Dodaj do ulubionych

Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnych ;)

18.02.08, 23:19
Witam,

Nie będę pisała o moich problemach, są typowe dla tego forum - powiem tylko,
że i teściowa i moja mama poniżają mnie w obecności męża, ale nie dajemy się,
ani ja, ani mąż. Posłużę się tylko naszym przykładem, bo znam go najlepiej.
Mąż jest superfajnym mężczyzną który robi właśnie międzynarodową karierę. I
przyszła mi do głowy taka refleksja (będzie to generalizowanie, ale od czegoś
pewnie warto wyjść): czy nie jest tak, że o ile mężczyźni walczą o pieniądze,
posady, stanowiska, osiągnięcia naukowe, sportowe, o lepsze samochody i domy,
czego konsekwencją jest zdobycie odpowiedniej partnerki, to kobiety walczą ze
sobą głównie o mężczyzn (oczywiście używają do tego swoich narzędzi, ale
często też skaczą sobie do oczu :)?
Pewnie to stara prawda - ale zastanawia mnie, jak bardzo jest to silne uczucie
- czy na tyle silne że dwie stare kobiety zachowują się przy nim jak
nastolatki (zwłaszcza gdy osiągnie jakiś sukces), nie wspominając już nawet o
inwektywach pod moim adresem (rekord teściowej to 3 godziny przygadywania i
złośliwości, dodam, że przepędziła już jedną synową; mama też potrafi pokazać
że ona w swoim domu jest samicą nr 1 a ja jestem przy niej mała i żałosna :D
co jest dla mnie o tyle przykre co zabawne). Gdy jestem bez męża obie
zachowują się wobec mnie normalnie, są miłe, rozmowne, do rany przyłóż.
Problem występuje tylko w naszych domach rodzinnych. Obie moje mamy uważają,
że potrafią lepiej zająć się wnuczkiem.
Pora na moje konkluzje.
Wydaje mi się, że skoro moja mama potrafi tak dac się ponieść fantazjom, że
zachowuje się jak partnerka mojego męża to znaczy że instynkt macierzyński nie
jest jednak największą biologiczną siłą (u kobiet). Druga moja konkluzja
dotyczy mamy mojego męża - trudno mi uwierzyć jako matce, że naprawdę można
chcieć mieć dziecko całe zycie tylko dla siebie - to już raczej nie jest
miłość macierzyńska!
Wydaje mi się, że to właśnie żądza władzy, (popęd sprawowania władzy nad
rodziną, a może i popęd seksualny??) popycha te kobiety do takich czynów :)
Brzmi to bardzo zabawnie, prawda? A jednak.
Czy utrata młodości, płodności i urody musi być końcem szczęscia? Obie moje
mamy są spełnione życiowo. Mają zaiteresowania. Czemu nie umieją usunąc się w
cień? Co to za szaleństwo skłania je do dawania mi takich komunikatów "syn
(zięć) jest mój i wnuczek również! Znikaj gó..aro z mojego terenu!". Czemu
ten problem dotyczy kobiet? Wiem, kobiety są tradycyjnie są bardziej związane
z domem - ale np moja mama nie, po 3 mies po moim przyjsciu na świat wróciła
do pracy, praca była naprawdę jej pasją, chociaż nie zaniedbywała mnie.
Czy dla przekwitających kobiet młodość jest aż taką wartością, dla której
warto pogrążyć szczęśliwe życie rodzinne??

Czy jakikolwiek inny gatunek tak ma? Czy ma to związek z geriatrokracją :) ?
Dużo pytań, mało odpowiedzi, choć temat jest stary jak świat, przekazywany z
pokolenia na pokolenie.
Co o tym myślicie?
Obserwuj wątek
    • brak.polskich.liter Re: Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnyc 19.02.08, 20:37
      Myslisz, ze to dlatego, ze Twoj maz osiagnal "sukces" (cokolwiek przez to rozumiec)?
      Zdarzalo mi sie ogladac podobnie niesmaczny taniec godowy w wykonaniu
      matki/tesciowej, wykonywany wokol bezrobotnego alkoholika-alimenciarza,
      nieudacznika zyciowego, czy innego popapranca.

      Wiek i utrata urody? Moze. Osobiscie stawiam na brak satysfakcji w zyciu
      osobistym, matkopolkizm i silnie wdrukowany, uswiecony tradycja, przasny
      antyfeminizm, majacy rezultat w biciu poklonow istocie, ktora sika na stojaco i
      swoistej "fali" (jak bylam mloda, to moja matka/tesciowa robila mi z d... jesien
      sredniowiecza, teraz moja kolej").

      Naprawde, nie wydaje mi sie, zeby szczesliwa, zadowolona z siebie, zaspokojona
      erotycznie i emocjonalnie kobieta miala takie jazdy.
      • uli Re: Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnyc 19.02.08, 22:45
        Ha - myślisz że to tak? Że to z niespełnienia? W takim razie to bardzo smutne,
        że większość kobiet wybiera takie zycie, które doprowadza je do takiego stanu.
        Trzeba się starać, żeby spaść na 4 łapy i jakoś dozyć wieku dojrzałego w
        jako-takim zdrowiu psychicznym.

        Swoją drogą to sytuacja węża, który zjada własny ogon. Swoim idiotycznym
        zachowaniem kobiety same wspierają patriarchat, zamiast wesprzeć się wzajemnie.
        Tak sobie myslę teraz o tym przesądzie, że jak kobieta jest w ciąży z
        dziewczynką, to mówi się, że córka zabiera jej urodę. Czyli dziewczynka często
        już na starcie rodzi się z długiem wobec matki. Może przesadzam, ale z tego by
        wynikało, że cała kultura jest do wymiany.
        Myślisz, ze to syzyfowa praca?? Do końca gatunku homo sapiens tak bedzie :) ?

        Jaką jesteś teściową, przyznaj się ;)

        Pozdrawiam

        Uli
        • brak.polskich.liter Re: Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnyc 19.02.08, 23:30
          uli napisała:

          > Ha - myślisz że to tak? Że to z niespełnienia? W takim razie to bardzo smutne,

          No, smutne, fakt. Ale powszechne. Poczytaj sobie wpisy kobiet, tkwiacych w
          toksycznych albo po prostu beznadziejnych zwiazkach. Albo dla "dobra dzieci".
          Albo "bo co sobie ludzie pomysla". Albo dla kasy. Takich kobiet jest calkiem
          sporo. Raczej trudno o spelnienie bedac w zwiazku z kims, kto jest fatalnym
          partnerem, kto nadaja sie do odstrzalu, kto nas olewa, z kim lacza tylko dzieci,
          albo kogo sie zwyczajnie nie kocha.

          Jako ze znam osobiscie pare kobiet, ktorym zaawansowany wiek nie przeszkadza
          cieszyc sie zyciem i czerpac satysfakcji z zycia osobisto-uczuciowo-erotycznego,
          bede sie upierac, ze inwazyjnosc, zafiksowanie na synach/zieciach, rywalizacja
          czy wrecz wrogosc w stosunku do corek/synowych, etc - to wszystko z
          niespelnienia, Wysoki Sadzie.

          > Jaką jesteś teściową, przyznaj się ;)

          Zadna. Wiek tudziez brak potomstwa mnie dyskwalifikuja ;))

          Rowniez pozdrawiam,

          bpl
          • your_and spełnianie sie w macierzyństwie kontra zwiazek 20.02.08, 09:54
            brak.polskich.liter napisała:
            > sporo. Raczej trudno o spelnienie bedac w zwiazku z kims, kto jest
            fatalnym
            > partnerem, kto nadaja sie do odstrzalu, kto nas olewa, z kim lacza
            tylko dzieci

            Ciekawe czy skojarzyłyście że ci partnerzy do odstrzału to
            najczęściej podrosłe pociechy mamuś które poświeciły się dla dobra
            dzieci... Mamusie które wycofują się emocjonalnie ze związku robią
            sobie z synów emocjonalnych zastępczych partnerów i realizują z
            macierzyństwie. Syn to świetny zastępczy partner: ma nad mim
            wreszcie pełnie władzy, posłuszny słucha się, nie zdradzi będąc w
            pełni uzależniony, jest się dla niego najważniejszą osobą w życiu.
            Do czasu.
            I nagle jakaś kobieta ma być dla niego ważniejsza! Wymyka się
            władzy. Śmie w dodatku kwestionować decyzje! Zdrada! Czysta
            niewdzięczność. I zamiast poświęcać się we wszystkim jak matka, żona
            zaczyna stawiać wymagania, zamiast przychylać nieba we wszystkim -
            stawiać warunki. Chcąc odzyskać utracone uczucia, pozycję matka
            zaczyna sączyć jad jaką zdzirę sobie wybrał...

            Aż wreszcie para ma dziecko i synowa zamiast walczyć ciągle o
            pozycje w związku i rozdartego miedzy matką a żoną partnera wybiera
            idealną i czystą bliskość relacji z dzieckiem, której patrner
            nieczuje, odpuszcza zaangażowanie w związek i cały cykl poświecania
            się dziecku zaczyna się od początku.
            • brak.polskich.liter Re: spełnianie sie w macierzyństwie kontra zwiaze 20.02.08, 13:09
              your_and napisał:

              > Ciekawe czy skojarzyłyście że ci partnerzy do odstrzału to
              > najczęściej podrosłe pociechy mamuś które poświeciły się dla dobra
              > dzieci...

              Skojarzylyscie, jak najbardziej, vide moj pierwszy post o swoistych tancach
              godowych mamus, wykonywanych wokol rozmaitych nieudacznikow zyciowych.

              > Mamusie które wycofują się emocjonalnie ze związku robią
              > sobie z synów emocjonalnych zastępczych partnerów i realizują z
              > macierzyństwie.

              Roznie to w zyciu bywa. Mamusie czasem wycofuja se emocjonalnie ze zwiazku, a
              czasem zostaja emocjonalnie opuszczone przez meza/partnera. Tak czy siak,
              tkwienie w nieudanym (bez wzgledu na przyczyne) zwiazku raczej nie konczy sie
              dobrze dla nikogo.

              > Syn to świetny zastępczy partner: ma nad mim
              > wreszcie pełnie władzy, posłuszny słucha się, nie zdradzi będąc w
              > pełni uzależniony, jest się dla niego najważniejszą osobą w życiu.
              > Do czasu.
              > I nagle jakaś kobieta ma być dla niego ważniejsza! Wymyka się
              > władzy. Śmie w dodatku kwestionować decyzje! Zdrada! Czysta
              > niewdzięczność. I zamiast poświęcać się we wszystkim jak matka, żona
              > zaczyna stawiać wymagania, zamiast przychylać nieba we wszystkim -
              > stawiać warunki. Chcąc odzyskać utracone uczucia, pozycję matka
              > zaczyna sączyć jad jaką zdzirę sobie wybrał...

              Pelna zgoda, tyle tylko, ze gromiac nadopiekuncze, poswietliwe matki,
              kompensujace sobie braki w zyciu osobistym i erotycznym za pomoca przelania
              wszelkich uczuc na dziecko, nie nalezy zapominac, ze dzieci maja dwoje rodzicow.
              Do tego tanga trzeba dwojga. Jesli pani zaczyna dzialac na szkode dziecka, to na
              scene powinien wkroczyc tatus latorosli i ustawic pania do pionu. Jesli tego nie
              czyni, to jest wspolodpowiedzialny za wszelki syf, jaki Matka Polka w wersji
              full wypas robi na psyche dziecka.

              Chyba, ze uznajemy, ze dzieci to sprawa wylacznie kobiet, zas pan ma spelnic
              funkcje dawcy spermy i bankomatu, zas potem splynac (duchem, w kazdym razie) i
              nie przeszkadzac.
              • your_and Re: spełnianie sie w macierzyństwie kontra zwiaze 20.02.08, 14:16
                brak.polskich.liter napisała:
                > czasem zostaja emocjonalnie opuszczone przez meza/partnera. Tak
                czy siak,
                > tkwienie w nieudanym (bez wzgledu na przyczyne) zwiazku raczej nie
                konczy sie
                > dobrze dla nikogo

                Tkwienie w nieudanym jak najbardziej nie kończy się dobrze. Ale
                często obie strony łatwo znajdują sobie obiekt westchnień zastepczy,
                a odpowiedzialnością za rozpad obarcza faceta. Po drugie spełnienia
                trzeba szukać w relacjach partnerskich w innym związku, przerzucanie
                ich na dziecko i realizowanie jako matka kończy sie źle dla
                wszystkich.

                > Do tego tanga trzeba dwojga. Jesli pani zaczyna dzialac na szkode
                dziecka, to na
                > scene powinien wkroczyc tatus latorosli i ustawic pania do pionu

                To prawda. Wiekszość mężczyn czuje się bezradna na tym polu i nawet
                jeśli chcą to zmienić nie mają wsparcia z nikąd. Nadopiekuńcza matka
                poświecająca sie dla dziecka to ciągle wzór cnót i bezinteresownego
                poświecenia w społeczeństwie, a zaliczanie nadopiekuńczości (częstej
                w wyznaniach i na tym forum) do przemocy emocjonalnej wobec dziecka
                brane za wymysł i fanaberie psychologów.
                Do tego wiekszość ojców czuje zawód, odczuwa uczucie zazdrości o
                dziecko i utraconą uwagę i uczucia, bo sami nigdy nie dorośli w
                pełni, bo ich matki chciały zatrzymać relację matka dzieco jak
                najdłuzej.
                • brak.polskich.liter Re: spełnianie sie w macierzyństwie kontra zwiaze 20.02.08, 18:34
                  your_and napisał:

                  > Tkwienie w nieudanym jak najbardziej nie kończy się dobrze. Ale
                  > często obie strony łatwo znajdują sobie obiekt westchnień zastepczy,

                  Jasne, ze tak. Bo to jest duzo latwiejsze + spolecznie akceptowalne, niz wziecie
                  na klate faktu, ze oto zwiazek nie wypalil i zrobienie czegos z tym fantem
                  (terapia dla par wzglednie zakonczenie zwiazku i poszukanie nowego partnera).
                  Poza tym, odnosze wrazenie, ze sporo kobiet czerpie psychologiczne korzysci z
                  matkopolkizmu, bycia tzw. dobra kobieta i tkwienia w fatalnym zwiazku. Inaczej
                  by sie ten biznes nie krecil.

                  > Po drugie spełnienia
                  > trzeba szukać w relacjach partnerskich w innym związku, przerzucanie
                  > ich na dziecko i realizowanie jako matka kończy sie źle dla
                  > wszystkich.

                  Otoz to. Dziecko to dziecko, a nie zastepczy partner dla matki.

                  > Do tego wiekszość ojców czuje zawód, odczuwa uczucie zazdrości o
                  > dziecko i utraconą uwagę i uczucia, bo sami nigdy nie dorośli w
                  > pełni, bo ich matki chciały zatrzymać relację matka dzieco jak
                  > najdłuzej.

                  To prawda. Uwiedzenie przez matke i opuszczenie przez ojca na starcie raczej nie
                  pomaga. Z drugiej strony, uwazam, ze zwalanie winy za wlasne dysfuncje i
                  wszelkie problemy w doroslym zyciu na rodzicow jest grubym naduzyciem. Dojrzaly
                  czlowiek powinien byc w stanie przepracowac swoje problemy - jesli nie
                  samodzielnie, to z pomoca specjalistow, literatury, etc. Tyle, ze po to, zeby
                  rozwiazac problem, trzeba sobie najpierw uswiadomic, ze cos jest niehalo. A o to
                  raczej ciezko w warunkach, kiedy nadopiekunczosc, poswiecalnictwo, rezygnacja z
                  wlasnych potrzeb oraz stawianie wlasnych rodzicow (szczegolnie matek) na
                  piedestale, czesto sa klasyfikowane, jako cnoty i spolecznie nagradzane...
                  • kicia031 bpl dalas sie podpuscic 20.02.08, 22:23
                    Your_and lata po wszysstkich mozliwych forach i wszedzie sie skarzy, jakie te
                    kobiety sa zle, ze sie bardziej interesuja dziecmi niz facetami, suki wredne.
                    Dzidzius niedopieszczony jest po prostu, a ze w domu nie ma szans na rywalicje z
                    potomkiem, to chociaz w necie sobie upusci pary.
                    • your_and Co, tak to boli? 20.02.08, 23:37
                      Co, tak to boli, że obok jedynie słusznego twojego babskiego punktu widzenia
                      istnieje jakiś inny którego nie potrafisz podważyć? Czyżby nerwy cię poniosły bo
                      koncepcja nie pasuje do ułożonego świata i wykorzystujesz klasyczny nieuczciwy
                      chwyt w dyskusji czyli atak personalny na osobę adwersarza i zdyskredytowanie go?
                      Sama się ośmieszasz.
                      Oceniłaś widocznie że masz takie leniwe i ociężale umysłowo koleżanki że nie
                      potrafią otworzyć na forum gazety strony szukaj po autorze i same sprawdzić
                      twoich rzekomych rewelacji o skarżeniu się na złe kobiety suki?

                      W jakim temacie moim zdaniem ty za to jesteś monotematyczna świadomie pominę
                      milczeniem. W odróżnieniu od ciebie szanuję i ciekawią mnie osoby które mają
                      inne zdanie ode mnie.
                      • kicia031 Re: Co, tak to boli? 21.02.08, 10:06
                        Nic mnie nie boli. Po prostu smieszy mnie twoja w sumie nieszkodliwa
                        mania, jak dla mnie troche abstrakcyjna.

                        Sama mam w domu mezczyzne nie dzidziusia i w zwiazku z tym nie musze
                        sie borykac z problemem zazdrosci partnera o wlasne dziecko.
                        • your_and troche abstrakcyjna mania 21.02.08, 15:06
                          kicia031 napisała:
                          > Sama mam w domu mezczyzne nie dzidziusia i w zwiazku z tym nimusze
                          > sie borykac z problemem zazdrosci partnera o wlasne dziecko.

                          Powrót mantry czyli jeżeli jest jakiśkolwiek problem to
                          tkwi w niedojrzałości mężczyzny. Ale my właśnie o tym że skądś sie
                          ta niedojrzałość bierze.

                          > Nic mnie nie boli. Po prostu smieszy mnie twoja w suminieszkodliwa
                          > mania, jak dla mnie troche abstrakcyjna.

                          Ciebie śmieszy a całkiem konkretne osoby ten opisany mechanizm
                          krzywdzi. Właśnie dlatego że wydaje sie ciągle całkiem abstrakcyjny.
                          Jeżeli niektóre babki tu żalą się na niedojrzałych i nie mających
                          ochoty podjąć zaangażowania i odpowiedzialności mężów i ich zaborcze
                          teściowe a jednocześnie opisują poważnie nadopiekuńcze zachowania
                          wobec własnych dzieci to jest to elementarny brak umiejętności
                          kojarzenia związków przyczynowo skutkowych. Albo strach przed
                          wynikającą z tego odpowiedzialnością.
                          • kicia031 Re: troche abstrakcyjna mania 21.02.08, 15:57
                            Jeżeli niektóre babki tu żalą się na niedojrzałych i nie mających
                            > ochoty podjąć zaangażowania i odpowiedzialności mężów i ich
                            zaborcze
                            > teściowe a jednocześnie opisują poważnie nadopiekuńcze zachowania
                            > wobec własnych dzieci to jest to elementarny brak umiejętności
                            > kojarzenia związków przyczynowo skutkowych.

                            Calkowicie sie zgadzam z twoja diagnoza problemu. Rzeczywiscie widze
                            to brak umiejetnosci kojarzenia zwiazkow przyczynowo skutkowych,
                            ktore postaram sie przystapnie wyjasnic: otoz jesli oczekuje sie od
                            jednej osoby, ze bedzie wypelniac role, jakie powinny przypadac 2
                            lub wiecej osobom, to nic dobrego z tego nie wyniknie. Jesli matka
                            musi wypelniac i role macierzynska, i role nieobecnego - fizycznie,
                            emocjonalnie, oraganizacyjnie, ojca, to rzeczywiscie ma sie
                            wrazenie, ze rola rodzicielska wypelnia jej caly swiat. O ile
                            przyjemniej byloby ja podzielic miedzy oboje rodzicow?

                            I jeszcze jedno - jesli twierdzisz, ze niedojrzalosc, niemeskosc i
                            brak umiejetnosci podejmowania zwyczajnych zyciowych obowiazkow -
                            nie o zadnym heroizmie to przeciez mowimy - u niektorych mezczyzn,
                            jest efektem wychowania przed nadopiekuncze matki, to przyjmij do
                            wiadomosci, ze te same naopiekuncze ponoc matki wychowaly swoje
                            corki na osoby odpowiedzialne, zdolne do podjecia obowiazkow
                            wynikajacych z doroslosci. dziwne?

                            Szczerze mowiac, wkurza mnie nie tylko twoje podejscie do kobiet,
                            ale zwlaszcza do mezczyzn. Z twojego opisu wylania sie postac
                            zaburzonego, niedopieszczego, niedojrzalego i niezdolnego do
                            podolania codziennym obowiazkom chloptasia, majacego pretensje do
                            wszystkich wokol - z wyjatkiem samego siebie. Ofiary i przedmiotu
                            manipulacji. Moim zdaniem to opis uwlaczajacy godnosci Mezczyzny i
                            nie przypadkiem pisze to przez duze M.
                    • brak.polskich.liter Re: bpl dalas sie podpuscic 21.02.08, 11:57
                      Wiesz co? Your ma sporo racje w temacie matkopolkizmu i jego skutkow - tu
                      moglabym sie pod nim podpisac wszystkimi konczynami.

                      Nie rozumiem tylko tej uporczywej koncentracji na kobietach/matkach/tesciowych,
                      ich rozmaitych przewinach i tym, co tylko mozna spieprzyc w ukladach
                      matka-dziecko (a zgadzam sie, ze mozna naprawde sporo). Panowie sa na tym
                      obrazku albo nieobecni, albo obecni jako ofiary - odstawieni na boczny tor
                      misiowie, wycyckani przez partnerki, maskujace swa modlichowatosc poswieceniem i
                      dzieciocentryzmem. Bezwolni i bezradni, nieistniejacy ani w ukladach
                      partnerskich (gdyz odrzuceni przez zaslepione macierzynstwem kobiety), ani jako
                      ojcowie.
                      Coz, dosc przykra wizja meskosci...
                      • kicia031 Re: bpl dalas sie podpuscic 21.02.08, 12:48
                        No dokladnie.
                        Bardoz bym nie chciala, by moi synowie wyrosli na takich mezczyzn -
                        ale moze nie, w moim srodowisku widze wielu dobrych ojcow,
                        zaangazowanych w wychowanie i raczej zdrowe relacje w tym
                        wzgledzie... Wiec moze skorzystaja z tych wzorcow.

                        A ze dziecko jest blizsze rodzicowi niz partner, to dla mnie
                        oczywiste. Partnera mozna zawsze zmienic, a byly partner staje sie
                        obcym czlowiekiem. Nawet jesli jest rodzicem naszego dziecka. Co nie
                        znaczy, ze nie czerpie frajdy z roznych aspektow mojego zwiazku z
                        mezczyzna...

                        I jeszcze jedno - nie podoba mi sie utozsamianie Matki Polki z czyms
                        negatywnym - pamietajcie, ze tem wzorzec powstal po powstaniach,
                        kiedy mezczyzni byli nieobecni, i kobiety musialy przejac ich role.
                        To kobieta przedsiebiorcza, radzaca siobie zarowno z kobiecymi jak i
                        meskimi zadaniami, patriotka, gotowa poswiecic prywatne sprawy dla
                        ojczyzny ( nie jestem pewna, czy to akurat popieram ;-)).
                        Dla mnie taka kobieta byla moja babcia - gdzy dziadek zginal na
                        wojnie, musiala sie wyuczyc zawodu - wczesniej byala pania
                        inzynierowa i zarzadzala domem, wychowala samotnie i wyksztalcila 2
                        dzieci, i zawsze byla elegancka , staranie ubrana i uczesana...
                        • brak.polskich.liter Re: bpl dalas sie podpuscic 21.02.08, 13:25
                          Mi osobiscie haslo "Matka Polka" kojarzy sie fatalnie - poswietliwy, aseksualny
                          stwor, obsesyjnie skoncentrowany na dzieciach, z meczenskim usmiechem na twarzy
                          obslugujacy wszystkich, z mottem "nikt tego nie zrobi tak dobrze, jak ja" i
                          haslem "tyle ci poswiecilam...".
                          Slowem - paskudztwo.
                          To tak gwoli wyjasnienia, dlaczego uzywam okreslenia "Matka Polka" w taki, a nie
                          inny, sposob.
                          • annb podpisuję się pod tym 21.02.08, 13:48
                            obiema rekami
                            zero radosci z zycia
                            wieczne cierpietnictwo
                            • uli Re: podpisuję się pod tym 21.02.08, 14:33
                              No tak, ale tą Matkę Polkę trzeba traktować jako integralny twór romantycznej
                              polskości - bez cierpienia nie byłaby Polką :) Polska Konradem narodów ;)

                              Co do nieobecnych ojców/teściów to oni dalej mentalnie nie wrócili z wojny, albo
                              jak wrócili to się nie odnaleźli :D Są jak pan Dulski - chcą mieć święty spokój.
                              Często są emocjonalnie gośćmi w swoich domach... Myślę, że kiedy dochodzi do
                              konfliktu tesciowa-synowa są już tak dalece nieobecni, że nawet w tych
                              dyskusjach na forum nikt nie przypisuje im żadnej mocy sprawczej. Męzczyźni z
                              resztą rzadko wtrącają się w kłótnie kobiet. Chyba nigdy...

                              Ale chyba idzie ku lepszemu, taką mam nadzieję. Troskliwy ojciec to dla naszego
                              pokolenia już nie jest żadna fajtłapa zyciowa. Mój mąż czesto jest strofowany
                              przez teścia, że kto to widział zeby facet mówił tiu tiu tiu tiu do dziecka. Syn
                              ma być twardy. I wnuczek też. Żadnego "tiutiania". Czyli zimny chów ze strony
                              ojca i nadopiekuńczość ze strony matki. A na starość agresja wobec obcej kobiety
                              w domu. Bo jedyną rzeczą, z której kobieta może być w życiu dumna, to dom i
                              dzieci...To jest też podkręcane przez filmy, reklamy, gazety. Ślub to
                              najwazniejszy dzien w życiu. Dzieci to sens życia. Pewnie że ślub bywa fajny,
                              dzieciaki może i są sensem życia, ale propaganda wcale nie ułatwia życiowych
                              wyborów, nie jest w stanie utwierdzić kogos na całe zycie, że tylko role
                              rodzinne są istotne. Kobietą nr 1 w zyciu dziecka jest się mniej więcej do 13
                              roku zycia :) Babcią się bywa od czasu do czasu. Tego żadna gazeta już nie
                              pisze. Ta luka w wizerunku jest pusta.







                              • bea53 matkopolizm dzis 22.02.08, 11:43
                                Mozna nie chciec być Matka Polką teraz ale jej cierpietnictwo
                                wynikało historycznie z trudnych warunkow wojny bieda niewracający mężowie o
                                tyle dzis dalej nie ma sprzyjających warunków do bycia
                                nie cierpietniczą SZCZĘŚLIWĄ MATKĄ.
                                Jasne niektórym się udaje ale panująca bieda wbrew propagandzie nie sprzyja
                                szczęsliwemu macierzyństwu, bo na pewno matka która wyrzucaja po zajsciu w ciąze
                                i urodzeniu z pracy nie bedzie szczesliwa, (no moze byc w domu na utrzymaniu
                                męza_..ale malo kto chce byc tylko w domu.
                                Szkoda ze wyksztalcenie i po prostu praca jednej osoby w rodzinie teraz nie
                                zapewnia po prostu utrzymania, albo zycia na przyzwoitym standardzie, z
                                mozliwoscia wynajecia niani pomocy domowej itd...
                                i oddawaniu sie szczęsliwemu wychowaniu dzieci.
                                Ja widze te Matki goniące do pracy z jezykiem na wierzchu a pozniej do domu bo
                                mąż i dzieci i siaty zakupy i wlasciwie bez pomocy dziadków sie to nie
                                kręci...do tego prasowanie itd ale pewnie są tacy co mają lzej ale przerazająca
                                wiekszosc ma kiepsko i musi obslugiowac Pana i Władce i jak tu uciec od
                                cierpietnicta i jak wogóle być matka lepiej nie być wcale...
                                a spójrzmy na takie Irlandki, gdzie za samo urodzenie dziecka nalezy sie
                                zasilek, moga być grube i zadowolone..szczęsliwe siedzieć z dzieckiem w domu i
                                mięc pomoc domową z Polski nie?? żeby iśc na mazasaże i salony piekności..wcale
                                nie cierpią...jak chcą iśc do pracy pojdą..
                                Polski etos wbił nam się do głowy i za punkt honoru stawiamy sobie ciągniecie
                                tego wozu, praca, dom, dzieci, piękny wygląd, tylko co niektóre nie daja rady
                                albo mówią dzieci nie dziekuję wcale po tym jak widziały swoje matki.
                                Zatem ja uważam ze nie będzie zadowolonej matki Polki i lepszych relacji w
                                rodzinie dopoki bedzie bieda a z ucziwej pracy nie bedzie mozna wyzywic dzieci i
                                kupic mieszkania...wysoki standard zycia i mozliwosc niezaleznosci usuna w cień
                                dziadków a szczegolnie babcie i tesciowe...
                                • uli Re: matkopolizm dzis 24.02.08, 17:59
                                  Bea masz rację, że cała ta sytuacja poniekąd wynika z zależności od starszyzny.
                                  Że teściowa zachowuje się tak bo może się tak zachowywać. Z drugiej jednak
                                  strony wszyscy żyjemy wśród ludzi i łączą nas wzajemne zależności. Nie kazdy
                                  układ kończy się przecież tak jak ten o którym mowa w tym wątku.
                                  Oczywiście - teoretycznie możemy żyć w idealnej izolacji. Skoro jednak w
                                  rzeczyywistości nie możemy, bo nas na to np nie stać to może powinnysmy poszukać
                                  innego rozwiązania?
                        • ledzeppelin3 Re: bpl dalas sie podpuscic 22.02.08, 15:06
                          > A ze dziecko jest blizsze rodzicowi niz partner, to dla mnie
                          > oczywiste. Partnera mozna zawsze zmienic, a byly partner staje sie
                          > obcym czlowiekiem. Nawet jesli jest rodzicem naszego dziecka.
                          Ideałem jest, jeśli partnerzy są dla siebie najbliżsi na świecie.
                          Może być ex aequo z dziećmi:P
                          Jesli dzieci są z założenia bliższe od partnera, para może mieć
                          spore kłopoty.

                          I jeszcze jedno - nie podoba mi sie utozsamianie Matki Polki z
                          czyms
                          > negatywnym - pamietajcie, ze tem wzorzec powstal po powstaniach,
                          > kiedy mezczyzni byli nieobecni, i kobiety musialy przejac ich
                          role.
                          > To kobieta przedsiebiorcza, radzaca siobie zarowno z kobiecymi jak
                          i
                          > meskimi zadaniami, patriotka, gotowa poswiecic prywatne sprawy dla
                          > ojczyzny ( nie jestem pewna, czy to akurat popieram ;-)).

                          Każdy kij ma dwa końce- w dzisiejszych czasach wzór Matki-Polki
                          winien jednak przejść do lamusa, bo zwyczajnie nie odpowiada
                          dzisiejszym realiom ( i całe szczęście).
                          Negatywny obraz Matki-Polki ma kilka źródeł. Jednym z nich jest
                          fakt, że "zatracanie siebie" w poświęceniu dla dzieci i nieuniknione
                          cierpienie i męczeństwo z tego powodu są zwyczajnie do dupy. Tego
                          nikt na dłuższą metę nie wytrzyma, ba, nie ma powodu, dla którego
                          musiałby wytrzymywać. Ale taka postawa jest w naszym polskim
                          społeczeństwie gloryfikowana. Wręcz utożsamiana z Matką Boską, którą
                          zabrali nam poj..ni faceci w typie noszącego Ją w klapie
                          nabzdyczonego Prezydenta i Ojca Rydzyka. Szkoda, że faceci`wycierają
                          sobie gęby Matką Boską, od której wzięli za godne pochwały wyłącznie
                          cierpienie.

                          Kolejna sprawa to wygodnictwo rządzących nami mężczyzn. Gloryfikują
                          swoją mammę, gloryfikują postawę Matki-Polki, ale redukują fundusz
                          alimentacyjny. Alimenciary krzyczące pod Sejmem i Manify są
                          wykpiwane i nikogo nie wzruszają. Ale pomodlić się na Jasnej Górze
                          każdy prezydent lubi. Obłuda, hipokryzja, zakłamanie. A ile kobiet
                          godzi się na to i poświęca się, i cierpi. Nie walczy. A o to chodzi
                          panom.
                          • uli Re: bpl dalas sie podpuscic 24.02.08, 18:04
                            Możemy zatem uprościć, że niektórym jest na rekę cały ten konflikt między
                            kobietami, zgodnie z zasadą dziel i rządź. Że kobiety powinny toczyć turnieje o
                            mężczyzn na zasadzie która bardziej się poświęci, która lepiej ugotuje,
                            posprząta, obsłuży, zrobi dobrze, urodzi więcej dzieci.
                            Matka Polka jest wściekła że nie ma już swoich dzieci, które były jej największą
                            inwestycją, a wraz z ich odejściem odeszła jej chwała. To tak jakby bankructwo,
                            bezrobocie.
              • uli Re: spełnianie sie w macierzyństwie kontra zwiaze 24.02.08, 18:16
                Chciałam napisać, ze mój mąż nie jest ani mamisynkiem ani nieudacznikiem. Bo tak
                z wypowiedzi braku.polskich.liter wynika.

                Jesteśmy po prostu młodym małżeństwem.
      • kicia031 Re: Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnyc 20.02.08, 09:36
        A ja sie nie dokonca zgadzam, ze wrogosc i zawisc miedzy kobietami
        to fakt kulturowy, jakos szczegolnie zwiazany z nasza kultura, lub
        wlasciwosc osobnicza. Wydaje mi sie to jakos glebiej osadzone w
        ludzkiej psychice - w koncu dlaczes natura sprawila, ze kobiety
        koncza rozrod w kwiecie wieku, i ze taka milosno-nienawistna relacja
        miedzy babcia, matka i wnukami jest znana jak swiat dlugi i szeroki.
        • your_and Re: Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnyc 20.02.08, 10:11
          kicia031 napisała:
          > A ja sie nie dokonca zgadzam, ze wrogosc i zawisc miedzy kobietami
          > to fakt kulturowy, jakos szczegolnie zwiazany z nasza kultura, lub

          Wielokrotnie czytałem w kontekscie terapii partnerskiej, że to fakt
          szczególne charakterystyczny dla Polski i Włoch gdzie panuje kultura
          Maryjna i silne więzy matka syn są kulturowo wzmacniane, i w związku
          z tym wyjątkowo duży odsetek nie radzących sobie w związkach i życiu
          podrosłych maminsynków na tle Europy.

          Podobnie silne więzy rodzinne w obu krajach i wypływająca z tych
          relacji bliskość, wsparcie powodują ze w krytycznych sytuacjach
          partnerzy nie mają determinacji i motywacji żeby bliskości szukać
          kompromisu i wypracowywać bliskość w związku z partnerem.
          • kobietaabc Re: Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnyc 20.02.08, 10:24
            Słuchajcie, przecież my będziemy postępować całkiem inaczej, a więc idzie ku
            dobremu...Ja na wszelki wypadek będę mieć tylko córeczkę:)
            • your_and zawsze bedzie przy tobie i nigdy cię nie zdradzi 20.02.08, 12:25
              kobietaabc napisała:
              > Słuchajcie, przecież my będziemy postępować całkiem inaczej, a
              więc idzie ku
              > dobremu...

              Akurat! Zajrzyj na najpopularniejsze i najwieksze tu forum emama.
              Nie ma dnia żeby na wątek o problemach w zwiazku za najsensowniejszą
              rade nie zostało uznane: zostaw tego trutnia faceta i skup sie na
              dziecku , w końcu facet jest obcy , a dziecko najbliższą ci osobą,
              która zawsze bedzie przy tobie i nigdy cię nie zdradzi.
              I tak rozpoczyna sie nowy cykl...
    • bea53 Re: Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnyc 20.02.08, 10:50
      Witam,
      Do tych rozważań dodałabym że we loszech panuje model dużej rodziny, więc matka
      nie jest tak skupiona na jednym dziecku/synie jak w Polsce.
      Tutaj z biedy (podobno dzieci kosztują nie opłaca się:) kobiety mają po jednym
      dziecku, jeśli to jest syn, to wychowanie go w warunkach postkomunuistycznych
      jak i wspolczesnych to kolosalna praca, stąd trzeba duzego poswięcenia, w
      związku z tym syn staje się rzeczywiscie zastępczym partnerem...własnośćią..na
      inne związki jest malo czasu..
      Gdyby nawet było więcej dzieci mozna by to jakoś rozłożyc a tak panie
      tańcują wobec jednego samca którego mają na własnośc i ich nie zostawi-syna.

      Tylko że taki Synuś który ma zbyt duża więz z matka powinien być do ostrzału
      teraz to wiem, zresztą nei zawsze do widać bo panowie starają sie ukrywać
      niemęskie uwiązania, pózniej wychodzi...
      Też uważam ze panie zawsze konkurowały i zadnej solidarności nie budowaly...co
      mnie obchodzi następna...panie zosatły od pokoleń nazaczone piętnem słuzązej
      męzczyzny i własciwie tak się postrzegają, w pracy sa lojalne wobec facetów a
      nie kobiet nawzajem się zagryzają...faceci są zawsze solidarni, do odstrzalu
      wystawią kobietę
      chocby miala male dziecko na utrzymaniu. Wystarczyloby wiecej solidarnosci a
      wlasciwie byloby duzo lepiej ale pewnie biologia stoi na przeszkodzie?

      Ja sama mam dziecko ze zwiazku z mamisynkiem jedynakiem bo jako pochodząca z
      rodziny wielodzietnej zawsze przyciagalam jedynaków albo narcyzi mnei pociągali:)
      W kazdym kilka lat temu wlazlam w zwiazek z rowodnikiem ktory juz mial zone i
      dzieci, mamusia jego szybko przytaknęła rozwodowi, bo byla odsunieta pozniej
      miala synka dla siebie, zosatwili sobie dom a dzieci i zona do bloku, oczywiscie
      jest super ojcem bo prawie kazdy weekend spedza z dziecmi ale to mamusia juz
      jest panią w tym domu zajmuje sie dziecmi, oczywiście on powie ze sie nie
      zgadzal z zoną ale to moim zdaniem sprawa drugorzędna, pierwszorzedna jest taka
      ze to co jest teraz..jest dom mamusia i dzieci i ona jest jego GOSPODynia jak u
      Freuda, jakby zoną, on jest uzalezniony finansowo a ja glupia nie widzialam tego
      wczesnie, jak zaszlam w ciaze zosatwil mnie i mamusia powiedziala
      nieplanowane..teraz wspolnie zajmują się trojgiem dzieci na widzeniach w weekendy.
      owszem kobiety są ale np w ciagu tygodnia gdy jest sam a mama u siebie albo
      przygoda bo każda jest zła.
      Dodatm tylko ze mamusia była oczywiscie samotną mamą i nie ma innych dzieci i
      wiecie co myślę ze ona ma sadystyczną radośc ze inne mają zle ze ona ma synusia
      na telefon a matki jego dzieci niech spadają...



      • bea53 Re: Uwagi ogólne o kobietach w układach rodzinnyc 20.02.08, 11:06
        Zle napisalm a nie chcialabym zeby wyniklo z mojej wypowiedzi ze bylam zwiazana
        z zonatym facetem, jak poznalam ojca swego dziecka byl po rozwodzie juz,
        opowiadam tylko historie ktora znam od niego jak bylo z zona byłą.
      • your_and o poświecaniu 20.02.08, 11:11
        > Dodatm tylko ze mamusia była oczywiscie samotną mamą i nie ma
        innych dzieci i
        > wiecie co myślę ze ona ma sadystyczną radośc ze inne mają zle ze
        ona ma synusia
        > na telefon a matki jego dzieci niech spadają...

        Miód na serce matki że syn nie okazał sie niewdziecznikiem i
        przejrzał kto sie dla niego naprawdę "poświęcał"...

        > Ja sama mam dziecko ze zwiazku z mamisynkiem jedynakiem bo jako
        pochodząca z
        > rodziny wielodzietnej zawsze przyciagalam jedynaków albo narcyzi
        mnei pociągali

        Mamisynkowie są wrażliwsi, uczuciowsi, badziej rozumieją sie z
        kobietami, potrafią uzewnętrzniać uczucia.



        • aniazavonlea Re: o poświecaniu 20.02.08, 12:38
          No coż moze i mamusia sie poswiecala ale ona nie ma swiadomosci jak wiele zla
          robi, wszak matka jest uswiecona w naszej kulturze a matka syna-man czlowiek
          nie? ho ho!
          Do tego zaprzeczam ze mamisynkowie sa wrazlwsi, maminynkowie maja najczesciej
          zaburzenia narcystyczne, nigdy nei wyrosli z fazy dziecinstwa kiedy wszystko sie
          na nich skupiało..czemu mialoby byc inaczej w zwiazku z kobietą?? oni nigdy sie
          na niej nie skupią, na sobie tak! a to ze na poczatku wydaje sie ze są bardziej
          wrazliwsi to
          inasza inszosc wszak nauczyli sie sluchac(udawac sluchania) matek i pozniej
          jednak uciekac po trosze od tego i robic po swojemu..tak zeby siwat krecil sie
          wokół nich a decyzje ktoś podejmie nie?
          a o odpowiedzialnosci nie mozna marzyc mama zalatwi mama odpowiada
          • annb Re: o poświecaniu 20.02.08, 14:11
            ale dlaczego mająwyrastac?przeciez tego mamma od nich nie wymaga
            niedojrzala kobieta nie wychowa dojrzalego faceta
            • your_and Re: o poświecaniu 20.02.08, 21:59
              annb napisała:
              >Jesli pełnoletni mężczyzna potrafi dostosować do wymagań na
              >studiach, w pracy, wykonywać polecenia szefa, współpracować z
              >kolegami przy przygotowywaniu czegokolwiek to potrafi również pojąć
              >istotę prac domowych. Bez wstępnej obróbki u mamuni w domu. Jesli
              >nie potrafi to jest debilem = odstrzał. Jeśli potrafi a leje na to =
              >odstrzał. - triss_merigold6

              Cóż to za okropnie szowinistyczna wizytówka?
              Czy ona ma być mądra?
              Dlaczego facet miałby się "dostosować" do oczekiwań kobiety jak szefa czy pracy
              w zakresie prac domowych?
              Czy związek to nie czasem kompromis i uwzględnienie oczekiwań obydwu stron?
              Może komuś potrzebny jest parobek a nie mąż?
              Związany feudalną przysięga na wierność, poddaństwo i posłuszeństwo?
              Jeżeli kobieta ma oczekiwania w tej dziedzinie znacznie większe to musi
              zaproponować i drogo sprzedać ustępstwa w dziedzinie na której zależy
              partnerowi. I tyle. A nie oczekiwać "podporządkowania się"

              Wbrew pozorom te które mają podporządkowanych pantoflarzy ani nie są szczęśliwe
              ani ich szanują.
              • annb Re: o poświecaniu 21.02.08, 08:51
                jakis problem?
                chcesz o tym porozmawiac?
              • chicarica Re: o poświecaniu 21.02.08, 09:56
                Chyba nie rozumiesz posta.
                Nie szkodzi. Pewnie nie pierwszy i nie ostatni raz.
              • brak.polskich.liter Re: o poświecaniu 21.02.08, 11:32
                Widze, ze poczucie misji kasuje rozne rzeczy. Takie, jak dystans i poczucie
                humoru, chociazby.
              • triss_merigold6 To mój tekst 21.02.08, 13:54
                Postaram się przystępnie go objaśnić: partner, partner jest
                potrzebny a nie truteń do obsługi. Chyba, że zarabia na tyle dobrze,
                że może zrekompensować koszta tej obsługi.
                • ledzeppelin3 Re: To mój tekst 21.02.08, 14:27
                  Problem lezy w niedojrzałości. Kiedy młody mężczyzna wiąże się z
                  kobietą, a więc w jakimś sensie "wprowadza" ją do swojej rodziny,
                  powinien od razu określić jej miejsce w tejże rodzinie. Oczywiście
                  młodzi mają za zadanie stworzyć własną rodzinę, ale najpierw rola
                  młodej kobiety w starej rodzinie męża musi być jasno określona. Ilu
                  Waszych partnerów przedstawiając Was
                  rodzicom/dziadkom/wujkom/ciotkom powiedziało "Kochani, to jest
                  Wandzia/Henia/Marlena. Jest dla mnie najważniejsza na świecie.
                  Proszę, żebyście ją szanowali. Jesli zobaczę jakiekolwiek złe
                  spojrzenie w jej stronę, albo usłyszę z waszych ust coś przykrego na
                  jej temat, to chociaz kocham Was bardzo i zrobiłbym dla Was
                  wszystko, to łby pourywam. I nie będziecie widywac ani mnie, ani
                  jej, ani naszych dzieci.". Kropka. Zasady są ustalone i należy ich
                  się trzymać. Ale dla biednych misiów to nie partnerka jest
                  najwazniejszą osią, wokół której będzie budował nowy porządek
                  rzeczy. Biedny miś jest nadal małym chłopcem, który ma teraz fajną
                  kolezankę do bzykania i zabawy w dom. A najważniejsi nadal pozostają
                  rodzice.
                  Oczywiście, kobiety tez mają z tym problem ( z określeniem miejsca
                  męża w swojej "rodzinie pochodzenia", jak to się mówi w psychologii).
                  Jeśli młodzi ludzie ustalą zasady wzajemnych relacji i ich
                  przestrzegają, to najoporniejsza mamusia nie ma wyjścia- musi ulec.
                  • your_and Re: To mój tekst 21.02.08, 16:06
                    > Wandzia/Henia/Marlena. Jest dla mnie najważniejsza na świecie.
                    > Proszę, żebyście ją szanowali

                    Ależ kicia właśnie wspiera bardziej powszechne przeświadczenie że
                    najważniejszą osobą zawsze bedzie dziecko. To rodzi oczywiście
                    konieczność sprawiedliwego odwzajemnienienia tego w przyszłości i
                    ujęcia partnerki jako tej mniej ważnej. Innaczej to jawna zdrada!

                    Faktycznie mam tu osobiste doświadczenia. Jestem synem jedynakiem
                    samotnej matki, która sie o mnie bardzo troszczyła. Do dziś pamietam
                    gdy w kruchej chwili postawiłem jasno sprawę że nie bedzie żadnego
                    wypunktowywania omawiania wad mojej żony, kwestionowania sensowności
                    mojego wyboru (pierwsza miłość), szczególnie gdy jej przy takiej
                    rozmowie nie ma. Że od tej chwili bedę natychmiast wychodził w
                    takiej sytuacji i tak robiłem. Zranienie jakie jej wyrządziłem
                    pamiętam i boleśnie odczuwam do dziś, nigdy mi tego nie zapomni. Ale
                    one lubią się dziś po parunastu latach i z czasem weszły w swoisty
                    sojusz i jest ok do dzisiaj.
                    • ledzeppelin3 Re: To mój tekst 21.02.08, 19:11
                      Zranienie jakie jej wyrządziłem
                      > pamiętam i boleśnie odczuwam do dziś, nigdy mi tego nie zapomni.
                      Ty jej wyrządziłeś zranienie?
                      Do dziś Ci tego nie zapomni?
                      Matka stosuje wobec Ciebie szantaż emocjonalny. To zwykła
                      manipulacja, masz się czuć winny a ona zraniona.
                      Typowy polski wzorzec kobiety: Ma ona mianowicie cierpieć. Wtedy
                      jest godna szacunku. Gdy jest męczennicą. Kobieta cierpi-
                      najczęściej przez mężczyznę. Twoja matka czuje się dobrze, cierpiąc-
                      najpierw cierpiała przez ojca, potem przez Ciebie, bo się ośmieliłeś
                      na pierwszym miejscu postawić żonę (czyli postawiłes na normalność).
                      Nie daj się w to wciągać, bo powielisz chory wzorzec.
                      • uli Re: To mój tekst 21.02.08, 22:01
                        Hehe dodajmy, że prawo do cierpienia najpierw przypada matce :) Potem dopiero
                        inni mogą siegnąć do tej wazy i nalać sobie odrobinę na talerz ;)

                        Pozdrawiam,
                        Również Mama
                    • kicia031 Re: To mój tekst 22.02.08, 09:50
                      Ależ kicia właśnie wspiera bardziej powszechne przeświadczenie że
                      > najważniejszą osobą zawsze bedzie dziecko. To rodzi oczywiście
                      > konieczność sprawiedliwego odwzajemnienienia tego w przyszłości i
                      > ujęcia partnerki jako tej mniej ważnej. Innaczej to jawna zdrada!

                      Nie widze takiej koniecznosci. Daje z siebie moim dzieciom bardzo
                      duzo, poniewaz je kocham i poniewaz chce im dawac. Sprawia mi
                      frajde patrzenie, jak dzieki warunkom, ktore im stwarzam wyrastaja
                      na madrych, szczesliwych ludzi. To moja nagroda.

                      I tylko czasami nie moge sie doczekac, kiedy starszy juz dorosnie i
                      wyprowadzi sie do nowego mieszkania, ktore juz na niego czeka,
                      dzieki przezornosci jego mamusi ;-)).
                      • uli Re: To mój tekst 22.02.08, 10:36
                        Wszystko pod kontrolą. Jesteś taka cudowna !! :)
                        To ładnie że pisujesz na forum nieudaczników życiowych żeby oświecic nas swoją
                        glorią :)

                        Ps. Mnie też rodzice poukładali życie. Jednak wybrałam inną drogę :) Czego i
                        Twoim dzieciom życzę.
                        • kicia031 Re: To mój tekst 22.02.08, 10:58
                          I mnie tez rodzice probowali poukladac. I tez wybralam swoja droge.
                          Moje dzieci tez ja wybiora - chce tylko,zeby mieli cos na start,
                          nawet jesli zdecyduja sie to sprzedac i zaczac nowe zycie na Borneo.
                          Przynajmniej beda mieli na podroz.
                    • lady68 Re: to Tobie 25.02.08, 08:19
                      się wydaje że sie lubią. To żona lubi Twoja matkę, natomiast tesciowa będzie zawsze miała zadre w sercu, jakakolwiek skarga bądz mała uwaga na temat Twojej żony.... nie chciałbys sie przekonać jaka by była reakcja Twojej matki - niestety...
                  • uli nieprawda, że tylko jedynacy, i tylko płci męskiej 21.02.08, 21:57
                    Ledzepplin, masz cudownie idealistyczne podejście :)
                    Kiedy wychodzi się z domu, ma się zazwyczaj mokro w majtkach. Chyba że ma się 30
                    na karku to pewnie jest inaczej, nie wiem.
                    W każdym razie chodzi mi o to, że gdy przedstawia się rodzinie swoją partnerkę,
                    to z reguły jest tak, że nie podejrzewa się, że rodzina ma wobec niej
                    jakiekolwiek złe intencje. Jak jest się młodym/młodą to jest się też zazwyczaj
                    nieco naiwnym życiowo. I płaci się frycowe, w pierwszej pracy, no i tak naprawdę
                    we wszystkich nowych relacjach trzeba poszukać swojej roli, określić się.
                    Zazwyczaj tej niechęci rodziny męża nie widać podczas pierwszych spotkań. Ja
                    chodziłam z moim chłopakiem, a teraz męzem 8 lat. Uważałam teściową za świetną
                    kobietę. Nie wierzyłam żonie brata męża że jest przez nią gnębiona :) I
                    faktycznie. U nas wszystko zmieniło się po ślubie. Moc przysięgi małżeńskiej...;)
                    Chciałam jeszcze dodać, ze to czy jest sie jedynakiem czy z dużej rodziny
                    NICZEGO nie determinuje. Jasne, że w jedynaka jak i pierworodne dziecko
                    inwestuje się więcej "energii rodzicielskiej", która bywa bardzo męcząca...To
                    doskonale widać na rodzinie męża. Każde kolejne dziecko jest bardziej
                    poukładane. Pierwszych dwoje ma przerąbane zycie, nie potrafią się uwolnić
                    mentalnie od rodziców, oni ich ciągle mają w głowach. Ale są świtnymi
                    pracownikami, są naprawdę na topie. Niestety tylko zawodowo.
                    Mąż jest najmłodszy i to jest uprzywilejowana pozycja na dobry start w dorosłe
                    zycie.
                    Reszta rodzeństwa jest dalej jednością z mamą. Siostra jest po kilku nieudanych
                    związkach, 2 x zerwane zaręczyny, nikt nie jest wystarczająco dobry. Starszy
                    brat jeszcze gorzej... Od teściowej obrywa mi się też właśnie za to, że śmiałam
                    się pokłócić z jej córunią i jeszcze "przekabaciłam" jej synusia (a mojego męża
                    - siostra opwiadała mu, jaka to ja jestem nic nie warta :). Z założenia muszę
                    być gorsza (a jak na złość mi się układa), bo jestem obca. Inne historie w ten
                    deseń, np spytałam ich kiedys czemu nie lubią swojej szwagierki (teraz już
                    eks-szwagierki). Dwoje dorosłych ludzi (rodzeństwo męża) powiedziało: Bo mama
                    jej nie lubi. I wiecie co? Oni jej to powiedzieli w twarz. A potem mąż ją
                    porzucił. Teraz liczą na to, że pora na mnie ;) Nie wiem czy wierzą, że cofnie
                    się czas i znowu będą razem, jedyny prawdziwy dom w ich zyciu...Straszne.
                    Ale obserwując te zdarzenia można się tylko utwierdzić, że nie jesteśmy sami, że
                    związki rodzeństwa rozpadały się jak domki z kart w podobnych okolicznościach.
                    Ale żeby tak na starcie podejrzewać o coś takiego rodziców (to a propos tego co
                    pisze Ledzeppelin o okreslaniu granic), i od razu zakreślać wokół siebie "krąg
                    kredą" nawet nam nie przyszło do głowy. Teraz, po 2 latach, zaczynamy to dopiero
                    robić.
                    Chodzi o to, żeby się nie poddawać i nie godzić na to, że dziwactwom rodziców
                    nalezy ulegać, bo np. są starzy, bądź samotni bądź cokolwiek innego.Np. bo są
                    naszymi rodzicami...

                    Pozdrawiam serdecznie
                    • kicia031 Re: nieprawda, że tylko jedynacy, i tylko płci mę 22.02.08, 09:54
                      zakreślać wokół siebie "krąg
                      > kredą" nawet nam nie przyszło do głowy. Teraz, po 2 latach,
                      zaczynamy to dopier
                      > o
                      > robić.
                      > Chodzi o to, żeby się nie poddawać i nie godzić na to, że
                      dziwactwom rodziców
                      > nalezy ulegać, bo np. są starzy, bądź samotni bądź cokolwiek
                      innego.Np. bo są
                      > naszymi rodzicami...

                      Przyznam szczerze, ze nie rozumiem tego. Mam byla i aktualna
                      tesciowa, i zadna nie osmiela sie mi fikac. I nawet jesli irytuja
                      mnie czasami, to mam wlasne zycie i to one musza zabiegac o moje
                      wzgledy, nie odwrotnie.
                      • your_and ciekawe jaką ty bedziesz teściową... 22.02.08, 10:25
                        kicia031 napisała:
                        > Przyznam szczerze, ze nie rozumiem tego. Mam byla i aktualna
                        > tesciowa, i zadna nie osmiela sie mi fikac. I nawet jesli irytuja
                        > mnie czasami, to mam wlasne zycie i to one musza zabiegac o moje
                        > wzgledy, nie odwrotnie.

                        Bo ty bardzo męska kobieta jesteś Kicia. Ukierunkowana a
                        konfrontację i dominującą (przynajmiej w kontekcie tego co pisujesz).
                        Masz szczęście o tyle że trafiasz na osoby które sie ci
                        podporzadkowują a nie podobne tobie zdecywane bardziej na
                        wykrwawiająca wojnę na wyczerpanie niż podporządkowanie się.

                        Aż strach pomyśleć jaką sama bedziesz teściową jak ci serce bedzie
                        krwrawić że twoi synkowie wpadły w łapy bezwzwglednych kobiet które
                        zamiast otworzyć im serce jak mama zmuszają ich do podporządkowania
                        sie swiom potrzebom i wizji świata...
                        • kicia031 Re: ciekawe jaką ty bedziesz teściową... 22.02.08, 10:55
                          A widzisz, wcale nie trafiam na osoby, ktore mi sie podporzadkowuja.
                          Wrecz przciwnie, wysoko cenia osoby z wlasnym zdaniem i wiedzace
                          czego chca, zwlaszcza jesli umieja to wcielic w zycia. Ale tak,
                          jestem niezalezna, psychicznie, emocjonalnie i finasowo i dzieki
                          temu nie musze sie przejmowac niczyimi fanaberiami.

                          A jaka bede tesciowa? Czas pokaze. Na pewno nie bede sie wtracac w
                          zycie mlodych - no moze troszeczke, zeby swoich synkow nieco
                          ustawiac do pionu ;-))
                          • your_and Re: ciekawe jaką ty bedziesz teściową... 22.02.08, 11:05
                            > A jaka bede tesciowa? Czas pokaze. Na pewno nie bede sie wtracac w
                            > zycie mlodych - no moze troszeczke, zeby swoich synkow nieco
                            > ustawiac do pionu ;-))

                            Wszystkim teściowym sie tak wydaje...
                            Ba, gdyby syn tylko trafił na taką która go doceni zamiast
                            wykorzystywać. Ale tak sie nie zdarza! A nigdy nie pozostają
                            obojętne, potem walczą i miotają się jak lwice gdy wredna synowa
                            krzywdzi ich zaślepione nie rozumiejące swego marnego położenia
                            lwiątka :)
                            • triss_merigold6 Re: ciekawe jaką ty bedziesz teściową... 22.02.08, 11:54
                              Opisujesz swoją matkę? Wyobraź sobie, że są również inne wzorce. IMO
                              satysfakcjonujący (podkreślam SATYSFAKCJONUJĄCY) związek z mężczyzną
                              chroni kobietę przed czynieniem z dzieci zastępczych partnerów.
                              Najkrócej mówiąc, kobieta, która jest kochana, zadbana emocjonalnie,
                              doceniana i szanowana nie będzie obsesyjnie koncentrowała się na
                              prywatnym życiu dorosłych dzieci.
                              • your_and Re: ciekawe jaką ty bedziesz teściową... 22.02.08, 12:26
                                triss_merigold6 napisała:
                                > Opisujesz swoją matkę? Wyobraź sobie, że są również inne wzorce. O
                                > satysfakcjonujący (podkreślam SATYSFAKCJONUJĄCY) związekzmężczyzną
                                > chroni kobietę przed czynieniem z dzieci zastępczych partnerów.

                                Odpuśmy temat mojej matki proszę.

                                Ta prosta zależność od partnera mężczyny nie uwzlednia zranień i
                                dysfunkcji wzorca związku wyniesionego z własnej rodziny, zarówno
                                przez kobietę jak i przez mężczynę. Ale zwłaszcza przez kobietę, bo
                                to właśnie brak lub złe relacje z własnym ojcem przekładają się na
                                późniejsze subiektywne odczuwanie satysfacji w relacji uczuciowej z
                                partnerem, a nie tylko obiektywne wady jego charakteru.
                                A na psychoterapię żeby to naprawiać, albo przetrawienie samemu
                                tematu samouleczenie stać niewiele osób.
                                • triss_merigold6 Re: ciekawe jaką ty bedziesz teściową... 22.02.08, 13:45
                                  Czyli błędne koło i nic się nie da zrobic, można usiąść i płakać.
                                  Facet, zrozum - NIKT Ci nie każe być w związku. Nikt. Można być
                                  poligamicznym singlem dokąd wydolności i kasy wystarczy.

                                  Skoro panowie gdzieś od czasów powstania listopadowego opuszczali
                                  rodziny, bo wzywała ich SPRAWA to z automatu ktoś musiał zajmować
                                  się dziećmi, obejściem i zarabiać na życie. Współczesnych mężczyzn
                                  nic nie wzywa więc mogą się skupić na budowaniu relacji partnerskich
                                  z kobietami i ojcowskich z własnymi dziećmi.
                                  • your_and Na koniec, o przekonaniu "dziecko najważniejsze" 23.02.08, 10:04
                                    triss_merigold6 napisała:
                                    > Czyli błędne koło i nic się nie da zrobic, można usiąść i płakać.
                                    > Facet, zrozum

                                    Triss, niepotrzebnie sie na mnie napuszczasz. Przyczepiłem sie do twojej
                                    sentencji o tym ze jak facet nie potrafi się dostosować do baby to wypad,
                                    dlatego że większość twoich wpisów jest dla mnie naprawdę interesująca i
                                    ciekawa, a ta pachnie szowinizmem i dlatego pewnie się tak podoba. Relacja
                                    partnerska o której wspominasz polega na obopólnych wykorzenianiach i obopólnym
                                    dostosowywaniu się.

                                    W temacie zaś głównym, to sama nie raz zwrasz uwagę na teściowe co oczekują
                                    wsparcia od dzieci zamiast od partnera i konsekwencje wiązania sie z
                                    nieodeompowionymi osobnikami.

                                    Ja tylko o tym że takie zjawiska nie zdarzją sie po prostu ale w pewnej mierze
                                    są konsekwencjami wyborów i nastawienia. Często kolejność jest inna, że to nie
                                    mężczyźni odchodzą i kobiecie rodzicielstwo musi wypełnić życie, tylko najpierw
                                    rodzicielstwo wypełnia im życie nie ma w nich miejsca dla dla partnera może jest
                                    ale w postaci sponsora pomocnika i piątego koła u wozu. Jak sama piszesz bilans
                                    wypada dla faceta szybko ujemnie bo z rodzicielstwa nie potrafi czerpać
                                    satysfakcji jak kobieta, kobieta skupiona na macierzyństwie ma seks za fanaberie
                                    - wypad.

                                    Oczywiście idealnie byłoby wszystko pogodzić silę i dominację z wyrozumiałością,
                                    zaangażowanie w rodzicielstwo z zaangażowaniem w związkiem, poświęcanie z
                                    bezinteresownością, ale w realnym życiu rzadko to się udaje i ma miejsce.

                                    Najczęściej zaczyna się od "dziecko jest dla mnie najważniejsze" a partner to
                                    obcy człowiek w końcu, poprzez etap opuszczonej matki polki zamieniającą sie w
                                    toksyczną teściową oczekującą na lojalność i wsparcie syna bo nikogo innego nie
                                    ma. To przeświadczenie i oparte na nim wybory rodzą konsekwencje, intuicyjnie o
                                    tym wie na przykład Kici i zwracanie na to uwagę ja tak irytuje.

                                    W zasadzie żeby nie było toksycznych teściowych i opuszczonych (fizycznie czy
                                    emocjonalnie) matek polek trzeba jak piszesz skupić sie na relacjach
                                    partnerskich i satysfakcji w zwiazku, żeby wsparcia nie oczekiwać od dzieci
                                    które maja prawo do własnego życia.
                                    To zaś moim zdaniem najlepiej ujmuje Hellinger:

                                    Dla związku ważne jest, że ma pierwszeństwo przed byciem rodzicami, bowiem bycie
                                    rodzicami jest kontynuacją związku. Jeśli jakaś para ma trudności i prosi mnie o
                                    radę, wtedy często pytam: "Co ma dla was pierwszeństwo: bycie rodzicami, czy
                                    bycie parą?". Albowiem jeśli para ma dzieci, często bycie rodzicami zabiera całą
                                    energię i dla pary niewiele wówczas pozostaje. Miłość rodziców do dzieci karmi
                                    się miłością pary, jest jej kontynuacją. Jeśli więc relacja pary znów może zająć
                                    pierwsze miejsce, wtedy udaje się też lepiej bycie rodzicami.
                        • triss_merigold6 Ciekawe 22.02.08, 11:28
                          Mam identyczne podejście w wielu kwestiach jak Kicia i jedyny
                          poważny spór jaki miałam z teściową dotyczący promocji światopoglądu
                          religijnego rozwiązałam ostatecznie konfrontacyjnie. Polubownie się
                          nie dało, konfrontacja z szantażem była bardzo skuteczna i dziś
                          kontakt z teściową mam pozytywny a niekiedy serdeczny mimo, że
                          odeszłam od jej syna.
                          Dla mnie życie jest proste - z rodziną męża/partnera nie muszę się
                          przyjaźnić. Możemy zachowywać uprzejmy dystans i ograniczyc się do
                          miło formalnych kontaktów. Jestem pełnoletnia, niezależna i jeśli
                          ktoś mnie nie lubi albo nie podobają mu się moje wybory życiowe ma
                          to zachować dla siebie.
                          • your_and Re: Ciekawe 22.02.08, 11:40
                            triss_merigold6 napisała:
                            > kontakt z teściową mam pozytywny a niekiedy serdeczny mimo, że
                            > odeszłam od jej syna.

                            Osoby dominujace szanują inne silne nawet w konfrontacji,
                            słabeuszami zaś gardzą.

                            > Dla mnie życie jest proste - z rodziną męża/partnera nie muszę się
                            > przyjaźnić. (...) Jestem pełnoletnia, niezależna i jeśli
                            > ktoś mnie nie lubi albo nie podobają mu się moje wybory życiowe ma
                            > to zachować dla siebie.

                            Taka dewiza w połaczeniu z przekonaniem że biologiczne dziecko jest
                            dla matki zawsze ważniejsze niż obcy w końcu partner (sprawiedliwość
                            wymaga wzajemności) prognozuje katastrofę związku.
                            • triss_merigold6 Re: Ciekawe 22.02.08, 11:51
                              Słuchaj, tak serio to uważam swoją teściową za mądrą i uczciwą
                              kobietę dość ciężko doświadczoną przez życie, niemniej na nawracanie
                              pozwolić nie mogłam. Ja ją uważam za dobrą babcię, ona mnie za dobrą
                              matkę i w tych kwestiach dogadujemy się bezproblemowo.

                              Hm... a gdzie to wyczytałeś? Biologiczne dziecko ma inne potrzeby
                              niż dorosły człowiek. Najkrócej mówiąc potrzeby bytowe niemowlęcia
                              zwłaszcza mają pierwszeństwo co nie oznacza, że relacje pary powinny
                              być zaniedbane. Rodzinie faceta czy mojej nic do tego. Mogę głeboko
                              zaangazować się w relację uczuciową z mężczyzną ale jego rodzina
                              jest mi obojętna, znaczy ma się nie wtrącać.
                              Wyciągasz przedziwne wnioski.
                              • your_and relacja kontra relacja 22.02.08, 12:14
                                triss_merigold6 napisała:
                                > Najkrócej mówiąc potrzeby bytowe niemowlęcia
                                > zwłaszcza mają pierwszeństwo co nie oznacza, że relacje parpowinny
                                > być zaniedbane.

                                Niemowlęcia bezdyskusyjnie. Jednakże nawet gdy relacje pary są
                                całkowicie zaniedbane znacznie znacznie dłużej kobiety czują się
                                całkowicie usprawiedliwione "bo to mężczyna nie dorósł". Przykładów
                                z tego forum nieche sypać żeby niepotrzebnie kogoś nie ranić.

                                Wymóg lojalność meża w relacji z żoną nad teściową wymaga logicznie
                                tym samym przedłożenia relacji partnerskiej nad rodzicielską u
                                siebie. Innaczej to przecież czysta hipokryzja!

                                Oczywiście zgadzam się że biologicznie dziecko niezaleznie od wieku
                                bedzie bardziej bliskie matce niż "obcy partner". Ale podobnie
                                biologicznie mężczyna nie jest przystosowany do monogamii. Ale chcąc
                                budować zwiazek z jedno i drugie trzeba mu podporządkować. Tyle.
                                • brak.polskich.liter Coraz zdziwniej i zdziwniej... 22.02.08, 12:56
                                  your_and napisał:

                                  > Wymóg lojalność meża w relacji z żoną nad teściową wymaga logicznie
                                  > tym samym przedłożenia relacji partnerskiej nad rodzicielską u
                                  > siebie. Innaczej to przecież czysta hipokryzja!

                                  Pudlo. Slowo klucz - role spoleczne. Koncepcja rol spolecznych w zyciu.
                                  Rozumiem, ze wedlug Ciebie spelnianie sie w jednej roli z automatu wyklucza
                                  rownlolegle spelnianie sie w innej. Coz, swietny argument dla nieobecnych ojcow,
                                  porzucajacych swoje dzieci, albo pracodawcow, ktorzy nie chca zatrudniac
                                  kobiet-matek.
                                  Z ciekawosci - dlaczego zakladasz, ze poszczegolnych role (rodzica, partnera,
                                  pracownika, etc) musza wchodzic ze soba w konflikty? IMO guzik, nie musza. Nie
                                  beda wchodzic, o ile dana osoba bedzie oddzielac jedna role od drugiej. Matka to
                                  matka, (a nie zastepcza zona), dziecko to dziecko, a nie partner dla matki, szef
                                  to nie zastepczy ojciec, a tesciowa to matka meza, a nie jego kochanka-rywalka.
                                  Proste.

                                  > Oczywiście zgadzam się że biologicznie dziecko niezaleznie od wieku
                                  > bedzie bardziej bliskie matce niż "obcy partner". Ale podobnie
                                  > biologicznie mężczyna nie jest przystosowany do monogamii.

                                  Jaaaasssne. Panowie sa poligamiczni, a panie monogamiczne. Z natury swojej,
                                  rzecz jasna :P
                                  To ja nie mam wiecej pytan.
                                  • your_and Re: Coraz zdziwniej i zdziwniej... 22.02.08, 13:32
                                    brak.polskich.liter napisała:
                                    > Z ciekawosci - dlaczego zakladasz, ze poszczegolnych role
                                    (rodzica, partnera,
                                    > pracownika, etc) musza wchodzic ze soba w konflikty? IMO guzik,
                                    nie musza. Nie
                                    > beda wchodzic, o ile dana osoba bedzie oddzielac jedna role od
                                    drugiej.

                                    Nie zakładam wcale, obserwuję i odnosze się co zwycięża za jak owe
                                    role wchodzą jednak w konflikt.

                                    > Jaaaasssne. Panowie sa poligamiczni, a panie monogamiczne. Z
                                    natury swojej,

                                    Pisząc jednym zdaniem trudno nie uprościć. Nie mam złudzeń co do
                                    kobiecej natury, to ten sam gatunek :)
                      • uli Re: nieprawda, że tylko jedynacy, i tylko płci mę 22.02.08, 10:26
                        Gratuluję udanych teściowych.
                        • kicia031 Re: nieprawda, że tylko jedynacy, i tylko płci mę 22.02.08, 10:56
                          Nie sa wcale udane - wydaje mi sie sie, ze nie odbiegaja od
                          przecietnej. Po prostu ja sie nimi nie przejmuje.
                          • uli Re: nieprawda, że tylko jedynacy, i tylko płci mę 22.02.08, 16:26
                            No widzisz, ja się tego dopiero muszę nauczyc.
                • your_and Re: To mój tekst 21.02.08, 15:33
                  triss_merigold6 napisała:
                  > Postaram się przystępnie go objaśnić: partner, partner jest
                  > potrzebny a nie truteń do obsługi.

                  Ależ ja rozumieć, rozumieć...
                  Dlatego właśnie zwróciłęm uwagę że to Ty jesteś podpisana.
                  Ja też o partnerstwie. Tylko wyłuszczam problem rozczeniowego
                  podejścia do niezamawianego zawyżania standartu świadczonej usługi.
                  Odsyłam do Anne Moir, męzczyźni ma ją wrodzone mniejsze potrzeby i
                  oczekiwania w wyżej wymienionej dziedzinie.
                  • uli Re: To mój tekst 21.02.08, 22:08
                    To ciekawe z tymi potrzebami. Czemu kobiety oczekują, że mężczyzna im wszystko
                    zrekompensuje? Tak jest chyba tylko w bajkach.
                    Z drugiej strony jest zatrważająco mało małżeństw które zajmują się domem po
                    połowie. NAwet w Szwecji.
                    Najlepiej by było kasować swoje oczekiwania na samym początku małżeństwa :) I
                    wszystko zbudować od początku. Tylko że do tego trzeba specjalnej aparatury.
                    • uli Re: To mój tekst 21.02.08, 22:09
                      z tym zajmowaniem się domem chodziło mi o to, że to głównie kobiety sprzątają,
                      gotują itd. Nawet w Szwecji ;)
                    • triss_merigold6 Nie zrozumialaś chyba 22.02.08, 11:21
                      Dla mnie w związku istotny jest bilans zysków i strat. Mogę z
                      satysfakcją pracować, zajmować się dzieckiem i ogarniać 90%
                      codziennych obowiązków domowych dopóki uważam, że w danym układzie
                      nie jestem wykorzystywana czyli: dopóki mężczyzna daje mi swoje
                      zainteresowanie, czas wolny, dobry seks, współutrzymuje dom i mam w
                      nim psychiczne oparcie. Proste. Jesli facet ma szczególne życzenia
                      dotyczące jadłospisu czy jakości porządku w domu to albo ma na nie
                      zarobić i wynająć panią do pomocy albo realizować je we własnym
                      zakresie. Też proste.
                      Nałogi, balowanie z kumplami, poświęcanie CAŁEGO wolnego czasu na
                      własną rozrywkę uważam za olewanie mojej osoby, brak szacunku i brak
                      uczuć ergo - nalezy się wylogować z układu.
                      • your_and Re: Nie zrozumialaś chyba 22.02.08, 12:47
                        Chcesz szacunku i słusznie.
                        Macie tu niezły babiniec i wspieracie się nieźle w roszczeniach,
                        oczekiwaniach i babskim spojrzeniu.
                        Ja tylko chciałem zwrócić uwagę że mężczyzna nie jest niedoskonała
                        wersją kobiety (płodowo podobnież tak jest) która musi "dorosnąć"
                        i "podporządkować się" jak w pracy szkole itd kobiecie jak piszesz,
                        tylko ma z reguły zupełnie inne oczekiwania potrzeby i punkt
                        widzenia. I jeśli sie czegoś od niego potrzebuje to trzeba to wziąć
                        to pod uwagę i uszanować.
                        • brak.polskich.liter Do jasnej Anielki 22.02.08, 13:04
                          Facet, zrozum w koncu, ze KAZDY czlowiek musi dorosnac, bez wzgledu na to, czy
                          ma miedzy nogami cipke, czy ptaka.

                          Nikt chyba nie sugeruje, ze mezczyzna jest niedoskonala wersja kobiety.
                          Przeciwnie, w wielu postach poruszona zostala kwestia jego
                          wspolodpowiedzialnosci za relacje partnerska i za rodzicielstwo. ROWNE prawa.
                          Symetryczny uklad. Podzial rol i obowiazkow. Wlasnie PODZIAL - a nie przypisanie
                          niemalze 100% odpowiedzialnosci za rodzine kobietom, zas sprowadzenie mezczyzn
                          do skrzyzowania bankomatu, banku spermy i kukielki z teatru "Guliwer".

                          A z punktem widzenia jest jak z tylkiem - kazdy ma wlasny.
                          • triss_merigold6 Re: Do jasnej Anielki 22.02.08, 13:06
                            I za miłą atmosferę.D Za miłą atmosferę odpowiedzialni są oboje, tak
                            chciałam zauważyć.
                            • brak.polskich.liter Re: Do jasnej Anielki 22.02.08, 13:17
                              triss_merigold6 napisała:

                              > I za miłą atmosferę.D Za miłą atmosferę odpowiedzialni są oboje, tak
                              > chciałam zauważyć.

                              Otoz to. W ogole za ksztalt relacji - tu bym wpisala atmosfere, granice zwiazku,
                              obowiazki, przyjemnosci, sytuacje ekonomicza i tysiac innych rzeczy.

                              To znaczy, jesli ktos preferuje model - pani-centrum rodzinnego ula i
                              pan-przystawka, to kul. Ale niech sie nie skarzy, bo ma to, co wybral. Biernosc
                              w jakiejs kwestii tez jest wyborem.
                        • triss_merigold6 Jeszcze raz 22.02.08, 13:05
                          Dla mnie życie jest proste. Facet nie musi ze mną być. Są dziesiątki
                          tysięcy innych kobiet z innymi oczekiwaniami i innym podejściem.
                          Jesli tworzymy parę to uwzględniamy swoje potrzeby wzajemnie. Słowo
                          klucz WZAJEMNIE. Dopóki się nie wykluczają całkowicie, bo ktoś
                          preferuje inny lifestyle. Wbrew pozorom można znaleźć wspólny punkt
                          widzenia.
                          Jesli pan oczekuje miłej atomosfery w domu to nie może syfić
                          nieprzytomnie i czekać aż sprzątnę albo spędzać noc przy kompie.
                          Jeśli chce dwudaniowy obiad to w czasie przygotowywania tegoż ma się
                          zająć dzieckiem. Jesli chce mieć zadbaną i wypoczętą kobietą to musi
                          uwzględnić kasę na jej wydatki, bo image kosztuje.
                          Ja rozumiem potrzebę samotności, izolacji, towarzystwa etc. Kul,
                          sama tak mam ale mam również potrzebę wspólnego spędzania czasu.
                          Chociażby na rozmowie, wspólnych wyjściach etc. Jeśli facet nie ma
                          ochoty spędzać ze mną czasu to sorry ale nie muszę z nim być.
                          • bea53 Re: Jeszcze raz 22.02.08, 13:19
                            Wiesz piszesz z pozycji kobiety która wybiera, ok zazdroszczę ale
                            nie zawsze tak jest w Wawce gdzie na 3 kobiety wg statystyk przypada 1 facet.
                            Wygląda to tak ze kobiety wyrywają sobie panów z rąk, skoro nawet zony i dzieci
                            im nie przeszkadzają nie?
                            Wtedy to faceci określaja warunki! Zawsze znajdą taką która ich obsluzy albo
                            tego oczekują, popyt podąz nieprawdaż? mam duze wymagania a nie jestes Dodą to
                            baj baj..
                            • triss_merigold6 Re: Jeszcze raz 22.02.08, 13:41
                              Statystyka, statystyka...
                              Według rynkowych kryteriów jestem stara, obciążona dzieckiem z
                              małżeństwa, mieszkam w stolycy i nie jestem Dodą. Niemniej wybieram.
                              Kwestia podejścia.;)
                            • ledzeppelin3 Re: Jeszcze raz 22.02.08, 14:44
                              > Wygląda to tak ze kobiety wyrywają sobie panów z rąk, skoro nawet
                              zony i dzieci
                              > im nie przeszkadzają nie?
                              Zawsze znajdą taką która ich obsluzy albo
                              > tego oczekują, popyt podąz nieprawdaż?
                              Taki facet, który idzie od dzieci tam, gdzie mu lepiej podają, to
                              zwykły sk..wiel, a co to za frajda żyć ze skur..lem?
                              • your_and Re: Jeszcze raz 22.02.08, 15:13
                                ledzeppelin3 napisała:
                                > Taki facet, który idzie od dzieci tam, gdzie mu lepiej podają, to
                                > zwykły sk..wiel, a co to za frajda żyć ze skur..lem?

                                No jak to? Nie czytałaś dewizy triss? No początku wątku? Kogoś
                                jednak trzeba wkręcić w "isttę prac domowych albo przynajmniej
                                zarabianie na owe prace.
                                I z reguły chodzi nie o to jak mu podają i sprzątają ale jak chętnie
                                dupy dają.
                            • kawka74 Re: Jeszcze raz 22.02.08, 15:10
                              Ależ dlaczego ja mam być z osobnikiem, któremu do szczęścia potrzebne są cycki,
                              dupa, pełna obsługa i pełna micha, a który łaskawie obdarzy mnie kilkoma
                              głaskami, jeśli mu przyjdzie chęć?
                              Strasznie nisko się cenisz, mam wrażenie.
                              • annb dlatego ze mieszkasz w stolycy 22.02.08, 23:20
                                dawniej na wsiach sie mawialo
                                niech pije
                                niech bije
                                byle portki w szafie wisialy
                                nie wiedzialam ze to nadal w stolycy obowiazuje
                                czlowiek to sie cale zycie uczy
                                • ledzeppelin3 Re: dlatego ze mieszkasz w stolycy 23.02.08, 11:15
                                  W stolicy się mawia proszę Ciebie: "I pod bylejakim krzaczkiem, ale
                                  zawsze to zaciszniej"
                      • mkostki Re: Nie zrozumialaś chyba 22.02.08, 16:12
                        Triss, Chapeau bas! Nic dodać nic ująć.
                        Osobiście mogę tylko uczynić przypis względem szczególnych zyczeń:
                        jestem w stanie spełnic (a nawet chętnie spełniam), o ile to co
                        dostaję, mma w zakresie "zainteresowanie, czas wolny, dobry seks,
                        współutrzymuje dom i mam w nim psychiczne oparcie" ma również wymiar
                        ponadstandardowy.
                      • uli Re: Nie zrozumialaś chyba 24.02.08, 18:22
                        Triss to chyba różnica pokoleń.
                        Nie wyobrażam sobie żebym wykonywała 90% prac domowo-wychowawczych. Zajmowanie
                        się domem to przyjemność która ma sens tylko we dwoje...
                        Gdyby mój mąż nie zajmował się wraz ze mna dzieckiem, bo to niemęskie, to bym go
                        zostawiła.

    • kicia031 Dlaczego dziecko jest wazniejsze 23.02.08, 15:53
      Teza, ze dziecko, jest wazniejsze to oczywiscie uproszczenie - dziecko i partner
      pelnia w zyciu czlowieka tak rozne funkcje, ze trudno to w ogole porownywac.
      Koniecznosc wyboru pojawia sie na ogol w sytuacjach tragicznych: przemocy,
      nieszczesc, katastrof. Na codzien rola partnera i dziecka jest na tyle inna, ze
      nawet takich rzeczy nie rozwazamy.
      Natomiast zasadnicza roznica, jak dla mnie decydujaca o moim stosunku do tematu
      jest pojecia odpowiedzialnosci: podjalam decyzje o powolaniu moich dzieci na
      swiat i jednoczesnie przyjelam za nie odpowiedzialnosc. Za jego zdrowie, zycie,
      szczescie, stworzenie optymalnych warunkow do rozwoju i do startu zyciowego.
      Takich zobowiazan nie mam wobec partnera, ktory jest czlowiekiem doroslym, i co
      za tym idzie, ma prawo oczekiwac ode mnie wspacia - ale za swoje zycie i wybory
      samo ponosi odpowiedzialnosc.

      I ddam na koniec, ze ja wiem, ze dla mojego partnera dzieci sa tez waniejsze niz
      ja. Nie jest to dla mnie zadna trauma, wrecz przeciwnie, takiego mezczyzny
      szukalam i takiego sobie wybralam, i za to go szanuje. Co oczywiscie nie znaczy,
      ze nie jestem wazna. Jeslem dla niego najwazniejsza kobieta na swiecie. Ale nie
      najwazniejsza osoba. I lepiej sie czuje bez takiej presji.
      • your_and Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 23.02.08, 20:36
        kicia031 napisała:
        > Teza, ze dziecko, jest wazniejsze to oczywiscie uproszczenie - dziecko i partne
        > pelnia w zyciu czlowieka tak rozne funkcje, ze trudno to w ogole porownywac.
        > Koniecznosc wyboru pojawia sie na ogol w sytuacjach tragicznych: przemocy,
        > nieszczesc, katastrof. Na codzien rola partnera i dziecka jest na tyle inna, z

        Ależ Kiciu, toż to nie chodzi o katastrofy ale o przełożenie sie na codzienne
        wybory poświęconego czasu, zaangażowania, chęci realizacji pragnień, wspólnego
        przeżywania radości. Poświecenie sie bez reszty rodzicielstwu charakterystyczne
        dla Etosu Matki Polki powoduje że fizycznie brakuje na to czasu i ochoty na
        zaangażowanie w związek i często partner (jeśli nawet się poczuwa) też zaczyna
        poszukiwać tego zaangażowania gdzie indziej i rozpad gotowy. Bo co to znaczy
        odczuwać że jest sie kochanym? Mieć wrażenie że jest sie dla kogoś
        najważniejszym na świecie...
        Oczywiście idealnie jest pogodzić jedno z drugim, ale realnie najczęściej jedno
        przy drugim przegrywa. Dlatego to niebezpieczna teza.

        Oczywiście już pisałaś że prawdziwy mężczyzna jest odpowiedzialny i nie jest
        zazdrosny o dzieci. Jasne, prawdziwy mężczyzna w ogóle nie uzewnętrznia, uczuć
        nie płacze, najwyżej po męsku odchodzi do innej jak mu się bilans przestanie
        zgadzać. I to wcale nie dla tego kobieta zostaje z potomstwem że jest bardziej
        odpowiedzialna tylko że ma inistykt macierzyński którego facet nie ma i dzieje
        sie tak w całym świecie ssaków.
        • kicia031 Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 23.02.08, 21:20
          Hmm, moj mezczyna ma instynk ojcowski / rodzicielski znacznie silniejszy niz
          niejedna matka.

          Powtorze raz jeszcze: stereotypowy obraz mezczyzny, jaki glosisz:
          rozpieszczonego a niedopieszczonego dziecka, pozbawionego potrzeb natury
          estetycznej, poczucia odpowiedzialnosci i zdolnosci dobrania swojego losu w
          swoje rece, miotanego przez manipulujace nim grozne postaci MATKI i ZONY jest
          tak uwlaczajacy, ze nie moge pojac jak mozna w ogo,le wypisywac takie rzeczy.

          Ja mam o nezczyznach duzo lepsze zdanie niz ty.
      • uli Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 24.02.08, 18:13
        Kicia, jak zakłądałam ten wątek, to nutrowało mnie jedno pytanie: dlaczego
        kobiety które BYŁY świetnymi matkami nie sprawdzają się jako teściowe? Dlaczego
        nie umieją zrezygnować z bycia osobą nr 1 w życiu dziecka? Dlaczego wolą rozbić
        małżeństwo swojego dziecka i mieć je przy sobie nieszczęśliwe, niż się pohamować
        i zejść ze sceny?? Możesz i to powiedzieć jako osoba bogatsza w doświadczenie?
        Wiem że Twoje teściowe takie nie są, ale prócz Twoich teściowych sa tez inne,
        bardziej kontrolujące.
        • your_and równie żałosny obraz kobiet 24.02.08, 22:49
          uli napisała:
          >Dlaczego wolą rozbić
          > małżeństwo swojego dziecka i mieć je przy sobie nieszczęśliwe, niż się pohamowa
          > ć
          > i zejść ze sceny??

          Przepraszam że wchodzę w słowo bo tu w końcu Kicia jest wyrocznią, a ja jedynie
          ośmieszonym przez nią niedorosłym do swojej roli niedopieszczonym chłopcem.
          Ale mechanizm jest przecież tak prosty. Każdy chce być kochany, mieć kogoś dla
          kogo jest najważniejszą osobą i oczekuje lojalności, wdzięczności. Teściowa
          która nie otrzymuje takich relacji od swojego życiowego partnera (bo go nie ma,
          albo jest on wycofany), przenosi mniej lub bardziej nieświadomie te oczekiwania
          na dziecko które jest wtedy dla niej jej najbliższą osobą.
          A związek dziecka postrzega jako zagrożenie, jego partnerkę jako rywalkę (choć
          przecież zdarza sie to i to w stosunku do córek, kiedy toksyczna matka obrzydza
          córce wszystkich kandydatów, te jednak łatwiej sie odpępowiają)

          To równie żałosny obraz kobiet, powinna zauważyć Kicia, jak i wcześniej obraz
          ojców zazdrosnych o dziecko jeśli kobieta przenosi na niego wszystkie uczucia.
          Ale w jakże wielu przypadkach ludzie nie potrafia wyłamać sie z tego schematu
          bezkrytycznie dokonując wyborów zgodnie z mottem "moje dziecko jest najważniejsze"

          A wszystko zaczyna sie przecież od postawienia relacji rodzicielskiej przed
          relacją związku a potem oczekiwaniu zrekompensowania zainwestowanych uczuć
          jakich nie dostało sie od partnera (niekoniecznie ojca dziecka) od dziecka.
          Trzeba umieć zainwestować we własne dorosłe relacje by pozwolić bez bólu
          samotności i traumy niewdzięczności na dorosłe życie własnym dzieciom .
          • uli Re: równie żałosny obraz kobiet 25.02.08, 10:51
            Dzięki Your_end. Zgadzam się z Tobą i dla mnie to est oczywiste.
            Nie jesteś żałosny. Nie uważam, że wszyscy powinni byc dominujący, dziarscy i
            przekonani o tym, że ich wybory życiowe są najlepsze, a inni są żałośni jeśli
            mają jakieś rozterki. Uważam za to, że dobrze jest próbowac choby pomału
            wychodzic na prostą, naprawiac popełnione błędy. Uważam, że to forum jest
            świetne pod tym względem, bo właściwie każda odpowiedź w tym wątku ma trochę
            racji i zawiera dystans na który czasem trudno się zdobyc. Ja np uświadomiłam
            sobie, że wcale nie muszę się z teściową spotykac. I właśnie zaprzestałam. To
            zupełnie nie moja sprawa. Za to sprawa mojego męża. Bo de facto ataki na mnie to
            ataki na jego wybory życiowe.

            Ja tak celowo spytałam Kicię, bo ona na wszystko ma jedenoznaczne odpowiedzi,
            jest najpierw matką, później partnerką - chciałam się dowiedziec jak ona
            postrzega taką relację między kobietami w rodzinie. Widac jasno, że ona jest
            "samicą alfa" w całym układzie, dlatego jej perspektywa jest dla mnie ważna.

            Pozdrawiam,

            Uli
            • kicia031 Re: równie żałosny obraz kobiet 25.02.08, 11:47
              Widac jasno, że ona jest
              > "samicą alfa" w całym układzie, dlatego jej perspektywa jest dla
              mnie ważna.

              No coz, ciekawa ocena, watpie, czy prawdziwa.
              Mysle, ze warto pamietac, ze oprocz samicy alfa w stadzie jest tez
              samiec alfa. Moim zdaniem silna kobieta potrzebuje silnego
              mezczyzny, nawet jesli sie z nim pogryzie czasami. Zreszta, wbrew
              pozorom sila to nie agresja, wrecz przeciwnie. Czlowiek pewny siebie
              nie musi swoich kompleksow latac awanturowaniem sie, uporem i
              stawianiem na swoim. Przynajmniej nie w sprawach niewaznych.
              • uli Re: równie żałosny obraz kobiet 01.03.08, 16:36
                Cześc Kiciu,

                Dzięki za odpowiedź.
                Myślę, że nie masz się czego wstydzić - skoro jesteś silną kobietą, to czemu
                temu zaprzeczać? Czy siła tto coś co nie przystoi kobiecie??
                I myślę, że jako osoba pewna swojej własnej wartości masz szansę być dobrą teściową.

                Pozdrawiam,

                U
                • kicia031 Re: równie żałosny obraz kobiet 02.03.08, 09:55
                  To nie kwestia wstydu - po prostu wracam wlasnie do zdrowia po
                  kolejnym nawrocie depresji i to mnie pozbawilo zludzen co do wlasnej
                  sily...
                  • uli Re: równie żałosny obraz kobiet 04.03.08, 15:47
                    Kiciu - moim zdaniem siła to również umiec zauważyc, że samemu nie da się rady,
                    i umiec poprosic o pomoc. Trzymam za Ciebie kciuki!

                    Pozdrawiam

                    U
        • annb Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 25.02.08, 08:31
          no to chyba ni etakimi swietnymi tymi matkami byly
          bo dzieciak powinien z domu wyniesc obraz zdrowych relacji

          a skoro pani swietna_matka rozbija malzenstwo dzieciaka to znaczy ze
          ona swietną byla tylko w swoich oczach
        • kicia031 Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 25.02.08, 11:43
          Moim zdaniem, pewne rzeczy przychodza z wiekiem. Mlody czlowiek
          czesto jest bardzo wrazluwy na opinie innych ludzi i swoje szczescie
          uzaleznia od postepowania innych.
          Potem - jesli - o ile dorastasz i dojrzewasz, zaczynasz rozumiec, ze
          nie masz wplywu na postepowanie innych ludzi - tylko na swoje
          wlasne. Moim tesciowym daleko do idealu i tez lubie sobie na nie
          ponarzekac. Ale nie zmienie ich - moge tylko zmienic swoje reakcje
          na ich postepowanie i nie pozwolic, by mnie unieszczesliwialy. No i
          jeszcze jedno - warto wiedziec, co jest dla nas rzeczywiscie wazne,
          a co jest nieistotna pie.. - bo w sprawie pie..warto ustapic i
          nie toczyc o nie bojow - wtedy zachowujesz energie na sprawy
          naprawde wazne.

          Nie twierdze, ze zawsze mi sie to udaje, ale staram sie do tego
          dazyc.

          Dlatego mysle, ze nie bede taka zla tesciowa - bo chociaz dzieci sa
          dla mnie najwazniejsze, to nie stanowia calej tresci mojego zycia.
          nawet jesli nie beda mnie doceniac - to coz, trudno. Dla mnie
          nagroda bedzie to, ze beda umialy ulozyc swoje zycia tak, by bylo im
          w nim dobrze i by nie krzywdzily innych. Tyle.
          • ledzeppelin3 Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 29.02.08, 17:14
            >dlaczego
            >kobiety które BYŁY świetnymi matkami nie sprawdzają się jako
            >teściowe? Dlaczego
            >nie umieją zrezygnować z bycia osobą nr 1 w życiu dziecka? Dlaczego
            wolą rozbić
            >małżeństwo swojego dziecka i mieć je przy sobie nieszczęśliwe, niż
            >się pohamować
            i zejść ze sceny??

            Pozwolę sobie znów się wtrącić- musze zgodzić się z your-endem. to
            mechanizm błędnego koła. Jesli kobieta nie ma wsparcia w partnerze,
            jeśli jest źle przez niego traktowana, to przelewa miłość na dzieci.
            I oczekuje od nich wzajemności i rewanżu- jesli one chcą
            usamodzialnić się, założyć własną rodzinę z miłością swojego życia-
            partnerem- matki czują się zdradzone. I walczą. Walczą jak o
            zdradzającego partnera, którym dla nich stało się dziecko. Mężczyzna
            musi dawać kobiecie wsparcie i miłość. To jest jego zadanie. Wtedy
            problemu "wrednych teściwoych" nie będzie.
            • uli Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 29.02.08, 21:20
              Macie rację. TO, że jest to błędne koło potwierdza też inna teoria.

              Czytam właśnie książkę Alice Miller "Dramat udanego dziecka". Autorka pisze, że
              rodzice są w stanie być empatyczni dla dziecka tylko w obszarach, których sami
              doswiadczyli jako szczęśliwe we własnym dzieciństwie. Te obszary, które były dla
              nich traumatyczne i zostały wyparte ze świadomości, będą prawdopodobnie
              powtórzeniem tej traumy, tzn rodzice nie bedą w stanie nabyć dystansu do
              własnych problemów, nie odważą się stawić im czoła i nie potraktują własnego
              dziecka z szacunkiem i z miłością na jaka zasługuje. Powtórzą swój toksyczny
              schemat starając sie ominąć bolesne wspomnienia.
              Dopóki ludzie będą uciekać od własnych wspomnien i zyć iluzją, że mieli
              szcześliwe dzieciństwo i dobrą rodzinę, doputy nigdy skutecznie nie
              przeciwstawią się tej rodzinnej mitomanii. MAtki przestaną "uzywać" swoich
              dzieci kiedy same pogodzą się z tym, że kiedyś same były przedmiotem służącym
              zaspokojeniu czyichś celów. Bo tak naprawde matka bojąca się utraty pozycji
              społecznej czy "sensu życia" którym były dzieci, to matka, która boi się, że nie
              będzie kochana za to kim jest sama w sobie, tylko za tą włąsnie swoją szczególną
              cechę - macierzyńskość. Że prócz roli matki nie ma nic, jest nikim.

              Nota bene ta użytkowa rola kobiety w naszej kulturze to już temat na zupełnie
              inny wątek...

              Pozdrawiam i dziękuję!
              • your_and Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 01.03.08, 10:15
                Nie pamiętam w jakiej książce to czytałem ale żeby to osiągnąc nie powtaranie
                tej "fali" wymaganiem dojrzałej postawy jest to żeby układy relacji uczuciowych
                rodzinne w życiu poziome partner-partnerka były ważniejsze niż pionowe
                rodzic-dziecko.

                W praktyce oznacza to że facet powinien postawić lojalność uczuciom żony na
                pierwszym miejscu przed swoją matką - a ona odpłacić mu tym samym gdy sama już
                ma dziecko.

                A tak się nie dzieje najczęściej, szczególnie u nas w Polsce. Sprowadzanie
                sprawy do "braku wsparcia" kobiety przy dziecku to naiwne uproszczenie,
                wystarczy pofatygować sie poczytać gdziekolwiek o problemie kryzysu pierwszego
                dziecka - który sprowadza sie do dania ojcu dziecka odczuć że przestał z dnia na
                dzień być najważniejszą osobą, a został wykidajłem do wsparcia.
                • uli Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 01.03.08, 16:28
                  Co trzeba zrobić, żeby mężczyzna poczuł się pewny siebie jako ojciec? Bo jeśli
                  jest tak jak mówisz (i na pewno w wielu wielu przypadkach tak własnie jest) to
                  kobieta używa dziecka żeby zaspokoić w sobie własne braki uczuciowe, nasyca się
                  dzieckiem jak wilk owieczką, a ojciec boi się jej przeciwstawić. Albo też nie
                  chce, moze dał sobie wmówić że dzieci to babskie zajęcie...Mężczyzna musi się
                  zdobyć na odwagę, żeby przeciwstawić się matce dziecka, uzmysłowić jej że
                  wykorzystuje dziecko do własnych celów.
                  Żyjemy w naprawdę trudnej kulturze, ale powinnismy przynajmniej próbować wyjść z
                  tych mroków. Tymczasem ciągniemy za soba dalej takie feudalne zaleznosci typu że
                  kobieta jest częścią gospodarstwa mężczyzny, mężczyzna jest od reprezentowania
                  rodziny na zewnątrz, natomiast w domu powinien być obsługiwany i wypoczywać po
                  ciężkim dniu pracy. Tak naprawdę ocknięcie się ojców, że mają zerowe prawo do
                  dziecka to też echo tego myślenia: dom i dzieci to jest nudne, małowartościowe,
                  NIEOPŁACALNE (pieniądze są niezbędne do życia, ale też ułatwiają sprawowanie
                  władzy), niemęskie zajęcie. Odpowiednie tylko dla kur domowych. Kura domowa to
                  jedno z najbardziej pogardliwych określeń kobiety, która zajmuje się rodziną.
                  Jest tak samo użytkowa jak np. prostytutka, tylko że działa w innej sferze. Jest
                  mężczyzna - duzy chłopiec i kobiety-pseudomatki służące do zaspokajania jego
                  potrzeb, jednoczesnie pod pełną kontrolą męzczyzny. Jedyną władzę jaką ma
                  kobieta matka to władza nad dzieckiem. Jeśli to chłopiec, to dobrze, bo jest
                  reprezentantem matki w świecie prawdziwej władzy (stąd nienawiść do synowej,
                  która odbiera tą namiastkę, sen matki o swoim udziale we władzy). Jeśli to
                  dziewczynka, to od samego początku dostaje sygnały, że jest tylko usługową
                  wersją człowieka.

                  Dopóki ludzie sobie nie uświadomią, że są marionetkami tych wzorców, nic się nie
                  zmieni.

                  Świat stereotypowo kobiecy i stereotypowo męski to dwa wzajemnie wykluczające
                  się światy. Do tego gardzące soba wzajemnie. Tymczasem w życiu nie ma 100%
                  kobiet i 100% mężczyzn, na szczescie. Trzeba tylko otworzyć oczy i wpuscic sobie
                  do głowy trochę świeżego powietrza...

                  Pozdrawiam

                  Uli

                  PS. Your_end piszesz, że mężczyzna przestał być najważniejszą osobą po urodzeniu
                  się dziecka- mam nadzieję, że źle to zorozumiałam, ale jEśli nie, to oznacza
                  chyba, że sam uznajesz taką hierarchę, że mężczyzna jest tym królem, na którego
                  powinny być zwrócone w podziwie oczy wszystkich członków rodziny...A kobieta to
                  tylko jego podpora, jego lustro. Które przestało służyć jemu, a zaczęło dziecku.
                  A prawda o dziecku jest taka, że to rodzice są u niego na służbie...Przynajmniej
                  ja i mąż tak się czujemy przy naszym niemowlaku :)
                  • your_and Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 03.03.08, 11:00
                    uli napisała:
                    > ciężkim dniu pracy. Tak naprawdę ocknięcie się ojców, że mają
                    zerowe prawo do
                    > dziecka to też echo tego myślenia: dom i dzieci to jest nudne,
                    małowartościowe,
                    > NIEOPŁACALNE

                    Dom, opieka nad potomstwem to nie wpływ kultury jedynie a głównie
                    hormonów - kobietom śmieszną sie wydaje męskie dążenie do
                    rywalizacji i marzenie o wyprawach w świat, a mężczyznom śmiertelnie
                    nudne pielęgnowanie domu i skupianie na rodzicielstwie. A wystarczy
                    zmienić jednym i drugim poziomy testosteronu i progesterony i mamy
                    facetów domatorów i kobiety wojowniczki - odkrywców całkiem zimne
                    matki (najprzystępniej o różnych badaniach na ten temat jest właśnie
                    napisane w "Płeć Mózgu")

                    > Świat stereotypowo kobiecy i stereotypowo męski to dwa wzajemnie
                    wykluczające
                    > się światy. Do tego gardzące sobą wzajemnie. Tymczasem w życiu nie
                    ma 100%
                    > kobiet i 100% mężczyzn, na szczęście. Trzeba

                    Oczywiście to światy inne, ale komplementarne. Kobiety potrzebują do
                    spełnienia i szczęścia mężczyzn i odwrotnie. Dziecinnie naiwne jest
                    natomiast oczekiwanie ze partner będzie pragnął tego samego co ja i
                    to samo daje mu szczęście .

                    > się dziecka- mam nadzieję, że źle to zorozumiałam, ale jEśli nie,
                    to oznacza
                    > chyba, że sam uznajesz taką hierarchę, że mężczyzna jest tym
                    królem,

                    Mam na myśli to samo co może trafniej ujęła psycholog opisując
                    typowe małżeńskie pułapki:

                    Co ważniejsze: mąż czy dzieci?
                    To pytanie jest źle postawione. Nie można dokonywać takiego wyboru.
                    Robi krzywdę swoim dzieciom kobieta, która przede wszystkim troszczy
                    się o partnera ich kosztem. Ale instynkt macierzyński broni
                    większość matek przed takim postępowaniem. Częstsza jest sytuacja,
                    że po urodzeniu dzieci mąż schodzi na drugi plan. To bardzo
                    niebezpieczny układ. I kobiecie i jej dzieciom potrzebna jest
                    rodzina. Zaniedbany, odepchnięty mąż łatwo może poszukać pocieszenia
                    tam, gdzie będzie ważny i potrzebny. I tragedia rodzinna gotowa.
                    Nawet wtedy, gdy kobieta bardzo pochłonięta jest swoim
                    macierzyństwem, nie może zapominać, że dzieci ma się we dwoje, a
                    rola matki nie wypełni jej całego życia.
                    Małżeńskie pułapki
                    • triss_merigold6 Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 03.03.08, 11:39
                      Weź pod uwagę, że wielu kobietom nie odpowiada realizowanie się
                      tylko w roli matek i odczuwają potrzebę bycia także partnerkami,
                      towarzyszkami i kochankami dla ojców swoich dzieci czyli
                      kobietami "pełnowymiarowymi". Zaniedbana uczuciowo i fizycznie,
                      odepchnięta przez męża kobieta też może poszukać pocieszenia tam
                      gdzie jej pragnienia zostaną zaspokojone ergo do mężczyzny należy
                      także dbanie o związek.
                      • your_and fala z pokolenia na pokolenie 03.03.08, 12:27
                        Ależ to dla mnie oczywiste, to problem zaangazowania w związek obu
                        płci i często można trafić na mężczyznę który na długoterminowe
                        zaangażowanie "nie ma ochoty", jak i na kobietę która "traci ochotę"
                        po posmakowaniu roli matki.
                        Charakterystyczne też że statystycznie mamisynki niechetnie biorą
                        ster i odpowiedzialność i uciekają przed zaaangazowaniem w związek a
                        córeczki wychowane bez uczuciowego zaangazowania ojców mają problem
                        z długoterminowym realizowaniem sie w roli partnerki, szczególnie
                        gdy przychodzi konkurencyjna bliskość z dzieckiem.
                        I tak ta fala przechodzi z pokolenia na pokolenie i nielicznym udaje
                        się z niej wyłamać...
                • kicia031 Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 02.03.08, 09:51
                  dania ojcu dziecka odczuć że przestał z dnia n
                  > a
                  > dzień być najważniejszą osobą, a został wykidajłem do wsparcia.


                  Moze dlatego u nas nie bylo takiego kryzysu dlatego, ze nigdy
                  partner nie byl najwazniejsza osoba - jedna z najwazniejszych, ale
                  nie najwazniejsza...
                  • your_and Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 03.03.08, 11:48
                    kicia031 napisała:
                    > Moze dlatego u nas nie bylo takiego kryzysu dlatego, ze nigdy
                    > partner nie byl najwazniejsza osoba - jedna z najwazniejszych,
                    > nie najwazniejsza...

                    Życie to sztuka wyborów.
                    Jestem ze swoją żoną od czasu kiedy ona miała 16 a ja 17 lat a ty i
                    ja jesteśmy w podobnym wieku wiec wiesz co to znaczy. Naiwnym jest
                    oczekiwanie że nie bedzie przez taki czas kryzysów. Jestem
                    zdeteminowany by była to relacja obopólnie satysakcjonująca, a
                    forumy takie jak to pomagają mi zrozumieć pewne mechanizmy i uniknąć
                    typowych pułapek, zrozumieć bardziej drugą stronę.
                    • uli Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 04.03.08, 15:45
                      zastanawiam się nad tym wyborem kto wazniejszy partner czy dziecko.
                      Skoro już posuwasz się Your_endzie do płci mózgu, w którą nie do końca wierzę,
                      to muszę wysuną argument o ewolucyjnym uwarunkowaniu ludzi, którzy są
                      zdeterminowani chronic dzieci w pierwszej kolejnosci.
                      Zastanów się - jest pożar, możesz uratowac żonę albo dziecko, kogo ratujesz?
                      Moja odpowiedz na to pytanie brzmi: dziecko. Może dlatego ze jestem mamą
                      niemowlaka i wiem, że on sam nigdy się nie wydostanie bez mojej pomocy, a mąż ma
                      taką szansę. A za 10 lat? Nie wiem, pewnie też dziecko...
                      To nie oznacza że mniej kocham męża, kocham ich oboje bardzo, ale różną
                      miłością. Dziecko potrzebuje czegos innego niz dorosły. Normaln ludzie to
                      rozgraniczają. I myślę, że zdrowi ludzie z automatu chronią potomstwo (nawet
                      cudze), taki program.
                      • your_and Re: Dlaczego dziecko jest wazniejsze 05.03.08, 13:17
                        uli napisała:
                        > Zastanów się - jest pożar, możesz uratowac żonę albo dziecko, kogo
                        ratujesz?
                        Trudno tu w ogóle dyskutować, i tak musiałbym ratować dzieci bo żona
                        by mi innej decyzji nie wybaczyła i tym boleśniej bym ją stracił na
                        zawsze..

                        Ja natomiast raczej zróciłbym uwage na zjawisko fali - kolejne
                        pokolenia powtarzają ten sam schemat mając wzajemnie do siebie może
                        żalu - usiłując z reacji rodzinnych otrzymać wsparcie krtórego nie
                        umieją uzyskac z relacji w związku. Przypomniał mi się artykuł z
                        Charakterów:Rodzina kołem się toczy

                        Lojalność wobec rodziców to potężna siła. Czasem matka i ojciec
                        próbują zatrzymać nas dla siebie. Stale ingerują w nasze związki. My
                        się buntujemy. Aż ze zdziwieniem spostrzegamy, że nasze reakcje
                        przypominają te zachowania rodziców, których chcieliśmy uniknąć. To
                        błędne rodzinne koło można przerwać. (...)
                        Historia rodzinna zatoczyła koło. Reakcja rodziców na chęć
                        opuszczenia domu przez dzieci jest podobna: w obu pokoleniach
                        dochodzi do próby zatrzymania dla siebie dorastającego
                        syna. „Zjawiska koliste” można zauważyć także w relacjach między
                        członkami rodziny: na przykład im bardziej mąż i żona sprzeczają się
                        ze sobą, tym bardziej ich rodzice ingerują. W efekcie małżonkowie
                        sprzeczają się jeszcze bardziej, co z kolei jeszcze
                        intensywniej „zaprasza” ich matki i ojców do tej ingerującej pomocy.
                        Owe rodzinne koła to niejedyny wniosek, jaki możemy wysnuć z
                        historii Andrzeja, Ani i ich syna. Jest jeszcze morał optymistyczny:
                        te błędne koła można przerwać. Czasem dzięki własnej refleksji,
                        czasem z pomocą terapeuty. Mamy taką moc

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka