dorota54321
15.01.08, 18:50
Zacznę od wstępu - przydługiego, ale niezbędnego.
Moja mama należy do osób, którym niespecjalnie układa się w życiu
prywatnym. Z tatą rozstała się kiedy miałam kilka lat (decyzja nawet
z perspektywy czasu słuszna, choć nie tylko on ponosił za to
odpowiedzialność). Potem przez kilkanaście lat była z innym
człowiekiem, ale i ten związek się rozleciał. I tu winę ponoszą (jak
na ogół) obie strony, jednak z całą pewnością mogę powiedzieć, że
mama bardzo usilnie pracowała sobie na to, aby tak się sprawa
zakończyła - na codzień jest dość konfliktową osobą, ciekawską,
lubiącą dominować.
Po tym wszystkim ja i mój mąż, którzy byliśmy dość blisko z
partnerem mamy (w końcu mieszkałam z nim pod jednym dachem przez
kilkanaście lat, jak w rodzinie) przestaliśmy się z nim kontaktować,
aby nie robić przykrości mamie przede wszystkim, choć nie tylko -
jakoś to się rozeszło, chociaż było nam trochę żal. Ale ona bardzo
przeżywała to rozstanie.
Po jakimś czasie mama zaprzyjaźniła się z kolejnym mężczyzną. Było
to już w czasie, kiedy mieliśmy dziecko. Dziecko bardzo przywiązało
się do X., traktując go jak dziadka (zarówno mój tato jak i męża nie
żyją). Spotykaliśmy się u mamy, u nas, na swięta i nie, jeździliśmy
razem na wycieczki, jak to zwykle bywa. Zarówno dziecko jak i X.
bardzo się lubią, nawet kochają.
Szczerze mówiąc jestem w jakiś sposób zła na mamę, że kolejny raz
funduje - tak mnie, swojej córce, jak i teraz mojemu dziecku -
wstrząs emocjonalny. Mieszkamy osobno i na codzień można tego nie
odczuwać, ale chciałabym, że by moje dziecko i X mogli się nadal od
czasu do czasu spotykać, nie stracili kontaktu. X nie ma swojej
rodziny, moje dziecko nie ma dziadka, X pragnie spotkań i utrzymania
więzi, dziecko często o niego pyta i wariuje z radości kiedy się
potykają i bawią.
A mama ma żal i płacze w słuchawkę, wzbudzając we mnie poczucie
winy, że skoro ona rozstała się z X, to i ja i dziecko też
powinniśmy, bo jest jej przykro, czuje się skrzywdzona przez X i
zdradzona przez nas. Warczy, że X jest wredny, więc i tak prędzej
czy później skończy się to jego "dziadkowanie".
Mogłabym, ale nie chcę stawiać sprawy na ostrzu noża - jak
wytłumaczyć mamie, jakich użyć argumentów, że dzięki jej (moim
zdaniem jednak nieuzasadnionym) pretensjom, między nami będą się
rodziły konflikty, bo zależy mi na spotkaniach dziecka z X i nie
chcę ich urywać, nie odczuwam tego jako zdrady. Teraz mama jest
obrażona i w ogóle nie chce o tym rozmawiać, ale niedługo spotkamy
się na żywo i wiem, że temat wypłynie.
Dla mnie samej ta znajomosć nie jest tak istotna - chodzi mi o
dziecko, pozbawione rodzonych dziadków, a mające możliwość
kontaktować się z takim dziadkiem "przyszywanym". Nie chcę kłócić
się z mamą, zależy mi na poprawnych i serdecznych relacjach, ale
denerwuje mnie to, że mama nie chce sobie zdać sprawy z ego, że jej
osobiste wybory życiowe mają duży wpływ na najbliższych i trudno
teraz nagle wyrzucić kogoś z rodziny i pamięci - a tego sobie
wyraźnie życzy. Oczywiście nie formułując tego wprost,
raczej: "zrobisz jak uważasz" plus zaciśnięte usta i łzy.
Jak z mamą porozmawiać, żeby zrozumiała, że kontakty z X są z
pożytkiem dla dziecka, mimo tego że jej się nie udało?
Bardzo proszę o pomoc i opinie panią Agnieszkę i emamy.