karen_ann
09.07.17, 12:36
Jestem osobą która przeszła terapię DDA i 2 letnią INTRA. Mimo to ciągle zmagam się z poczuciem winy i bezradnością, wstydem. Piszę bo potrzebuję wsparcia i wykrzyczenia światu jak jest niesprawiedliwy.
Mam 3 siostry. Jestem najstarsza z rodzeństwa. Jedna z sióstr choruje diagnoza schizofrenia z elementami padaczki. Jest na lekach jest bardzo spokojna. Pochodzę z rodziny przemocowego wojskowego i perfekcyjnej niedostępnej mamy nauczycielki. Zajmowałam się chorą siostrą.
Zabierałam na spacery i wyjazd w góry, moj ojciec wstydził się jej choroby. Mam zabierała ją do koscioła i do rodziny i tyle.
Gdzieś z tyłu głowy nie myślałam
że rodzicom jest wygodnie że ja nie mam rodziny i gdzieś sobie ustalili że ja się zajmę chorą siostrą.
Ja robiłam to bo bardzo było mi jej żal, że siedziała w pokoju i chciałam ja zabrać z toksycznego domu. Sama uciekłam stamtąd też jak tylko się dało, kupiłam mieszkanie. Moja mam zachorowała 14 lat temu na raka, a ja w tym samym czasie poznałam faceta, w którym się zakochałam. Po roku kiedy zaszłam w ciąże zostawił mnie po 3 miesiącach. Zostałam sama. Mama w tym czasie od roku chorowała na raka. Jestem hiper samotną matką, bez babci, ojca i wsparcia rodziny, wszystko jest na mojej głowie.
W połowie moje ciąży mama powiedziała tak do mnie czy ja wezmę na siebie obowiązek opieki nad siostrą bo mieszkanie rodziców chcieli mi za to zapisać, tzn nie mnie tylko tak jak na potrzeby siostry.Nie myślałam o tym wtedy racjonalnie tylko byłam przerażona swoją sytuacją i chciałam żeby wszystkie siostry to na siebie wzięły a nie tylko ja zostanę sama ze swoim dzieckiem i chorą siostrą. Po jakimś czasie dowiedziałam się po fakcie że mama za zycia przepisała mieszkanie na najmłodszą siostrę, tłumacząc ten jej mąż takie ma dobre serce. Siostra nigdy nie wykazywała zainteresowania chorą 2 siostrą. Po śmierci mamy sprzedała mieszkanie, a 2 siostra została z tatą w domu dziadków ojca, siostra za sprzedane mieszkanie kupiła mniejsze 2 tacie, które jest na wynajem, no i oczywiście kupiła 2 sobie większe i spłaciła kredyt. My czyli ja i 2 siostra i ta chora nie dostałyśmy nic. Uznałam że taka była wola mamy i trudno. Choć było mi ciężko.
Jakieś 10 lat temu było spotkanie u ten najmłodszej siostry na urodzinach córki, gdzie ojciec powiedział do jej męża w korytarzu Piotruś-synu będziesz miał moją ziemię (ileś hektarów lasu). Powiedziałam głośno w afekcie, było kilka miesięcy po śmierci mamy, że jak to a my, że to niesprawiedliwe, wzięłąm dziecko i wyszłam, na pewno podniosłam głos Zostałam wykluczona, nie odbierali telefonów,
Wcześniej nie miałam od nich pomocy a pozniej na jakiś spotkaniach nikt ze mną nie rozmawiał.
Teraz najważniejsze: miesiąc temu dowiedziałam się od siostry że najmłodsza Marta mówiła że ja powiedziałam tamtego dnia, że JA jej spalę dom.
Zostałam pozbawiona spadku i dobrego imienia, a o pomówieniu nie wiedziałam przez lata, nie mogłam się bronić, zresztą teraz też nie mogę wiele zrobić w rodzinie gdzie jestem wszystkiemu winna.
Co na to inni? Oni są obojętni, też chętnie mnie obwiniali. Ojciec o śmierć mamy, że lekarz którego znalazłam był nie taki. Dużo jest tego obwiniania. Nie utrzymywałam specjalnie z nimi kontaktu ale:
tam z moim ojcem jest moja chora siostra, bywało że jak przyjeżdżałam do niego i zabierałam siostrę do siebie zabraniał mi ją brać, tylko u niego mogłam się z nią spotkać.
Ja jestem osobą totalnie pozbawioną wsparcia w rodzinie. Zadziwiająco dobrze sobie radzę w świecie. Słysząc w domu od ojca będąc dzieckiem o nas"darmozjady" postawiłam na naukę i alienację w ksiązki, minus to nieumiejętność kontaktów, plus dobre wykształcenie. Mam spłacone mieszkanie, wakacje, jestem samotną mamą programistką, więc nie mam duzo kontaktów z ludźmi w pracy. Czuję się jakby ktoś przykleił mi etykietkę winna, chce podpalić, a
ja nie mogę jej zdjąć, muszę udowodnić światu, teraz wytłumaczyć na forum, bo z tamtą siostrą nie mam kontaktu..
Dodatkowo odżyły sprawy rodzinne, bo ojciec w tym roku ożenił się z panią młodszą o 20 lat, w sumie niewiele ode mnie starszą, z matką 2 dzieci, która ociekłą od alkoholika. Tato ma majątek mieszkanie w stolicy czyli to co po mamie, ziemię. Właściwie chora siostra nie została zabezpieczona na wypadek jego śmierci. Prosiliśmy żeby jakoś oddzielił ten majątek ale nie chciał zrobić, że teraz to nowa żona będzie się siostrą zajmować. Byłam u prawnika ale wynika z tego że ja niewiele mogę zrobić.
To już zupełnie inna sprawa ale tak chciałam się wygadać i powiedzieć że lata terapii nie potrafią mi pomóc w tym poczuciu braku szacunku, winy i wstydu i osamotnieniu, oczywiście są osoby którym mogę to opowiedzieć ale to tylko trochę pomaga.
Czuję też samotna matka, za którą nikt nie stoi jest świetnym chłopcem do bicia, do pomówienia. Liczę na wsparcie, może coś mi przeskoczy..tak jak mówię nie radzę sobie z poczuciem winy, tak jakby ktoś odebrał mi moc.
Czasem myślę że przetrwają najsilniejsi najbardziej bezwzględni, na empatię nie ma miejsca. Jak masz charakter żeby zabrać innym to się dobrze urządzisz. Emocje tylko przeszkadzają, serce też. Na rady w stylu trzeba było porozmawiać w rodzinie, odpowiadam, nie było rozmów, wszystko za plecami,niewypowiedziane oczekiwania, nie było woli, tylko obwinianie, zakulisowe rozgrywki, ty powinnaś to i tamto a jak nie nieodbieranie telefonu albo krzyki.
Jeśli zagmatwałam za bardzo to sorki ale te rzeczy są zagmatwane tak jak tylko się da. Na pokolenia. Teraz jak to napisałam widzę absurd tego wszystkiego...Chciałabym powiedzieć nie dam się teraz JA decyduję co mnie zrani ale to nie takie proste.