Dodaj do ulubionych

lęk przed bliskością

18.08.16, 13:17
Jestem dwa miesiące po rozstaniu z narzeczonym, z którym byłam kilka lat. Korzystam doraźnie z pomocy terapeuty, do którego trafiam właśnie w takich sytuacjach kryzysowych. Ostatnio moja terapeutka powiedziała mi, że wybieram takie "niebezpieczne" relacje z mężczyznami odtwarzając schemat utraconego w dzieciństwie poczucia bezpieczeństwa. Strasznie mnie to stwierdzenie dobiło, zwłaszcza, że w ogóle nie widziałam tego w taki sposób.
Jest mi teraz bardzo trudno, bo z jednej strony kochałam mojego narzeczonego, a z drugiej wiem, że to nie był dobry związek, oboje od dłuższego czasu nie byliśmy w nim szczęśliwi. Raz już zresztą się rozstaliśmy i ponownie wróciliśmy do siebie - sądząc, że coś przepracowaliśmy.
Jestem całkowicie skołowana, mam wrażenie, że już nie ułożę sobie życia osobistego.
Ten cytat idealnie mnie opisuje: "DDD szarpią się między potrzebą bliskości a głęboką nieufnością do siebie oraz partnera".
Co czytać, jaki ewentualnie nurt terapii wybrać? Za wszelkie podpowiedzi dziękuję.
Obserwuj wątek
    • liczby-pierwsze Re: lęk przed bliskością 12.09.16, 12:30
      Może jednak ktoś coś?
    • milamala Re: lęk przed bliskością 12.09.16, 13:04
      Z mojego doswiadczenia DDD a ralacje damsko-meskie. Ciagle nieudane, myslalam, ze cos jest nie tak ze mna (bo i pewnie jest) i dlatego nie potrafie budowac relacji. Kiedy jednak poznalam mojego meza to okazalo sie, ze budowac jednak umie, wlasciwie to nic budowac nie musialam, samo sie budowalo. Fakt jest faktem, ze nie wyobrazam sobie aby ktokolwiek inny moglby zostac moim mezem. Umiejetnosc budowania relacji w sensie czynniki, ktore przeszkadzaja temu to jedno, a spotkanie wlasciwego czlowieka to drugie. Jesli sie nie trafi na tego wlasciwego czlowieka to nawet najlepsza umiejetnosc budowania relacji chyba nie pomoze w budowaia dlugotrwalego w pelni satysfakcjonujacego zwiazku, zawsze czlowiek sie bedzie "docieral" i "dzwigal swoj krzyz malzenski".
      Co do terapii to pani ekspert wie najlepiej.
      • liczby-pierwsze Re: lęk przed bliskością 14.09.16, 12:23
        Dziękuję, za podzielenie się doświadczeniem i dobre słowo. Ja mam wrażenie, że u nas - mimo deklaracji - było jednak za mało miłości, akceptacji dla drugiej strony, dawania mu przestrzeni na bycie sobą, wsparcia, jakbyśmy ciągle podskórnie ze sobą walczyli - o uwagę, o akceptację....
    • 71tosia Re: lęk przed bliskością 12.09.16, 20:37
      Oczywiscie ze sobie ulozysz zycie, i raczej naturalne ze po roztaniu z kims, z kim bylas dosc dlugo i wiazalas plany czujesz sie zle i pewnie troche tak potrwa. Jezeli ci bardzo zle to moze jakies lagodne antydepresanty? Terapia? Pewnie bardziej potrzebujesz przyjaciolki, ktorej bedziesz sie mogla wyplakac, za kazdym razem gdy bedziesz opowiadac komus o swojej traumie ona bedzie sie robic troche mniejsza. Dobrze w takiej sytuacji nie zamykac sie, nawet na sile byc z ludzmi. Odnow stare znajomosci, staraj sie nawiazac nowe, rob sobie jakies male przyjemnosci i wszystko co poprawia nastroj. Spojrz w lustro powiedz sobie 'jestem fajna' i pozlosc sie na niego - wcale nie byl idealny. Ciesz sie czasem dla samej siebie!
      • liczby-pierwsze Re: lęk przed bliskością 14.09.16, 12:30
        Dziękuję za dobre słowo. Jeśli chodzi o leki, jestem bardzo daleka od tego i masz rację, że z każdą rozmową z drugim człowiekiem jest lżej. Teraz mam taki czas krytycznego spojrzenia na siebie i na swój udział w rozpadzie tego związku, ale też wiem, że długi czas żyliśmy w napięciu.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: lęk przed bliskością 13.09.16, 01:04
      To, że rozstaliście się i zrezygnowaliście z nieszczęśliwego związku, może być paradoksalnie dowodem dojrzałości. Pani postanowiła wyjść z jakiegoś schematu relacji, który Pani nie służył. Przynajmniej w tym momencie życia. Interpretacja terapeutki powinna stać się dla Pani drogowskazem jakich relacji unikać.
      Ambiwalencja między bliskością a nieufnością jest dość częsta. Tak naprawdę , to jest esencja związku miłosnego , byleby jej nie przeskalować.
      Dlatego warto być na to czujnym, ale też nie traktować tego jako klątwę.
      Pani do czytania poleciłabym cykle wywiadów z psychoterapeutami wydawnictwa Agora, opublikowane w książkach: "Kochaj wystarczająco dobrze" oraz "Wybieraj wystarczająco dobrze".
      Te wywiady w przystępnej formie pokazują pułapki relacji.
      Jeśli terapię, to grupową. Tam najlepiej widać schemat relacyjny. Można go obejrzeć i zanalizować.
      Warto też poczytać o Grupach Otwarcia i wybrać się , gdy kryzys minie.
      Agnieszka Iwaszkieiwcz
      • liczby-pierwsze Re: lęk przed bliskością 14.09.16, 12:44
        Dziękuję bardzo, Pani Agnieszko. Ta nieufność spowodowała, że żyłam w ciągłym nieuświadomionym do końca napięciu, że zostanę skrzywdzona, porzucona, czułam się niewiele warta, mimo, że teraz otwieram się na innych ludzi i uważam się za sensowną osobę, która ma coś, co może dać drugiej stronie. Moja terapeutka zasugerowała mi także, że idealizuję partnera, że trzymam w osobnych pudełkach to, co u niego dobre i to, co złe i nie potrafię połączyć w jedną całość. Z lęku przed bliskością też w jakiś sposób go odrzucałam i on też musiał to czuć.
        Mam obie książki, wracam często do "Kochaj wystarczająco dobrze".
        • zuzi.1 Re: lęk przed bliskością 14.09.16, 21:46
          A możesz cofnąć sie w czasie i napisać jak wygladalo Twoje dzieciństwo?
          • liczby-pierwsze Re: lęk przed bliskością 15.09.16, 16:47
            Mieszkałam z rodzicami i babcią. Rodzice nie byli dobrym małżeństwem, nie było między nimi bliskości, czułości. Z biegiem lat sytuacja się pogarszała, gdy poszłam na studia moja mama zachorowała ciężko na depresję, miała kilka prób samobójczych, zaczęła nadużywać alkoholu. Kontakt zawsze miałam lepszy z tatą, miałam wrażenie, że lepiej mnie rozumie. Tak jest do dzisiaj. Rodzice w końcu kilka lat temu zamieszkali oddzielnie, ale nie rozwiedli się, ani żadne z nich nie związało się z innym partnerem. Miałam wrażenie, że cały czas byli skupieni na mnie, chyba w ogóle nie funkcjonowali jako para. Moja mama to był taki typ poświęcający się, nie pamiętam, by miała jakieś koleżanki, gdzieś wychodziła, koncentrowała się na domu i pracy, nie miała jakiś swoich pasji, zainteresowań, ciągle miała do mnie i do taty pretensje, że nie pomagamy jej w domu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka