Dodaj do ulubionych

jak do tego podejść?

20.11.16, 22:32
jest taka sytuacja w moim otoczeniu - para jest po rozwodzie, dzieci mieszkają u matki, ojciec mieszka oddzielnie, płaci alimenty

matka ma okresowe "odpały", coś w rodzaju że regularnie co kilka miesięcy ma jakieś pretensje do całego świata, wszystko jest źle, nawet jak ktoś jej schodzi z drogi to jest awantura że nie taką minę zrobił.

no i do sedna - właśnie co kilka miesięcy dzwoni do swojego exa i wykrzykuje mu teksty że "zabierz dzieci, od jutra mieszkają z tobą" i takie tam

dzieci się ojca nie boją, byłoby im żal robić taką przeprowadzkę (zwłaszcza z dnia na dzień) - głownie ze względu na przyjaźnie w miejscu zamieszkania, no i logistycznie ze szkołą by się to pokomplikowało. gdyby ustalić że np. od przyszłego roku szkolnego - to co innego, dałoby się.

jednak następnego dnia matka już o niczym nie pamięta, udaje że nic się nie stało, że nic takiego nie mówiła

no i ojciec nie chce włączać się do sprawy w takiej formie że zwrócić się do dzieci "sluchajcie wasza matka jednego dnia świruje a na drugi dzień sie wypiera, po prostu musicie być mądrzejsi od niej i nie dawać się wciągać i prowokować" - na to są za mali

idealnie byłoby włączyć w to jakieś służby które monitorują sytuacje w takich rodzinach, bo zgaduję że chociaż sytuacja rozchodzi się po kościach, to zdrowa nie jest (w tym roku już trzy razy) i być może są jakieś jednostki które albo albo - stwierdzą że jest za bardzo labilna i niech dzieci idą do ojca, albo "nastraszą" ją że się ogarnie w końcu.

no to gdzie ten mój znajomy ma opisać sprawę i prosić o interwencję?
Obserwuj wątek
    • tt-tka Re: jak do tego podejść? 20.11.16, 22:40
      Obawiam sie, ze straszenie nic nie da. Ewentualnie leczenie, ale tego ona musialaby chciec.

      Nie piszesz, w jakim wieku sa dzieci - jesli w szkolnym, to moze zaczac od psychologa szkolnego, niech oceni stan dzieci, zwlaszcza po takim popisie matki. Centrum Interwencji Kryzysowej ? Osrodek Pomocy Rodzinie ? Stowarzyszenie Praw Ojca (frustratow tam pelno, ale prawnikow maja niezlych)? Mozna rowniez zwrocic sie wprost do sadu o ustalenie opieki, monitorowanie przez kuratora sytuacji rodzinnej nieletnich...
      Czy ojciec jest gotow wziac dzieci do siebie ? Czy matka ma swiadomosc, ze w takiej sytuacji ona stanie sie platniczka alimentow ?
    • eukaliptusy Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 08:08
      Kobieta została samotna matką z dwójką małych dzieci i okresowo nie wyrabia. Może ma depresje? Takie wybuchy to tez może być objaw.
      Wiec zamiast wzywać "służby" proponuje skoncentrować się na pomocy matce.
      Na przykład częściej brać dzieci do siebie, wziąć na siebie jakaś logistykę, zainteresować się czy ma wsparcie ze strony rodziny i przyjaciół.
      Jesli stosunki między małżonkami są napięte, wtajemniczyć kogoś z jej otoczenia, kto może udzielić jej realnej pomocy.
      • zosia_1 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 15:24
        też tak pomyślałam, autorka nie pisze o tym, ze ojciec przejawia jakiekolwiek zainteresowanie w wychowaniu dzieci , jedyne co płaci alimenty i matce ma wystarczyć. Ale jak jej odpala, bo jest przemęczona, to od razu chętny zawiadomić służby. zawsze uważam, ze kobiety maja gorzej, niestety. Uważam ,ze ten ojciec powinien co jakiś czas zabierać dzieci chociaż na weekend, pewnie o wystarczy i bez służb sie obejdzie i dzieci będą sie miały lepiej i matka psychicznie też odpocznie
        • seare Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 15:58
          zosia_1 napisała:

          > też tak pomyślałam, autorka nie pisze o tym, ze ojciec przejawia jakiekolwiek z
          > ainteresowanie w wychowaniu dzieci , jedyne co płaci alimenty i matce ma wysta
          > rczyć. zawsze uważam, ze kobiety maja gorzej, niestety. Uważam ,ze ten ojciec po
          > winien co jakiś czas zabierać dzieci chociaż na weekend


          Oczywiście, kobiety mają gorzej ;) Pan najpewniej ma zasądzone i alimenty
          i widzenia. Nic nie musi być raz na zawsze. Mogą się dzielić opieką, jeśli oboje
          tego chcą, przy jednoczesnym zmniejszeniu płaconych dotąd alimentów przez
          pana. Nie zaraz muszą iść z tym sądu. Mogą się umówić między sobą. Ponieważ
          prawo jest takie, że nie można samemu, bez wyroku sądu, zmniejszać alimentów
          niech pan wysyła jak dotąd dokładnie taką samą kwotę, a pani ustaloną część
          odda. Inaczej nie radzę. Dzieci zaś mogą bywać niezależnie od ustalonych dni
          i godzin tyle, na ile się umówią między sobą. Później ustalenia mogą przypieczętować
          w sądzie.
          • aqua48 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 18:52
            seare napisał:


            > Pan najpewniej ma zasądzone i alimenty
            > i widzenia. Nic nie musi być raz na zawsze. Mogą się dzielić opieką, jeśli oboj
            > e
            > tego chcą, przy jednoczesnym zmniejszeniu płaconych dotąd alimentów przez
            > pana. Nie zaraz muszą iść z tym sądu. Mogą się umówić między sobą. Ponieważ
            > prawo jest takie, że nie można samemu, bez wyroku sądu, zmniejszać alimentów
            > niech pan wysyła jak dotąd dokładnie taką samą kwotę, a pani ustaloną część
            > odda. Inaczej nie radzę.

            Czyli proponujesz żeby pani kupiła większą opiekę nad dziećmi od ich ojca?
      • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 18:04
        > Wiec zamiast wzywać "służby" proponuje skoncentrować się na pomocy matce.

        dlaczego "zamiast" - zakładam że te "służby" są pomocne i są w stanie doradzić, pomóc, a nie że od razu zabierają dzieci do rodziny zastępczej

        matka albo chce przeprowadzić taką zmianę, wtedy niech zrobi to przez sąd i da ojcu ze czas na przygotowanie mieszkania
        albo nie chce - wtedy niech nie mówi o tym w awanturach z dziećmi
        • aqua48 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 18:49
          heniek.8 napisał:

          > > Wiec zamiast wzywać "służby" proponuje skoncentrować się na pomocy matce.
          >
          >
          > dlaczego "zamiast" - zakładam że te "służby" są pomocne i są w stanie doradzić,
          > pomóc

          Jakoś żadna "pomoc" nie kojarzy mi się z tym co napisałeś na początku: "jednostki które albo albo - stwierdzą że jest za bardzo labilna i niech dzieci idą do ojca, albo "nastraszą" ją że się ogarnie w końcu".
          Pomoc nie na tym polega...

          > matka albo chce przeprowadzić taką zmianę, wtedy niech zrobi to przez sąd i da
          > ojcu ze czas na przygotowanie mieszkania
          > albo nie chce - wtedy niech nie mówi o tym w awanturach z dziećmi

          Matka zapewne chwilami sobie nie radzi z wychowaniem dzieci, dochodzi do awantury i wtedy oczekuje pomocy od ich ojca, co ten odbiera jako robienie dzieciom krzywdy.

          Najlepiej gdyby rodzice porozmawiali na spokojnie o sytuacji, ustalili wspólny model wychowania i wspierali się w nim dla dobra dzieci. Być może dzieciom po rozwodzie przydałyby się konsultacje psychologa, a rodzicom na pewno też nie zaszkodziłyby jeśli powstają tego rodzaju problemy.
          • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 18:59
            > Pomoc nie na tym polega...

            no ale może coś sa w stanie pomóc, doradzić,
            a nawet jeżeli nie i tylko od czasu do czasu zajrzą to spelnią taką rolę jak nauczyciel dyżurujący na korytarzu w czasie przerwy - niby nic konkretnego nie robi, a jakoś tak wszystkim lepiej
            • aqua48 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 19:06
              heniek.8 napisał:

              >spelnią taką rolę jak na
              > uczyciel dyżurujący na korytarzu w czasie przerwy - niby nic konkretnego nie ro
              > bi, a jakoś tak wszystkim lepiej

              Można też nie odbierać telefonów od byłej - skuteczność ta sama. Wiesz, akurat ja bywało, że dyżurowałam na korytarzach szkolnych i powiem szczerze, że to tylko wymóg bezpieczeństwa. NIKOMU od tego lepiej nie było. A na pewno sama obecność nauczyciela nie rozwiązała żadnego konfliktu.
              • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 19:14
                jak to, wymóg bezpieczeństwa który nie wpływa na stan bezpieczeństwa?
                to po co są te dyżury, jakieś lobby za tym stoi czy co?
                • aqua48 Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 10:15
                  heniek.8 napisał:

                  > jak to, wymóg bezpieczeństwa który nie wpływa na stan bezpieczeństwa?
                  > to po co są te dyżury, jakieś lobby za tym stoi czy co?

                  Teoretycznie nauczyciel na korytarzu powinien zareagować szybciej niż gdyby siedział w sali lekcyjnej. W praktyce jak pokazuje choćby incydent sprzed paru lat kiedy dziewczynka nożem zaatakowała koleżankę na przerwie nie na wiele to się przydaje. A o powody wydania takiego przepisu pytaj w ministerstwie. Głupich Kroków.
                • deep_core_blue Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 10:37
                  Ale chyba nie chodzi o to, żeby matkę nadzorować i kontrolować, tylko żeby ją REALNIE ODCIĄŻYĆ od obowiązków dziecięco-domowych? Ja bym tylko schizy nałapała, gdyby jakaś pani z MOPSu, czy czego tam przychodziła i na mi patrzyła na ręce, bo w danym momencie ma być ę ą bą tą, dzieci czyste lekcje odrobione, a po jej wyjściu i tak świrować ze zmęczenia. To jest bez sensu.
                  • tt-tka Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 12:58
                    Zadaniem instytucji - MOPS, CIK czy dowolnej innej - jest, po primo, zorientowac sie, co sie dzieje, po secundo, jakie kroki mozna podjac. Na pewno pani z MOPS nie bedzie przychodzila i patrzyla na rece, bo na to one nie maja czasu, w domu, w ktorym dzieci nie sa zaniedbane (nikt nie twierdzil, ze sa).
                    Byc moze matce potrzebne jest wsparcie psychologa. Byc moze rzeczywiscie wystarczy ja odciazyc i to jest sprawa do dogadania - eks czesciej zajmuje sie dziecmi /eks doklada sie do opiekunki na godziny / inne. Byc moze dzieciom potrzebne beda zajecia ze specjalista, ktory zniweluje ich poczucie zagrozenia po takich zachowaniach matki... nie wiemy w gruncie rzeczy za duzo, a doradzac na odleglosc w ciemno - ryzykowne.
                    uwazam, ze lepiej doradzi ktos, kto zbada sprawe na miejscu.
                    • anoraak Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 21:06
                      >Zadaniem instytucji - MOPS, CIK czy dowolnej innej - jest, po primo, zorientowac sie, co sie >dzieje, po secundo, jakie kroki mozna podjac. Na pewno pani z MOPS nie bedzie >przychodzila i patrzyla na rece, bo na to one nie maja czasu, w domu, w ktorym dzieci nie sa >zaniedbane (nikt nie twierdzil, ze sa)

                      teoria teorią, a życie życiem
                      mam znajomą, na którą były partner obecnie nasłał opiekę, pewnie podobny do Henka.8 świr. Pani z opieki czepiała się dosłownie wszystkiego włącznie z tym, że starsza córka nie sprzątnęła łóżka (nastolatka), kończąc na tym, że ubrania małego dziecka leżały na komodzie. Nie pytała o inne szczegóły, mało ją interesowało "co się dzieje" a jakie "kroki ma podjąć" to chyba wiedziała od razu jak zobaczyła łóżko z pościelą nastolatki :)
                      dodam, że wizyta nie była zapowiedziana.
                      Osobiście myślę, że te instytucje w Polsce nie chcą ani zorientować się co się dzieje, ani podjąć jakieś kroki, żeby pomóc danej rodzinie....tylko muszą coś wpisać do raportu i mieć święty spokój
                      • tt-tka Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 21:21
                        anoraak napisała:

                        > teoria teorią, a życie życiem
                        > mam znajomą, na którą były partner obecnie nasłał opiekę, pewnie podobny do Hen
                        > ka.8 świr. Pani z opieki czepiała się dosłownie wszystkiego włącznie z tym, że
                        > starsza córka nie sprzątnęła łóżka (nastolatka), kończąc na tym, że ubrania ma
                        > łego dziecka leżały na komodzie. Nie pytała o inne szczegóły, mało ją interesow
                        > ało "co się dzieje" a jakie "kroki ma podjąć" to chyba wiedziała od razu jak zo
                        > baczyła łóżko z pościelą nastolatki :)
                        > dodam, że wizyta nie była zapowiedziana.

                        Czy pani czepiala sie, nie podejme sie ocenic. Na pewno znajoma nie zaznajomila sie z przepisami (albo zarzuty byly zasadne, Ty znasz sprawe z drugiej reki, a ja z trzeciej). Opiekunka spoleczna NIE decyduje o tym, jakie kroki podjac, ona wypelnia zadania zlecone, tak na marginesie.

                        > Osobiście myślę, że te instytucje w Polsce nie chcą ani zorientować się co się
                        > dzieje, ani podjąć jakieś kroki, żeby pomóc danej rodzinie....tylko muszą coś w
                        > pisać do raportu i mieć święty spokój

                        A ja mysle, ze slabo sie orientujesz w zakresie zadan i uprawnien takich instytucji i oceniasz na podstawie jednego, niekoniecznie obiektywnie zreferowanego, przypadku znajomej. I wrzucasz do jednego worka instytucje zupelnie rozne, dzialajace na podstawie innych przepisow, zorientowane na inne cele.

                        • anoraak Re: jak do tego podejść? 23.11.16, 12:58
                          tak tak, ja się nie orientuje, jestem nieobiektywna itd a Ty mądra wszystko wiesz o tym, że MOPS zawsze działa poprawnie.
                          nie byłam zaangażowana w tą sprawę ani emocjonalnie ani fizycznie, ale czepianie się takich szczegółów jak nie złożone łóżko czy ubrania na komodzie, są moim zdaniem mocnym nadużyciem. osoba, którą MOPS nachodził kilkukrotnie dostała pełne prawa do dziecka przed sądem i alimenty, ale co przeżyła w czasie tych wizyt to jej.
                          więc bądź łaskawa nie pisać, że każda wizyta służb to sama przyjemność - to jest właśnie tak jak ktoś napisał "patrzenie na ręce" a nie jak Ty napisałaś sprawdzenie co się dzieje i jakie kroki podjąć.
                          • tt-tka Re: jak do tego podejść? 23.11.16, 13:35
                            anoraak napisała:

                            > tak tak, ja się nie orientuje, jestem nieobiektywna itd a Ty mądra wszystko wie
                            > sz o tym, że MOPS zawsze działa poprawnie.

                            A czy ja cos takiego napisalam ? Napisalam, ze ani ty, ani ja nie mozemy oceniac sprawy, ktora znamy tylko z jednostronnej i niekoniecznie obiektywnej relacji.
                            Ponadto ja mam jednak pojecie, co nalezy do zadan i obowiazkow MOPS, a co innych instytucji/organizacji. Ty najwyrazniej nie.


                            > nie byłam zaangażowana w tą sprawę ani emocjonalnie ani fizycznie, ale czepiani
                            > e się takich szczegółów jak nie złożone łóżko czy ubrania na komodzie, są moim
                            > zdaniem mocnym nadużyciem.

                            Twoim. Nie wiesz, co bylo powodem/jakie powody podano MOPS wnioskujac o zajecie sie sprawa.

                            osoba, którą MOPS nachodził kilkukrotnie

                            Nachodzil ? Wiesz, mozna nie wpuscic, ewentualnie zagrozic interwencja policji. No chyba ze jest sie klientka MOPS , wtedy wpuscic trzeba. Wizyte kontrolerow od gazu czy innych rur tez nazwiesz nachodzeniem ?

                            dostała peł
                            > ne prawa do dziecka przed sądem i alimenty,

                            a co to ma do rzeczy ? Pracownik MOPS, wyobraz sobie, nie wpada znienacka na pomysl "a, zajrze do Iksinskich na Igrekowskiej, bo taka mam fantazje" , tylko idzie tam, dokad dostal skierowanie (tez nie zrodzone z fantazji kierownictwa) i w okreslonym celu.

                            ale co przeżyła w czasie tych wizyt
                            > to jej.
                            > więc bądź łaskawa nie pisać, że każda wizyta służb to sama przyjemność -


                            zacytuj, gdzie cos takiego napisalam !

                            to jes
                            > t właśnie tak jak ktoś napisał "patrzenie na ręce" a nie jak Ty napisałaś spraw
                            > dzenie co się dzieje i jakie kroki podjąć.

                            Swiadomie lub nie - mijasz sie z prawda. "Patrzec na rece", czyli kontrolowac wykonanie zalecen mozna (i trzeba) wtedy, gdy te zalecenia juz zostaly wydane. Zanim sie je wyda, trzeba sprawe rozpoznac i zdecydowac, jakie podjac kroki.
                            • anoraak Re: jak do tego podejść? 23.11.16, 14:08
                              Pani była kontrolowana i dokładnie tak jak napisałam "nachodzona" przez MOP po donosie ex partnera, nie przeczę, że muszą takie rzeczy sprawdzać, ale wykazali się wyjątkową nadgorliwością.
                              A co do tego ma wyrok sądu - ano ma bo sugerowałaś, że Pani pewnie miała coś na sumieniu.
                              I sorry ale kontrolerzy gazu nie przychodzą 3 razy w ciągu dwóch tygodni i nie krytykują faktu, że nie złożyłam łóżka, więc porównanie nieprawidłowe
                              Patrzeć na ręce można również na przykład w taki sposób, że krytykuje się kogoś za to jak prowadzi dom, mimo, że nie jest to złe prowadzenie. Jedni mają mniejszy inni większy bałagan ale dopóki wszystko mieści się w granicach normy to nadużyciem jest krytykowanie kogoś za to. To jest też forma psychicznego zastraszania i wywierania nacisku, bo po takiej wizycie człowiek boi się czym jeszcze może podpaść osobie kontrolującej.
                              z mojej strony to EOT
                              • tt-tka Re: jak do tego podejść? 23.11.16, 14:15
                                anoraak napisała:

                                > Pani była kontrolowana i dokładnie tak jak napisałam "nachodzona" przez MOP po
                                > donosie ex partnera, nie przeczę, że muszą takie rzeczy sprawdzać, ale wykazali
                                > się wyjątkową nadgorliwością.
                                > A co do tego ma wyrok sądu - ano ma bo sugerowałaś, że Pani pewnie miała coś n
                                > a sumieniu.


                                Tak ? Gdzie sugerowalam ? Cytat poprosze.


                                > I sorry ale kontrolerzy gazu nie przychodzą 3 razy w ciągu dwóch tygodni i nie
                                > krytykują faktu, że nie złożyłam łóżka, więc porównanie nieprawidłowe

                                jak im zglosza, ze od ciebie gaz zalatuje, to przyjda i trzy razy w ciagu dnia


                                > Patrzeć na ręce można również na przykład w taki sposób, że krytykuje się kogoś
                                > za to jak prowadzi dom, mimo, że nie jest to złe prowadzenie. Jedni mają mniej
                                > szy inni większy bałagan ale dopóki wszystko mieści się w granicach normy to na
                                > dużyciem jest krytykowanie kogoś za to. To jest też forma psychicznego zastrasz
                                > ania i wywierania nacisku, bo po takiej wizycie człowiek boi się czym jeszcze m
                                > oże podpaść osobie kontrolującej.

                                To sie sklada skarge na czynnosci i odmawia wpuszczenia do domu kogos, kogo sie odbiera jako gnebiciela. No chyba ze sie musi wpuscic, z dowolnych powodow. Pracownik MOPS do wylamywania drzwi nie ma uprawnien, zapewniam.


                                > z mojej strony to EOT

                                z mojej tez
                            • danaide Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 10:23
                              Zgadzam się, z anoraak, że to dopieprzanie się. Do mnie przed sprawą przyszedł kurator - facet. Powitałam go z uśmiechem, posadziłam przy zawalonym stole, odsunęłam łokciem część syfu, żeby on miał na czym pisać, a ja gdzie zaparzyć dla nas herbatę, do czego od razu przystąpiłam. Nawet nie oglądał reszty chałupy - opinia bardzo dobra;D Kiedyś była jeszcze dwie inne panie z MOPSu, po tym jak doniosłam sama na siebie - jedna gdzieś poszła i coś oglądała, nie sądzę, bym miała porządek, bo porządek mam tylko w dniu urodzin dziecka, raz w roku. Słowa nie powiedziała.
    • aqua48 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 10:04
      heniek.8 napisał:

      > matka ma okresowe "odpały", coś w rodzaju że regularnie co kilka miesięcy ma ja
      > kieś pretensje do całego świata, wszystko jest źle, nawet jak ktoś jej schodzi
      > z drogi to jest awantura że nie taką minę zrobił.
      >dzwoni do swojego exa i wykrzykuje mu
      > teksty że "zabierz dzieci, od jutra mieszkają z tobą" i takie tam

      Przemęczenie? Niech ojciec nie dyskutuje, nie nasyła żadnych służb, tylko pojedzie po dzieci i weźmie je do siebie choćby na weekend, żeby matka mogła odpocząć i zająć się wyłącznie sobą. A matce fundnie SPA, fryzjera, manicure.

      Ja przy dwójce dzieci w PEŁNEJ rodzinie miewałam takie dni kiedy po prostu naciągałam kołdrę na głowę i nie wstawałam z łóżka przez cały dzień.





      • bistian Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 16:25
        aqua48 napisała:

        > Przemęczenie? Niech ojciec nie dyskutuje, nie nasyła żadnych służb, tylko pojed
        > zie po dzieci i weźmie je do siebie choćby na weekend, żeby matka mogła odpoczą
        > ć i zająć się wyłącznie sobą.
        To rozumiem, tylko czy matka to też rozumie?

        > A matce fundnie SPA, fryzjera, manicure.
        Tego już nie rozumiem. To tak, jakby karmić tygrysa, żeby kogoś z otoczenia nie pożarł.
        To jest obca osoba. Jeśli facet chce coś fundować, to pani Krysi z Biedronki, bo miła jest i dobrze się z nią rozmawia. :-)
        • aqua48 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 19:02
          bistian napisał:

          >To tak, jakby karmić tygrysa, żeby kogoś z otoczenia nie
          > pożarł.
          > To jest obca osoba. Jeśli facet chce coś fundować, to pani Krysi z Biedronki, b
          > o miła jest i dobrze się z nią rozmawia. :-)

          Tak, jeśli się matkę własnych dzieci traktuje jak obcą osobę lub najgorszego wroga to w ogóle szkoda mówić o jakiejś pomocy, bo zamiast chęci polepszenia ich życia jest jedynie wola walki, no bo niestety dzieci wymagają kompromisów...
          • bistian Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 21:47
            aqua48 napisała:

            > Tak, jeśli się matkę własnych dzieci traktuje jak obcą osobę lub najgorszego wr
            > oga to w ogóle szkoda mówić o jakiejś pomocy, bo zamiast chęci polepszenia ich
            > życia jest jedynie wola walki, no bo niestety dzieci wymagają kompromisów...

            Czemu od razu wroga? Bardzo dziwnie zabrzmiało z tymi prezentami. Współpraca, jak najbardziej, prezenty, nie. Od obcej osoby, do najgorszego wroga jest jeszcze bardzo wiele stopni pośrednich. Ja rozumiem, że niektóre kobiety nie ogarniają takich subtelności, ale w tym przypadku to jest zwykła złośliwość. :-)
            Tutaj, matka gra dziećmi, świadomie albo nie, a dzieciom jest jednakowo trudno.
      • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 18:52
        a teraz odwracamy sytuację - dzieci mieszkają z ojcem
        ojciec ma charakter krewki, więc nie przebiera w słowach
        pokłócił się z dziećmi i dzwoni do byłej żony "zabieraj je do siebie, ja mam tego dość"

        jaka będzie rada forum?
        zafunduj mu spa bo jest przemęczony miś?
        czy: zabierz dzieci i drzyj z niego alimenty do gołej skóry?
        • aqua48 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 18:57
          heniek.8 napisał:

          > a teraz odwracamy sytuację - dzieci mieszkają z ojcem
          > ojciec ma charakter krewki, więc nie przebiera w słowach
          > pokłócił się z dziećmi i dzwoni do byłej żony "zabieraj je do siebie, ja mam te
          > go dość"
          >
          > jaka będzie rada forum?

          Moja taka sama - zabierz dzieci do siebie na weekend, wyślij ich ojca na ryby, czy gdziekolwiek aby odpoczął, zresetował się, a potem dogadajcie się w sprawie wychowania. Można się kłócić, handryczyć, nasyłać na siebie służby itp ale to ZAWSZE działa na niekorzyść dzieci. Dzieci w pewnym wieku bywają nie do zniesienia, to rozwojowe "badanie granic" niezbędne do poczucia bezpieczeństwa, dzieci z rodzin po rozwodach mają podwójnie trudno bo im wali się wszystko i one to poczucie maja dodatkowo zachwiane lub zburzone.
    • tully.makker Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 10:37
      Kobieta jak najprawdopodobniej wykonczona psychicznie i fizycznie. Naprawde temu facetowi tak malo zalezy na własnych dzieciach, ze swoja role w ich wychowaniu widzi w nasyłaniu sluzb na ich matke?

      Rzyg.
    • seare Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 10:51
      heniek.8 napisał:


      > no i do sedna - właśnie co kilka miesięcy dzwoni do swojego exa i wykrzykuje mu
      > teksty że "zabierz dzieci, od jutra mieszkają z tobą" i takie tam

      > jednak następnego dnia matka już o niczym nie pamięta, udaje że nic się nie sta
      > ło, że nic takiego nie mówiła

      Dokumentuj te jej odpały, skoro dzwoni, to z nagraniem nie będzie problemów.
      Nigdy nie wiadomo, kiedy się mogą przydać. Skoro jest agresywna i zieje nienawiścią, to pewnie mieczem nienawiści na co dzień wojuje. Zastanów się, czy dobrym pomysłem
      jest, by taka kobieta zajmowała się twoimi dziećmi na co dzień. Wyobraź sobie, że
      to nie jest ich matka, ale opiekunka. Pozwoliłbyś takiej agresywnej kobiecie się zajmować
      swoimi dziećmi? A tutaj sytuacja gorsza - bo dzieci w pewnym wieku wierzą w matkę
      jak w boga i jej krzywdzenie ich jest dużo bardziej bolesne dla nich i odciska piętno na
      ich życiu tym teraźniejszym, jak i późniejszym. W normalnej sytuacji równego traktowania rodziców, sprawa byłaby dość prosta. Musiałaby się poddać w oparciu o
      takie dowody, czy jest w stanie sprawować opiekę nad dziećmi. Pewnie wysłano by ją
      na jakiś kurs opanowywania agresji itp. Wszystko pod kontrolą sądu z opcją odebrania
      jej dzieci i przekazania drugiemu rodzicowi.
      • aqua48 Ręce opadają.. 21.11.16, 12:33
        seare napisał:

        >wykrzykuje mu teksty że "zabierz dzieci, od jutra mieszkają z tobą"
        jest agresywna i zieje nienawiścią, agresywnej kobiecie krzywdzenie ich odciska
        > piętno czy jest w stanie sprawować opiekę nad dziećmi. wysłano by
        > ją na jakiś kurs opanowywania agresji itp. Wszystko pod kontrolą sądu z opcją odeb
        > rania jej dzieci

        Taa, to że dzwoni do byłego męża i chce żeby zabrał od niej dzieci to: krzywdzenie tych dzieci, zianie nienawiścią i agresja prowadząca wprost do odebrania dzieci. Wiadomo - matka to maszyna do wszystkiego i z wszystkimi obowiązkami ma sobie dać radę, a jak nie daje rady to pewnie śpi za długo. No albo zieje nienawiścią...
        A nie prościej po prostu dać kobiecie więcej POMOCY PRZY DZIECIACH na co dzień, wsparcie w wychowywaniu i chwilę oddechu, żeby miała czas wyłącznie dla siebie? Wypoczęta matka do spokojna matka.
        • seare Re: Ręce opadają.. 21.11.16, 14:09
          aqua48 napisała:

          > A nie prościej po prostu dać kobiecie więcej POMOCY PRZY DZIECIACH na co dzień,
          > wsparcie w wychowywaniu i chwilę oddechu, żeby miała czas wyłącznie dla siebie
          > ? Wypoczęta matka do spokojna matka.


          A w sądzie pewnie jak dzika walczyła (lub nie, bo sąd i tak to przyklepuje
          prawie zawsze), by dzieci były pod jej opieką. A jeszcze bardziej o to, by
          mieć z nich jakąś korzyść dla siebie w postaci odpowiednio wysokich
          elymentów. Ojciec z pewnością ma wyznaczone godziny widzeń (jak
          w więzieniu...) i spotyka się z dziećmi, o ile jaśnie pani tego mu nie utrudnia.
          Opieką naprzemienna - to jest myśl. Tylko która matka na to pójdzie?
          • aqua48 Re: Ręce opadają.. 21.11.16, 15:10
            seare napisał:

            > A w sądzie pewnie jak dzika walczyła A jeszcze bardziej by
            > mieć jakąś korzyść dla siebie
            > Ojciec z pewnością jak w więzieniu..

            Taa, gratuluję tej pewności, ale nie zazdroszczę, bo wprowadza w błąd. Prawdziwe życie nie jest czarno-białe. A rozwody się zdarzają najczęściej z powodu błędów dwojga ludzi. Ważne aby w nie nie brnąć jak osioł, inie kierować się nienawiścią, tylko zachowywać się jak normalny człowiek, zwłaszcza kiedy ma się dzieci. Bo dzieci to nie puchary do zdobycia, które komuś się "odbiera" lub zdobywa aby "być lepszym"..
          • tymska Re: Ręce opadają.. 21.11.16, 16:23
            seare napisał:
            > A jeszcze bardziej o to, by
            > mieć z nich jakąś korzyść dla siebie w postaci odpowiednio wysokich
            > elymentów.

            No, chyba. Gadasz głupoty.
          • danaide Re: Ręce opadają.. 30.11.16, 14:26
            O sobie czy o swojej eks mówisz?
    • lena575 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 14:07
      A ten ex chociaż raz w takich sytuacjach przyjechał do byłej by normalnie po ludzku pogadać jak człowiek z człowiekiem ? To matka jego dzieci. Może ma problemy, w pracy, z tymi dziećmi ....
      • tymska Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 16:18
        Eksowi tez nieźle odpala. O interwencję będzie prosił. Niech sie zainteresuje, co jest powodem, że była wpada w takie doły. Dwójka dzieci w wieku szkolnym, to jest o czym myśleć. A ten w donosiciela się będzie bawił.
    • tully.makker Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 17:23
      Nie che być seksistką, naprawde.
      Ale takie posty powoduja, ze mam problem z mysleniem dobrze o rodzaju meskim. Zarówno o inteligencji, jak i podstawowej chociazby empatii.
      Wiem, ze tu tylko 2 przykłady wystepują, watkodawca i znajony, i ze bledem logicznym jest wyciągania ogolnych wnioskow ze zbyt małej liczby przykładow.

      Ale sie nie moge powstrzymac.
      • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 17:58
        możesz być seksistką, kogo to obchodzi?
        • verdana Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 19:01
          Dzieci nigdy nie są za małe, aby im powiedzieć , jak jest. Ja sama mówiłam małym dzieciom, że jak dostaję szału, to mają sie szczególnie nie przejmować. Oczywiście, to nie działa doskonale, bo dzieci przejmują się i tak, ale o wiele mniej.
          matką trzeba pogadać, ze by takich rzeczy nie mówiła przy dzieciach. I zapewnić jej możliwość wypoczynku, bo nie wyrabia.
    • anamatopeja Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 19:02
      Jak rozumiem twojemu znajomemu bardzo nie po drodze zajmować się dziećmi.
      Twój znajomy powinien już dawno mieć przygotowany pokoik dla dzieci i np zabierać dzieciaki do siebie na weekendy, albo też na niektóre dni w tygodniu, by matka miała choć czasem wolny dzień dla siebie. Rozumiem, że płaci alimenty i się czuje zwolniony z zajmowania się dziećmi, a co najwyżej czuje się w obowiązku być nadzorcą ich matki..
      Kobieta może mieć depresję z przemęczenia. Jeśli twój znajomy jedyne co wymyślił, to to żeby służby nasłać na żonę by ją utemperowały, to sorry, ale gnojek z niego a nie ojciec dzieciom.
      A już wtręt który dałeś "dzieci się ojca nie boją" jest co najmniej dziwny, czyżby wcześniej tatuś z mamusią tworzyli związek przemocowy i stąd taka retoryka?
    • enith Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 19:30
      Co znajomemu szkodzi spróbować przejąć część opieki nad dziećmi, w końcu to też jego dzieci? I przez parę miesięcy poobserwować, czy "odpały" eks zdarzają się rzadziej, częściej czy tak samo? Może eks jest przemęczona, a może niezrównoważona, ale nie zaczynałabym od wytaczania wielkich dział w postaci angażowania w sprawę pewnych służb. Dla mnie logicznym wyborem byłoby najpierw zwiększenie przez ojca zakresu opieki nad jego własnymi dziećmi, a dopiero wtedy, gdy to zawiodło, szukałabym profesjonalnej pomocy.
      • enith Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 19:33
        No i jeszcze pytanie do heńka: ile dni w miesiącu dzieci spędzają/mieszkają u ojca? Bo napisałeś o ich mieszkaniu u matki i płaceniu przez ojca alimentów, ale nic o ojca bezpośredniej opiece nad dziećmi. Dzieci mają u niego swój pokój, swoje zabawki?
        • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 19:51
          są u niego co drugi weekend plus 2 wieczory w tygodniu
          nie mają swoich pokoi, gostek mieszka w kawalerce
          zabawki - w tej roli głównie tablety i komputer, raczej nie ma miejsca na jakieś większe kolekcje
          • enith Re: jak do tego podejść? 21.11.16, 20:02
            A znajomy rozważa zwiększenie zakresu opieki? Pisałeś, że przeprowadzka dzieci pociągnęłaby za sobą zmianę szkoły, przez co rozumiem, że matka i ojciec mieszkają dość daleko od siebie. Znajomy rozważa możliwość SWOJEJ przeprowadzki, by być bliżej dzieci? Bo to może być o wiele lepsze wyjście, niż przeprowadzka dzieci do ojca. Miałyby wciąż tę samą szkołę i przyjaźnie, ale przy okazji też ojca bliżej, więcej z nim kontaktu i do tego mniej przemęczoną (i prawdopodobnie mniej handryczącą się) matkę. Istnieje taka opcja?
          • aqua48 Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 10:19
            heniek.8 napisał:

            > zabawki - w tej roli głównie tablety i komputer, raczej nie ma miejsca na jakie
            > ś większe kolekcje

            Proponuję wobec tego, żeby zamiast sadzać dzieciaki przed ekranami ojciec z nimi rozmawiał, wychodził, spędzał czas na wspólnym gotowaniu, odrabianiu lekcji - był rodzicem w większej dawce swego czasu. Tablety i komputer+dzieci= zwiększona agresja.
            Zamiast nasyłać służby na matkę niech on będzie bardziej troskliwym rodzicem.
    • angazetka Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 13:40
      Trochę upiorne te wasze odpowiedzi. Bo wynika z nich, że matka ma prawo fundować DZIECIOM takie jazdy regularnie. Dzieciom, nie ojcu tychże. Serio uważacie, że ma takie prawo, bo jest (zapewne) przemęczona?
      • kocia_noga Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 14:03
        O ile dobrze zrozumiałam wypowiedzi w wątku, nikt nie pisał, że matka ma prawo, tylko skupiano się przede wszystkim na przyczynach wybuchów i propozycjach ich wyeliminowania.
      • tt-tka Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 14:17
        angazetka napisała:

        > Trochę upiorne te wasze odpowiedzi. Bo wynika z nich, że matka ma prawo fundowa
        > ć DZIECIOM takie jazdy regularnie.

        Niczego takiego nie doczytalam sie... W starterze wspomniano bodaj, ze w tym roku to bylo JUZ trzy razy. Listopad mamy.
        jezeli dzieci odbieraja to jako "mam dosc tych bachorow, niech sie wynosza, zabieraj je", to nawet raz w roku byloby za duzo. Dlatego proponuje, zeby przyjrzal sie sprawie fachowiec.
      • bistian Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 16:44
        angazetka napisała:

        > Trochę upiorne te wasze odpowiedzi. Bo wynika z nich, że matka ma prawo fundowa
        > ć DZIECIOM takie jazdy regularnie. Dzieciom, nie ojcu tychże. Serio uważacie, ż
        > e ma takie prawo, bo jest (zapewne) przemęczona?

        Według niektórych pań na tym forum, matka jest dużo ważniejsza od dzieci, a przecież dzieci wiele są w stanie znieść z uśmiechem na ustach nawet zburzenie bezpieczeństwa co dwa miesiące. ;-) Piszę, że co dwa miesiące, bo nie wierzę, że te telefony do ojca, to wszystko, co matka robi. Obawiam się, że to jest dużo częstsze, ale nie wychodzi poza dom.
        Gdyby matka była zrównoważona, to przy przemęczeniu powiedziałaby ojcu "weź dzieci na łykend, bo nie wyrabiam, muszę odpocząć." Ale to by było za proste dla dorosłej kobiety, a przecież Polki nigdy nie idą na łatwiznę. :-)
        • aqua48 Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 17:14
          bistian napisał:

          > zburzenie bezpieczeństwa
          > nie wierzę, Obawiam się,
          > Gdyby matka była zrównoważona

          Może zamiast dopatrywać się wszystkiego najgorszego u matki oraz wielkiej tragedii dla dzieci podsuniesz tej rodzinie jakieś konstruktywne rozwiązanie? Nie polegające od razu na odbieraniu dzieci lub straszeniu matki służbami "żeby się ogarnęła"?
          Ja proponuję ojcu żeby najpierw zamiast sadzać dzieci przed tabletami kiedy są u niego i mają spędzać czas RAZEM po prostu zaczął z nimi rozmawiać i u źródła delikatnie dowiedział się co się dzieje. O co wybuchają awantury i jak często. I żeby tej wiedzy użył nie jako broni przeciwko matce, ani po to aby dzieci przeciwko niej buntować, ale po to aby poprawić sytuację w rodzinie. Bo tak, mimo, że po rozwodzie, to nadal oboje są rodzicami i powinni prowadzić wspólny front i linię wychowawczą. A jeśli jednemu coś nie wychodzi to wspierać się wzajemnie w wychowaniu dzieci. To da się zrobić nawet nie mieszkając razem i prowadząc osobne życie.
          • tt-tka Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 17:23
            Obawiam sie, ze sie nie da.
            Dzieci (ile maja lat ? nadal nie wiemy.). Ale nawet jesli 10-, 12- , to nie zawsze potrafia nazwac i okreslic, nawet jesli wyczuwaja.
            po drugie, interwencje czy sugestie mieszkajacego gdzie indziej eksa niekoniecznie zostana dobrze przyjete przez eksie.
            Po trzecie, nie bedac specjalista nie powinno sie takich przesluchan robic, bo ojciec (calkiem nieswiadomie, nie ze zlej woli) moze cos dzieciom zasugerowac, odpowiedzi niedointerpretowac albo nadinterpretowac.
            Poza tym tu nie chodzi o wspolna linie wychowawcza.
            • aqua48 Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 18:53
              tt-tka napisała:

              > Obawiam sie, ze sie nie da.

              Jak nie spróbuje to sie nie dowie.

              > Dzieci (ile maja lat ? nadal nie wiemy.). Ale nawet jesli 10-, 12- , to nie zaw
              > sze potrafia nazwac i okreslic

              Nie potrafią powiedzieć o co mama wczoraj tak się zezłościła na dzieci, że zadzwoniła do taty? No nie przesadzajmy.

              > Po trzecie, nie bedac specjalista nie powinno sie takich przesluchan robic,

              To nie przesłuchanie, tylko normalne pytanie co się dzieje, bo ojciec się martwi i chciałby jakoś pomóc. Może dzieciom trzeba coś wytłumaczyć, może podpowiedzieć jak mogą się zachować aby do niepotrzebnych scysji nie dochodziło.

              > Poza tym tu nie chodzi o wspolna linie wychowawcza.

              Ano to rzeczywiście główny problem....
              • tt-tka Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 19:08

                >
                > Nie potrafią powiedzieć o co mama wczoraj tak się zezłościła na dzieci, że zadz
                > woniła do taty? No nie przesadzajmy.

                A ktro powiedzial, ze na dzieci ? Moze ja brzuch bolal, moze cos nie poszlo w pracy, moze nieoczekiwany wydatek... wtedy wystarczy, ze lyzeczka spadnie ze stolu i zaczyna sie jazda. Co wyjasnia dzieci ? Ze maja isc zaraz natychmiast do taty, bo mama rozzloscila sie o lyzeczke ? No i jak to sie przyczyni do rozwiazania problemu ? Zalecimy pani krople na uspokojenie ?
                >
                > > Po trzecie, nie bedac specjalista nie powinno sie takich przesluchan robi
                > c,
                >
                > To nie przesłuchanie, tylko normalne pytanie co się dzieje, bo ojciec się martw
                > i i chciałby jakoś pomóc. Może dzieciom trzeba coś wytłumaczyć, może podpowiedz
                > ieć jak mogą się zachować aby do niepotrzebnych scysji nie dochodziło.

                Ale dzieci nie wiedza, co sie dzieje, w tym sek, wiec i niczego nie wyjasnia. One moga zreferowac zachowania matki, ale zeby rozgryzly lancuch przyczynowo-skutkowy...za duzo wymagasz i oczekujesz. Dzieci moga powiedziec, ze mama sie zlosci, bo... albo ze bez powodu o byle co (usmiech nie taki) i nadal bedziemy wiedziec tyle co nic.

                Poza tym sterowanie dziecmi - podpowiadanie, jak sie maja zachowac - przez kogos z zewnatrz, zarazem bedacego strona, jest okrutnie konfliktogenne i malo skuteczne. Znaczy sklocic (jeszcze bardziej) moze, ale niczego nie rozwiaze. I dlaczego dzieci, wnioskujac ze startera male, maja brac odpowiedzialnosc za zachowania osoby doroslej ?
                • aqua48 Re: jak do tego podejść? 23.11.16, 14:59
                  tt-tka napisała:

                  > A ktro powiedzial, ze na dzieci ?

                  Bo dzwoni i mówi eksowi w złości żeby dzieci wziął do siebie?


                  > Co wyjasnia dzieci ? Ze maja isc zaraz natychmiast do t
                  > aty, bo mama rozzloscila sie o lyzeczke ? No i jak to sie przyczyni do rozwiaza
                  > nia problemu ?

                  Wtedy przynajmniej będzie wiadomo czym spowodowane są awantury, czy jest to ta łyżeczka spadająca ze stołu, czy powód jest realny np konflikt z dziećmi.

                  > Ale dzieci nie wiedza, co sie dzieje, w tym sek, wiec i niczego nie wyjasnia.

                  Tego nie wiemy. Dzieci mogą powiedzieć, że mama czasami pokrzyczy nie wiadomo o co ale szybko przestaje i jest ok. To też jest jakaś informacja.

                  > dlaczego dzieci, wnioskujac ze startera male, maja brac odpowiedzialnosc za zachowa
                  > nia osoby doroslej ?

                  A gdzie napisałam że mają brać odpowiedzialność? I chyba nie takie już małe, skoro szkolne.
                  • tt-tka Re: jak do tego podejść? 23.11.16, 16:05
                    aqua48 napisała:


                    > > A ktro powiedzial, ze na dzieci ?
                    >
                    > Bo dzwoni i mówi eksowi w złości żeby dzieci wziął do siebie?
                    >

                    A moze zlosci sie na eksa ? ze mu dobrze, spokoj ma, a ona musi jeszcze uprac, uprasowac i wyspalaby sie czasem ? Moze na politykow, na szefa ?
                    Nigdy nie mialas tak, ze wkurzona na jedno zaczynasz awanture z calkiem kim innym na zupelnie inny temat ? Gratuluje, bez ironii. Ale sporo osob reaguje wlasnie tak



                    > Wtedy przynajmniej będzie wiadomo czym spowodowane są awantury, czy jest to ta
                    > łyżeczka spadająca ze stołu, czy powód jest realny np konflikt z dziećmi.


                    Mama krzykiem o lyzeczke moze pokrywac calkiem inne klopoty. O ktorych dzieci nawet moga nie wiedziec ani nie rozumiec.
                    Sorry, ale pytanie osob trzecich "co jej jest" zamiast bezposrednio "co ci jest" to watpliwa metoda.

                    Dzieci mogą powiedzieć, że mama czasami pokrzyczy nie wiadomo o
                    > co ale szybko przestaje i jest ok. To też jest jakaś informacja.

                    Jakas. Niekompletna, czyli malo przydatna. Ba, moze byc wrecz mylaca.


                    • aqua48 Re: jak do tego podejść? 23.11.16, 17:44
                      tt-tka napisała:

                      > A moze zlosci sie na eksa ? ze mu dobrze, spokoj ma, a ona musi jeszcze uprac,
                      > uprasowac i wyspalaby sie czasem ?

                      No właśnie takie były początkowe komentarze - przemęczona jest.

                      > Nigdy nie mialas tak, ze wkurzona na jedno zaczynasz awanture z calkiem kim inn
                      > ym na zupelnie inny temat ?

                      Nie, natomiast bywa, że zmęczona i zdenerwowana mówię wszystkim - a dajcie wy mi święty spokój. Ale to właśnie efekt przemęczenia. I nieumiejętności czy niemożliwości odpowiedniego zrelaksowania się.
                      W każdym bądź razie jeśli matka ma np. poważne kłopoty w pracy to nasyłanie na nią jeszcze służb w celu odebrania jej dzieci podziała odwrotnie do zamierzeń. Do powrotu do równowagi potrzebne jej wsparcie i zrozumienie, a nie toczenie kolejnej walki.

                      • tt-tka Re: jak do tego podejść? 23.11.16, 20:34
                        aqua48 napisała:

                        > W każdym bądź razie jeśli matka ma np. poważne kłopoty w pracy to nasyłanie na
                        > nią jeszcze służb w celu odebrania jej dzieci podziała odwrotnie do zamierzeń.
                        > Do powrotu do równowagi potrzebne jej wsparcie i zrozumienie, a nie toczenie ko
                        > lejnej walki.
                        >

                        Dzizas. A kto mowil o walce ? Heniek zapytal, co robic, doradzilam - niech sie specjalisci zorientuja, co tam sie naprawde dzieje, skoro eks nie jest w stanie.
                        Plus pytanie, czy ojciec w razie potrzeby jest sklonny i w stanie wziac dzieci, co zreszta pozostalo bez odpowiedzi. A pytanie zadalam, bo od tych slow eksi "zabieraj je sobie" zaczal sie problem. Ktory nie tylko jej dotyczy.
                        • danaide Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 14:33
                          Jak widzisz, heniek też nie szuka porady specjalistów. Pyta na forum. Zgadnij czemu;)
        • danaide Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 14:31
          Hahaha!
          Kiedyś napisałam do ojca mojego dziecka, żeby wziął je na wakacje, bo nie daję rady psychicznie i muszę odpocząć - byłam z nią kompletnie sama drugi rok z rzędu.
          Przyszła rzeczowa odpowiedź: Nie mogę. Mam pracę.
          Wiem, popełniłam błąd. Nie powinnam była pisać o sobie i o tym, że jego działanie w jakikolwiek sposób by mi pomogło.
          Tyle w temacie komunikowania się niezrównoważonych matek ze zrównoważonymi ojcami.
          • tt-tka Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 14:59
            danaide napisała:

            > Hahaha!
            > Kiedyś napisałam do ojca mojego dziecka, żeby wziął je na wakacje, bo nie daję
            > rady psychicznie i muszę odpocząć - byłam z nią kompletnie sama drugi rok z rzę
            > du.
            > Przyszła rzeczowa odpowiedź: Nie mogę. Mam pracę.
            > Wiem, popełniłam błąd. Nie powinnam była pisać o sobie i o tym, że jego działan
            > ie w jakikolwiek sposób by mi pomogło.
            > Tyle w temacie komunikowania się niezrównoważonych matek ze zrównoważonymi ojca
            > mi.

            Nagminne, niestety. Bo matka nie ma pracy, to oczywiste.

            Zetknelam sie w z bardzo budujacym przypadkiem - w niemal analogicznej sytuacji zareagowali dziadkowie ze strony ojca, eks-tesciowie. Tylko nie na zasadzie "na te wariatke trzeba miec oko", a "w czym moga pomoc". I rzeczywiscie okazali sie pomocni, popoludnie i wieczor 1-2 w tygodniu dzieci z nimi i kilka tygodni wakacji.

            Niewiele, ale dla matki wtedy to bylo bardzo duzo. Byly tarcia na linii "nie dawaj im tyle slodyczy", "dzieci w tym wieku powinny juz same po sobie sprzatac", to niemal nieuniknione (i niewazne, ktora ktorej to mowila), ale wiecej nie. Jesli dziadkowie mieli uwagi typu "alez ona je karmi, alez ona je wychowuje" itp, to zachowali je dla siebie albo omawiali z matka, nie z przewaznie nieobecnym synem i nie z wnukami. Dzis juz podrastajace dzieci maja dobry kontakt z dziadkami, taki sobie z ojcem, a matka odzyla.
    • lubudubu1 Re: jak do tego podejść? 22.11.16, 20:17
      "jakieś służby (...) stwierdzą że jest za bardzo labilna i niech dzieci idą do ojca, albo "nastraszą" ją że się ogarnie w końcu."

      za bardzo to jest o eks-żonie, za mało o dzieciach. w Twoim poście to jest raczej jak wyżej element rozgrywki eksów. Zastanów się raczej czy chciałbyś:

      1) by dzieciaki mieszkały więcej u Ciebie, wtedy te powtarzające się uwagi eksi są w sumie po Twojej myśli - wtedy proponujesz: dzieci mieszkają więcej u Ciebie (alimenty proporocjonalnie obniżone), ew. forsujesz opiekę naprzemienną (ty się przeprowadzasz do większego mieszkania bliżej szkoy latorośli, eksa ma więcej czasu i spokoju, alimenty są zniesione)

      2) ew. chciałbyś by zostało wszystko po staremu a tylko zależy Ci na tym by eksa "się ogarnęła" => wtedy jej to spokojnie powiedz, co widzisz jako problem i spokojnie pogadaj jak to wyeliminować. Dopiero jeśli to nic nie zmieni można ew zastanawiać się nad wciągnięciem w to osoby czy organizacje zewnętrzne

      Ale generalnie zacznij od zastanowienia się czego najbardziej życzysz dzieciakom i sobie w tym kontekście
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 01:11
      Wydaje mi się, że pomysł , aby w takich wypadkach jak opisany ( analizuję tylko to co znalazło się w opisie ) wspomagać się oficjalnymi służbami, byłby absolutną porażką dla takiej rodziny . Porażką komunikacji, empatii, inteligencji emocjonalnej. Byłoby abdykacją z wzajemnego rozumienia się i naturalnej i ludzkiej wyrozumiałości.
      W takiej sytuacji, która zdarza się w każdej rodzinie pełnej czy rozwiedzionej, drugi rodzic ( celowo w tym momencie omijam płeć ) po prostu bierze w takiej sytuacji dzieci na pizzę, do kina czy na basen. Obgaduje sprawę stosownie do wieku dzieci, łagodzi ich napięcie czy lęk, zwraca ewentualnie nadwyrężone poczucie bezpieczeństwa i odstawia dzieci do ich domu. Gdy podobne zdarzenia się nasilają, porozmawiać po ludzku z byłym małżonkiem. Ej, co się dzieje? chcesz pogadać ? W czymś ci pomóc ? Może na jakiś czas inaczej rozłożymy obowiązki ? Wezmę dzieciaki na długi weekend, pomoże to ci?
      Myśl o wyspecjalizowanych służbach wydaje mi się dowodem niechęci w rozwiązaniu problemu na rzecz poczucia wyższości i chęci odwetu, zapakowanego w troskę o dobro dzieci.
      Natomiast myśląc genderowo znów pojawił się schemat o nieracjonalnej kobiecie, która ma "okresowe odpały" i którą trzeba wspomóc aż instytucją, bo sobie nie poradzi i o rozumnym mężczyźnie wolnym od nielogicznych zachowań. Ile jeszcze trzeba zrobić, aby ten schemat przestał działać ? Agnieszka Iwaszkiewicz
      • tt-tka Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 01:20
        Meskie odpaly na tle "nie wyrabiam, nie daje sobie rady z dziecmi, mam dosc wlasnych dzieci" sa wcale nie gorsze gatunkowo. Tyle ze znacznie rzadsze, bo i samotny ojciec jest zjawiskiem znacznie rzadszym < 3% samotnych rodzicow.
        Ktos, kto sobie nie radzi, szuka pomocy. Albo nie szuka i wtedy szukac zaczyna kto inny. W czym pomoc instytucjonalna gorsza od innej ?
        • amb25 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 08:24
          Takich meskich odpalow raczej nie ma, albo sa b. rzadkie. Glownie z powodu tego, ze w wiekszosci przypadkow to kobiety zostaja z dziecmi, szczegolnie jesli dzieci sa niepelnosparwne, a mezczyzni potrafia sie jedynie madrzyc i pisac o okresowych odpalach oczywiscie przedtem intelignetnie wylogowujac sie z zycia dzieci (bo dostarczaja dzieciom jedynie przyjemnosci a wszelkie trudne i niemile obowazki zrzucaja na zone).
        • aqua48 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 11:32
          tt-tka napisała:

          > Meskie odpaly na tle "nie wyrabiam, nie daje sobie rady z dziecmi, mam dosc wla
          > snych dzieci" sa wcale nie gorsze gatunkowo. Tyle ze znacznie rzadsze, bo i sa
          > motny ojciec jest zjawiskiem znacznie rzadszym < 3% samotnych rodzicow.

          Wcale nie są rzadsze, i wcale nie występują jedynie w domach samotnych rodziców, to jakiś mit. Tyle, ze w pełnej rodzinie automatycznie drugi rodzic wtedy płynnie przejmuje opiekę nad dziećmi/pozwala zdenerwowanemu - wyprowadzonemu z równowagi ochłonąć. A wreszcie, po wszystkim rozmawia z nim jak uniknąć następnych podobnych sytuacji albo jak je rozwiązywać pokojowo. Bo dzieci generują takich konfliktów/awantur bez liku. To normalne.
          • tt-tka Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 13:23
            aqua48 napisała:

            > tt-tka napisała:
            >
            > > Meskie odpaly na tle "nie wyrabiam, nie daje sobie rady z dziecmi, mam do
            > sc wla
            > > snych dzieci" sa wcale nie gorsze gatunkowo. Tyle ze znacznie rzadsze, b
            > o i sa
            > > motny ojciec jest zjawiskiem znacznie rzadszym < 3% samotnych rodzico
            > w.
            >
            > Wcale nie są rzadsze, i wcale nie występują jedynie w domach samotnych rodziców
            > , to jakiś mit. Tyle, ze w pełnej rodzinie automatycznie drugi rodzic wtedy pły
            > nnie przejmuje opiekę nad dziećmi/pozwala zdenerwowanemu - wyprowadzonemu z rów
            > nowagi ochłonąć. A wreszcie, po wszystkim rozmawia z nim jak uniknąć następnych
            > podobnych sytuacji albo jak je rozwiązywać pokojowo. Bo dzieci generują takich
            > konfliktów/awantur bez liku. To normalne.


            A nie, no jasne - takie stany emocjonalne wystepuja wszedzie, w kazdym typie rodziny, myslalam, ze to oczywiste. Tylko wlasnie - w rodzinie z dwojgiem doroslych ma kto to zneutralizowac. Wiec sprawa nie wymaga pomocy/rozwiazan z zewnatrz, a czesto w ogole nie wychodzi poza dom dzieci.
            A przy samotnym rodzicielstwie czesciej wycieka na zewnatrz i znacznie czesciej slyszy sie w tym kontekscie o kobietach, bo samotnych rodzicow plci zenskiej jest znacznie wiecej, po prostu.
            • alsk9 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 13:27
              W rodzinie z dwojgiem dorosłych często są napierd.. ki jeszcze gorsze, bo dwoje rodziców jest zbyt zajętych ulewaniem swoich frustracji i agresji na siebie wzajemnie by w ogóle zauważyć, że dziecko w związku z tym coś przeżywa.
      • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 06:45
        bardzo dziękuję za odpowiedź, odniosę się tylko do fragmentu
        > o nieracjonalnej kobiecie,
        > która ma "okresowe odpały" i którą trzeba wspomóc aż instytucją, bo sobie nie
        > poradzi i o rozumnym mężczyźnie wolnym od nielogicznych zachowań.

        > Ile jeszcze trzeba zrobić, aby ten schemat przestał działać


        to jest pytanie które należałoby skierować do tych kobiet
        • napis_z_obrazka Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 09:32
          Niekoniecznie. Często problemem tych mężczyzn jest, jak pomóc dzieciom, ale żeby matka tych dzieci na tym nie skorzystała, bo to obca kobieta jest, a obcym/wrogom się nie pomaga... dla zasady;) Im ex trudniej, tym lepiej;). A że dzieciom jest gorzej, kiedy matka pozbawiona wsparcia nie daje rady, to też jej wina. Najczęściej jest wymieniane lenistwo i nieumiejętność zarobienia dobrych pieniędzy, ogarnięcia gospodarstwa domowego oraz wychowania i zaopiekowania się dziećmi tak, żeby nie przysparzały kłopotów...

          Poza tym, jeśli jest problem, to najpierw zadajemy sobie pytanie, co JA mogę zrobić i lub pomóc a nie, co inni maja zrobić. Najlepiej jakieś służby, bo od tego są;)

          • seare Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 10:29
            napis_z_obrazka napisała:

            > Niekoniecznie. Często problemem tych mężczyzn jest, jak pomóc dzieciom, ale żeb
            > y matka tych dzieci na tym nie skorzystała, bo to obca kobieta jest, a obcym/wr
            > ogom się nie pomaga... dla zasady;)

            Często tak jest, że ludzie po rozwodzie są dla siebie wrogami. Sprawy
            nie kończy rozwód, który może długo trwać i bój iść o kasę (alimenty,
            hardcore, jeśli alimenty na dorosłą kobietę!!!!), które nie uwzględniają
            realiów, a one się zmieniają w życiu każdego. Fakt rozwodu nie sprawia,
            że nagle mężczyzna zacznie zarabiać 2 razy tyle lub że przez kilkadziesiąt
            lat utrzyma super płatną pracę. A jego koszta własne przy tym wzrastają.
            Musi kupić/wynajmować mieszkanie, utrzymać się itd. Jeśli ma się za sobą
            x rozpraw o alimenty, brudy w czasie procesu zostały wyciągnięte, koloryzowane, matka kupczy dziećmi (częsty przypadek, możliwy do
            realizowania kiedy ojcu zależy na kontakcie z dziećmi), wtedy mamy naprzeciwko siebie wrogów. Jeśli ktoś komuś mimo iż dawno już nie jest
            żoną, zagląda do kieszeni (podczas spraw o podwyżkę alimentów),
            paluchem wskazuje w sądzie, że ta obca (już były mąż) może podjąć
            wielokrotnie lepszą pracę (choćby wyjeżdżając do Norwegi, bo się naczytało, że płaco durzo tysiocuf - to taka kobieta jest wrogiem.
            Dodatkowo wrogiem podwójnie szkodliwym, bo biorąc pieniądze w postaci
            alimentów otrzymywanych za to, że będzie się dobrze zajmowała potomstwem, robi to źle. Na miejscu tego ojca rejestrowałbym i uwiarygadniał (świadkowie) takie jej zachowania - w przyszłości bardzo
            mogą się przydać w przejęciu dzieci lub utemperowania apetytu na cudzą
            kasę takiej byłej.
            • alsk9 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 11:04
              Seare - a ty się przyznaj, jesteś kochanką "nieszczęśliwego żonatego którego żona wyzyskuje bo mu każe na dzieci łożyć biednego-misia" , czy partnerką rozwiedzionego j.w. , czy po prostu jesteś facetem wojującym z exżoną? Bo przeczytałam kilka twoich wypowiedzi i praktycznie w każdej atakujesz kobiety które bezczelnie śmią zarabiać więcej niż mąż a coś od niego chcą. Twój obraz świata to "Facet-biedny krzywdzony misiu, i ta zła kobieta która coś od niego chce".
              • alsk9 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 11:13
                errata zarabiać mniej

                Znam takiego pana, który przychodził kontrolowac żonę czy aby odpowiednio dzieci wychowuje, po czym gdy dała mu je na jeden dzień to je odstawił po godzinie z powrotem z pretensjami że on się nimi nie będzie zajmował bo go nie słuchają, i to wina żony, że je źle wychowała na nieposłuszne ojcu :D A alimenty dawał na dzieci, a jakże, w szalonej wysokości 300zł i potrącał sobie z nich za wszystko co dzieciom sporadycznie kupił, np drogie buty za całośc miesięcznych alimentów, bo niech dzieci znają gest taty :D


              • seare Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 11:26
                alsk9 napisała:

                praktycznie w każdej atakujesz kobiety które be
                > zczelnie śmią zarabiać więcej niż mąż a coś od niego chcą.

                Więcej? Chyba coś tobie się pomyliło. W wątku o samochodzie
                kobieta zarabia dwa razy mniej i nie myśli zarabiać więcej, w czym
                sekundowały jej tutaj inne kobiety - podobno zarabia wystarczająco,
                a że nie starcza jej na samochód, niech się martwi mąż. Takie kobiece
                cwaniaczenie.


            • aqua48 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 11:20
              seare napisał:

              > Często tak jest, że ludzie po rozwodzie są dla siebie wrogami. Sprawy
              > nie kończy rozwód, Fakt rozwodu nie sprawia,
              > że nagle mężczyzna zacznie zarabiać 2 razy tyle A jego koszta własne przy tym wzrastają.

              Koszty wzrastają również dla kobiety. Identycznie to działa w drugą stronę. Tyle, że ona teraz zazwyczaj jest obarczona całą odpowiedzialnością. Po za tym powiedzmy to szczerze - wolny mężczyzna nadal ma dużo więcej możliwości zarobienia dobrych pieniędzy niż kobieta z dziećmi.

              > brudy w czasie procesu zostały wyciągnięte

              A może dobrze byłoby gdyby tych brudów po prostu nie było? Nie byłoby co wyciągać...

              > Dodatkowo wrogiem podwójnie szkodliwym, bo biorąc pieniądze w postaci
              > alimentów otrzymywanych za to, że będzie się dobrze zajmowała potomstwem, robi
              > to źle.

              Alimenty to nie pensja, ani wynagrodzenie dla kobiety za opiekowanie się cudzymi dziećmi, to połowa kosztów jakie te dzieci generują. A potomstwem zajmować się mają obowiązek nadal OBOJE rodzice. Alimenty z niego nie zwalniają. To nie oddanie dzieci dobrej niańce i hulaj dusza.
              • seare Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 11:35
                aqua48 napisała:

                > Koszty wzrastają również dla kobiety. Identycznie to działa w drugą stronę.

                Niekoniecznie, skoro w skład alimentów wlicza się również dzieci - czynsz
                dzielony na liczbę osób mieszkających z kobietą, potrafią sobie takie co
                cwańsze wliczyć nawet kablówkę (bo dzieci też oglądają), koszta związane
                z samochodem (bo wożą nim dzieci) itd. A to koszta z zasady stałe i nie rosną
                lub nieznacznie niezależnie od tego ile osób na przykład ogląda tv lub używa
                internetu czy mieszka (koszta ogrzewania).


                Po za tym pow
                > iedzmy to szczerze - wolny mężczyzna nadal ma dużo więcej możliwości zarobienia
                > dobrych pieniędzy niż kobieta z dziećmi.

                Stara śpiewka. Praca dla mężczyzny leży, trzeba się tylko po nią schylić.


                > A może dobrze byłoby gdyby tych brudów po prostu nie było? Nie byłoby co wycią
                > gać...

                Byłoby lepiej. Ale skoro pani wyciągnęła brudy, by wywalczyć jak najwyższe
                alimenty (być może też na siebie), to co się stało, już się nie cofnie i płaci się
                za piwo, którego się nawarzyło. Na tym między innymi polega odpowiedzialność
                osób dorosłych, że biorą odpowiedzialność za swoje czyny.

                A potomstwem zajmować si
                > ę mają obowiązek nadal OBOJE rodzice. Alimenty z niego nie zwalniają.

                Tak, o ile jest to opieka naprzemienna. W innym przypadku ojciec już płaci tej
                pani zajmującej się dziećmi za to, że to ona się nimi na co dzień opiekuje. Wyrok
                rozwodowy dokładnie precyzuje, ile ojciec ma obowiązek się dziećmi zajmować.
                Reszta to jego dobra wola albo pole do negocjacji zmiany zajmowania się potomstwem.
                Opieka naprzemienna (zero alimentów bez cwaniakowania, że jednak trochę matce
                się należy, bo mało zarabia) albo przejęcie opieki nad dziećmi przez ojca i obarczenie
                alimentami matkę.
                • aqua48 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 12:13
                  seare napisał:

                  > w skład alimentów wlicza się również dzieci - czynsz
                  > dzielony na liczbę osób mieszkających z kobietą, potrafią sobie takie co
                  > cwańsze wliczyć nawet kablówkę (bo dzieci też oglądają), koszta związane
                  > z samochodem (bo wożą nim dzieci) itd.

                  No gdyby dzieci jeździły autobusem na przykład, to też by musiały zań płacić, prawda? Chyba, że kobiety to paliwo i bilety dostają za darmo...

                  > > A może dobrze byłoby gdyby tych brudów wcześniej nie narobić? Nie byłoby co
                  > wyciągać...i po problemie.
                  >
                  > pani wyciągnęła brudy, Na tym między innymi polega odpowiedzialność
                  > osób dorosłych, że biorą odpowiedzialność za swoje czyny.

                  Czyli za to, że w ogóle nabrudziły, i że może to być wyciągnięte na światło dzienne, przez kogokolwiek z resztą, też prawda?
                  >
                  > potomstwem zajmować się mają obowiązek nadal OBOJE rodzice. Alimenty z niego nie zwalniają.
                  >
                  > Tak, o ile jest to opieka naprzemienna. W innym przypadku ojciec już płaci tej
                  > pani zajmującej się dziećmi za to, że to ona się nimi na co dzień opiekuje. Wyr
                  > ok
                  > rozwodowy dokładnie precyzuje, ile ojciec ma obowiązek się dziećmi zajmować.
                  > Reszta to jego dobra wola

                  Dobra wola że ktoś się zajmie WŁASNYMI DZIEĆMI? No cóż, ja inaczej pojmuję rodzicielstwo. Nie jako nieustanną walkę ze złą kobietą, liczenie i patrzenie na ręce czy aby nie ma za dużo pieniędzy, tylko jako czas i wysiłek poświęcony DZIECIOM właśnie.
                  Poza tym pisałam wyżej - kompletnie niewłaściwie pojmujesz alimenty to nie jest PENSJA dla matki, tylko koszty utrzymania generowane przez DZIECI.

                  Ale widzę, że Ty więzi rodzinne sprowadzasz właśnie do pieniędzy i rozrachunków. A małżeństwo nie polega na tym, że jak któreś z małżonków czegoś potrzebuje to ma "se zarobić i kupić" bo inaczej nie dostanie...Polega na wspólnocie celów i interesów. A wkładu w związek nie liczy się w złotówkach.
                  • seare Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 12:38
                    aqua48 napisała:

                    > No gdyby dzieci jeździły autobusem na przykład, to też by musiały zań płacić, p
                    > rawda? Chyba, że kobiety to paliwo i bilety dostają za darmo...

                    Komunikacja miejska, która jest dotowana jest po prostu tańsza. Ale skoro można
                    się wozić za cudze (byłego męża) pieniądze, to która z tego zrezygnuje?


                    > Czyli za to, że w ogóle nabrudziły, i że może to być wyciągnięte na światło dzi
                    > enne, przez kogokolwiek z resztą, też prawda?


                    Jak się ktoś w sądzie nasłuchał, jakim jest gxxxjem itd., to potem sympatią
                    takiej osoby go tak nazywającej nie będzie darzył. A zanim do rozwodu doszło,
                    też różnie pewnie bywało. Na pewno nie super skoro się rozwiedli.

                    > Dobra wola że ktoś się zajmie WŁASNYMI DZIEĆMI? No cóż, ja inaczej pojmuję rodz
                    > icielstwo.

                    Niestety tak to wygląda w Polsce. Dzieci są traktowane jako własność matek, które
                    mogą tymi dziećmi rozporządzać, w ich imieniu występować o pieniądze, te dzieci
                    ojcu "wydawać" lub nie wydawać - kar praktycznie za utrudnianie kontaktów z dziećmi
                    dla matek nie ma.

                    > Ale widzę, że Ty więzi rodzinne sprowadzasz właśnie do pieniędzy i rozrachunków

                    Ja czy kobiety, bo to one występują o alimenty i to takie, by były możliwie najwyższe.



                    • aqua48 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 12:59
                      seare napisał:

                      > Komunikacja miejska, która jest dotowana jest po prostu tańsza. Ale skoro można
                      > się wozić za cudze (byłego męża) pieniądze, to która z tego zrezygnuje?

                      Się? A dzieci maszerują za autem na piechotę? No na prawdę ciekawy obraz złej kobiety.

                      > Jak się ktoś w sądzie nasłuchał, jakim jest gxxxjem itd., to potem sympatią
                      > takiej osoby go tak nazywającej nie będzie darzył.

                      Rozwodów z sympatii się nie bierze, a za bycie gxxxjem warto wziąć odpowiedzialność jednakże, nieprawdaż?




                      > Niestety tak to wygląda w Polsce. Dzieci są traktowane jako własność matek, któ
                      > re
                      > mogą tymi dziećmi rozporządzać, w ich imieniu występować o pieniądze, te dzieci
                      > ojcu "wydawać" lub nie wydawać - kar praktycznie za utrudnianie kontaktów z dzi
                      > ećmi
                      > dla matek nie ma.

                      Tu się całkowicie zgodzę, że powinny być wysokie i przede wszystkim egzekwowane kary za niepozwalanie ojcom/matkom na spotkania z dziećmi z którymi nie mieszkają na stałe, uważam też że rozpatrywanie z kim dzieci będą mieszkały po rozwodzie powinno być inaczej rozwiązywane. Automat, że z dziećmi zawsze matka jest niedobry dla wszystkich stron.

                      > Ja czy kobiety, bo to one występują o alimenty i to takie, by były możliwie naj
                      > wyższe.

                      No jasne, skoro obowiązki też spoczywają na nich. Dziwisz się? Ty byś wziął dzieci do siebie i zrezygnował z alimentów na nie? Machnął ręką, że jakoś to będzie?

                      • alsk9 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 13:05
                        Nie oszukujmy się, niewielu jest facetów, którzy zrezygnują z wygodnego życia i możliwości robienia kariery żeby się dzieciakami zajmować w zamian za kilka stówek alimentów które wystarczają ledwo na wyżywienie tychże dzieci. Osobniki typu Seare chcą prawa do niepłacenia alimentów po rozwodzie a nie prawa do przejącia opieki nad dziećmi.
                        • aqua48 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 14:58
                          alsk9 napisała:

                          > Osobniki typu Seare chcą prawa do niepłacenia alimentów po rozwodzie a nie prawa do prz
                          > ejącia opieki nad dziećmi.

                          Nie odbieram tego w ten sposób, bo znam na prawdę dobrego ojca krzywdzonego przez matkę dziecka po rozwodzie i zdanego (wraz z dzieckiem) na jej humory.
                          Takie postępowanie mąci dziecku w głowie i powoduje, że ojciec prędzej czy później odsuwa się od dziecka dla świętego spokoju. Nie swojego, dziecka spokoju. I to jest tragedia tego dziecka.
                      • seare Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 15:18
                        aqua48 napisała:

                        > Się? A dzieci maszerują za autem na piechotę? No na prawdę ciekawy obraz złej k
                        > obiety.


                        Zależy, ile dzieci mają lat. Zwykle jednak te normalne same mają nogi i chodzą
                        ewentualnie jeżdżą komunikacją miejską tych szalonych parę przystanków do
                        szkoły. A mamcia pewnie pomyka samochodem do pracy, co i tak jest dobrze,
                        że w ogóle pracuje. Nie znaczy to jednak, że obca osoba, jaką jest były mąż,
                        ma jej tę atrakcję motoryzacyjną fundować.


                        > Rozwodów z sympatii się nie bierze, a za bycie gxxxjem warto wziąć odpowiedzial
                        > ność jednakże, nieprawdaż?


                        Z różnych powodów się. Bo pani się odkocha, bo pani się zakocha w kimś innym,
                        bo pani się pomysł na życie zmienił. A jeśli pani niezależnie od tego, co by się nie
                        działo, traktowała jak g. swojego męża, słowem i może czynem, to ten mąż może
                        żywić do niej tylko negatywne uczucia i musiałby być nienormalny, by jej jakoś
                        życie ułatwiać, a nie daj sponsorować.



                        • aqua48 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 18:09
                          seare napisał:

                          > Bo pani się odkocha, bo pani się zakocha w kimś innym,
                          > bo pani się pomysł na życie zmienił.

                          Wiesz z panami jest identycznie... panom też się po prostu nudzi rodzinne życie oraz obowiązki i pragną jeszcze skosztować czegoś szalonego, bo to ostatni dzwonek.

                          A tak na prawdę to współczuję Ci tej zapiekłej nienawiści i dostrzegania wyłącznie złych cech w Twojej byłej. Nie wiem czy zauważyłeś, ale przenosisz je na wszystkie kobiety.
                          • seare Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 18:41
                            aqua48 napisała:

                            > Wiesz z panami jest identycznie... panom też się po prostu nudzi rodzinne życie
                            > oraz obowiązki i pragną jeszcze skosztować czegoś szalonego, bo to ostatni dzw
                            > onek.

                            I tu rozróżniam sytuację, kiedy żonie niczego nie można zarzucić (z grubsza,
                            bo przecież nikt nie jest idealny) w trakcie małżeństwa, rozwodu,
                            później podczas osobnego życia (nie handlowanie widzenia z dziećmi itd.)
                            a do rozpadu rodziny przyczynił się mąż zakochując się i odchodząc. Wówczas
                            aż się prosi, by wspierał matkę swoich dzieci w wychowywaniu wspólnego
                            potomstwa i w miarę swoich możliwości nawet ją, jeśli tego ona rzeczywiście
                            potrzebuje, wszystko oczywiście w granicach rozsądku. Taka sytuacja ma się
                            jednak nijak do tego, jak najczęściej takie rozstania wyglądają i co później się
                            dzieje między rodzicami dzieci.

                            • aqua48 Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 19:01
                              seare napisał:

                              > I tu rozróżniam sytuację, kiedy żonie niczego nie można zarzucić
                              > a do rozpadu rodziny przyczynił się mąż zakochując się i odchodząc.

                              Problem w tym, że najczęściej do rozwodu przyczyniają się OBIE strony - pośrednio, lub bezpośrednio, podejmując jakieś działania lub wręcz przeciwnie - zaniechując ich. Dając się ponosić emocjom lub nie odczuwając żadnych emocji. Rozwód po to jest aby była możliwość poukładania sobie życia na nowo, lepiej, inaczej, nawet gdy są dzieci.
                              I wobec tego zamiast darzyć się wzajemną nienawiścią i rozliczać powinni skupić się na dzieciach jak cywilizowani ludzie.

                              • seare Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 20:00
                                aqua48 napisała:

                                > I wobec tego zamiast darzyć się wzajemną nienawiścią i rozliczać powinni skupić
                                > się na dzieciach jak cywilizowani ludzie.


                                Tyle słusznej teorii, w praktyce często jest zażarta walka o alimenty, podział
                                majątku, potem sprawy o podwyżkę alimentów, kończy się to zwykle wzajemną
                                niechęcią i to w najlepszym razie, bo często kobiety zioną nienawiścią do swoich
                                byłych, a już w szczególności, kiedy temu "gadowi" się wiedzie :)
                                • aqua48 Re: jak do tego podejść? 25.11.16, 14:21
                                  seare napisał:

                                  > często kobiety zioną nienawiścią do swoich
                                  > byłych

                                  Mają powody najwidoczniej. Bez powodu nikt nie zionie.
                                  • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 25.11.16, 22:40
                                    > Mają powody najwidoczniej. Bez powodu nikt nie zionie.

                                    czyli to działa uniwersalnie? ale pamiętaj, w ten sposób odbierasz sobie prawo do krytykowania ziejących nienawiścią mężczyzn.

                                    co do tej zaciekłej walki o kasę o której pisze seare to może załatwić to tak:
                                    sytuacja obecna - matka dostaje np. 1000 zł i jeszcze narzeka że jej mało
                                    scenariusz alternatywny - ojciec proponuje dziecku przeprowadzkę do siebie, matka płaci 1000zł (mało ale powiedzmy że starczy, jeszcze dziecko dostanie 500zł kieszkonkowego z tego)
                                    tyle że dziecko musi być odpowiednio duże, zdaje się 13 lat żeby można to z nim ustalić
                                    • tt-tka Re: jak do tego podejść? 25.11.16, 23:00
                                      heniek.8 napisał:
                                      > co do tej zaciekłej walki o kasę o której pisze seare to może załatwić to tak:
                                      > sytuacja obecna - matka dostaje np. 1000 zł i jeszcze narzeka że jej mało

                                      To nie jest duzo. Oczywiscie, ze mozna utrzymac dziecko za tyle, za mniej tez mozna, ale generalnie rozwod rodzicow nie powinien obnizac standardu zycia dziecka; nie piszesz i nie wiemy, w jakim dziecko jest wieku (jedno ono ? mialam wrazenie, ze wiecej), czy zdrowe, w jakich zajeciach uczestniczy...


                                      > scenariusz alternatywny - ojciec proponuje dziecku przeprowadzkę do siebie, mat
                                      > ka płaci 1000zł (mało ale powiedzmy że starczy, jeszcze dziecko dostanie 500zł
                                      > kieszkonkowego z tego)
                                      > tyle że dziecko musi być odpowiednio duże, zdaje się 13 lat żeby można to z nim
                                      > ustalić
                                      Nie, nie mozna ustalic. Dziecko trzynastoletnie moze zdecydowac, ze woli byc z tym z rodzicow, z ktorym woli, ale rodzic nieletniego tez musi spelniac pewne wymogi. Niezaleznie od tego, czy jest matka, czy ojcem.
                                      Jezeli eksowie nie sa sie w stanie dogadac, o tym, z kim pozostaje dziecko i jak maja wygladac kontakzty z drugim rodzicem decyduje sad. I to ojciec powinien wiedziec, miedzy nami mowiac.
                                      jJezeli rzeczywiscie jest zdecydowany wziac dzieci do siebie na stale, niech idzie z tym do sadu. Oczywiscie ze swiadomoscia, ze zawracanie glowy wtedy bedzie miala nie tylko eksia, ale i on. A jesli sad przychyli sie do jego zadan, on bedzie mial na glowie rowniez codziennosc z dziecmi.
                                      A niewykluczone, ze i eksie, zdecydowana wykazac, ze on sie z tym wszystkim nie wyrabia.
                                      Wybacz, Henku, ale im dluzej czytam, tym bardziej mi sie zdaje, ze tu nie chodzi o dobro dzieci, tylko o nekanie bylej.
                                      • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 25.11.16, 23:11
                                        tt-tka napisała:

                                        > Wybacz, Henku, ale im dluzej czytam, tym bardziej mi sie zdaje, ze tu nie chodz
                                        > i o dobro dzieci, tylko o nekanie bylej.

                                        nie wiem o co chodzi, gmatwasz dość prostą sprawę
                                        dziecko 13+ to dziecko w wieku powiedzmy licealnym
                                        samo pojedzie do szkoły, samo wróci, obiad odgrzeje itp.

                                        mogłoby od biedy mieszkać samo i by dało radę, więc to z którym z rodziców mieszka to nie jest kluczowa sprawa (tak, wiem że ojciec nie ma mleka ale mówimy o licealiście)
                                        oczywiście kluczowa sprawa tutaj jest - które mieszkanie wybierze dziecko

                                        na miejscu takiego ojca wolałbym mieć codzienny kontakt z dzieckiem, do tego jeszcze 1000zł od matki i wcale nie dlatego że chcę ją nękać
                                        skąd pomysł że to nękanie? - w takim razie nękaniem musisz nazwać sytuację pierwotną - czyli dziecko mieszka z matką, ojciec płaci tysiaka, a matka jeszcze narzeka że za mało
                                        • tt-tka Re: jak do tego podejść? 25.11.16, 23:31
                                          heniek.8 napisał:


                                          > dziecko 13+ to dziecko w wieku powiedzmy licealnym
                                          > samo pojedzie do szkoły, samo wróci, obiad odgrzeje itp.
                                          >
                                          > mogłoby od biedy mieszkać samo

                                          Nie mogloby. 13-latek nie ma zdolnosci do czynnosci prawnych, nie jest odpowiedzialny za swoja nauke, dbalosc o zdrowie, za finansowe sprawy zwiazane z mieszkaniem i utrzymaniem.

                                          > oczywiście kluczowa sprawa tutaj jest - które mieszkanie wybierze dziecko

                                          Mieszkanie ? Nie ktorego rodzica ? Na poczatku twierdziles, ze problemem jest matka, a nie jej mieszkanie.

                                          Wypadam z dalszej rozmowy.
                                          • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 25.11.16, 23:37
                                            które mieszkanie wybiera tzn. z którym rodzicem chce mieszkać , nie wiem czy na forum jest druga osoba która tego nie rozumie.

                                            > Wypadam z dalszej rozmowy.

                                            dzięku, właśnie jakoś delikatnie chciałem zasugerować
                                        • bistian Re: jak do tego podejść? 26.11.16, 12:50
                                          heniek.8 napisał:

                                          > na miejscu takiego ojca wolałbym mieć codzienny kontakt z dzieckiem, do tego je
                                          > szcze 1000zł od matki i wcale nie dlatego że chcę ją nękać
                                          > skąd pomysł że to nękanie? - w takim razie nękaniem musisz nazwać sytuację pier
                                          > wotną - czyli dziecko mieszka z matką, ojciec płaci tysiaka, a matka jeszcze na
                                          > rzeka że za mało

                                          To są proste sprawy, łatwiej się wydaje cudze pieniądze. Nie docenia się tego, co się ma. Znam wiele rodzin, w których były narzekania żony na marne pieniądze od męża, a po rozwodzie jest problem, pomimo systematycznie otrzymywanych alimentów, bo faktycznie teraz jest mało pieniędzy, czyli wcześniej było jednak lepiej?
                                          Około 63% kobiet pracuje, jeśli chodzi o składki emerytalne i wydatki na ochronę zdrowia, kobiety są na minusie, ponad połowa z nich nie chce ciężkiej pracy.
                                          Kobiety są świadome całej sytuacji i po odwróceniu ról, gdy trzeba płacić na dziecko, są komentarze, że to za dużo, "ja nie mam". Dlatego się bronią, bo u kobiet dużo jest tylko na pokaz, a mężczyźni to traktują zupełnie niepotrzebnie na poważnie.

                                          W tamtej sytuacji, straszenie oddaniem dzieci, też było zagraniem na osiągniecie efektu, bez liczenia się z emocjami innych. Mężczyzna myśli, jak to rozwiązać, podchodzi do tego poważnie, dzieci mają zaburzone bezpieczeństwo i huśtawkę emocji, tylko matka poprawiła sobie samopoczucie i odreagowała emocje kosztem dzieci i byłego chłopa.
                • basiastel Re: jak do tego podejść? 07.12.16, 18:39
                  Stara śpiewka. Praca dla mężczyzny leży, trzeba się tylko po nią schylić.
                  -------------------------
                  ale dla kobiety to leży, prawda? Kobieta ma zarabiać co najmniej tyle co mężczyzna i Schluss.
          • tt-tka Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 13:30
            napis_z_obrazka napisała:

            > Niekoniecznie. Często problemem tych mężczyzn jest, jak pomóc dzieciom, ale żeb
            > y matka tych dzieci na tym nie skorzystała, bo to obca kobieta jest, a obcym/wr
            > ogom się nie pomaga... dla zasady;)

            To inna kwestia. Niestety, wcale czesta. Zalozylam, ze Heniek szuka rozwiazan, a nie sposobu zdyscyplinowania/pognebienia eksi.


            >
            > Poza tym, jeśli jest problem, to najpierw zadajemy sobie pytanie, co JA mogę zr
            > obić i lub pomóc a nie, co inni maja zrobić. Najlepiej jakieś służby, bo od teg
            > o są;)
            >

            Przy silnych zadraznieniach takie pytanie czesto pozostaje bez odpowiedzi. Albo odpowiedz na "co ja moge zrobic" absolutnie nie odpowiada drugiej stronie. Osobom z zewnatrz, zinstytucjonalizowanym, wiec niezaangazowanym osobiscie i emocjonalnie latwiej.
            • napis_z_obrazka Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 14:26
              tt-tka napisała:

              > napis_z_obrazka napisała:
              >
              > > Niekoniecznie. Często problemem tych mężczyzn jest, jak pomóc dzieciom, a
              > le żeb
              > > y matka tych dzieci na tym nie skorzystała, bo to obca kobieta jest, a ob
              > cym/wr
              > > ogom się nie pomaga... dla zasady;)
              >
              > To inna kwestia. Niestety, wcale czesta. Zalozylam, ze Heniek szuka rozwiazan,
              > a nie sposobu zdyscyplinowania/pognebienia eksi.
              >
              >
              Szukanie rozwiązań cudzymi rękami;)
              > >
              > > Poza tym, jeśli jest problem, to najpierw zadajemy sobie pytanie, co JA m
              > ogę zr
              > > obić i lub pomóc a nie, co inni maja zrobić. Najlepiej jakieś służby, bo
              > od teg
              > > o są;)
              > >
              >
              > Przy silnych zadraznieniach takie pytanie czesto pozostaje bez odpowiedzi. Albo
              > odpowiedz na "co ja moge zrobic" absolutnie nie odpowiada drugiej stronie. Oso
              > bom z zewnatrz, zinstytucjonalizowanym, wiec niezaangazowanym osobiscie i emocj
              > onalnie latwiej.

              Moim zdaniem w takich sytuacjach dobrą rada byłaby edukacja o potrzebach dzieci. O roli ojca w wychowaniu i zapewnieniu bezpieczeństwa rodzinie.
              Żeby ojciec zajął się swoją rolą i swoimi obowiązkami wobec dzieci.
              Np. wysłanie ojca na kurs-warsztaty organizowane przez ``służby``:)
              I matkę też na warsztaty.
              Naprzemiennie;)


              • tt-tka Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 14:57
                napis_z_obrazka napisała:


                > Szukanie rozwiązań cudzymi rękami;)

                Dlaczego nie ? jesli sam/sami nie potrafia znalezc, uzgodnic, nawet porozumiec sie ?


                > Moim zdaniem w takich sytuacjach dobrą rada byłaby edukacja o potrzebach dzieci
                > . O roli ojca w wychowaniu i zapewnieniu bezpieczeństwa rodzinie.
                > Żeby ojciec zajął się swoją rolą i swoimi obowiązkami wobec dzieci.
                > Np. wysłanie ojca na kurs-warsztaty organizowane przez ``służby``:)
                > I matkę też na warsztaty.
                > Naprzemiennie;)

                Znowu - dlaczego nie ? Edukacji nigdy za wiele, a moze takie warsztaty okazalyby sie wystarczajace, zeby zainteresowani potrafili sie dogadac do czegos sensownego bez udzialu osob trzecich.
                Nawiasem mowiac takie warsztaty sa prowadzone, zwykle przez NGS-y, ale przy wspolpracy organizacji samorzadowych tez i korzystaja z nich rowniez klienci MOPS. Normalka :)
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: jak do tego podejść? 26.11.16, 23:32
          heniek.8 napisał:

          > bardzo dziękuję za odpowiedź, odniosę się tylko do fragmentu
          > > o nieracjonalnej kobiecie,
          > > która ma "okresowe odpały" i którą trzeba wspomóc aż instytucją, bo sobie
          > nie
          > > poradzi i o rozumnym mężczyźnie wolnym od nielogicznych zachowań.
          >
          > > Ile jeszcze trzeba zrobić, aby ten schemat przestał działać

          >
          > to jest pytanie które należałoby skierować do tych kobiet

          Otóż raczej pytanie jest do mężczyzn. Tym razem dwóch: Pana i Pańskiego przyjaciela. Choć uważam, że retorycznie można je skierować do wszystkich.
          Teraz ja posłużę się cytatem z Pana wpisu :

          "to zdrowa nie jest (w tym roku już trzy razy) i być może są jakieś jednostki które albo albo - stwierdzą że jest za bardzo labilna i niech dzieci idą do ojca, albo "nastraszą" ją że się ogarnie w końcu"

          Trzy razy w roku kobieta straciła panowanie nad sobą, powiedziała coś głupiego, czegoś się wyparła, z czegoś wycofała i to ma świadczyć o takiej jej niestabilności, że aż trzeba instytucji do diagnozy lub lub przywołania do porządku oraz rozważenia czy nadaje się do codziennej opieki nad dziećmi.
          Więc nie kobiet należy pytać o ten schemat, ale mężczyzn, którzy nie umieją tego znieść widząc w tym groźną niestabilność, a nie przejściowy stan emocjonalny wynikający z przezywania codzienności.
          Pokazany przeze mnie schemat to nic nowego. Trwa ok 2000 lat. Żywi popkulturę każdych , nawet bardzo zamierzchłych, czasów. Kobieta jest emocjonalna przez to niestabilna. Jak niestabilna, to już groźna i należy ją okiełznać. Bo jest odbierana jakby traciła rozum i nigdy go miała nie odzyskać.
          To tyle w odpowiedzi dla Pana. Czy wyjaśniłam już , jak "chodzi" ten schemat ? Agnieszka Iwaszkiewicz
          • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 09:46
            agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

            > czegoś się wyparła, z czegoś wycofała i to ma świadczyć o takiej jej niestabil
            > ności, że aż trzeba instytucji do diagnozy lub lub przywołania do porządku oraz
            > rozważenia czy nadaje się do codziennej opieki nad dziećmi.

            nie wyolbrzymiajmy grozy tych instytucji, owszem jest to trochę niekomfortowe gdy jakaś komisja (czy jaką to ma postać) przyjdzie zobaczyć co się dzieje w domu, ale raczej wierzymy że są to instytucje nie powołane do szykanowania samotnych rodziców, tylko do stwierdzenia nadużyć.

            przypomnę że w wątku o dziecku które mogło trafić do domu dziecka (w Finlandii co prawda, jeżeli to robi różnicę) - Pani zajęła stanowisko że nie taki DD straszny jako go verdana maluje.

            > Więc nie kobiet należy pytać o ten schemat, ale mężczyzn, którzy nie umieją teg
            > o znieść widząc w tym groźną niestabilność, a nie przejściowy stan emocjonalny
            > wynikający z przezywania codzienności.

            akurat w opisanej sytuacji było małżeństwo hetero, ale co by Pani powiedziała w przypadku małżeństw gejowskich? jeden kłóci się z dziećmi jak równy z równym i straszy deportacją, a drugi dzwoni na infolinię, na dodatek rzecz się dzieje w Finlandii
            - nie ma tu schematu przypisanego do płci - jest konkretny przypadek z konkretnymi aktorami.
            • eukaliptusy Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 12:00
              Heniek, to ile w końcu lat mają te dzieci?

              W wątku o Finlandi mowa była o wyrośniętym nastolatku.

              Dziwi mnie ten pomysł ze "służbami" bo zacząć należałoby od rozmowy po pierwsze między rodzicami, rozmowy z rodziną lub z bliskimi przyjaciółmi, bo przeciez rodzina nie żyje w próżni, z dziećmi, żeby je uspokoić jeśli jest taka potrzeba.

              A najlepiej umówić sie z psychologiem, opisać sytuacje i zastanowić sie jak odbudować komunikacje z matka dzieci żeby skutecznie dzielić i wypełniać obowiązki rodzicielskie.
              (Zakładam tu ze dzieci nie sa poddawane przemocy)
              Dopiero jak wszystkie kanały sa wyczerpane, mozna sie zastanawiać nad interwencja.
              Instytucje publiczne to jest ostatnia linia obrony, a nie pierwsza.

              Takie podejście wskazuje na to że ojciec chce mieć święty spokój, najlepiej cudzymi rękami, a sam żadnego wysiłku nie chce podjąć, zwłaszcza emocjonalnego, nawet minimalnego w postaci rozmowy z dziećmi.

              Niestety po rozwodzie problemy które były zostają, a dzieci dalej trzeba wychowywać, wiec bez pracy nad sobą sie nie obędzie.

              Z opisu który podałeś, ex-mąż ma minimalny wgląd w emocje, nikłe umiejętności komunikacyjne, jego zdaniem żona złości sie okresowo bez powodu, a rozmowę z drugim człowiekiem mozna zastąpić straszeniem przez służby.

              Założę sie ze gdybys zapytał ex żonę jak to widzi, twoja perspektywa by sie zmieniła. Ciekawa jestem bardzo co sie kryje pod "takie tam".

              Heniek, skoro to twój dobry znajomy i już sie włączyłeś w to, zachęcam cie żebyś pokazał mu inne opcje.
              • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 12:15
                ja się na codzień nie zajmuję przypadkiem który opisałem na początku
                nie chce mi się nikogo pilnować i sprawdzać

                odrywam się od tego, teraz rozmowa weszła na wyższy poziom abstrakcji: schematy, konteksty kulturowe
                • eukaliptusy Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 13:14
                  Heniek, ale rzecz w tym, że nie chodzi o to, żeby pilnować i sprawdzać, tylko pokazać temu ojcu, że nie tędy droga.
                  • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 14:05
                    a po co mam pokazać?
                    są dwa scenariusze:
                    1) ojciec włącza do akcji pomoc środowiskową
                    2) ojciec stara się ulagodzić matkę, więcej płaci, funduje jej spa (taki pomysł też był)

                    a teraz jakie korzyści mają wszystkie strony z tego:
                    ja:
                    1) 0 : nie wtrącam się tylko mówię "dzwoń za każdym razem kiedy widzisz przemoc"
                    2) -2 : angażuję się, pokazuję mu że nie tędy droga

                    ojciec:
                    1) -1
                    2) -3

                    matka:
                    1) -2
                    2) +2

                    dzieci:
                    1) +1
                    2) +1

                    tylko matka na tym wygrywa

                    aha, zapomniałem jeszcze o mitycznych "służbach":
                    1) +1
                    2) 0
                    • napis_z_obrazka Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 15:03
                      Heniek,
                      idzie zima. Zamiast siedzieć przy kompie niech kolega zabierze dzieciaki na zakupy do sklepu z butami. A Ty do towarzystwa i obserwacji, co się będzie działo...
                      • heniek.8 Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 16:40
                        mam stwierdzić brak butów na zimę u tych dzieci, a następnie pilotować ich wycieczkę do sklepu obuwniczego?
                        • lubudubu1 Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 17:24
                          ale nie odpowiedziałeś, czy Twój kolega chciałby doprowadzić do tego, że dzieci są więcej pod jego opieką czy raczej chciałby zostawić obecne rozwiązanie tylko z "ogarniętą (z pomocą instytucji lub bez) matką". Bo to jest tu jedno z kluczowych pytań. Jeśli to pierwsze to powinien po prostu działać, tzn zmierzać ku temu, że dzieci w większym stopniu będą pod jego - zrównoważoną - opieką.... I może to rozwiąże wszystkie inne kwestie.
          • bistian Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 10:42
            agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

            > Trzy razy w roku kobieta straciła panowanie nad sobą, powiedziała coś głupiego,
            > czegoś się wyparła, z czegoś wycofała i to ma świadczyć o takiej jej niestabil
            > ności, że aż trzeba instytucji do diagnozy lub lub przywołania do porządku oraz
            > rozważenia czy nadaje się do codziennej opieki nad dziećmi.

            O trzy razy za dużo. Takich rzeczy się zwyczajnie nie robi. Zawsze można porozmawiać z ojcem dziecka i nawet porozmawiać bardzo ostro, ale między dorosłymi. Nastolatkom można powiedzieć, że mają wybór, stosują się do zasad domowych albo mieszkają z ojcem, po uprzednim przedyskutowaniem tego z byłym małżonkiem. Z mniejszymi dziećmi tak się nie powinno robić, a w każdym wieku nie powinien to być szantaż.
            Czytam Pani wpisy od kilku lat i zauważam, że często skupia się Pani na potrzebach dorosłych, z dużo mniejszą wagą traktując potrzeby dzieci. Jest to dla mnie niepokojące.
            • eukaliptusy Re: jak do tego podejść? 27.11.16, 13:19
              Nie robi się, ale jedyne przełożenie jakie tu mamy to namówienie Heńka, żeby namówił kolegę żeby spróbował inaczej do sprawy podejść. Panowie już się daleko zapędzili w potępianiu, potrzebują alternatywnej perspektywy.
              Potępiać łatwo, ale co z tego konstruktywnego wyniknie w praktyce?
            • danaide Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 14:39
              No cóż, szczęśliwa matka - szczęśliwe dziecko. Heńkopodobni uwierzyć nie chcą, ale tak to już jest;)
          • danaide Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 14:54
            Rozumiem, że schemat myślenia powstał zanim jeszcze "wykryto" PMS?
        • danaide Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 14:38
          To ja odpowiem jako kobieta z odpałami: od chwili gdy przestałam dawać się wykorzystywać facetom zdecydowanie mi się polepszyło. Dzieckiem zajmuję się tak, by wilk był syty i owca cała... Wiesz, dziecko zje dwa dni pod rząd ten sam obiad albo zje bezmięsny, a ten model faceta na którego trafiłam... a to tylko wierzchołek góry lodowej.
    • napis_z_obrazka Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 14:58
      heniek.8 napisał:

      i
      >
      > idealnie byłoby włączyć w to jakieś służby które monitorują sytuacje w takich r
      > odzinach, bo zgaduję że chociaż sytuacja rozchodzi się po kościach, to zdrowa n
      > ie jest (w tym roku już trzy razy) i być może są jakieś jednostki które albo al
      > bo - stwierdzą że jest za bardzo labilna i niech dzieci idą do ojca, albo "nast
      > raszą" ją że się ogarnie w końcu.
      >
      > no to gdzie ten mój znajomy ma opisać sprawę i prosić o interwencję?

      Moim zdaniem najlepiej poszukać pary z dziećmi po rozwodzie, która sobie radzi. Wyobrażam sobie to tak: dwóch facetów się umawia i jeden drugiego pyta, co i jak robi, że jest ok.
      I słucha ten z ogromnymi problemami tego z mniejszymi;)
      Bo idealnie u nikogo nie bedzie, nie ma takiej możliwości...
      • napis_z_obrazka Re: jak do tego podejść? 24.11.16, 15:29
        napis_z_obrazka napisała:

        > heniek.8 napisał:
        >
        > i
        > >
        > > idealnie byłoby włączyć w to jakieś służby które monitorują sytuacje w takich rodzinach, bo zgaduję że chociaż sytuacja rozchodzi się po kościach, to zdrowa nie jest (w tym roku już trzy razy) i być może są jakieś jednostki które
        albo stwierdzą że jest za bardzo labilna i niech dzieci idą do ojca,

        Owszem, o tym decyduje lekarz, czy jest za bardzo.

        albo "nastraszą" ją że się ogarnie w końcu.
        > >

        Albo jest powód i matka potrzebuje leczenia, urlopu, wyjazdu do wód;) albo nie ma.
        Straszenie jest karalne. A co to jest ``straszenie``?


    • danaide Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 14:50
      Co do instytucji - państwowe mogą być mało wydajne w takich wypadkach. Dowiedziałam się kiedyś od policjanta, który trafił do mnie przez interwencję kryzysową, że oni z samotną matką stykają się gdy jest jakaś patologia, alkohol, burdy, przemoc itp. więc na inne samotne matki jakoś nie mają pomysłu. Ale polecam NGOsy, kursy i coachingi dla mam. Jeśli dzieci są starsze, to może przedmiotowa matka się o to nie otarła, bo takie działania były jeszcze parę lat temu w powijakach, ale różne szkolenia z asertywności, potrzeb i złości, podstaw komunikacji - to jest elementarz przydatny każdemu człowiekowi, a dla matek to wręcz must-know. Nie wiem jakie miasto, jeśli Wawa to mogę podać parę namiarów. Matka trochę by się dokształciła, w gronie innych matek nieco odczarowała macierzyństwo a la polonaise i może spojrzała na sprawy z innej perspektywy...
    • enith Re: jak do tego podejść? 30.11.16, 16:59
      Heniek, nie wiem, czy doczytałeś wyżej moją radę dla ojca, by to ON przeprowadził się bliżej dzieci. Może zasugeruj to kumplowi ZANIM naśle na matkę służby w celu nastraszenia albo stwierdzenia, że jest niezrównoważona. Ojciec, jeśli wziąłby dzieci i tak musiałby się przeprowadzić, skoro teraz mieszka w kawalerce, gdzie nawet nie ma miejsca na zabawki dzieci, a co tu dopiero mówić o ich meblach, pomocach szkolnych, ubraniach itp. Więc może niech on się przeprowadzi na tyle blisko dzieci, że będzie miał znacznie większy osobisty udział w ich wychowaniu, a przy okazji oko na eksżonę i jej "jazdy". No i dzieci nie będą musiały zmieniać szkoły.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka