Dodaj do ulubionych

Jedzenie - mój wróg....:(

19.11.07, 21:10
Witam wszystkich. Od jakiegoś czasu zaglądam na to forum i nie
ukrywam, iż w wielu sprawach uzyskałam od Was pomoc i wxsparcie.
Dlatego też po dłuuuugim namyśle postanowiłam Was poprosić o kolejną
radę. Problem jest dość złożony ale postaram się zwięźle napisać o
co chodzi. Otóż mój problem polega na tym, iż jestem uzależniona od
jedzenia. Wszystkie smutki i porażki "zajadam". W tej chwili przy
wzroście 171 cm ważę już 107 kg i ciągle tyję:(. Jestem od roku
mężatką a od niedawna mamą cudownej córeczki. Z mężem poznaliśmy się
jak byłam już puszysta - ale wiem że mu się podobałam. Bardzo się
kochamy, chociaz myślę, że po urodzeniu córki te nasze relacje
troszkę się zmieniły. Mąż pracuje, a ja jestem na razie w domu z
dzieckiem. Czętso się kłócimy - ja zmęczona a on zapracowany. Każda
kłótnia i sprzeczka z mężem jest powodem do jedzenia:( Każda moja
porażka jest powodem do jedzenia:( Wmawiam sobie , że jestem złą
matką, złą córką, żoną itp. Istny koszmar.....Jedzenie jest moim
przekleństwem. Nie mogę już patrzeć na siebie w lustro, nie mogę się
kochać z mężem, bo czuję do siebie wstręt. Tak próbowałam się
odchudzać ale nic z tego nie wychodziło. Nawet mój mąż i córka nie
są dla mnie wystrczającym argumentem. Jetsm ciągle zła, non stop
płaczę. Ostanio mąż mi powiedział, że nie jestem już tą dziewczyną
co kiedyś. Bardzo mnie to zabolało:(....To tak po krótce. Proszę
napiszcie co o tym sądzicie? Jak to pokonać? Jeśli tak dalej pójdzie
to boję się, że na prawdę wpadnę w jakąś chorobę:( Nie mam z kim na
ten temat pogadać....A z mężem się po prostu wstydzę...:(
Obserwuj wątek
    • gooochab Re: Jedzenie - mój wróg....:( 19.11.07, 22:33
      Może spróbuj iść na jakieś zajęcia fitness? Poznasz nowych ludzi, przede
      wszystkim psychicznie odpoczniesz, spojrzysz inaczej na pewne sprawy i dojdziesz
      do wniosku, że nie jesty tak źle. A takie zajęcia dają dużą motywację do
      działania. Jak wejdą w nawyk, to łatwiej zrobic następny krok...
      • lebot Re: Jedzenie - mój wróg....:( 20.11.07, 10:20
        A gdzie mieszkasz? Są specjaliści - psychoterapeuci, którzy pomagają
        właśnie w takich sytuacjach. Ale nie wiem, czy w Twojej okolicy...
    • asica33 Re: Jedzenie - mój wróg....:( 20.11.07, 11:17
      wejdź na stronę anonimowych żarłoków. Poszukaj w googlach.
    • female.psycho A próbowałaś... 20.11.07, 11:32
      ...metody kija i marchewki? Zacznij od najmniejszych sukcesów. Na początek zrób jedną małą rzecz: Od godziny 19.00 nic nie jedz, a jak będziesz bardzo chciała to weź tę czekoladkę do ręki, zrób sobie tę kanapkę, obejrzyj je, ale... powiedz sobie, że to na rano. Powiedz sobie: "Rano będę miała ucztę i zjem to i to". I rzeczywiście rano zjedz. Oczekiwanie poranka i obietnica porannego przysmaku wprawi Cię w dobry nastrój. Ale po 19 stop!!! I tak codziennie. To oczywiście nie wystarczy, ale to na razie krok pierwszy. Po 19 masz pić dużo wody!
    • mosieza Re: Jedzenie - mój wróg....:( 20.11.07, 11:41
      Witaj. Doskonale wiem co czujesz u mnie bylo podobnie tylko ja
      zamiast się objadać nie jadłam nic co doprowadziło do skrajnego
      wycieńczenia. Po porodzie zamiast spokoju ciągłe kłótnie i tak w
      koło. Na szczeście już się z tym wszystkim uporałam i wiem że można
      jeśłi się chce! Na początek proponowałabym SZCZERE rozmowy z mężem i
      to nie jedną a kilka, codziennie, na wszystkie tematy, łącznie z tym
      co Cię boli co martwi i czego się obawiasz. Na nerwy proponuję
      melisę lub lekkie ziołowe środki uspakajające- brałam je na
      polecenie lekarza nawet wtedy gdy karmiłam. Gdy czujesz potrzebę
      jedzenia proponuję lekkostrawny posiłek i spacer. Znajdź czas dla
      siebie!Chociaż 2 godziny dziennie. Pójdź wtedy na siłownię, zakupy
      czy do kosmetyczki lub weź po prostu relaksacyjną kąpiel. Twój mąż
      ma rację, że nie jesteś taka jak kiedyś bo teraz masz dziecko i
      zupełnie inne zmartwienia ale to nie znaczy, że nie możecie wyjść
      już do kina czy zjeść kolację przy świecach- znjadźcie na to czas
      naprawdę warto!Córcią napewno ktoś w tym czasie mógłby się zająć.
      Niech mąż odciąży cię w pewnych obowiązkach bo Ty również ciężko
      pracujesz!
      • gina22 Re: Jedzenie - mój wróg....:( 20.11.07, 12:30
        Dziewczyny serdecznie dziękuję za wszystkie rady. Cieszę się że nie
        mówicie mi "weźę w garść" i że znalazłam u Was zrozumienie. Ja
        niestety mieszkam w małym mieście i na pomoc psychoterapeuty na
        razie nie mogę liczyć, bo takiego po prostu w moim mieście nie ma.
        Po drugie jestem uwiązana póki co w domu z małą . Mieszkamy sami,
        mąż pracuje po 12 godzin i na serio nie mam z kim zostawić dziecka.
        Rzadko mam czas tylko dla siebie i może w tym tkwi problem. Kocham
        swoją córkę ale nie mam czasu spokojnie wypić kawy, poczytać gazety
        itp. Wieczorem albo jestem padnięta albo nadrabiam zaległości w
        praniu i prasowaniu ciuszków małej bo w ciągu dnia nie mam na to
        czasu. Córcia jest kochana ale bardzo absorbująca:)Po porodzie
        zamiast spokoju miałam non stop kłótnie z mężem i tak jest do teraz.
        Czuję że powoli usycham nienawidząc siebie. Ostatnio zauważywał że
        mam problem w rozmowiez ludźmi, nie potrafię niczego załatwić i
        czuję dziwny lęk. Rzadko też wychodzę z domu bo moja córka nie lubi
        jeździć w wózku więc na spacer mogę z nią wyjść tylko nosząc ją na
        rękach. I tak w koło....A ukojenia nadal szukam w jedzeniu......:(
        • lebot Re: Jedzenie - mój wróg....:( 20.11.07, 13:18
          Gina, przerabiałam to samo! Mąż całe dni w pracy, ja całe dni z
          córką. Sama. Żadnych przyjaciółek (mieszkam w innym mieście , niż
          się wychowałam), żadnej rodziny, o zostawieniu dziecka z kimkolwiek
          nie było mowy. Zero życia towarzyskiego, zero czasu dla siebie. Ta
          frustracja jest naprawdę ogromna i ja to doskonale pamiętam, chociaż
          u mnie nie poszło w jedzenie, tylko w płacz.

          Kłótnie weźcie w nawias - to efekt zmęczenia - oboje jesteście
          przemęczeni, nie bierzcie tych kłótni serio.

          Możesz zrobić tak:
          - do podjadania: rodzynki, suszone owoce, ziarna dyni, słonecznika
          itp. To są rzeczy, które dostarczają ważnych mikroelementów, a nie
          tyje się po nich tak, jak np. po czekoladzie. Najlepiej ustalić
          sobie stałe pory, w których wolno Ci podjadać. To pierwszy krok do
          odzyskania kontroli (dobrze też pisała któraś z dziewczyn, żeby nie
          po godz. 19).
          - moja córka też nie lubiła wózka. Kupiliśmy nosidełko - sprawdziło
          się rewelacyjnie. Długi spacer z dzieckiem w nosidełku naprawdę
          poprawia przemianę materii!!:)
          - wymyśliłam taką zabawę, która dała dużo radości mnie i dziecku.
          Kupujesz jakiś dziecięcy krem - niedrogi, ale dobrze tolerowany
          przez Ciebie i dziecko. Wydzielasz Małej na rączkę małe porcyjki i
          pozwalasz mazać sobie po rękach, plecach itp. Moja córka była
          zafascynowana, ja odpoczywałam i relaksowałam się. Polecam. Jedyny
          minus to cena kremu, ale za godzinę miło spędzoną z własnym
          dzieckiem warto zapłacić!;)
          - i pamiętaj, że to minie. U mnie było tak ciężko przez ok. 2,5
          roku. Później już można z dzieckiem w miarę normalnie żyć.
          Wytrzymasz!!:)
          Pozdrawiam
          • female.psycho Re: Jedzenie - mój wróg....:( 20.11.07, 14:00
            Świetny pomysł z tym kremem!:)
            Jeszcze jedno: ważysz 107 kg, ale przynajmniej wiesz, że Ci z tym źle. Zrobiłaś już z tym bardzo dużo: napisałam o tym na forum i jest Ci lżej prawda? Niedługo Sylwester. Nie wiem, czy wybieracie się gdzieś z mężem, czy zostajecie w domu, ale pewnie tak czy inaczej zechcesz ładnie wyglądać. Wyznacz sobie datę i cel: 31 grudnia masz ważyć 102 kg:) 31 grudnia wejdź na to forum i napisz: "Dziewczyny, udało się, ważę 102 (a może 100?) kg". Z tymi rodzynkami i pestkami to dobry pomysł, tylko niestety... tak samo trudny do zrealizowania jak "weź się w garść" lub "nie jedz po 19". Nie musisz brać się w garść! Tylko dziś już po 19 nic nie jedz. Zobaczysz, że jutro rano będziesz się czuła rewelacyjnie. Jak wytrzymasz kilka dni to dalej samo już pójdzie.
    • arwen8 Re: Jedzenie - mój wróg....:( 21.11.07, 15:34
      Na dobry początek coś do poczytania:

      kiosk.onet.pl/charaktery/1406564,1251,1,artykul.html
      partnerstwo.onet.pl/1393927,3505,1,artykul.html
      To jeśli chodzi o aspekt psychologiczny, którego jesteś już
      świadoma. To bardzo dużo! Ale jest też aspekt fizjologiczny. Nic nie
      piszesz o tym, co przeważnie jesz. Od jakiego śniadania rozpoczynasz
      swój dzień? To bardzo wiele znaczy. Prawdopodobnie jesz potrawy
      które pozostawiają Ciebie głodną (tzn. bardzo szybko głodniejesz). A
      temu można zaradzić.
      • gina22 Re: Jedzenie - mój wróg....:( 21.11.07, 20:22
        Jak jestem bardzo zdenerwowana jem co mi wpadnie w rękę. Najczęściej
        slodycze i kanapki. Najwięcej jem wieczorkiem niestety:( Rano staram
        się jeść normalne śniadanie np. grahamkę z szynką i kawę z mlekiem.
        Każdego ranka wstaję i postanawiam że od dziś kończę z jedzeniem ale
        niestety to się nie udaje:( Mam na tym punkcie obsesję.....Chociaż
        już kilka razy udało mi się nie jeść po 18....ale to za mało...:(
        • dora80ula Re: Jedzenie - mój wróg....:( 22.11.07, 11:19
          Pij dużo herbaty zielonej lub innych ziołowych one przeczyszczą
          organizm.Albo kup sobie herbate SYSTEM SLIM FIGURA ona naprawde
          pomaga sprawdziłam i dużo ci da napewno jak nie będziesz jadła po
          18. Ja jak jestem zdenerwowana to znowu nie jem zapominam że takie
          coś istnieje. Dopuki mi się słabo nie robi.Życze ci powodzenia i
          odezwij się po tygodniu i napisz jak ci idzie. Lub napisz jakiś
          kontakt do siebie maila lub gg napewno koś z forum będzie chciał
          wiedzieć jak ci idzie pozdrawiam Dorota
          • gina22 Re: Jedzenie - mój wróg....:( 22.11.07, 13:21
            Dziękuję za ciepłe słowa....Kontakt do mnie:gg 9284672, mail
            gina22@gazeta.pl:)
        • arwen8 Re: Jedzenie - mój wróg....:( 22.11.07, 15:11
          gina22 napisała:

          > Najczęściej slodycze i kanapki.

          Które powodują, że szybko znów głodniejesz, ponieważ właśnie w taki
          sposób działają węglowodany.

          > Najwięcej jem wieczorkiem niestety ( Rano staram się jeść normalne
          > śniadanie np. grahamkę z szynką

          Nie ma znaczenia, kiedy jemy, ważne jest CO jemy i czy naprawdę
          jesteśmy wtedy głodni. Grahamka z szynką nie nasyci Cię tak, jak
          nasyci np. jajecznica (ale BEZ grahamki) lub omlet.

          Najszybciej (nawet do 8-10 kg w ciągu miesiąca), najzdrowiej (co
          potwierdza prawie 150-letnia historia walki z otyłością i rzetelne
          badania) i najprzyjemniej (bo nie odczuwa się głodu) można schudnąć
          odstawiając cukier, słodycze, chleb, bułki, makaron i wszystkie
          prod. mączne, ryż, płatki, otręby i wszystkie prod. zbożowe, owoce
          (drastycznie ograniczyć do minimum), mleko. Jeśli przy tym
          zwiększysz spożycie tłuszczu (masło, smalec, oliwa z oliwek) i
          białka (mięso, jaja, tłusty twaróg), a węglowodany ograniczysz do
          warzyw (też bez przesady), to na pozytywny efekt nie będziesz
          musiała długo czekać. Najlepsze jest to, że "zachcianki" na słodkie
          i chęć ciągłego podjadania mija całkowicie, a na dodatek nie czujesz
          się ciągle głodna.
          • novembre Re: Jedzenie - mój wróg....:( 22.11.07, 18:53
            Znaczy atkinsa proponujesz??? Dobrze rozumiem?
            nov.
            • arwen8 Re: Jedzenie - mój wróg....:( 22.11.07, 19:40
              Niekoniecznie.

              Chodzi o pewne podstawy biochemiczne i fizjologiczne, których nie da
              się przeskoczyć. Atkins ich nie wymyślił. Nie był też ani pierwszym
              ani jedynym autorem diety wysoko-tłuszczowej/nisko-węglowodanowej.
              Historia badań nad zgubną rolą węglowodanów w naszej diecie ma już
              prawie 150 lat.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Jedzenie - mój wróg....:( 25.11.07, 13:26
      Sytuacja opisana przez Panią może mieć wiele przyczyn i aspektów.
      Pewnie nie wszystkie uda się tu poruszyć, szczególnie, że część z
      nich może mieć głębsze zakorzenienie. Pomogłaby psychoterapia, ale
      jest, jak widzę, niemożliwa.
      Jedna rzecz, to przebadać się w kierunku depresji. Może to zrobić
      lekarz psychiatra , a do tego ma Pani na pewno dostęp. I proszę się
      nie obruszać ani nie obawiać ewentualnej diagnozy. Leki mogą pomóc
      ustabilizować sytuację psychiczną, którą teraz stabilizuje Pani
      jedzeniem. Tylko, że ten sposób jest autoagresywny. Daje być może
      chwilowe ukojenie, ale zaburza inne sfery: poczucia wartości,
      sprawczości, własnej seksualności, relacji z mężem i dzieckiem.
      Tycie to też obciąŻenie dla organizmu, a to też jest autoagresywne.
      Kiedy leki zaczną działać, łatwiej będzie Pani podjć skuteczną
      dietę. W tym może pomóc zawodowy dietetyk, ustawić ją indywidualnie
      do Pani potrzeb. Można tego poszukać przez internet, jeśli nie ma
      Pani koło siebie kogoś takiego.Liczę tu na nasze forumowiczki, które
      może pomogą wskazać dobry adres.
      Jest to niezbędne, również pomoc fachowców, bo sytuacja powoli staje
      się już poważna. Kiedy Pani schudnie, choć minimalnie, powoli i
      zacznie Pani odzyskiwać kontrolę nad swoją wagą i jedzeniem, to być
      może przełoży się to na inne Pani sytuacje życiowe. Proszę tylko nie
      zakładać, a tym samym nie zrażać się po pierwszych trudnościach, że
      sprawę da się szybko załatwić. To jest proces na dłuższy czas.
      Przynajmniej na rok. Proszę nie zwlekać.Agnieszka Iwaszkiewicz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka