monoxa
09.07.08, 15:55
Pytanie troche przewrotne bo chyba do konca tego nie wiadomo. Dla kazdego
zreszta inny jet ten koniec. Dla jednego bicie dla innego milczenie i
lekcewazenie.
Moj maz jest jak mr jackyl dr hyde. Ma rozne oblicza. Znam go od ponad 15 lat.
Prawie tyle jestesmy malzenstwem. Zmienil sie kilka lat temu a ja ciagle
czekam aby przestac zyc na tej emocjonalnej hustawce. Mamy b. male dziecko.
Ono na razie nie rozumie obrazliwych epitetow wobec mnie ale przypuszczam, ze
za chwile je powtorzy.
Jest jeszcze jedna rzecz-ja obecnie niepracuje. Maz zarabia tyle, ze starcza
na zycie powyzej przecietnej. Na tyle, ze moglismy planowac prywatne
przedszkole, podstawowke, myslelismy o takim obrocie nieruchomosciami aby
dziecko mialo wlasne miezskanie w przyszlosci. J a jestem na wychowawczym.
Jesli odejde od meza sama nie zarobie na tak wysoki poziom. Maz potrafilby tak
ukryc dochody abym dostala grosze alimentow. To z jego strony byloby zemsta na
mnie a dziciak po odejsciu nie interesowalby go- tak sadze. Maz jest de facto
malym chlopcem w podejsciu do zycia , ktotr dziwnym trafem potrafi zarobic
pieniadze.
Co zrobic waszym zdaniem- zamkanac sie i nie prowokowac awantur czy odejsc i
baaaardzo obnizyc status materialny? Mysle o dziecku, nie o sobie. Potrafie
zarobic- mam dobre wyksztalcenie i dobry zawod. Ale nie tyle co maz.