gina22
19.11.07, 21:10
Witam wszystkich. Od jakiegoś czasu zaglądam na to forum i nie
ukrywam, iż w wielu sprawach uzyskałam od Was pomoc i wxsparcie.
Dlatego też po dłuuuugim namyśle postanowiłam Was poprosić o kolejną
radę. Problem jest dość złożony ale postaram się zwięźle napisać o
co chodzi. Otóż mój problem polega na tym, iż jestem uzależniona od
jedzenia. Wszystkie smutki i porażki "zajadam". W tej chwili przy
wzroście 171 cm ważę już 107 kg i ciągle tyję:(. Jestem od roku
mężatką a od niedawna mamą cudownej córeczki. Z mężem poznaliśmy się
jak byłam już puszysta - ale wiem że mu się podobałam. Bardzo się
kochamy, chociaz myślę, że po urodzeniu córki te nasze relacje
troszkę się zmieniły. Mąż pracuje, a ja jestem na razie w domu z
dzieckiem. Czętso się kłócimy - ja zmęczona a on zapracowany. Każda
kłótnia i sprzeczka z mężem jest powodem do jedzenia:( Każda moja
porażka jest powodem do jedzenia:( Wmawiam sobie , że jestem złą
matką, złą córką, żoną itp. Istny koszmar.....Jedzenie jest moim
przekleństwem. Nie mogę już patrzeć na siebie w lustro, nie mogę się
kochać z mężem, bo czuję do siebie wstręt. Tak próbowałam się
odchudzać ale nic z tego nie wychodziło. Nawet mój mąż i córka nie
są dla mnie wystrczającym argumentem. Jetsm ciągle zła, non stop
płaczę. Ostanio mąż mi powiedział, że nie jestem już tą dziewczyną
co kiedyś. Bardzo mnie to zabolało:(....To tak po krótce. Proszę
napiszcie co o tym sądzicie? Jak to pokonać? Jeśli tak dalej pójdzie
to boję się, że na prawdę wpadnę w jakąś chorobę:( Nie mam z kim na
ten temat pogadać....A z mężem się po prostu wstydzę...:(