Macochą być

10.12.07, 10:46
Planujemy z narzeczonym rodzinę. Mieszkamy razem i bardzo się
kochamy. On wie o mnie praktycznie wszystko, ale problem zaczyna się jak
chce pogadać o jego przeszłości. Bardzo nie lubi tego tematu,
zawsze tylko mówi, że on w życiu miał pod górkę. Nie to jednak
martwi mnie najbardziej. Między nami jest 15 lat różnicy i ja
od początku zdawałam sobie sprawę z tego, że nie czekał całe
życie na mnie tylko to życie u niego się jakoś toczyło. Po kilku
miesiącach znajomości (mieszkaliśmy już razem) udało mi się z niego
wyciągnąć, że jako dwudziesto kilku latek wpadł z dziewczyną 18
letnią i wzieli ślub. Urodziła im się dziewczynka, ale małżeństwo
jak łatwo się domyślić zakończyło się bardzo szybko. Uzyskali
unieważnienie cywilnego i kościelnego. Obecnie nie ma kontaktu
z córką, bo mówi, że to dla niego zbyt bolesne. Ta kobieta
wiecznie nastawiała małą przeciwko i doszło nawet do tego, że
zabroniła jej mówić mu tato! On nie mógł robić zdjęć małej ich
spotkania mogły się odbywać tylko w obecności jej albo jej rodziców.
W końcu powiedział, że nie miał odwagi iść tam następnym razem.
Ich kotnakt się urwał, ale znam go na tyle by widzieć, że jego
to bardzo gryzie. Dziewczynka ma teraz 14 lat i myśle, że jest
w takim wieku, że niedługo zacznie poszukiwać swoich korzeni.
Chciała bym , żeby miała w nim i we mnie oparcie, ale boje się,
że będzie nastawiona agresywnie (wątpie by mama cokolwiek jej
przez ten czas mówiła o ojcu). Jak sobie poradzić z tą sytuacją.
Chciała bym, żeby on spróbował jeszcze raz nawiązać ten kontakt,
zanim będzie za późno i dziewczynka uzna go za swojego wroga
"bo się od niej odwrócił". No i najważniejsze. Jaką rolę powinnam
ja w tym obrać? Czy powinnam z nim rozmawiać o tym, czy raczej
tematu unikać? Czy namawiać do kontaktów? No i nie chciała bym
żeby zabrzmiało to egoistycznie, ale gdzieś głęboko siedzie we
mnie nutka zazdrości, że on już kiedyś w tej ciąży uczestniczył,
że był przy narodzinach, że nie będzie to dla niego takie wyjątkowe
i nowe jak dla mnie.

Bardzo proszę o fachową opinię, bo sama mam mętlik w głowie
    • triss_merigold6 Re: Macochą być 10.12.07, 11:33
      Gratuluje naiwności. Znasz tylko wersję gentelmana, wersja jego
      byłej moze być cokolwiek inna. Podejrzewam, że 3/4 z jego opowiadań
      biednego misia to kit na uzytek nowej damy i wytarcie sobie
      sumienia. W przypadku małego dziecka ustalanie przez sąd kontaktów w
      obecności matki dziecka jest normą, jesli panu coś nie pasowało to
      zostawała droga sądowa i apelacje. Alimenty płaci? Bo może się
      okazać, że nad panem wisi komornik.
      Dziewczynka i tak już jest w wieku w którym pojawiający się tatuś
      bedzie musiał ciężko pracować na jej akceptację i zaufanie. Ty się
      nie wtrącaj, mozesz najwyżej zasugerować, że to wybitnie nie fair
      porzucić fizycznie i emocjonalnie własne dziecko. O tym, że
      dziewczynka bedzie miała w Tobie oparcie zapomnij, to ostatnia rzecz
      jakiej by sobie życzyła.
      • tula22 Re: Macochą być 10.12.07, 11:42
        No tak. Spodziewałam się i takich głosów. Alimenty płaci to wiem
        napewno. Zresztą gdy kiedyś przycisnełam jego siostrę to powiedziała
        mi to samo. Jego mama też próbowała unormować kontakty z wnuczką,
        ale w ogóle nie chcieli jej przyjąć i pokazać dziewczynkę.
        Zresztą on nie jest nieczułym zimnym draniem i widzę jak go
        boli ten temat chociaż stara się to ukryć. No i nigdy nie robił
        z siebie biednego misia. To bardzo zaradny i przedsiębiorczy
        facet, który nie ucieka od problemów tylko wychodzi im na przeciw.
        A i jeszcze dowodem na to, że mówi prawdę, jest orzeczenie
        sądu biskupiego w sprawie unieważnienia małżeństwa. Czytałam
        je, a były w nim zeznania obu stron
        • triss_merigold6 Re: Macochą być 10.12.07, 11:57
          Unieważnienie kościelne w kontekście realcji z dzieckiem nie ma
          żadnego znaczenia. Gdyby mu bardzo zależało na kontaktach z
          dzieckiem i udziale w wychowaniu to by je podtrzymywał a nie
          opowiadał jakie to bolesne. Sorry, dorośli ludzie nie takie rzeczy
          biorą na klatę. Dziadkowie też mogli wystąpić o sądowe uregulowanie
          kontaktów z wnuczką.
          Nie miej złudzeń, że tatuś pojawiający sie po tylu latach może nagle
          być traktowany jak pełnoprawny ojciec przez dziecko. Powinien zacząć
          od przeproszenia córki.
          • tula22 Re: Macochą być 10.12.07, 12:08
            A może mogła byś się postawić na chwilę na jego miejscu.
            Przychodzisz do dziecka któregoś dnia, a ono Ci mówi Proszę
            Pani. Pytasz dlaczego. Dlatego, że ja mam teraz nową rodzinę
            i nowa mama mi kazała. Oczywiście ja sobie zdaję sprawę, że
            wina nie jest tylko jedno stronna, ale gdyby był wyrodnym i złym
            ojcem to skorzystał by z propozycji, którą ona mu złożyła, żeby
            się córki wyrzekł, bo ona by chciała dać nazwisko swojego nowego
            męża. Kiedyś pisał do niej listy, ale wątpię by którykolwiek do
            małej trafił
            • triss_merigold6 Re: Macochą być 10.12.07, 12:36
              Zasadniczo mogłabym. Lepiej zapytaj jak silny i o co był konflikt z
              jego byłą żoną, że poleciała w taką akcję. Nieraz próby dogadywania
              się i osłabiania złych emocji trwają lata ale jakieś proby ludzie
              podejmują.
        • triss_merigold6 Re: Macochą być 10.12.07, 12:02
          Jakby Ci to precyzyjnie wytłumaczyć? Z perspektywy dziecka nie ma
          żadnego racjonalnego wyjaśnienia dla którego ojciec nagle znika z
          jego życiorysu, zwłaszcza jesli ojca pamięta.
          • tula22 Re: Macochą być 10.12.07, 12:10
            triss_merigold6 napisała:

            > Jakby Ci to precyzyjnie wytłumaczyć? Z perspektywy dziecka nie ma
            > żadnego racjonalnego wyjaśnienia dla którego ojciec nagle znika z
            > jego życiorysu, zwłaszcza jesli ojca pamięta.

            Napewno masz rację pod tym względem, ale chodzi mi o to, że
            ona wkracza w taki wiek, że już nie będzie taka zależna od
            matki i będzie chciała może poznać prawdę. Co wtedy?
            • triss_merigold6 Re: Macochą być 10.12.07, 12:40
              Jaką i czyją prawdę? Facet ma kilka wyjść: zdobyć numer telefonu i
              cierpliwie prosić o spotkanie, napisać maila, napisać list do córki
              z prośbą o spotkanie, probować uzyskac kontakt przez dziadków
              dziewczyny. I prosić o szansę na kontakt. Dziecko prosić oczywiście.
              Niech przypadkiem nie zaczyna od zwalania winy na jej matkę.
              Ciebie absolutnie nie powinno przy tym być, bo chodzi o relację
              ojciec-corka, Ty jesteś zbędna w tym konkretnym momencie (co nie
              znaczy, że tatus ma zatajać info o swoim życiu).
      • piekielnica1 Re: Macochą być 13.12.07, 13:03
        > Gratuluje naiwności. Znasz tylko wersję gentelmana, wersja jego
        > byłej moze być cokolwiek inna.

        Oczywiscie, ze moze byc cokolwiek inna. Ludzie sie rozstaja z
        roznych powodow, ale nieczesto trafiaja sie takie by absolutnie
        wykluczac ojca z zycia dziecka.
        Sama znam rodzine, gdzie ojca wyautowano w podobny sposob. Tam
        incjatorami byli rodzice matki dziecka. Ojcu utrudniano kontakty, a
        dziecko przekonano, ze tatus to nowy partner matki, chociaz tak nie
        jest. Dziecko nie chce widywac sie z ojcem, jest tak nastawione, ze
        wpada w histerie i ta histeria nasilala sie z kazdym wymuszonym na
        matce spotkaniem z dzieckiem.
        Ktos doradzil ojcu dziecka wysylanie dziecku (na adres matki),
        listem poleconym nagranych kamera "listow mowionych", zyczen z
        roznych okolicznosciowych okazji, wspominania w tych listach o
        probach rozmow telefonicznych i kazdorazowym pechu, z powodu
        nieobecnosci dziecka.
        Oczywiscie nie mogly one zawierac zadnych negatywnych ocen matki
        dziecka i dziadkow.
        Zachowane kopii tych listow i dowody wyslania moga takiego ojca
        uchronic w okresie, gdy dziecko dorosnie od zarzutu porzucenia
        dziecka i sprawic, ze przynajmniej w doroslym zyciu odzyska ojca.
        Dziecko, dopiero jak dorosnie samo bedzie moglo ocenic fakty.
    • rycerzowa Re: Macochą być 10.12.07, 12:33
      Na Prywatnych, u dołu strony, po lewej, jest forum "Macochy".
      Udaj się tam, tam dziewczyny doświadczone, na pewno ci coś doradzą,
      coś wyjaśnią, coś pomogą zrozumieć.
      Jeśli już się uczyć na błędach, to najlepiej na cudzych.
      • tula22 Re: Macochą być 10.12.07, 12:45
        > Na Prywatnych, u dołu strony, po lewej, jest forum "Macochy".

        Wysłałam zgłoszenie. Tutaj chciała bym się dowiedzieć jak radzić
        sobie z własnymi emocjami.

        Jeśli chodzi o początki konfliktu to sprawa wyglądała tak, że
        ona w czasie kiedy zaszła z nim w ciążę miała chłopaka w wojsku.
        Później jak okazało się, że zaszła z moimw ciążę ona, a
        właściwie jej rodzice przycisneli ich do ślubu "bo dziecko
        musi mieć ojca" (podczas rozwodu mówili, że lepiej być rozwódką
        niż panną z dzieckiem). Dziecko się urodziło, a ona dalej bokami
        spotykała się z tamtym. Na rozprawie powiedziała, że jak stała
        przed ołtarzem to przysięgała komu innemu. Taki był początek
        końca ich "związku"
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Macochą być 11.12.07, 18:49
      Zastanawiam się czemu miałaby Pani być inicjatorką wznawiania
      kontaktów Pani partnera z córką ? Szczególnie tak trudnych kontaktów
      obarczonych niełatwą przeszłością. Pomijam tu temat dotyczący
      odpowiedzialności Pani partnera za zaistniała sytuację oraz
      rozważania na ile źle postąpił w tej sprawie i co mógł zmienić.
      Wydaje mi się, że mimo wszsytko jest to jego sprawa. Pani może się
      do jego konkretnych deczyzji dostosować, wspierać je lub się im
      przeciwstawiać, o ile wpływają na Wasze wspólne życie. Zastanawiam
      się na ile , gdzieś bardzo głęboko, chciałaby Pani odegrać rolę tej
      lepszej "mamy", która akceptuje ojca córki, pokazuje wspólną,
      przykładną rodzinę. Myślę także , że zbyt idealistycznie widzi
      Pani przyszłość kontaktów nastolatki z Panią i z własnym ojcem w
      sytuacji w jakiej od dawna wszsycy tkwią. To nie byłaby idylla.
      Widzę tutaj tęsknotę za idealną rodziną , w której wszyscy się
      akceptują , tatuś wznawia kontakty z córką, które obojgu sprawiają
      masę szczęścia a macocha peni rolę dobreż wróżki, a była żona
      wreszcie rozumie swój błąd. Boję się , że to się tu nie uda, bo
      realia , które Pani opisuje są emocjonalnie skomplikowane a tory
      życia i role dla każdego od dawna ustalone. Nie znaczy, że to dobry
      układ, ale taki jest i chyba nie Pani rolą jest go zmieniać. Pani
      przyjmuje partnera z dobrodziejstwem inwentarza czyli także zjego
      przeszłością, która ma także niechlubne czy trudne kawałki.
      Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • tula22 Re: Macochą być 13.12.07, 10:06
        Trochę, źle mnie Pani odebrała. Nie chce być inicjatorką. Chcę tylko
        by mój przyszły mąż wiedział, że ja to w pełni akceptuje i
        gdyby chciał kiedyś tego kontaktu to ja mu na przeszkodzie nie
        stoję. Inna sprawa, że podejrzewam, iż kiedyś dziewczyna i tak
        się pojawi, bo sama może tego chcieć, a pojawi się wtedy już
        nie tylko w jego życiu, ale w naszym. Boje się, że wtedy nie
        będę potrafiła się w tym odnaleść. Pewnie będziemy już wtedy
        mieli swoje dzieci i nie chciała bym potraktować dziewczyny jak
        intruza czy rywalki, która chce zabrać naszym dzieciom miłość.
        Boję się również, że pojawią się we mnie egoistyczne zapędy, bo
        pamiętam dobrze jak się poczułam jak mi powiedział, że był przy
        narodzinach dziewczynki. Teraz mi głupio, ale pomyślałam sobie
        żeby mnie nawet nie prosił by był obecny kiedy ja będę rodzić.
        Pisze Pani o tęsknocie za idealną rodziną. Ja myśle, że
        wychowałam się w takiej "idealnej rodzinie" (o tyle na ile to
        możliwe). Bardzo dobrze wspominam swój dom rodzinny, gdzie
        rodzice razem stawiali czoła przeciwnością istarali nam się
        zapewnić wszystko. Nie wychowali nas na egoistów, bo pokazywali
        jak ciężko może być i jak dobrze radzić sobie z tym wspólnie.
        Dlatego pomijając fakt, że chciała bym, żeby odpowiednio wcześnie
        się ten kotakt pojawił (mogła bym się z tym oswoić), to ja sama
        nie mam zamiaru nic w tym kierunku robić.

        Pozdrawiam serdecznie
        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Macochą być 15.12.07, 23:24
          Zatem wystarczy zapewnienie o dobrej woli, reszta należy do Pani
          partnera. Moją czujność wzbudził fakt Pani, w pewnym sensie,
          nadgorliwość w tej kwestii. Rozumiem, że kierują Panią obiektywnie
          dobre pobudki czyli prawo dziecka do kontaktu z ojcem, ale to jest
          sprawa między Pani partnerem a jego dzieckiem. Pani rolą jest
          odpowiednio odpowiedzieć na sytuację, która zaistnieje między nimi.
          Wygląda na to, że tą drogą, chce się Pani oswoić dla siebie
          sytuację przeszłości Pani partnera. Na rozum wszystko jest jasne,
          gorzej z emocjami i nieświadomymi motywami włąsnych zachowań.
          Jeszcze raz pozdrawiam . Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja