sobie tego w myślach a teraz to napisałam.
          Bardzo dużo emocji kosztowało mnie i kosztuje pisanie o tym a to wyszło takie płaskie.
          Co do terapii to nawet jakbym chciała to logistycznie nie dalabym rady. Dwójka małych dzieci, brak prawa jazdy (małe miasteczko). I co bym mężowi powiedziała? Złoszcze się na dzieci i Ciebie więc muszę chodzić do terapeuty. Chwilowo mi tak lżej. Chciałabym jakoś sama sobie pomóc. Nie wiem czy jakaś książka dałaby radę. Trudne jest to, że całą złość i frustrację wyladowywalam ćwicząc sobie. A teraz nie mam takiej możliwości (dzieci nie dają), zajadam zmęczenie czekoladą nie ćwiczę, więc jestem zmwczona. I tak koło się zamyka. Widzę taką skłonność do uzależnień (najstarsza siostra jest też alkoholiczka a ja mam problem z jedzeniem). Ale ogólnie co tydz jeżdżę do mamy, spotykamy się tam z siostrami i dziećmi.
          Aktualnie największym moim problemem i zmartwieniem jest agresja w stosunku do dzieci. Potem będzie kwestia ich płci itp, ale to jeszcze kilka lat na szczęście.
          • pogubiona_ja Re: Moja spowiedź 08.07.16, 22:23
            Przepraszam za taką chaotyczność
            Piszę co mi do głowy przychodzi. Takie myśli. Może sama sobie to poukładam.
            • paris-texas-warsaw Re: Moja spowiedź 08.07.16, 22:37
              Dobrze być świadomym, że człowiek się wstydzi takich przeżyć, bo jest ten wstyd jakoś wpisany w konsekwencję takich traumatycznych przeżyć, zwłaszca związanycch z seksem, ale to te sytuacje były nienormalne i pomoc specjalisty jest naturalnym i najprostszym krokiem - jak w wypadku innych zdarzeń (jak np. lekarz). To, co opisujesz to duży kaliber spraw i bieżące "wyładowywanie" się w sporcie to mało, tym bardziej, że już w zanadrzu głowy obmyslasz, co będzie jak dzieci podrosną. Myślę, że powoli znajdziesz sposób na kontakt ze specjalistą, a mąż może to odebrać jako własnie dbałość o Wasz związek i dzieci, może być poczatkowo Skype, coś wymyslisz:).
          • blue_meerkat Re: Moja spowiedź 08.07.16, 22:49
            moja pierwsza mysl - masz czas I srodki jezdzic do mamy i siostr co tydzien, zacznij myslec o wlasnej rodzinie I znajdz tez czas na terapie. samo na pewno nie przejdzie, a przy takich doswiadczeniach I dwojce dzieci roznej plci bedzie tylko gorzej, zwlaszcza jak zaczna dojrzewac. Mezowi tak bym wlasnie powiedziala- mam problem, musze cos z nie zrobic, bez wnikania w detale.
            • blue_meerkat Re: Moja spowiedź 08.07.16, 23:16
              Wiem ze ciezko jest przeznac sie przed soba do tego ze problem istnieje, ale piszac na forum zrobilas pierwszy krok. Poszukaj terapii przez nfz, jako dorosle dziecko alkoholika nie powinnas miec problemow ze skierowaniem. Ksiazek jest pewnie sporo (AMNowakowska 'Przeklete', P Levine Obudzcie tygrysa, B Rothschild Cialo pamieta - dwie ostatnie o psychoterapii somatycznej) , ale sama sobie tego nie przepracujesz.
              • pogubiona_ja Re: Moja spowiedź 09.07.16, 12:21
                pierwszym krokiem było powiedzieć to sobie sama w myślach.
                Wiem, że są złe rzeczy i źli ludzie (choć jak dla mnie to dziadek jest po prostu zły o ten facet, o którym zresztą nie myślę w sumie). Brat to tak naprawdę oprawca i ofiara. Martwi mnie i zastanawia kwestia tych "zabaw". Wiem że dzieci są ciekawe eksperymentują, ale takie zabawy? Oprócz brata, który jest tylko dwa lata starszy więc w sumie dzieciak też było dwóch innych braci ciotecznych. Czy to po prostu takie xhore środowisko? (Tak wszędzie w koło była jakaś patologia, jak nie bieda to alkohol albo znęcanie się psychiczne nad dziećmi). Historia jak z jakiejś kiepskiej powieści.
                • a.nancy Re: Moja spowiedź 10.07.16, 22:27
                  tak, dzieciaki eksperymentują. ale bez przesady. zabawa w stosunek w wykonaniu kilkulatków? skąd one w ogóle wiedziały, jak się "to" robi? nie, to nie jest normalne.
                  max tego, co mnie spotkało w dzieciństwie to jeden (jeden!) kolega, który koniecznie chciał mi pokazać siusiaka i zobaczyć, co ja mam zamiast. kazałam mu spadać.
            • pogubiona_ja Re: Moja spowiedź 09.07.16, 12:09
              Akurat rodzice i jedna siostra mieszkają niedaleko. A syn lubi jeździć do dziadków.
              Co do męża, hmm to dobry facet, dobry tata. Chce dobrej rodziny dla swoich dzieci, ale nie wiem czy wspierały mnie chociaż logistycznie w terapii. Wydaje mi się, że też ma trochę zaburzone postrzeganie niektórych rzeczy. Sam jest chyba dda , zresztą jego tata nadal pije tylko tak kulturalnie. Co nie przeszkadza mu wyzywać żony itp. Niestety jeszcze z nimi mieszkamy choć niedługo się w końcu wyprowadzimy.
              Kolejna sprawa to to, że dużo rzeczy ogarnia mąż (sam był głową rodziny już od dzieciaka) i trochę weszłam w taką rolę żony swojego męża, boję się podejmować decyzje itp.
      • differentview Re: Moja spowiedź 08.07.16, 22:27
        Moim zdaniem powinnas pojsc na terapie albo jakas grupe wsparcia, miedzy innymi po to zeby wydobyc z siebie te emocje, zeby w ogole nawiazac kontakt z tymi emocjami. Duzo rzeczy tu poruszylas- alkoholizm w rodzinie, przemoc fizyczna, molestowanie przez brata, dziadka, obcego mezczyzne. Czujesz, ze to wraca i wpywa na Twoje zycie, na Twoje dzieci- tym bardziej powinnas poszukac profesjonalnej pomocy. Tu masz przyklad dziewczyny, ktora poradzila sobie z tematem, wlasnie dzieki terapii: www.youtube.com/watch?v=wQk7Fmqvh40
        Na stronie niechcetego.blogspot.com/ jest tez troche historii kobiet, ktore zdecydowaly sie zrobic ten pierwszy krok i opowiedziec o molestowaniu.
      • zuzi.1 Re: Moja spowiedź 09.07.16, 00:25
        To jest mnóstwo starych, schowanych do szuflady, b. przykrych incydentów o dużym kalibrze. Żebyś tonę książek przeczytala, to sama tego nie przerobisz. Zamień na jakiś czas wizyty u mamy na podrzucanie jej dzieci na 2 godz. a sama ten czas wykorzystaj na terapie, moze być przez Skype. Sama sobie z tym nie poradzisz a to juz od jakiegoś czasu negatywnie wpływa na Twoje życie i życie Twojej rodziny. Nie szukaj wymówek, tylko dzialaj. Lepiej nie będzie, a moze się to nasilać.
        • pogubiona_ja Re: Moja spowiedź 09.07.16, 12:01
          Do mamy jeździmy w niedzielę wtedy raczej terapii nie ma. Mama pobawi się z dziećmi, ale nie jest w stanie nimi się zająć z przyczyn zdrowotnych (nie weźmie np niemowlaka na ręce bo go nie utrzyma itp). Generalnie starszak został by z jednym, drugim dziadkiem babciami, ale niemowlę malutkie nie.
          Inna kwestia to terapeuta. Strasznie się boję, że jak już bym poszła na terapię to trafilabym na złą osobę.
    • panizalewska Re: Moja spowiedź 09.07.16, 08:53
      Cholernie to smutne. Tulę Cię i współczuję.
      Przede wszystkim zacznij się leczyć, dla dobra rodziny, którą stworzyłaś z mężem. Teraz mama i siostry się nie liczą, serio. Nie w takim sensie. Nie jesteś za nie odpowiedzialna. Za dzieci i męża jesteś. Podrzucaj dzieci komuś, albo poproś o opiekę w domu nad dziećmi i migusiem szukaj terapii. Z doświadczenia wiem, że im więcej o tym MÓWISZ na głos, tym smutek się bardziej rozmywa i oddziela od Ciebie. A potem bez tego smutku leczy się konkretne zachowania (agresję na dzieciach).
      • pogubiona_ja Re: Moja spowiedź 09.07.16, 12:13
        Chce i w sumie najbardziej że wszystkich walczę o taką normalność. O spotkania rodzinne. Mam wiele żalu do rodziców, ale już dawno zrozumiałam, że wygarnięcie im tego nic nie zmieni. Sami mieli cholernie ciężkie życie. Nadal ledwo wiążą koniec z końcem mają problemy zdrowotne itp. A mamie bardzo jestem wdzięczna za to, że nauczyła mnie szacunku i empati do innych. To teraz wydaje mi się takie rzadkie.
        • fusun1804 Re: Moja spowiedź 09.07.16, 18:39
          Wygarniecie IM nie zmieni ICH - ale moze jednak Tobie ulży ?

          A gdzie była empatia mamy gdy Ty i brat byliście dziećmi ?
          • panizalewska Re: Moja spowiedź 10.07.16, 10:22
            Często ulżywa, potwierdzam ;)
    • nammkha Re: Moja spowiedź 09.07.16, 19:12
      Bardzo mi przykro że tak Cię życie doświadczyło. Czytałam czytałam i każdy punkt był coraz gorszy. Najpierw myślałam, że te zabawy z rodzeństwem to takie typowe zabawy w doktora...chyba wszyscy przechodzili. Ale punkt o stracie dziewictwa z bratem był jak policzek, również punkt 1 musiał być trudny do udźwignięcia. Z resztą wszystkie są trudne. Współczuję Ci. Dziewczyno jeśli po tym wszystkim założyłaś rodzinę, masz dzieciaki to już wielki sukces. Musisz być bardzo silną osobą... Gratuluję, że miałaś odwagę to przyznać przed sobą przed nami. Dobrze, że masz świadomość, że te sytuacje wywołują frustrację, która sprawia, że rodzi się w tobie agresja w stosunku do dzieci. To pierwszy krok do powstrzymania tego błędnego koła krzywdy niewinnych dzieci jakimi byli Twoi rodzice, Ty, Twoje rodzeństwo a obecnie Twoje dzieci. Na szczęście tylko od Ciebie zależy czy to przerwiesz.
    • twojabogini Re: Moja spowiedź 12.07.16, 17:15
      To ogromny krok, że odważyłaś się napisać. To nie pierwszy krok, bo zanim napisałaś, musiałaś to sobie ułożyć w głowie, odważyć się myśleć, a także czuć. Nie czujesz się gotowa do terapii i masz do tego prawo. Nie obciążaj się dodatkowymi wyrzutami sumienia.

      To, co może ci pomóc na etapie na jakim jesteś, to wiedza. Wyrosłaś w środowisku w którym dzieci doznawały różnych form przemocy, nie były też przed nią w żaden sposób chronione ze strony osób, które były świadkami. Dzieci powielają zachowania dorosłych, więc wobec siebie nawzajem także stają się sprawcami. Zabawy dzieci nie były normą, ale były normą w danym środowisku.

      Duży niepokój w sprawach molestowania budzi zawsze aspekt kazirodztwa. To silne tabu, które utrudnia przełamanie oporu w powiedzeniu o tym. Niestety okazuje się, że tabu bywa silniejsze niż współczucie dla ofiary, dlatego lepiej zachować ostrożność w zwierzaniu się. Więc opór przed mówieniem to nie zawsze "blokada", czasem zdrowy rozsądek.

      Tak samo niepokojące są lęki i uczucie bycia współwinną: nie stawiałam dostatecznego oporu, może kiedyś przyzwoliłam, zachęciłam, może zdarzyło się, że miałam przyjemne odczucia i nie chciałam przerwać. Stąd w narracjach kobiet dużo jest podkreślania swojego oporu, wyrzutów sumienia z powodu bierności, tłumaczenia się z niej. Zdarza się też, że przez jakiś czas ofiara była aktywna wobec sprawcy - o czym mówić jeszcze trudniej. To się często zdarza w zamkniętych układach rodzinnych dotkniętych przemocą. Ofiary nie są winne. Nawet jeśli nie stawiały oporu, albo były aktywne, albo bierne.

      Z jakiegoś powodu twoje myśli, wspomnienia wróciły, nie dają ci spokoju, karzą się poddać analizie. W przypadku matek dzieje się tak na skutek lęku o dzieci. W większości przypadków ofiary molestowania zachowuję więzi rodzinne, a temat molestowania nie istnieje.Niemniej jednak sprawcy wciąż mogą być sprawcami wobec kolejnych dzieci. Także twoich. Niebezpieczne dla dzieci są także osoby, które nie potrafiły uchronić ciebie.
      Nie zostawiaj nigdy dzieci z tymi osobami, jeśli podejrzewasz osobę dorosłą lub dziecko o zachowania seksualne wobec dziecka, lub wiesz że zachowywała się tak wobec ciebie lub innych dzieci w przeszłości. Nawet jeśli była wtedy dzieckiem.. To jest duży problem osób molestowanych - mają źle ustawione "czujniki", ty boisz się złej relacji między dziećmi, podczas gdy większym zagrożeniem są osoby z rodziny. Między dziećmi ułoży się dobrze, jeśli nie doświadczą molestowania od dorosłych. Ich płeć nie ma znaczenia, sa rodziny w których nie dochodzi do molestowania choć dzieci są różnej płci i takie gdzie dochodzi, chociaż dzieci są tej samej płci.

      Kolejny lęk to lęk przed przekroczeniem granic dzieci. Obawa, że mogę stać się sama sprawca wobec dzieci. Pomaga wiedza o tym, że tego nie chcę. A jeśli nie chcę to tego nie zrobię. Jeśli zdarzy sie odczuwanie przymusu, albo niepokojące sytuacje miały już miejsce - to w tym jednym przypadku polecam jak najszybsza konsultację. Bezpieczeństwo dzieci jest najważniejsze.

      Emocje podczas procesu układania są naturalne, wymyśl jakiś inny sposób ich odreagowania niż krzyczenie i bicie w myślach bliskich ci osób. Albo przemyśl co do nich krzyczysz i za co ich bijesz? A czasem się zdarza, że emocje jakby znikają - wtedy trzeba na siebie uważać.

      Piszesz, że potrzebujesz uwagi i zainteresowania. Na pewno masz spore szanse dostać ją tutaj na forum. Zawsze lepiej niż nic. Osobą która może okazać ci uwagę i zainteresowanie jesteś także ty sama. Wiem jak głupio to brzmi, ale spróbuj być dla siebie dobra, choćby i przez 10 minut dziennie. Poświęcić sobie uwagę, troskę. To może być chwila ciszy na wypicie dobrej kawy, albo 10 minut na słońcu - cokolwiek, co sprawi ci przyjemność. Zwracaj też w ciągu dnia uwagę na swoje emocje, na to czy jest ci wygodnie - troszcz się o siebie. Wieczorem myśl o tym, co zdarzyło cie się miłego w ciągu dnia, albo co miało szansę się zdarzyć. Postaraj się zdrowo odżywiać. Kiedy zajadasz stres tyjesz, kiedy tyjesz możesz poczuć się jeszcze gorzej. jesteś w stanie rozbicia, dlatego trudno ci sobie wyobrazić, ze moglabyś poćwiczyć mając dzieci przy sobie. jasne, że nie pełna godzinę, ale 10 minut np? Bardzo małe dzieci po prostu ćwiczą razem z mamą - są na necie filmy o ćwiczeniach mam z małymi dziećmi.


      Piszesz też, że mąż ma dziwne podejście do pewnych rzeczy, że nie widzi ich prawidłowo. Piszesz tez że sytuacja w domu jest stresująca, że masz nadzieję się niedługo wyprowadzić. Jeśli obawiasz się, że mąż nie dostrzega molestowania i ucina temat - pamiętaj, że twoim zadaniem jest obronić dzieci. Ciebie nikt nie obronił, ale ty jesteś na tyle silna, że dasz radę. Agresja do dzieci pojawia się często kiedy osoba molestowana obawia się, że jej dzieci są także molestowane i czuje się bezsilna. W takich tez sytuacjach częste są "nawroty", wszystko wraca jak żywe, myśli obsesyjnie krążą wokół tematu. A z drugiej strony jest jakby wypieranie, że jednak nie, że jeszcze poobserwujesz...że może ci się zdaje... Albo, że jak nie molestowanie, tylko krzyczenie albo bicie to już nie taka krzywda, albo jak tylko dotyka, a nie gwałci. Jeśli tak jest - musisz zebrać wszystkie swoje siły i ochronić dzieci. Ważny jest plan - odcięcie od sprawcy - w twoim środowisku może ich być więcej - to priorytet. Ale trzeba to zrobić mądrze, tak, żeby już więcej nie musieć wracać. Zawiadomienie policji nie jest koineczne, w wielu przypadkach nie jest wskazane. Najważniejsze jest odizolowanie dzieci od sprawcy.

      Traci się czujność także wtedy, gdy idealizuje się osoby, które "nie wiedziały", a były świadkami, na miejscu w domu. Nie reagowały. Wtedy również łatwo wejść w rolę osoby niewidzącej wobec własnych dzieci.

      Niezależnie od wszystkiego - molestowanie w dzieciństwie jest obciążeniem, wymaga uporania się z różnymi emocjami, czasem poczuciem winy, strachem, bezradnością. Czasem wymaga zmiany stosunków rodzinnych, odcięcia się od nich dla bezpieczeństwa dzieci, albo własnego komfortu. To trudne, ale potem jest lepiej. Nie oznacza jednak, że ciąży na tobie klątwa, że do końca życie jesteś czymś obciążona. To co obciąża cię teraz to emocje i zawikłane relacje rodzinne oraz obawa o bezpieczeństwo dzieci. Molestowanie już ustało.
      Znam wiele osób i kobiet i mężczyzn, którzy uporali się z trudnym dzieciństwem, molestowaniem przemocą.
      • pogubiona_ja Re: Moja spowiedź 13.07.16, 10:37
        Bardzo dużo trafnych spostrzeżeń. Bałam się wracać do tego wątku. Burza wewnętrzna ustała. Było coś co wszystko mi przypomniało. Niechcący w necie (portal społecznościowy) natknelam się na pornografie dziecięca (która swoją drogą została usunięta dopiero po jakimś czasie jak ja to zgłosiłem).
        Dzieci z bratem nie zostają dziadek nie żyje.
        Mąż o molestowaniu nie wie. W ogóle nigdy nie rozmawialiśmy o tym jakie mieliśmy dzieciństwo. Raczej tak ogólnie, że bywało kiepsko alkohol itp.Ja wiem od jego siostry no i widzę jacy są jego rodzice (agresja ojca itp). Na spokojnie wrócę do Twojego posta.
        • panizalewska Re: Moja spowiedź 13.07.16, 10:41
          Pogubiona, jeżeli jesteś wierząca, to mogę Ci polecić jednego księdza. Mi się odmieniło życie po spotkaniu z nim w jakieś 2 tygodnie. I mam teraz niesamowity spokój. Jeszcze sporo pracy mam do zrobienia, ale generalnie jestem jak nowa.
          • panizalewska Re: Moja spowiedź 13.07.16, 10:43
            W zasadzie, jeżeli jesteś niewierząca, to tym bardziej :D Ja byłam tak ledwo ledwo, i prawie wcale nie praktykująca (żeby nie było, że codziennie na klęczkach do kościoła w berecie). A życie odmienione. Ale napisz, czy chcesz, nie napraszam się ;)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Moja spowiedź 13.07.16, 02:00
      W Pani doświadczeniu wymieszały się rozwojowe zachowania dzieci z ( zabawy w rodzinę , udawanie stosunków seksualnych ) z ewidentnym molestowaniem seksualnym ( pan, który podwoził do szkoły, dziadek, starszy brat i brat cioteczny ).
      Do tego został zahamowany naturalny impuls powiedzenia dorosłym, o pierwszym poważnym akcie molestowania. Takie powiedzenie dałoby szansę na potwierdzenie, że stała się Pani krzywda i dorośli wiedzą co z tym zrobić i jak się zachować, aby Panią ochronić czy też dać Pani stosowną opiekę.
      Teraz próbuje Pani zmienić tę sytuację i zdobyć kontrolę nad tą sytuacją poprzez "swoją spowiedź".
      To bardzo ważne, bo dla ofiary przemocy seksualnej istotne jest uznanie jej krzywdy przez innych. To nie koniecznie musi być sprawca lub rodzice, którzy zaniedbali sprawę. To może być ten, który wysłucha i nie zaprzeczy temu doświadczeniu i go nie zbagatelizuje. Czasem jest to profesjonalny psychoterapeuta, czasem przyjaciel a czasem taka anonimowa grupa jaką jest forum. Ważne aby poczuć, że nikt nie poddaje w wątpliwość tego co Pani przeżyła.
      Pisze Pani, że nie radzi sobie z emocjami. Czy wie Pani z jakimi? Czy to poczucie winy, że nie zapobiegła Pani tym zdarzeniom? Że się Pani nie obroniła? Pod wpływem jakich emocji szarpie Pani syna? I czy tylko dlatego, ze jest chłopcem?
      Odpowiadając sobie na te i podobne pytania być może dojdzie Pani do wniosku, że jest Pani potrzebna terapia. Po to, aby przemoc nie rozsiewała się dalej. Warto sprawdzić własną Poradnię Zdrowia Psychicznego. Nawet w małych miejscowościach można mieć profesjonalną terapię na NFZ. Warto sprawdzić.
      Ta spowiedź to pierwszy ważny krok. Może przyniesie dobre dla Pani rezultaty. Jeśli nie wystarczy, trzeba podjąć kolejny krok, czyli udanie się na terapię. Po to aby chronić własne dzieci przed Pani nieprzepracowanymi przeżyciami. Pani stosunek do dzieci może być reliktem molestowania. Przeszłość może Pani podpowiadać takie połączenie. Ale też niekoniecznie tak musi być. Temu trzeba się przyjrzeć profesjonalnie i nie uciekać od tego.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
      • differentview Re: Moja spowiedź 13.07.16, 13:12
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        > Do tego został zahamowany naturalny impuls powiedzenia dorosłym, o pierwszym po
        > ważnym akcie molestowania. Takie powiedzenie dałoby szansę na potwierdzenie, że
        > stała się Pani krzywda i dorośli wiedzą co z tym zrobić i jak się zachować, ab
        > y Panią ochronić czy też dać Pani stosowną opiekę.

        Impuls powiedzenia jest naturalny ale relacje osob, ktore doswiadczaly molestowania w obrebie rodziny pokazuja mechanizm zaprzeczania i bagatelizowania tego co mowi dziecko, czesto przez matki. Dziecko, ktore mialoby poczucie bezpieczenstwa w rodzinie i ufalo choc jednemu doroslemu- napewno by takiego impulsu nie hamowalo. Moim zdaniem dziecko podskornie wyczuwa jak moze sie skonczyc powiedzenie glosno o molestowaniu- ze to co powie zostanie zakwestionowane, ze zostanie oskarzone o prowokowanie, ze bedzie oskarzone o zachwianie struktury, calego systemu na ktorym opiera sie ta rodzina. I to tworzy sytuacje bez wyjscia dla dziecka.
      • a.nancy Re: Moja spowiedź 13.07.16, 15:24
        Udawanie stosunków to nie jest "rozwojowe zachowanie dzieci" analogiczne do zabawy w "dom". To jest zachowanie, które często świadczy o molestowaniu, albo innych nieprawidłowościach w otoczeniu dziecka (oglądanie przy dziecku pornografii, uprawianie seksu w jego obecności). Może nie w 100% przypadków, ale jest to czynnik alarmujący, a nie norma rozwojowa.
      • twojabogini Re: Moja spowiedź 14.07.16, 01:44
        Pani Agnieszko, z całym szacunkiem, ale...

        > W Pani doświadczeniu wymieszały się rozwojowe zachowania dzieci z (zabawy w r
        > odzinę , udawanie stosunków seksualnych) z ewidentnym molestowaniem seksualnym
        > (pan, który podwoził do szkoły, dziadek, starszy brat i brat cioteczny ).

        Zabawa w dom i zabawy seksualne dzieci są normą rozwojową. Jednak dzieci molestowane bawią się inaczej, odtwarzając zachowania dorosłych związane z molestowaniem. Reakcje innych dzieci są często identyczne jak reakcje na molestowanie przez osoby dorosłe - pozostają niemiłe wspomnienia, uczucie winy, wstydu.

        > Do tego został zahamowany naturalny impuls powiedzenia dorosłym, o pierwszym po
        > ważnym akcie molestowania.

        Nie jestem przekonana czy taki naturalny impuls w ogóle istnieje. Zaufanie dziecka do rodzica jest sprawą indywidualną. Po drugie do poinformowania o molestowaniu dziecko potrzebuje elementarnej wiedzy - po pierwsze właściwych słów, żeby mogło zostać zrozumiane, po drugie o tym, kiedy przekroczone są granice. Dzieci w naszej kulturze (a szczególnie te dwie trzy dekady temu) są przyzwyczajone do przekraczania granic - wiele zabiegów medycznych (np. szczepienia, pobrania, oglądanie gardła) jest wykonywanych z użyciem siły, dzieci zmuszone sa do brania udziały w nielubianych zajęciach przedszkolnych i szkolnych, ignoruje sie ich nastrój, przetrzeń w której przebywają często nie odpowiada ich potrzebom (ruchu, wypoczynku). Dzieci często muszą znosić niewygodę, tłumic potrzeby, hamować impulsy. Jeśli nie mają jasnej informacji molestowanie z ich perspektywy to kolejna niedogodność. dzieci są uczone także posłuszeństwa do dorosłych - często w sposób niezróżnicowany.

        Takie powiedzenie dałoby szansę na potwierdzenie, że
        > stała się Pani krzywda i dorośli wiedzą co z tym zrobić i jak się zachować, ab
        > y Panią ochronić czy też dać Pani stosowną opiekę.

        Przykro mi, ale tak się nie dzieje. Dzieci czasem informują. Spotykają się z zaprzeczaniem, bagatelizowaniem, oskarżeniami. Jest mi ogromnie przykro, ale żadna ze znanych mi osób molestowanych w dzieciństwie nie otrzymała pomocy w sytuacji gdy informowała lub podejmowała próby informowania o swojej krzywdzie. Bardzo, bardzo przykro.
        Niestety to samo spotyka osoby dorosłe mówiące o swojej krzywdzie jaka miała miejsce w przeszłości.

        > Teraz próbuje Pani zmienić tę sytuację i zdobyć kontrolę nad tą sytuacją poprze
        > z "swoją spowiedź".

        Spowiedź osób molestowanych nie jest próbą odzyskania kontroli. To forma wołania o pomoc. lata milczenia, spychanie i odsuwanie od siebie starych wydarzeń, tabu nałożone na temat w rodzinie powodują, że przez większość czasu się "nie pamięta". Choć na przykład struktura rodziny jest często podyktowana faktem molestowania (pozycja dzieci, relacje poszczególnych członków rodziny, swoisty system pieczy i kontroli rozciągany nad osobami, które były molestowane). Czasem jakiś impuls powoduje, że "to" wraca. Każdy taki nawrót jest koszmarem. To wtedy dochodzi do spowiedzi - jako próby znalezienia pomocy, ujścia dla emocji, uporządkowania swojej historii i tego jak wpływa ona na życie obecne.

        > To bardzo ważne, bo dla ofiary przemocy seksualnej istotne jest uznanie jej krz
        > ywdy przez innych. To nie koniecznie musi być sprawca lub rodzice, którzy zanie
        > dbali sprawę. To może być ten, który wysłucha i nie zaprzeczy temu doświadczeni
        > u i go nie zbagatelizuje.

        > Ważne aby poczuć, że
        > nikt nie poddaje w wątpliwość tego co Pani przeżyła.

        Uznanie krzywdy i zaufanie do ofiary i jej relacji są podstawą do relacji terapeutycznej. Jednak ofiary molestowania mają tez inne równie palące potrzeby. Po pierwsze jest to pomoc w uporządkowaniu emocji: poczucia winy, wstydy, bycia osoba skażoną, tabu kazirodztwa, wstrętu. Po drugie dostarczenia rzetelnej wiedzy. Niezbędnik to: winny jest zawsze dorosły sprawca, niezaleznie od tego czy dziecko odczuwało przyjemność, współpracowało ze sprawcą, krzywdzące dzieci są także ofiarami, ale wobec swoich ofiar są sprawcami, to, że są dziećmi, nie zmniejsza cierpienia ich ofiar i także wymaga uporządkowania, nie da się uznać - bo to tylko zabawa była.
        Ważne jest też wyjaśnienie, że blokada dotycząca otwartego mówienia ma racjonalne podstawy - obawę przed ostracyzmem, rozpadem relacji rodzinnych, niezrozumieniem, kryzysem lub rozpadem związku. Np. kobiety doświadczające przemocy ze strony partnerów, kiedy się przyznają do tego, że doświadczały molestowania doznają nasilenia prześladowania. Fakt molestowania zostaje użyty przeciwko nim. Zdarza sie, że tak reaguja partnerzy, którzy wczesniej nie ujawniali zachowań przemocowych.
        Wazna jest pomoc w ocenie jaka jest relacja między aktualna sytuacją ofiary a jej dawnymi doświadczeniami. szczególnie w roli rodzicielskiej, ale także seksualnej oraz pozycji i relacji w rodzinie (analiza sytuacji rodzinnej i możliwe rozwiązania).

        Ważne jest też pocieszenie w bezpiecznych warunkach. Przytulenie, możliwość wypłakania się, zrzucenia ciężaru. Otrzymania tej formy pomocy, której nie dostało się jako dziecko. Ona wciąż jest ważna.

        > Pisze Pani, że nie radzi sobie z emocjami. Czy wie Pani z jakimi? Czy to poczuc
        > ie winy, że nie zapobiegła Pani tym zdarzeniom? Że się Pani nie obroniła? Pod
        > wpływem jakich emocji szarpie Pani syna? I czy tylko dlatego, ze jest chłopcem?

        Tak, takie pytania pomagają uporządkować emocje. Tyle że to dalszy etap. Wstęp to tabu, wstyd, poczucie winy. Bez tego nie udaje się ruszyć z miejsca. Trzeba tez wyjść z systemu iluzji i zaprzeczeń - inaczej walczy się z wiatrakami. Do częstych należy: mama nie wiedziała, brat/ojciec mnie kochał, byłam kochanym dzieckiem, "to" nie było "aż" takie, zawsze się broniłam, nigdy nie sprawiało mi "to" przyjemności.Trzeba tez zrozumieć mechanizm powodujący bierność wobec sprawcy, albo aktywność. Jak również to, że mysłeniu o dawnych sytuacjach albo o samym molestowaniu może towarzyszyc uczucie podniecenia seksualnego - co nakręca poczucie winy, bycia osoba chorą psychicznie, pokręconą. Wazne jest tez przepracowanie marzeń seksualnych - w których scenariusze czesto oparte sa na przemocy, dawnych doświadczeniach - choć bywają zmodyfikowane. Ich zmiana jest bardzo uwalniająca. typowe scenariusze kobiet molestowanych: w marzeniach są zawsze dużo młodsze, zawsze odgrywają bierna rolę (to zawsze z nimi się "coś" robi, nawet gdy osoby aktywne są miłe i nie stosują przemocy), marzeniom czasem towarzyszy poczucie winy lub ich dziwności, choć nie u wszystkich, kluczem jest słowo ZAWSZE. Są tez inne scenariusze, ale te są najpowszechniejsze. Analiza często prowadzi do wniosku, że zachowanie w marzeniach jest stałym odgrywaniem reakcji na molestowanie, a zachowanie wyobrażonych osób - to kopia zachowania sprawcy - choć osoby, okoliczności i wszystko inne jest zupełnie zmienione.

        > Odpowiadając sobie na te i podobne pytania być może dojdzie Pani do wniosku, ż
        > e jest Pani potrzebna terapia. Po to, aby przemoc nie rozsiewała się dalej.

        Zapobieżenie dalszej przemocy to przede wszystkim nabycie wiedzy o mechanizmach jej przechodzenia na kolejne pokolenie. Do tego nie trzeba terapii. zbyt wczesne podjęcie terapii nie daje efektów, do tego naprawdę trzeba dojrzeć, a terapeuta musi znać mechanizmy i to z czym osoba z doświadczeniem molestowania ma się uporać. Jest jakaś zadziwiająca moda na wybaczanie sprawcy...i na unikanie omawiania scenariuszy seksualnych lub tabu kazirodztwa, albo lęku, ze można zostać sprawcą wobec własnych dzieci, albo winy za to, że kiedyś już się przekroczyło granicę...

        > stosunek do dzieci może być reliktem molestowania. Ale też niekoniecznie tak musi być.

        Tu się zgadzam. Agresja może być efektem zmęczenia, trudnej sytuacji, napięć wśród domowników.
        Molestowanie się skończyło - teraz są emocje. Osoba molestowana nie jest skażona, nie widac po niej i nie ma ona obowiazku informowania partnera. Często kob
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Moja spowiedź 14.07.16, 02:53
          Zgadzam się z Panią w 100% we wszystkim co Pani napisała. Dziękuję za podanie na forum tak wyczerpującej wiedzy i za nieszczędzenie sobie trudu dla empatycznej wypowiedzi.
          Nie tylko uzupełniła i uszczegółowiła Pani moją wypowiedź, ale daleko ją poszerzyła.
          Nie widzę w naszych wypowiedziach sprzeczności, raczej Pani wypowiedź jest bardziej wnikliwa.


          > Do tego został zahamowany naturalny impuls powiedzenia dorosłym, o pierwszym po
          > ważnym akcie molestowania.

          Nie jestem przekonana czy taki naturalny impuls w ogóle istnieje. Zaufanie dziecka do rodzica jest sprawą indywidualną. Po drugie do poinformowania o molestowaniu dziecko potrzebuje elementarnej wiedzy - po pierwsze właściwych słów, żeby mogło zostać zrozumiane, po drugie o tym, kiedy przekroczone są granice. Dzieci w naszej kulturze (a szczególnie te dwie trzy dekady temu) są przyzwyczajone do przekraczania granic - wiele zabiegów medycznych (np. szczepienia, pobrania, oglądanie gardła) jest wykonywanych z użyciem siły, dzieci zmuszone sa do brania udziały w nielubianych zajęciach przedszkolnych i szkolnych, ignoruje sie ich nastrój, przetrzeń w której przebywają często nie odpowiada ich potrzebom (ruchu, wypoczynku). Dzieci często muszą znosić niewygodę, tłumic potrzeby, hamować impulsy. Jeśli nie mają jasnej informacji molestowanie z ich perspektywy to kolejna niedogodność. dzieci są uczone także posłuszeństwa do dorosłych - często w sposób niezróżnicowany.

          Pozwoliłam sobie w niewielkim stopniu nie zgodzić się z powyższym cytatem, a właściwie z jego pierwszym zdaniem. Moim zdaniem taki impuls istnieje. Ponieważ to impuls, to nie jest potrzebna wiedza czy poznanie aby za nim pójść. Dzieci naturalnie szukają oparcia w dorosłych. Czasem są to rodzice, a czasem trenerzy , nauczyciele, dalsza rodzina. Tak jak Pani napisała różnie się to kończy, ale czasem zakończenie jest pozytywne. Dorosły wie co zrobić aby zapobiec dalszemu napastowaniu lub przynajmniej ukoi niepokój. W opisanym przypadku zwyciężył wstyd i nieświadomie wchłonięte kulturowe tabu dotyczące pozycji dziewczynek czy kobiet w ogóle. Krótko mówiąc, że dały sobie "to" zrobić.
          Niewiele się zmieniło w kulturze od tych 2 dekad, ale na pewno jesteśmy mądrzejsi o rzetelną wiedzę.
          Agnieszka Iwaszkiewicz


        • differentview Re: Moja spowiedź 14.07.16, 07:12
          twojabogini napisała:

          > Jest mi ogromnie przykro, ale żadn
          > a
          ze znanych mi osób molestowanych w dzieciństwie nie otrzymała pomocy w sytuac
          > ji gdy informowała lub podejmowała próby informowania o swojej krzywdzie. Bardz
          > o, bardzo przykro.
          > Choć na przykład struktura rodziny jest często podyktowana faktem molest
          > owania (pozycja dzieci, relacje poszczególnych członków rodziny, swoisty system
          > pieczy i kontroli rozciągany nad osobami, które były molestowane).

          Potwierdzasz cos co ja tez jakos intuicyjnie czuje- ze rodziny, w ktorych dochodzi do molestowania na jakims podprogowym poziomie "wiedza" co sie dzieje i bronia tej rodzinnej struktury, ktora moglaby sie rozpasc gdyby dziecko ujawnilo molestowanie i trzeba by bylo cos z tym zrobic. I dziecko tez to nieswiadomie wyczuwa. Moze probowac dac jakos znac co sie dzieje ale jesli ktos nie chce uslyszec to zachowaniem, mowa ciala, grymasem da odczuc dziecku, zeby niczego nie ujawnialo. Tez mam poczucie, ze caly system rodzinny to cala masa nieswiadomych, podskornych powiazan, zaleznosci, ukrytych znaczen a dziecko dobrze to wyczuwa. I stad wynika, ze dzieci nie mowia albo jak powiedza to zaluja bo i tak nie zostanie to uslyszane albo wprost zostanie zbagatelizowane.
          • twojabogini Re: Moja spowiedź 14.07.16, 10:25
            Sądzę, że ten mechanizm "nie widzenia" jest świadomy.

            Także u matek. Natomiast pewne procesy które zachodzą w rodzinach są zadziwiające. W wielu rodzinach osoby, które doświadczyły molestowania jako dorosłe osoby są pod pewnym rodzajem "pieczy". Nalega się np. na nie (szczególnie matki, gdy molestował ojciec) na widywanie ojca. I działa szereg różnych sposobów wywierania presji na to. Kiedy ofiara zaczyna mówić np.: nie nie przyjmę go (ojca) do siebie na kolejne święta, po każdym jego wyjeździe myję cały dom, czuję się brudna, a jak śpię z mężem, to śni mi się, że z ojcem, i jestem potem rozbita przez długi czas - to wtedy słyszy:
            "Przestań gadać głupoty. To niemożliwe, żeby on cię molestował, co rok go przyjmujesz. Nie robiłabyś tego, gdyby takie rzeczy ci robił... " I temu ta "piecza" służy.
            • differentview Re: Moja spowiedź 14.07.16, 10:35
              A ja nie sadze by byl w pelni swiadomy. Dlatego to co opisujesz nie jest zadziwiajace- podswiadomie wszyscy w rodzinie sa w to uwiklani, nic nie dzieje sie przypadkowo. Ale nie dopuszczaja tego do swiadomosci, to dziala podskornie. Ta matka namawiajaca na kontakt z ojcem podejrzewam, ze nie wie czemu to robi- tzn robi to by uspokoic swoje podswiadmosc i zeby moc potem powiedziec- nie gadaj glupot. Jest w tym pokretna logika.
              • ola_dom Re: Moja spowiedź 14.07.16, 10:47
                differentview napisała:

                > A ja nie sadze by byl w pelni swiadomy.

                Ja też. Nie wierzę, że są to działania w pełni świadome i z premedytacją. Co nie umniejsza ich ohydy, ale trudno się spodziewać, żeby chory umysł działał zdrowo i świadomie.
                • differentview Re: Moja spowiedź 14.07.16, 10:59
                  ola_dom napisała:

                  > Co nie umniejsza ich ohydy, ale trudno się spodziewać, żeby chory umysł działał zdro
                  > wo i świadomie.

                  Dokladnie. Choc mysle, ze nawet w takiej chorej rodzinie mozna miec przeblyski zdrowego myslenia tylko podejrzewam, ze wyrwanie sie z tych chorych relacji jest bardzo trudne. To tak jak matka, ktora jest razem z dziecmi ofiara przemocy fizycznej ze strony partnera- moze miec przeblysk zdrowego myslenia, moze zadzwonic na policje, komus powiedziec co sie dzieje ale zaraz zaczynaja ja dopadac leki, probuje wszystko odkrecic, odwoluje zaznania, to co powiedziala komus obraca w zart albo swoj chwilowy kryzys i za wszelka cene chce urzymac status quo by wszystko wracilo do "normy"
                  • panizalewska Re: Moja spowiedź 14.07.16, 13:13
                    Zaiste tak to się działo u nas. To jest naprawdę przerażające, jak ludzie potrafią być uwikłani w zło i tego nie widzieć i nic z tym nie robić. Tylko przyklepywać to, żeby zachować jakiś "odwieczny porządek rzeczy" - np z tymi rodzinnymi świętami, kiedy wszyscy odwieszają na kołu topór wojenny, żeby się przez 3 dni poobściskiwać przy opłatku. Niektórych rzeczy się jednak nie da odwiesić. Bycie zmuszanym przez matkę wciąż i wciąż do obcałowywania obleśnego molestującego tatusia to największy koszmar, jaki przeżyłam. Przy czym matka JUŻ WIEDZIAŁA. I zawsze wyrzuty, że ja "na niego tak dziwnie reaguję" i teatralne sceny, że jestem nielojalna wobec rodziny. JA jestem nielojalna. Już pod koniec budziło to we mnie tylko zdziwienie pomieszane z rozbawieniem, ale i tak dramat. A potem foch, że przecież nie pokazałam IM wnuczki, że matka po nocach płacze, bo wnuki JEJ ZABRAŁAM. Bo ona w dramacie musi grać główną rolę, oczywiście :P
                    • twojabogini Re: Moja spowiedź 14.07.16, 13:59
                      Właśnie to, że matki już po tym, kiedy "wszystko wiadomo" wciąż zachowują się tak samo - nakłaniają do kontaktów ze sprawcą, kłamią, maskują co się da i za każdym razem są "zdziwione" i winią swoje dzieci za złe zachowanie do ojca...Zanim sprawy "wychodzą" matki robią dokładnie to samo, co potem.

                      Mam też doświadczenie w pracy z matkami, które odchodziły od partnerów stosujących przemoc oraz molestujących dzieci. Z ich relacji wynikało, że wiedziały, ale paraliżowało je to, bały się odejść, odsuwały od siebie myślenie o tym, okłamywały siebie. Niektóre relacje były bardzo smutne: to relacje o lęku o bezpieczeństwo finansowe, o okłamywaniu siebie, że przecież nie gwałci, więc dziecko nie ma aż takiej krzywdy, że sprawca jest spokojniejszy, że dziecko zapomni, bo jest małe, że nie będzie ciąży.
                      Mam ogromny szacunek dla kobiet, które w takim uwikłaniu i swojej współwinie w krzywdzie dzieci potrafiły w pewnym momencie jednak to przerwać.

                      Wiem też, że dziewczyny mają skłonność tłumaczenia przed sobą matek, niezależnie od tego, czy ojciec molestował, czy tylko stosował zwykłą przemoc wobec dzieci. Wiem też, że właśnie to powoduje, że zawikłany i niezdrowy układ rodzinny wciąż trwa. Wiele kobiet boi się otwarcie uznać swojej mamy za współwinną, uznać, że bierność matki była jedną ze składowych krzywdy jaka działa się dziecku.
                      Wiem też, że dziewczyny zabiegają o przychylność matek, o to by one uznały krzywdę - to o czym pisała Pani Agnieszka. Wobec matek ta potrzeba uznania jest bardzo silna. Nie znam niestety ani jednego przypadku, kiedy to nastąpiło. Za to matki często stawiają siebie w roli ofiary - ofiary niewdzięcznej córki, która "nie wiadomo dlaczego" unika kontaktów, wyciąga stare sprawy. Wyciagają też przeciwko córkom to jak się zachowywały jako dzieci lub nastolatki (zbuntowanie, niezrozumiałe zachowania, próby samobójcze, okaleczenia - każde zachowanie jakim dzieci zwracały na siebie uwagę). "Co ja przez ciebie przeszłam".

                      Wiem też, że przepracowanie współwiny matki uwalnia.

                      Układ w którym nie jest to przepracowane bywa niebezpieczny dla dzieci (wnuków). Matki domagają się kontaktu z wnukami, ale jeśli wypierają molestowanie będą to robić także w stosunku do wnuków: "no co ty, on jest już stary, takie rzeczy mu nie w głowie". A w ramach upewniania się, że sprawca jest już bezpieczny, zostawiają dzieci same z dziadkiem i jeśli wracają i "nic się nie dzieje", traktują to jako dowód, że wszystko jest dobrze.
                      Zdarza się też, że takie babcie omawiają z wnukami swoje córki. Mówiąc jakimi były trudnymi dziećmi, jakimi są niedobrymi i niewdzięcznymi osobami, krytykując córki w obecności dzieci, często w upokarzający sposób. Podważają także zaufanie dzieci do rodziców, albo wypytują dzieci o relację z ich ojcem pod katem wykrycia "czegoś". dzieci uwikłane w taką chorą relację tez są krzywdzone - w inny ale równie dotkliwy sposób.

                      Wiem, że często urwanie kontaktu z rodzicami nie jest możliwe z różnych przyczyn, także emocjonalnych. Ale trzeba bardzo uważać na to, żeby w takich relacjach chronić dzieci. Zasada numer 1: nie wolno zostawiać dziecka sam na sam z dziadkami. Nie tylko ze sprawcą, także z bierną babcią, nawet gdy sprawcy nie ma (to z uwagi na swoiste pranie mózgu jakie takie babcie serwują dzieciom).

                      "RELACJE Z MAMĄ

                      Większość kobiet, które doświadczyły gwałtu lub molestowania w dzieciństwie, ma bardzo trudne relacje z matkami. Czasem kobiety sądzą, że ich matki wiedziały, tylko ?nie chciały wiedzieć?. Bardzo często są też przez matki obwiniane. Nawet jeśli fakt gwałtu lub molestowania oficjalnie nie był rodzinie znany, kobiety często winione są o zachowania, które nastąpiły potem i miały na celu zwrócenie uwagi np. byłaś taka opryskliwa wobec wujka, wstyd mi było, zawsze dziwnie zachowywałaś się podczas świąt, twój ojciec nieba by ci przychylił, a ty źle go traktowałaś i byłaś potem dla niego taka opryskliwa, zawsze miałaś problemy z zasypianiem, ile ja się z tobą namęczyłam.

                      Kobiety nie chcą konfrontacji, wolą widzieć nawet matkę w roli swojej ofiary, ofiary lęków i niepokoju o dziecko, gdy uciekło z domu, nałykało się prochów, miało próbę samobójczą. Kobiety mają silne poczucie winy wobec swoich mam - jak mogłam JEJ to robić. Zapominają, że robiły to SOBIE. Przyjmują perspektywę widzenia matki i widzą siebie jej oczami ? jako niewdzięczne, trudne dziecko, które przysporzyło matce tyle bólu. I wpędzają się w kolejne poczucie winy. Z tym aspektem boryka się najwięcej kobiet, które doświadczyły przemocy na tle seksualnym w dzieciństwie ? i najwięcej tu samooszukiwania, deformowania rzeczywistości, wspomnień. Niektóre z nas sądzą, że to poczucie winy i takie widzenie sytuacji jest efektem manipulacji ze strony matki, która faktycznie nie chciała wiedzieć, więc wolała zakłamywać i fałszować rzeczywistość. To zwłaszcza, gdy sprawcą był ktoś matce bliski lub osoba od której była zależna."

                      cały tekst: seksualnosc-kobiet.pl/problemy/przemoc_seksualna_jak_pomoc_sobie
                      • twojabogini Re: Moja spowiedź 14.07.16, 14:31
                        Jest taka książka którą z całego serca polecam osobom, które mają nieprzepracowane problemy z domu rodzinnego, takie jak zaniedbywanie, molestowanie, przemoc, nadopiekuńczość.
                        Janet G. Woititz "Wymarzone dzieciństwo" - jak wychować szczęśliwe dziecko, unikając błędów naszych rodziców.
                        Sama w sobie ma ogromną wartość terapeutyczną, ale przede wszystkim pozwala ułożyć sobie relacje w własnej rodzinie, ułożyć i uporządkować relacje z własnymi dziećmi, znaleźć odniesienie do zdrowych wzorców opieki. Książka jest ciepła. dziewczyny często mówiły mi, że kiedy ja czytały czuły się jak w dialogu z mamą - tą kochającą, dobrą, rozumiejącą.
                        Autorka ma też głebiko szacunek do więzi osób krzywdzonych przez rodziców z tymi właśnie rodzicami. Nie nakazuje zrywania kontaktów, pokazuje jak wiele rzeczy i w jaki sposób można przepracować. Przykłady które podaje są typowe, takie w których łatwo sie odnaleźć. Podpowiada rozwiązania. I daje ogromną siłę.
                        "Jeżeli któreś z waszych rodziców wykorzystywało was seksualnie, to NIE WOLNO Wam przejśc nad tym do porządku dziennego i uznać, że to sie nie powtórzy w stosunku do waszych dzieci. (...) Osoba odpowiedzialna za nie, jak również drugie z rodziców, które godziło się na to w milczeniu, muszą sie poddać leczeniu. Dopiero kiedy zarówno Wy, jak i stosowny terapetu uznacie, że leczenie zakończyło sie sukcesem, możecie być nieco mniej przezorni w kwestii kontaktów Waszych dzieci z Waszymi rodzicami.
                        Jeżeli uważacie, że to przesadne wymagania, to znaczy, że wciąż na poziomie własnej psychiki tłumicie własne uczucia. Nie spełniając powyższych warunków narażacie swoje dzieci na wielkie niebezpieczeństwo. Te gorzekie słowa wynikają niestety z mojego doświadczenia klinicznego. Widziałam aż za często do czego prowadzi brak przezorności w tych sprawach. (...)
                        BYć może Wy sami, próbując opanowac stres, który powstał w wyniku działań Waszych rodziców, stłumiliscie swoje uczucia. Byc może tłumicie je nadal. Choć więc pozostawiając dziecko z osobą, o której wiece, iż może być niebezpieczna, powinniscie odczuwac paniczny lęk, to nie odczuwacie nic. Uczucie lęku jest wam niedostępne. Ponieważ w danej chwili musicie gdzieś wyjśc i zostawić z kims dziecko albo tez nie chcecie sie narażać na przykrości, które powstały w wyniku rozczarowania waszych rodziców, to racjonalizujecie swoją decyzję "dzieciom nie stanie sie żadna krzywda". W ten sposób wystawiacie dzieci na wielkie niebezpieczeństwo. (...) Wy jesteście rodzicami i do Was należy ostatnie słowo. Nie jest Waszym obowiązkiem troszczenie się o rodziców.(...) Obowiązki wobec dzieci stoja na pierwszym miejscu."
                        Potem jest bardzo rzeczowy opis jak można wyzwolić się z poczucia winy wobec rodziów i uwolnić z uwikłania - co nie oznacza zerwania kontaków.

                        To dotyczy także sytuacji zostawiania dzieci z mamą, kiedy sprawca z nią nie mieszka (czasem odwrotnie - sprawczyniami bywają także matki, a bierna rolę pełnią ojcowie). Babcie naprawde potrafią serwoać dzieciom pranie mózgu, podważac zaufanie dzieci do własnych rodziców. I wszystko to takie "nieświadome", przypadkowe.

                        Jedna z "moich" dziewczyn miała dobre relację z mamą. Mama od lat mieszkała sama, rozstała się z ojcem. Ona uważała więc kontakty swoich dzieci z babcią za bezpieczne. Jej najstarsza córka zaczęła pić alkohol i eksperymentować z narkotykami, straciła tez z nią kontakt, córka odsuwała się od niej i od swojego taty. Podjęli terapię rodzinną. W jej trakcie okazało się, że babcia latami budowała we wnucze potworny wizerunek rodziców, przedstawiała jej mężczyzn jako sprawców, którzy nawet na swoje córki patrzą pożądliwie, radziła, żeby nie pozwalała się wnuczka przytulać ojcu i unikała go, bo on może dostać erekcji, wygadywała okropne rzeczy o mamie. Nie omieszkała tez poinformować jej, że jej matka w młodości brała narkotyki i piła alkohol. dziewczynka straciła poczucie bezpieczeństwa w relacji z rodzicami, była zagubiona. Babcia wmawiała tez córce, że rodzice są alkoholikami (bo wypili piwo), że nie może na nich liczyć, że są pokręceni. To trwało latami, od wczesnego dzieciństwa tej dziewczynki.

                        Bierni rodzice nie są bezpieczni. Wciąż manipulują, starają się zakryć swoje poczucie winy, obarczyć swoje dzieci winą. Krzywdzą. Nie są bezpiecznymi osobami dla wnuków i wnuczek.

                        Nie mam doświadczenia klinicznego, ale wspierając od strony prawnej osoby które doświadczały molestowania, słuchając ich relacji - mam podobne obserwacje, co autorka, która cytowałam:
                        1. Bierni rodzice wiedzą.
                        2. Bierni rodzice krzywdzą i są takim samym zagrożeniem dla innych dzieci, w tym wnuków jak sprawcy.

                        To o braku lęku - to informacja kluczowa. To, że nie czujesz lęku, nie oznacza, że sytuacja jest bezpieczna. To, że nie widzisz w matce współwinnej twojej krzywdy - to efekt wypierania, jej manipulacji, tego, że bazuje na twoim poczuciu winy wobec niej. To są rzeczy, które warto przepracowywać. Ale jeśli macie dzieci - TRZEBA. Bo ich bezpieczeństwo jest najważniejsze, a ochrona jest najważniejszym zadaniem rodziców.

                        Nie ma sensu winić się, jeśli do tej pory nie chroniło się dzieci dostatecznie. Albo, że jak już dziecko zostaje z babcia raz w miesiącu, to musi to byc kontynuowane. Ważne jest żeby już od teraz natychmiast przerwać złą i krzywdzącą dziecko relację.



Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka