Pies ogrodnika????

07.12.07, 19:39
Mam duży problem i nie wiem jak sobie poradzić. Ma dobrego męża, który nigdy
nie dał mi żadnych powodów do większych zmartwień, a mimo to nie mam do niego
zaufania, a konkretnie najlepiej bym go miała cały czas na oku. Mój mąż czasem
chce się umówić z kolegami na piwo, mecz wieczorem i nawet jak mówi mi o tym
wcześniej to Ja już mu robię awanturę, ze tylko koledzy go interesują. Jak
dłużej nie wraca to myślę, ze już z kimś się umówił i wydzwaniam do niego i go
kontroluje. Wiem, że on się męczy bo zachowuje sie jak żandarm i Ja też
zaczynam sie męczyć, bo wiem że przeginam, ale nie potrafię tego zmienić.
Jeżeli wychodzi gdzieś sam i Ja łaskawie sie zgodzę, to później siedzę i
wymyślam różne scenariusze, nakręcam się, nie śpię. Nie wiem jak mam to
zmienić! Wiem tylko, że może sie to kiedyś źle dla mnie skończyć! Pomocy!!!
    • kinia.0 Re: Pies ogrodnika???? 08.12.07, 11:58
      Faktycznie masz poważny problem,może powinnaś zgłosić się do
      psychologa.Takie zachowanie może nawet doprowadzić do rozwodu,bo
      skoro mąż nie daje ci powodów do braku zaufania to możesz zniszczyć
      doskonały związek.może ty też powinnaś gdzieś wychodzić na babskie
      wieczory,wtedy kiedy mąż wychodzi z kolegami.
      • m120604 Re: Pies ogrodnika???? 08.12.07, 18:52
        Jak Ja wychodzę to jest ok, ale jak mamy iść oddzielnie ja na babskie spotkanie,
        a on z kolegami to Ja już tracę humor na zabawę, bo myślę co tam u niego. Nie
        wiem co robić, bo tłumacze sobie, że nic złego się nie dzieje, wszyscy jego
        koledzy wychodzą i nie mają takich akcji w domu. Męczę sie z tym okropnie, co
        robić? Trochę się boje iść do psychologa, nie wiem czy mi pomoże?
        • mkostki Re: Pies ogrodnika???? 10.12.07, 23:20
          Witaj
          Bardzo Ci współczuję, bo wiem, co odczuwasz. Ale koniecznie musisz
          sobie uświadomić, jak twoje zachowanie wygląda dla dla niego i co on
          w związku z tym czuje. Oczywiście - gdzieś tak w głębi serca
          podejrzewasz go o najgorsze i w tym kontekście twoje zachowanie
          wydaje się dla ciebie uzasadnione.Jednak nawet jeśli macoś na
          sumieniu - takie twoje działania poprawy nie przyniosą. Natomiast
          jeśli wyobrazisz sobie, że on jest przyzwoitym i wiernym
          facetem,który Cię kocha - zdaj sobie sprawę, że takie bezpodstawne
          ciosanie mu kołków na głowie, zniewalanie, zmuszanie do tłumaczeń
          spowoduje jego niechęć do Ciebie i rzeczywiście dalszą konsekwencją
          może być zdrada i rozpad związku.
          Wiem co mówię, bowiem sama w ten sposób związek rozwaliłam.
          I wiem co wtedy leżało u podstaw mojego zachowania - otóż ja się nie
          czułam warta jego, uważałam że w porównaniu z jego zaletami - ja mam
          do zaoferowania bardzo niewiele - (dziś wiem od niego, że zupełnie
          nie była to prawda). Więc na każdym kroku bałam się, że lada moment
          znajdzie "lepszą". Ja byłam bez pamięci zakochana i dosłownie "nie
          widziałam świata poza nim" - on normalnie chciał funkcjonować,
          spotykać się ze mną, ze znajomymi, uprawiać swoje hobby,a czasem
          podłubać w garazu - ja miałam pretensje że nie chce każdej wolnej
          chwili spędzać ze mną. Z perspektywy czasu uważam,że moje zachowanie
          było chore - ale wtedy po prostu mnie pchało, nie mogłam inaczej,
          chociaz wiedziałam, że szykuje temu upragionemu związkowi trumnę.
          Radzę udać się do psychologa, bo sama pewnie sobie nie dasz rady.
          Napisz na priv, jeśli chcesz się wygadać.
          Pozdrawiam
          • m120604 mkostki 11.12.07, 14:20
            Byłaś u psychologa? Bo ja już kiedyś radziłam sie psychologa w innej sprawie, o
            tym też wspomniała i powiedziala mi tylko,ze najważnniejsze to uświadomić sobie
            gdzie "leży" problem, a później pracować nad poprawą. Mi to niestety nie
            wychodzi, więc nie wiem czy psycholog mi dużo pomoże. Ostatnio powiedziałam
            mężowi, żeby umówił się gdzieś na piwo, bo miał ciężki okres w pracy, ciągle
            praca-dom i on pewnego dnia powiedział, że umówiłby sie ze swoim dobrym kolegą
            na piwo-Ja wiem co to za człowiek, wiem gdzie planowali wypić i ... zrobiłam mu
            awanturę. Jak on może zostawić mnie w sobotę wieczorem i wyjść na piwo. W końcu
            On nie poszedł, siedzieliśmy w domu, a Ja poszłam wcześniej spać bo byłam
            zmęczona. Sama niszczę swój związek i nie wiem co robić. Czasem martwię się jak
            to będzie jak zostanę sama, że nie dam sobie rady, a tak naprawdę jak mam jakieś
            problemy w życiu to sama sobie radze i to całkiem nie źle. Może za bardzo się
            uzależniłam od niego? Nie ma Go w domu, nie mam kontroli nad tym co On robi?
            Napisz jak sobie radzisz po rozstaniu? Odzyskałaś wiarę w siebie?
            Pozdtawiam
            • mkostki Re: mkostki 11.12.07, 22:41
              Witaj
              U psychologa kiedyś byłam, choć w innej sprawie - bez rewelacji. Ale
              myslę, że gdybyś trafiła na kogoś sensownego, to mógłby duzo pomóc.
              Alternatywnie - jakaś sensowna bliska osoba,która będzie ci kładła
              do głowy,jaką wartościową osobą jesteś,i będzie patrzyła z dystansem
              i w miarę obiektywnie na to, co się dzieje.
              Historia,o której pisałam miała miejsce dobrych parę lat temu.Po
              rozstaniu miałam oczywiście totalnego doła przez parę tygodni, ale
              sie z tym dość szybko uporałam, z czego do dziś jestem dumna - a
              więc podniosło mi to bardzo samoocenę. Przetrwać pomogła mi moja
              pasja - gdybym wtedy nie rzuciła się w nurkowanie, to pewnie
              rzuciłabym siędo Wisły:-) Oprócz tego paradoksalnie odczułam ulgę,
              bo juz się nie musiałam denerwować, że mnie rzuci, chociaż cholernie
              mi go brakowało i niekiedy do dziś mi go brakuje.
              Co do uzależeninia od niego - jestem pewna,że się za bardzo
              uzależniłaś, ale to nie znaczy,że masz kończyć związek. Raczej
              poświęcać czas,mysli i zapał nie tylko jemu i mysleniu o tym,co on
              robi itp., ale raczej swojej pasji, roziwjaniu siebie itp,itd.
              Znajdź cośco lubisz, ba uwielbiasz robić (poza patrzeniem w błękit
              jego oczu) i rób to! Niech to będzie bodajże szydełkowanie, wszystko
              jedno. Chiciaż lepsze coś,co daje emocje. Oprócz tego, że odczepisz
              od niego te pazury, którymi się weń wczepiłaś, i facet będzie mógł
              oddychać, to staniesz się dla niego bardziej interesującą osobą.
              Wysyłanie faceta w sobotni wieczór na piwo, gdy bardzo chcesz ten
              wieczór z nim spędzić - to nie najlepszy pomysł. Właściwie to
              masochizm. Lepsze zdecydowanie wydaje mi się takie zorganizowanie
              wspólnego wieczoru,żeby dla niego było fajnie. Uprzedzam, że ta
              filozofia powoduje, że kobieta urobi sięjak końz a pługiem, ale byc
              może coś osiągnie:-)
              Jestem pewna, że fajna z ciebie babka, a dodatkowo masz umiejętność
              analizy własnych odczuć - a to juz światełko w tunelu.
              Pozdrawiam
              BTW, miałaś tak przy innych facetach, czy telko ten jeden wzbudza w
              tobie takie emocje?
              • pawelkal99 Re: mkostki 12.12.07, 04:54
                mkostki czy moglbym prosic o konatkt na maila
                rafal.wagner@poczta.onet.pl
              • m120604 Re: mkostki 12.12.07, 19:13
                Cześć!
                Związku kończyć nie zamierzam. Chce się zmienić, chodź to bardzo trudne. Czasem
                tylko sobie myślę, że lepiej jak bym była sama. Miałabym przynajmniej spokój. Z
                drugiej strony jest On dobrym człowiekiem, kocha mnie bardzo i wiem, że byłabym
                głupia rozstając się z nim. Z innymi facetami tak nie miałam- po pierwsze za
                dużo ich nie było, a po drugie nie kochałam nikogo tak jak tego. Od jakiś paru
                miesięcy jest mi ogólnie ciężko na duszy. Siedziałam dość długo na urlopie
                wychowawczym, popadłam w rutynę i straciłam chyba wiarę w siebie i swoje
                możliwości. Ogólnie stałam się nie do zniesienia :) Mam nadzieję, że będzie lepiej!
                Pozdrawiam
                M
                • 4monika77 Re: mkostki 12.12.07, 22:33
                  Mam wrażenie,że jesteś na najlepszej drodze do zniszczenia swojego związku.Mąż
                  będzie miał Cię po dziurki w nosie i prędzej czy później znajdzie sobie
                  pocieszenie na boku.Toteż radzę spuścić z tonu.Moja koleżanka(4-ty rok na
                  wychowawczym,2 dzieci)popadła w taką paranoję,że na dzień dobry po powrocie męża
                  z pracy sprawdza mu komórkę i przesłuchuje go..Kilkanaście razy dziennie do
                  niego dzwoni.Co więcej -nawet dzwoni do wspólnych koleżanek z pytaniem o czym
                  rozmawiały z jej mężem...Pyta go o to czy oby jej nie zdradza.Jednocześnie w
                  domu świata poza dziećmi nie widzi.Sporadycznie sypiają razem..
                  Skutek:mąż wraca jak najpóźniej do domu.Kocha dzieci,a nie koniecznie już
                  żonę,no i ...widziano go ostatnio z inną kobietą...
    • nataliak9 Re: Pies ogrodnika???? 14.12.07, 23:02
      nie wahaj sie ani chwili, koniecznie zrób coś z tym,
      najprawdopodobniej musisz iśc do specjalisty. miałam kiedys chłopaka
      takiego jak ty. po 3 latach związku poczułam sie zmęczona, odeszłam.
      uwierz mi, ze zupełnie obojetne były mi jego prośby o powrót. po
      prostu od razu poczułam sie lepiej, a uczucie jak sie okazało
      zupełnie wyparowało. nie męcz tak męza, to jest naprawde nie do
      zniesienia.
      • nupik Re: Pies ogrodnika???? 15.12.07, 11:04
        ja myslę, ze to juz połowa sukcesu ze zdajesz sobie sprawę z tego ,
        że to problem. wejdz na forum młode mężątki, tam panny przerzucają
        się sposobami na kontrolowanie mężów i uwazają to za normalne. a to
        jest totalny brak szacunku do męża, niszczenie siebie nerwami i
        przede wszystkim prosta droga albo do rozstania albo do jego zdrady.
        Pomysł ze specjalistą nie jest zły (radze isc tam razem). po
        pierwsze porozmawiaj z nim o tym. niech wie, ze nie lubisz tego u
        siebie. cos przeceiz takie zachowanie spowodowalo, moze kiedys ktos
        cie oszukał, moze u ciebie w domu ktos kogos oszukał (mozesz nawet
        tego nie pamiętac, siła podswiadomosci jest niedoceniana), o cos
        się boisz, boisz się ze cie zdradzi, zostawi. to zawsze wynika z
        czegos, z jakiejs sytuacji. rayd typu "nie rob tego" nic nie dają bo
        to silniejsze od ciebie. rozumiem to chyba mimo ze sama nie mam
        takiego problemu. podsumowując: powinnas odjryc o co tak naprawdę
        chodzi, jaka sytuacja w twoim zyciu doprowadziłą cię do takiego
        zachowania.
        • m120604 Re: Pies ogrodnika???? 15.12.07, 21:14
          Bardzo dawno temu, kiedy byłam jeszcze bardzo młoda, poznałam chłopaka starszego
          od siebie. Super facet, tak mi sie wydawało! Starszy, przystojny, całkiem inny
          niż rówieśnicy. Trochę się spotykaliśmy , Ja byłam nim zachwycona do czasu, aż
          się dowiedziałam że On ma żonę. Później jeszcze spotkałam sie z nim parę razy,
          ale nie bawiły mnie już spotkania z nim. Drażniło mnie, że koleś zostawia w domu
          żonę na noc i idzie na dyskotekę, czy na kolacje z "inną panienką". Nie wiem, co
          ta jego żona sobie myślała, co on jej mówił, ale wiem, że Ja nie byłam pierwsza
          i ostatnia. Możliwe, że to miało wpływ na moją psychikę. Parę lat później
          również zainteresował się mną żonaty facet.
          Wiem, jak zachowują się żonaci faceci na takich spotkaniach, mimo że w domu
          udają kochanych mężów.
          Może to miało wpływ na moje zachowanie, ale czasem sobie myślę,że może Ja mam
          już taki charakter- lubię rządzić.
          Uwierzcie, że jest mi bardzo ciężko. Chciałabym mieć zaufanie do swojego
          partnera, ale coś wewnątrz mi się włącza i lipa.
          W przyszłym tygodniu On ma spotkanie wigilijne w pracy, powiedział mi o tym, Ja
          tego nie skomentowałam, ale już mi jest źle.
          Ja również mam takie spotkanie z ludźmi z pracy i jest luz, a jak pomyśle o jego
          wyjściu to mi słabo.
          Może was zanudzam, ale naprawdę mi źle!
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pies ogrodnika???? 18.12.07, 21:28
      Mam wrażenie, że w aspekcie o którym Pani pisze, Państwa relacja
      bardziej przypomina realację rodzica z synem niż realcję dwojga
      dorosłych ludzi. Trudno Pani znieść, kiedy mąż jest poza zasięgiem
      Pani wzroku, słuchu i głosu czyli poza Pani kontrolą. Wyobraża go
      sobie Pani jako małego chłopca, który bez dosrosłej kurateli tylko
      narozrabia czyli zdradzi, upije się, zasiedzi, albo podda
      niekontolowanej zabawie. Trochę tak jakby nie miał własnego rozumu
      lub jakby Pani sądziła, że tylko pod Pani czujnym okiem będzie się
      grzecznie zachowywał. Pani natomiast, gdy znajduje się w podobnej
      sytuacji zawierza swojemu rozsądkowi, bo Pani pełni rolę osoby
      dorosłej czyli rozumnej. Może jest coś w tym także z zazdrości, ale
      nie tylko o potencjalne rywalki, ale o zabawę, wolny czas,
      przyjemności, z których Pani jest wykluczona.
      Warto się zastanowić czemu z partnerki zmienia się Pani
      w "mamuśkę" w takich okolicznościach. A może jest tak i w innych
      obszarach Państwa relacji. I wydaje mi się, że na takie zachowanie
      nie ma wpływu Pani aktualna sytuacja rodzinna. Raczej jakieś w wzory
      domowe lub wcześniejsze doświadczenia zgeneralizowane na wszystkich
      mężczyzn. Dobrze, że Pani to dostrzega, bo należy takich zachowań
      unikać. Nie sprzyjają dobrej partnerskiej ralacji, szczególnie, że
      jak Pani pisze mąż nie daje pretekstów do takich Pani zachowań.
      Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja