Dodaj do ulubionych

patologiczny 18-letni kłamca

26.05.07, 11:21
Droga Pani Ekspert!

Chłopak ma prawie 18 lat, na początku było tylko okłamywanie matki, teraz
okłamuje też kolegów, którzy mają powoli dość jego kłamstw. Kłamstwa dotyczą
szkoły, zobowiązań, konfabulacje z kolei np. "brania heroiny", której nigdy
nie brał - celem zrobienia wrażenia na innych. Aktualnie powtarza klasę 1 LO
ze skutkiem takim, że znów korepetycje i znów masa zagrożeń i możliwość że nie
przejdzie do następnej klasy po raz drugi. Od nowego roku szkolnego będzie
przeniesiony do szkoły wieczorowej. W tym wszystkim to bardzo miły,
inteligentny chłopak otaczający się fajnymi, mądrymi kolegami i koleżankami.

Wiemy, ze związane jest to z ojcem-alkoholikiem, z którym rozstała się jego
mama a który również był patologicznym kłamcą. Wiemy, że to kłamanie to nie
jego zła wola tylko wynik przeżyć. Około 2 lata temu był 2-3 razy u pani
psycholog w poradni AA, jednak uznał, że "starej babie nie będzie opowiadał
tego, co i tak wie i może opowiedzieć kumplom" a zmuszanie przecież mija się z
celem.

Jak mu pomóc rozumiejąc, że te kłamstwa to nie jego "zły charakter" i jak
jednocześnie nie dawać przyzwolenia na to by kłamał? Czy czekać aż koledzy
(czyli najważniejszy punkt odniesienia w jego życiu) go opuszczą i wówczas
zdecyduje się na terapię? To jeszcze nastolatek z małym skrzywdzonym chłopcem
na duszy dnie... Naprawdę nie wiemy, jak mu pomóc.
Obserwuj wątek
    • iwucha Re: patologiczny 18-letni kłamca 30.05.07, 14:52
      Udaaało się! Młody świadomie chce wziąć udział w terapii i nie może się
      doczekać! Chce wziąć los w swoje ręce i nie ciągnąc za sobą traumy dzieciństwa.
      I to jest świetna wiadomość.

      Niestety, bez mamy, która nie chce tej terapii, nie chce go znać ani widzieć i
      odrzuciła go całkowicie. Bez mamy, która została sama, bo pospalała wszystkie
      mosty z rodziną, a kogo miała upokorzyć i wyładować agresję - upokorzyła. Po
      tym, jak wyrzuciła syna z domu a rodzina stanęła w jego obronie. Mama została
      sama w swoim bólu, zawziętości, z wytoczonym kolejnym działem w tych, których
      kocha bez chęci otworzenia się przed terapeutą.

      Syn na nią czeka. Nie wiadomo tylko, czy się doczeka. Może mama dołączy a może
      ta chwila nigdy nie nadejdzie?
      • agnieszka_iwaszkiewicz Re: patologiczny 18-letni kłamca 04.06.07, 00:53
        To rzeczywiście dobra wiadomość. Szczególnie, że kłamstwa być może
        służyły "zakłamywaniu" dość tragicznej rzeczywstości. Na terapii, będzie miał
        czas i możliwość porozmawiania o tym co jest dla niego trudne, a jednocześnie
        nie będzie się czuł jak ktoś, kto się źle zachowuje, ale jak ktoś, kto ma
        kłopoty i próbuje sobie z nimi radzić.
        Pozdrawiam i miło mi powiedzieć, że zawsze z zainteresowaniem czytam Pani
        wypowiedzi na forum. Agnieszka Iwaszkiewicz
        • iwucha Re: patologiczny 18-letni kłamca 06.06.07, 11:29
          Dziękuję serdecznie za odpowiedź, Pani Agnieszko :-) ja również zawsze z
          niecierpliwością czekam na Pani wypowiedzi :-)

          Szczerze powiem, że przechodzę sama teraz trudne chwile. Siostrzeniec zdecydował
          się na terapię, uwolniliśmy go trochę od poczucia winy wobec matki mówiąc, że
          wszystko, co się dzieje jest winą dorosłych, nie - Twoją... no może troszkę ale
          zasadniczo wszystko, co się wydarzyło to efekt zbieraniny złych doświadczeń.
          Jestem szczęśliwa, że on zmienia swoje życie. Ale jestem trochę załamana bo
          aktualnie tuła się po domu swojej babci i moim, nie ma swojego miejsca na ziemi.
          Mój mąż tez ma rację twierdząc, że tam jest jego dom i on tez czuje się zbyt
          mocno zamieszany w sprawy, które bezpośrednio go nie dotyczą a wpływają na naszą
          relację. Czuje się między młotem a kowadłem bo kocham ich obu i nie potrafię
          znaleźć złotego środka. Teoretycznie siostrzeniec powinien wracać do domu, do
          matki, tam jest jego miejsce, tam jest zameldowany, ma swój pokój a działanie
          matki było bezprawne - są na to chyba ze 3 paragrafy. A on nie chce bo rozpiera
          go ból i ja go doskonale rozumiem. Tez nie chciałabym wracać do matki, która
          zostawiła go w kryzysie i która jest tez potwornie poraniona i tez przechodzi
          swój kryzys. Ale nie chce z tym nic zrobić. Ponadto mama twierdzi, że on (syn)
          skoro namawiał ją do rozwodu z alkoholikiem to powinien być jej wdzięczny(!!!) -
          sama tego chciała i wszystko ku temu czyniła, wtóruje jej w tym przekonaniu
          ciotka, która tez miała męża alkoholika i która twierdzi, że "jak to żeby matka
          przepraszała syna (??)" i "on jest teraz jedynym mężczyzną w rodzinie(!!!)" i
          "to już nie jest dziecko bo ma prawie 18 lat". Takim gadaniem uwalnia moją
          siostrę od wzięcia odpowiedzialności za to, co się stało. Ja sama nie daję rady
          słuchać takich głupot, krew mnie zalewa. Powiedziałam swoje i nie wdaję się w
          dyskusje bo to nie ma najmniejszego sensu.

          Siostrzeniec wie, że być może mama nigdy nie zgłosi się na terapię i musi wziąć
          to pod uwagę, że nic sie nie dzieje bez powodu i to, co on robi - robi dla
          siebie i skorzysta na tym, będzie "do przodu" i kiedyś będzie się z tego śmiał.
          Jednak sytuacja trwa już drugi tydzień i wyłaniają się kolejne problemy -
          głównie mój: mam świadomość, że on potrzebuje teraz bezwarunkowej akceptacji i
          całkowitego poczucia bezpieczeństwa, a ja nie mogę mu tego zapewnić bo mam też
          swoją rodzinę, z która muszę się liczyć, moja mama też docelowo nie może
          udzielić mu dachu nad głową bo zamieszkuje mieszkanie, które ma użyczone, a
          którego właściciele nie zgadzają się na zamieszkiwanie innych osób w tym
          mieszkaniu. Ojciec siostrzeńca mieszka innym mieście i aktualnie wrócił do
          nałogu więc to toksyczne środowisko to ostatnie, do którego on chciałby i
          powinien wracać. Może i w tej sytuacji powinien(?) wrócić do matki, która będzie
          "podkręcać śrubę", znajdzie się w ogniu uwag swojej mamy i ciotki z ich
          przekonaniami, o których pisałam powyżej, z poczuciem, że jest na ich łasce.
          Jeśli chodzi o pracę, to udaje mu się jakoś dorobić jako dj na imprezach dzięki
          kolegom, którzy użyczają mu sprzęt ale wiecznie tego robić nie będą.
          najprawdopodobniej znajdzie jakąś dorywczą pracę typu ulotki itp. ale to nie
          będą kwoty, które pozwolą mu na samodzielne utrzymanie się. Poza tym to chyba
          ostatnia rzecz, by na ten moment on szukał mieszkania - powinien mieć poczucie,
          że ma rodzinę, na która może liczyć a tu się okazuje, że nie tak do końca, bo
          zarówno moja mama (jego babcia) , jak i ja, jesteśmy tez w jakimś stopniu
          zależni od innych. Od września byłabym w stanie wciągnąć go w swoją firmę
          (organizacja koncertów, imprez itd.)- czyli coś, w czym doskonale by się
          odnalazł. Ale na razie jest środek sezonu a tu pracuje się przed sezonem więc na
          razie nie mam nic do roboty - i on też w takiej sytuacji. Jest jakiś plan ale
          pytanie: co teraz? Zastanawiam się, jak to ma wyglądać: on pójdzie na terapię
          już w sobotę, będzie chodził co 2 tygodnie i ma wrócić do matki? Boje się, że
          będzie miał wymieszane totalnie, że to w tym układzie będzie syzyfowa praca i
          jeszcze większe cierpienie niż on ma. Poza tym nie o to chodzi chyba by on był
          jakąś kartą przetargową między matką a nami bo na dobra sprawę powstały dwa
          obozy. Umieszczanie go gdzieś w jakimś hostelu itp. to byłby dla niego jeszcze
          większy policzek, kolejne odrzucenie, i nie mogłybyśmy z mama zasnąć że on się
          gdzieś tuła a ma przecież rodzinę. To by było totalne upokorzenie dla niego i
          dla nas. Myślałam o tym, by postawić siostrę przed wyborem: albo idziesz z nim
          na terapię albo zgłaszam sprawę do sądu rodzinnego, na Policję, do Prokuratury
          ale to są środki najgorszego kalibru, które powodują większe podziały niż zgodę
          a chłopak w tym wszystkim sobie tym bardziej nie poradzi. Zaognianie sytuacji i
          zupełnie bez sensu. Z drugiej strony księżniczka stoi twardo na piedestale i
          ciężko ją z niego zrzucić gdy w tle ma ciotkę o podobnych doświadczeniach, która
          ten piedestał podtrzymuje. Księżniczka chce być wygraną w tej walce i nie
          przyjmuje do wiadomości, ze tu nie chodzi o wygranych i przegranych. Siostra
          twierdzi, że rodzina alkoholowa nie usprawiedliwia, inni sobie radzą, że jej
          nikt nie rozumie, bo ona przeżyła tyle i tyle. Krótko mówiąc syn ma być dorosły
          i ją rozumieć, z kolei ona nie musi rozumieć jego. Jej mogło być ciężko, bo
          miała męża alkoholika, jemu, mającemu ojca alkoholika - nie. Zasadniczy problem
          między nimi to taki, że ona wtłoczyła go w role nieudacznika, lenia, "jesteś
          taki jak ojciec" i on po prostu tę rolę gra. Słysząc fale jej agresji słownej
          pod kątem syna - słychać tak naprawdę złość i żal do męża - alkoholika. Przy
          czym nie wierzę absolutnie, że ona coś zrozumie i będzie chciała
          współuczestniczyć w jego terapii - przekonanie, że "dziecko jest zepsute a ja
          się staram" jest najwygodniejsze z możliwych, w czym utwierdza ją ciotka, która
          pewnie dopiero za miesiąc wyjedzie. W niej nie będzie żadnej zmiany i i chyba
          nie ma co liczyć na cud.

          Pani Agnieszko! Proszę poradzić: wszystko się sypie z powodu problemu mojej
          siostry. Moja mama bierze na siebie za dużo, ja chyba też, muszę sie liczyć ze
          swoją rodziną, mężem. On tez ma swoje racje. A siostrzeńca trzeba wspierać i nie
          można spowodować sytuacji, że poczuje się zagrożony bez dachu nad głową. Staramy
          się pomagać na tyle, na ile możemy ale za chwilę zwariujemy wszyscy ze mną na
          czele. Rozkładam tę sytuacje na czynniki pierwsze i nie widzę innej alternatywy
          jak jego powrót do domu i terapia ale wiem, że ten powrót to wejście do jaskini
          lwa, "powtórka z rozrywki" dla niego poprzez utrzymanie matki-bogini na swojej
          pozycji. Mam z tego powodu totalne poczucie winy bo chciałabym by był u mnie tak
          długo jak to będzie potrzebne ale nie mogę z tego powodu rozbić rodziny swojej
          własnej. No i nie mogę obarczać mojej mamy ryzykiem utraty mieszkania. A prawda
          jest taka, że on by chciał być na razie albo u swojej babci albo u mnie i płacze
          na myśl powrotu do domu, do matki. Sama czuję się jak zdrajca.

          Ręce mi opadają i naprawdę nie wiem, co mam zrobić. Proszę o jakąś wskazówkę.
          • verdana Re: patologiczny 18-letni kłamca 06.06.07, 13:16
            To jest typowy przypadek tragedii greckiej - sytuacja bez dobrego wyjścia.
            Zgoda na powrót tego chłopaka do domu, to IMO machnięcie na niego ręką,
            uznanie, ze trudno - nie jest to Twoje dziecko i nie musisz o niego dbać , a
            to, ze się zmarnuje nie moze być Twoim problemem. Bo jestem przekonana, ze
            powrót do matki to koniec możliwości normalnego zycia dla niego.
            Rozumiem, ze przeszkadza mężowi, mnie obca osoba w domu też by przeszkadzała,
            ale chłopak ma lat 18 - więc to jest kwestia roku, nie więcej. Martwiłoby mnie,
            gdyby mój mąż postawił sprawę tak ostro, godząc się na demoralizację i
            nieszczęście kogoś z rodziny, dbajac o swoją wygodę - nie do końca życia, ale
            na krótki czas. No, ale różnie bywa.
            Co mogłabym poradzić - chyba zwrócenie się do sądu o przydzielenie Wam opieki i
            o alimenty od rodziców. Za alimenty moglibyście opłacić chłopakowi nie hostel,
            ale internat czy bursę przy jakiejś szkole średniej. Internat to nie zesłanie,
            móglby przeież Was odwiedzać i przy okazji kontynuować naukę.
            • iwucha Re: patologiczny 18-letni kłamca 06.06.07, 15:19
              Dokładnie tak się czuję, verdano. Między młotem a kowadłem. Też mam żal do męża,
              szczerze powiedziawszy mam ochotę go udusić, nie chce mi się z nim w ogóle
              gadać. Chciałabym młodego zabrać do siebie a tu mam kogoś, kto mnie zawiódł na
              całej linii. Najbliższa osoba - dostałam obuchem w łeb. I czuję, że muszę to
              rozwiązać, prosi się by radykalnie ale nie bardzo wiem, czy radykalnie znaczy
              dobrze. Też chciałam wziąć siostrzeńca na dłuższy czas, zapewnić mu wszystko, co
              niezbędne do poczucia bezpieczeństwa. I na początku mąż deklarował, że nie ma
              problemu a potem się wycofał z tego wsparcia. Czytaj : najpierw dałam wsparcie
              siostrzeńcowi, że może być u mnie jak długo chce a potem musiałam się z tego
              wycofać. Więc podwójny cios. Na dobrą sprawę powinnam postawić mu ultimatum,
              tylko że to nie wiem czy w tym szaleństwie jest metoda. Nie ukrywam, że to tkwi
              we mnie jak zadra i nie mogę sobie z tym poradzić.

              Z sądem to jest tak, że siostrzeniec ma 4 miesiące do 18-stki. Wystąpienie teraz
              do sądu to zaognianie sytuacji i czekanie na wyrok. Siostrzeniec by miał
              dodatkowy stres a za chwilę i tak stanie się pełnoletni. I właściwie całkowite
              przekreślenie szansy na to, że matka się zreflektuje. Jeśli się nie zreflektuje,
              to oczywiście alimenty itd. Na razie czekam na rozwój wypadków ale wiem, że samo
              się nic nie zrobi. Tyle że to wszystko walka, przeciąganie liny i tak naprawdę
              jej (mojej siostry) metoda. I on w tym wszystkim, który bardzo cierpi, ma żal
              ale kocha ją mimo wszystko. Ja cały czas wierzę, że ona się obudzi ale jest
              teraz pod przemożnym wpływem mojej ciotki. Myślę o tym by postawić sprawę: albo
              idziesz z dzieciakiem na terapię i bezwarunkowo go przyjmujesz do siebie albo
              zawiadamiam kuratora, sąd itd. Ale to ostatnia opcja do wykorzystania.

              Ten internat to na pewno jakieś rozwiązanie ale nie wyobrażam sobie tego, że on
              miałby mieszkać w internacie, a nie np. u mnie. Na ten moment powinien mieć
              ciepło i wsparcie. I czuję, że w tej kwestii dałam d...py na całej linii.
              • verdana Re: patologiczny 18-letni kłamca 07.06.07, 20:20
                Alimenty należą się, jak długo sie uczy. Nie wiem, czy internat to idealne
                rozwiązanie, ale dla 18-latka internat może nie być wcale stresem, szczególnie
                gdyby mógl do Was przychodzić parę razy w tygodniu, a nocować z soboty na
                niedzielę. 18-latek to już nie dziecko i pewna doza swobody może mu się
                spodobać, a wcale nie być demoralizująca - wręcz mobilizująca.
                Ja wyrzucilam z domu, z powodu warunków mieszkaniowych niespełna 19-latka (do
                wlasnej kawalerki) i był bardzo zadowolony. W tym wieku wiele osob już opuszcza
                rodziców, choćby wyjeżdżajac na studia.
                Ja bym jednak wszczęła sprawę - sadząc z tego co czytałam, większe szansę sa ,
                że matka zreflektuje w momencie wytoczenia sprawy, niż gdy nie dostanie
                takiego "kopa". Moze warto zaczekać te 4 miesiace i wytoczyć od razu sprawę o
                alimenty.
                Moim zdaniem - ale naprawdę nie jestem specjalistą - postawilaby krechę na
                terapii siostry (niech chodzi sam i koncentruje się na sobie, a nie na
                kontaktach z matką) i polepszeniu stosunków. To już 18-latek, za moment będzie
                dorosly formalnie, a naprawde bardzo niedlugo - prawdziwie dorosły. Lepiej
                chyba dla niego w tej chwili byłoby po prostu zacząć samodzielne życie bez
                matki, niż wkręcać się w krąg terapii rodzinnej, uzalezniajacej go nadal od
                decyzji matki i od tego, jak ona będzie się zachowywała - a przecież taka
                terapia trwa często latami.
                Myśle, ze trzeba czasowo zakonczyć ten etap. Później, gdy będzie dorosły,
                będzie miał szanse ułożyć od nowa kontakty z matką, ale już na zasadzie "równy
                z równym", bez wpadania w zależność.
                A jeśli ktoś tu dał d..y - to na 100% nie Ty. Tak cos mi się wydaje, ze jesteś
                wręcz jedyną, ktora nie dala d..y.
                • iwucha Re: patologiczny 18-letni kłamca 08.06.07, 09:33
                  Dzięki verdano za ciepłe słowa :-) tez stawiam krechę na terapii siostry, jak
                  ktoś nie chce - to nie. Na razie wiszę na telefonie z jego terapeutą i w całej
                  naszej tragedii greckiej on sam tez na ten moment jedyną możliwość widzi taką by
                  jednak wrócił pod dach matki, choćby na te 4 miesiące i będzie z nim pracował
                  tak, by uwzględnić te wszystkie złożone elementy całej sytuacji, tez z
                  założeniem, że ma się koncentrować na sobie, robić wszystko jak najlepiej - dla
                  siebie, a ja mam w perspektywie ukończenia przez niego 18-stki możliwość
                  zatrudnienia go u siebie.

                  Jeśli chodzi o jego zakres swobody, to tu się zaczyna inny problem: on dostał w
                  całym swoim nastoletnim życiu tyle swobody - jeśli chodzi o imprezy itd., ze
                  nie miał żadnych granic bo moja siostra wolała wierzyć, że lepiej mieć tę
                  wolność nieograniczoną bo ona sama nie miała niż stawiać mu granice. No więc on
                  na moje oko permanentnie tych granic, rozpaczliwie szuka i sprawdza jej miłość.
                  A tu sie okazało, że bezwarunkowej miłości nie ma. Pewnie na poziomie
                  nieuświadomionym, oczywiście. Podobnie nie było wobec niego żadnych wymagań typu
                  obowiązki domowe. Z jednej strony miał całkowitą wolność do imprezowania bo
                  "mama, taka równa kumpela", z drugiej - całkowita zewnątrz sterowalność nim
                  matki w temacie szkoły. Więc nie było rady by on się w tym wszystkim pogubił. On
                  jest typem naprawdę wielkiego indywidualisty - w szkole było tak (a to jedno z
                  lepszych LO w mieście, nauczyciele - super, żadna szkolna tyrania, pomagali mu
                  jak tylko mogli), że albo pały od góry do dołu, albo 6-stki z wypracowań z
                  polskiego. Nie znajdzie się on na moje oko w żadnej instytucji z regulaminem,
                  szkołę pewnie skończy wieczorowo.

                  Tez jestem w 100% pewna, że samodzielne życie dla niego, terapia bez matki i
                  dogadanie się po latach na zasadzie równy z równym - to byłoby najlepsze, co
                  mogłoby sie mu zdarzyć i uważam, że do tego należy dążyć. Na szczęście on idzie
                  na terapię na zasadzie samodzielnej decyzji i dzięki wsparciu finansowemu mojej
                  mamy i naszemu (na razie prywatnie, później postaramy się go wcisnąć do tego
                  samego faceta na kasę chorych), więc maminej decyzji tu nie ma całkowicie.
                  Na razie nastawia sie na powrót do domu choćby na te 4 miesiące, choć nie jest
                  to jego wymarzona opcja, ma jakiś plan działania i pewnie będzie go
                  konsekwentnie realizował celem wyniesienia się z domu.

                  Dla mnie jedyne, co zostanie z tej sytuacji to to, że między mną a siostrą już
                  chyba nie będzie tak samo - zawsze byłyśmy sobie bliskie, pomagałyśmy sobie na
                  wzajem i stawałyśmy murem za sobą. Bo ona nie jest złym człowiekiem, każdemu
                  zawsze pomoże. Ale w tej sytuacji nie mogłam stanąć po jej stronie. Bo jestem w
                  stanie rozumieć, że ktoś jest bardzo poraniony, wiem, jak bardzo dostała w tyłek
                  ale nie można tego wiecznie traktować jako usprawiedliwienie dla swoich błędów,
                  tylko trzeba się w końcu obudzić, zwłaszcza gdy ma się dzieci. Staram się
                  walczyć z żalem do męża, co jest chyba teraz dla mnie najtrudniejsze. Wiem, że
                  on tez ma sporo racji, też zaznacza swoje terytorium, tez jest to sposób na
                  chronienie naszej(jego) rodziny i wiem, że on tez ma dość zważywszy na wiele
                  przykrych sytuacji, w których uczestniczył wcześniej, a w które był wciągnięty.
                  To był chyba taki komunikat: basta! koniec! My tez się liczymy - nie tylko inni.
                  Ale boli to mimo tych wszystkich racjonalnych argumentów. I boje się, że mój
                  siostrzeniec, który miał zawsze ciotkę i dobry z nią kontakt, zapamięta sobie na
                  zawsze to, że najpierw daliśmy mu pewność i poczucie że może na nas liczyć a
                  potem ... - "kto daje i odbiera ten sie w piekle poniewiera" i już nam nigdy nie
                  zaufa.

                  Jeszcze raz dzięki za słowa wsparcia! Będę pisała, co dalej z tym wszystkim.
                  Wiem, że moja siostra niby czeka na niego w domu, że tez jej przykro ale nigdy
                  nie zrozumie, że w najmniejszym stopniu wina stoi po stronie jej syna, nigdy nie
                  przyzna się do błędu, nie przeprosi. W tym układzie musi być wygrany. Ja wierzę,
                  że on, po paru latach będzie innym - już wtedy - facetem i być może wtedy
                  dogadają się na innych zasadach. Ale czuję, że jeśli jego mama nigdy nie przyzna
                  sie do błędu, nie przeprosi go za to, to o się mocno od niej zdystansuje i
                  będzie to w nim tkwiło jak cierń. I i tak, najlepszym doradcą w takich
                  sytuacjach jest czas....
                  • verdana Re: patologiczny 18-letni kłamca 08.06.07, 10:09
                    No tak...
                    Mnie zastanawia tylko jedo - po co on ma te cztery miesiące siedzieć u matki?
                    Przecież w tej sytuacji matka może go wdeptać przez ten czas w ziemie.
                    Sa wakacje. Czy nie mozna by go na ten czas wysłać gdzieś do pracy? Na obóz?
                    Gdziekolwiek, byle dalej od domowych problemow?
                    • iwucha Re: patologiczny 18-letni kłamca 08.06.07, 10:52
                      Ano można do pracy. Nawet czegoś szuka. I ma koncepcję: zarobić na wakacje i
                      jechać z kolegami na Hel. Tyle że pozostaje kwestia tego jego mieszkania na ten
                      moment i wiecznej tułaczki od babci do ciotki i z powrotem. Bo na to, żeby
                      zarobić na wynajęcie mieszkania, opłaty itd. na to on jeszcze nie da rady
                      zarobić, musiałby całą tę kasę odkładać a ponieważ jest niepełnoletni to może
                      pracować 20h tygodniowo i ewentualnie złapać fuchy dj-skie na których bez
                      swojego sprzętu nie ujedzie. A w sytuacji, gdy będzie u matki, będzie właściwie
                      wychodził rano i wracał wieczorem na spanie i miał raz na jakiś czas fuchę, to
                      jest w stanie odłożyć sobie tę kasę. Wie, że jeśli zaszłaby sytuacja wdeptywania
                      w ziemię, czego też sie boję, to można prosić o pomoc kuratora.
          • agnieszka_iwaszkiewicz Re: patologiczny 18-letni kłamca 10.06.07, 16:14
            Pewna moja bliska i mądra przyjaciółka, w naszej rozmowie "o życiu"
            powiedziała ( z przyjemnością oddaję jej autortwo tego stwierdzenia ) "Rodzice
            to nasz los". Te słowa dźwięczały mi w uszach wiele razy, jako człowiekowi i
            jako psychoterapeucie.Można je różnie interpretować. Jako determinantę, jako
            zachęcenie do zmiany, jako wyraz wahania między miłością i wściekłością do
            rodziców.
            Z uwagą przeczytałam całą dyskusję na temat sytuacji tego chłopca. Pozwolę
            sobie wyrazić swój pogląd w tej sparwie, uwzględniając Pani sytuację,
            Pani "iwucho"
            Pani siostrzeniec nie ma raju ze swoimi rodzicami. Trudno. Ale ma przyjazne
            otoczenie ( ciotkę czyli Panią, wujka, cioteczne rodzeństwo, babcię ). To
            otoczenie nie musi, nie powinno i nie ma przejąć funkcji jego idealnej rodziny.
            To otoczenie ma dać , I DAJE, oparcie w trudnch chwialch, akceptację,
            zrozumienie, pomoc organizacyjną.
            Proszę zatem pozwolić wrócić chłopcu do matki. To jest jego dom i on musi to
            poczuć. Dobry terapeuta pozwoli mu zasymilować tę sytuację. Dzieci w tym wieku
            potrzebują, mimo kontroweryjnych zachowań i burzy uczuć, rodziców, nawet tych
            mało wydolnych. W tym przypadku sytuacja rodzinna nie jest łatwa, ale daleko
            jej do ciążkiej patologii. W razie przekroczenia jakiś granic, nie wątpię, że
            Pani to spostrzeże i zainterweniuje. Ale to chyba nie ten czas, choć sytuacja
            rodzinna i szkolna chłopba wskazuje, że coś złego się dzieje.
            Inny problem to to jak ta sytuacja wpływa na Panią i jej życie rodzinne.
            Warto postawę męża zobaczyć, także od takiej strony,że walczy on o granice
            własnej rodziny, może potrzebuje też czuć się w swoim domu swobodnie, może
            obawia się i nie chce podjąć odpowiedzialności za młodego człowieka. Ale ja
            dostrzegam też w tym pewiem przekaz. Mąż mówi "Widzę chłopcze, że dajesz sobie
            radę". Bo podjęcie terapii przez siotrzeńca to nie lada decyzja w tym wieku.
            Domyślam się, że jest to to szorstka męska otucha, ale paradoksalnie może
            pomoże siostrzeńcowi ( którego ojciec jest wycofany ) na identyfikację z męską
            rolą zawalczenia o siebie i pokonania problemu. Wiem, że jest to punkt
            widzenia, który kobietom trudno jest przyjąć, ale może dla siostrzeńca stanie
            się on ważny. Dlatego nie warto się z mężem kłócić i mieć żal do niego i
            widzeć go jako bezdusznego egoistę, ale raczej znaleźć w nim
            sprzymierzeńca.Proszę spojrzeć, siostrzenic jest otoczony samymi kobietami,
            które na niego reagują i dają komunikat," Jesteś biedny, skrzywdzony, tylko
            ciocia ( babcia, mama ) cię ochroni" On natomiast jest 18 - letnim mężczyzną !!!
            Nie chcę, żeby Pani zrozumiała , że bagatelizuję problem. przeciwnie. Uważam go
            za istotny. Ale proszę spojrzć na to i z tego puntu wiedzenia. jak zdążyłam
            się zorietować jest Pani wrażliwią osobą i ma dużą intuicję. Niech Pani wspiera
            siostrzeńca w terapii, niech mu Pani pomaga w chwilach zwątpienia. Jeśli na
            terapii on się zmieni, to zmieni się system wokół niego , w tym i jego matka. A
            siotrze niech Pani da spokój. To dorosła osoba, ze swoim rodzinnym
            doświadczeniem i dramatem. Jeśli będzie okazja, rozmawiajcie o tym co się
            dzieje. Proszę jadnak pamietać. Im bardziej będzie się ona czuła atakowana,
            tym bardziej okopie się na swoich pozycjach. Niech Pani pisze jak sprawy
            postępują. Życzę powodzenia i spokoju w ocenie sytuacji. Pozdrawiam. Agnieszka
            Iwaszkiewicz
            • iwucha Re: patologiczny 18-letni kłamca 11.06.07, 09:17
              Bardzo Pani dziękuje za te słowa, pani Agnieszko bo chyba to było to, co sobie
              poukładałam przez ostatni czas - także z pomocą mojej przyjaciółki.
              rzeczywiście, faktycznie było mi trudno w pierwszym etapie gdy mąż się nie
              zgodził ale "przetrawiłam" to w sobie, nie mam już żalu i wiem, że postawił
              granice, za co teraz mu dziękuję. Musiałam usłyszeć te słowa od Pani, mojej
              przyjaciółki, i terapeuty siostrzeńca żeby docenić mężowskie intencje.

              Aktualnie wycofałam się na dalszy plan, wiem tyle, że siostrzeniec był na
              pierwszej sesji, terapeuta mu pasuje i za tydzień idzie na następną. Z terapeutą
              obgadałam cały kontekst sytuacyjny i również jest on zdania takiego jak Pani, że
              on powinien na razie wrócić do domu, zwłaszcza, że pierwsza burza minęła a z
              mama da się już rozmawiać więc będzie z nim nad tym pracował. Na szczęście ta
              sytuacja nie spowodowała między nami ostrego konfliktu (między siostrą a mną),
              ostatnio widziałyśmy się ze sobą ale mam świadomość, że zrobiłam wystarczająco
              sporo dla niej i siostrzeńca więc gdy temat powróci to powiem: "jesteś dorosła
              baba, sama zdecydujesz jak postąpisz i cokolwiek zrobisz to konsekwencje
              poniesiesz Ty - takie czy inne". I jeśli kiedykolwiek do mnie zadzwoni z tego
              typu problemem, to odeślę ja do kogoś innego. Oczywiście zła byłam na nią i całą
              złość wylałam tutaj ale w relacji z nią starałam się postępować maksymalnie
              spokojnie choć gotowało się we mnie.

              Myślę, że siostrzeniec wróci niebawem do domu, wszystko potoczy się trochę
              inaczej, będzie chodził na terapię, pójdzie dorywczo do pracy i szkoły
              wieczorowej. Ja się wycofuję, czegoś mnie to wszystko nauczyło, będę co najwyżej
              "dyskretnym podglądaczem". I oczywiście dam znać, jak sprawy postępują.

              Pozdrawiam serdecznie!
            • bszalacha Re: patologiczny 18-letni kłamca 16.06.07, 15:06
              Należałoby dodać,że najpierw powinna Pani przepracować swój własny problem z
              siostrą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka