ciągły strach przed utratą dziecka

03.04.08, 22:14
witam
mam mały problem aspektu psychicznego... postaram się po krótce
przedstawić sprawę...
od 7 lat staraliśmy się z mężem o dziecko, możemy je mieć tylko
dzięki in vitro.
W 2003 roku urodziłam bliźniaki (chłopców), jako wcześniaki i
niestety z tego powodu po paru dobach zmarły.
Potem miałam kilka nieudanych zabiegów, kolejny udany i poronienie.
A w końcu w 2005 roku kolejny, dzięki któremu mamy w tej chwili
cudowną córeczkę. (w czerwcu skończy 2 latka)
Mój problem polega na tym i nie ma dnia abym nie drżała o jej życie.
Prześladuje mnie ciągle uczucie że mogę ją stracić i że takiego
ciosu poprostu bym nie przeżyła. Nie mogę i nie chcę nawet sobie
tego wyobrazić.
Niestety mimo usilnych starań nie potrafię przestać o tym myśleć.
Boję się że jeśli czegoś z tym nie zrobię może to wpłynąć na jej
dalsze życie i mój sposób wychowania jej.
Może Pani ekspert lub ktoś kto przeżył coś podobnego doradzi jak
pozbyć się tego uczucia...
Czy wybrać się do psychologa... psychiatry???
Czy duszę wciąż w sobie uczucie po stracie chłopców???
    • zaba8112 Re: ciągły strach przed utratą dziecka 03.04.08, 23:56
      utrata dziecka to traumatyczne przeżycie, więc to ze taraz tak
      reagujesz jest zrozumiałe, ale zadręczasz się tymi myślami. miałam
      podobnie az w koncu wpadłam w dołek. postaraj się oderwć myśli bo
      staniesz się nadopiekuńcza a to odbije się na dziecku. może warto
      byłoby skorzystać z jakiejś psychoterapi?
    • emailia Re: ciągły strach przed utratą dziecka 04.04.08, 12:27
      Poza ewentualną terapią polecam również lekturę bądź wzięcie udziału w gazetowym
      forum Macierzyństwo po stracie, tam spotykają się takie mamy jak Ty i dzielą się
      zarówno obawami, jak i radościami, może odkryjesz tam coś dla siebie, mnie ono
      bardzo pomoglo i nadal pomaga.pozdrawiam
    • ruda110 Re: ciągły strach przed utratą dziecka 04.04.08, 13:18
      Rozumiem Cię, bo ten problem dotyczy także mnie. Kiedy urodziłam pierwszą córeczkę żyłam w naiwnym, ale błogim, przeświadczeniu, ze nieszczęscia dotykają innych, ale nie mnie... Kiedy urodziłam drugą córeczkę mój świat runął. Cztery miesiące po urodzeniu Maleńkiej lekarze posatwili diagnozę: choroba nieuleczlna, rok życia. Przez kolejne miesiące żyliśmy z wyrokie śmierci. Malusia odeszła cztery dni przed swoimi pierwszymi urodzinami... Z jej odejściem całe iluzoryczne poczucie bezpieczeństwa rozpadło się jak domek z kart i dzisiaj wiem, że nikt na świecie nie da mi gwarancji, że niedosięgnie mnie nic złego. Najbardziej boję się o moją starszą córeczkę. Jeszcze niedawno, gdy tylko zakaszlała wpadałam w panikę. Ciągle robiłam jej badania, mierzyłam temperaturę itd. Wiem, także z racji wykonywanego zawodu, że takie zachowania są niekorzystne nie tylko dla mnie, ale i dla dziecka; jego przyszłego sposobu postrzegania rzeczywistości, pewności siebie itp. Podjęłam terapię. Niełatwo zmieniać świat emocji. Kiedy one dochodzą do głosu na początku mała szansa na ich opanowanie. Wybrałam terapię behawioralno-poznawczą, ale istnieją też inne; warto o tym porozmawiać ze specjalistą. Pamiętaj, że niekażdy psychiatra jest psychoterapeutą. Myślę, że warto skorzystać z pomocy "fachowca", tym bardziej, że nasze spojrzenie na problem jest nieco zafałszowane. Życzę siły, uśmiechu i spokoju w sercu... oraz duuuzo zdrowia.

      Dla mnie ogromnym oparciem jest Bóg :-)
    • anna-sara Re: ciągły strach przed utratą dziecka 05.04.08, 01:01
      Twoje obawy są jak najbardziej uzasadnione i dobrze, że zdajesz
      sobie z tego sprawe bo to pierwszy krok do normalności. Ja jestem
      takim dzieckiem. Zanim się urodziłam rodzice stracili synka, żył
      zaledwie 2 tygodnie, zmarł na jakąś grożną biegunke. Jestem
      jedynaczką (mama nie mogła mieć więcej dzieci). Moje dzieciństwo
      było zupełnie inne niż koleżanek. Mama tak bardzo bała się o mnie,
      że cały czas czułam na sobie jej opiekuńczy wzrok. Jak sobie teraz
      uświadamiam to przez całe dzieciństwo chyba nigdy nie zostalam
      spuszczona z oczu nawet na chwilę, nigdy nie byłam sam na sam ze
      sobą. Nawet jak bawiłam się sama w swoim pokoju to mama co chwilę
      zaglądała. To szalenie męczy. Nie bywałam sama na podwórku, nie
      mogłam jeść lodów, nie mogłam sie spocić, ale zawsze byłam cieplej
      ubrana niż inne dzieci w związku z czym nie powinnam biegać. Do
      szkoły byłam odprowadzana gdzieś do 3 klasy. Dosyć póżno dostałam
      rower bo przeciez bedę chciala na nim jeżdzić a jak puścić dziecko
      samo na rowerze? Oczywiście nie mogłam bezkarnie kalsznąć czy miec
      katar. Zaraz przychodził do domu zaprzyjażniony lekarz. Do
      przychodni nie chodzono ze mna bo tam przecież tyle bakterii. Jako
      nastolatka tez mialam "przechlapane" ale wtedy już trochę sie
      przyzwyczaiłam a trochę nauczyłam sie unikać tych objawów głupiej
      miłości. Troche oddechu zlapałam dopiero na studiach (w innym
      mieście). Gdy urodziły sie moje dzieci mama usiłowała przelac te
      opiekuńczość na wnuczki. Nie pozwoliłam, byłam konsekwentna aż dała
      sobie spokój. Teraz też często łapie na sobie jej nienaturalnie
      przestraszony wzrok gdy powiem np, że boli mnie głowa. Napisałam to
      wszystko dlatego, żeby pokazać jak to widać z pozycji dziecka.
      Jeszcze jedno ważne. Miałam normalnego tatę. To dzięki niemu
      nauczyłam się pływać, jezdzić na nartach. Sama mama nigdy nie
      pozwoliłaby na takie "kuszenie losu".
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: ciągły strach przed utratą dziecka 07.04.08, 17:11
      Mimo, że opisała Pani różne sytuacje, które mogą uzasadniać Pani lęk
      o dziecko, to jednak przypuszczałabym , że źródło Pani obaw nie tkwi
      wyłączne w przeszłości związanej z nieudanymi ciążami i porodami.
      Wygląda na to, że jest to coś więcej. Być może potrzeba kontroli,
      być może lęk jaką jest Pani matką i kobietą, być może nieskie
      poczucie wartości. Wato to zbadać i nie cierpieć. Polecam terapię
      krótkoterminową indywidualną lub udział w jakieś grupie
      terapeutycznej. Powinno pomóc Pani a to zwiększy komfort Pani
      córki. Pozdrawiam. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • sanciasancia Re: ciągły strach przed utratą dziecka 24.04.08, 18:01
      Da się ;) (moi rodzice nie mogli mieć więcej dzieci, ale jakoś im się udało nie
      być nadopiekuńczymi). Mi psycholożka poradziła, żeby w takiej sytuacji przede
      wszystkim sobie wyjaśniać, że to są inne dzieci. Inna sytuacja, inna historia. A
      poza tym może warto pójść do dobrego psychologa, zresztą po takich
      doświadczeniach powinni byli Pani zaproponować specjalistyczną pomoc
      psychologiczną w szpitalu, po śmierci synków.
Pełna wersja