pro_contra
22.06.08, 20:55
Mam 25 lat i jeszcze nigdy nie byłam w żadnym związku. Nie jestem
egoistką zapatrzoną tylko w swoje korzyści, mam bardzo pozytywne
nastawienie do ludzi, w przeszłości nie przeżyłam żadnych traum a
mimo to nie stać mnie na związek z drugim człowiekiem. Odkąd
pamiętam zawsze byłam sama, i od zawsze też wydawało mi się jakby
miłość do kogoś, kto nie jest moją najbliższą rodziną była nie dla
mnie. Nie potrafię nikogo pokochać,sama tez nie daję innym szansy na
to, żeby mnie bliżej poznali. Wytworzyłam w sobie jakiś dziwny
pancerz, który coraz bardziej mi przeszkadza. Bo ja tak naprawdę
chciałabym bardzo obdarzyć kogoś uczuciem, sama też chciałabym
poczuc się dla kogoś ważna, ale niestety nie mogę. Czuję się w
środku taka "niezapełniona", właściwie to nawet pusta. Coś dziwnego
się ze mna stało. Gdy patrzę na zakochane pary nieprzerwanie dziwię
im się, co ci ludzie mają w sobie takiego czego nie mam ja, że są w
stanie byc ze sobą tak blisko (blisko to dla mnie nawet trzymanie
się za rękę, czułe obejmowanie), że potrafią się przed soba otworzyć
o siebie nawzajem zatroszczyć.
Próbuję dowiedziec się co mi jest. Czy to tylko wina charakteru
(introwertyzm) czy może to już jakaś jednostka chorobowa (szczerze
mówiąc to czuję się właśnie jak taki chory, niepełnosprawny
uczuciowo człowiek). Jeśli ktokolwiek ma jakis pomysł to proszę o
komentarz. dzięki