panna.hanna
09.06.08, 21:46
Już od bardzo długiego czasu (właściwie to chyba od zawsze) prowadze
rozmowy z nieistniejącymi ludźmi. Są oni w dwóch miejscach niedaleko
mojego domu. Gdy chcę sie komuś zwierzyć to właśnie tam ide i mówię
do nich, żartuję z nimi, usmiecham się do nich, zupełnie tak jakby
tam naprawde ktos był. Ja doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że
rozmawiam z powietrzem, ale mimo to potrzebuję takiego wygadania
się. Czy to juz choroba psychiczna? Praktykuję to od wczesnego
dzieciństwa i wcale nie cierpię z tego powodu, jednak chciałabym
wiedzieć skąd to się u mnie wzięło. Wiadomo, że dziecko często
wymysla sobie różne postacie i z nimi rozmawia, ale potem mu to mija
(mnie najwyraźniej nie minęło - mam 25 lat). Dodam jeszcze tylko, że
jestem raczej skryta i tylko przed "nimi" mogę się otworzyć. Bardzo
prosze o jakiś komentarz. z góry dziekuję :)