obce dziecko

01.06.07, 21:11
prosze o pomoc. moj partner ma prawie 3latniego syna,z korym widuje sie 2
razy w tygodniu, ja mam 2letniego chlopca. mam problem z tamtym dzieckiem,
czuje do niego niechec, czuje,ze walcze o milosc dla mojego dziecka, nie moge
zniesc jego dziecka, nie chce go widywac. nie wiem juz co mam ze soba zrobic,
nie chce zranic uczuc swojego faceta,ale ja nie lubie jego dziecka, za to
boje sie,ze on nie bedzie kochal mojego. chce,zeby moje dziecko mialo
wszytsko, zeby bylo najwazniejsze. tamto dziecko ma swojego ojczyma, z ktorym
mieszka i ma tez ojca, moj synek ma tylko ojczyma. nie mam juz sily tlumic w
sobie tych uczuc, to samo do bylej zony, ktora decyduje kiedy tamto dziecko
przyniesc, tzn wtedy ,gdy to jej pasuje. nigdy nie sadzilam,ze bede czula cos
tak potwornego i nie mogla sobie z tym poradzic.
    • chalsia Re: obce dziecko 01.06.07, 23:08
      Twój partner nie musi kochac Twojego dziecka. I prawdopodobnie nie będzie. I
      dla normalnego faceta, dobrego ojca Twoje dziecko nigdy nie powinno być
      ważniejsze niż jego własne - w najlepszym przypadku będą równie ważne.
      I nie przestanie też kochać swojego tylko dlatego, że Ty tez masz dziecko
      (któremu na dodatek usilnie szukasz zastępczego taty).

      Tym bardziej się dziwię, że jesteś samodzielną mamą - Ty też chciałabyś by Twój
      syn miał dobry kontakt ze swoim ojcem, więc tym bardziej powinnaś być
      rozumiejąca dla całego układu. Czy Ty uważasz, że skoro tamto dziecko ma
      ojczyma, to ojca miec nie musi?

      Zazdrość (IMHO chora) Cię zżera.

      Zupełnie poważnie sugeruję psychoterapię.
      Chalsia
      • verdana Re: obce dziecko 01.06.07, 23:16

        Twój partner ma obowiązek zajmować się swoim dzieckiem - tak często jak będzie
        miał na to ochotę. Bedzie prawdopodobnie kochał swoje dziecko bardziej niż
        Twoje - a jesli Ty bedziesz zywila niechęć do jego dziecka i starała się, aby
        to Twoje bylo wazniejsze - to może wrecz poczuć niechęć do Twego dziecka. Skoro
        nie lubisz jego dziecka, musisz liczyć się z Tym, ze weekendy, wakacje bedzie
        spedzał z nim - a nie z Tobą. A jesli po Twoich wymowkach ograniczy kontakty z
        wlasnym dzieckiem, to oznacza, ze nie jest dobrym czlowiekiem i na ojczyma się
        też nie nadaje.
        Zupełnie poważnie sugeruję zerwanie. Skoro Twoje dziecko ma mieć wszystko, a
        tamto powinno zejść na drugi plan, to czarno widze Wasze wspólne życie. Będzie
        ciągiem awantur. Postaraj sie znależć kogoś bez dziecka.
    • triss_m7 Re: obce dziecko 01.06.07, 23:27
      Dziewczyno opamietaj sie. Twoje zachowanie nie jest normalne.
      Pomysl, kochasz swoje dziecko nad zycie i gdyby ktos inny tak nienawidzil
      Twojego syna za to tylko, ze jest to chcialabys wydrapac temu komus oczy.
      To jest niedopuszczalne. Szybko szukaj fachowej pomocy.
      Co Ci to biedne dziecko zrobilo!?
      • zabciula1 Re: obce dziecko 02.06.07, 08:29
        ja wlasnie chcialam,zeby opisala mi tylko i wylacznie terapeutka,a nie Wy
        dziewczyny, bo nie rozumiecie tego,co ja pzezywam, tej mojej zazdrosci, z
        powodu ktorej to ja sama cierpie najbardziej, bo mam poczucie winy,ze zabiaram
        jego dziecku ojca,gdyz sila rzeczy skupiony jest na nowej rodzinie,a jego
        dziecko ma ojczyma,tak zdecydowala matka dawno temu i tak jest,wiec potepianie
        mnie jest tylko kopaniem lezacego.
        ja nie nienawidze zadnego dzicka, jestem po prsotu zazdrosna i latego trudno mi
        go zaakceptowc, z tego powodu targaja mna rozne mieszane uczucia. wiec prosze
        nie piszcie, bo ja potrzebuje pomocy,a nie pisania,ze jestem nienormalna. chce
        jak najjepiej i chce dobrze traktowac tamto dziecko
        • verdana Re: obce dziecko 02.06.07, 16:52
          Potrzebujesz pomocy, to jasne, ale co temu winne dziecko? Skoro jesteś o nie
          tak bardzo zazdrosna, to zniszczysz wszystkim życie. Potrzebujesz rzeczywiscie
          fachowej pomocy, terapii, a nie porady na forum - idź do terapeuty, skoro
          chcesz kontynuować ten związek. I dopiero po terapii zastanow się, czy bedziesz
          w stanie go utrzymać.
    • bea53 Re: obce dziecko 02.06.07, 17:48

      Ty przyjelas rozumowanie, facet rostaję sie z kobieta i tworzy nowa rodzine
      zapomijnajac o poprzednim dziecku..a tak nie jest..
      Twoja nowa rodzina to Ty: facet, Twoje dziecko i jego dziecko. Ono nie mieszka z
      Wami ale to dalej jest jego dziecko.
      Pomysl gdybyscie mieli razem dziecko jeszcze i rozstalibyscie sie to dalej
      uwazalabys ze jak on znajdzie sobie kolejeną partnerke z dziekiem tez to ma
      skupic sie na nowej rodzinie tzn na jej dziecku??

      Moze powinnas miec pretensje do ojca swojego dziecka ale nie do dziecka Twojego
      faceta, w sumie tez wyobraz sobie post swojego faceta:
      moja kobieta nie skupia sie na moim dziecku ciagle i na mnie tylko na swoim,
      chce zeby ja sie skupil na jej dziecu bo to moja nowa rodzina itd...

      Uwazam ze 2 razy w tygodniu to i tak mało czasu jaki poswieca synowi.
      Musisz faceta zaakcpetowac z dobrodziejstem inwetarza bo Twoje dziecko jest dla
      niego obce i nigdy nie bedzie blizsze niz jego wlasne, bo wiezy krwi nie
      zmieniaja sie ze zmiana PARTNERKI. Facet moze co najwyzej zaakceptowac Twoje
      dziecko i pokochac tez ale to nie jest to samo co jego biologiczne dziecko i
      miłosc do niego
      Ciekawe co napisze Ci terapeutka.

      • zabciula1 Re: obce dziecko 02.06.07, 20:55
        Dziekuje Bea za rzeczowa odpowiedz. jeszcze raz prosze dziewczyny, z calym
        szacunkiem dla Was, ale nie piszcie mi takich rzeczy typu,ze chce komus
        zniszczyc zycue lub jestem nienormalna i psychiatryk dla mnie. gdyby tak bylo
        to nie pisalabym tego postu,nie zastanawialabym sie nad tym,co czuje. ja sie
        nie zgadzam z zazdroscia,ktora odczuwam, poniewaz kocham bardzo swojego
        mezczyzne,a jego dziecko jest jego czescia. ja temu dziecku nie robie zadnej
        krzywdy,ja jedynie zmagam sie z walsnymi negatywnymi uczuciami. moj facet wie o
        tym i stara mi sie pomoc,bo to ja sie z tym mecze,gdyz nie akceptuje w sobie
        tych uczuc. byc moze potrzebuje czasu,aby dorosnac do tej sytuacji. on nie
        oczekuje ode mnie,abym jego dzicko kochala i na pierwszym miejscu stawia nas,zy
        to sie komus podoba czy nie. jego dziecko jest 2 razy lub i czesciej w tyg,gdyz
        funkcjonuje na zasadzie darmowej opiekunki matki dziecka,jej kontakty z ojcem
        sa obojetne,ale wie,ze u niego moze sobie dziecko zostawic, to dziecko
        funkcjonuje juz w nowej rodzinie. ponadto placi sporo pieniedzy na nie plus
        duzo prezentow dodatkowo. tymczasem ojciec biologiczny mojego dziecka od roku
        nie dal mi zlotowki, zjawia sie arz na pol roku w odwiedziny trwajace pol
        godziny, o urodziach czy dniu dziecka nie wspomne, ani zyczen nawet ,bo o
        prezentach to nie marze. moje dziecko ma tylko moojego faceta. kto tego nie
        rozumie to trudno.
        • verdana Re: obce dziecko 02.06.07, 21:00
          Psychoterapeuta to nie psychiatryk. Osoba, ktora sama u siebie diagnozuje
          patologiczna zazdrość powinna poszukać pomocy specjalisty.
          No i oczyw2iśćie, ze matka moze zostawić dziecko z ojcem - to przeciez jest
          ojciec, dokladnie tak samo jak matka zobowiazany do opieki nad dzieckiem.
          Nie możesz wymagać, aby ojciec przestał zajmować sie wlasnym dzieckiem, a
          zajmował się Twoim - a nawet by mniej zajmował się swoim, bo Twoje nie ma ojca.
          Dla swojego dziecka ojciec powinien byc - i jesli jest porzadnym człowiekiem -
          będzie na kazde zawolanie, gdy tylko bedzie potrzebny. A jezeli Ty dziecka nie
          lubisz - to bedziesz wtedy sama.
          naprawde, to nie jest zdrowa sytuacja, sama to widzisz. Ograniczając facetowi
          kontakty z dzieckiem zyskasz najwyzej to, ze i w wypadku kryzysu zerwie
          kontakty z Twoim dzieckiem. I co wtedy?
          • zabciula1 Re: obce dziecko 02.06.07, 21:26
            nie, na kazde zawolanie bylej zony to on nie bedzie, bo w tej chwili jest ze
            mna i ona musi sie do nas dostosowac. niczego nikomu nie ograniczam,a na pewno
            nie ukochanej osobie, to on sam ma dosyc bycia na czyjes zawolanie.
            ja jesli chce isc do fryzjera, to place opiekunce,a nie podrzucam dzicko
            kolence lub bylemu mezowi
            • verdana Re: obce dziecko 02.06.07, 21:38
              Nie żony, tylko dziecka! Szkoda, ze tego nie rozumiesz. I dziecka ojcu sie "nie
              podrzuca". Ojcec po prostu ma obowiązek zająć sie swoim dzieckiem.
              No i rozumiem, ze Ty tez nie zostawisz swojego dziecka ojczymowi , gdy bedziesz
              musiała wyjść, tylko wynajmiesz opiekunkę, za kazdym razem, gdy będziesz miala
              cos do zalatwienia?
              • zabciula1 Re: obce dziecko 02.06.07, 21:56
                pogadamy jak bedziesz w podobnej sytuacji, bo na razie nie mamy o czym. sprobuj
                soebie tylko wyobrazic dzwoniaca bez przerwy byla zone z kazda pierdołą("w
                szafce zostala czapeczka przynies mi ja"), ktora nie liczy sie z twoimi
                planami, bo ONA ma np fryzjera albo wyobraz sobie jak facet wraca z pracy caly
                w pyle czy tam czyms i idzie sie wykapac a ona wpada wrzeszczy i rozbija
                zabawke o kafelki ze zlosci, ze nie jestesmy jeszcze gotowi. i zebys
                wiedziala,ze wlasnie "podrzuca" dziecko zarowno ojcu jak i kolezankom,a
                pierwsze pytanie,jak mnie zobaczyla po raz pierwszy bylo "czy przypilnuje jej
                dziecka"
              • zabciula1 Re: obce dziecko 02.06.07, 22:04
                co do opiekunki to tak, za kazdym razem musze ja wynajmowac jak chce np isc do
                lekarza, bo ojczym pracuje i nie bedzie sie z pracy zwalnial,zeby mojego czy
                nie mojego dziecka pilnowal, jak by chciala ex
                • chalsia Re: obce dziecko 02.06.07, 22:55
                  to wszystko co w dwóch ostatnich postach napisałas nie ma jakiegokolwiek
                  znaczenia. Szukasz sobie powodów do usprawiedliwienia swojej patologiczneju
                  zazdrości.
                  Jednak najważniejsze, że jestes jej (tej zazdrości) świadoma i chcesz coś z tym
                  zrobic.
                  Poważna sugestia udania się na psychoterpię oznacza byś poszukała
                  psychoterapeuty. A to nie jest psychiatra (jak to opacznie zrozumiałaś).
                  Korzystanie z pomocy psychoterapeuty (czy także psychiatry) nie oznacza, że
                  jest się nienormalnym.
                  Chalsia
                  • zabciula1 Re: obce dziecko 03.06.07, 07:17
                    Chalsia,ja sobie z tego doskonale zdaje sprawe,ze ejstem zazdrosna i bardzo
                    sie mecze z tego powodu. zazdrosc wynika z lęku, ktory mnie paralizuje. i
                    chociaz partner mowi,ze kocha moje dziecka,to ja mu nie wierze i cierpię. ale
                    wam jakze prosto jest dowalic,ze on "nigdy nie pokocha twojego dziecka". drugie
                    dziecko jest wg was biedne,bo go macocha nie kocha, tylko co go bchozi jakas
                    obca baba? on ma matke ojca ojczyma,ktorzy go kochaja i ma wszytsko zapewnione
                    i finansowo i w ogole.a moje dziecko jest uczepione wujka,bo sie boi,ze mu
                    ucieknie,a od ojca biologicznego nawet zyczen na dzin dziecka nie
                    dostalo,pieniedzy od roku nie widzelismy, jakis czas bylam zdana tylko na
                    siebie.
                    nie chce juz o tym wiecej rozmawiac,wiec mam prosbe-zamknijmy ten watek,bo to
                    mi nic nie pomoglo.
                    • bea53 Re: obce dziecko 03.06.07, 09:17
                      Mozemy zamknąc wątek ale jeszcze dołożę.
                      Ja uważam ze choc moze i jest to sytuacja to przepracowania przez terapeutę to
                      uważam ze zazdosc o dziecko jest naturalna, jestes dla dziecka macoszką i na
                      forum macochy tego typu uczuć jest mnostwo. Po prostu skądś sie wziął mit złej
                      macochy.
                      Moim zdaniem po prostu faworyzujemy swoje geny i wlasciwie mamy gdzies
                      konkurencyjne, chcemy zeby to nasze dzieci były najważniejsze i pierwsze do
                      stołu jak to było w zamierzchłych czasach gdy było mało jedzenia, wiec takie
                      uczucia sa naturalne, jak ktos sobie zdaje z nich sprawę to też dobrze i jakos
                      coś mozna z nimi zrobić...zapanować nad tym.
                      Nie uważam ze ojciec dziecka ma być na kazde zawołanie dziecka, no sorry w ten
                      sposob nigdy nie stworzy nowego satysfakcjonującego zwiazku bo nikt tego nie
                      wytrzyma zadna next kobieta.
                      JA byłam z facetem ktory miał 2 dzieci i pamietam jak była zona jak odzwiózl
                      dzieci dzwoniła, zapomniałes kapciuszkow, teraz odwiez mi kapciuszki, ten lecial
                      z kapciuszkami, lezysz w łozku, dzowni żona, dzieci chcą porozmaic itd ito, no
                      sorry ale to była gra na to zeby zadna kobieta nie ułozyla sobie z nim zycia i
                      nie ułozyla zadna. Jest jakas granica kiedy tatus ma byc na zawołanie
                      i wiadomo ze jest potrzebny ale jest taka granica ze jesli facet chce bardzo sie
                      dziecmi zajmowac niech mieszka z Ta byłą zoną i bedzie na jej posyłki. Wszystko
                      sie zmieniło az kobieta znalazła partena przestała dzownic w sprawie kapci.

                      Uważam ze Zabciula, wlasnie masz problem bo porownywanie sytuacji swojej
                      i tamtego dziecka rodzi Twoje frustracje. porwnywanie sie z kimkolwiek zawsze
                      moze być zrodlem cierpien, Twoje dziecko nie ma kochajcego ojca i jest problem
                      ale na siłe nie sprawisz ze wujek bedzie ojcem dla dziecka, po prostu ciesz sie
                      tym co jest. Jakos rozumowanie ze tamto dziecko ma matkę ojca i ojczyma i dobra
                      sytuacje materialna do niczego nir prowadzi, sprawiedliwie na swiecie nie jest i
                      oczekiwanie ze dla rownosci wypadaloby zeby Twoje dziecko mialo wiecej czasu
                      wujka to bezsens.
                      Tamto dziecko ma tak i nie zajmuje sie tym, po prostu ciesz sie ze Twoj facet
                      sie nim zajmuje,bo to dobrze o nim swiadczy, w sumie powinnas sie cieszyc ze to
                      dziecko np.nie mieszka z Wami i ze na przyszlosc gdybyscie mieli dziecko to masz
                      fajnego faceta ktory bedzie sie zajmowal tez Twoim dzieckiem.


                      • bea53 Re: obce dziecko 03.06.07, 09:24
                        poza tym punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia, ja przepracowalam wszystko z
                        2 stron, bo jestem tez samodzielną mamą.
            • madzik744 Re: obce dziecko 19.06.07, 09:51
              Trzeba było o tym myśleć jak się brało faceta z przeszłością...A może to Ty
              wlazłaś w czyjeś życie i rozbiłaś związek?
        • sir.vimes C.O.???????????? 18.06.07, 17:19
          "jego dziecko jest 2 razy lub i czesciej w tyg,gdyz
          funkcjonuje na zasadzie darmowej opiekunki matki dziecka,jej kontakty z ojcem
          sa obojetne,ale wie,ze u niego moze sobie dziecko zostawic"

          To chyba normalne, że jej konakty z eksem są obojętne? I normalne, ze facet
          ZAJMUJE się WŁASNYM dzieckiem - między innymi wtedy gdy matka dziecka potrzebuje
          coś załatwić, czy wyjść. Według ciebie twój partner powinien JESZCZE rzadziej
          widywać dziecko? Czy zajmować się dzieckiem TYLKO wtedy gdy jego była akurat ma
          inne plany? Wydaje mi się , że oczekujesz od partnera konfliktu między nim a
          jego byłą. I tyle.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: obce dziecko 04.06.07, 00:40
      Czytając wszytkie Pani wypowiedzi w tym wątku, myślę, że problem nie leży w
      zazdrości o dziecko. Chyba raczej chodzi o zazdrość o byłą żonę Pani prtnera.
      Dziecko, być może , stało się tylko obiektem tak przeniesionej zazdrości.
      Myślę, że widzi Pani tę kobietę jako bardziej potentną niż Pani, swobodną i do
      tego realizującą swoje plany i przyjemności w sposób stanowczy i skuteczny.
      To może rodzić, oprócz zazdrości, różne uczucia takie jak poczucie krzywdy,
      niesprawiedliwości, wścikłości, że jakieś kobiecie udało się coś, co nie bardzo
      udaje się Pani. Ponieważ nie ma Pani wpływu na zachowanie tej kobiety, tym
      bardziej trudno jest panować nad rozmaitymi uczuciami. Ta kobieta ma też tę
      przewagę, że może liczyć na pomoc ze strony byłego męża, czego Pani nie ma od
      swojego ex - partnera. I to mimo, że Pani zdaniem, ona na to nie zasługuje.
      Kiedy zatem dziecko przebywa u Państwa widać to wszystko jeszcze wyraźniej.
      Pani może też czuć się gorsza od tej kobiety, która Pani zdaniem ma dużo
      różnych obfitości ( męża, eks- męża, opiekę do dziecka, pieniądze ) a Pani
      czuje, że jest tego pozbawiona. Takie uczucia, przez to, że są oddzielone od
      realności, bywają bardzo silne.
      Trzeba na sprawę spojrzeć realnie. Ona nie ulegnie zmianie. To Pani się musi
      zmienić.
      Nie może Pani ograniczać kontaktów syna z ojcem, nawet wtedy, gdy subiektywnie
      uważa je Pani za nadużywające dla Pani partnera. Aby sobie pomóc, może Pani
      omówić z partnerem i jego byłą żoną terminy tych kontaktów , aby mogła być
      Pani na nie przygotowana i organizacyjnie i emocjonalnie. Może wtedy będzie je
      Pani lepiej znosić. Proszę też spróbować zaprzyjaźnić ze sobą chłopców. Kiedy
      zobaczy Pani, że to jest też korzyść dla Pani synka może poczuje Pani ulgę.
      Wiem, że sytuacja nie jest łatwa, bo dotyczy, tak naprawdę, Pani życia
      wewnętrznego i Pani przeżyć. Gdyby Pani nie mogła sobie poradzić i chciała
      skontaktować się z psychoterapeutą, może doszlibyście do źródła takich Pani
      uczuć. Na razie musi Pani panować nad zachowaniami, jakie są wynikiem tych
      uczuć. Same uczucia bowiem nie krzywdzą, ale zachowania już tak. Agnieszka
      Iwaszkiewicz
      • zabciula1 Re: obce dziecko 16.06.07, 11:58
        Pani Agnieszko, bardzo dziekuje za zrozumienie, jest dokladnie tak,jak pani
        pisze, stad tez przeczytanie tego doprowadzilo mnie do łez. staram sie
        postepowac tak,jak pani doradzila,bo wiem,ze nie ma innego wyjscia. wobec
        tamtego dziecka ja nie wykazuje naegatywnych zachowan, ja jedynie zamykam sie w
        sobie,a to juz rani mojego parnera
        • mama303 Re: obce dziecko 18.06.07, 21:26
          Jestes w bardzo nieciekawej sytuacji i naprawdę Ci wspóółczuję.
          Oczywiście jesli Twój facet ma dziecko to jak najbardziej i on i dziecko mają
          prawo do kontaktów i Ty musisz to zaakceptować.
          Ale jest dla mnie niedopuszczalne zachowanie ex-małzonki Twojego faceta. Ty i
          on i Twoje dziecko stanowicie teraz rodzinę i ona musi to uszanować. Nie mozna
          sie komuś pchac w życie pod pretekstem "podrzucania" dziecka o każdej dowolnej
          porze. Myśle że musisz domagac się ustalenia terminów spotkań ojca i syna i
          wymagać ich przestrzegania. Inaczej sie nie da żyć normalnie. Inaczej mówiąc
          kontakty Twojego faceta z synem oczywiscie tak ale w poszanowaniu Twojego
          czasu, Twojej osoby i Waszego nowego związku.
          Pozdrawiam
          • sir.vimes Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 20.06.07, 20:45
            Nowa partnerka musi to uszanować.

            Dziecko jak najbardziej ma prawo "pchać się" w życie swojego ojca. Matka
            dziecka, choćby najmniej sympatyczna, ma prawo normalnej opieki ojca nad jego
            dzieckiem wymagać.
            • mama303 Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 20.06.07, 21:16
              sir.vimes napisała:

              >
              > Dziecko jak najbardziej ma prawo "pchać się" w życie swojego ojca. Matka
              > dziecka, choćby najmniej sympatyczna, ma prawo normalnej opieki ojca nad jego
              > dzieckiem wymagać.

              Oczywiście, poniewaz jednak ojciech nie jest samotnym mężczyzną i może miec
              także inne zobowiązania to spotkania powinny sie odbywać tylko w ustalonych
              porach i w ustalony sposób /o ile nie zachodzą nieoczekiwane sytuacje typu
              choroba matki/ Albo rodzice musza ustalić terminy i miejsca spotkań albo jeśli
              nie potrafia to może wkroczyc sąd.Należy to ustalic i tego przestrzegać po to
              aby komus życia nie zmienić w piekło.
              • verdana Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 20.06.07, 22:10
                Ojciec ma przede wszystkim zobowiązania wobec wlasnego dziecka. Dokładnie takie
                same, jak matka.
                Uczucia dorosłych powinny być wobec uczuć dziecka na drugim planie. Dziecko
                chce do ojca, a musi poczekać na ustalona wizytę, zeby komus zycia "nie
                zamieniać w pieklo". Oczywiście fakt, ze dziecku tez mozna zamienic życie w
                piekło został przeoczony - przeciez to tylko dziecko, niewazne. Ma robic to, co
                dorosli postanowili, a nie być jakims tam niepotrzebnym kłopotem.
                • mama303 Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 20.06.07, 22:29
                  verdana napisała:

                  > Ojciec ma przede wszystkim zobowiązania wobec wlasnego dziecka. Dokładnie
                  takie
                  >
                  > same, jak matka.

                  Niestety /dla tego dziecka/ ojciec nie ma takich samych zobowiązań jak matka
                  gdyż dziecko przebywa na stałe z matką a z ojcem sie spotyka i niestety z uwagi
                  na to że ojciec ułożył sobie juz inaczej swoje życie dziecko nie może sie z nim
                  spotykać kiedy tylko ma na to ochotę. Taka rzeczywistość i dziecko musi to
                  predzej czy póxniej zaakceptować. Ponieważ dzieci bardzo lubią ustalony rytm
                  życia większośc uczy sie akceptowac taka sytuacje że z tatą spotyka sie np. we
                  wtorki i piatki i w co drugą sobotę i niedzielę itp.Ważne aby były to kontakty
                  regularne.
                  Dziecko chce do ojca, a musi poczekać na ustalona wizytę, zeby komus
                  zycia "nie zamieniać w pieklo".

                  Oczywiscie że tak, nie mówie że to komfortowa sytuacja dla tego dziecka ale to
                  właśnie dorosli musza mu pomóc to zaakceptować i zrozumieć - to bedzie z
                  korzyścia dla wszystkich /także dla tego dziecka/.
                  • verdana Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 21.06.07, 11:21
                    Nie ma akich samych zobowiazań? A matka ma, choć tez od nowa sobie ulożyła
                    życie? Może w takim razie dziecko powinno zaakceptować, ze najwygodniej bylobu
                    obu stronom oddać dziecko babci czy cioci?
                    Jak już raz ma się dziecko, to można sobie układać nowe życie, ale nie jego
                    kosztem.
                    • mama303 Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 21.06.07, 13:48
                      Kiedy rodzice dziecka się rozchodzą to kontakty obojga rodziców z dzieckiem
                      diametralnie się zmieniają. Dziecka nie da się rozdzielić na pół po równo.
                      Dlatego siłą rzeczy dziecko zostaje na stałe z jednym z rodziców /co rodzi
                      większe zobowiązania tego rodzica wobec dziecka/ a z drugim się jedynie
                      spotyka. Najlepiej jest jak rodzice ustalą między sobą reguły dotyczące spotkań
                      z drugim z rodziców i potem się tego trzymają. Dlaczego? Dla komfortu
                      psychicznego zarówno matki, jak i ojca, dla ich nowych rodzin i dla samego
                      zainteresowanego dziecka. Dziecku lepiej się odnaleźć w trudnej dla siebie
                      sytuacji jeśli ma ustalone zasady, poza tym zmniejsza się ryzyko że dzieciak
                      stanie się narzędziem manipulacji i kartą przetargowa w ręku jednej /lub obu/
                      ze stron.
                      Odniosłam wrażenie że w opisanej sytuacji dziecko jest właśnie takim narzędziem
                      w ręku matki.
                      • sir.vimes Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 26.06.07, 18:06
                        > Odniosłam wrażenie że w opisanej sytuacji dziecko jest właśnie takim narzędziem
                        >
                        > w ręku matki.

                        A ja odniosłam wrażenie, ze nowa partnerka chciałaby by dziecko w jakis sposób
                        zniknęło z życia jej partnera.
                  • kicia031 mama 303 21.06.07, 13:41
                    Wiesz, jak czytam takie wypowiedzi jak twoje, to podnosi mi sie cisnienie.
                    Zycze ci serdecznie, by twoje dzieci nigdy nie znalazly sie w sytuacji rozbicia
                    rodziny, i usilnie staram sie wierzyz, ze to co wypisujesz to nie podlosc tylko
                    zwykla glupota.
                    • mama303 Re: mama 303 21.06.07, 13:56
                      Siła Twoich argumentów zwaliła mnie z nóg.
                      • kicia031 Re: mama 303 21.06.07, 14:59
                        Argumentow uzywa sie w rozmnowie z interlokutorem na porownywalnym poziomie. Ja
                        sie tylko ograniczylam do swojej opinii.
                        • mama303 Re: mama 303 22.06.07, 10:28
                          kicia031 napisała:

                          >Ja
                          > sie tylko ograniczylam do swojej opinii.

                          No faktycznie, duże ograniczenie
                • beelan Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 24.06.07, 06:54
                  verdana napisała:
                  Oczywiście fakt, ze dziecku tez mozna zamienic życie w
                  > piekło został przeoczony - przeciez to tylko dziecko, niewazne. Ma robic to, co
                  >
                  > dorosli postanowili, a nie być jakims tam niepotrzebnym kłopotem.

                  Hm, a nie lepiej wypośrodkować, dla dobra wszystkich stron? W końcu dzieciaczek
                  także musi zrozumieć, iż pępkiem świata nie jest (jest ważny, kochany, ale nie
                  może mieć zawsze wszystkiego na przysłowiowe tupnięcie) - im wcześniej, tym
                  lepiej - w przeciwnym razie wyrośnie na potwora, egoistę o roszczeniowym
                  nastawieniu do świata. Pozdrawiam
                  • verdana Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 26.06.07, 18:58
                    Rosz czeniowi to sa rodzice wobec dziecka,. Najpierw je maja, a potem nagle
                    żądaja, aby podporzadkowało się ich żądaniom. Roszczeniowe jest wymaganie od
                    dziecka, aby mogło spotykać się ze swoim ojcem tylko w ściśle wyznaczonych
                    dniach i godzinach. Ciekawe, czy miaybyscie takie samo zdanie, gdyby małemu
                    dziecku zakazano widywac się z mamą, wtedy kiedy chce, a ojciec wyznaczałby
                    godziny spotkania.
                    Miedzy wychowaniem dziecka na pępek swiata, a uwzglednieniem tego, ze kocha tak
                    samo oboje rodziców i ma prawo mieć taki sam kontakt z obojgiem - jest
                    przepaść. Rodzice to nie jest "wszytko" - rodzice to nie jakis wypasiony
                    luksus, bez którego grzeczne dziecko powinno umieć się obejść.
                    Dziecko, ktore chce być z ojcem wyroscie na potwora? dziecko, które nauczymy,
                    ze ma ojca tylko na godziny i nie powinno zawracać rodzicom głowy, bo oni mają
                    własne życie - wyroście na dobrego czlowieka? Jakoś wątpię.
                    • mama303 Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 27.06.07, 09:18
                      verdana napisała:

                      > Miedzy wychowaniem dziecka na pępek swiata, a uwzglednieniem tego, ze kocha
                      tak
                      >
                      > samo oboje rodziców i ma prawo mieć taki sam kontakt z obojgiem - jest
                      > przepaść. Rodzice to nie jest "wszytko" - rodzice to nie jakis wypasiony
                      > luksus, bez którego grzeczne dziecko powinno umieć się obejść.

                      Po rozwodzie rodziców dziecko nie może mieć kontaktów z obojgiem rodziców kiedy
                      tylko chce. Smutne ale prawdziwe.
                      Wbrew pozorom można /i trzeba/ te kontakty ułożyć w miarę rozsądnie, z jak
                      najmniejsza stratą emocjonalną dla dziecka.
                      „szarpanie” się dzieckiem bez jakichkolwiek ustaleń i uzgodnień miedzy
                      rodzicami jest bardzo złe przede wszystkim dla dziecka

                      • nchyb Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 27.06.07, 10:19
                        > Po rozwodzie rodziców dziecko nie może mieć kontaktów z obojgiem rodziców
                        kiedy
                        >
                        > tylko chce. Smutne ale prawdziwe.
                        Może. O ile tylko rodzicemyślą o czyś więcej, niż tylo osobi i swich nowych
                        zabawkach...
                        Nie mniej prawdziwe.
                        • mama303 Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 27.06.07, 10:42
                          nchyb napisała:
                          >po rozwodzie rodziców dziecko nie może mieć kontaktów z obojgiem rodziców
                          kiedy
                          >
                          > tylko chce. Smutne ale prawdziwe.
                          Może. O ile tylko rodzicemyślą o czyś więcej, niż tylo osobi i swich nowych
                          zabawkach...
                          Nie mniej prawdziwe.

                          To o czym piszesz to oczywiście utopia.
                          Nawet jak jest pełna rodzina to dziecko musi czasem obejść się bez mamy czy
                          taty chociaż bardzo tego chce i potrzebuje. Bo np. rodzice pracują /czasem
                          dłużej niż 8 h dziennie/ a co dopiero jak rodzice mieszkają osobno /czasem
                          daleko od siebie/ a dodatkowo jeszcze oprócz zobowiązań do dziecka maja swoja
                          pracę zawodową i jeszcze zobowiązania do innych osób /np. do członków nowo
                          założonych związków/. Nie koniecznie musi chodzić o zabawy a o normalne
                          codzienne życie. I…. można to wszystko pogodzić.
                        • chalsia Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 27.06.07, 12:24
                          > > Po rozwodzie rodziców dziecko nie może mieć kontaktów z obojgiem rodziców
                          >
                          > kiedy
                          > >
                          > > tylko chce. Smutne ale prawdziwe.
                          > Może. O ile tylko rodzicemyślą o czyś więcej, niż tylo osobi i swich nowych
                          > zabawkach...
                          > Nie mniej prawdziwe.

                          no niestety, nie jest możliwe by dziecko miało kontakt z rodzicem (jednym,
                          drugim czy obojgiem na raz) wtedy, gdy tylko chce - nawet w pełnych rodzinach.
                          moje dziecko np. chce mieć ze mną kontakt wczesnym popołudniem ale niestety nie
                          jest to możliwe, bowiem pracuję.
                          • nchyb Re: Ojciec i dziecko tez stanowią rodzinę 27.06.07, 15:37
                            abstrahując od sytuacji typu: rodzice w pracy, na wakacjach bez dziecka,
                            siedzący właśnie na kibelku, czy biorący w tym momencie kąpiel, to jednak
                            chodzi o c innego.

                            Czym innym sa sytuacje wspomniane wyżej, a czym innym niezrozumienie przez nową
                            partnerkę ojca faktu, że wspomniany mężczyzna nie jest wyłącznie jej partnerem
                            i ojcem/ojczymem jej dziecka, ale także ojcem swojego dziecka...

                            I w rodznach, w których myśli się nie tylko o sobie, mimo rozstań daje się
                            wcale nie rzadko (nie zawsze niestety), wypracować taki układ, który zezwala na
                            widywanie się ojca z dzieckiem, nie tylko wtedy, gdy druga żona łaskawie na to
                            zezwoli...
                          • sir.vimes Wystarczy codziennie:) 27.06.07, 15:43
                            Nie chodzi o kontakt 24 h na dobę. Widujesz dziecko codziennie, prawda? Nie dwa
                            czy raz w tygodniu.

                            Znam rozwiedzioną rodzinę w której dziecko CODZIENNIE (poza wyjazdami itp)
                            widuje pracującego ojca (przychodzi przeczytać bajkę, zabiera na choćby
                            króciutki spacer).
                            Ojciec ma tez "nowe" dziecko z nowego związku - dzieci sie znają, a nowe
                            obowiązki rodzicielskie nie przekreśliły starych.
                            Nawet wynajęte mieszkanie wybrane było pod kontem dojazdu do dziecka. Z tego co
                            wiem obydwie zainteresowane panie uważaja sytuację za normalną.

                            Oczywiście, taka postawa to rzadkość - a szkoda. Bo tak naprawdę jest to do
                            zrealizowania dla niemal każdego. W końcu 20 minutowy spacer z dzieckiem to
                            czasowy odpowiednik kawy w Mercersie, dwóch papierosów czy piwa po pracy... A o
                            tyle więcej wart.
                            • mama303 Re: Wystarczy codziennie:) 27.06.07, 16:12
                              sir.vimes napisała:

                              >
                              > Znam rozwiedzioną rodzinę w której dziecko CODZIENNIE (poza wyjazdami itp)
                              > widuje pracującego ojca (przychodzi przeczytać bajkę, zabiera na choćby
                              > króciutki spacer).
                              > Ojciec ma tez "nowe" dziecko z nowego związku - dzieci sie znają, a nowe
                              > obowiązki rodzicielskie nie przekreśliły starych.
                              > Nawet wynajęte mieszkanie wybrane było pod kontem dojazdu do dziecka.

                              To naprawde super że tak sobie wszystko porafili ułożyć.
                              Nie zawsze tak sie niestety da bo zycie bywa czesto bardziej skomplikowane a
                              ludzie jednak mniej idealni.
                              Ja z koleji mam bliski kontakt z rozwiedzionym małżeństwem, które starsznie
                              sie "szarpało" dzieciakami i przezucało. Sytuacja była tragiczna i wszyscy
                              nerwowo wykończeni. Az w końcu byli małżonkowie usiedli i uzgodnili warunki
                              kontaktów z dziećmi i od tego czasu wszystko sie unormowało i co najwazniejsze
                              dzieci sa spokojne bo wiedzą na czym stoją.
                            • chalsia Re: Wystarczy codziennie:) 27.06.07, 16:39
                              > Nawet wynajęte mieszkanie wybrane było pod kontem dojazdu do dziecka. Z tego
                              co
                              > wiem obydwie zainteresowane panie uważaja sytuację za normalną.

                              no to fajnie i dobrze. Jednak nie każdy ma taką możliwość. Nie mówiąc o
                              chęciach.
                              • verdana Re: Wystarczy codziennie:) 27.06.07, 19:47
                                Jak ktos nie ma chęci widywac się z własnym dzieckiem, to oczywiscie nic nie
                                pomoze. Ale wredny z niego typ - i tyle.
                                • nchyb Re: Wystarczy codziennie:) 28.06.07, 06:01
                                  > Jak ktos nie ma chęci widywac się z własnym dzieckiem, to oczywiscie nic nie
                                  > pomoze.
                                  jak ojciec nie a cęci to faktycznie wredny z iego typ. A ak nowa kobieta ojca
                                  nie zezwala mu mieć chęci - to po prostu wredna typica z niej...
                                  • mama303 Re: Wystarczy codziennie:) 28.06.07, 08:12
                                    nchyb napisała:

                                    > jak ojciec nie a cęci to faktycznie wredny z iego typ. A ak nowa kobieta
                                    ojca
                                    > nie zezwala mu mieć chęci - to po prostu wredna typica z niej...
                                    Typ i typica nieźle się dobrali w kwestii krzywdzenia dziecka i to pewnie ich
                                    główne motto życiowe. Jak to mozna wszysto ładnie uprościć dobierając
                                    niewyszukaną puentę
                                  • sir.vimes Chyba nie do końca 28.06.07, 08:53
                                    "A ak nowa kobieta ojca
                                    > nie zezwala mu mieć chęci - to po prostu wredna typica z niej..."

                                    Nowa kobieta, protestująca przeciwko kontaktom, może być przecież upośledzona
                                    emocjonalnie;) , poza tym to nie jej dziecko (a u niektórych wyobraźnia dopisuje
                                    tylko w przypadku własnych)- mąż nie musi traktować jej zdania w TEJ kwestii
                                    jako jedynego istotnego. Poza tym facet swój rozum (i uczucia, potrzeby oraz
                                    priorytety) też powinien mieć - i zaryzykować dąsy nowej wybranki. W końcu to
                                    JEGO DZIECKO.
                                    Więc tak czy inaczej - winny jest ojciec.
                                    Bo jak ktoś chce - to może. Zawsze.

                                    Sporo majaczy się o utrudnianiu kontaktów przez matki, o feminizacji sądów itp
                                    - a wychodzi na to, że dla wielu osób NORMALNE i OCZEKIWANE jest oziębienie
                                    kontaktów z ojcem po rozwodzie z matką (tak jakby to z dziećmi się rozwodził.)
                                    Dla wielu osób oczywiste jest , ze dziecko powinno mieć z ojcem rzadkie
                                    "WIDZENIA" zamiast normalnych, wspólnych spraw - i to w sytuacjach gdy była
                                    partnerka nic nie utrudnia a nawet przeciwnie, stara się dbać o kontakty dziecka
                                    z tatą.

Pełna wersja